Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Nauce polskiej brak jednej silnej reprezentacji. To nie powinien byæ zespó³ kilku ekspertów, powo³ywanych przez ministra do opiniowania konkretnych spraw. Taka rada powinna byæ usytuowana przy premierze i mieæ znaczny stopieñ niezale¿no¶ci.

Nauka potrzebuje wielu zmian

Rozmowa z prof. Micha³em Szulczewskim,

przewodnicz±cym Rady Nauki

Rada Nauki to tak naprawdê trzy osobne organizmy: Komitet Polityki Naukowej i Naukowo−Technicznej, Komisja Badañ na rzecz Rozwoju Nauki i Komisja Badañ na rzecz Rozwoju Gospodarki, a tak¿e funkcjonuj±cy jako druga instancja Zespó³ Odwo³awczy. Jak sprawdza siê tego rodzaju po³±czenie?

– Moim zdaniem, ca³a konstrukcja Rady Nauki jest, niestety, ¼le pomy¶lana. Przy pisaniu ustawy powo³uj±cej Radê wykopano g³êbokie, skuteczne fosy pomiêdzy poszczególnymi jej organami. Przejêli¶my w sporej mierze funkcjê Komitetu Badañ Naukowych, ale ju¿ nie jako organ samodzielny, lecz cia³o doradcze ministra nauki. W koncepcji Rady w ogóle nie uwzglêdniono jednak potrzeby wspó³dzia³ania jej organów. Mimo to dzia³amy w sposób na tyle spójny, na ile to jest mo¿liwe. Ta spójno¶æ i wspó³praca organów odbywa siê ednak g³ównie dziêki dobrej woli i ¶wiadomo¶ci potrzeby takiego wspó³dzia³ania ze strony przewodnicz±cych tych organów.

Rad± w sensie semantycznym jest Komitet Polityki Naukowej i Naukowo−Technicznej – to on doradza ministrowi nauki i opiniuje jego inicjatywy. Natomiast komisje pe³ni± zupe³nie inne funkcje – wraz z departamentami ministerstwa przygotowuj± decyzje ministra dotycz±ce podzia³u ¶rodków na badania. Rada ma przewodnicz±cego, którym jest obligatoryjnie przewodnicz±cy Komitetu Polityki Naukowej, i dwóch wiceprzewodnicz±cych – s± nimi przewodnicz±cy obu komisji. Nie ma jednak ¿adnej struktury organizacyjnej, np. prezydium, ³±cz±cej organy Rady. To, ¿e wspó³pracujemy ze sob±, spotykamy siê, a przewodnicz±cy organów s± systematycznie zapraszani do udzia³u w posiedzeniach Komitetu, wynika tylko z dobrej woli szefów tych cia³. Ponadto obie komisje podlegaj± bezpo¶rednio ministrowi, a zasady prawne nie umo¿liwiaj± przewodnicz±cemu Rady w jakimkolwiek zakresie bezpo¶redniego zwi±zku z nimi. Intencj± takiej organizacji Rady by³o, aby istnia³a pe³na przejrzysto¶æ finansowa i rygorystyczny podzia³ zakresu wp³ywu na finansowe skutki polityki naukowej. Komitet wypowiada siê obligatoryjnie na temat podzia³u bud¿etu na g³ówne strumienie finansowania. Komisje natomiast dokonuj± podzia³u szczegó³owego, dotycz±cego poszczególnych instytucji, zespo³ów badawczych i osób w ró¿nych przedmiotach finansowania, np. w ocenie parametrycznej jednostek naukowych czy w konkursach grantowych. Idea by³a s³uszna – oddzielono mo¿liwo¶ci wp³ywu na szczegó³owy podzia³ pieniêdzy od wp³ywu na tworzenie zasad. Jednak¿e formu³owanie i modyfikowanie zasad polityki naukowej musi odbywaæ siê w oparciu o wnioski i refleksje z bie¿±cej jej realizacji. Niestety, nie stworzono tu ¿adnych mechanizmów przep³ywu informacji i musieli¶my je dopiero wypracowywaæ, uzupe³niaj±c w dopuszczalnym zakresie rozwi±zania formalne. Przewodnicz±cy ma te¿ obowi±zek reprezentacji ca³ej Rady, mimo ¿e nie ma bezpo¶redniego wgl±du w dzia³alno¶æ Komisji. Gdyby nie uzyskiwa³ choæby informacji dotycz±cych funkcjonowania obu komisji, trudno by³oby mu to robiæ. W pracach funkcjonuj±cych w ministerstwie zespo³ów interdyscyplinarnych nie mog± braæ udzia³u cz³onkowie Komitetu, a przewodnicz±cy Rady nie mo¿e powo³aæ ¿adnego zespo³u wspólnego. To s± sytuacje wrêcz kuriozalne.

Skoro tak krytycznie ocenia Pan konstrukcjê Rady, to czy ju¿ dawno nie wymaga³a ona zasadniczej zmiany? Mieli¶my kilka miesiêcy temu, przy okazji powo³ywania Narodowego Centrum Badañ i Rozwoju, nowelizacjê ustawy o zasadach finansowania nauki. Mo¿e trzeba by³o zmieniæ tak¿e zasady funkcjonowania Rady Nauki?

– Potrzebna jest zdecydowanie zmiana tej sytuacji, ale to wymaga uporz±dkowania ca³ej sfery finansowania nauki.

Jak zatem powinien, Pana zdaniem, wygl±daæ uporz±dkowany model i dobrze funkcjonuj±ca Rada Nauki?

– Ministrowi w³a¶ciwemu do spraw nauki rzeczywi¶cie potrzebne jest jakie¶, przez niego dobrane, cia³o doradcze z³o¿one z osób zaanga¿owanych w prowadzenie badañ naukowych. Takiego zespo³u nie mo¿na jednak traktowaæ jako wystarczaj±cej reprezentacji ca³ej nauki polskiej wzglêdem w³adz pañstwa. Nauce polskiej brakuje jednej spójnej, silnej reprezentacji. To nie powinien byæ zespó³ kilku ekspertów, powo³ywanych przez ministra nauki do opiniowania konkretnych spraw. Taka rada powinna byæ usytuowana znacznie wy¿ej, przy premierze, i powinna mieæ du¿y stopieñ niezale¿no¶ci. Tego rodzaju Rada przez chwilê istnia³a przy premierze Marku Belce. Mia³em okazjê byæ jej cz³onkiem, ale zebra³a siê ona tylko raz. W sk³ad tak usytuowanej rady nauki ze strony spo³eczno¶ci naukowej powinni wchodziæ przede wszystkim wybieralni przewodnicz±cy g³ównych organizacji ¶rodowiskowych i naukowych, takich jak KRASP, RGSW, RG JBR czy PAN.

Podobnie skonstruowan± instytucj± by³ Komitet Badañ Naukowych, ten w w±skim rozumieniu, skupiaj±cy trzyna¶cie osób – w tym z sze¶cioma ministrami. Refleksje jego cz³onków sprowadzaj± siê do stwierdzenia, ¿e zajmowa³ siê on raczej bie¿±cym podzia³em ¶rodków ni¿ wypracowywaniem polityki naukowej i dzia³aniami strategicznymi.

– Nie mam w±tpliwo¶ci, ¿e tak umiejscowiona i skonstruowana Rada Nauki by³aby instytucj± po¿yteczn±. Spo³eczno¶æ naukowa stworzy³a np. koncepcjê g³êbokich zmian systemowych na pocz±tku okresu transformacji. To by³a oczywi¶cie koncepcja dobra na pewnym etapie, ale wypracowana w³a¶nie przez ¶rodowisko naukowe. Nauka potrzebuje wielu zmian, choæby zwiêkszenia elastyczno¶ci zatrudnienia, wiêkszej liczby etatów kontraktowych, zwiêkszenia efektywno¶ci badañ naukowych, wiêcej elementów konkursu o pieni±dze i zatrudnienie, czy ¶ci¶lejszego powi±zania g³ównych sektorów organizacyjnych nauki. Taka rada mog³aby wypracowaæ koncepcje zdecydowanych zmian.

Co do porz±dkowania ca³ego obszaru nauki, to przez ostatnie dwa lata dyskutowali¶my intensywnie o modelu jej finansowania. W wyniku tej dyskusji wypracowana zosta³a koncepcja utworzenia dwóch agencji maj±cych finansowaæ badania. W po³owie roku powsta³o Narodowe Centrum Badañ i Rozwoju, które bêdzie siê zajmowaæ g³ównie badaniami aplikacyjnymi o charakterze programów strategicznych. Koncepcja drugiej instytucji – Agencji Badañ Poznawczych – dotar³a do etapu projektu ustawy. Maj± to byæ agencje pozaministerialne. Generalnie bardzo popieramy ten pomys³, ale spierali¶my siê z ministrem, jaka ma byæ, zw³aszcza w Agencji Badañ Poznawczych, rola ministra. Projekt ustawy zak³ada, ¿e minister ma byæ organem nadzoruj±cym tê agencjê i okre¶laj±cym kierunek jej polityki. My uwa¿amy, ¿e to za wiele. Komitet jest zdania, ¿e w zakresie badañ podstawowych powinna decydowaæ zorganizowana spo³eczno¶æ uczonych.

To trochê powrót do zasad, jakie obowi±zywa³y w Komitecie Badañ Naukowych – tym razem w tym szerszym rozumieniu, z³o¿onym z zespo³ów dziel±cych fundusze – od których odeszli¶my, jako nios±cych ze sob± zbyt wiele wad.

– Powstaj±ce agencje musz± mieæ du¿± samodzielno¶æ. Jako przewodnicz±cy obecnej Rady Nauki uczestniczê w pracach organizacji EUROHORCS. Jest to organizacja przewodnicz±cych europejskich organizacji finansuj±cych naukê lub organizacji prowadz±cych badania na wielk± skalê. Nale¿± do niej np. niemiecka Forschung Gemeincshaft czy francuski CNRS. Mamy tam tylko status obserwatora ze wzglêdu na to, ¿e jeste¶my ulokowani zbyt blisko ministra nauki, czyli w³adzy rz±dowej, bo to on mianuje wiêkszo¶æ cz³onków Rady, która jest przy nim afiliowana. Na ostatnim posiedzeniu pojawi³a siê inicjatywa zast±pienia RN, w³a¶nie z tego powodu, przedstawicielem Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Oczywi¶cie nie mieli¶my nic przeciwko uczestniczeniu Fundacji w pracach tej organizacji, wrêcz rekomendowali¶my jej uczestnictwo, ale uwa¿ali¶my, ¿e ze wzglêdu na nieskrêpowane mo¿liwo¶ci formu³owania naszych opinii i wp³yw na podzia³ ogromnej wiêkszo¶ci bud¿etowych ¶rodków finansowych nasza obecno¶æ w tej organizacji ma istotne znaczenie zarówno dla nauki polskiej, jak i europejskiej. Ostatecznie skoñczy³o siê tym, ¿e Rada w EUROHORCS zosta³a i teraz jeste¶my tam zarówno my, jak i Fundacja, ale tylko w roli obserwatorów. To dobrze obrazuje europejsk± tendencjê do uznania potrzeby samorz±dno¶ci akademickiej w zakresie badañ podstawowych. Zupe³nie inaczej jest z badaniami aplikacyjnymi i programami realizowanymi w ramach polityki gospodarczej pañstwa – w naszym przypadku dotyczy to NCBR – poniewa¿ te badania maj± s³u¿yæ przede wszystkim zwiêkszeniu innowacyjno¶ci gospodarki. Do tego trzeba trzech partnerów: gospodarki, nauki i wspomagaj±cego tê wspó³pracê pañstwa, prowadz±cego d³ugofalow± politykê naukow± i gospodarcz±.

Od trzech lat za ten trzeci element odpowiada tak¿e Komitet Polityki Naukowej i Naukowo−Technicznej, któremu równie¿ Pan przewodniczy.

– To prawda. Pamiêtajmy jednak, ¿e Komitet jest cia³em opiniodawczo−doradczym ministra i nie ma ¿adnych prerogatyw sprawczych. Mamy prawo do inicjatyw w³asnych, choæ wymieniono je w ustawie na ostatnim miejscu, ale w sytuacji, w której minister i rz±d wychodz± z wieloma nowymi inicjatywami, trudno wymagaæ, aby Komitet dodatkowo proponowa³ fundamentalne zmiany. Druga zasadnicza sprawa to fakt, ¿e minister prosi³ nas o pe³nienie przede wszystkim funkcji opiniodawczej i tylko w nielicznych sprawach – np. Krajowego Programu Ramowego czy oceny parametrycznej – byli¶my proszeni o przedstawienie w³asnych propozycji.

Przy powo³ywaniu Rady Nauki mechanizmem, który mia³ zabezpieczaæ uwzglêdnianie jej g³osu, by³o to, ¿e minister podejmuje decyzje, ale Rada je wcze¶niej opiniuje. Zarówno decyzje ministra, jak i opinie Rady, mia³y byæ publikowane obok siebie. Czy to siê sprawdza i ten mechanizm funkcjonuje?

