Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Nale¿y rozró¿niaæ u³atwienie awansów w karierze naukowej, rozumiane jako usuwanie przeszkód administracyjnych czy proceduralnych, od obni¿ania kryteriów oceny naukowej. Niestety, to pomieszanie pojêæ siêga bardzo wysoko.

Jaka szko³a wy¿sza?

Jerzy Szwed

Dyskusja nad kszta³tem szkolnictwa wy¿szego nabra³a po raz kolejny rumieñców w zwi±zku z przygotowaniem przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wy¿szego projektu za³o¿eñ reformy w tym zakresie. Kiedy czytam Za³o¿enia reformy systemu nauki i reformy systemu szkolnictwa wy¿szego, ogarniaj± mnie mieszane uczucia. W dokumencie pojawiaj± siê na przemian problemy fundamentalne obok drugorzêdnych, pomys³y rewolucyjne wraz z przemycaniem drobnych interesów, zw³aszcza w czê¶ci dotycz±cej szkolnictwa wy¿szego. Zamiast jednak wytykaæ wady lub podkre¶laæ zalety tego dokumentu, skorzystam z okazji, ¿e nie muszê z nikim uzgadniaæ opinii i przedstawiê osobiste spojrzenie na zmiany w systemie wy¿szej edukacji. Do zabrania g³osu o¶miela mnie moje dotychczasowe do¶wiadczenie: kierujê wydzia³em najstarszej polskiej uczelni, prowadz±cym badania i kszta³cenie studentów zarówno w naukach podstawowych (fizyka, astronomia), jak i innowacyjnych (informatyka, biofizyka, nanotechnologia), dbaj±c o ich pe³noprawn± obecno¶æ i wzajemn± równowagê. Koordynowa³em granty badawcze w kraju i za granic±, pozna³em z bliska ¿ycie naukowe rozwiniêtych krajów, spêdzaj±c na d³u¿szych kontraktach w USA, Francji i Niemczech ponad 5 lat.

Aby sprostaæ dzisiejszym wyzwaniom, móc konkurowaæ na rynku ¶wiatowym, szko³y wy¿sze wymagaj± zmian ustawowych, ale przede wszystkim potrzebuj± znacz±cego dofinansowania. Nie ma mowy o uniwersytecie w pierwszej ¶wiatowej setce, je¶li dysponuje on funduszami nieporównywalnie mniejszymi ni¿ jego konkurenci w krajach rozwiniêtych, je¶li nak³ady na wykszta³cenie studenta nale¿± do najni¿szych w Europie, je¶li nauczyciele akademiccy, zw³aszcza na pocz±tku kariery, nie s± w stanie utrzymaæ swoich rodzin z pensji. Aby zademonstrowaæ absurdalno¶æ obecnej sytuacji, pos³u¿ê siê przyk³adem. Uczestniczê w du¿ym europejskim grancie wymiany naukowców. Mamy fundusze na podejmowanie go¶ci, zarówno do¶wiadczonych profesorów, jak i ¶wie¿o upieczonych doktorów. Tym ostatnim p³acimy najmniej, kilka tysiêcy euro miesiêcznie, tyle co w ka¿dym, licz±cym siê o¶rodku. Równocze¶nie jest to wiêcej ni¿ zarabia ktokolwiek z „tubylców” na wydziale. To jeden z efektów umiêdzynarodowienia polskich uczelni.

poszerzanie horyzontów

Na przebudzenie spo³eczeñstwa polskiego w latach 90. szkolnictwo wy¿sze zareagowa³o dynamicznie. W ci±gu kilku zaledwie lat liczba miejsc na studiach zwiêkszy³a siê piêciokrotnie, Polska znalaz³a siê w¶ród krajów o najwy¿szym odsetku studiuj±cej m³odzie¿y. Na pierwszy rzut oka – cud. Po bli¿szej analizie obraz nie jest ju¿ tak ró¿owy. Ca³y proces nast±pi³ przy niewspó³miernie niskim wzro¶cie liczebno¶ci kadry akademickiej. G³ównym sposobem zwiêkszenia „wydajno¶ci” by³y dodatkowe zajêcia wieczorami, w soboty i niedziele, drugi etat itd. Inna metoda to parêset osób na wyk³adach, stuosobowe grupy, kilkadziesi±t prac magisterskich u jednego ucz±cego, symulacje w komputerze zamiast æwiczeñ laboratoryjnych. S³owem – znaczne obni¿enie jako¶ci nauczania. Wydaje siê, ¿e dzisiaj, w obliczu nadchodz±cego ni¿u demograficznego, jest w³a¶ciwy moment, by zadbaæ o jako¶æ bez zmniejszenia szans dla kandydatów na studia.

Na pocz±tek uwaga natury ogólnej. Ukoñczenie dzisiaj szko³y wy¿szej nie daje gwarancji na wiedzê do koñca ¿ycia zawodowego. Dawno minê³y czasy, gdy zawód dziedziczy³o siê z pokolenia na pokolenie. Skoñczy³ siê te¿ czas, gdy zdobyty zawód uprawia³o siê do emerytury. Dzisiejsi maturzy¶ci musz± siê liczyæ z kilkakrotn± zmian± miejsca zatrudnienia i rodzaju pracy. A co za tym idzie, kilkakrotnym powrotem do nauki. Wnioski wynikaj±ce z tej sytuacji dla szkó³ wy¿szych s± dwojakie. Po pierwsze, koncentrowaæ siê nie tylko na przekazaniu specjalistycznej wiedzy, ale równie¿, a mo¿e przede wszystkim, „nauczyæ, jak siê uczyæ”, by w doros³ym ¿yciu, kiedy powrót do tradycyjnej szko³y staje siê niemo¿liwy, mo¿na by³o skorzystaæ z innych form przyswajania wiedzy. Po drugie, szko³y wy¿sze winny szeroko rozwin±æ formy nauczania adresowane do trzydziestolatków i starszych, formy wykorzystuj±ce maksymalnie nowoczesne techniki komunikacji.

W zale¿no¶ci od rodzaju oferty dydaktycznej i prowadzonych badañ szko³y wy¿sze mo¿na podzieliæ na zawodowe oraz akademickie. W pierwszej grupie znajduj± siê wszystkie uczelnie oferuj±ce studia I stopnia. Ich wielk± zalet± jest blisko¶æ domu. Powsta³y i powstaj± nawet w niedu¿ych miejscowo¶ciach i oferuj± wykszta³cenie tym, którzy nigdy nie zdecydowaliby siê, z ró¿nych powodów, na wyjazd do du¿ego o¶rodka akademickiego. Przygotowuj± do zawodu lub do dalszych studiów. Je¶li ich pracownicy prowadz±, na miejscu czy w innej szkole wy¿szej, badania naukowe, to bardzo dobrze. Ale nie jest to warunek konieczny do funkcjonowania szko³y. Taka jednostka mo¿e zatrudniaæ wiêkszo¶æ lub wszystkich pracowników na stanowiskach czysto dydaktycznych. W dobie nauczania na odleg³o¶æ, szko³y zawodowe mog± odegraæ now± rolê, doro¶li bêd± do niej wracaæ po nowy zawód. Szko³y wy¿sze tego typu istniej± i dominuj± liczebnie w wielu krajach rozwiniêtych.

Szko³y akademickie kszta³c± na wszystkich poziomach studiów (od licencjatu, poprzez magisterium, po studia doktoranckie) i obowi±zkowo prowadz± badania naukowe. Ten model uczelni pozwala ka¿demu magistrantowi „dotkn±æ tajemnicy” – zetkn±æ siê z badaniami naukowymi. W dobie pêdu do zdobycia zawodu wymóg ten wygl±da na fanaberiê, ale w tym miejscu by³bym nieustêpliwy. Elity powstaj± nie tylko poprzez perfekcyjne opanowanie nawet najbardziej wymagaj±cego zawodu, ale mo¿e przede wszystkim przez poszerzenie horyzontów. I w³a¶nie pobyt w uczelni akademickiej, w mie¶cie akademickim, stwarza mo¿liwo¶æ wej¶cia do grona osób „w pe³ni wykszta³conych”.

Inne formy kszta³cenia, prowadzone przez uczelnie akademickie, s± nie mniej istotne. Prócz piêcioletnich, jednolitych studiów magisterskich, które, z nielicznymi wyj±tkami, zosta³y wyeliminowane w ferworze wprowadzania strategii boloñskiej i które powinny powróciæ na niektórych kierunkach, chodzi o studia podyplomowe, wspomniane ju¿ kszta³cenie ustawiczne czy „uniwersytety 30+, 40+, 50+”. Byæ mo¿e nale¿y równie¿ sformalizowaæ wspó³pracê ze szko³ami zawodowymi, to w koñcu z nich przychodziæ bêd± kandydaci na studia II stopnia.

Pomys³ wyodrêbnienia spo¶ród uczelni akademickich „okrêtów flagowych” jest godny pochwa³y. Widzê dwa zasadnicze argumenty, przemawiaj±ce za t± koncepcj±. Po pierwsze, jak zwykle, aspekt finansowy. Skoro nie mo¿na radykalnie poprawiæ sytuacji ca³ego szkolnictwa wy¿szego, zacznijmy od wybranej grupy najlepszych, to mo¿na zrobiæ w miarê szybko. Pamiêtaæ jednak nale¿y, by nie odby³o siê to kosztem pozosta³ych uczelni, fundusze na „okrêty flagowe” musz± powiêkszyæ bud¿et szkolnictwa wy¿szego. Drugi argument mo¿na nazwaæ „efektem progowym”. „Okrêty flagowe” bêd± sobie mog³y pozwoliæ na wysokie wymagania i to zarówno wobec swoich pracowników, jak i studentów. To powinno spowodowaæ skokow± zmianê jako¶ci. Miejmy nadziejê, ¿e spowoduje. Czego siê obawiam, to ograniczenia ca³ej akcji do jednego z nadchodz±cych programów unijnych na tzw. kierunki zamawiane, nazwanie uczelni czy wydzia³ów, które wygraj± ten konkurs „flagowymi” i odtr±bienia sukcesu.

zarz±dzanie bez przesady

Szko³ami wy¿szymi zarz±dzaj± amatorzy. Oczywi¶cie zdarzaj± siê wyj±tki, przyk³ady wynajmowania zawodowych mened¿erów trafiaj± siê najczê¶ciej w szko³ach niepublicznych. Ale powszechnie obowi±zuj±cy model to nauczyciel akademicki oderwany na kilka lat od swojego zawodu, przejmuj±cy obowi±zki generalnego dyrektora przedsiêbiorstwa, czêsto najwiêkszego w regionie. Ma pe³n± w³adzê w zakresie finansowo−kadrowym, dysponuje bud¿etem id±cym niejednokrotnie w setki milionów z³otych i przewa¿nie ¿adnego wykszta³cenia mened¿erskiego czy ekonomicznego.

Czy da siê ulepszyæ istniej±cy system bez popadania w drug± skrajno¶æ – uczelnie zarz±dzane przez zawodowców, niemaj±cych pojêcia, czym jest nauczanie i nauka? Wzmocnienie roli kanclerza uczelni jest niezbêdne, przestrzegam jednak przed przesad±, s± kraje, gdzie profesorowie zostali po prostu ubezw³asnowolnieni z ¿a³osnym skutkiem dla szkolnictwa wy¿szego. Pozostaje jeszcze jedna mo¿liwo¶æ: a jakby tak ¶wie¿o wybrane w³adze uczelni czy wydzia³ów nak³oniæ do nauki i przeszkoliæ w zarz±dzaniu? Kto siê odwa¿y?

Do ostro¿no¶ci namawiam równie¿ w zwi±zku z proponowanym wprowadzeniem rad patronackich, z³o¿onych z przedstawicieli lokalnych w³adz i przedsiêbiorstw. Pomys³ dobry, znany za granic±. Proszê jednak pomy¶leæ o swoim mie¶cie, znanej Pañstwu uczelni i spróbowaæ skompletowaæ 10−osobow± radê, po czym oddaæ jej uczelniê w zarz±d. Przy takim, jak obecne, upolitycznieniu w³adz samorz±dowych, przy firmach pojawiaj±cych siê i znikaj±cych jak efemerydy, mo¿e byæ k³opot ze skompletowaniem rady. S³owem, na wstêpie kompetencje tych organów winny byæ raczej natury doradczej, a nie decyzyjnej.

absurdy finansowania

Edukacja nale¿y do podstawowych obowi±zków pañstwa. Nie dlatego, ¿e pañstwo robi to najlepiej, ale z innego, na pozór paradoksalnego powodu – w indywidualnym interesie ka¿dego obywatela jest zapewnienie powszechno¶ci. Publiczna edukacja nie wyklucza w ¿adnym wypadku, a wrêcz wymaga obecno¶ci edukacji niepublicznej. Ta ostatnia dzia³a nie tylko jako uzupe³nienie oferty, ale w du¿ej mierze jako zdrowa konkurencja, przymuszaj±ca do wysi³ku szkolnictwo pañstwowe.

System finansowania szkolnictwa wy¿szego nie pokrywa siê wcale z podzia³em publiczne – niepubliczne. ¬ród³em podzia³u jest natomiast kuriozalny zapis naszej konstytucji, stanowi±cy, ¿e „nauka w szko³ach publicznych jest bezp³atna. Ustawa mo¿e dopu¶ciæ ¶wiadczenie niektórych us³ug edukacyjnych przez publiczne szko³y wy¿sze za odp³atno¶ci±”. Praktyka tego zapisu jest nastêpuj±ca: wszystkie „us³ugi edukacyjne” studiów stacjonarnych s± bezp³atne, wszystkie „us³ugi edukacyjne” studiów niestacjonarnych w tej samej uczelni nale¿± do „niektórych” i s± pe³nop³atne. Dla wiêkszo¶ci to s± znane fakty, ale warto czasem jeszcze raz spojrzeæ z góry na absurdalno¶æ sytuacji. Czy nie pora pomy¶leæ, jak rozs±dniej podzieliæ obci±¿enia pomiêdzy studentów stacjonarnych i niestacjonarnych? Byæ mo¿e wtedy pojawi siê czê¶ciowa odp³atno¶æ jednych, ale równocze¶nie czê¶ciowe dofinansowanie drugich. W ka¿dym przypadku trzeba unikaæ pochopnych kroków, jakiekolwiek zmniejszenie dop³ywu funduszy w uczelniach publicznych grozi katastrof±. Wiêkszo¶æ z nich utrzymuje siê na powierzchni tylko dlatego, ¿e pobiera rynkowe op³aty od tych, którzy z rozmaitych powodów studiuj± niestacjonarnie.

Na tym tle sytuacja szkó³ niepublicznych jest przynajmniej klarowna: pobieraj± pe³n± op³atê i z tego siê utrzymuj± oraz kszta³c±. Rozpoczêcie dyskusji o czê¶ciowym ich finansowaniu z bud¿etu pañstwa teoretycznie ma swoje uzasadnienie. Nawet w Stanach Zjednoczonych, kraju o wiele bardziej liberalnym, istnieje mo¿liwo¶æ, po spe³nieniu okre¶lonych warunków, wsparcia prywatnej uczelni ¶rodkami publicznymi. Ale dzisiaj, przy obecnym poziomie finansowania szkolnictwa wy¿szego, dzielenie obecnej biedy pomiêdzy wiêksz± liczbê beneficjentów, to raczej temat zastêpczy, antagonizuj±cy ¶rodowisko.

Nale¿y wspomnieæ o jeszcze jednym ostrze¿eniu typu „unikaæ skrajno¶ci”. Stuprocentowa zale¿no¶æ uczelni od wniesionych op³at studenckich ma swoje strony negatywne. Mam na my¶li wszystkie pe³nop³atne studia w szko³ach publicznych i niepublicznych. Ka¿dy student przerywaj±cy naukê, np. z powodu zbyt s³abych wyników, to natychmiastowa strata finansowa. A wiêc obni¿amy wymagania, strofujemy wymagaj±cych profesorów i tym sposobem, krok po kroku, „gorszy dyplom wypiera lepszy”. Na drugim koñcu jest „us³uga za darmo” (a raczej brak bezpo¶rednich op³at, bo nic nie jest za darmo). Takiej siê nie szanuje, o tak± siê nie zabiega. „Niewidzialna rêka dziesiêciu procent” – mo¿e byæ i mniej – mog³aby mieæ swój zbawienny wp³yw, równie¿ w edukacji.

