Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Prawdziwa reforma systemu szkolnictwa wy¿szego i nauki jest dopiero przed nami. Zacz±³bym od strategii rozwoju na najbli¿sze lata, która identyfikowa³aby jego zadania i cele z punktu widzenia potrzeb pañstwa. Dopiero na tej podstawie powinny byæ formu³owane szczegó³owe zasady i rozwi±zania.

Nie ma prostych recept

Rozmowa z prof. Januszem Janeczkiem,

rektorem Uniwersytetu ¦l±skiego

Jest Pan wiceprzewodnicz±cym Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich, koñczy Pan drug± kadencjê rektorsk± – wiem, ¿e trochê do¶wiadczeñ zwi±zanych z systemem szkolnictwa wy¿szego i nauki siê uzbiera³o. Chcia³em zapytaæ o mechanizmy rz±dz±ce uczelni± i szerzej – systemem oraz o refleksje dotycz±ce konieczno¶ci ich usprawnienia czy zmiany.

– Szkolnictwo wy¿sze w Polsce, podobnie zreszt± do innych sfer ¿ycia spo³ecznego i gospodarczego, cechuje brak stabilno¶ci, a przede wszystkim brak klarownej wizji rozwoju. Jego ¿ywio³owy rozwój trwa od pocz±tku lat dziewiêædziesi±tych i od tego te¿ czasu jeste¶my targani ró¿nymi, nie do koñca przemy¶lanymi i spójnymi dzia³aniami. Przyk³ad z ostatniego okresu: W algorytmie dotycz±cym finansowania uczelni znalaz³ siê parametr, który mówi, ¿e do punktowanej kadry wliczani s± pracownicy zatrudnieni na stanowiskach profesorskich, a nie profesorowie posiadaj±cy tytu³ profesorski, tzw. belwederscy. Tym samym wieloletnia polityka szeregu uczelni stawiaj±cych na konsekwentny rozwój kadry o najwy¿szych kwalifikacjach, nie znalaz³a odzwierciedlenia w systemie finansowania. Uczelnie i rektorzy poruszaj± siê trochê intuicyjnie i, niestety, co chwilê s± czym¶ zaskakiwani. Brakuje nam drogowskazów pokazuj±cych kierunki rozwoju ca³ego systemu szkolnictwa wy¿szego i nauki. Zawsze optowa³em za tym, aby¶my najpierw opracowali strategiê rozwoju szkolnictwa wy¿szego, a dopiero potem zastanowili siê nad konkretnymi rozwi±zaniami i koniecznymi do ich wcielenia aktami prawnymi. Mam nadziejê, ¿e dyskusja, jaka siê obecnie toczy nad projektem za³o¿eñ reformy systemu szkolnictwa wy¿szego i nauki, zaowocuje stworzeniem takiej w³a¶nie strategii i dopiero wtedy bêdzie mo¿na sensownie mówiæ o kolejnej zmianie regu³.

W jakim kierunku powinien siê zmieniaæ nasz system szkolnictwa wy¿szego i nauki?

– Zacznijmy od tego, ¿e nie ma prostych recept na reformowanie istniej±cego systemu. Mamy zbyt wiele zasz³o¶ci i zale¿no¶ci. Z pewno¶ci± by³oby znacznie ³atwiej, gdyby¶my budowali system od podstaw lub choæby prowadzili przemy¶lane dzia³ania systematycznie od pocz±tku transformacji, ale tak nie by³o. Dzia³ania by³y cz±stkowe i nie zawsze ich skutki by³y u¶wiadamiane. Niekontrolowany rozwój szkolnictwa, zw³aszcza niepublicznego, skutkuj±cy kuriozaln± w skali ¶wiata wieloetatowo¶ci±, której niekorzystne skutki ju¿ odczuwamy, jest jednym z przyk³adów. Zlikwidowano stanowisko docenta, a w to miejsce pojawi³a siê plejada stanowisk profesorskich, w której postronni s± ca³kowicie zagubieni. Polska powinna pój¶æ w ¶lady najlepszych europejskich systemów edukacyjnych, kroj±c je na swoj± miarê. W tym kontek¶cie najmniej istotny jest problem habilitacji. Procedury awansu naukowego trzeba upraszczaæ, ale na obecnym etapie rozwoju polskiej nauki habilitacja jest potrzebna. Wszelako nie musi byæ potrzebna jutro. Z powodzeniem wyobra¿am sobie system bez habilitacji, w którym dobre uniwersytety zatrudniaj±c pracowników, zaproponuj± takie kryteria oceny dorobku, przy których habilitacja bêdzie progiem banalnym. Tak jak to jest w uczelniach amerykañskich.

Uczelnie z natury swojej s± hierarchiczne. Kiedy s³yszê, ¿e w Stanach Zjednoczonych nie ma habilitacji, a profesorowie s± tylko zwi±zani stanowiskami w uczelni, to poniewa¿ spêdzi³em tam trochê czasu, wiem, ¿e choæ wszyscy siê poklepuj± po plecach, to ka¿dy zna swoje miejsce w szeregu. Wymagania zwi±zane ze sta³o¶ci± zatrudnienia, czyli tenure, s± wielokrotnie wiêksze ni¿ w przypadku naszej habilitacji.

Na pewno potrzebne jest znacznie lepsze finansowanie szkolnictwa wy¿szego i nauki. Bez tego ¿adnego prze³omu nie osi±gniemy.

Pad³a zapowied¼ systematycznego wzrostu nak³adów o 0,158 proc. PKB w kolejnych piêciu latach i doj¶cia do 2 proc. ³±cznie na naukê i szkolnictwo wy¿sze.

– To by³oby znacz±ce, choæ nie wiem, czy wystarczaj±ce, ale w ¶rodowisku ca³y czas jest obawa, czy nie skoñczy siê tylko na zapowiedziach. Te pieni±dze, o ile rzeczywi¶cie siê pojawi±, powinny byæ przeznaczone na podwy¿szenie p³ac – zw³aszcza m³odym pracownikom, którzy zarabiaj± bardziej ni¿ skromnie – ale, tak¿e na rozwój uczelni i instytutów, na warsztaty pracy, aby nie odstawa³y od tych oferowanych w innych krajach. Dobre warunki to nie tylko laboratoria, ale ca³e otoczenie spo³eczne, które powoduje, ¿e cz³owiek mo¿e siê skupiæ na badaniach naukowych i uprawiaæ naukê przez du¿e N. Bez w±tpienia nie staæ nas na wyposa¿enie wszystkich laboratoriów w aparaturê na najwy¿szym poziomie, dlatego powinni¶my koncentrowaæ ¶rodki w wybranych centrach badawczych i laboratoriach ¶rodowiskowych.

Raport OECD do¶æ jednoznacznie zdefiniowa³ receptê na polskie szkolnictwo wy¿sze: stworzyæ polskim naukowcom warunki porównywalne do tych, jakie s± w krajach najbardziej rozwiniêtych, natychmiast zrezygnowaæ z wieloetatowo¶ci, a potem wymagaæ. Co do wieloetatowo¶ci, to postawmy proste pytanie: Czy mo¿na pracowaæ dla Coca−Coli i Pepsi Coli równocze¶nie lub trenowaæ dwie rywalizuj±ce ze sob± dru¿yny pi³karskie? W warunkach polskich, jak widaæ, mo¿na. P³acimy ogromn± cenê za imponuj±cy wska¼nik scholaryzacji. Skutki wieloetatowo¶ci s± od³o¿one w czasie. I bêd±, niestety, powa¿ne.

Pierwszy krok zosta³ zrobiony w ustawie „Prawo o szkolnictwie wy¿szym” i mamy w praktyce dwuetatowo¶æ.

– My¶lê, ¿e ju¿ czas na krok drugi, czyli jeden etat, choæ, byæ mo¿e, potrzebny jest okres przej¶ciowy. Wieloetatowo¶æ jest tak¿e skutkiem niesatysfakcjonuj±cego wynagradzania nauczycieli akademickich, którzy chêtnie skupiliby siê na pracy w macierzystej uczelni, gdyby otrzymywali w niej godziw± zap³atê. Ale mleko siê rozla³o i nie bêdzie ³atwo naprawiæ tej sytuacji. W samych uczelniach dosz³o te¿ do du¿ego zró¿nicowania wynagrodzeñ w zale¿no¶ci od popularno¶ci kierunku studiów. Na kierunkach mniej popularnych znakomici uczeni, czêsto stanowi±cy o sile polskiej nauki na arenie miêdzynarodowej, s± gorzej uposa¿eni ni¿ wyk³adowcy, którzy jedynie powielaj± wiedzê. To nie jest dobre i nie motywuje.

Co najbardziej przeszkadza rektorowi w sprawnym zarz±dzaniu uczelni±?

– Na pewno szereg z³ych rozwi±zañ legislacyjnych, nieprzystaj±cych do specyfiki szkolnictwa wy¿szego, brak wiêkszej niezale¿no¶ci rektora od organów kolegialnych, która skróci³aby proces decyzyjny w wielu sprawach, chroniczne niedofinansowanie uczelni. Lista jest d³uga.

A kwestia sposobu zatrudnienia kadry? Jest ono, zw³aszcza po uzyskaniu samodzielno¶ci, w praktyce gwarantowane, ale nie do koñca zwi±zane z potrzebami uczelni. Je¶li w jakiej¶ katedrze by³o kiedy¶ 8 samodzielnych pracowników, a dzi¶ jest 16, to problemem jest znalezienie dla nich pensum dydaktycznego. Dostosowuje siê wiêc siatki godzin do tej kadry, a nie odwrotnie. Mam wra¿enie ¿e autonomia, która jest wa¿n± cech± akademicko¶ci, prowadzi czasem do nie najlepszych rezultatów. Tu chyba nale¿a³oby co¶ zmieniæ?

– Zgadzam siê. To jest jeden z podstawowych problemów polityki zatrudnienia we wszystkich uczelniach. Wzrasta³a liczba nauczycieli akademickich, bo ros³a liczba studentów. Na niektórych kierunkach studiów, zw³aszcza matematyczno−przyrodniczych, liczba studentów zmala³a, ale nauczycieli nie. Co wiêcej, awanse naukowe powoduj± wzrost liczby wysoko wykwalifikowanej kadry, której trzeba zapewniæ pensum dydaktyczne. Nazywam to „nadmuchaniem siatek”. Je¶li porównamy siatki zajêæ w polskich uczelniach i uniwersytetach zachodnich, to widaæ, jak bardzo mamy rozbudowane programy studiów o przedmioty czêsto bardzo w±sko specjalistyczne. Ma³o czasu zostaje natomiast na pracê w³asn± studenta. Powinni¶my zmieniæ system zatrudnienia, ale te¿ zmniejszyæ w wielu przypadkach obci±¿enia dydaktyczne i po³o¿yæ nacisk na prawdziwie uniwersyteckie kszta³cenie. Kszta³cimy poprzez przekazywanie du¿ej ilo¶ci wiedzy, natomiast nie zmuszamy studentów do prawdziwego wysi³ku intelektualnego, ukierunkowanego na rozwi±zanie problemu. Gdyby¶my zdecydowali siê na taki w³a¶nie model kszta³cenia, efekt koñcowy by³by znacznie lepszy i nie potrzebowaliby¶my tak rozbudowanych siatek godzinowych.

¬le siê tak¿e sta³o, ¿e nadali¶my naszym uniwersytetom strukturê wydzia³ow±. Studenci studiuj± nie w uniwersytetach, lecz w autonomicznych szko³ach zwanych wydzia³ami. Zdeterminowani s± przez wybór kierunku studiów dokonany mniej lub bardziej ¶wiadomie w liceum. Zmiana kierunku studiów, nawet na pokrewny, wymaga pokonania rozlicznych barier wewn±trzuczelnianych. Powinni¶my wprowadziæ model wielodyscyplinowych wydzia³ów i przyjmowaæ studentów na te wydzia³y, a nie na kierunki studiów. Wybór kierunku móg³by nast±piæ po pierwszym lub nawet drugim roku studiów, lub jeszcze lepiej – dominowa³yby indywidualne ¶cie¿ki kszta³cenia. Szko³a G³ówna Handlowa posz³a tym tropem i, o ile wiem, taki system dobrze siê w niej sprawdza.

W dyskusjach, którym siê przys³uchujê, bardzo rzadko wystêpuj± kwestie zwi±zane z dydaktyk± czy koñcowymi umiejêtno¶ciami studentów. Najczê¶ciej dominuj± kwestie organizacyjne, kadra i minima kadrowe, standardy.

– Mo¿e to skutek tego, i¿ milcz±co przyjmujemy, ¿e student jest najwa¿niejszy, a my kszta³cimy najlepiej jak potrafimy.

Tylko czy tak jest w praktyce? Czy kto¶ uczy dydaktyki przysz³ych wyk³adowców?

– To jest dobre pytanie. Niestety, odpowied¼ brzmi: dzi¶ takich zajêæ na wiêkszo¶ci uczelni nie ma. Pamiêtam, ¿e sam jako asystent przechodzi³em dwusemestralny kurs dydaktyki szko³y wy¿szej. Zajêcia prowadzili pedagodzy, psycholodzy, filozofowie. Wtedy odci±ga³o mnie to od zainteresowañ naukowych i trochê siê z¿yma³em, ¿e muszê na te zajêcia chodziæ i jeszcze je zaliczaæ. Ale dzi¶ widzê, ¿e to nie by³ z³y pomys³. Tu zreszt± dotykamy szerszego problemu. Czê¶æ osób zostaj±cych w uczelniach to urodzeni naukowcy, którzy dydaktykê traktuj± jako z³o konieczne, by móc uprawiaæ swoje pasje naukowe. S± te¿ osoby, które zostaj± w uczelni z bardzo ró¿nych powodów, zupe³nie nieprzystaj±cych do misji akademickiej. I s± wreszcie kandydaci na mistrzów oraz prawdziwi mistrzowie. Podobnie w¶ród studentów, mamy osoby autentycznie zainteresowane kierunkiem studiów, który wybra³y, a czê¶æ chce po prostu w miarê bezbole¶nie przej¶æ przez studia i dostaæ dyplom.

Odpowiedzi± na masowo¶æ kszta³cenia i, niestety, obni¿enie poziomu du¿ej grupy kandydatów na studia, s± miêdzywydzia³owe studia indywidualne. Tam idzie naprawdê najlepsza m³odzie¿. Dla niej studiowanie jest pasj±, przygod± ¿yciow±. Obcowanie z nimi to prawdziwa przyjemno¶æ. Moim zmartwieniem by³o, jak nie zmarnowaæ potencja³u tej m³odzie¿y i daæ innym do zrozumienia, ¿e mamy do czynienia z lud¼mi wyj±tkowymi w tej masowej edukacji. Wymy¶li³em rektorski list rekomendacyjny – ka¿dy absolwent, który wykazuje siê wysok± ¶redni±, ale tak¿e indywidualnymi osi±gniêciami w ró¿nych dziedzinach, otrzymuje taki list. To jest oko³o 100 osób rocznie w uniwersytecie, który koñczy co roku ok. 6 tys. absolwentów. Mam nadziejê, ¿e jest to dla nich istotne wsparcie i przepustka w dobr± przysz³o¶æ.

Dodatkowo wiele nowych mechanizmów, ale i problemów, wnosi proces boloñski.

– Proces boloñski niesie problemy w ca³ej Europie. Niedawno uczestniczy³em w obradach Komitetu Doradczego do spraw Szkolnictwa Wy¿szego Rady Europy i okaza³o siê, ¿e problemów jest wiele, a ¿aden kraj ich do koñca nie rozwi±za³. Jednym z nich jest brak rynku pracy dla absolwentów pierwszego stopnia studiów, a tak¿e ma³a mobilno¶æ studentów. Wbrew oczekiwaniom, wcale znacz±co nie wzros³a. Idea, aby¶my, jak w Stanach Zjednoczonych, zmieniali uczelniê i przenosili siê po pierwszym stopniu studiów z jednego kraju do drugiego, praktycznie nigdzie siê nie sprawdzi³a.

To jest dopiero pocz±tek i byæ mo¿e za kilkana¶cie lat bêdzie to wygl±daæ inaczej.

– Byæ mo¿e. Jestem zwolennikiem systemu boloñskiego, ale z tym wi±¿e siê ca³y szereg nowych kwestii. Stanêli¶my przed szans± uporz±dkowania kszta³cenia na poziomie wy¿szym w ten oto sposób, ¿e studia pierwszego stopnia powinny byæ masowe, bo w dobie spo³eczeñstw opartych na wiedzy, gospodarek opartych na innowacji wy¿szy poziom kszta³cenia powinien byæ powszechny, a przynajmniej bardzo rozpowszechniony. Natomiast drugi poziom kszta³cenia powinien byæ bardziej wymagaj±cy i adresowany do grup, które s± w stanie podo³aæ intelektualnie wiêkszym wyzwaniom.

Ale ten pierwszy stopieñ kszta³cenia nie do koñca zosta³ zaakceptowany przez rynek pracy.

– Niestety, ju¿ chyba nie ma powrotu do tak nakre¶lonego modelu, czyli pewna szansa zosta³a zaprzepaszczona. Niepokoi mnie te¿ co¶ innego, mianowicie zwiêkszaj±ca siê masowo¶æ studiów trzeciego stopnia. Studia doktoranckie, ze swej istoty, powinny byæ adresowane do elity intelektualnej kraju, natomiast ich powszechno¶æ powoduje, ¿e mamy osoby legitymuj±ce siê dyplomami doktorskimi, a niekoniecznie kwalifikacjami doktora nauk.

Kiedy¶ mieli¶my 5 tys. doktorantów, dzi¶ ta liczba zbli¿y³a siê do 30 tys.

– Jeste¶my gdzie¶ w pobli¿u progu, którego nie nale¿y przekraczaæ, a byæ mo¿e ju¿ nawet go przekroczyli¶my.

To chyba zreszt± szerszy problem struktury spo³ecznej i poziomu wykszta³cenia spo³eczeñstwa i zwi±zanych z tym posuniêæ natury strategicznej. Wiem, ¿e profesorowi i rektorowi bardzo trudno powiedzieæ, ¿e nie nale¿y d±¿yæ do jak najbardziej powszechnego wykszta³cenia na poziomie wy¿szym, ale zadajê sobie pytanie, czy poprzez tak wysoki wska¼nik scholaryzacji, zbli¿ony do 50 proc., nie zaburzamy struktury spo³ecznej. Dodatkowo zlikwidowane zosta³y szko³y zawodowe, sk±d zatem bêd± siê rekrutowaæ mechanicy, kucharze, elektrycy i pracownicy podobnych zawodów? Wysoki wska¼nik scholaryzacji powinien mieæ swoje granice, inaczej – wbrew pozorom – dzia³a destrukcyjnie.

– Zgadzam siê z t± tez±, choæ potrzebna jest ostro¿no¶æ w uogólnianiu tego zjawiska spo³ecznego. To jest problem masowej zamiany niebieskich ko³nierzyków na bia³e i rozs±dnej strategii w tym zakresie. Osoba, która posiada dyplom wy¿szej uczelni, ma równie¿ okre¶lone aspiracje ¿yciowe.

Prawdziwa reforma systemu szkolnictwa wy¿szego i nauki jest dopiero przed nami. To, co zaproponowa³ zespó³ powo³any przez minister Barbarê Kudryck±, uwa¿am za zaproszenie do dyskusji. Ale podkre¶lam: strategia rozwoju nie mo¿e byæ jednym z punktów w problemach organizacyjnych, poniewa¿ to jest absolutnie fundamentalne, ¿eby¶my zaczêli od stworzenia modelu szkolnictwa wy¿szego i odpowiedzi na najbardziej kluczowe pytania, dotycz±ce systemów finansowania szkolnictwa i nauki, liczby i struktury uczelni, preferowanych kierunków studiów, koniecznych umiejêtno¶ci absolwenta, lokalizacji najwa¿niejszych o¶rodków…

Czyli problemu zrównowa¿onego rozwoju kraju i okrêtów flagowych...

– W wielu krajach istniej± uczelnie wiod±ce, ale one powstawa³y przez lata. To nie jest tak, ¿e wpompujemy w jaki¶ uniwersytet pieni±dze i stanie siê on od razu konkurencyjny na rynku ¶wiatowym. Doskona³o¶æ uczelni jest sum± doskona³o¶ci jej uczonych. Mo¿e siê przecie¿ okazaæ, ¿e w innych uczelniach te¿ mamy znakomite zespo³y naukowe. Czy powinni¶my je wtedy po¶wiêciæ tylko dlatego, ¿e nie znajduj± siê w uczelniach z pierwszej ligi? Ja bym proponowa³ raczej stworzenie systemu konkurencyjnego, który pozwoli wykorzystaæ potencja³ i umiejêtno¶ci zespo³ów badawczych w ró¿nych uczelniach.

Kluczow± kwesti± jest tu stworzenie w³a¶ciwego systemu ocen osi±gniêæ naukowych. Obecnie stosowana ocena parametryczna wydaje siê narzêdziem niewystarczaj±cym. Choæby na przyk³adach z mojego uniwersytetu widzê, ¿e system ocen nie zadzia³a³ dobrze. My¶lê, ¿e powinien siê w tym systemie znale¼æ element oceny przez uczonych spoza naszego kraju. Je¶li zidentyfikujemy najlepsze zespo³y badawcze, to oka¿e siê, ¿e istniej± one nie tylko w najbardziej presti¿owych uczelniach, ale z drugiej strony oka¿e siê, ¿e w³a¶nie w nich takich zespo³ów jest najwiêcej.

Obawa dotyczy tego, jaki bêdzie los tych pozosta³ych.

– Wska¼niki do¶æ dobrze pokazuj±, gdzie s± najlepsze uczelnie, ale dla zrównowa¿onego rozwoju Polski wa¿ne jest, aby¶my poza tymi tradycyjnymi i najwiêkszymi o¶rodkami, wa¿nymi w skali miêdzynarodowej, rozwijali tak¿e te wa¿ne w skali ogólnopolskiej, regionalnej i lokalnej.

Zadajemy szereg pytañ, na które kto¶ powinien odpowiedzieæ. Czy powinno to byæ ministerstwo?

– Ministerstwo powinno byæ stymulatorem dzia³añ. Rozwi±zañ oczekiwaliby¶my od grona ekspertów, którzy zaproponuj± model szkolnictwa wy¿szego nawi±zuj±cy do tego, co dzieje siê w Europie i na ¶wiecie, ale jednocze¶nie skrojony na miarê naszych mo¿liwo¶ci i naszej odrêbno¶ci. W tym gronie powinni siê znale¼æ tak¿e przedstawiciele ¿ycia gospodarczego i spo³ecznego, ale nie politycy kieruj±cy siê celami dora¼nymi.

Podsumowuj±c…?

– Zacz±³bym od strategii rozwoju szkolnictwa wy¿szego na najbli¿sze lata, która identyfikowa³aby jego zadania i cele z punktu widzenia potrzeb pañstwa. Dopiero na tej podstawie powinny byæ formu³owane szczegó³owe zasady i rozwi±zania. No i uwa¿nie ws³ucha³bym siê w g³osy p³yn±ce ze ¶rodowiska akademickiego, nie tylko z o¶rodków wiod±cych. M±dro¶æ w Polsce zbudowa³a sobie dom w wielu miejscach.

Rozmawia³ Andrzej ¦wiæ

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje