Wszelka nowo¿ytna w³adza pochodzi z pa³acu, tej najwa¿niejszej formy architektury monarchii absolutnej i tego symbolu w³adzy i panowania. Ministerstwo to spadkobierca pa³acu. W PRL−u pa³ac pozosta³ synonimem w³adzy, ale „odebranej ciemiêzcom i krwiopijcom” i oddanej ludowi. Dlatego gmach ministerstwa nie ucieknie od porównañ z pa³acem, jako form± architektoniczn±, spo³eczn±, kulturaln±.
Dzi¶ minister, tak jak ksi±¿ê, rz±dzi, ale ¼ród³o jego w³adzy jest inne, a charakter panowania kadencyjny zamiast do¿ywotniego i dziedzicznego. Przepisy i procedury zast±pi³y ceremonia³ i etykietê w roli legitymizacji w³adzy, CV i konkurs – list rekomendacyjny i genealogiê w staraniach o urz±d, a bud¿et pañstwa – pieni±dze p³yn±ce z w³asnych gospodarstw i dzier¿aw. Nieuwarunkowany prawnie akt ³aski pañskiej zosta³ zast±piony w³adztwem procedur, a ikonografia, muzyka, zabawa i polowanie scedowa³y funkcje uprawomocnienia w³adzy na rzecz tekstu drukowanego w „Dzienniku Ustaw”. Socjalna zast±pi³a ksiêcia w roli osoby zatroskanej o problemy bytowe podw³adnych. W pa³acu dar by³ jednym ze spoiw spo³eczno¶ci dworskiej, miernikiem statusu, regulatorem relacji miêdzy lud¼mi; w biurowcu – jest to czyn, nad którym zawisa podejrzenie o ³apownictwo (jedynym prezentem wolnym od skojarzeñ korupcyjnych s± ksi±¿ki naukowe darowane ministrom). Salonowa konwersacja, pe³na aluzji literackich, skrz±ca siê ironi±, paradoksem i wieloznaczno¶ci±, w ministerstwie zanika. Tu prawnik i in¿ynier lepiej siê czuje od poety. Rozporz±dzenie, tak jak i projekt mostu, nie ma prawa zawieraæ ukrytych znaczeñ.
W pa³acu i w biurowcu podkre¶la siê spo³eczn± hierarchiê, choæ dzi¶ s³abiej ni¿ kiedy¶. W pa³acu przestrzeganie hierarchii by³o niepomiernie bardziej k³opotliwe ze wzglêdu na wielo¶æ sprzecznych nieraz zasad, które nale¿a³o braæ pod uwagê witaj±c siê z go¶æmi czy te¿ rozsadzaj±c ich przy sto³ach. O porz±dku witania oraz zajmowanych miejsc decydowa³o jednocze¶nie pochodzenie, pokrewieñstwo z rodzin± gospodarza, urz±d, wiek, p³eæ, a od drugiej po³owy XIX w. tak¿e maj±tek. Etykieta liczy³a siê niepomiernie bardziej ni¿ dzi¶, a skutki pomy³ki mia³y nieporównanie wiêksze znaczenie. Obecnie pozycja w hierarchii urzêdowej wypar³a inne kryteria.
Pa³ac, podkre¶laj±c mocniej znaczenie hierarchii, dopuszcza³ jej chwilowe zawieszenie i odwrócenie podczas karnawa³u. Przez chwilê ¿ebrak czu³ siê panem. Biurowiec ¶cie¶ni³ karnawa³ do indywidualnego zjadania faworków podczas ostatków przed ekranem komputera.
Tak w pa³acu, jak i w biurowcu miejsce w hierarchii ma swoje przestrzenne odwzorowanie. W biurowcu obowi±zuje symbolika miejsca (tylko pomieszczenia ministra zamykaj± o¶ korytarza, jego zastêpcy s± ulokowani po bokach), wysoko¶ci (piêtro w³adzy jest wy¿sze od pozosta³ych) oraz kubatury gabinetu do pracy. Atrybutem pozycji jest czarny fotel, miejsce do parkowania (przed g³ównym wej¶ciem parkuj± ministrowie i dyrektorzy), obicie drzwi, parkiet zamiast wyk³adziny, sekretarka, s³u¿bowy laptop i komórka. Aran¿acja pomieszczeñ rozci±ga siê od god³a narodowego nad szerokimi biurkami gabinetów ministrów a¿ po przypiête pinezkami fotosy dziewcz±t w piwnicznej izbie ¶lusarza.
Pozycja dyrektora albo perspektywa awansu sk³aniaj± do noszenia garnituru drogiego i w dobrym gatunku; stra¿ nosi czarne spodnie i niebieskie koszule z epoletami. Przestrzeñ spo³eczn± pomiêdzy stra¿nikiem a dyrektorem zajmuj± ludzie ubrani swobodniej. Wska¼nikiem statusu s± tak¿e czarne teczki; poni¿ej szczebla dyrektora dopuszczalne s± porêczniejsze plecaczki.
Wraz z awansowaniem w hierarchii urzêdniczej kobiety zmieniaj± ubiór. Zak³adaj± najczê¶ciej szar± lub czarn± garsonkê, która tuszuje ich cechy kobiece, upodabniaj±c do ogarniturowanych mê¿czyzn.
Tylko minister i robotnik mo¿e sobie pozwoliæ (w ¶ci¶le okre¶lonych formach i granicach) na odej¶cie od swojej roli i bycie sob±, tylko na tych dwóch przeciwleg³ych biegunach hierarchii ma siê (choæ ograniczone) prawo do autoironii i dystansu do oficjalnej strony swojej funkcji. Sposób, w jaki z tego prawa korzysta minister, podszyty jest intelektualn± gr±, której brakuje robotnikom. W swoich przemówieniach minister Micha³ Kleiber trzyma³ siê linii oficjalnej w kwestiach zasadniczych, ale nieraz siêga³ po wszystkie odcienie humoru w sprawach mniej wa¿nych. Dyrektorzy i urzêdnicy ¶redniego szczebla maj± pozostawaæ to¿sami ze swoj± rol± przez pe³nych osiem godzin pracy.
W stosunku do podw³adnych ministrowie stosuj± siê do wzorca „asertywnej elegancji”, bêd±cej odwrotno¶ci± niegdysiejszej „arogancji w³adzy”.
W kulturze pa³acu panowa³a w pewnych okresach moda na zmianê kostiumu, na chwilowe „bycie kim¶ innym”, na przywdziewanie masek i przybieranie fikcyjnych imion. Moda ta z natury przeciwna jest kulturze biurowca. Gdy minister zawiesza na ko³ku swoj± zawodow± rolê, nawet po godzinach pracy, budzi to nieodmiennie sensacjê, a opowie¶æ o takim zdarzeniu przechodzi do legend. Gdy minister Jan Krzysztof Fr±ckowiak przebra³ siê kiedy¶ podczas balu karnawa³owego, d³ugo i z podziwem opowiadano o tym niezwyk³ym fakcie na korytarzach ministerstwa. W opowie¶ciach minister by³ przebrany raz za wilka, kiedy indziej za czarta, czarownika lub smoka wawelskiego.
Polski biurowiec bardziej od tego zachodniego boi siê odst±pienia o krok od linii oficjalnej oraz od podstawowych znaczeñ ka¿dej urzêdowej sprawy. Zachodni pozby³ siê tego lêku (co bynajmniej nie znaczy, ¿e kpi z samego siebie). Konferencjê na temat foresightu, organizowan± przez Finlandiê w ramach unijnej prezydencji, otworzy³ kabaret, który sparodiowa³ i wywróci³ na nice wszystkie dominuj±ce sztance my¶lowe na temat tego instrumentu prognozowania. Ka¿dy, kto zabiera³ g³os podczas konferencyjnych sesji, mia³ „w tyle g³owy” inauguracyjn± satyrê. W Anglii podobny kabaret wyst±pi³ podczas wieczoru po¿egnalnego po seminarium o wska¼nikach statystycznych nauki. Na odjezdne ka¿dy uczestnik otrzyma³ pytajnik, który kwestionowa³ wiedzê wyniesion± z seminarium.
Podobnej ekstrawagancji trudno siê spodziewaæ w Polsce, choæ mo¿e nadejdzie taka chwila. Czy wiêkszy lêk polskiej administracji t³umaczy siê tym, ¿e rodowód naszej kultury tkwi bardziej w ch³opskiej chacie ni¿ w pa³acu arystokracji, trudno powiedzieæ. Prezentowanie urzêdowej linii bywa tak¿e ¶rodkiem samodowarto¶ciowania ludzi nie zawsze do koñca pewnych swojej wiedzy oraz pozycji (nawet gdy nie maj± podstaw do poczucia ni¿szo¶ci), a dystansowanie siê (kontrolowane i ograniczone) do pe³nionej roli – sygna³em, ¿e jest siê kim¶ ponad ni± (nawet je¶li to tylko gra).
Nazwy stanowisk w pa³acu – podczaszy, podkomorzy, stolnik, od¼wierny, ³owczy, koniuszy – okre¶la³y pe³nione czynno¶ci. Nazwy stanowisk w ministerstwie s± oderwane od charakteru wykonywanych zadañ (nawet „specjalista” jest „specjalist± od wszystkiego” i mo¿e zostaæ przesuniêty do pracy w innym departamencie). Tak jedne, jak i drugie zmienia³y z biegiem czasu swoje znaczenie. Funkcje pa³acowe przekszta³ca³y siê w czysto tytularne i niezwi±zane z obowi±zkami. Stanowiska urzêdnicze – podlega³y sta³ej inflacji („g³ówny specjalista” to dzi¶ nie tytu³ jedynego – g³ównego – specjalisty, tylko jednej z wielu osób zajmuj±cych pozycjê w dolnych rejonach ¶rodka hierarchii).
Zarówno przed wojn±, jak i w okresie PRL pracownicy ministerstw (podobnie jak dawniej ludzie pa³acu) nie byli reprezentatywni dla spo³eczeñstwa. Przed wojn±, gdy¿ pochodzili najczê¶ciej z rodzin o wysokim statusie, byli wysoko wynagradzani i mieszkali w lepszych dzielnicach. Po wojnie, gdy¿ wzgl±d na pochodzenie, nacisk ideologiczny (upartyjnianie) i niski presti¿ powodowa³y, ¿e praca w ministerstwie zdawa³a siê atrakcyjna tylko dla ludzi z niektórych (na ogó³ tych ni¿szych) warstw i grup spo³ecznych. Dzi¶ biurowiec, tygiel przetapiaj±cy na warszawiaków m³odych ludzi z ró¿nych warstw i regionów Polski, lepiej odzwierciedla przekrój spo³eczny kraju. Presti¿ i atrakcyjno¶æ pracy wzros³y bardziej ni¿ p³ace, ale przedwojenny korporacyjny ekskluzywizm i esprit des corps urzêdnika pañstwowego nie wróci³.
Z chwil± dop³ywu w ostatnich latach ludzi m³odszych, lepiej wykszta³conych i wywodz±cych siê z wy¿szych warstw spo³ecznych, ¶rodowiskowy folklor ministerstwa gwa³townie siê zmieni³. Upad³y zwyczaje towarzyskie charakterystyczne dla administracji PRL, przeniesione z domów do „zak³adów pracy”. Zanik³ zwyczaj hucznego ¶wiêtowania imienin, gdy solenizant w zamian za suto nakryty stó³ dostêpowa³ zaszczytu odebrania egzotycznego kwiatu, obca³owania przez ustawiony gêsiego w porz±dku hierarchii departament oraz spêdzenia godzin na obowi±zkowej konwersacji. Tak to wraz z odchodzeniem w przesz³o¶æ PRL zamar³y te¿ pewne pa³acowe zwyczaje, które za po¶rednictwem ma³ych miasteczek wtargnê³y w mury gmachu socjalistycznej dzielnicy rz±dowej. Podobnie w latach 90. zanik³a staropolska sztuka toastu, wznoszonego podczas wieczerzy z go¶æmi z zagranicy. Podtrzymana w ¶rodowisku RWPG, nie prze¿y³a reorientacji polskiej polityki zagranicznej.
W pa³acu ¿ycie krêci³o siê wokó³ ksiêcia, ksi±¿ê by³ pa³acu symbolem, uosobieniem, twarz±, dusz± i si³± sprawcz±. Jego ¿ycie by³o zawsze na widoku: ciekawscy patrzyli, jak by³ ubierany i obserwowali, jak podnosi³ do ust ³y¿kê podczas obiadu. W biurowcu sprawy nie s± takie proste.
Naj³atwiej rozpoznawaln± twarz± ministerstwa jest bufetowa, bêd±ca zarazem w³a¶cicielk± i szefow± sto³ówki. Jest ona poza wszelk± konkurencj±, daleko za ni± znajduje siê kasjerka (odk±d pensje przelewa siê na konto), kadrowa, lekarka, pielêgniarka, a nawet stra¿nicy. Popularno¶æ szefowej bufetu nie da siê porównaæ z popularno¶ci± nikogo innego; odwiedza j± dziennie kilkaset osób, podczas gdy nawet najbardziej oblegani dyrektorzy przyjmuj± w ci±gu dnia nie wiêcej ni¿ kilkana¶cie. Za sam± przyjemno¶æ zamienienia z ni± jednego zdania (z³o¿enia zamówienia) trzeba zap³aciæ, a w dodatku zje¶æ obiad i odstawiæ naczynia. Jej szerok±, opalon± i u¶miechniêt± twarz zna w budynku niemal ka¿dy.
Natomiast „w³adza jest niewidzialna” nie tylko w takich znaczeniach, o jakich mówi socjologia polityki.
¯ycie ka¿dego ministerialnego pracownika jest rozpiête pomiêdzy kadrowcem a sekretark±. Ten pierwszy, okre¶lany w rozmowach nazw± funkcji, choæ ma siê na my¶li konkretn± osobê, z urzêdu uosabia ch³ód bezosobowych regulacji. Ta druga, nazywana pani± Hani±, Zosi± lub Beat±, jest wcieleniem albo urzêdowej oficjalno¶ci (bardzo rzadko), albo rodzinnego ciep³a (najczê¶ciej). Sekretarka przenosi zachowania domowe na urz±d. W zale¿no¶ci od relacji wieku, wzajemnej sympatii lub chwilowego nastroju kolega z departamentu jest pani Hani mê¿em, którego karci, synem, któremu matkuje, kumplem albo te¶ciem. Tak to pod dachem jednej instytucji spotykaj± siê ze sob± „spo³eczeñstwo” (Gesellschaft) i „wspólnota” (Gemeinschaft), analitycznie rozdzielone przez Ferdinanda Tönniesa i traktowane jako sukcesywnie nastêpuj±ce po sobie fazy rozwoju spo³ecznego.
W wielu ministerstwach szef pionu administracji stara siê, aby miêdzy kadr± kierownicz± panowa³y stosunki nieformalne, a w relacjach dyrektor – pracownik bardziej formalne. S³u¿± temu m.in. obozy integracyjne dla ministerialnej starszyzny. Dyrektorzy s± najczê¶ciej ze sob± na „ty”, podczas gdy w stosunku do podw³adnego u¿ywaj± formy „pan, pani”. Ta asymetria relacji by³a jedn± z najbardziej charakterystycznych cech pa³acu. ¯ycie na ogó³ koryguje jednak te starania, wprowadzaj±c w departamentach wiêcej nieformalno¶ci tak¿e i w kontaktach hierarchicznych. Sprzyja temu fakt, ¿e coraz czê¶ciej szef i jego podw³adny s± m³odzi i nale¿± do tej samej grupy wiekowej.
Jednym ze znamion skostnienia administracji rz±dowej u schy³ku PRL by³a wysoka ¶rednia wieku personelu na wszystkich szczeblach urzêdniczej hierarchii. Nie zmieni³ tego Komitet Badañ Naukowych. W kolejnym wcieleniu – Ministerstwa Nauki i Informatyzacji – w roku 2003 urz±d gwa³townie odm³odnia³. Po pokoleniu 60−latków nasta³a generacja 20− i 30−latków. Zmianie towarzyszy³a reorientacja ideologii: m³odo¶æ nieskalana PRL−em zamiast do¶wiadczenia, „kultura prefiguratywna” (starzy ucz± siê od m³odych) zamiast „postfiguratywnej”. W taki sposób biurowiec oddali³ siê od pa³acu, dla którego uosobieniem cnót by³ wiek dojrza³y.