Prof. dr hab. Katarzyna Cha³asiñska−Macukow (ur. 1946), fizyk, specjalista w zakresie optyki informacyjnej – holografia, optyczne i hybrydowe przetwarzanie informacji. Magisterium z fizyki na Wydziale Fizyki UW – 1970, tam tak¿e doktorat – 1979, habilitacja – 1988, tytu³ naukowy – 1997. Liczne sta¿e naukowe w uniwersytetach we Francji, Kanadzie i Hiszpanii. Autorka wielu publikacji z zakresu optyki informacyjnej, cz³onek licznych krajowych i miêdzynarodowych towarzystw naukowych. W latach 1995−96 prodziekan, a 1996−2002 dziekan Wydzia³u Fizyki UW. W l. 2002−05 prorektor, a od 2005 rektor UW. Od 1 wrze¶nia 2008 przewodnicz±ca KRASP.
Jakie trzeba mieæ cechy osobowo¶ci, ¿eby bêd±c kobiet± zostaæ rektorem uniwersytetu – i to najwiêkszego polskiego uniwersytetu – a potem szefow± wszystkich rektorów uczelni akademickich?
– Przede wszystkim trzeba lubiæ ludzi. To jest chyba najwa¿niejsze. Staram siê pomagaæ pracownikom i wspó³pracownikom w realizacji ich celów. Takie g³ówne zadanie stawia³am przed sob±, kiedy by³am dziekanem i tak jest teraz, gdy jestem rektorem. Swoje obowi±zki, jako szefowej KRASP, postrzegam w ten sam sposób. Moim zadaniem jest s³u¿enie innym, ograniczanie przeszkód i d±¿enie do wspólnego celu. Oczywi¶cie trzeba byæ te¿ solidnym, konsekwentnym i sprawnym w dzia³aniu.
Proporcje reprezentacji kobiet w ¿yciu naukowym, a ju¿ zw³aszcza na stanowiskach kierowniczych, s± jednak zdecydowanie na korzy¶æ mê¿czyzn.
– Rzeczywi¶cie, nas, kobiet pe³ni±cych istotn± rolê w zarz±dzaniu szko³ami wy¿szymi, nie ma zbyt wiele. To siê jednak zmienia i w obecnej kadencji reprezentacja kobiet rektorów jest ju¿ wiêksza ni¿ poprzednio. Rektorem Uniwersytetu Opolskiego zosta³a prof. Krystyna Czaja, prof. Maria Nowicka−Skowron jest rektorem Politechniki Czêstochowskiej, a prof. Zoja Bednarek rektorem Szko³y G³ównej S³u¿by Po¿arniczej. S± te¿ prof. Regina Renz, rektor Akademii ¦wiêtokrzyskiej w Kielcach oraz trzy panie rektor, które kieruj± uczelniami artystycznymi – prof. Maria Murawska, prof. Ewa Kutry¶ i prof. Ludmi³a Ostrogórska. Na czele jednej z uczelni sportowych równie¿ stoi kobieta – prof. Alicja Przy³uska−Fiszer. Natomiast prof. Ewa Ma³ecka−Tendera jest przewodnicz±c± Konferencji Rektorów Uczelni Medycznych.
Wci±¿ jednak du¿a liczebnie przewaga mê¿czyzn pe³ni±cych funkcje kierownicze jest wynikiem wieloletnich tradycji kulturowych. Pamiêtajmy, ¿e pierwsze kobiety w polskich uniwersytetach pojawi³y siê dopiero pod koniec lat 90. XIX wieku. W Uniwersytecie Warszawskim kobiety nie mog³y podejmowaæ studiów jeszcze sto lat temu. Dopiero od 1915 roku maj± tak± mo¿liwo¶æ. Nawet jednak dzi¶ niewiele kobiet decyduje siê na karierê naukow±. Odbywa siê ona bowiem kosztem rodziny, relacji z przyjació³mi, kosztem wolnego czasu. Cena kariery bywa wysoka. Ja radzê sobie dziêki pomocy najbli¿szych, którzy nie uwa¿aj±, ¿e moja praca to dopust Bo¿y.
Wybory na przewodnicz±cego KRASP mia³y w tej kadencji formê otwartej rywalizacji. To Pani w niej zwyciê¿y³a.
– Wydawa³o mi siê naturalne, ¿e po ostatnich latach, kiedy Kraków, a pó¼niej Wroc³aw mia³y swoich przewodnicz±cych, czas by teraz Warszawa – w koñcu najwiêkszy o¶rodek naukowy w kraju – przejê³a pa³eczkê przewodnictwa. Gdy wyrazi³am ten pogl±d, wiele osób i ¶rodowisk mocno mnie popar³o i namawia³o do kandydowania. Uda³o mi siê znale¼æ uznanie w oczach kole¿anek i kolegów rektorów dla mojej wizji najwa¿niejszych kierunków dzia³alno¶ci KRASP i zosta³am szefow± Konferencji. Pe³nienie tej funkcji oznacza wziêcie na siebie du¿ej odpowiedzialno¶ci za bieg spraw publicznych. To oczywi¶cie tak¿e ca³a masa dodatkowych obowi±zków, których ka¿demu rektorowi i tak nie brakuje.
Pod koniec wrze¶nia zosta³y zaprezentowane projekty piêciu ustaw reguluj±cych kwestie nauki, a pod koniec roku ma zostaæ przedstawiony tak¿e pakiet ustaw reguluj±cych sprawy szkolnictwa wy¿szego. Mamy zapowied¼ nowych rozwi±zañ w wielu istotnych kwestiach. Jak mo¿na s±dziæ, tak szerokie zmiany przes±dz± o kierunku rozwoju na wiele najbli¿szych lat. Jak KRASP ocenia te projekty?
– Dobrze siê sta³o, ¿e rozpoczê³a siê dyskusja nad sprawami nauki i szkolnictwa wy¿szego. Znaczna czê¶æ propozycji zmian przedstawionych przez ministerstwo jest interesuj±ca. Do tej grupy zaliczam choæby pomys³ stworzenia dwóch agencji – Narodowego Centrum Nauki oraz Narodowego Centrum Badañ i Rozwoju. Ale jak zwyk³e diabe³ tkwi w szczegó³ach. Wybór cz³onków rad tych agencji ma byæ dwustopniowy. Wskazanie cz³onków zespo³u indykatywnego, który wybierze cz³onków rady, zosta³o okre¶lone w projektach, jako zadanie ministra nauki i szkolnictwa wy¿szego. Nie sposób sobie w tym miejscu nie zadaæ pytania, po co ma powstaæ taka struktura i dlaczego Pani Minister chce wzi±æ na siebie pe³n± odpowiedzialno¶æ za sk³ad rady, która bêdzie decydowa³a o rozdziale funduszy na badania naukowe? Warto siê oprzeæ na do¶wiadczeniu zbiorowym i nie ograniczaæ autonomii ¶rodowiska akademickiego. S± instytucje, takie jak np. KRASP i PAN, które mog³yby ze swojego ¶rodowiska wybraæ kandydatów, a spo¶ród nich Pani Minister mo¿e wy³oniæ cz³onków rad.
To, co jednak najbardziej niepokoi, gdy patrzymy na propozycje ministerstwa, to brak sprecyzowanych za³o¿eñ wstêpnych, podstawowej diagnozy poprzedzaj±cej propozycje reformy. Z krêgów ministerialnych padaj± has³a o tym, ¿e trzeba poprawiaæ jako¶æ nauki i szkolnictwa wy¿szego. Brakuje jednak wyja¶nienia, na czym ta poprawa jako¶ci mia³aby polegaæ. To tak jakby¶my mówili: lepiej byæ piêknym i bogatym.
Przy kolejnych propozycjach nale¿a³oby wyja¶niæ, dlaczego maj± one zast±piæ istniej±ce rozwi±zania, dlaczego ma byæ tak, a nie inaczej. Nale¿a³oby siê raczej zastanowiæ, dlaczego obecne rozwi±zania nie dzia³aj± najlepiej.
A co z ustawami o Polskiej Akademii Nauk i instytutach badawczych?
– Nie chcia³abym siê ustosunkowywaæ do ustawy o PAN. Zostawiam to kolegom z Akademii. Jest jednak szalenie wa¿ne – podkre¶lê to jeszcze raz – aby¶my wiedzieli, dlaczego s± wprowadzane zmiany i do czego maj± prowadziæ. Dlaczego np. mamy narzucaæ integracjê instytutów? Powinna byæ ona raczej wynikiem prowadzenia wspólnych badañ.
Brak wyja¶nieñ dotycz±cych wprowadzanych rozwi±zañ wywo³a burzliw± dyskusjê, ale nie oznacza to wcale, ¿e bêdzie to dyskusja konstruktywna i ¿e w jej efekcie zostan± wprowadzone zmiany korzystne dla ¶rodowiska i rozwoju nauki.
Na pierwszym posiedzeniu Prezydium Krasp przyjêto uchwa³ê wytyczaj±c± g³ówne kierunki jej dzia³ania oraz zaapelowano o stworzenie d³ugoletniej strategii rozwoju szkolnictwa wy¿szego. Je¶li chodzi o strategiê, to czy nie jest trochê za pó¼no, skoro pakiet ustaw dotycz±cych szkolnictwa wy¿szego ma byæ gotowy za kilka miesiêcy?
– Przygotowanie strategii rozwoju nauki i szkolnictwa wy¿szego jest teraz najwa¿niejszym zadaniem dla KRASP. Strategia zostanie opracowana wspólnie z Fundacj± Rektorów Polskich. Bardzo by¶my chcieli, aby dokument naszego autorstwa zosta³ przyjêty w ca³o¶ci lub przynajmniej w czê¶ci przez ministerstwo i Radê Ministrów. Dlatego ju¿ na poziomie opracowywania strategii bêdziemy ustalaæ stanowiska i szukaæ kompromisu. Nie widzê jednak powodu, by¶my musieli to robiæ w wielkim po¶piechu. Strategia jest opracowywana na lata. Potrzebujemy wiêc czasu na przygotowanie i powa¿n± debatê.
Czy uda siê stworzyæ dokument, który nie tylko potwierdzi, ¿e powinni¶my inwestowaæ w spo³eczeñstwo wiedzy, lecz tak¿e wypracuje szczegó³owe rozwi±zania, zmieniaj±ce i porz±dkuj±ce obszar szkolnictwa wy¿szego i jeszcze zyska w miarê powszechn± akceptacjê?
– Liczê, ¿e siê uda. W koñcu robimy co¶, co wytyczy nasze dzia³ania na najbli¿sze lata. Musimy to zrobiæ solidnie, ale równocze¶nie w taki sposób, aby uwarunkowania zewnêtrzne nie zmusza³y nas do ci±g³ych zmian strategii.
Polskie uczelnie maj± bodaj najwiêksz± autonomiê w Europie, a byæ mo¿e i na ¶wiecie. Czy paradoksalnie nie jest ona jednym z grzechów g³ównych? Rektor jest uczonym, który administrowania uczy siê w trakcie kadencji, a podejmuj±c decyzje musi siê liczyæ z opiniami ¶rodowiska, do którego wróci po okresie sprawowania funkcji, wobec czego wystrzega siê decyzji niepopularnych. Czy to jest dobry model kierowania uczelni±? Pojawia siê od do¶æ dawna pomys³, realizowany w wielu krajach, powo³ywania rad powierniczych wyznaczaj±cych rektora.
– Autonomia uczelni to warto¶æ sama w sobie, obecna w ¶wiecie akademickim od kilkuset lat i nie s±dzê, aby to ona by³a przeszkod± w tworzeniu nowoczesnego uniwersytetu. Z autonomii, jak z ka¿dego daru Bo¿ego, trzeba umieæ korzystaæ.
Zmiana sposobu elekcji wcale nie da nam gwarancji, ¿e wybór rektora, odbywaj±cy siê wed³ug nowych zasad i dokonywany przez inne cia³a, zawsze bêdzie trafiony. To samo dotyczy kwestii zarz±dzania. Musimy sobie zadaæ pytanie, czy stworzenie kolejnego cia³a poprawi jako¶æ zarz±dzania uczelni±. Rada spo³eczna czy powiernicza, która mia³aby pomagaæ rektorowi, spe³ni swoje zadania tylko wtedy, je¶li bêd± do niej powo³ane osoby, które nie tylko znaj± siê na przedsiêbiorczo¶ci i przemy¶le, ale równie¿ rozumiej± specyfikê szkolnictwa wy¿szego. W tej chwili nie widzê takich osób. Nie bardzo wiêc sobie wyobra¿am, ¿ebym by³a w stanie powo³aæ tak± radê i w dodatku poddaæ siê jej decyzjom, przy zachowaniu zasady jednoosobowej odpowiedzialno¶ci rektora za uczelniê.
Pamiêtam Pani wypowied¼, ¿e rektor nie do koñca zarz±dza uczelni±, bo to organizm bardzo z³o¿ony. Rektor raczej nadaje jej kierunek.
– Mówi³am o uczelniach du¿ych, takich jak Uniwersytet Warszawski. Rektor nadaje kierunek i zapala zielone ¶wiat³o dla konkretnych dzia³añ. Jest kapitanem du¿ego okrêtu, który raczej nie zatonie, ale do ka¿dego manewru, nawet niewielkiej zmiany kursu, musi byæ odpowiednio wcze¶nie przygotowany. Mo¿na mówiæ, jak czyni± to niektórzy, zw³aszcza ekonomi¶ci, ¿e uniwersytet to przedsiêbiorstwo, a student to klient, ale ja jestem z tej starej szko³y, która postrzega uniwersytet w duchu humboldtowskim, jako wspólnotê badaczy i studentów. Co nie zmienia faktu, ¿e uczelnia powinna byæ zarz±dzana sprawnie i zgodnie z duchem czasu.
Czy dobrym pomys³em jest wprowadzenie kadencyjno¶ci dyrektorów instytutów, a byæ mo¿e tak¿e kierowników katedr?
– Jest to bardzo dobre rozwi±zanie, je¶li mówimy o instytutach czy zak³adach. By³abym jednak ostro¿na w przypadku katedr.
To jest pok³osie dyskusji dotycz±cych kariery m³odych i opinii, ¿e w polskich uczelniach panuj± bardzo zhierarchizowane stosunki i je¶li kto¶ sprawuje jak±¶ funkcjê, to w wielu przypadkach do¿ywotnio.
– Kadencyjno¶æ – jako zasada – jest jak najbardziej w³a¶ciwa. Niezbêdne s± zmiany na kierowniczych stanowiskach. Problem w pewnej mierze wzi±³ siê st±d, ¿e kiedy¶ otwierano katedrê dla konkretnego profesora. Teraz to wygl±da trochê inaczej – traktujemy katedrê jako jednostkê organizacyjn±.
A rzeczywiste konkursy? Wszyscy uwa¿aj±, ¿e powinny byæ, ale mijaj± lata i wci±¿ ich nie ma. Kr±¿y taki ¿art, ¿e w kryteriach og³oszeñ brakuje w³a¶ciwie tylko oczekiwania, ¿e numer dowodu kandydata bêdzie siê rozpoczyna³ od konkretnych pierwszych piêciu cyfr. Dlaczego tak siê dzieje?
– Najpierw wyja¶nijmy pojêcia. Mówimy o awansie osoby ju¿ pracuj±cej w uczelni czy o tworzeniu nowego stanowiska? Awans nie powinien byæ wynikiem konkursu. Je¿eli kto¶ zas³uguje na awans, to powinien go otrzymaæ. Natomiast w drugim przypadku musimy sobie zadaæ pytanie, czy potrzebujemy nowego stanowiska profesorskiego? Je¶li odpowied¼ bêdzie twierdz±ca, dopiero wtedy nale¿y og³osiæ konkurs i wybraæ najlepszego kandydata. To powinno byæ rozdzielone.
Jednym z wiêkszych problemów jest te¿ chyba ma³a mobilno¶æ kadry. Czy funkcjonuj±ca przez lata zasada zatrudniania przez nominowanie nie jest w pewnym sensie destrukcyjna – wzrasta ilo¶æ zatrudnionych, a w zwi±zku z tym tworzy siê zajêcia raczej pod kadrê i jej pensum, a nie w nawi±zaniu do potrzeb programów studiów?
– Ma³a mobilno¶æ kadry zosta³a zdeterminowana przez uwarunkowania charakterystyczne dla Polski. Jeszcze przecie¿ nie tak dawno wiêkszo¶æ osób przez ca³y okres aktywno¶ci zawodowej pracowa³a w jednym miejscu. To by³ podstawowy model ¿ycia. W tej chwili sytuacja siê zmienia.
Zdarza siê, ¿e na niektórych wydzia³ach rzeczywi¶cie zatrudnionych jest wiêcej osób ni¿ to jest niezbêdne do prowadzenia zajêæ dydaktycznych. Ale wed³ug mnie powinno siê braæ pod uwagê nie tylko minimum kadrowe czy obsadê stanowisk dydaktycznych, lecz tak¿e badania naukowe, szczególnie w uczelniach, które, jak Uniwersytet Warszawski, maj± ambicjê nale¿eæ do tzw. research universities, i gdzie badania naukowe s± prowadzone na dobrym poziomie. Czê¶æ pracowników mo¿e byæ zatrudniana na etatach naukowych. Pamiêtajmy, ¿e uczelnie oceniamy nie tylko poprzez jako¶æ dydaktyki, ale równie¿, a mo¿e przede wszystkim, na podstawie osi±gniêæ naukowych. To dotyczy tak¿e oceny nauczycieli akademickich.
Czyli polskie uczelnie powinny byæ zró¿nicowane na uczelnie badawcze i pozosta³e?
– Powinno istnieæ wiele typów uczelni: licencjackie i magisterskie, zawodowe i akademickie, a w¶ród nich te najwy¿szej rangi, czyli research universities. Jednym s³owem – powinna nast±piæ dywersyfikacja rynku edukacyjnego. Tymczasem mamy tendencjê do upodobniania wszystkich szkó³ – bo niemal wszystkie chcia³yby byæ kiedy¶ uniwersytetami, a przynajmniej uczelniami akademickimi.
W³a¶nie. Pojawi³ siê pomys³ podporz±dkowania pañstwowych uczelni zawodowych marsza³kom województw, po to, by mocniej powi±zaæ je z lokalnym rynkiem pracy, ale zosta³ mocno skrytykowany przez przedstawicieli tej grupy uczelni.
– Rynek edukacyjny powinien byæ powi±zany z potrzebami regionu, ale rodzi siê pytanie, czy mamy kszta³ciæ tylko na potrzeby rynku, czy to raczej kszta³cenie powinno równie¿ zmieniaæ rynek? Nie mo¿na ignorowaæ wzajemnych relacji – obie strony musz± mieæ co¶ do powiedzenia.
Jednak kadra tych uczelni jest w du¿ej mierze przyjezdna i przenosi wzory z du¿ych o¶rodków akademickich, gdzie spêdzi³a wiêkszo¶æ okresu swej kariery, a nie my¶li o ¶rodowisku lokalnym.
– Czy szko³y poddane samorz±dom lokalnym nie bêd± podlega³y zbyt du¿ym perturbacjom zwi±zanym z wyborami samorz±dowymi i lokalnym uk³adem si³ politycznych? Bojê siê, ¿e takie by³yby w³a¶nie konsekwencje zmian, o których pan mówi.
A to, ¿e kadra tych uczelni jest przyjezdna i wprowadza rozwi±zania znane z du¿ych o¶rodków akademickich, mo¿emy chyba zaliczyæ jedynie na poczet plusów tego typu szkó³.
Jest Pani córk± jednego z najwybitniejszych polskich socjologów, prof. Józefa Cha³asiñskiego, ucznia Floriana Znanieckiego, po wojnie wspó³pracownika Tadeusza Kotarbiñskiego, wspó³twórcy Uniwersytetu £ódzkiego, pó¼niej jego rektora. Czy pochodzenie z rodziny o takich tradycjach determinuje wybór kariery?
– W du¿ej mierze tak. Ojciec urodzi³ siê w roku 1904. W okresie miêdzywojennym by³ dojrza³ym badaczem. Ja urodzi³am siê ju¿ po wojnie, w roku 1946. Wychowa³am siê w domu uniwersyteckim, wype³nionym sprawami i dyskusjami akademickimi. Tym siê nasi±ka. To jednak, ¿e jestem fizykiem, a mój brat chemikiem, to chyba wp³yw mamy, ona zawsze powtarza³a, ¿e musimy mieæ pracê, której efekty bêd± ³atwiej mierzalne i mniej podlegaj±ce perturbacjom politycznym ni¿ wyniki pracy socjologa. Ojciec po wojnie by³ najpierw prorektorem u Kotarbiñskiego w Uniwersytecie £ódzkim, rektorem zosta³ w najciê¿szych czasach, a do Warszawy ¶ci±gniêto go w 1952 roku, gdy tworzono Polsk± Akademiê Nauk. By³ jednak hardy i mówi³ to, co my¶la³, wiêc w pewnym momencie zosta³ pozbawiony wszystkich znacz±cych funkcji i przez wiele lat nie mo¿na go by³o nawet cytowaæ. To nie by³ ³atwy kawa³ek chleba. My, jako naukowcy, mamy dzi¶ du¿o ³atwiej. Musimy nauczyæ siê m±drze z tego korzystaæ. My¶lê, ¿e jeszcze przez kilka lat bêdzie siê ci±gn±³ za nami baga¿ trudno¶ci, ale przed polskim szkolnictwem wy¿szym du¿a szansa na uczestniczenie w ¶wiatowej edukacji i nauce na najwy¿szym poziomie.