– Coraz lepiej. Projekty ministra opiniuje Komitet Polityki Naukowej i Naukowo−Technicznej, a opinie, przynajmniej w sprawach zasadniczych, s± publikowane. Opiniujemy inicjatywy ministra czasami bardzo pozytywnie, czasami mamy zasadnicze zastrze¿enia, a najczê¶ciej mamy jakie¶ uwagi. Bywa tak, ¿e minister po dokonaniu znacz±cych modyfikacji przesy³a nam projekty do ponownego zaopiniowania, ale na tym siê nie koñczy modyfikacja samego projektu, bo ulega on dalszym zmianom w trakcie konsultacji miêdzyresortowych. Niestety, nie mieli¶my mo¿liwo¶ci ustosunkowywania siê do zmian wprowadzanych na tym etapie, bo jako organ doradczy ministra nie uczestniczyli¶my w posiedzeniach komisji sejmowych, chocia¿ brali w nich udzia³ reprezentanci innych organizacji i instytucji naukowych, mniej zaanga¿owani w ich przedmiot.

Powo³anie dwóch agencji badawczych to zasadnicza zmiana sposobu finansowania polskiej nauki. Mamy ju¿ NCBR. Na ¶wiecie – choæby w ramach europejskich programów ramowych – proporcje finansowania badañ aplikacyjnych w stosunku do podstawowych s± zdecydowanie na korzy¶æ tych pierwszych. U nas podobna zmiana jest zapowiadana, ale czy siê uda? Na razie jest mowa o przekazaniu Centrum oko³o 10 procent ¶rodków pozostaj±cych w rêkach ministra.

– Proporcja wydatków na badania stosowane w porównaniu do wydatków na badania podstawowe jest rzeczywi¶cie w krajach gospodarczo zaawansowanych znacznie wy¿sza. Jeszcze wiêksze ró¿nice wychodz±, gdy porównamy nak³ady w liczbach bezwzglêdnych. Ale inne s± tam te¿ proporcje nak³adów na badania naukowe, bo tam dwie trzecie stanowi± nak³ady gospodarki na naukê. W krajach wysoko uprzemys³owionych badania aplikacyjne prowadz± jednak w znacznej mierze instytuty naukowe usytuowane przy przemy¶le. U nas s± to przede wszystkim wy¿sze, uczelnie jbr−y i jednostki PAN. Nasuwa siê te¿ pytanie: jaki bêdzie efekt zwiêkszania finansowania badañ stosowanych? Czy to bêdzie mia³o rzeczywi¶cie prze³o¿enie na zastosowania? Bo to zale¿y nie tylko od nauki.

Uzasadnienia, ¿e nowy model jest dobry, potrafimy zbudowaæ niemal przy ka¿dym pomy¶le, a o niedostatecznej wspó³pracy nauki z przemys³em mówimy chyba od zawsze. Centrum ma realizowaæ du¿e, strategiczne programy badawcze, ale ma odpowiadaæ nie tylko za same badania, lecz tak¿e za ich u¿yteczno¶æ i komercjalizacjê wyników. Co zrobiæ, by to siê udawa³o w praktyce?

– Najwa¿niejsz± spraw± jest ch³onno¶æ gospodarki na pomys³y innowacyjne. Mo¿na przeznaczaæ wielkie pieni±dze na takie badania i przedstawiæ bardzo rozleg³± ofertê, ale gospodarka tego nie wch³onie, je¿eli nie bêdzie mia³a innych silnych mechanizmów stymuluj±cych. Najskuteczniejszym mechanizmem by³oby odliczanie od podatku nak³adów na dzia³alno¶æ innowacyjn±.

Od lat Ministerstwo Finansów nie chce jednak zaakceptowaæ takiego rozwi±zania, twierdz±c, ¿e trzeba upraszczaæ system i odchodziæ od wszelkiego rodzaju ulg i zwolnieñ.

– Taki system zachêt finansowych funkcjonuje w wielu krajach, a na Wêgrzech firmy dostaj± nawet ponad 100 procent zwrotu, czyli dodatkowe pieni±dze, kiedy inwestuj± w dzia³ania proinnowacyjne. Je¶li my¶limy o gospodarce opartej na wiedzy, to musimy takie systemy zachêt tworzyæ.

To Komitet Polityki Naukowej i Naukowo−Technicznej bêdzie doradza³ ministrowi, co powinno byæ uznane za priorytet i staæ siê wieloletnim projektem strategicznym realizowanym w ramach NCBR. Nak³ady na tego rodzaju projekty maj± byæ znaczne, siêgaj±c w ci±gu kilku lat nawet 100 milionów z³otych na jeden projekt. W jaki sposób te obszary i zadania zostan± wy³onione?

– Procedury bêd± wielostopniowe. Obszary problematyki, w których powinny byæ wy³aniane programy strategiczne, wska¿e ministrowi Komitet. ¦cis³y przedmiot konkretnych programów ma w ich zakresie okre¶laæ ministerialny zespó³ interdyscyplinarny, a ostateczne decyzje podejmuje minister. NCBR ma siê natomiast zajmowaæ kierowaniem realizacji programów i monitorowaniem ich wyników. Priorytety na pewno powinny byæ zwi±zane z nowoczesnymi dziedzinami nauki, np. biologi± molekularn±, biotechnologi± czy nowymi materia³ami. S±dzê, ¿e projekty strategiczne winny rozwijaæ siê stopniowo. Na pocz±tek powinno byæ ich kilka, po to, by przetestowaæ mechanizm i sprawdziæ, czy wydane na ten cel pieni±dze s± lokowane w³a¶ciwie. Kiedy uczony dostanie pieni±dze, na pewno jest w stanie je wydaæ. Tylko czy to siê rzeczywi¶cie prze³o¿y na konkretny produkt b±d¼ technologiê wykorzystan± przez gospodarkê? Bo mówimy tu o badaniach aplikacyjnych.

Sporz±dzili¶my ju¿ szkic Krajowego Programu Badañ Strategicznych, który ma wskazaæ obszary priorytetowe. U¶ci¶lenie tego programu wymaga jednak udzia³u ekspertów z zakresu poszczególnych obszarów problematyki. Uwa¿amy te¿, ¿e w formu³owaniu tego programu nie mniej potrzebny jest udzia³ przedstawicieli rz±du, prezentuj±cych priorytety polityki gospodarczej pañstwa oraz gospodarki, która ma z wyników badañ korzystaæ.

Rozmawiamy o utylitarnym wykorzystaniu badañ. Ale co zrobiæ, aby polska nauka liczy³a siê w ¶wiecie, aby¶my prowadzili badania naprawdê wa¿ne i byli w ¶wiatowej czo³ówce?

– To nie jest ³atwe. Nawet je¶li mamy zdolnych naukowców i dobre zespo³y, to gdy biolog molekularny ma w Polsce dziesiêæ razy mniej pieniêdzy na badania ni¿ jego kolega w Niemczech czy Wielkiej Brytanii, trudno oczekiwaæ od niego prze³omowych wyników badañ. Znaczna czê¶æ polskich uczonych – przez pogoñ za pieniêdzmi, a tak¿e pracê na kilku etatach – nie jest w stanie skoncentrowaæ siê na prawdziwych badaniach. Ale same pieni±dze te¿ wszystkiego nie za³atwiaj±. Mamy za ma³± wydajno¶æ naukow± i przez to zbyt ma³y wp³yw na naukê ¶wiatow±. Pierwszym zadaniem, jakie powinni¶my przed sob± postawiæ, jest zwiêkszenie wymagañ co do jako¶ci i wymiaru produktu naukowego, mierzonego przede wszystkim publikacjami i cytowaniami. Druga sprawa to stymulowanie wzrostu innowacyjno¶ci gospodarki, bo pod tym wzglêdem jeste¶my te¿ w ogonie Europy.

Spraw± o najszerszym wymiarze jest stworzenie wieloletniej strategii rozwoju nauki, a przynajmniej jej zrêbów. Jest na to szansa?

– To trudna sprawa. Jak wskazuje do¶wiadczenie, tego rodzaju dokumenty s± wa¿nie niestety tak d³ugo, póki ich autorzy trwaj± na stanowiskach. Powinno byæ zdecydowanie inaczej. Strategia nie mo¿e trafiaæ na pó³kê, lecz winna byæ przez kolejne rz±dy uzupe³niana i stopniowo realizowana, w miarê mo¿liwo¶ci pañstwa. Powinna przedstawiaæ d³ugofalow± wizjê nauki i wskazywaæ konkretne dzia³ania, które s³u¿y³yby jej realizacji.

Ale mam te¿ uwagê pozytywn± – kierowanie polsk± nauk± nie podlega³o znacz±cym zak³óceniom wynikaj±cym ze zmian politycznego zabarwienia ekip rz±dz±cych. Interwencje polityczne – czytaj: partyjne – w naukê s± bardzo rzadkie. Wyrazem tego by³o np. respektowanie sk³adu cia³ Rady pochodz±cych z nominacji. Uda³o siê te¿ w racjonalny sposób przekszta³ciæ i zrealizowaæ idê Narodowego Centrum Badawczego. Mam nadziejê, ¿e uda siê tak¿e wprowadziæ zmiany, o których tu mówimy i na nich trwale oprzeæ sukces polskiej nauki.

Rozmawia³ Andrzej ¦wiæ

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje