Rzadko zdarza mi siê traciæ panowanie nad sob±, ale muszê przyznaæ, ¿e kiedy obserwujê poczynania i wypowiedzi przedstawicieli Centralnej Komisji Egzaminacyjnej podczas tegorocznych matur, ogarnia mnie bia³a gor±czka. Nie chcê wysuwaæ z tego miejsca jakichkolwiek personalnych zarzutów, ale zwyczajnie zapytaæ: dok±d to wszystko zmierza?
Jako polonista, za grzech g³ówny nowej matury z jêzyka polskiego uwa¿am iluzjê obiektywno¶ci. Od momentu pilota¿owego wdro¿enia nowej matury w 2002 roku zastanawia³em siê, dlaczego nie mo¿na po prostu zrezygnowaæ z os³awionego, wielokrotnie skompromitowanego klucza odpowiedzi. Dopiero teraz argument ten pojawia³ siê w polemikach na tyle czêsto, by mo¿na go by³o wychwyciæ: klucz zapewnia obiektywno¶æ sprawdzenia wiedzy. B³±d tkwi u samych podstaw – obiektywno¶æ w ocenianiu egzaminów z przedmiotów humanistycznych, a zw³aszcza jêzyka polskiego, jest iluzj±. Wiedza nabyta na tym przedmiocie to co¶ wiêcej ni¿ suche fakty, które mo¿na sprawdziæ testowo, i umiejêtno¶æ reprodukowania z pamiêci „jedynie s³usznych” wniosków na dany temat. To umiejêtno¶æ samodzielnego my¶lenia i piêknego pos³ugiwania siê jêzykiem.
Od o¶miu lat wielu m±drych ludzi powtarza, ¿e taki system oceniania nowych matur karze uczniów ponadprzeciêtnych za niestandardowo¶æ my¶lenia, a w dalszej konsekwencji powoduje ustawienie praktycznie ca³ego procesu kszta³cenia polonistycznego w liceum pod k±tem dopasowywania siê do klucza. S³owa te odbijaj± siê jednak o mur milczenia lub wci±¿ takich samych odpowiedzi ze strony CKE. Mo¿na odnie¶æ wra¿enie, ¿e CKE to jaki¶ obcy obiekt, który pewnego dnia pojawi³ siê w naszym kraju nie wiadomo sk±d i musimy z tym ¿yæ, bo nie mo¿emy siê go pozbyæ. Czy naprawdê nie ma tam ¿adnych rozs±dnych humanistów? A je¶li s±, dlaczego nie s³yszymy ich g³osu? Wiem, ¿e to ostre s³owa, ale w mojej opinii nowa matura z jêzyka polskiego sprawia wra¿enie wymy¶lanej nie przez specjalistów od dydaktyki tego przedmiotu, ale przez ludzi, którym wydaje siê, ¿e wszystko mo¿na zmierzyæ w liczbach i uj±æ w s³upki. Otó¿ nie mo¿na.
Jestem gor±cym zwolennikiem starej matury, z d³ugim, piêciogodzinnym wypracowaniem na czêsto do¶æ lu¼nie sformu³owany temat. Mówi siê, ¿e uczeñ ¶cis³owiec bêdzie mia³ trudno¶ci z podo³aniem takiemu zadaniu, ¿e wypracowanie to by³o zawsze zmor± trójkowiczów z polskiego. Po pierwsze, teraz zmor± – i to znacznie gorsz±, bo praktycznie dla wszystkich, jest klucz. Po drugie, stara formu³a egzaminu umo¿liwia³a nauczycielowi uczenie wychowanków my¶lenia i wyra¿ania swoich opinii, zara¿anie mi³o¶ci± do kultury i sztuki, a nie tylko tresurê w dziedzinie odgadywania pomys³ów autorów klucza. Po trzecie, egzamin w³a¶nie temu s³u¿y: zorientowaniu siê, kto siê przygotowa³, a kto siê tylko ³adnie ubra³.
Je¶li w sk³ad matury wchodziæ bêdzie obowi±zkowy egzamin z matematyki, to s³usznie bêd± siê go obawiaæ zdeklarowani humani¶ci, dla których nawet rachunek prawdopodobieñstwa potrafi stanowiæ barierê nie do przeskoczenia. Czy dla nich z kolei wymy¶li siê jaki¶ „humanistyczny” sposób oceniania zadañ z planimetrii czy wielomianów, ¿eby siê nie bali? Je¿eli u³atwiamy i chronimy przed dyskryminacj±, to b±d¼my w tym przynajmniej konsekwentni.
Znamienne jest, ¿e oceny z nowej matury s± w wiêkszo¶ci przeciêtne, bo i przeciêtno¶æ taka formu³a promuje. Na starej maturze szóstki nie stanowi³y wcale takiej rzadko¶ci, ale nie dlatego, ¿e egzamin by³ ³atwiejszy, tylko dlatego, ¿e wybitni uczniowie mogli na nim rozwin±æ skrzyd³a. Teraz mamy stuprocentow± ruletkê, bo ka¿dy – i uczeñ zdolny, i przeciêtniak – ma jednakow± szansê „trafiæ” w klucz lub nie. Jest to zawsze jaka¶ forma egalitaryzmu, ale czy naprawdê o egzamin oparty na przypadku nam chodzi?
Najbardziej dalekosiê¿nym skutkiem tak skonstruowanego egzaminu jest rzucanie nauczycielom k³ód pod nogi. Celem nauczania jêzyka polskiego jest nauczenie m³odych ludzi obcowania z kultur± i wyra¿ania swoich opinii. ¯eby za¶ obcowaæ z kultur± w sposób ¶wiadomy i godny cz³owieka wykszta³conego (a ¶rednie wykszta³cenie te¿ ju¿ do czego¶ zobowi±zuje), trzeba mieæ podstawê w postaci wiedzy o kulturze, zw³aszcza literaturze, ale równie¿ kinie, sztukach plastycznych i nowych mediach elektronicznych. Na lekcjach nauczyciel, oprócz przekazywania faktów, powinien z uczniami rozmawiaæ, sk³aniaæ ich do wypowiadania siê, wspólnie z nimi dochodziæ do pewnych wniosków, niekoniecznie z góry narzuconych (choæ pewne rzeczy musz± zostaæ przekazane, nauka samodzielno¶ci nie oznacza pe³nej dowolno¶ci, bo od którego¶ momentu interpretacja zamienia siê w nadinterpretacjê, a to ju¿ nie s³u¿y dydaktyce).
Tymczasem od nastania nowej matury próbuj±cy tak pracowaæ nauczyciel jest przez uczniów przywo³ywany do porz±dku pytaniem: „Czy to bêdzie na maturze?”. W rezultacie najwa¿niejszy cel nauczania przedmiotu ma szansê byæ zrealizowany w nik³ym stopniu. W dodatku takie podej¶cie rodzi pragnienie pój¶cia dalej – pojawiaj± siê koncepcje zredukowania obowi±zkowej edukacji polonistycznej do uczenia praktycznego operowania jêzykiem przy pisaniu ró¿nego rodzaju pism (podañ itp.). Z literatur± i sztuk± zapoznawaliby siê tylko zainteresowani uczniowie. Je¿eli zostanie to zrealizowane, staniemy siê narodem kulturalnych analfabetów – do kontaktu z kultur± te¿ trzeba byæ przygotowanym, nie ka¿dy rodzi siê z wra¿liwo¶ci± pozwalaj±c± na odró¿nianie warto¶ciowych dzie³ od szmiry czy uczciwego komunikatu jêzykowego od manipulacji i nowomowy. Je¿eli te uproszczenia maj± s³u¿yæ upowszechnieniu edukacji, to ¶wiadczy to o skrajnie ¿yczeniowym my¶leniu. Wielu do¶wiadczonych pracowników naukowych mówi, ¿e po prostu nie ka¿dy nadaje siê do studiowania i nie mo¿na obni¿aæ poziomu, bo takich ludzi lepiej odsiaæ ni¿ dostosowywaæ do nich kszta³cenie na wy¿szej uczelni. Ta sama zasada stosuje siê do edukacji na poziomie ¶rednim: nie mo¿na bez koñca obni¿aæ poziomu kszta³cenia w liceach i matury, bo doprowadzi to do dewaluacji ¶redniego wykszta³cenia. Co z tego, ¿e 80 proc. spo³eczeñstwa bêdzie mia³o maturê, skoro matura ta o niczym ju¿ nie bêdzie ¶wiadczyæ?
O ile k³opoty z matur± z polskiego zaczynaj± siê ju¿ na poziomie samej koncepcji egzaminu, o tyle matury z matematyki i fizyki s± przyk³adem braku umiejêtno¶ci przyznawania siê do b³êdów. Je¶li obdarzeni zaufaniem (z racji posiadanych tytu³ów naukowych i sprawowanych funkcji) naukowcy mówi±, ¿e zadania by³y ¼le sformu³owane, to przyda³oby siê wystosowaæ przynajmniej o¶wiadczenie z³o¿one z dwóch prostych s³ów: „Pomylili¶my siê, przepraszamy”. Tymczasem przedstawiciele CKE udowadniaj±, ¿e mimo b³êdów inteligentny uczeñ i tak te zadania rozwi±¿e. Nawet, je¶li istotnie tak jest, to po pierwsze, s± rzeczy, w których b³êdów byæ po prostu nie mo¿e, po drugie, jest to przerzucanie odpowiedzialno¶ci na uczniów, a po trzecie b³êdy w zadaniach stanowi± z³amanie regu³ gry. Takie sytuacje niszcz± zaufanie do pañstwowego systemu edukacji (który nie do¶æ, ¿e kompromituje siê nieprofesjonalnie przygotowanymi egzaminami, to jeszcze traktuje swoje pomy³ki z ca³kowit± dezynwoltur±). Uczeñ, zw³aszcza zestresowany w obliczu jednego z najwa¿niejszych egzaminów w ¿yciu, nie ma obowi±zku zastanawiaæ siê, czy w zadaniu nie ma czasem b³êdów. Obowi±zkiem CKE jest za to przygotowaæ bezb³êdne zestawy – i koniec, bez mêtnego t³umaczenia siê. Wyja¶nienie w rodzaju: „Przygotowany uczeñ nie ma siê czego baæ”, jako ¿ywo przypomina mi sformu³owanie: „Niewinny cz³owiek nie ma siê czego baæ”, u¿ywane w pañstwach policyjnych dla zamkniêcia ust protestuj±cym przeciw represjom.
Objawem nieumiejêtno¶ci przyznawania siê do b³êdu jest równie¿ nabieranie wody w usta w obliczu mediów, zw³aszcza „Gazety Wyborczej”. Zdania na temat obiektywno¶ci tego dziennika s± podzielone (ja sam nie jestem jego fanem), ale manifestacyjne ignorowanie dziennikarzy okre¶lonego medium lub zakazy kontaktów z nimi wydane w formie polecenia s³u¿bowego nie maj± nic wspólnego z zachodnimi standardami. We Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii indagowany przez dziennikarzy urzêdnik pañstwowy te¿ mo¿e nie mieæ zaufania do danej gazety. Nikt powa¿ny jednak nie pozwoli sobie na ignorowanie „Le Monde”, „Die Zeit” czy „Daily Telegraph” wed³ug w³asnego widzimisiê, bo niezale¿nie od zdania tego czy innego wa¿nego cz³owieka s± to najwa¿niejsze i najbardziej opiniotwórcze dzienniki w tych krajach, a politycy i urzêdnicy pañstwowi musz± siê dla nich wypowiadaæ, czy im siê to podoba, czy nie (mo¿na siê nie wypowiadaæ dla mediów, ale konsekwentnie w stosunku do wszystkich). Takie ignorowanie dziennika znanego z dociekliwo¶ci, choæby kto¶ nie wiem jak d³ugo t³umaczy³, dlaczego uwa¿a „Wyborcz±” za nieobiektywn±, zawsze bêdzie sprawia³o wra¿enie reakcji lêkowej przed wolnymi mediami, które nie pozwalaj± zamie¶æ ¶mieci pod dywan.
Wielu mo¿e zarzuciæ mi, ¿e dramatyzujê. Nie mogê siê jednak pozbyæ wra¿enia, ¿e nasi decydenci, usi³uj±c osi±gn±æ dora¼ne cele (egalitaryzacja ¶redniego wykszta³cenia), gubi± z oczu (lub w ogóle nie bior± pod uwagê) bardziej dalekosiê¿ne, kulturotwórcze cele edukacji. Zadaniem kszta³cenia m³odzie¿y nie jest wy³±cznie praktyczne przygotowanie do ¿ycia, ale równie¿ zapewnienie przekazu dziedzictwa kultury (polskiej i ogólnoludzkiej). Nie mo¿na zrzucaæ tego zadania wy³±cznie na elitê intelektualn± kraju. Je¶li mówimy o upowszechnianiu wykszta³cenia, to upowszechniajmy wykszta³cenie przez du¿e „W”, a nie tylko „przeszkolenie do ¿ycia”.