Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Gdy sprz±ta³ spi¿arniê na polecenie matki, zaczytywa³ siê w starych gazetach, którymi wyk³adano pó³ki. By³y ciekawsze od ¶wie¿ych.

Labudowie cz. 1 Spotkanie

Magdalena Bajer

Najstarszy syn ma³¿eñstwa naukowców z UAM w Poznaniu, Aleksander Labuda, jest profesorem w Uniwersytecie Wroc³awskim. Zaprosi³ mnie na rozmowê do domu przy ulicy, na której przed³u¿eniu stoi mój niegdy¶ rodzinny dom, któr± przemierza³am w ka¿de wakacje id±c na basen olimpijski.

W historii rodziny gospodarza wystêpuj± wszystkie zjawiska charakterystyczne dla losów polskiej inteligencji w ubieg³ym wieku: spo³eczny awans, przej¶cie z pa³acu do kamienicy w mie¶cie, ci±g³o¶æ pojmowania zadañ oraz ambicji najlepszego ich wype³niania, zaanga¿owanie w sprawy wa¿ne dla kraju.

W linii ojcowskiej tradycja jest krótsza. Gerard Labuda, jeden z czo³owych polskich historyków, pochodzi z kaszubskiej wsi. Wraca³ tam na wakacje w ciê¿kich powojennych czasach z powiêkszaj±c± siê rodzin±. Dlatego syn pamiêta babkê, która pó¼niej, owdowiawszy, zamieszka³a w Gdañsku.

Pamiêæ tradycji matczynej zatrzymuje siê na postaci margrabiego Aleksandra Wielopolskiego, którego Alberta by³a prawnuczk±. Jest to w³a¶ciwie bardziej ni¿ pamiêæ – wiedza, zaczerpniêta w du¿ej mierze z monografii Adama Ska³kowskiego, który po¶wiadcza XVI−wieczne parantele rodziny. Przez ¿onê Zygmunta, syna margrabiego, ksiê¿nê Montenuovo, koligacje siêgaj± burboñskiej Francji, a dzieci Alberty i Gerarda figuruj± w ksiêdze genealogicznej Krew Ludwika XIV. Na pytanie, czy to co¶ znaczy, mój rozmówca odpowiada, ¿e... studia romanistyczne wybra³ pod wp³ywem mamy.

wzory i drogi

Bardziej wyrozumowany ni¿ sentymentalny jest stosunek potomnych do ró¿nie przez dziejopisów ocenianego przodka. – Matka przez pamiêæ o margrabim patrzy³a na Jaruzelskiego jako cz³owieka dramatycznego wyboru. Ojciec, który ma umys³ praktyczno−pozytywny i z¿yma siê na polskie powstania, wypowiada siê o antenacie swojej ¿ony z szacunkiem. Nie by³ on dla dzi¶ ¿yj±cego pokolenia wzorem osobowym, ale jest postaci±, której obecno¶æ w rodzinie zobowi±zywa³a do uwa¿nego my¶lenia o w³asnej postawie wobec spraw wymagaj±cych ¶wiadomych decyzji i gotowo¶ci ponoszenia ich kosztów.

Alberta Wielopolska wnios³a w wianie co¶, co jej syn nazywa kosmopolityzmem arystokratycznym, a co obserwowa³ te¿ w ¿yciorysach pomorskich hrabiów i baronów osiad³ych na Kaszubach. Przywi±zanie do ziemi, dziedziczonej nieraz przez wieki i poczucie odpowiedzialno¶ci za maj±tki ³±czy³o ludzi tej warstwy ponad przynale¿no¶ci± narodow±. Zazwyczaj ów kosmopolityzm chroni³ do¶æ skutecznie przed ró¿nymi postaciami nacjonalizmu i przed parafiañszczyzn±, która szczególnie mierzi³a matkê pó¼niejszego profesora Aleksandra.

Z piêciorga ch³opskiego rodzeñstwa tylko najm³odszy Gerard zosta³ inteligentem, choæ wszyscy w jego kaszubskiej rodzinie zdawali sobie sprawê z warto¶ci wykszta³cenia, a jedyna siostra o nim marzy³a. Po szkole powszechnej poszed³ do gimnazjum w Wejherowie, a potem, jako student historii w Poznaniu, zwróci³ uwagê wspomnianego ju¿ prof. Ska³kowskiego, który ufundowa³ mu skromne stypendium.

Pytany o powód wyboru studiów historycznych, profesor opowiada³ synowi anegdotê z dzieciñstwa. Gdy sprz±ta³ spi¿arniê na polecenie matki, zaczytywa³ siê w starych gazetach, którymi wyk³adano pó³ki. By³y ciekawsze od ¶wie¿ych.

Na trzecim roku napisa³ pracê magistersk± i wkrótce potem wyjecha³ na kilkumiesiêczny pobyt do Szwecji, aby badaæ skandynawskie ¼ród³a do dziejów Polski. Jêzyka uczy³ siê ze... szwedzkiego przek³adu Trylogii. Przywiezion± stamt±d tu¿ przed wojn± rozprawê doktorsk± zdeponowa³ w bibliotece uniwersyteckiej, gdzie sp³onê³a. Obroni³ doktorat (na podstawie innej pracy) koñcz±c studia historyczne na Tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich w roku 1943.

Chroberz – Poznañ

Prof. Aleksander nazywa Adama Ska³kowskiego duchem opiekuñczym, ju¿ nie tylko ojca, ale swojej rodziny. Pisz±c monografiê margrabiego go¶ci³ w chroberskiej siedzibie Wielopolskich, gdzie bada³ rodzinne archiwa. Podczas wakacji w 1938 r. zabra³ do pomocy Gerarda Labudê. Drugi raz m³ody cz³owiek znalaz³ siê tam po ucieczce z niemieckiej niewoli, do której trafi³ nie zd±¿ywszy w³o¿yæ munduru. W Poznaniu nie móg³ zostaæ, pojecha³ do Krakowa i odnaleziony przezeñ Ska³kowski ukry³ zbiega w zaprzyja¼nionym maj±tku. Tam spotka³ matkê mojego gospodarza, który przypuszcza, ¿e decyzja o ma³¿eñstwie, „zwa¿ywszy na ró¿nice stanowe”, nale¿a³a raczej do panny Wielopolskiej.

Po wojnie Gerard Labuda wróci³ do Poznania, gdzie szybko przechodzi³ szczeble naukowej kariery. W roku 1946 habilitowa³ siê, dziesiêæ lat pó¼niej zosta³ profesorem zwyczajnym, bêd±c od 1947 cz³onkiem Poznañskiego Towarzystwa Przyjació³ Nauk, od 1953 cz³onkiem czynnym PAU, od 1964 cz³onkiem rzeczywistym PAN. Po reaktywowaniu zlikwidowanej przez powojenne w³adze PAU zosta³ w 1989 roku jej prezesem.

Profesorowi zawdziêcza polska historiografia nowoczesn± syntezê staro¿ytnych i ¶redniowiecznych dziejów S³owian zachodnich. Katedr± po¶wiêcon± tej problematyce kierowa³ w UAM wiele lat, jak równie¿ Zak³adem Historii Pomorza PAN. Nale¿±c do pokolenia uczonych ogarniaj±cych zainteresowaniem du¿e obszary rzeczywisto¶ci, Gerard Labuda ma w dorobku prace z zakresu historiografii, powiedzia³oby siê – teoretycznej, ¼ród³oznawstwa, kultury politycznej: kilkakrotnie wznawiane i uzupe³niane Studia nad pocz±tkami pañstwa polskiego, Polska granica zachodnia, Pierwsze pañstwo polskie, a tak¿e redagowanie przez czterdzie¶ci lat (1957−97) „Studiów ¬ród³oznawczych”, nieco krócej „Historii Dyplomacji Polskiej” oraz innych czasopism naukowych. To, naturalnie, tylko niektóre przyk³ady pokazuj±ce rozleg³y horyzont twórczo¶ci.

Poznañskie gniazdo

Aleksander, urodzony w Chrobrzu (m³odsze dzieci przychodzi³y na ¶wiat w Poznaniu), dziedziczy intelektualne ambicje tak¿e po matce. Przekonanie, ¿e warto kszta³ciæ dzieci i ¿e nale¿y to do rodzicielskich obowi±zków, porównuje u obu rodzin – ojcowskiej i matczynej. Druga mia³a znacznie wiêksze pod tym wzglêdem mo¿liwo¶ci, tote¿ najstarszy z wujów, Zygmunt, dziedzic ordynacji Wielopolskich, skoñczy³ studia ekonomiczne.

M³odszy brat Alfred po ukoñczeniu prawa w Warszawie studiowa³ te¿ ekonomiê we Fryburgu szwajcarskim, po czym pe³ni³ do¶æ wysokie funkcje urzêdnicze w administracji pañstwowej, a po wojnie wyk³ada³ historiê gospodarcz± w Politechnice Szczeciñskiej i zajmowa³ siê badaniem dziejów gospodarki Pomorza Zachodniego.

Kolejny wuj, imiennik mojego rozmówcy, chemik, wykszta³cony w Warszawie i Monachium, przymno¿y³ rodzinie uczonej tradycji w³asn± prac± w Politechnice Warszawskiej, ale i poprzez ma³¿eñstwo z Ann± Manteufflówn±, która by³a mikrobiologiem w instytucie PAN.

Spo¶ród trzech sióstr tylko najm³odsza Alberta, przysz³a pani Labudowa, o charakterze, jak siê dowiadujê od syna, do¶æ buntowniczym, prze³ama³a obyczajowy stereotyp i posz³a na studia, choæ nie uda³o siê jej przekonaæ ojca, ¿eby to by³a interesuj±ca j± fizyka. Po maturze w ciesz±cej siê wielk± renom± szkole matek Sacré Coeur w Zbylitowskiej Górze i roku w Sorbonie skoñczy³a romanistykê we Lwowie.

Gniazdem m³odej pary badaczy by³o najpierw dwupokojowe s³u¿bowe mieszkanie bez ³azienki. T³oczyli siê tam z rodzicami trzej synowie, przywieziona z Chrobrza francuska guwernantka, stareñka „madamcia”, czasem przemawiaj±ca do kilkuletniego Aleksandra osobliw±, mocno „spolszcza³±” francuszczyzn± oraz znacznie m³odsza, równie¿ z Chrobrza wziêta, niania, które to okre¶lenie nie oznacza³o obowi±zków, a raczej rodzaj za¿y³o¶ci.

W roku 1956 rodzina – jeszcze o dwójkê dzieci liczniejsza – zamieszka³a w wybudowanym przez ojca obszernym domu.

akademicki dom

Matka zaczê³a pracê asystenta na romanistyce, sk±d niebawem omal jej nie wyrzucono za „bardzo nies³uszne margrabskie pochodzenie”. Ratunkiem okaza³o siê, paradoksalnie zamkniêcie równie¿ nies³usznego, „imperialistycznego” kierunku studiów. Prof. Labuda, mimo s³usznego pochodzenia, mia³ przykro¶ci. Pó¼niej trzeba by³o odchowaæ dzieci – najm³odsza córka przysz³a na ¶wiat w roku 1953 i dopiero po Pa¼dzierniku pani Alberta wróci³a na odrodzon± poznañsk± romanistykê, gdzie zrobi³a doktorat.

W 1962 roku znalaz³ siê tam najstarszy syn. I wspomina ten czas jako „niewygodny”. Ojciec by³ wtedy rektorem, matka bezpo¶redni± preceptork± – ka¿de mniej konwencjonalne (wedle miar i ogólnych, i specyficznych dla tamtej epoki) zachowanie musia³o byæ interpretowane, jako „pozwalanie sobie” przez rektorskiego potomka.

W domu by³o tak samo, jak w uniwersytecie. Ojciec „pracowa³ jak szalony”, spe³niaj±c intelektualne ambicje w budowaniu od podstaw mediewistyki s³owiañskiej i formu³owaniu koncepcji pocz±tków pañstwa polskiego, tworz±c niezbêdny dla tych badañ warsztat ¼ród³oznawczy, a ponadto kieruj±c na ró¿nych poziomach ¿yciem du¿ej uczelni. Syn przypuszcza, ¿e pasjom badawczym i spo³ecznikowskim ojca towarzyszy³o te¿, tajone mo¿e, pragnienie utrzymania du¿ej rodziny na poziomie odpowiednim dla ¿ony wychowanej w zamo¿nym domu, choæ zarobki nigdy nie stanowi³y istotnego motywu podejmowanych zadañ, a matka ¿adnych szczególniejszych potrzeb nie zg³asza³a, przywyk³a do surowych warunków, w jakich chowano dzieci z jej warstwy.

Oboje rodzice nie formu³owali wobec dzieci wymagañ, ale pan prof. Labuda junior mówi, ¿e „miêkkie oczekiwania s± gorsze od twardych wymagañ, przeciw którym ³atwo siê zbuntowaæ”. Pierwszym towarzyszy zaufanie i ciep³o, a to mocno zobowi±zuje.

Oczekiwano wiêc od dzieci, ¿eby zachowywa³y siê przyzwoicie wobec innych, kimkolwiek ci inni s± i ¿eby „sobie dobrze ³eb umeblowa³y”. Studiowanie by³o oczywisto¶ci±, o której nie rozmawiano. Poza uznaniem dla aspiracji intelektualnych i zainteresowañ badawczych, wszyscy wiedzieli, ¿e jedyn± ¶cie¿k± mog±c± zapewniæ cz³owiekowi wzglêdnie niezale¿ny byt w zniewolonym przecie¿ pañstwie, jest nauka. Humanistom gorzej by³o ni¿ matematykom czy technologom, ale po ‘56 roku i oni mogli robiæ w badaniach, co chc± oraz publikowaæ nieporównanie wiêcej. Ojciec przysz³ego romanisty mówi³ synowi, ¿e zawsze pisa³, co chcia³, a tylko z „Polsk± granic± zachodni±” mia³ ideologiczne k³opoty.

Oczywiste wiêc by³o, ¿e potomkowie ludzi uniwersytetu nie tylko skoñcz± studia, ale w uniwersytecie czy innej uczelni zostan±.

Nastêpne pokolenie Labudów wynios³o z domu wzór, w którym minimum stanowi nakaz: „Nie krzywd¼ nikogo”, a normê: „Pomagaj, kiedy tylko mo¿esz”. W ¿yciu doros³ym zdarza³o im siê nieraz normê przekraczaæ.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje