Ksi±¿ka jest zbiorem artyku³ów dotycz±cych mo¿liwo¶ci istnienia ¿ycia poza Ziemi±, a zw³aszcza inteligentnych jego form, kontaktu z nimi, a tak¿e wp³ywu tego kontaktu na obraz ¶wiata, cel ¿ycia i wiarê w Boga nas, Ziemian. Podtytu³ jest trochê myl±cy: w ksi±¿ce nie prezentuje siê ró¿nych (czy jednego) stanowisk wymienionych dziedzin poznania w kwestii ¿ycia pozaziemskiego, ale raczej pewne aspekty fizyczno − biologiczne (w mniejszym za¶ stopniu filozoficzne) dyskusji nad mo¿liwo¶ci± ¿ycia poza Ziemi±. Du¿a czê¶æ ksi±¿ki z kolei po¶wiêcona jest opisywaniu wyobra¿alnych scenariuszy tego, jak móg³by wygl±daæ kontakt Ziemian z obcymi; kilka artyku³ów dotycz±cych tego problemu pochodzi od pisarzy science−fiction – maj± one charakter raczej publicystyczny ni¿ naukowy.
Ksi±¿ka sk³ada siê z trzech czê¶ci. Czê¶æ pierwsza po¶wiêcona jest fizykalnej i biologicznej mo¿liwo¶ci wyst±pienia ¿ycia poza Ziemi± i zawiera artyku³y takich s³aw, jak S. Hawking, Ch. Du Duve (laureat Nobla w dziedzinie medycyny) czy J. Gardner (popularyzator filozofii, autor ¦wiata Zofii). To najbardziej naukowa czê¶æ pracy. Wieñczy j± artyku³ o historii SETI (poszukiwaniu pozaziemskich inteligencji). W czê¶ci drugiej znajdujemy rozwa¿ania na temat konsekwencji ewentualnego kontaktu z inteligentnymi istotami pozaziemskimi. Podkre¶lmy – inteligentnymi. Tytu³owe ¿ycie we wszech¶wiecie jest tu, i potem prawie w ca³ej ksi±¿ce, ograniczone do form inteligentnych, co stanowi, moim zdaniem, o pewnej s³abo¶ci rozwa¿añ. Natomiast czê¶æ trzecia zawiera g³osy teologów odno¶nie do konsekwencji spotkania przybyszów z kosmosu dla wiary mieszkañców Ziemi w Boga, ale tak¿e rozwa¿ania nad teologicznymi implikacjami odkrycia ¿ycia we wszech¶wiecie. Problemy to stare, siêgaj±ce Giordana Bruna czy Kuzañczyka oraz pocz±tków teologii protestanckiej.
W ogóle ta trzecia, teologiczna czê¶æ ksi±¿ki wydaje siê najciekawsza. Pojawiaj± siê w niej pewne pytania teologiczne w wersji uogólnionej: pytanie o powszechno¶æ grzechu i zbawienia, jak i wa¿ne pytanie, czy odkrycie innych wzmocni³oby czy zlikwidowa³o religijno¶æ na Ziemi. Atrakcyjno¶æ rozwa¿añ teologicznych jest byæ mo¿e spowodowana tym, ¿e w³a¶ciwie dociekania dotycz±ce pozaziemskich inteligencji s± wysoce spekulatywne (argumenty naukowe s± nieliczne i dotycz± najwy¿ej analizy szans na zaistnienie jakich¶ form ¿ycia poza Ziemi±, a o inteligentnych formach ¿ycia mo¿na tylko spekulowaæ).
Swoj± drog±, podczas lektury ci±gle przychodzi³y mi na my¶l Kuhnowskie rozwa¿ania dotycz±ce paradygmatu. Kuhn bodaj jako pierwszy przekonuj±co pokaza³, w jaki sposób aktualny obraz ¶wiata kszta³tuje zestaw mo¿liwych do postawienia pytañ i jak determinuje on obszary milczenia, poza które wyj¶æ na danym etapie rozwoju my¶li nie sposób. W ksi±¿ce ci±gle to siê przejawia. Paradygmat determinuje np., ¿e fizycy analizuj± sygna³y radiowe, zak³adaj±c, ¿e inne istoty pos³uguj± siê w komunikacji radiem, dok³adnie tak, jak my, a futurolodzy wyobra¿aj± sobie kontakt zawsze tak samo. To trochê jak w astronomii przedkopernikañskiej: nawet gdy zaobserwowano now± gwiazdê, nie uznawano jej istnienia, bo paradygmat ¶wiata zamkniêtego na to nie pozwala³. Widzimy (ale i wyobra¿amy sobie) to tylko, co mo¿e siê zmie¶ciæ w naszym obrazie ¶wiata.
Tytu³ ksi±¿ki nawi±zuje do cyklu felietonów Cz±steczka miesi±ca, jakie ukazywa³y siê w brytyjskim dzienniku „The Independent”. Ka¿dy tekst stanowi³ „portret” cz±steczki, które nastêpnie zosta³y pogrupowane w tematyczne galerie i „wystawione” w omawianej pozycji.
Najciekawsz± czê¶ci± ksi±¿ki jest Wystawa niezwyk³ych cz±steczek wystêpuj±cych w po¿ywieniu. Emsley zaczyna od substancji znajduj±cych siê w produkcie „wymy¶lonym przez diab³a na pokuszenie cz³owieka”, czyli w czekoladzie. Wielu uwa¿a j± za pokarmowy ¶mieæ, niektórzy opychaj± siê ni± do granic rozs±dku, innym wystarczy ma³y kawa³ek, by wywo³aæ reakcjê alergiczn±. Producenci czekolady podkre¶laj± jej warto¶æ od¿ywcz± i energetyczn±. Czekolada mo¿e byæ jednak tak¿e ¼ród³em zagro¿eñ. Poza wieloma minera³ami i witaminami, w czekoladzie wystêpuj± substancje bez znaczenia od¿ywczego, wp³ywaj±ce jednak na organizm: fenyloetyloamina, kwas szczawiowy i kofeina. Fenyloetyloamina jest sk³adnikiem mog±cym wywieraæ na mózg efekt dobrego samopoczucia. W³a¶ciwo¶æ tê odkryli Majowie. Spo¿ywali czekoladê w postaci napoju, ale owa przyjemno¶æ zarezerwowana by³a wy³±cznie dla elity rz±dz±cej. Aztekowie uwa¿ali j± za afrodyzjak, którego nie mog³y dostawaæ kobiety. S³ynny XVIII−wieczny uwodziciel Casanova przyznawa³, ¿e nieustannie popija czekoladê. Fenyloetyloamina w czystej postaci jest niestety ma³o romantyczna – to oleista ciecz o rybim zapachu. U ludzi, którym wstrzykniêto fenyloetyloaminê, wzrasta poziom glukozy i ci¶nienie têtnicze. W efekcie cz³owiek czuje siê pobudzony oraz zyskuje dobre samopoczucie. Ale nie ka¿dy jest w stanie znie¶æ nag³y zastrzyk fenyloetyloaminy, dlatego niektórzy cierpi± na gwa³towne bóle g³owy po zjedzeniu zbyt du¿ej ilo¶ci batoników. Czekolada zawiera te¿ kwas szczawiowy – niebezpieczny zwi±zek chemiczny, który mo¿e byæ truj±cy, chocia¿ rzadko powoduje ¶mieræ. Najwiêcej kwasu szczawiowego znajduje siê w rabarbarze. Podczas I wojny ¶wiatowej, kiedy zjadano du¿e ilo¶ci li¶ci rabarbaru, czê¶æ ludzi umiera³a z powodu zatrucia kwasem szczawiowym.
W Galerii 1 jest te¿ mowa o kofeinie, podstawowym sk³adniku kawy, herbaty i coca−coli. Wbrew ró¿nym opiniom, nie powoduje ona bezsenno¶ci, niestrawno¶ci ani chorób serca. Badania wskazuj±, ¿e pij±cy herbatê s± znacznie mniej podatni na atak serca. W Tybecie nie tylko ludzie pij± du¿o herbaty, tak¿e konie i mu³y otrzymuj± swoje porcje, bo istnieje przekonanie, ¿e kofeina przyczynia siê do zwiêkszenia wytrzyma³o¶ci fizycznej. Wiele osób uwielbia te¿ czosnek, przypisuj±c mu, na domiar z³ego, w³a¶ciwo¶ci lecznicze. Zawarta w nim cz±stka nosi nazwê disiarczku dipropenu. Co ciekawe, ¿adne zwierzê, z wyj±tkiem ludzi, nie wykszta³ci³o w sobie zdolno¶ci do jedzenia tej odra¿aj±cej substancji. Nieprzyjemny oddech u osób, które regularnie jedz± czosnek, rzeczywi¶cie sprzyja zdrowiu, ale tylko w takim sensie, ¿e trzyma wszystkich innych w bezpiecznej odleg³o¶ci, nie jest to bowiem ¿aden ¶rodek leczniczy.
Najwa¿niejszy jest u Emsleya jêzyk, którym siê pos³uguje. Autor dobrze wie, ¿e styl naukowy stanowi najwiêksz± przeszkodê w zrozumieniu czegokolwiek, dlatego celowo rezygnuje z wzorów chemicznych i diagramów. „Nie trzeba byæ muzykiem, by doceniæ koncert symfoniczny – pisze Emsley we wstêpie. – Tak samo i tu nie potrzeba mieæ wiedzy chemicznej, by czytaæ i rozumieæ Galeriê cz±steczek.”
Esej Marii Janion Niesamowita s³owiañszczyzna jest wypraw± w g³±b fundamentów tego, co polskie. Autorka – historyk idei nade wszystko – buduje swoj± narracjê zgodnie z my¶l±, ¿e aby poznaæ tera¼niejszo¶æ i „zaprogramowaæ” przysz³o¶æ, trzeba krytycznie odnie¶æ siê do przesz³o¶ci, historii, tradycji. Wed³ug Janion, nie ma ¿adnej w±tpliwo¶ci, ¿e polska to¿samo¶æ znajduje siê w fazie kryzysu, który znamionuje jej jako¶ciow± transformacjê. Ma ona polegaæ na odrywaniu siê polsko¶ci od chrze¶cijañskich (szczególnie katolickich) warto¶ci, archetypów, sensów. Janion nazywa to potrzeb± ze¶wiecczenia narodowej to¿samo¶ci Polaków. Pos³uguje siê uskrajnion± i podszyt± emocjami diagnoz±, ¿e „Polska jest ubogim i p³askim monolitem, przewa¿nie narodowo−katolickim”. Z wielk± pretensj± narratorka stwierdza, ¿e Polska „nie jest dzisiaj krajem wielokulturowym”, co mija siê z prawd±. Wielokulturowo¶æ lub jej brak zdaje siê byæ ju¿ zu¿ytym argumentem dekonstruktorów pojêcia „narodu”.
Idee i oceny wspiera Janion czêsto na intuicjach m³odzie¿y, publicystycznych wypowiedziach i przes³ankach ideologicznych, wynikaj±cych z przekonania, ¿e nastêpuje schy³ek chrze¶cijañstwa i marginalizacja religii. Pogl±d autorki przeczy wiêc przewidywaniom, które streszczaj± siê w zdaniu: wiek XXI bêdzie religijny albo w ogóle go nie bêdzie.
Najciekawsze fragmenty narracji obejmuj± partie, w których Janion jak detektyw dochodzi do wyja¶niania „motywów”, doprowadzaj±cych historiê do takich, a nie innych ustaleñ. Autorka wychodzi od hipotezy romantyków (g³ównie Zoriana Do³êgi Chodakowskiego), ¿e dzieje Polski u zarania ustanowi³o uczynione „ogniem i mieczem” wyparcie do pod¶wiadomo¶ci zbiorowej pras³owiañskiej kultury, a tak¿e s³owiañskiego obrz±dku chrze¶cijañskiego. Skutkiem tego duchowego okaleczenia jest trwaj±cy od tysi±clecia dyskomfort Polaków, który czyni³ i czyni ich niezdolnymi do bycia w pe³ni sob±, a tak¿e utwierdza w nich przenoszone z pokolenia na pokolenie kompleksy. Mimo atrakcyjnej perspektywy, któr± badaczka otwiera, sposób wyt³umaczenia polskich spraw i mitów wydaje siê jednostronny. Widzenie narodu polskiego jako wybryku historii jest o tyle „fantazmatyczne”, ¿e nie liczy siê ono z faktem, i¿ Polacy wytworzyli w³asn± kulturê, która umo¿liwi³a im wiele razy wej¶cie na arenê dziejów ¶wiatowych.
Jest co¶ na rzeczy, gdy Janion opisuje i interpretuje literaturê i naród w kontek¶cie „brzemienia postkolonialnego” czy nurtu feministycznego. Poczucie wykluczenia dawa³o znaæ o sobie Polakom, wystarczy przypomnieæ lata zaborów 1795−1918 czy okres powojenny 1945−1989. Maria Janion obna¿a pewne kulturowe zasz³o¶ci Polski, ale przesada i pospieszno¶æ niektórych ocen wywo³uj± odruch sprzeciwu. Wybitna badaczka nie by³aby sob±, gdyby pisa³a inaczej. W ka¿dym razie przeprowadzi³a psychoanalizê narodu polskiego. Rozja¶ni³a mo¿liwe, ale nie wszystkie warstwy i pok³ady „pod¶wiadomo¶ci” Polaków. Nie przestali¶my byæ wspólnot±, mimo od¶rodkowych i zewnêtrznych si³ destrukcji. Jest w nas to co¶, czego „sto lat nie wyziêbi”. W epoce kultu fragmentu (tak¿e w badaniach naukowych) podziw wywo³uje totalno¶æ, d±¿enie do ca³o¶ciowego ogl±du. Janion podejmuje wyzwanie Mickiewicza, który napisa³: „Niechaj powie uczony, czym s± wszystkie dzieje?”.
Diariusz wybitnego pisarza, a tak¿e dyplomaty, dzia³acza, spo³ecznika, cz³owieka−instytucji, zalicza siê do rodzaju intymnych. Przynajmniej pierwszy jego tom. Zawiera on, oczywi¶cie, refleksje na rozmaite tematy, ale najistotniejszy jest w nim obraz kszta³towania siê niezwyk³ej, skomplikowanej osobowo¶ci cz³owieka, który zab³±ka³ siê do nas z innej rzeczywisto¶ci.
Najpierw rzucaj± siê w oczy ogromne luki czasowe. Z 44 lat ¿ycia Iwaszkiewicza, na które wskazuje tytu³ ksi±¿ki, zupe³nym milczeniem skwitowanych jest a¿ 28, a dodatkowo pod wieloma datami znajduj± siê pojedyncze b±d¼ nieliczne i sk±pe notatki. Dotyczy to zw³aszcza pierwszej wojny ¶wiatowej, ca³ego dwudziestolecia miêdzywojennego – kiedy przecie¿, poza wszystkim, rozpoczê³a siê i rozwinê³a kariera literacka Iwaszkiewicza – oraz lat 1946−48, okresu instalowania siê w Polsce w³adzy komunistycznej, a w literaturze – wprowadzania opartego na sowieckich wzorach socrealizmu. Szkoda, chcia³oby siê wiedzieæ, co autor S³awy i chwa³y my¶la³ o historycznych wydarzeniach, w których uczestniczy³ i które wspó³tworzy³.
Iwaszkiewicz zapisywa³ w dzienniku przede wszystkim to, co by³o przeznaczone na jego wy³±czny u¿ytek: sekrety, które wstydliwie ukrywa³ przed ¶wiatem (m.in. m³odzieñcze mi³o¶ci i fascynacje, problemy ma³¿eñskie i rodzinne czy wreszcie, jak pisze, „dramat mojej pederastii”), opinie i s±dy, których, z ró¿nych wzglêdów, nie móg³ wyg³aszaæ publicznie (niska ocena w³asnego talentu i p³odów swego pióra, krytycyzm wobec artystycznych serwitutów na rzecz socrealizmu, rozwa¿ania o socjalistycznej rzeczywisto¶ci i ludziach rz±dz±cych kultur± PRL−u), bardzo osobiste refleksje, czêsto o charakterze dramatycznym (przemijanie, staro¶æ i ¶mieræ – trzy g³ówne w±tki, obecne ju¿ w zapiskach z 1911 roku, kiedy mia³ 17 lat, i towarzysz±ce mu przez dalsze lata). Funkcjê w³asnego diariusza okre¶li³ Iwaszkiewicz jasno w krytycznej analizie (znakomitej!) dziennika André Gide’a, kiedy literackiej autokreacji francuskiego skandalisty przeciwstawi³ koncepcjê prywatnego notatnika, podporz±dkowanego s³u¿ebnie twórczo¶ci literackiej. Próbki tej ostatniej równie¿ tu siê zreszt± znalaz³y.
Naj¿ywsze fragmenty dziennika odnosz± siê do zagranicznych podró¿y autora Mapy pogody. Opisuj±c piêkno szczególnie w³oskiego krajobrazu, wytwory ludzkiego geniuszu w postaci dzie³ sztuki i architektury czy wreszcie rozpisuj±c siê szeroko o muzyce, najwiêkszej chyba mi³o¶ci swego ¿ycia, Iwaszkiewicz jawi siê jako subtelny znawca i smakosz piêkna, który rozkwita w jego ¶wietle. Jednocze¶nie kocha swój kraj i pod s³oñcem Italii, rozdarty jak Heine, têskni do smaganej wiatrem sosny na Stawisku. Jednak powroty z zagranicznych woja¿y odczuwa niedwuznacznie jak podcinanie skrzyde³. „Deszcz, myszy i Polska” – komentuje rozpaczliwie. A w innym miejscu wzdycha: „Nie dane mi by³o ¿yæ w krainie piêkna”.
By³ cz³owiekiem innej epoki. Pan z panów, dotkliwie odczuwa³ upadek ¶wiata inteligencji ziemiañskiej, jednocze¶nie bêd±c jej ostatnim Mohikaninem w czasach równych ¿o³±dków i zglajszachtowanych gustów i potrzeb.
Klasyk my¶li socjologicznej. Cz³owiek uwik³any w historiê, ale nie wpl±tany w uk³ad. Wra¿liwiec, a zarazem uparty w realizacji zamierzeñ naukowiec. Tak mo¿na scharakteryzowaæ wybitn± osobowo¶æ polskiej humanistyki minionego wieku – Stanis³awa Ossowskiego. Jego biografiê, drogê kariery naukowej, pogl±dy oraz zachowane wypowiedzi mo¿emy zg³êbiæ na nowo dziêki tej ksi±¿ce.
Ossowski odegra³ niema³± rolê w rozwoju polskiej socjologii po II wojnie ¶wiatowej. Zaczyna³ jako nauczyciel, jednocze¶nie zajmowa³ siê teoretycznymi podstawami estetyki. Jego praca habilitacyjna dotyczy³a psychosocjologicznej teorii warto¶ci estetycznych. Ju¿ w tym momencie zauwa¿alna jest fascynacja ró¿nymi dziedzinami nauki – w tym szczególnie mocno rozwijaj±c± siê wówczas socjologi±. Warto te¿ zwróciæ uwagê na artystyczn± wra¿liwo¶æ m³odego badacza (mi³o¶nika muzyki, oddanego czytelnika polskich romantyków). Te pasje bêd± towarzyszyæ Ossowskiemu na wszystkich ¶cie¿kach kariery naukowej.
Ossowski by³ bacznym obserwatorem rzeczywisto¶ci politycznej II RP. Rozczarowany rz±dami sanacji tworzy³ w³asne projekty „szklanych domów”. By³ entuzjast± pomys³u Warszawskiej Spó³dzielni Mieszkaniowej, której mieszkaniec – jak wspomina³ po latach – „w epoce Ozonu, w epoce getta ³awkowego wracaj±c do siebie ze ¶ródmie¶cia przenosi³ siê w inny ¶wiat, odzyskiwa³ poczucie swobody, czu³ siê w¶ród swoich”. Wizja socjalizmu niepodleg³o¶ciowego (najpierw niepodleg³o¶æ, potem socjalizm), któr± sformu³owa³ w czasach II RP, ewoluowa³a w powojennych realiach. W swoich wypowiedziach postulowa³ ograniczenie funkcji pañstwa, decentralizacjê, a tak¿e wielopartyjno¶æ systemu politycznego. Uwa¿a³, ¿e w socjalistycznej gospodarce powinny dominowaæ niepañstwowe formy w³asno¶ci – samorz±dowa i spó³dzielcza.
Przedwojenne do¶wiadczenia z WSM socjolog chcia³ przenie¶æ na Polskê powojenn±. Mimo sze¶cioletniej traumy, jak± by³o dane prze¿yæ jego pokoleniu, pisa³ w Zagadnieniach psychologii spo³ecznej: „Gdy wal± siê na nas bolesne do¶wiadczenia, gdy ma³o¶æ i pod³o¶æ ludzkich czynów odbiera wszelki urok stosunkom spo³ecznym, gdy na prawo i lewo uderzamy siê o jednostki ludzkie, ¿eruj±ce na cudzej nêdzy, gdy z trudem odpêdza siê obsesyjn± my¶l, ¿e ¿ycie ludzkie to nie kwiat wspania³y, na który siê ziemia zdoby³a w napiêciu twórczych si³, ale z³o¶liwy rak, tocz±cy star± poczciw± skorupê naszej planety – wówczas w³a¶nie mo¿e nam przyj¶æ w pomoc manichejska doktryna o dwoisto¶ci natury ludzkiej”.
Autor monografii pisze, ¿e Ossowski szuka³ nadziei. Odnalaz³ j± w przekonaniu o polimorfizmie natury ludzkiej. Wierzy³, ¿e w cz³owieku obecne s± nie tylko z³e, ale i dobre dyspozycje. Sw± teoriê przedstawi³ bardzo wnikliwie. Z analiz wysnuæ mo¿na ogólniejsze wnioski na temat natury cz³owieka. Cha³ubiñski wskazuje na niezwyk³± tendencjê Ossowskiego, któr± jedni nazw± postaw± romantyczn±, inni – naiwn±. Otó¿ ten dojrza³y badacz „broni³ utopijnego my¶lenia przed atakami zdrowego rozs±dku”. Wskazywa³ te¿ jasno na warunki, w których lepsze strony cz³owieka mog± byæ wydobyte. Dla Ossowskiego by³y to demokratyczne, egalitarne i socjalistyczne formy ustrojowe.
Monografia Cha³ubiñskiego to dobra ksi±¿ka. Sprawnie napisana, wzbogacona celnymi i b³yskotliwymi spostrze¿eniami. Poza tym ukaza³a siê w momencie, który uderza podobieñstwami do czasów i realiów opisywanych przez Ossowskiego. Gor±co polecam.