Urz±dzenie elektroniczne o nazwie iLiad jest jedn± z realizacji inicjatywy znanej jako papier elektroniczny. Wa¿ne jest dla mnie to, ¿e ta realizacja nie ma ju¿ nic wspólnego z prototypem, ponadto – jak na mo¿liwo¶ci polskiego rynku – cena wydaje mi siê do¶æ sensowna.Do³±czona specyfikacja informuje: „Procesor INTEL X−Scale 400 MHz. 128 MB wewnêtrznej pamiêci FLASH do przechowywania dokumentów. Wprowadzanie danych poprzez ekran dotykowy za pomoc± piórka. Akumulator. Wymiary 155 x 216 x 16 mm. Waga 390 g. Rozpoznawane formaty: PDF, XHTML, TXT, Mobipocket. Sieæ bezprzewodowa. Obs³ugiwane wyj¶cia: USB, CF, MMC.”
Przek³adaj±c to na zdecydowanie mniej stechnicyzowany jêzyk powiedzieæ mo¿na tak: urz±dzenie to swoj± wielko¶ci± odpowiada wymiarom ksi±¿ki Jana Tomkowskiego pod tytu³em Zamieszkaæ w Bibliotece, wa¿y nieznacznie wiêcej ni¿ ta ksi±¿ka. Na pewno jest zdecydowanie mniej przyjemne w dotyku; nie zapominajmy jednak, ¿e chrze¶cijañska ikonologia zmys³ dotyku sytuowa³a w bliskim s±siedztwie grzechów cielesnych. Porównanie z ksi±¿k± Tomkowskiego pojawia siê tu nieprzypadkowo, jest to nie tylko wa¿ne dopowiedzenie Mojej historii czytania Alberto Manguela, ale tak¿e niepo¶lednia propozycja usytuowania ksi±¿ki w ¶wiecie kultury cyfrowej. Natomiast mo¿na mieæ nadziejê, ¿e producenci nieco z³agodz± pewn± toporno¶æ tego urz±dzenia. W tym przypadku toporno¶æ jest te¿ gwarancj± solidno¶ci, znikaj± tutaj obawy u¿ytkownika zwi±zane z obs³ug± mniej czy bardziej eleganckich laptopów.
Nie zdoby³em siê tylko na jeden ekstremalny test, zwi±zany z funkcjonowaniem ksi±¿ki jako przedmiotu – nie zabi³em tym urz±dzeniem uprzykrzonej muchy, która przysiad³a na stole. No có¿, ksi±¿ka ¿yciu pomaga – tak¿e i w takich sytuacjach.
Zwa¿ywszy na nieustannie rosn±ce wielko¶ci kart pamiêci i pamiêci USB, urz±dzenie to umo¿liwia zabranie ze sob± na wakacje na bezludn± wyspê zbiorów Biblioteki Kongresu USA bez obaw o limit wagi baga¿u podrêcznego.
Zasoby zasilacza elektronicznego umo¿liwiaj± lekturê na trasie Gdañsk – Kraków, tu te¿ ma miejsce jeden z podstawowych problemów zwi±zanych z kwesti± papieru elektronicznego w Polsce. Stosunkowo szybko przeczyta³em wszystkie polskie ksi±¿ki istniej±ce w postaci elektronicznej, udostêpniane legalnie i nielegalnie. Nieprawdopodobnie uboga jest oferta publikacji elektronicznych w Polsce w porównaniu z innymi krajami – i to niekoniecznie wysoko rozwiniêtymi pod wzglêdem technologii elektronicznej.
Polska jest krajem analfabetyzmu informatycznego. Co gorsza, analfabetyzm tradycyjny jest w tym kraju postaw± zalecan±. Dowodem pierwszego twierdzenia s± dla mnie wypowiedzi publiczne na temat Internetu i zachowania prywatne – jak mia³o to miejsce w przypadku incydentu zwi±zanego z opublikowaniem zdjêæ ¿o³nierzy na stronach pewnego portalu ogólnodostêpnego. Dowodem drugiego twierdzenia s± dla mnie konsekwentne ograniczenia listy lektur szkolnych – analfabetyzm jest zalecany przez ministerstwo zajmuj±ce siê urzêdowo kwesti± o¶wiaty. Problematyka spo³eczeñstwa informacyjnego jest pustym sloganem urzêdniczym. Ustaliwszy te dwie oczywisto¶ci, mo¿na kontynuowaæ wywód.
Najmniej fortunn± propozycj± jest dostêp do prasy za po¶rednictwem tego urz±dzenia. To nie jest paradoks. iLiad oferuje dostêp do elektronicznej prenumeraty gazet i czasopism. Rzecz w tym, i¿ dawno nie obowi±zuje formu³a Marshalla McLuhana: „w lekturze porannej gazety zanurzamy siê jak w o¿ywczej k±pieli”. Wspó³cze¶nie jedyn± funkcj± gazet i czasopism, zarówno specjalistycznych, jak i tzw. kolorowych, jest sprzeda¿ reklam. Najwa¿niejsz± tre¶ci± gazet i czasopism jest to, co z nich wypada: reklamy, ulotki, próbki kremu przeciwko rozstêpom, pojemniczki z kaw±, p³yty CD i DVD, i co komu tam jeszcze do g³owy przyjdzie. To prawda, nie skorzystam z próbki kremu przeciwko rozstêpom, natomiast dziêki gazetom i pismom (tak¿e adresowanym wy³±cznie do kobiet) nie¼le dope³ni³em domow± filmotekê. Oczywi¶cie, ¿e w wiêkszo¶ci wypadków ani gazet, ani tygodników nie czyta³em – l±dowa³y od razu w najbli¿szym koszu. Tak¿e w Polsce gazeta nie spe³nia ju¿ funkcji okre¶lenia przynale¿no¶ci spo³ecznej kupuj±cego, praktycznie jedynym jej miejscem s± miejsca, gdzie siê czeka – na przyjêcie przez Jego Magnificencjê Rektora, w salonie fryzjerskim b±d¼ w studium paznokcia. Tam, gdzie mamy do czynienia z rytua³em czekania, gazeta i kolorowe pismo s± niezast±pione.
Kwestia wtóra, zwi±zana z mo¿liwo¶ci± odtwarzania plików d¼wiêkowych przez to urz±dzenie. Jestem za bardzo rozzuchwalony mo¿liwo¶ciami odtwarzania d¼wiêku przez urz±dzenia klasy iPod i iPhone, bym zdecydowa³ siê korzystaæ z mo¿liwo¶ci iLiada przy odtwarzaniu wierszy Josifa Brodskiego czytanych przez Jerzego Radziwi³owicza, poematu Wieniedikta Jerofiejewa pod tytu³em Moskwa – Pietuszki czytanego przez Romana Wilhelmiego czy fragmentów Doktora Faustusa Tomasza Manna w wykonaniu Gustawa Holoubka albo Cesarza Ryszarda Kapu¶ciñskiego czytanego przez Zbigniewa Zapasiewicza. Mo¿e tak naprawdê jest to ostatni azyl aktorów polskich potrafi±cych przekazywaæ warto¶ciowy tekst. A je¿eli tak jest, to wolê, by g³os Gustawa Holoubka rozbrzmiewa³ pe³n± barw±.
Czy jest to istotnie nowy sposób funkcjonowania ksi±¿ki w spo³eczeñstwie cyfrowym? Chyba niekoniecznie, mo¿e raczej przywo³anie tradycji lektur radiowych, a chyba nie bezpodstawnie radio nabiera znaczenia paleomedium. Analogicznie jak ksi±¿ka, szczególnie w procesie edukacji szkolnej, gdzie tomy lektur nie mog± konkurowaæ z kilogramami podrêczników i zeszytów æwiczeniowych dope³niaj±cych owe podrêczniki. Ponadto mam pe³n± ¶wiadomo¶æ, i¿ tego typu lektury s± li tylko konkretyzacjami utworów literackich, a im znakomitszy wykonawca, tym gorzej dla utworu literackiego, ali¶ci chyba nie tylko z têsknoty za znakomit± polszczyzn± coraz czê¶ciej siêgam po tego typu realizacje dzie³a literackiego, zapisane w formacie mp3. Byæ mo¿e pewnym rozwi±zaniem mo¿e siê staæ dobór odpowiednich s³uchawek. Pewne mo¿liwo¶ci zawarte s± w oprogramowaniu do syntezy mowy Expressivo, o klasê wy¿szym od mechanicznego d¼wiêku generowanego przez jego poprzednika – tj. SynTalka. Rzecz w tym, ¿e bezkonfliktowa wspó³praca z iPodem zosta³a zaimplementowana w najnowsz± wersjê Expressivo. Je¿eli o mnie chodzi, po epoce fascynacji technologi± wash and go, technologi± 3 w 1, jestem coraz bardziej zwolennikiem urz±dzeñ, tak¿e elektronicznych, robi±cych dobrze jedn± rzecz. My¶lê, ¿e takim urz±dzeniem mo¿e byæ iLiad.
Jedno istotne zastrze¿enie znika tutaj z repertuaru przeciwników papieru elektronicznego, którzy zwykli powiadaæ: przecie¿ laptopa nie wezmê ze sob± do ³ó¿ka. Zwyczaj kulturowy wieczornej lektury w tym przypadku nie musi byæ zjawiskiem uci±¿liwym – jako siê rzek³o: urz±dzenie nie wa¿y wiele wiêcej ni¿ ksi±¿ka Jana Tomkowskiego. Sprawia tyle samo problemu zasypiaj±cemu. Nie potrafiê odpowiedzieæ rzeczowo na pytanie, do jakiego stopnia obcowanie z ksi±¿k± jako przedmiotem materialnym jest integralnym elementem biblioterapii. To oczywiste, jakiekolwiek postaci papieru elektronicznego nie zast±pi± publikacji przeznaczonych do pocz±tkowego procesu edukacyjnego.
Problem bibliotek internetowych by³ kilka lat temu kwesti± wpisan± w polski program spo³eczeñstwa informacyjnego, program ten w konsekwencji przekszta³ci³ siê w kwestiê stricte polityczn± – w tej perspektywie nale¿y sytuowaæ perypetie Polskiej Biblioteki Internetowej. Wirtualna Biblioteka Literatury Polskiej, przygotowana w ramach wspó³pracy z UNESCO, nadal rozwija swoje zasoby – spadkobiercy Janusza Szpotañskiego zadecydowali, ¿e tutaj mog± znale¼æ miejsce teksty wa¿ne dla dziejów satyry politycznej w Polsce.
Rozmaite postaci papieru elektronicznego najprawdopodobniej wcze¶niej czy pó¼niej zast±pi± zasoby internetowe klasyki literackiej. Dlaczego papier elektroniczny zamiast czytelni on−line? Przede wszystkim z powodów bezpieczeñstwa, szczególnie w przypadku coraz popularniejszych sieci bezprzewodowych. Najprawdopodobniej nie muszê w ogóle p³aciæ za dostêp do Internetu na moim osiedlu. I kwestia wtóra, jaka jest zwi±zana z postêpuj±c± uci±¿liwo¶ci± korzystania z Internetu w ramach realizacji projektu WEB 2.0, w tym przypadku moje pogl±dy nieznacznie tylko odbiegaj± od pogl±dów Andrew Keena, autora ksi±¿ki Kult amatora. Jak Internet niszczy kulturê. Ale jest to kwestia na zupe³nie inn± rozmowê, chocia¿ nie da siê ukryæ, ¿e katastrof± kulturaln± i edukacyjn± by³ opublikowany niedawno zestaw pod nazw± Wolne lektury, nosz±cy na sobie piêtno amatorskiego podej¶cia do procesu edukacyjnego.
Pora wróciæ do urz±dzenia elektronicznego o nazwie iLiad, do przywo³anego nieco wcze¶niej stwierdzenia. Stosunkowo szybko przeczyta³em wszystkie polskie ksi±¿ki istniej±ce w postaci elektronicznej, udostêpniane legalnie i nielegalnie. Nieprawdopodobnie uboga jest oferta publikacji elektronicznych w Polsce w porównaniu z innymi krajami – i to niekoniecznie wysoko rozwiniêtymi pod wzglêdem technologii elektronicznej. Najwiêcej problemów mia³em z poruszaniem siê po tek¶cie reprintu fundamentalnego dla lekarzy dzie³a Andreasa Vesaliusa De Humani Corporis Fabrica. Inne albumy otwiera³y siê ju¿ zdecydowanie szybciej, ³±cznie ze wspania³ym Erotica Universalis.
Kolejna gorzka prawda. Polski rynek ksi±¿ki znajduje siê nadal na do¶æ marnym poziomie. O rynku ksi±¿ki elektronicznej praktycznie nie ma co mówiæ. Po prostu nie mo¿na kupiæ powie¶ci Stefana Chwina Dolina Rado¶ci ani tomu opowiadañ Andrzeja Pilipiuka Kroniki Jakuba Wêdrowycza (osobi¶cie o wiele bardziej doskwiera mi ten drugi przypadek) w postaci elektronicznej. Jednocze¶nie istotnym problemem staje siê dostêp do niskonak³adowej ksi±¿ki naukowej. Obawiam siê, ¿e opublikowane drukiem rozprawy doktorskie czy prace habilitacyjne stosunkowo rzadko s± wznawiane, w miarê up³ywu czasu staj± siê istnymi cymeliami. Rzecz o tyle zastanawiaj±ca, ¿e wiêkszo¶æ wydawnictw uniwersyteckich pracuje na programach do sk³adu, które nie wprowadzaj± ¿adnych przek³amañ przy konwersji na format pdf.
Zdajê sobie sprawê, ¿e istotnym problemem jest tutaj kwestia praw autorskich i ewentualnych tantiem wyp³acanych autorom od sprzedanych egzemplarzy. Jednocze¶nie, paradoksalnie, kwestia praw autorskich przestaje mieæ jakiekolwiek znaczenie wobec procesu kserowania materia³ów przeznaczonych na zajêcia (czy popularyzacja kserografu, prowadz±ca do zaniku umiejêtno¶ci sporz±dzania notatek, nie odbija siê fatalnie na procesie dydaktycznym studiów – to zupe³nie inna kwestia).
Dotychczasowe badania zwi±zane z papierem elektronicznym u¶wiadomi³y mi rzecz nastêpuj±c±. Grup± zawodow± najbardziej zainteresowan± papierem elektronicznym s± prawnicy. Oni te¿ s± najbardziej ¶wiadomi problemów tycz±cych tego zjawiska, przede wszystkim problemów prawnych. Ustawa o podpisie elektronicznym nie ma w Polsce praktycznie ¿adnego zastosowania. Kwestia dokumentu elektronicznego mog³aby rozwi±zaæ koszmarne marnotrawstwo papieru, zwi±zane ze sprawozdawczo¶ci±.
Mo¿e kiedy¶ by³oby dobrze obliczyæ, ile metrów bie¿±cych w bibliotekach uniwersyteckich zajmuj± papierowe faktury i sprawozdania przechowywane latami, ile za¶ same ksi±¿ki, których tycz± te sprawozdania. I to nawet wtedy, gdy ksi±¿ek nie ma ju¿ na pó³kach, bowiem materialnie nie istniej±, a zostaje po nich protokó³ zniszczenia lub zagubienia. Mo¿na chyba sobie wyobraziæ ogrom archiwum biblioteki wiêkszego od samej biblioteki – chyba niekoniecznie jest to wizja borgesowska, raczej bli¿sza realiów Polski, realizuj±cej przepisy unijne.
Problem dokumentu elektronicznego nie zostanie rozwi±zany bez sensownych prac legislacyjnych ograniczaj±cych w du¿ym stopniu zyski producentów papieru – tu jednak wkraczamy na grz±ski teren konfliktu interesów; a ekologia nie musi byæ na d³u¿sz± metê sprzeczna z ekonomi±. Chyba tak¿e i w Polsce.
Papier elektroniczny, a wiêc i czytniki typu iLiad, w bliskiej przysz³o¶ci zmieni± oblicze ksi±¿ki. Niebagatelny element zmiany ju¿ mamy za sob±. Tradycyjne encyklopedie i s³owniki s± wolno zastêpowane przez wydawnictwa elektroniczne. Te ostatnie zajmuj± nie tylko zdecydowanie mniej miejsca, u³atwiaj± wyszukiwanie hase³, ale – co wa¿ne – umo¿liwiaj± aktualizacje przez Internet bez konieczno¶ci dokupywania kolejnych suplementów. Swoj± drog± nie rozumiem, dlaczego jedyna polska sensowna encyklopedia elektroniczna, opracowana przez PWN, nie udostêpnia aktualizacji poszczególnych hase³.
Papier elektroniczny to tak¿e niebagatelna propozycja rozwi±zuj±ca kwestiê niskonak³adowych wydawnictw specjalistycznych. Nie musz± to byæ wcale przestarza³e skrypty techniczne, udostêpniane w witrynie AGH, mog± to byæ poszukiwane ksi±¿ki naukowe, których dodruk nie zawsze bywa op³acalny, które mog³yby byæ udostêpniane przez wydawnictwa szkó³ wy¿szych w postaci elektronicznej. I to niekoniecznie bezp³atnie, ale za cenê 1/3 wersji papierowej.
I wreszcie rzecz± niepo¶ledni± by³by u³atwiony dostêp do nowo¶ci. Literatura popularna, reprezentowana przez cykl o Harrym Potterze, przez twórczo¶æ Stephena Kinga, Danielle Steel, w Polsce przez Chwina, Sapkowskiego czy Pilipiuka, to przede wszystkim… spore tomiszcza. Chêtnie w czasie wakacji przeczyta³bym chocia¿by ca³y cykl o Wied¼minie, nie wspominaj±c ju¿ o powrocie do cyklu Marcela Prousta czy Sagi rodu Forsythów. ¯eby to by³o mo¿liwe, nie muszê ju¿ zamieszkaæ w bibliotece, jak postulowa³ przewrotnie wspomniany Tomkowski.
Urz±dzenia realizuj±ce projekt papieru elektronicznego nie nale¿± ju¿ do sfery fantastyki naukowej, nie s± ju¿ tylko gad¿etami elektronicznymi, jakimi fascynuj± siê czytelnicy „CKM” czy „LOGO”. S± rzeczywisto¶ci±. Od kilku miesiêcy, dziêki uprzejmo¶ci firmy zajmuj±cej siê dystrybucj± urz±dzenia w Polsce, nie tylko nadrabiam zaleg³o¶ci lekturowe, ale wykorzystujê to urz±dzenie przygotowuj±c siê na zajêcia. Zaoszczêdzi³em niema³o papieru i tonera do drukarki. Znajdujê siê obecnie w dobrej sytuacji, bo mogê siê pos³u¿yæ cenn± formu³± autora pierwszej polskiej encyklopedii – „koñ jaki jest ka¿dy widzi”. Nowe Ateny by³y przecie¿ pierwsz± polsk± encyklopedi±, przekonwertowanie jej do formatu obs³ugiwanego przez iLiad na podstawie zdigitalizowanego materia³u zajê³o naprawdê niewiele czasu.
Jeden z zaprezentowanych tutaj czytników publikacji elektronicznych spe³nia funkcjê potê¿nego rega³u czy nawet biblioteki (ze wzglêdu na jego potencjaln± pojemno¶æ trudno tu mówiæ o bibliotece podrêcznej – tê mam w iPaq−u czy innych postaciach tzw. smartphonów). Jest to – co ma niepo¶lednie znaczenie – kolejna pomoc dla niepe³nosprawnych, dla niedowidz±cych.
Papier elektroniczny, a tak¿e urz±dzenie elektroniczne o nazwie iLiad, na pewno nie wyeliminuj± ksi±¿ki tradycyjnej, funkcjonuj±cej w formie kodeksu. Nie tylko tzw. ksi±¿ki artystycznej. Swoj± drog±, wcale nie tak dawno ka¿da ksi±¿ka publikowana przez porz±dn± oficynê wydawnicz± mia³a charakter dzie³a sztuki. Prawdê mówi±c, to nie wymaga szczególnego zachodu, by ksi±¿ki dostêpne w postaci elektronicznej mia³y tak¿e charakter dzie³ sztuki elektronicznej. Wspó³czesne oprogramowanie komputerowe jest tutaj nieprawdopodobnym u³atwieniem. A nie ma to nic wspólnego z tak g³o¶nym wcale niedawno zjawiskiem hipertekstu.