Du¿o dobrego zosta³o zrobione w ostatnich latach w sprawie podzia³u dotacji bud¿etowej na szkolnictwo wy¿sze. Powsta³ algorytm rozdzia³u ¶rodków, po raz pierwszy uwzglêdniaj±cy jako¶æ nauczania. Wymaga on dalszej poprawy, czynniki prorozwojowe i projako¶ciowe powinny odgrywaæ jeszcze wiêksz± rolê. To pole dla Pañstwowej Komisji Akredytacyjnej, która powinna siê zdecydowaæ na wyra¼ne zró¿nicowanie ocen poszczególnych kierunków studiów. Protesty przeciw wprowadzaniu skali ocen, aby nie konfliktowaæ ¶rodowiska, s± dzi¶ zdecydowanie s³absze. Ocena dzia³alno¶ci naukowej, która powinna byæ istotnym czynnikiem w algorytmie szkó³ akademickich, mo¿e byæ zapo¿yczona z kategoryzacji jednostek naukowych. Konieczna jest prawid³owa wycena kosztoch³onno¶ci studiów, bo ró¿nice s± bardzo du¿e (laboratoria, odczynniki, dopuszczalna liczebno¶æ grup studenckich), a obecne wspó³czynniki nie oddaj± prawid³owo tych relacji. To tylko niektóre elementy do poprawienia. I na koniec wspomniany ju¿ system „okrêtów flagowych”. To w³a¶nie szczegó³owa ocena poszczególnych wydzia³ów i uczelni powinna wy³oniæ grupê szkó³, które otrzymaj± nadzwyczajne wzmocnienie finansowe. Na 3 – 5 lat, z pewno¶ci± nie na sta³e. To w obecnej sytuacji jedyny sposób na dorównanie najlepszym w Europie.

Model kariery akademickiej

Chcia³bym u¶wiadomiæ jedno wielkie nieporozumienie, nieustannie przewijaj±ce siê w dyskusjach: nale¿y rozró¿niaæ u³atwienie awansów w karierze naukowej, rozumiane jako usuwanie przeszkód administracyjnych czy proceduralnych, od obni¿ania kryteriów oceny naukowej. Niestety, to pomieszanie pojêæ siêga bardzo wysoko.

Jak mog³aby wygl±daæ kariera akademicka? Zale¿eæ powinna od typu o¶rodka, inaczej w uczelni akademickiej, inaczej w zawodowej. Zacznijmy od o¶rodków akademickich. Obowi±zuj±cy obecnie w uczelni system stanowisk (asystent, adiunkt, profesor nadzwyczajny, profesor zwyczajny) – czy siê komu¶ podoba, czy nie – wydaje siê nie do zmiany, spróbujmy siê wiêc do niego dostosowaæ. Prócz stanowisk mamy do pokonania stopnie i tytu³ naukowy (doktorat, habilitacja, tytu³ profesora), s³owem prawdziwy bieg po stopniach.

Przyjrzyjmy siê ¶wie¿o upieczonemu doktorowi. Przewa¿nie jest on absolwentem studiów doktoranckich. Mam nadziejê, ale nie pewno¶æ, ¿e regu³a przyjmowania do pracy dopiero po doktoracie jest powszechna. Natomiast wiem z pewno¶ci±, ¿e powszechny, niestety, jest „chów wsobny” – gdzie zrobi³e¶ doktorat, tam starasz siê o pracê. W wielu krajach jest to po prostu niemo¿liwe – pierwsz± (1−3 lata) posadê po doktoracie trzeba zdobyæ w innym o¶rodku. Elementy takiego systemu od dawna stosuj± najlepsze uczelnie polskie – zwyczajowo to na promotorze spoczywa obowi±zek pomocy w pierwszym wyje¼dzie.

Docelowo zasada „postdoc poza domem” powinna siê staæ regu³±, spojrzenie na tematykê badañ czy metody pracy z dalszej perspektywy jest nie do przecenienia. A kiedy to zrobiæ, jak nie w m³odym wieku? W obecnej chwili mo¿na przygotowywaæ ten system poprzez promowanie w konkursach na stanowisko adiunkta osób z do¶wiadczeniem „poza domem”. Zdobycie stanowiska adiunkta to sukces i wielka szansa, oznacza ono wiele lat stabilnej pracy, w licznych uczelniach to po prostu sta³a posada. Jednak ca³kowite ustabilizowanie w tak m³odym wieku wyró¿nia nas na tle rozwiniêtych krajów, gdzie o sta³ej posadzie mo¿na my¶leæ sporo po trzydziestce.

I tu dochodzimy do centrum obecnej dyskusji, które zwie siê „habilitacja”. Nie wiem, czy z premedytacj±, czy przez nieuwagê, ale moim zdaniem konflikt zosta³ wywo³any sztucznie. Konieczno¶æ zmian w procedurze habilitacyjnej dostrzegaj± prawie wszyscy, postêpowanie jest uci±¿liwe administracyjnie i poch³ania mnóstwo czasu, zarówno zainteresowanego, jak i ca³ych rad wydzia³u. Ale potrzeba weryfikacji dorobku naukowego w ¶rodowisku o tak ma³ej mobilno¶ci, jak nasze, w sytuacji, gdy na konkursy zg³aszaj± siê pojedyncze osoby i nie mniej wa¿ne – w kraju, gdzie standardy zachowañ etycznych zosta³y rozchwiane przez lata komunizmu – taka konieczno¶æ jest dla mnie bezsporna. Tylko dlaczego, zamiast szukaæ kompromisu, proponowane zmiany znosz± habilitacjê i równocze¶nie wprowadzaj± now± jako¶æ – „uprawnienie promotorskie”? Dlaczego nie nazwaæ tego uprawnienia habilitacj± i przedyskutowaæ zasady jego przyznawania?

Widzia³bym to nastêpuj±co. Zainteresowany doktor z odpowiednim dorobkiem naukowym, zg³asza gotowo¶æ poddania siê procedurze habilitacyjnej. Postêpowanie przewiduje recenzje zewnêtrzne, z pewno¶ci± spotkanie i dyskusjê recenzentów, a ca³o¶æ winna siê koñczyæ decyzj± o nadaniu stopnia. Szczegó³y, kto prócz recenzentów wchodzi w sk³ad komisji oceniaj±cej, jaki jest udzia³ – je¶li w ogóle – jednostki zatrudniaj±cej w ocenie dorobku naukowego, to wszystko mo¿na doprecyzowaæ. Ale generalny schemat habilitacji, jako uprawnienia do prowadzenia przewodów doktorskich, zostaje zachowany. Tak zdobywana habilitacja nie powinna stanowiæ przeszkody dla go¶ci zagranicznych, chc±cych u nas prowadziæ doktoraty, z ich strony to tylko z³o¿enie podania.

Uproszczona administracyjnie habilitacja daje jeszcze jedno uprawnienie: jej posiadacze bêd± g³ównymi uczestnikami konkursów na stanowisko profesora nadzwyczajnego. Bo kolejna zmiana w obecnym systemie, któr± uwa¿am za bardzo istotn±, to brak automatycznej stabilizacji adiunktów z habilitacj±. Kontrakt adiunkta koñczy siê po 9 latach i aby pozostaæ w uczelni, trzeba wygraæ konkurs na stanowisko profesora nadzwyczajnego. To zatrudnienie mo¿e byæ ju¿ stabilne. Co zrobiæ, aby konkursy mia³y charakter „konkursowy”, aby dobre uczelnie mia³y autentyczny wybór? Tu k³aniaj± siê w pierwszym rzêdzie finanse.

I wreszcie tytu³ profesora, nadawany przez prezydenta, wyj±tek na tle innych krajów. Skoro nie mo¿na inaczej, to przynajmniej honor. Wcale nie ¿artujê, mimo pauperyzacji ¶rodowiska naukowego w odbiorze spo³ecznym profesor to wci±¿ osoba o najwy¿szym zaufaniu i estymie. Gdyby uda³ siê pomys³ „przechodzenia w stan spoczynku” profesorów, tytu³ ten nabra³by dodatkowego znaczenia. W obecnym systemie tytu³ umo¿liwia ewentualny awans na stanowisko profesora zwyczajnego. I prawdê mówi±c, taki podwójny warunek – uznanie i od prezydenta (tytu³), i w uczelni (stanowisko profesora zwyczajnego) – mog³oby u³atwiæ wprowadzenie przechodzenia w stan spoczynku; obci±¿enie bud¿etu pañstwa przez takie grono by³oby niewielkie, a dla ¶rodowiska i spo³eczeñstwa znacz±ce.

A jak na tym tle mo¿e wygl±daæ kariera w uczelni zawodowej? W zasadzie podobnie, z tym ¿e w przypadku, gdy uczelnia nie prowadzi samodzielnie badañ naukowych, pracownicy zdobywaj± stopnie naukowe i ewentualnie tytu³ w uczelniach akademickich. A co do sposobu zatrudniania, zostawi³bym szko³om swobodê decydowania, w wiêkszo¶ci przypadków winny to byæ etaty dydaktyczne. Co do minimum kadrowego w szkole zawodowej – obni¿enie wymagañ odno¶nie do liczby samodzielnych pracowników wydaje mi siê mo¿liwe, byle liczba doktorów by³a wystarczaj±ca do prowadzenia wyk³adów.

porz±dki w Wieloetatowo¶ci

Równoczesne zatrudnianie siê w wielu szko³ach wy¿szych odegra³o ogromn± rolê w pierwszych latach po przemianach ustrojowych. Dzi¶ oko³o po³owy maturzystów kontynuuje naukê w³a¶nie dziêki tak znacznemu powiêkszeniu miejsc w wy¿szych uczelniach. Nie do zaniedbania jest równie¿ aspekt finansowy; to on zreszt±, a nie chêæ niesienia „kaganka wiedzy”, zadecydowa³ w wiêkszo¶ci przypadków o podjêciu dodatkowego zatrudnienia.

Ten wieloletni proces ma jednak negatywne skutki uboczne, które zaczynaj± dzisiaj przewy¿szaæ korzy¶ci. Wziêcie drugiego etatu bez w±tpienia odbija siê na jako¶ci pracy w macierzystej jednostce, przede wszystkim powoduje spadek aktywno¶ci naukowej. Mo¿na ¶mia³o powiedzieæ, ¿e wieloetatowcy przejadaj± zgromadzony przez lata kapita³ intelektualny. Inn± bol±czk± jest symboliczna obecno¶æ w kolejnych miejscach zatrudnienia. Mamy bowiem szko³y, zw³aszcza w mniejszych miejscowo¶ciach, które odwiedza siê wy³±cznie na kilka godzin zajêæ. Czy studenci otrzymuj± tam pe³nowarto¶ciow± ofertê? Mam powa¿ne w±tpliwo¶ci. Temu wszystkiemu przygl±da siê pañstwo, ze spokojnym sumieniem mizernie wynagradzaj±c akademików. Przecie¿ sobie dorobi± tu i tam.

Co zatem dalej z wieloetatowo¶ci±? Wydaje siê, ¿e pora na porz±dki. Po pierwsze, nale¿y zlikwidowaæ mo¿liwo¶æ firmowania kierunku studiów w dwóch ró¿nych szko³ach. A ponadto, drugie zatrudnienie wymaga³oby zgody w³adz uczelni macierzystej (a nie trzecie, jak obecnie). Obydwa warunki mo¿na wprowadziæ z 2−3−letnim opó¼nieniem, aby szko³y mia³y czas na przygotowanie siê do nowych regulacji, a w³adze na zdecydowane posuniêcia p³acowe. Z pewno¶ci± bêdzie to bolesne dla wielu szkó³. Pora jest odpowiednia, nadchodzi ni¿ demograficzny i kandydaci na studia raczej nie ucierpi± z powodu tych zmian, dla wszystkich powinno starczyæ miejsc. A bêd± to miejsca z prawdziwego zdarzenia, uczelnie z w³asn±, godziwie op³acan± kadr± nauczycielsk±.

Zakoñczenie czy pocz±tek?

Czy dyskusja rozpoczêta w kwietniu publikacj± Za³o¿eñ reformy to kolejna burza w szklance wody? Czy skoñczy siê na kilku kosmetycznych zmianach bez zainwestowania w tê najwiêksz± z inwestycji? Najbli¿szy czas poka¿e, czy w³adzom starczy determinacji.

Na koniec dwie uwagi. Proponowane reformy winny byæ powi±zane ze zmianami w szkolnictwie ponadpodstawowym. Tymczasem niektóre propozycje Ministerstwa Edukacji Narodowej budz± niepokój – zamiast szko³y ogólnokszta³c±cej, która umo¿liwi w razie konieczno¶ci zmianê zawodu, która promuje interdyscyplinarno¶æ, proponuje siê zakoñczenie edukacji ogólnej w pierwszej klasie liceum. Z fizyk± czy chemi± w mikroskopijnym wymiarze. Jak to siê wi±¿e z zapowiedzianym naciskiem na kszta³cenie in¿ynierów, których ju¿ brakuje naszej gospodarce? Reformy MNiSW oraz MEN musz± byæ ze sob± powi±zane!

Propozycje zmian w szkolnictwie wy¿szym musz± równie¿ i¶æ w parze ze zdecydowanymi zmianami w systemie nauki. Ale to temat na równie obszerne omówienie.

Prof. dr hab. Jerzy Szwed, fizyk teoretyczny, pe³ni funkcjê dziekana Wydzia³u Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagielloñskiego w Krakowie.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje