Spory o polsk± to¿samo¶æ nie s± niczym nowym i zapewne nieprêdko znajd± siê poza polem naszej uwagi. Nie jeste¶my narodem, który – w odró¿nieniu od narodów Europy Zachodniej – mo¿e sobie pozwoliæ na zawieszenie tych kwestii. Traumatyczna historia ostatnich dwóch stuleci sprawi³a, i¿ sw± narodow± to¿samo¶æ kszta³towali¶my w warunkach opresji, która generowa³a z jednej strony kompleksy wywo³ane poczuciem ni¿szo¶ci, z drugiej za¶ z owych kompleksów wyrastaj±ce uczucie egoizmu i chêæ uzyskania od mo¿nych tego ¶wiata rekompensaty za pieski los. Te dwa wektory stanowi± w niektórych krêgach o stanowisku, jakie reprezentujemy wkraczaj±c w obszar wspólnoty europejskiej. Domagamy siê mo¿liwie du¿ych wp³ywów i zwiêkszenia w³asnej roli w okre¶laniu polityki unijnej, a tak¿e d±¿ymy do umniejszenia wp³ywów naszych partnerów. Temu s³u¿y m.in. uprawiana przez naszych polityków i publicystów „polityka historyczna”.
Nie wiem, czy do lamusa od³o¿ono ju¿ pomys³ stworzenia centralnego instytutu wychowania patriotycznego, wiem natomiast, ¿e odwa¿nie domagamy siê jednoznacznej wyk³adni dziejów europejskich, w szczególno¶ci za¶ historii stosunków polsko−niemieckich. Ostatnio postanowiono ujednoznaczniæ kanon lektur szkolnych pod has³em „wiêcej Sienkiewicza, mniej Gombrowicza”. Wszystko to raczej ¶mieszy, zw³aszcza w kontek¶cie twardej wypowiedzi pos³a Wierzejskiego: „Ale Gombrowicza nie odpu¶cimy!” Manipulowanie przy kanonie lektur szkolnych to nie nowo¶æ – wystarczy siêgn±æ do praktyk okresu stalinowskiego. S± dzie³a, które nale¿± do „naszych” i s± dzie³a „nam wrogie”. „Nam wrogie” usuwamy. Na tej zasadzie w³a¶nie w stalinizmie usuwano Dostojewskiego i Kafkê, którzy powrócili dopiero po roku 1956. Pó³ wieku pó¼niej mamy powtórkê z rozrywki. Có¿, d³u¿ej pisarza ni¿ dygnitarza.
To wszystko brudna piana dora¼no¶ci, która sp³ynie do rynsztoka historii. Tymczasem odbywaj± siê dyskusje istotne, które niestety nie odnajduj± szerszego odd¼wiêku. Wydana rok temu praca Nikodema Boñczy−Tomaszewskiego „¬ród³a narodowo¶ci. Powstanie i rozwój polskiej ¶wiadomo¶ci w II po³owie XIX i na pocz±tku XX wieku” przesz³a niemal niezauwa¿ona. Tomaszewski podkre¶la rolê, jak± w kszta³towaniu polskiej ¶wiadomo¶ci narodowej odegra³o pojêcie podmiotowo¶ci. Bez w±tpienia, zw³aszcza w romantyzmie, owo poczucie odegra³o dla budowania to¿samo¶ci narodowej polskiej inteligencji rolê fundamentaln±. Wiek XX przyniós³ za³amanie owej romantyczno−narodowej postawy.
Czy rzeczywi¶cie? Do¶æ przejrzeæ podstawowe spory powojennych dziesiêcioleci, by stwierdziæ, ¿e owa postawa – reinterpretowana, choæby w pracach Marii Janion – ca³y czas zdawa³a siê dominowaæ, by dopiero po roku 1989, w tej¿e Janion „projekcie krytyki fantazmatycznej”, zostaæ zakwestionowan± przez og³oszenie „koñca paradygmatu romantycznego”. Nie przesadzajmy, gdzie¶ on nadal sobie ¿yje, choæ mo¿e dzi¶ jest mniej funkcjonalny ni¿ æwieræ wieku temu. Czasy siê nieco zmieni³y, a wraz z nimi i punkty odniesienia w przesz³o¶ci. Zwraca na to uwagê w interesuj±cej, polemicznej wobec ksi±¿ki Tomaszewskiego recenzji Ewa Thompson na ³amach „Europy”. Podnosz±c walory „¼róde³ narodowo¶ci” amerykañska uczona proponuje odnalezienie dla obecnych poszukiwañ korzeni polskiej to¿samo¶ci „nowych” ¼róde³ w epoce przedrozbiorowej, a przede wszystkim w jej pi¶miennictwie. Pisze, ¿e by³oby po¿±dane, „gdyby polskie elity wyartyku³owa³y ofertê neosarmack±, zakorzenion± w epoce, gdy Polacy liczyli siê w Europie i gdy nie da³o siê ich lekcewa¿yæ w ten sposób, w jaki dzi¶ s± czêsto lekcewa¿eni”. Propozycja rzeczywi¶cie poci±gaj±ca, gdy¿ nie tylko siêga do tradycji demokracji szlacheckiej, która, jak swego czasu pisa³ Janusz Tazbir, by³a jednym z tych w±tków tradycji, który formowa³ antytotalitarne postawy polskiej inteligencji, ale tak¿e nakazuje podjêcie pilnych prac pozwalaj±cych „odnowiæ znaczenia” oryginalnej polskiej my¶li i wci±¿ niedoczytanej literatury.
Nie jest przypadkiem, ¿e czê¶æ m³odych poetów londyñskiej grupy Kontynenty, debiutuj±cych – po ukoñczeniu angielskich szkó³ – w pocz±tkach lat 50., odwo³ywa³a siê do tradycji literatury staropolskiej jako do ¿ywego ¼ród³a polszczyzny. Tym bardziej zdumiewa, ¿e, jak pisze Thompson, „poetycka antologia Krzysztofa Koehlera »S³uchaj mnie, Sauromatha« nie zosta³a jeszcze przez polskich historyków idei przetrawiona”. No có¿, przetrawiæ warto by by³o tak¿e wydan± trzy lata temu „Kronikê wszystkiego ¶wiata Marcina Bielskiego. Pogranicze dyskursów” Dariusza ¦nie¿ki. Ale mo¿e nie jest a¿ tak ¼le, skoro ostatnio na ³amach „Polityki” Rados³aw Lolo przypomnia³ w artykule „O zapomnianym klasyku” postaæ i dzie³o Wawrzyñca Grzyma³y Go¶lickiego: „Tylko niewielkie grono badaczy staropolskiej my¶li politycznej ma ¶wiadomo¶æ faktu, ¿e traktat Go¶lickiego by³ dos³ownie rozchwytywany w nowo¿ytnej Europie. Przet³umaczono go na kilka jêzyków zachodnioeuropejskich. (...) Prawdopodobnie zna³ go Thomas Jefferson, gdy przygotowywa³ tekst konstytucji Stanów Zjednoczonych”. Przy czym, oczywi¶cie, nale¿y do tych osi±gniêæ podchodziæ z gombrowiczowskim dystansem, by nie opatrywaæ tego wszystkiego mottem: „S³oñ a sprawa polska”. A przed tym, jako absolwent liceum im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, przestrzegam.