Nie tylko historia naturalna była przedmiotem troski Włodzimierza Dzieduszyckiego. Leżał mu na sercu rozwój przemysłowy Galicji i tę ideę upowszechniał na licznych wystawach krajowych i zagranicznych.

Dzieduszyccy

Magdalena Bajer

Nauka zawdzięcza rozwój talentom oraz wysiłkom badawczym jednostek i zespołów, ale także tym, którzy talenty innych pielęgnują, a wysiłkom badawczym stwarzają warunki do owocowania. Dzieduszyccy – ród bardzo rozgałęziony – zasłużyli się nauce osobami twórców, ale bodaj więcej jeszcze hojnością i zapałem mecenasów. W Galicji, pod zaborem austriackim, powstał dzięki ich światłemu wizjonerstwu trwały dorobek cywilizacyjny – tak należy określić świadectwa owego szczególnego patriotyzmu, jaki na tych ziemiach naznaczył ludzkie postawy.

Pamięć żyjących dzisiaj potomków, pielęgnowana w Związku Rodowym Dzieduszyckich, liczącym ponad 80 członków, sięga osoby Tadeusza Gerwazego, który był regimentarzem Stanisława Augusta. Czterej jego synowie (miał także 5 córek) walczyli w insurekcji kościuszkowskiej, najstarszy, zaprzyjaźniony z wodzem, otrzymał odeń portret z osobiście wyrytym napisem: „Walerianowi Dzieduszyckiemu Tadeusz Kościuszko”. Znajduje się on dzisiaj w kieleckim Muzeum Narodowym, ale niebawem ma trafić do rodzinnego muzeum w Zarzeczu. O tym ostatnim rozmawiałyśmy pod koniec spotkania z panią Izabelą Dzieduszycką w warszawskiej siedzibie Przymierza Rodzin, któremu prawnuczka Włodzimierza, najznaczniejszego pośród przodków, prezesuje.

Zanim o jego wielkich zasługach, trzeba przywołać innego przodka, urodzonego w r. 1813 Maurycego, który, choć nie posiadał stopni naukowych, miał osiągnięcia badawcze i od r. 1873 był czynnym członkiem Akademii Umiejętności. Zajmował się nowożytną historią polityczną Polski i historią Kościoła, publikując prace z tego zakresu, a także tłumaczył z łaciny i francuskiego.

Zasłużył się bardzo Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich – był kuratorem w latach 1851−69 – porządkując jego administrację, finanse, przebudowując gmach i zatrudniając wybitnych specjalistów. W tych działaniach trzeba szukać początków tradycji mecenatu Dzieduszyckich nad nauką i kulturą narodową.

Wszystko dla wielu

Pradziadek pani Izabeli, Włodzimierz, urodził się w r. 1825 w Jaryszowie na Podolu. Jedynak, słabego zdrowia, pobierał nauki w domu od profesorów Uniwersytetu Jana Kazimierza (często przebywał w lwowskim pałacu rodziców). W nieodległej Poturzycy jego ojciec (najmłodszy syn wspomnianego regimentarza) zgromadził znakomitą bibliotekę, liczącą 20 tysięcy woluminów, którą Włodzimierz powiększył o dalszych 10 tysięcy i przeniósł do Lwowa, udostępniając czytającej publiczności.

Znakomicie gospodarując własnymi i wniesionymi w wianie przez żonę majątkami, szczodrze łożył na to wszystko, co uznał za istotne dla podniesienia cywilizacyjnego poziomu rodzimej Galicji i duchowego rozwoju Polaków. Tym celom podporządkował też działania polityczne, jakkolwiek nie pociągały go same w sobie.

W 1848 r. znalazł się, wraz z kilkoma jeszcze Dzieduszyckimi, w Centralnej Radzie Narodowej, następnie Gwardii Narodowej. Po wybuchu powstania styczniowego jego lwowski pałac przy ul. Kurkowej stał się miejscem spotkań emisariuszy z Królestwa i niepodległościowych działaczy Galicji, a przez ręce gospodarza przechodziła korespondencja władz powstańczych.

Przedtem często spotykali się tam polscy i ukraińscy posłowie powstałego w 1861 roku Sejmu Galicyjskiego, których autorytet Włodzimierza Dzieduszyckiego, również posła, potrafił skłaniać do koniecznych dla dobra kraju kompromisów.

W r. 1876 zgodził się zostać marszałkiem sejmu na jeden rok, rezygnując z poświęcania gros czasu badaniom z zakresu taksonomii zwierząt oraz muzealnictwa i pasji kolekcjonerskiej, jaką żywił od dzieciństwa. Pierwsze przyniosły m.in. opisanie trzech rzadkich gatunków ssaków, oryginalną terminologię nazw ptaków i opracowanie metodologii tworzenia skansenów. Druga zaowocowała utworzeniem Muzeum Przyrodniczego, placówki wówczas wyjątkowej w Europie, które w 1880 r. udostępniło zbiory właściciela społeczeństwu, zaopatrując zwiedzających w starannie opracowane i często aktualizowane przewodniki oraz zapewniając bezpłatny wstęp parę razy w tygodniu. Młodych ludzi zainteresowanych badaniami naukowymi kurator−mecenas wysyłał na stypendia w uniwersytetach krajowych i zagranicznych. Przywozili stamtąd okazy fauny i flory do muzeum.

Nie tylko jednak historia naturalna była przedmiotem troski Włodzimierza Dzieduszyckiego, choć przez ostatnie dwa lata życia nie opuszczał małego pokoju w muzeum, preparując okazy ptaków. Leżał mu na sercu rozwój przemysłowy Galicji i tę ideę upowszechniał na licznych wystawach krajowych i zagranicznych. W 1877 zaprezentował we Lwowie po raz pierwszy „przemysł domowy”, tj. rękodzielnicze wyroby garncarskie, koszykarskie, skórzane, drewniane, gliniane, a także eksponaty etnograficzne. Cztery lata wcześniej na światową wystawę w Wiedniu przywiózł 53 kompletne ubiory huculskie, oryginalne pisanki i ozdoby oraz... chatę chłopską z całym wyposażeniem.

Wpływy i kontakty polityczne, prestiż członka AU, którym był od 1881, wyzyskiwał dla działań społecznych i oświatowych. Inicjował tworzenie szkół przemysłowych i rzemieślniczych, sam założył Krajową Szkołę Garncarską w Kołomyi. Dzięki jego staraniom powstały seminaria nauczycielskie w Krakowie i Lwowie, a Wyższa Szkoła Rolnicza w Dublanach (istniejąca od r. 1855) zyskała status uczelni krajowej.

Tylko małą część przedsięwzięć hrabiego−demokraty mogę tu spisać, ale wystarczy dla pokazania sedna tradycji rodzinnej Dzieduszyckich, jakim jest – ciągle – owa troska o podnoszenie poziomu umysłowego i rozszerzanie horyzontów jak najszerszych warstw społeczeństwa. W zapatrywaniach i postawach, na których wzoruje się dziś żyjące pokolenie, „demokratyzm” bywa podkreślany z uznaniem i każda opowieść o przodku Włodzimierzu zawiera wiadomość, jak to w Zarzeczu pierwszy z galicyjskich ziemian zniósł pańszczyznę i uwłaszczył część chłopów.

Nauka z polityką

Drogą naukową, z której zbaczał w nurt bieżącej polityki, poszedł Wojciech Dzieduszycki z linii Jezupolskiej (jej przedstawiciele zasłynęli hodowlą koni arabskich), urodzony w 1848 r.

Gimnazjum i studia filozoficzne ukończył w Wiedniu, uzyskując stopień doktora w 1871. Habilitował się we Lwowie, zostając profesorem UJK w 1896. Odtąd, do śmierci w 1909, kierował Katedrą Historii Filozofii i Estetyki oraz prowadził wykłady z teorii poznania, historiozofii, dziejów sztuki renesansowej.

Dorobek Wojciecha Dzieduszyckiego zamyka się w kilku książkach, m.in.: Roztrząsania filozoficzne o podstawach pewności ludzkiej, O wiedzy ludzkiej, Historia malarstwa we Włoszech i licznych artykułach naukowych z filozofii i estetyki, których wzajemne związki interesowały uczonego szczególnie. Przełożył Króla Edypa Sofoklesa.

Historycy nauki sytuują profesora pośród myślicieli chrześcijańskich, którzy przewidując kryzys cywilizacji szukali dróg wyjścia w połączeniu racjonalizmu z intuicją etyczną, przyznając tej drugiej prymat w powstawaniu wyobrażeń zbiorowych i idei społecznych.

Na łamach „Gazety Narodowej” (był członkiem redakcji) prof. Dzieduszycki publikował artykuły popularnonaukowe, ale również opowiadania, szkice krytycznoliterackie i wiersze.

Przy tych zainteresowaniach humanistycznych, jak wielu jego przodków i krewnych, działał na rzecz umacniania autonomii Galicji i uzasadniania polskości tych ziem. Będąc prezesem Towarzystwa Archeologicznego we Lwowie kierował pracami wykopaliskowymi i konserwatorskimi.

W działalności ściśle politycznej, przede wszystkim na forum Koła Polskiego w Wiedniu, któremu prezesował w latach 1904−07, Wojciech Dzieduszycki prezentował poglądy konserwatywno−liberalne, opowiadając się za powiększeniem i ugruntowaniem autonomii wszystkich nacji monarchii austriackiej i wszystkich obozów ideowych. Na tym tle przeciwstawiał się krakowskiemu zachowawczemu stronnictwu „stańczyków”.

Niełatwo rozstrzygnąć, czy trwalej zapisał się w historii politycznej Polski XIX wieku, czy w dziejach myśli naukowej. Na jednym i drugim polu odznaczał się, jak świadczą potomni, dużym talentem, erudycją, kulturą i gorliwością.

Zarzecze jutro

W 1819 r. Magdalena z Dzieduszyckich Morska (córka protoplasty rodu Tadeusza Gerwazego) wydała pierwszy bal w ukończonym właśnie pałacu, zbudowanym wedle projektu znanego architekta Aignera, przy pomocy jej rysunków robionych w wielu krajach Europy. Projekt obejmował także otoczenie, tj. ogrodnictwo z pomarańczarniami, budynki gospodarskie, mieszkania oficjalistów i chaty wiejskie. Po upadku powstania listopadowego, kiedy to służył za schronienie polskim żołnierzom uciekającym z Królestwa przed prześladowaniami, pałac przestał tętnić życiem kulturalnym oraz towarzyskim, a po śmierci Magdaleny przeszedł w ręce jej bratanka Włodzimierza, późniejszego mecenasa nauki i sztuki.

Kilka miesięcy temu odbył się we Lwowie zjazd otwierający drugie stulecie Związku Rodowego Dzieduszyckich, który to związek nie jest nostalgiczną zabawą byłych arystokratów, ale kontynuacją głównego wątku rodzinnej tradycji, tj. służby społeczeństwu.

Izabela i jej nieżyjący już mąż Tadeusz powołali do życia Przymierze Rodzin – najpierw ruch (1983) gromadzący głównie dzieci i młodzież przy parafiach, potem stowarzyszenie (zarejestrowane w 1990) prowadzące działalność oświatową. Poza szkołami podstawowymi, gimnazjami i liceami (jest ich 9) stworzono uczelnię licencjacką dla nauczycieli, w której kształcą się liczni stypendyści z terenów dawnej Galicji. Prosta kontynuacja dzieła pradziadka Włodzimierza.

W Zarzeczu teściowie pani Izabeli ukrywali podczas wojny kilkadziesiąt osób, zapewniając im pracę, fałszywe dokumenty i naukę zawodu. Obecne władze gminy przechowują to we wdzięcznej pamięci.

Na początku tego roku powstał akt notarialny między Związkiem Rodowym Dzieduszyckich a starostą Jarosławia, gdzie zapisano, że „Zarzecze teraz i zawsze służyć będzie polskiej kulturze i edukacji” i deklarację odstąpienia od wszelkich roszczeń do przedmiotów pochodzących z pałacu, pod warunkiem, że z Jarosławia, dokąd je wywieziono po wojnie, wrócą na swoje miejsce.

W przyszłym roku zostanie otwarte Muzeum Dzieduszyckich w Zarzeczu, prezentujące historię zasłużonej ojczyźnie rodziny, zarazem miejsce konferencji, spotkań edukacyjnych, wystaw, szkolenia młodzieży w różnych zakresach wiedzy obywatelskiej. Znów prosta kontynuacja.

A inne wątki tradycji przedłużają się także w następnych pokoleniach obu linii rodziny.

Nauką para się Teresa Dzieduszycka, która wiele lat pracowała w Sorbonie, tłumacząc na francuski literaturę polską, m.in. utwory Mrożka. Najstarsza córka pani Izabeli jest wykładowcą polskiego i rosyjskiego w uniwersytecie Hunter w Nowym Jorku i kończy rozprawę doktorską, zamierzając poświęcić się pracy akademickiej.

Wnuczka profesora Wojciecha, Małgorzata Dzieduszycka−Ziemilska, ma zasługi w służbie dyplomatycznej, uprawia publicystykę i zajmuje się upowszechnianiem wiedzy o ważnych polskich problemach, jak dzieje emigracji pokazane na wystawie zorganizowanej w programie UE Kultura albo życie Polaków i Niemców we Wrocławiu, nad którą to wystawą pracuje ostatnio.

Dorastający dzisiaj członkowie rodu mają świadomość celów, jakie stawiali sobie ich przodkowie i wynikających stąd zobowiązań.