Wspó³czesna kultura odkrywa coraz to nowe ¼ród³a i formy zniewolenia cz³owieka, a Pan zdecydowanie twierdzi, ¿e cz³owiek jest wolny. Sk±d czerpie Pan tê wiedzê?
– W ¶wiecie jest wiele form zniewolenia – media, alkohol, narkotyki – ale zawsze jest to niewola, któr± sami wybieramy. Aby zostaæ narkomanem, trzeba zdecydowaæ siê na pewien styl ¿ycia i dokonaæ wyboru, polegaj±cego na tym, ¿e najpierw godzimy siê na jeden czy dwa eksperymenty narkotykowe, a potem pozwalamy, by narkotyk zapanowa³ nad nami. Podobnie jest z piciem, seksem i z innymi na³ogami, które zanim zaw³adn± naszym ¿yciem, s± w nim tylko go¶æmi. Aby byæ alkoholikiem, trzeba dokonaæ wyboru, który w istocie niczym siê nie ró¿ni od wyboru stylu ¿ycia na wsi, w lesie, w wielkiej aglomeracji. Bywa, ¿e w pewnym momencie swojego ¿ycia cz³owiek decyduje siê na nieczytanie gazet, nies³uchanie muzyki i na ¿ycie z daleka od miejskiego zgie³ku. I ma pani absolutn± racjê, mówi±c o wielo¶ci form zniewolenia, ale rzecz przecie¿ nie dotyczy ilo¶ci u¿ywek, ale jako¶ci naszego ¿ycia. Dostojewski pokaza³, ¿e s± ró¿ne stopnie zniewolenia cz³owieka, a tylko jedna droga wyj¶cia na prost±. Zniewoleniu, jak i wolno¶ci, trzeba powiedzieæ: „tak”. ¯aden duszek, ani dobry, ani z³y, nie podejmuje za nas decyzji. Nawet najbardziej rozpity cz³owiek mo¿e w ka¿dej chwili powiedzieæ: „Nie bêdê ju¿ piæ”. Czy taka perspektywa wyj¶cia z uzale¿nienia, z na³ogu, nie jest najlepszym dowodem na istnienie wolno¶ci?
Jak mogê byæ wolna, skoro geny, ¶rodowisko, inni ludzie decyduj± o kolorze moich oczu, miejscu urodzenia, wychowaniu?
– Ludzie rodz± siê z krêconymi w³osami lub z zielonymi oczami, bo ka¿dy musi mieæ jakie¶ w³osy i oczy, ale nie s±dzê, by gêsto¶æ rzês czy kolor skóry decydowa³y naprawdê o czyim¶ zniewoleniu. Wspó³czesna nauka nie dostarcza argumentów jednoznacznie przemawiaj±cych za koncepcj± deterministyczn±. Nie mo¿na twierdziæ, ¿e nauki neurofizjologiczne dysponuj± dowodami na rzecz tej koncepcji, które spe³nia³yby rygory naukowo¶ci. Nie mo¿na powiedzieæ, ¿e ka¿de dziecko urodzone w rodzinie A – biednej, zaniedbanej, siêgaj±cej po alkohol, rodzi siê z cechami B – bêdzie nadpobudliwe, opó¼nione w rozwoju i nie bêdzie wykazywaæ cech artystycznych. Gdyby takie ¶cis³e zale¿no¶ci zachodzi³y, wówczas trzeba by przemodelowaæ wszystkie koncepcje wolno¶ci i g³o¶no powiedzieæ, ¿e ¿ywot cz³owieka, od pocz±tku do ostatniego tchnienia, jest ju¿ zapisany w gwiazdach. Oczywi¶cie, nie chcê przez to powiedzieæ, ¿e nie istniej± determinacje neurofizjologiczne. Wiem, ¿e ich wp³yw na pojmowanie wolno¶ci jest du¿y, ale wiem równie¿, jak silna jest wolna wola cz³owieka i ¿e prawdziwa wiara mo¿e góry przenie¶æ. Wystarczy tylko czego¶ naprawdê chcieæ i wówczas wszystkie przeszkody i determinanty trac± rozstrzygaj±ce znaczenie.
Czy to znaczy, ¿e Spinoza czy Kalwin nie chcieli uwierzyæ w woln± wolê?
– Odró¿niæ trzeba dwie sprawy: oczywisto¶æ wiedzy i ³atwo¶æ dostrze¿enia tej oczywisto¶ci. Jest wiele rzeczy, które, choæ oczywiste, zrozumieæ trudno. Proszê zobaczyæ, jak wiele prawd matematycznych, przecie¿ oczywistych, przekracza mo¿liwo¶æ pojmowania przez mnóstwo osób. Wielu z nas nie jest w stanie zrozumieæ nawet elementarnych twierdzeñ Euklidesa, choæ s± one oczywiste i jasno sformu³owane. To s± dwa ró¿ne sensy oczywisto¶ci: co¶ jest oczywiste i ³atwe do zrozumienia i co¶ jest oczywiste, choæ bardzo trudne do zrozumienia.
Chce Pan powiedzieæ, ¿e Schopenhauer, przeciwnik wolno¶ci, by³ niepe³nosprawnym inteligentem? Jak mo¿liwy jest dialog z lud¼mi nieprzyjmuj±cymi do wiadomo¶ci, ¿e s± istotami wolnymi?
– Mam nadziejê, ¿e argumenty przemawiaj±ce za istnieniem wolno¶ci s± wystarczaj±ce, ale wiem, ¿e nie s± one ³atwe, a ponadto metafizykê trudniej zrozumieæ ni¿ matematykê. Z pewno¶ci±, gdybym by³ inteligentniejszy, lepiej rozumia³bym Euklidesowe dowody, ale je¿eli mówimy ogólnie o braku zdolno¶ci rozumienia, to s±dzê, ¿e trudno¶ci w poznawaniu prawdy mog± mieæ ¼ród³a w wielu innych czynnikach, które nie s± zwi±zane z naturaln± inteligencj±. Prawdy filozoficzne s± trudne do uchwycenia z wielu ró¿nych powodów, a najprostszy – w interesuj±cej nas sprawie – mówi±c wprost, to brak sympatii ludzi do tej koncepcji wolno¶ci. Niektórym osobom wolno¶æ wydaje siê wielkim ciê¿arem. Ludzie maj± powody, by zaprzeczaæ istnieniu wolno¶ci, gdy¿ wówczas mog± ¿yæ tak, jak chc± i nie czuæ siê za nic odpowiedzialnymi. Je¿eli istnieje wolno¶æ, je¿eli cz³owiek jest wolny, to powinien szukaæ prawdy i zgadzaæ siê z ni±, a gdy odrzucimy wolno¶æ, jeste¶my zwolnieni od tego rodzaju konsekwencji. Ci, którzy przecz± prawdzie, mog± ulegaæ motywom psychologicznym sk³aniaj±cym ich do negowania wolno¶ci. Je¿eli jeste¶my wolni, musimy przyj±æ odpowiedzialno¶æ za swoje czyny. ¯eby te wahania zrozumieæ, niekoniecznie trzeba patrzeæ na Spinozê, wystarczy spojrzeæ na siebie, by przekonaæ siê, jak atrakcyjnie jest w±tpiæ w istnienie wolno¶ci. My¶lê, ¿e w naszej konstytucji tkwi jaka¶ negacja, co¶ co pozwala na przeciwstawianie siê pewnym aktom. Mo¿na to nazwaæ ucieczk± od wolno¶ci. Pierwszym przyk³adem takiej ucieczki jest historia Adama i Ewy.
W swojej koncepcji wolno¶ci odwo³uje siê Pan do ¶w. Augustyna, który podkre¶la³ znaczenie wiary w to, ¿e mamy woln± wolê, ale i wiary we wszechmoc Boga. Czy na przes³ankach wiary mo¿emy budowaæ dowód, ca³± koncepcjê filozoficzn±? Czy nie jest tak, ¿e broni±c wolno¶ci, musimy zanegowaæ woln± wolê?
– Jest to rzeczywisty problem, jak pogodziæ wszechmoc Boga i ludzk± wolno¶æ. Przedstawiciele radykalnego racjonalizmu twierdz±, i¿ nie odrzucamy wolno¶ci, gdy mówimy, ¿e nic nie jest bardziej oczywiste od naszej wolno¶ci, i od razu dodaj±, ¿e mamy powa¿ne powody, by wierzyæ w to, ¿e zale¿ymy od Boga. Jak pogodziæ te dwie prawdy? Na samym pocz±tku powinni¶my odró¿niæ nasz± niewiedzê od tego, co wiemy z ca³± pewno¶ci±. I oczywiste jest, ¿e nie umiemy pogodziæ tych dwóch sprzecznych nurtów, ale s±dzê, ¿e by³oby du¿ym b³êdem, gdyby¶my odrzucili jakie¶ prawdy tylko dlatego, ¿e nie umiemy ich ze sob± pogodziæ. Proszê zwróciæ uwagê, ¿e w my¶li Kanta kwestia zwi±zku wolno¶ci i przyczynowo¶ci staje siê ¼ród³em antynomii. Ale przecie¿ nie jest to powód, by odrzucaæ te dwa pojêcia.
Musimy zatem przyj±æ przedza³o¿enia metafizyczne, by obroniæ koncepcjê wolno¶ci. W istocie, najpierw wierzymy, ¿e jeste¶my wolni.
– Nie znam argumentu przekonuj±cego, ¿e nie jeste¶my wolni. W sprawie rzekomej niemo¿no¶ci pogodzenia tego, ¿e jeste¶my stworzeni przez Boga, a zarazem wolni, godna rozwa¿enia jest my¶l Kierkegaarda. Wed³ug niego, przekonanie o tym, ¿e boska wolno¶æ stoi w sprzeczno¶ci z nasz±, ludzk± wolno¶ci±, wynika z ludzkiego rozumienia w³adzy: w³adza jest tym wiêksza, im wiêcej ma mo¿liwo¶ci podporz±dkowania sobie innych. Ale prawdziwa wszechmoc, twierdzi duñski filozof, polega na tym, by móc stworzyæ co¶, co jest wolne. W³adza taka jest z pewno¶ci± o wiele wiêksza ni¿ w³adza kogo¶, kto jak w teatrze kukie³kowym poci±ga za sznurki, stwarzaj±c tylko pozór ¿ycia.
Na gruncie jêzyka, którego u¿ywamy na co dzieñ, mamy jednak takie rozumienie wolno¶ci, które k³óci siê z tym, co Pan teraz proponuje. Czy mo¿na zmieniaæ bezkarnie semantykê jêzyka?
– A sk±d czerpie pani pewno¶æ, ¿e u¿ywamy s³ów w ich jedynie prawdziwym znaczeniu? Ca³e nasze filozofowanie zak³ada, ¿e dziêki kontaktowi z rzeczywisto¶ci± wiemy, czym siê naprawdê warto zaj±æ. Najpierw jest do¶wiadczenie, potem przychodzi konceptualizacja i ujêcie filozoficzne. Do¶wiadczenie wolno¶ci jest znane w ró¿nych aktach, czynach, prze¿yciach, reakcjach, ale mówienie o takich do¶wiadczeniach wymaga jêzyka filozoficznego, który „rodzi siê” w bólach…
Sartre pokaza³ inn± koncepcjê wolno¶ci, z któr± Pan nie chce dyskutowaæ.
– To jest demoniczna konstrukcja wolno¶ci, z któr± trudno dyskutowaæ. Dla Sartre’a Bóg jest wolny, je¶li mo¿e zmieniæ wszystkie prawdy konieczne. Dla mnie jest to absurdalna koncepcja Boga, bo nie da siê za³o¿yæ, ¿e do istoty Boga nale¿y zmiana prawd koniecznych, a je¿eli przyjmiemy ju¿ takie za³o¿enie, musimy mówiæ o swoistym rozwodzie, oddzieleniu, koncepcji wolno¶ci i rozumu. Filozofia Sartre’a jest prób± traktowania cz³owieka tak, jakby by³ tak w³a¶nie pojmowanym Bogiem. S±dzê, ¿e oddzielenie wolno¶ci od warto¶ci i dobra czyni z tego pojêcia pusty znak.
Dlaczego, mówi±c o wolno¶ci w kategoriach naukowych, stosuje Pan jêzyk aksjologiczny? Czy na pewno uprawia Pan naukê, a nie... chrze¶cijañsk± ideologiê?
– Je¿eli mówiê: co¶ jest zale¿ne od mojej woli, to tym samym automatycznie zak³adam, ¿e to co¶ ma pewn± warto¶æ i pewien sens. Je¿eli wszystko zale¿y od mojej woli, to i warto¶ci te¿ zale¿± ode mnie. Proszê mi wiêc powiedzieæ, jak móg³bym byæ za cokolwiek odpowiedzialny, skoro wszystko ma tak± sam± warto¶æ? Je¿eli wierzê, ¿e istnieje pewna hierarchia piêkna, szukam go i takie stanowisko niewiele ma wspólnego z ideologi±. Piêkny obraz jest taki bez wzglêdu na to, kto na niego patrzy: znawca czy amator. Sartre chcia³, by Mona Lisa by³a tylko kawa³kiem p³ótna.
Rozmawia³a Jola Workowska