Jeden z moich kolegów po fachu, lekarz, w zwi±zku z informacjami prasowymi o badaniu zw³ok genera³a W³adys³awa Sikorskiego zastanawia³ siê g³êboko, czy mo¿na dokonaæ ekshumacji, gdy cia³o pozostaje w krypcie na Wawelu, a nie w ziemi. W wyrazie ekshumacja znajduje siê bowiem cz±stka hum, która – zdaniem kolegi – wskazywa³aby, ¿e nie. Takie podej¶cie dowodzi³oby, ¿e wszystkie wyrazy i wyra¿enia nale¿y dobieraæ i rozumieæ zgodnie z etymologi± i dos³ownie. Stanowisko to jest wbrew pozorom do¶æ powszechne, ale jêzykoznawcy je krytykuj± i nazywaj± – jak pisze prof. Andrzej Markowski – „logizowaniem w jêzyku”, czyli stosowaniem logiki potocznej do wyrazów i wyra¿eñ o skomplikowanej historii i trudnym do zbadania przez niefachowca sensie.
Zajmijmy siê najpierw „problemem wawelskim”. S³owo ekshumacja nie pochodzi od ³aciñskiego humus „ziemia, próchnica”, ale od pochodnej tego wyrazu humatio „pochówek”. Warto przypomnieæ, ¿e nawet w staro¿ytno¶ci pochówki nie musia³y polegaæ na grzebaniu w ziemi, ale chowaniu w sarkofagach, grotach itp. Tak zosta³ przecie¿ pochowany Jezus Chrystus. Mimo to ich nazwa – humationes (w liczbie pojedynczej humatio) – pozosta³a.
Wyrazy pochodne bardzo czêsto przechwytuj± tylko czê¶æ znaczenia wyrazu pierwotnego (¼ród³owego) albo ulegaj± metaforyzacji, i tu w³a¶nie jest pu³apka, w któr± wpad³ dociekliwy kolega. Przyk³adów tego nader czêstego w jêzyku zjawiska s± tysi±ce. Pierwszy z brzegu to gasiæ ¶wiat³o. ¦wiat³a w³a¶ciwie nie powinno siê gasiæ, bo w rzeczywisto¶ci siê nie pali, a jednak tak mówimy. Dawniej gaszono ³uczywo, ¶wiecê, p³omieñ itd., które p³onê³y, ale to siê rozbudowa³o i przesz³o (z pewn± czê¶ci± znaczenia) na ¿arówkê i nastêpnie na wszystkie obiekty ¶wiec±ce, ale niepal±ce siê, a nawet na inne dzia³aj±ce (typu zapal telewizor) i ¿ywe (t± b³yskotliw± odpowiedzi± zapali³ nasze umys³y). Aktywn± czê¶ci± znaczenia pozostaje jedynie: kauzowaæ (powodowaæ) dzia³anie. Pozosta³e, pierwotne fragmenty znaczenia s± zneutralizowane i przesta³y funkcjonowaæ.
Takie przetworzone ze wzglêdu na zmienione znaczenie i wymianê sk³adników wyrazowych wyra¿enia nazywam neoidiomami, podobnie jak wyrazy o zmienionym (nowym) znaczeniu s± nazywane neosemantyzmami.
W³a¶nie tak siê sta³o z ekshumacj±, która przejê³a tylko ¶lad znaczenia wyrazu prymarnego: „cia³o zmar³ego sk³adaæ do grobu (niekoniecznie ziemnego)”. Przyimek ³aciñski ex i pochodny polski eks odwraca znaczenie cz³onu g³ównego („nie chowaæ, ale przeciwnie, wyjmowaæ z grobu”). W wyrazie ekshumowaæ przyjmuje postaæ przedrostka: exhumatio i ekshumacja („wydobycie cia³a z grobu”), st±d czasownik ekshumowaæ („wydobywaæ cia³o z grobu”).
Tak wiêc mo¿na ekshumowaæ i na Wawelu.
W³a¶ciwie na tym obrazowym przyk³adzie mo¿na by³oby poprzestaæ, gdyby nie obszerny artyku³, który przeczyta³em w jednej z gazet, a który traktuje o mno¿±cych siê procesach s±dowych w sprawach do¶æ obecnie typowych: o obelgê i (lub) gro¼bê karaln±. W jednym z takich procesów podnoszono, ¿e pewien obywatel powiedzia³ o swoim wrogu, ¿e „jest bydlê i ¿e on go zabije”. Co do bydlêcia – zgadzam siê, od biedy mo¿e byæ obelg±. Ale co do tego drugiego nie. To najpewniej nie jest gro¼ba. Nie zapominajmy o przestrodze jêzykoznawców – jêzyk jest nasycony odmianami i odmiankami znaczeniowymi wyrazów i wyra¿eñ. Jak¿e czêsto mówimy ja siê zabijê, kiedy jeste¶my czym¶ zmartwieni, ale prawnie nigdy nie mamy na my¶li samobójstwa. Mówimy ja go (j±) zabijê bez cienia morderczych intencji. Dos³owne przyjmowanie takich zmetaforyzowanych wypowiedzeñ uwa¿am za skazê umys³ow±, która nie dopuszcza znaczeñ przeno¶nych albo symbolicznych.
Tymczasem czytam: „Oskar¿ony wielokrotnie wypowiada³ gro¼by karalne wobec poszkodowanego, miêdzy innymi twierdzi³, ¿e go zabije przez utopienie”. Pomiñmy ju¿ ¶mieszn± oficjalno¶æ tonu: przez utopienie. Domy¶lam siê, ¿e ów pods±dny ma w swoim repertuarze wersjê ja go utopiê. Poniewa¿ moja egzaltowana s±siadka u¿ywa wyra¿enia ja j± uduszê (wersja z duszeniem i przeciwnikiem koniecznie p³ci ¿eñskiej), mój najspokojniejszy w ¶wiecie wnuczek ja go powieszê, a mój prze³o¿ony nale¿a³oby ich wszystkich powystrzelaæ, mam prawo s±dziæ, i¿ s±d s±dzi, ¿e jestem otoczony potencjalnymi mordercami. Nic, tylko schowaæ siê pod stó³, nakryæ kocem i czekaæ koñca ¶wiata. Ostatecznie móg³bym przyj±æ tak± postawê, gdyby nie to, ¿e nie wierzê w ani jedno tak podane s³owo. Nie wierzê przede wszystkim s±dowi, który siê najwyra¼niej zagalopowa³, ale te¿ dostrzegam zagro¿enie ze strony tych, którzy mogliby mnie skrzywdziæ fa³szywymi oskar¿eniami.
Przed tym trzeba siê broniæ. W ka¿dej chwili kto¶ mo¿e mi wytkn±æ, ¿e na przyk³ad moje czêste mam to w nosie jest dowodem na lekcewa¿enie obowi±zków albo spieprzaj, dziadu jest dowodem chamstwa prezydenta. Nic bardziej mylnego. Jednak co chwila dostrzegam owo logizowanie w jêzyku, czepianie siê s³ówek, zw³aszcza w nieustannej wojnie PO z PiS−em.
Niechybnie takie stanowisko wobec jêzyka jest jedn± z g³ównych przyczyn powstania i plenienia siê poprawno¶ci politycznej – gro¼nej nie tylko ze wzglêdu na mo¿liwe oskar¿enia s±dowe, ale na ograniczanie zasobów jêzyka, parali¿owanie my¶lenia i hamowanie wyra¿ania stanów emocjonalnych. W mordê ju¿ nikomu nie mo¿na daæ od dawna. Wielka szkoda. Teraz nie mo¿na nawet powiedzieæ, ¿e siê w mordê da. Jeszcze tylko przedszkolakom wolno siê po mêsku t³uc, ale i to poprawno¶æ wkrótce usunie. Biada nam, normalnym!