Dobrze siê sta³o, ¿e powa¿n± dyskusjê na temat stanu szkolnictwa wy¿szego i potrzeby jego zreformowania podejmuje rosn±ca liczba kompetentnych osób, prze³amuj±c biern± postawê „milcz±cej wiêkszo¶ci” pracowników uczelni, których nauczono, ¿e nie jest bezpiecznie wystêpowaæ przed szereg. Od pewnego czasu nasila siê polemika na temat habilitacji. S± tacy, którzy uwa¿aj± j± za hamulec uniemo¿liwiaj±cy polskiej nauce zbli¿enie siê do poziomu krajów zachodnich, a wskazuj± na to, ¿e stopieñ doktora habilitowanego jest reliktem rodem z PRL, wprowadzonym na wzór Wielkiego Brata. Inni, jak grupa czterdziestu czterech wybitnych intelektualistów – humanistów i prawników, apeluj± o pozostawienie tego stopnia, gdy¿ s± przekonani, ¿e bez niego polskiej nauce grozi zalew miernoty.
¯eby ustosunkowaæ siê do tych sprzecznych opinii, trzeba uwzglêdniæ podstawowe fakty. Po pierwsze, od dawna wiadomo, ¿e obecna kadra profesorów (zwyczajnych i nadzwyczajnych) nie jest w stanie prawid³owo obs³u¿yæ rosn±cej w ostatnich latach liczby studentów i mno¿±cych siê szkó³ wy¿szych. St±d dziwaczna praktyka wieloetatowo¶ci. Po drugie, ta zbyt ma³a w stosunku do potrzeb grupa profesorów i doktorów habilitowanych wcale nie jest zainteresowana awansowaniem m³odszych pracowników uczelni, a sito habilitacji, bardzo niedoskona³e, w wielu wypadkach nie s³u¿y selekcji tych najlepszych, lecz raczej przeprowadzaniu przez formalne przeszkody tych „swoich”. Taka praktyka prowadzi do obni¿ania siê poziomu kadry profesorskiej, co niestety staje siê faktem.
Dlatego reformowanie nauki trzeba zacz±æ od sprawy naprawdê istotnej i zapewne znacznie wa¿niejszej od problemu habilitacji. Przede wszystkim musimy rozstaæ siê z pozorowanymi konkursami na stanowiska profesorskie, w których z góry wiadomo, kto wygra. Stwórzmy praktykê rzeczywistych, jawnych konkursów z udzia³em kompetentnych i neutralnych recenzentów krajowych i zagranicznych. Dopu¶æmy do nich kandydatów o znacz±cym dorobku naukowym, zawodowym i dydaktycznym, zarówno tych habilitowanych, jak i niehabilitowanych, i oceñmy, kto z nich najlepiej siê nadaje na stanowisko profesorskie. Otworzymy w ten sposób drogê, która z czasem doprowadzi do podniesienia kwalifikacji kadry profesorskiej i do prawid³owego obsadzenia stanowisk niezbêdnych dla uczelni. Trzeba te¿ zadbaæ o to, ¿eby nowo mianowany profesor otrzyma³ odpowiednio wysokie ¶rodki na zorganizowanie w³asnego warsztatu badawczego. Wtedy znajd± siê te¿ i chêtni do udzia³u w konkursach.
A co do tego, czy habilitacja to istotny miernik kwalifikacji do awansu profesorskiego, istniej± uzasadnione w±tpliwo¶ci. Nie jest przypadkiem, ¿e habilitacji broni± niektórzy przedstawiciele dyscyplin humanistycznych, których dorobek ocenia siê na podstawie opublikowanych prac. Je¶li jednak spojrzymy na ten problem z szerszej perspektywy, to oka¿e siê, ¿e w wielu dziedzinach nauki realny dorobek zawodowy mierzy siê inaczej, np. w dyscyplinach technicznych, w medycynie, w dziedzinach artystycznych. Przecie¿ wybitny chirurg, który wykaza³ wielokrotnie swoje wysokie kwalifikacje lecz±c skutecznie pacjentów, a przy tym ma zdolno¶ci dydaktyczne, móg³by z powodzeniem i z po¿ytkiem dla uczelni obj±æ stanowisko profesorskie, je¶li nawet nie ma habilitacji. Podobne sytuacje s± czêste w wielu innych dziedzinach. Pozostawmy wiêc habilitacjê tym, którym jest ona potrzebna do udokumentowania ich naukowej pozycji, ale nie ¿±dajmy jej od tych, dla których nie ma ¿adnego znaczenia, bo osi±gniêcia zawodowe s± wystarczaj±cym ¶wiadectwem ich kwalifikacji. Natomiast podstawowym i nieodzownym warunkiem powodzenia reformy szkolnictwa wy¿szego jest wprowadzenie przejrzystych, rygorystycznych zasad przeprowadzania konkursów na stanowiska profesorskie.