Raz w miesi±cu jeden dzieñ (praktycznie ca³y) po¶wiêcam na rozwo¿enie po wroc³awskich uczelniach bezp³atnego miesiêcznika studenckiego. Odwiedzam zarówno instytuty Politechniki Wroc³awskiej i Uniwersytetu Wroc³awskiego, jak i Akademii Ekonomicznej, Uniwersytetu Przyrodniczego oraz Uniwersytetu Medycznego. Daje to pole do ciekawych obserwacji. Mo¿na dokonaæ szybkiego i pobie¿nego przegl±du tego, jak w³adze ró¿nych wydzia³ów podchodz± do inicjatyw studenckich i jak± mentalno¶æ maj± w tej dziedzinie sami studenci. Generalna obserwacja jest jedna: im bogatszy instytut, tym mniej ma tablic do zawieszania plakatów nieuczelnianych. Stare, na ogó³ do¶æ ubogie, instytuty nauk humanistycznych s± bardzo go¶cinne: „O, tam jest tablica, mog± panowie powiesiæ plakat. Druga jest na piêtrze. Gdzie rozk³adaæ gazety? Gdzie panowie chc±: na parapetach, na ³awkach, na blacie przy szatni, ko³o ksero”. W nowoczesnych, przeszklonych budynkach obs³uga jest ju¿ znacznie mniej mi³a. Rozk³adanie czasopisma w miejscach, gdzie gromadz± siê studenci, bywa traktowane jak ¶miecenie, a powieszenie plakatu to ca³a skomplikowana procedura. Nawet uzyskanie piecz±tki biura promocji, czy innej tego typu komórki, nie gwarantuje sukcesu. W³adze niektórych instytutów ¿ycz± sobie, aby wszelkie plakaty zostawiaæ u portierów, którzy je powiesz±. Rezultat jest taki, ¿e nawet, je¶li powiesz±, to wtedy, kiedy reklamowane na plakacie wydarzenie ju¿ dawno siê odby³o.
Nie piszê o tym wszystkim dlatego, by wylaæ na ³amach „FA” swoje ¿ale zwi±zane z prac±. Nastawienie w³adz konkretnego wydzia³u czy instytutu do takich spraw odzwierciedla w pewien sposób do¶æ charakterystyczn± tendencjê. Uczelnia nie chce ju¿ d³u¿ej byæ miejscem, wokó³ którego koncentruje siê ¿ycie studentów; miejscem nie tylko nauki, ale tak¿e uzyskiwania informacji o tym, co dzieje siê „na mie¶cie”. Ma wy³±cznie dostarczaæ us³ug edukacyjnych i ³adnie wygl±daæ. Budynek uniwersytecki coraz bardziej przypomina biurowiec – studenci nie maj± gdzie powiesiæ kartki z informacj± o castingu do awangardowego spektaklu teatralnego, ale eleganckich gablot formatu A1 z reklamami batoników nie brakuje. Niektóre wydzia³y pozwalaj± na wiêksz± swobodê pod tym wzglêdem w klubach studenckich czy barach, ale i to nie zawsze. Mo¿na by tu wysun±æ nastêpuj±cy argument: uczelnia wygl±da dziêki temu estetyczniej, a student musi siê wykazaæ wiêksz± samodzielno¶ci± w poszukiwaniu ró¿nych mo¿liwo¶ci zaanga¿owania poza studiami. Nie ka¿dy student jest jednak tak przebojowy, nie ka¿dy bêdzie wiedzia³, dok±d pój¶æ czy na jak± stronê internetow± wej¶æ. Twierdzenie, ¿e w takim razie sam jest sobie winien, ma w sobie co¶ z wcale nie tak rzadkiej, a przecie¿ b³êdnej postawy: „Je¶li co¶ ci siê nie udaje, to na pewno sam jeste¶ sobie winien – ty i tylko ty”.
Pochodz±cy z ma³ej miejscowo¶ci student I roku mo¿e nie mieæ na tyle odwagi, znalaz³szy siê w nowym mie¶cie, w¶ród nowych ludzi, aby od razu wykazywaæ tak± aktywno¶æ. Niektórych, bardziej przedsiêbiorczych, sk³oni to do poszukiwañ, ale pozostali strac±, przynajmniej na jaki¶ czas, szanse na rozwój osobisty i poznanie nowych znajomych.
Gdzie indziej gromadz± siê studenci, je¶li nie w budynkach, w których studiuj±? Nie jest takim miejscem ani ¿adne duszpasterstwo akademickie, ani ¿aden klub – we Wroc³awiu, ani nigdzie indziej. Budynki uczelni staj± siê coraz nowocze¶niejsze, coraz bardziej komfortowe, ale niestety równocze¶nie coraz mniej „ludzkie”. Wy¿szej uczelni potrzebna jest elegancja i powaga, ale zarazem pewne „rozwichrzenie” tam, gdzie to mo¿liwe. Tak, jak jedni pracownicy chodz± w garniturach, a inni w starych swetrach, tak samo w ka¿dym gmachu powinny siê znajdowaæ miejsca bêd±ce swoistym studenckim Hyde Parkiem, gdzie student mo¿e zapoznaæ siê z czym¶ innym ni¿ obwieszczenie dziekana czy kolejna reklama. Na sterylne, zimne wnêtrza przyjdzie jeszcze czas w ¿yciu zawodowym.
Charakterystyczne jest to, ¿e budynki starsze, czasem mocno zaniedbane, têtni± ¿yciem równie¿ po zajêciach – studenci traktuj± je jako punkty zborne, organizuj± w salach spotkania stowarzyszeñ studenckich, projekcje filmów czy po prostu siedz± na korytarzach i rozmawiaj±. Natomiast nowe budynki po zajêciach pustoszej± – studentów onie¶mielaj± sterylnie czyste wnêtrza i surowe spojrzenia obs³ugi. W starym budynku student nie boi siê po³o¿yæ siê na ³awce na korytarzu – stare mury s± jak dobrotliwy dziadek, który pozwala niesfornemu wnuczkowi wyszaleæ siê w granicach rozs±dku. Nowe kojarz± siê raczej z biurowcem, gdzie nie wolno biegaæ ani g³o¶no rozmawiaæ. A takie skojarzenie przenosi siê na ca³± uczelniê – wydaje siê ona m³odemu ¿akowi zimna i nieprzyjazna. Nie oznacza to, rzecz jasna, ¿e nie nale¿y budowaæ nowych gmachów – trzeba siê staraæ je o¿ywiæ i ociepliæ w oczach studentów.
Równocze¶nie zaobserwowaæ mo¿na bardzo ró¿ne reakcje studentów na wyk³adane w budynku ich wydzia³u czasopismo. Wielu bierze i czyta z mniejszym lub wiêkszym zainteresowaniem. S± równie¿ tacy, których bawi wy¶mianie i samego wyk³adaj±cego, i tego, co przyniós³. Niestety, postawa taka w¶ród studentów i licealistów jest coraz czêstsza – postawa widza, który demonstruje brak zainteresowania czyj±¶ propozycj±, wy¶miewa nieprzynosz±ce profitów dzia³ania innych. ¯arty z wyk³adowców czy kolegów to normalne i dobre zjawisko, ale wy¶miewanie cudzych inicjatyw, zw³aszcza gdy kto¶ po¶wiêca swój czas za „Bóg zap³aæ”, ¶wiadczy ju¿ o z³ym pragmatyzmie: „Bêdê robi³ tylko to, co przyniesie mi korzy¶æ, presti¿ albo bêdzie przyjemne”. To nie znieczulica na cudz± krzywdê, tacy ludzie pomog± osobie niepe³nosprawnej lub upo¶ledzonej, ale chêtniej zaanga¿uj± siê w elitarn± organizacjê studenck± czy wejd± w towarzystwo nadaj±ce ton na ich roku ni¿ zawitaj± do duszpasterstwa akademickiego, bo duszpasterstwo to ksiê¿a i „obciach”.
Kilka dni temu odby³o siê spotkanie rekrutacyjne do redakcji innego czasopisma, z którym równie¿ jestem zwi±zany. W sali æwiczeniowej jednego z instytutów filologicznych zgromadzi³o siê kilkana¶cie osób, g³ównie studentek polonistyki i anglistyki. Bêd±c pod wra¿eniem kompetencji osób chc±cych do³±czyæ do zespo³u, nie mog³em jednocze¶nie nie zauwa¿yæ, ¿e w ci±gu kilku lat zmieni³y siê motywacje. Gdy piêæ lat temu trafi³em na kolegium redakcyjne wspomnianego na pocz±tku miesiêcznika, wiêkszo¶æ publikuj±cych w nim osób chcia³a po prostu „robiæ co¶ sensownego”, mieæ poczucie, ¿e s± zaanga¿owane w co¶ wa¿nego i dobrego. Teraz wielu m³odych adeptów dziennikarskiego rzemios³a nie ukrywa, ¿e anga¿uje siê g³ównie po to, by zdobyæ do¶wiadczenie i punkty do CV. Ja te¿ staram siê byæ w ¿yciu pragmatykiem, ale taki otwarty pragmatyzm w ka¿dej sytuacji budzi ju¿ mój opór.
Istniej± takie przedsiêwziêcia, które – gdyby wszyscy byli a¿ tak bardzo pragmatyczni – nigdy by nie zaistnia³y. Przypomina to postawê cz³owieka, który przez 30 lat odejmowa³ sobie od ust, ¿eby zbudowaæ dom, a nie mieszkaæ w bloku. Ale kiedy ten dom ju¿ stoi, sfrustrowany 30 latami odmawiania sobie wszystkiego, taki cz³owiek nie jest ju¿ w stanie siê nim cieszyæ – spêdzanie emerytury we w³asnym domu nie zrównowa¿y tego, co go ominê³o, bo pieni±dze i uwaga by³y skierowane na co¶ innego.
W takiej samej sytuacji mog± siê znale¼æ ci, którzy wiêkszo¶æ rzeczy robi± dla CV – bêdzie ono wspania³e, ale to wcale nie zapewni im szczê¶cia. Dzia³aj±c po to, by „byæ dla innych”, bez zastanawiania siê, co powie na to przysz³y pracodawca, czujê siê znacznie bardziej wolny i w zgodzie z samym sob±. Chroni mnie to równie¿ przed frustracj±, kiedy muszê zrezygnowaæ z zaanga¿owania w jakie¶ przedsiêwziêcie lub nie udaje mi siê awansowaæ w strukturze jakiej¶ organizacji, choæ jestem tam zaanga¿owany ju¿ wiele lat.
Ostatnio wyremontowano równie¿ budynek, w którym mie¶ci siê redakcja miesiêcznika. Oby zimny duch remontu nie wtargn±³ do pomieszczeñ redakcji.