Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Pomys³ów na jawne zró¿nicowanie kszta³cenia po prostu nie da siê zrealizowaæ, bo opór materii jest zbyt du¿y.

Podnie¶æ zamiast obni¿aæ

Waldemar Korczyñski

Forum Akademickie czytam zwykle „na raty”, bez jakiegokolwiek porz±dku. I takie¿ s± moje refleksje nt. artyku³u prof. Kazimierza Sowy Spo³eczne funkcje uniwersytetu („FA”, nr 3/2008). Tekst generalnie mi siê podoba³, ale pisaæ o nim nie zamierza³em, bo wydawa³o mi siê, ¿e tworzy on bardzo sympatyczn± ca³o¶æ, do której trudno by³oby co¶ dorzuciæ. Zdanie zmieni³em pod wp³ywem dwóch publicznych dyskusji. Tocz±cej siê co najmniej od pocz±tku 2008 roku debaty o pomys³ach na reformowanie edukacji i równie, a mo¿e nawet bardziej, publicznej „debaty” (nie tylko w Sejmie, równie¿ w TV) naszych parlamentarzystów o blaskach i nêdzach polskiej demokracji i sposobach jej uzdrawiania. Artyku³ jest chyba dobrym pomys³em na ogniwo wi±¿±ce obie „debaty” (cudzys³ów, na razie, wy³±cznie ze wzglêdu na poziom drugiej, ale nie traæmy nadziei, o czym ni¿ej), bo z jednej strony zawiera celne uwagi o konsekwencjach umasowienia kszta³cenia, z drugiej explicité formu³uje wspomniane w jego tytule „spo³eczne funkcje uniwersytetu”. W wypowiedzi prof. Sowy nie uda³o mi siê wychwyciæ wyra¼nej granicy oddzielaj±cej oba tematy, ale po przeczytaniu ca³o¶ci widaæ, ¿e na pocz±tku stawiana jest (osadzona w szerokim kontek¶cie) diagnoza, w drugiej za¶ propozycja terapii. Tê pierwsz± wi±¿ê g³ównie ze wspomnianym wy¿ej poziomem „debaty” sejmowej, tê drug± wy³±cznie z problemem masowo¶ci kszta³cenia.

Na, bajkowy w naszej rzeczywisto¶ci, opis brytyjskiej edukacji nak³ada siê jednak trochê informacji o zachowaniach zwyk³ych, niekszta³conych ani w Eton, ani w Oxfordzie Anglików podczas wielu zawirowañ, w które bogata jest historia Anglii. Nie jestem pewien, czy to edukacja nielicznej w istocie elity mia³a wiêkszy wp³yw na to zachowanie, czy te¿ mo¿e odwrotnie, to w³a¶nie charakter narodowy Brytyjczyków wygenerowa³ taki w³a¶nie model kszta³cenia. Zwi±zki miêdzy charakterem i histori± Anglików a ich uniwersytetami s± na pewno bardzo z³o¿one. Nasz Korzeniowski (Conrad) pobiera³ nauki na pok³adach statków i w kantorach handlowych, a jego przynale¿no¶æ do kultury brytyjskiej (to chyba o to chodzi w kszta³ceniu) nie budzi w±tpliwo¶ci, wiêc Oxford nie jest warunkiem koniecznym. Z drugiej strony, gdyby edukacja uniwersytecka mia³a tak wielki wp³yw na charakter, to rz±dz±cy w wielu krajach Afryki absolwenci brytyjskich uczelni doprowadziliby swe ojczyzny do dobrobytu, a korupcjê uczynili równie egzotyczn± jak s³onie pod Wawelem. Pol Pot by³ absolwentem dobrej uczelni francuskiej, a swych rodaków potraktowa³ raczej ma³o uprzejmie.

Elitarno¶æ stania³a

Elitotwórcza rola uniwersytetu jest bardzo mocno osadzona w realiach kulturowych, by nie powiedzieæ etnicznych. Ka¿da grupa spo³eczna ma takie elity, jakie chce mieæ. Fataln± cech± naszych elit jest ich inercja personalna (sk³ad zmienia siê niewiele) po³±czona z du¿± elastyczno¶ci± w sferze przekonañ. To trochê na opak w porównaniu do elit Zachodu, gdzie bywa³o odwrotnie. Nikt nie wymaga, by nasi prominenci wypisywali sobie na no¿ach sto³owych, jak rozumiej± pojêcie honoru, ale znacznie wiêksze przywi±zanie do korzy¶ci z nale¿enia do elity ni¿ do p³yn±cych st±d obowi±zków jest trochê dra¿ni±ce. Znam, niestety, takie przypadki, gdy ludzie zasadniczo zmieniali swoje aksjologie, bêd±ce baz± ich naukowych rozwa¿añ. Znam te¿ takich, którzy oburzali siê, gdy kto¶ cytowa³ wcze¶niejsze wypowiedzi takich uczonych, wypowiedzi naukowe, za które otrzymywali stopnie. Uprzedzeñ nie mam. Elitê Drugiej Rzeczpospolitej tworzyli ludzie, którzy w ró¿ny sposób zwi±zani byli z zaborcami, a potem wnosili do wspólnego dobra wiele wa¿nych osi±gniêæ. To by³y chyba jednak jako¶ciowo inne czasy i Dyzmowie musieli uwa¿aæ, by siê nie po¶lizn±æ. Dzi¶, nawet gdy wy³o¿± siê na obie ³opatki, mog± spokojnie wstaæ i zasi±¶æ za biurkiem. Byæ mo¿e nowym. I tego zmieniæ siê nie da. Elitarno¶æ nam stania³a i raczej nie podro¿eje.

Pewnie kiepsko znam historiê nauki i uniwersytetów, ale mam dziwne wra¿enie, ¿e akademicy chyba zawsze i wszêdzie wykazywali sporo serwilizmu w stosunku do aktualnej w³adzy. W dawniejszych czasach, gdy uczony by³ czêsto takim trochê lepszym b³aznem na garnuszku ksiêcia lub o¶wieconego monarchy, by³o to pewnie i etyczne, ale dzi¶ sytuacja jest ju¿ trochê inna i uczeni oraz ich uczniowie te¿ swój udzia³ we w³adzy maj±. Wystarczy przejrzeæ CV naszych pos³ów i senatorów. Uczeni−parlamentarzy¶ci biesiaduj± wszak z kolegami i ¿yj±c obok nich, np. w sejmowym hotelu, maj± sporo okazji, by – jak profesorowie Oxbridge – prezentowaæ uniwersytecki etos i zmieniaæ ten parlamentarny, np. poprzez odciêcie siê od nowoparlamentarnych obyczajów lub napiêtnowanie swoich wychowanków. A ja niczego takiego w mediach nie zauwa¿y³em (mo¿e gapa jestem?). O tym w³a¶nie my¶la³em pisz±c o nadziei, ¿e wkrótce równie¿ debaty naukowe zamienimy na „debaty”.

Powrót do ¼róde³

Czy brytyjski model kszta³cenia jest w jakiej¶ sensownej przysz³o¶ci mo¿liwy do zaakceptowania w Polsce? W±tpiê. Jako¶ nie widzê tych wspólnych posi³ków studentów z profesorami przy dobrym winie ani zamieszkiwania w tym samym miejscu. Ju¿ s³yszê pytania o to, kto i po co za wino zap³aci³. Je¶li student, to jak wygl±da³ egzamin? Je¶li profesor, to jak± ocenê wystawili mu studenci? Pytania takie mo¿na mno¿yæ. To jest ta – nie jedyna – ró¿nica miêdzy Polsk± i Angli±. Legenda (?) o królu Arturze ró¿ni siê istotnie od historii naszych powstañ. Prof. Sowa s³usznie podkre¶la fundamentaln± warto¶æ uniwersyteckiej korporacji nauczanych i nauczaj±cych, wspólnie poszukuj±cych prawdy. Zniszczyæ tak± wspólnotê jest ³atwo i to siê w Polsce rzeczywi¶cie uda³o. Odbudowa nie bêdzie prosta.

W moim przekonaniu jedyn± drog± jest powrót do ¼róde³ i rezygnacja z jakichkolwiek egzaminów lub ustawienie nauczanych i nauczaj±cych po tej samej stronie jednolitego pañstwowego egzaminu na poziomie licencjatu (in¿ynierskim) i powrót do wspó³pracy mistrz – uczeñ na poziomie wy¿szym. Nie ma u nas ani autorytetu profesora na poziomie umo¿liwiaj±cym funkcjonowanie struktur nieformalnych, znanych z uczelni brytyjskich (czy jest sens pytaæ o powody?), ani wystarczaj±co masowej gotowo¶ci do zaakceptowania czego¶ takiego przez studentów. Piszê o moim mie¶cie, bo to znam najlepiej, ale nie wydaje mi siê, by w jakiejkolwiek du¿ej uczelni (a dobre s± u nas du¿e) by³o inaczej. Autor bardzo s³usznie pisze, ¿e „tego, czego mo¿na by³o oczekiwaæ i wymagaæ od, powiedzmy, 10 proc. najzdolniejszej m³odzie¿y z rocznika, nie mo¿na wymagaæ od 50 proc.” Rzecz jednak w tym, ¿e owe 10 proc. przychodzi na uczelnie z (w jakiej¶ mierze bezinteresownej) ciekawo¶ci ¶wiata, a prawie wszyscy z tych 50 proc. przychodz± po (w ich mniemaniu dobrze p³atny) zawód. Tych pierwszych studia bawi±, tak jak ciekawy film na „Discovery”, ci drudzy chêtniej obejrz± „film akcji”, a studia s± dla nich ciê¿k± prac±. Byæ mo¿e ¼le zrozumia³em Autora, ale oferowanie jednym i drugim tego samego towaru ró¿ni±cego siê tylko „poziomem kszta³cenia” jest nieporozumieniem. Takim samym nieporozumieniem jest pakowanie cz³owieka, przyzwyczajonego do dobrego kontaktu intelektualnego ze studentem, w zajêcia z lud¼mi maj±cymi niekiedy trudno¶ci z poprawnym artyku³owaniem my¶li w jêzyku polskim. Obie strony wyjd± z tego pokiereszowane: dobry naukowiec – sfrustrowany biciem g³ow± w mur braku zainteresowania, a student – problemami ze zrozumieniem tre¶ci zajêæ. Jest chyba nawet gorzej, bo koncepcja studiów zaocznych – je¶li rozumieæ j± serio – zak³ada znacznie wiêksze mo¿liwo¶ci intelektualne i psychiczne, a nawet wiêksz± wydolno¶æ fizyczn± (skumulowanie zajêæ w krótkim czasie i przy du¿ych przerwach miêdzy nimi) studenta zaocznego ni¿ dziennego. By³oby chyba lepiej wyra¼nie zaproponowaæ tym 10 procentom normalne studia uniwersyteckie, podobne (ale nie takie same, bo to nie jest mo¿liwe!) do tych w Oxfordzie, a tym drugim zawodowe.

Skrót przed nazwiskiem

My¶lê jednak, ¿e Autora rozumiem. Mnie ³atwo jest takie teksty pisaæ, bo o niczym nie decydujê i nie muszê kombinowaæ, jak pogodziæ rozdête nadmiernie ambicje ze skrzecz±c± rzeczywisto¶ci±. Pomys³ów na jawne zró¿nicowanie kszta³cenia po prostu nie da siê zrealizowaæ, bo opór materii jest zbyt du¿y. Zamiast „obni¿aæ rangê” wielu dzisiejszych szkó³ akademickich (tj. tych o statusie uniwersytetu), mo¿na przecie¿ „podnie¶æ rangê” uczelni dobrych. Uzyska siê ten sam efekt przy ni¿szych kosztach spo³ecznych (mo¿e lepiej by³oby napisaæ – mniejszym oporze spo³ecznym?). Taka jest chyba idea „uczelni flagowych” czy „uniwersytetów badawczych”. Podejrzewam, ¿e pomys³ Federacji Jagielloñskiej, o której pisze Autor, prowadzi³by w koñcu do podobnych efektów. Sytuacja ekonomiczna wymusi zreszt± wcze¶niej czy pó¼niej jakie¶ wyodrêbnienie kilku lepszych uczelni spo¶ród tych ok. 400, które mamy. Za parê lat problem jednak powróci, bo dyplomy siê zwyczajnie zdewaluuj±, a nie widaæ odwa¿nego, który powie ludziom, ¿e dobra sprz±taczka jest spo³ecznie wa¿niejsza ni¿ kiepski magister. To nie jest, oczywi¶cie, tylko nasza przypad³o¶æ, ale pocieszenie st±d niewielkie.

Istnieje i staje siê coraz bardziej widoczny problem zape³nienia czasu wolnego i zapotrzebowania ludzi na roz³adowywanie agresji inne ni¿ zabijanie siê w kolejnych wojnach, co by³o rozrywk± naszych przodków. Dowarto¶ciowywanie siê poprzez pisanie sobie przed nazwiskiem jakich¶ skrótów jest na pewno lepsze ni¿ pokazywanie innym swej warto¶ci przez rozwalanie im g³owy, zabieranie np. ziemi czy nakazywanie bicia pok³onów przed swoim kapeluszem. Wielu Czytelników „FA” (w tym ja) z pêdu do takiego dowarto¶ciowania ¿yje, wiêc ma to warto¶æ nie tylko dla dowarto¶ciowywanych. Mo¿na, oczywi¶cie, nazywaæ to ³adnymi s³owami, ale niczego to nie zmieni. Mam odczucie, ¿e cena „poprawno¶ci politycznej”, czy jak to inaczej nazwaæ, staje siê ju¿ zbyt wysoka. Mieszkañcy wiêkszo¶ci miast chc±, by ich uczelnia mia³a status uniwersytetu. Bywa, ¿e chc± tego równie¿ pracownicy tych uczelni. Tego i Wilhelm Tell nie przeskoczy, wiêc formalnie im siê to daje i podejmuje jednego dnia kilka ustaw sejmowych, g³ówkuj±c jednocze¶nie, jak wyskrobaæ grosz dla tych lepszych.

odpowiedzialno¶æ

Do dos³ownie rozumianych tradycji uniwersyteckich i tzw. warto¶ci z wieku XIX i pocz±tku XX wróciæ siê nie da, bo ludzie s± inni i przy³apany na szwindlach prominent nie pope³nia samobójstwa, lecz kombinuje, jak by tu uwaliæ tych, co jego szwindle wykazali. Mo¿e warto siê cofn±æ jeszcze dalej, do czasu, gdy uniwersytety by³y po prostu lu¼nymi grupami osobników, którzy lubili sobie pogadaæ o ¶wiecie inaczej ni¿ Zag³oba przy, zacnym niew±tpliwie, miodzie. Mo¿na by daæ im dostêp do bibliotek i przeró¿nych „parków”: technologicznych, „¶cis³onaukowych”, a nawet humanistycznych (jakkolwiek by to rozumieæ). Na kredyt, aby ci, którzy wi±¿± z tym nadzieje na du¿± forsê, musieli co¶ zainwestowaæ. I jako jedyny „dyplom” dawaæ ¶wiadectwo pobytu w takiej instytucji. Niech ewentualny pracodawca sam sprawdza, czy mu taki „absolwent” odpowiada. A dyplomom uczelni zawodowych zapewniæ warto¶æ dziêki wydawaniu ich przez centralne urzêdy pañstwowe. Niech te zawodowe uczelnie maj± pe³n± autonomiê w zakresie kszta³cenia i zerow± w zakresie oceniania. Dzi¶ jest akurat odwrotnie.

A wracaj±c do elit, widaæ, ¿e zapotrzebowanie na polityków−przywódców maleje. Wojen nie prowadzimy, a wiêkszo¶æ spo³eczeñstwa stanowi± doro¶li, którzy jako¶ wiedz±, co jest dobre, a co z³e i nikt im tego nie musi mówiæ. Po prawdzie, to ró¿nie z t± wiedz± bywa, ale i obecni moralizatorzy tak g³êboko swój stosunek do dobra wspólnego ukryli, ¿e nie wiadomo, kto mia³by byæ beneficjentem ich dzia³añ. Pouczanie w stylu prezentowanym ostatnio przez naszych wybrañców na pewno tu nie pomo¿e. A urzêdników pañstwowych pañstwo mo¿e kszta³ciæ samo. I personalnie za jako¶æ tego kszta³cenia odpowiadaæ. Za szkody wyrz±dzone przez zajmuj±cego wysoki sto³ek or³a intelektu i nowomodnej moralno¶ci odpowiadaæ powinni równie¿ ci, którzy go z gniazda wypu¶cili i ci, co go na sto³ek posadzili. Mo¿e tych szkód by³oby mniej?

Dr Waldemar Korczyñski, matematyk, emerytowany pracownik Politechniki ¦wiêtokrzyskiej w Kielcach.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje