Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





POLOWANIE NA GAD¯ETY

Henryk Hollender

W lipcowo−sierpniowym numerze „FA” Marek Adamiec przedstawia nam ksi±¿kê jako urz±dzenie s³u¿±ce do zabijania much. Miêdzy innymi oczywi¶cie. Nie dowiadujemy siê, dlaczego ksi±¿ka do tego siê nadaje, ale ka¿dy, kto uderzy³ papierowym przedmiotem o tward± powierzchniê, musia³ zauwa¿yæ, ¿e cios taki jest stosunkowo ma³o szkodliwy dla papieru. Jeszcze lepiej do przykrej operacji zabicia muchy nadaje siê gazeta, któr± zapewne wyrzucimy po ewentualnym poplamieniu. Natomiast polowanie na muchy za pomoc± sztywnego urz±dzenia elektronicznego skoñczy siê niedobrze nie tylko dla muchy; co wiêcej, mucha prêdzej ujdzie z ¿yciem, bo nieelastyczno¶æ przedmiotu jako¶ utrudnia nam trafienie. Staje siê wiêc jasne, ¿e opisywany przez p. Adamca czytnik o nazwie iLiad nie jest z papieru. Je¶li tworzywo, z jakiego jest zrobiony, wolno okre¶liæ jako papier elektroniczny, jak czyni to Autor w tytule i w pierwszym zdaniu swojego tekstu, to z papieru elektronicznego robione s± tak¿e wy¶wietlacze laptopów i rozliczne podobne no¶niki.

Generalnie jednak termin „papier elektroniczny” odnosi siê do materia³ów, które papier na¶laduj±. ILiad tego nie czyni i wci±¿ raczej na¶laduje telewizor. Prawdziwy papier jest no¶nikiem niezwyk³ym i p. Adamiec wie to doskonale, skoro pisze, ¿e iLiad to urz±dzenie „zdecydowanie mniej przyjemne w dotyku”, ¿e „cechuje je pewna toporno¶æ”. Powiedzmy wiêcej: jak ka¿dy wytwór elektroniki, iLiad mo¿na obezw³adniæ, nie pozostawiaj±c na nim widocznych ¶ladów zniszczenia. Natomiast papier zu¿ywa siê, ale trudno go zniszczyæ w takim stopniu, by odczytanie tekstu sta³o siê niemo¿liwe. Papier jest lekki, miêkki i cienki, a jego podatno¶æ na zginanie le¿y u podstaw specyficznej techniki pracy, polegaj±cej na analizie tekstu.

Umiejêtno¶æ manipulowania zapisanym tekstem to nie jest jaki¶ nasz biologiczny niezmiennik. Z grubsza rzecz bior±c, nie znaj± tej operacji w kulturach przekazu g³osowego; nie sprzyja jej tak¿e zbytnio no¶nik lapidarny. Zapis na papirusie czy papierze zaprasza nas do tego, by¶my dzielili go na fragmenty i porównywali je ze sob±. Dotykanie ksi±¿ki i gazety to nie tylko i nie tyle przyjemno¶æ (tê czerpaæ mo¿na tak¿e z dotykania bezwonnych plastikowych pude³eczek, co kto lubi), ale i praca, polegaj±ca na nieustannej wêdrówce po tek¶cie, w której palce staj± siê sojusznikiem oczu. Kartkowanie ksi±¿ki, uk³adanie kilku ksi±¿ek obok siebie i porównywanie ich fragmentów, torturowanie bloku ksi±¿ki, by ujawni³ nam równocze¶nie (lub niemal równocze¶nie) zapisy zawarte na kartach odleg³ych lub bliskich – to s± czynno¶ci cudowne, które praktykujemy intuicyjnie bez wzglêdu na to, czy ksi±¿ka jest wyposa¿ona w jakikolwiek aparat naukowy.

Wy¶wietlacze elektroniczne podsuwaj± nam inn± technikê pracy, byæ mo¿e równie¿ ol¶niewaj±c±, ale nienawi±zuj±c± wprost do tego, co¶my siê nauczyli wyczyniaæ z papierem. Mo¿emy na przyk³ad zadaæ okre¶lonej zbiornicy tekstów jaki¶ ci±g znaków i zobaczyæ, w ilu miejscach odnotowane zostanie jego wyst±pienie. Proszê bardzo, Google Book Search i Waldorffowskie ali¶ci – 970 trafieñ, z tego 35 w ksi±¿kach pe³notekstowych, co czyni co najmniej kilkana¶cie tytu³ów samoistnych wydawniczo, wyszukanych w ci±gu sekund, za jedno jedyne s³owo. (Nawiasem mówi±c, Autor narzeka na nisk± liczbê polskich ksi±¿ek elektronicznych – chyba chodzi mu o opublikowane fizyczne kr±¿ki, skoro wspomina o „rynku”, ale to zdumiewaj±cy wybór u kogo¶, kto dzia³a na niwie Internetu.) Mo¿emy te¿ zestawiaæ sobie na ekranie wycinki z ró¿nych dokumentów, ale nie zmie¶ci siê nam ich tyle, ile na solidnym stole bibliotecznym (czy pamiêtacie, jak problem ten rozwi±zano w laboratorium Toma Cruise’a w pamiêtnym Raporcie mniejszo¶ci?). Powodzenie takich dzia³añ zale¿y dzi¶ od znajomo¶ci algorytmów systemowych, które s± zewnêtrzne zarówno w stosunku do nas, jak i w stosunku do tekstu, i sprawiaj±, ¿e nawet biegli u¿ytkownicy komputerów wykorzystuj± mo¿liwo¶ci swoich systemów na tak zwane æwieræ gwizdka.

Je¶li zatem ludzie nadal ¶ni± o papierze elektronicznym, to dlatego, ¿e chcieliby mieæ zarówno w³adzê nad tekstem, jak± daj± im procesory, jak i mo¿liwo¶æ uruchomienia w³asnej intuicji i w³asnych palców, gn±cych no¶nik i zestawiaj±cych jego po³acie. I jest ju¿ kilka takich wynalazków. Papier elektroniczny nie ¶wieci, lecz odbija ¶wiat³o; jest na ogó³ polimerowym arkuszem z zatopionymi kapsu³ami wype³nionymi dwoma barwnikami, które przemieszczaj± siê pod wp³ywem impulsów elektrycznych. Mo¿na go zwin±æ w rulon i obraz nie zniknie, mo¿na go jednak nape³niaæ ró¿nymi obrazami i podobno – ³±czyæ z Internetem. Ciekawe ale zbêdne wydawa³y siê na pocz±tku wszystkie znacz±ce wynalazki. Mo¿e nawet kto¶ ju¿ to ma w Polsce. Mo¿e nawet jest to Marek Adamiec, który latem pod has³em papieru elektronicznego opisa³ nam kolejne wcielenie krzemowego sztywniaka.

Co pewien czas uczestniczê w spotkaniu, na którym profesor humanistyki usi³uje dotrzeæ do bibliotekarzy z elektryzuj±c± wiadomo¶ci±: technika w bliskiej przysz³o¶ci zmieni oblicze ksi±¿ki! I pokazuje gad¿et. Tymczasem ksi±¿ka przesta³a byæ ju¿ przedmiotem – jest tekstem i jest Sieci±.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje