Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Instynkt lenistwa

Piotr Müldner−Nieckowski

Czego to cz³owiek nie zrobi, ¿eby sobie u³atwiæ ¿ycie! Do dzisiaj mo¿na spotkaæ matki, które zawijaj± w p³ócienko mak i daj± do ssania niemowlêciu. Maleñstwo jest spokojne, to fakt, ale ¿e jest znarkotyzowane i nabiera gotowo¶ci do „doros³ego” u¿ywania narkotyków, tego ju¿ mamusia nie uwzglêdnia. Trudno siê dziwiæ, zdrowa m±dro¶æ ludowa nie zawsze idzie w parze ze zdrowym rozs±dkiem. Instynkt lenistwa, jak widaæ, jest silniejszy ni¿ rozum.

Najlepiej widaæ to w jêzyku, który zawiera obraz nie tylko ¶wiata, ale i stanu ¶wiadomo¶ci. Staro¿ytni wymy¶lili has³o „medice, cura te ipsum”, które potem pojawi³o siê w Ewangelii wed³ug £ukasza. Znaczy mniej wiêcej tyle, co: lekarzu, skoro jeste¶ fachowcem, z pewno¶ci± dasz sobie radê z tym, co ciê z¿era. W rzeczywisto¶ci jednak chodzi tu o przerzucenie odpowiedzialno¶ci (i dzia³ania) na osobê, która ma k³opot. Nie bierze siê pod uwagê tego, ¿e jest to k³opot trudny do przezwyciê¿enia w³a¶nie dla fachowca.

Odczytajmy to has³o dos³ownie. Niech chory lekarz sam siê zbada, a nastêpnie sam sobie zaordynuje kuracjê. Co z tego wyniknie? Ano nic po¿ytecznego. Kiedy jeste¶my sêdziami we w³asnej sprawie, my¶li wêdruj± innymi torami ni¿ wtedy, gdy wobec obiektu zachowujemy dystans. Lekarze s± takimi samymi lud¼mi jak wszyscy, wiêc czasem choruj±. Tego dowodziæ nie trzeba. Ale równie¿ jako chorzy niczym siê od pacjentów nie ró¿ni±. Trac± zimn± krew, zaczynaj± siê kierowaæ emocjami, chciejstwem i niesk³adnymi wyobra¿eniami. Jedni z lenistwa popadaj± w nihilizm terapeutyczny, lekcewa¿± chorobê. Inni wpadaj± w panikê, robi± g³upstwo za g³upstwem. Ci sami staro¿ytni, którzy stworzyli ow± sentencjê, wiedzieli, ¿e jest ona bardziej ¿artobliwa ni¿ trafna. Dlatego mimo wszystko zalecali, aby lekarz nie leczy³ osób bliskich – rodziny, przyjació³ ani siebie samego (jako sobie najbli¿szego), tylko prosi³ o pomoc innego lekarza. Gdyby nie to zastrze¿enie, has³o „medice, cura te ipsum” nale¿a³oby uznaæ za jedno z najg³upszych, jakie wymy¶lono. Jak¿e czêsto stosuje siê je jednak ca³kiem powa¿nie i bezkrytycznie.

Podobnie jak powiedzenie, ¿e „teksty broni± siê same”, które ma znaczyæ, ¿e je¶li s± dobre, to nie wymagaj± komentarza. Nic bardziej fa³szywego. Do czytania czegokolwiek czytelnik musi byæ przygotowany. Wyobra¼my sobie sytuacjê kogo¶ s³awnego, na przyk³ad Mirona Bia³oszewskiego (1922−1983), którego najlepsze utwory poznajemy chronologicznie, ale od koñca. S± to rzeczy z powodu nader skomplikowanej struktury jêzykowej, filozoficznej i fabularnej akurat najtrudniejsze. Ksi±¿ki „Szumy – zlepy – ci±gi” czy „Zawa³” bez znajomo¶ci pocz±tków twórczo¶ci tego poety by³yby nie do zaakceptowania. Poniewa¿ jednak twórczo¶æ tê postrzegamy jako przejaw systematycznego rozwoju my¶lenia poetyckiego, nikt nie odwa¿y siê powiedzieæ, ¿e ma do czynienia z be³kotem. Kontekst twórczo¶ci jest tu owym niezbêdnym komentarzem minimalnym, z którego korzystaj± wszyscy – i krytycy, i literaturoznawcy, i czytelnicy. Dlatego wiemy, ¿e Miron Bia³oszewski – bez cienia ironii – wielkim poet± by³. W zgo³a innych okoliczno¶ciach by³a i wci±¿ jest odczytywana poezja ks. Józefa Baki (1707−1780), przez wielu uwa¿ana za arcydzie³o estetyki barokowej, ale przez niektórych za szczyt grafomañstwa. Nieszczê¶cie tych drugich polega na tym, ¿e s³abo znaj± kulturê XVII i XVIII wieku, a wiêc nie dysponuj± kontekstem tej twórczo¶ci, która – w przeciwieñstwie do dzie³a Bia³oszewskiego – sama dla siebie komentarzy niestety nie dostarcza. Ci z pewno¶ci± nie rozumiej±, o co w niej chodzi, i dla u³atwienia (znów ten instynkt) j± degraduj±.

Ogólnie dla u³atwienia sobie ¿ycia, a ¶ci¶le zdjêcia z siebie obowi±zku my¶lenia, robimy naprawdê wiele. Twierdzimy na przyk³ad, ¿e pos³ugiwanie siê „spiskow± teori± dziejów” jest czym¶ wysoce nagannym, bo spiski nie istniej±. Tymczasem wszyscy wiemy, ¿e spiski istnia³y i istniej± jak najbardziej. Je¶li kto¶ nie jest w stanie zrobiæ czego¶ z³ego w pojedynkê, to umawia siê z innymi podobnymi sobie i to robi. W dziejach by³o tak du¿o spisków, ¿e w encyklopediach hase³ im po¶wiêconych jest wiêcej ni¿ tych, które zajmuj± siê jawnym czynieniem dobra. Rzecz polega tylko na tym, co uwa¿amy za dobro, a co za z³o. S± tacy, którzy uznaj±, ¿e spisek leninowski by³ godny pochwa³y i ¿e powszechna korupcja w jakim¶ rz±dzie nie jest spiskiem, ale przecie¿ wiemy, ¿e jest dok³adnie odwrotnie. Mimo to gani siê nas, je¶li w czyjej¶ polityce dopatrujemy siê spisku. A dlaczego nie? Tylko umys³owo leniwy nie bierze takiej ewentualno¶ci pod uwagê.

Albo „zrób dzi¶ to, co masz zrobiæ jutro”. ¦wietna rada. Ma na celu – o paradoksie! – przeciwdzia³anie lenistwu. Tymczasem w³a¶nie obserwujemy seriê potkniêæ rz±du, który co chwila robi co¶ takiego, o czym mo¿na powiedzieæ tylko jedno: znowu siê pospieszyli, nie umiej± trzymaæ buzi na k³ódkê. I ca³a Polska z tego powodu cierpi. Nie lepiej by³o poczekaæ do jutra w³a¶nie?

e−mail: piotr@muldner.pl
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje