Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Kiedy¶ chirurg nie tylko operowa³, ale równie¿ opiekowa³ siê pacjentem do ostatniej chwili. Obecnie lekarze bywaj± bardzo dobrymi fachowcami, ale kontakt z chorym nie jest tak bezpo¶redni i bliski, jak przed laty.

Tylko mi³o¶æ

Rozmowa z prof. Jerzym Dybickim,

by³ym kierownikiem I Kliniki Chirurgii Ogólnej Akademii Medycznej w Gdañsku

Mimo ¿e od wielu lat jest Pan na emeryturze, Pañski gabinet w Akademii Medycznej wci±¿ funkcjonuje...

– Wprowadzi³em siê do niego w 1970 roku, a na emeryturê przeszed³em w 1994, chocia¿ – prawdê powiedziawszy – mog³em uczyniæ to wcze¶niej. Rodzice chrzestni pomylili datê mojego przyj¶cia na ¶wiat, czyli 16 lipca, z dat± chrztu, który siê odby³ 7 pa¼dziernika. W zwi±zku z przepisami dotycz±cymi szkó³ wy¿szych mog³em pracowaæ jeden rok akademicki d³u¿ej. A gabinet... Pozosta³em w nim dziêki ¿yczliwo¶ci ówczesnych w³adz rektorskich oraz mojego bardzo drogiego przyjaciela, nie¿yj±cego ju¿ niestety prof. Wojciecha Gacyka, który zosta³ wówczas moim nastêpc±.

Niemal ka¿dy z utêsknieniem oczekuje momentu przej¶cia na emeryturê, a Pan przeciwnie...

– Wci±¿ jestem w pe³ni sprawny umys³owo i fizycznie. Pozwolono mi w zwi±zku z tym u¿ytkowaæ gabinet. I korzystam z niego tak¿e obecnie. Przychodzê do kliniki codziennie o godzinie 815, kiedy zaczyna siê odprawa, w trakcie której sk³adane s± sprawozdania. Doskonale jestem zorientowany, kto zosta³ przyjêty, a kto ma byæ operowany. Dowiadujê siê te¿ o wynikach leczenia.

Ale skalpela do rêki Pan ju¿ nie bierze...

– Zabroniono mi w zwi±zku z ustaw±, obowi±zuj±c± od 2000 roku, a stwierdzaj±c±, ¿e operowaæ mo¿e jedynie osoba bêd±ca pracownikiem. A ja przecie¿ jestem emerytem...

Czy m³odsi koledzy korzystaj± z Pañskich do¶wiadczeñ i porad?

– Czasami. Najnowsze techniki operacyjne s± ju¿ poza moim zasiêgiem. Oblicze chirurgii zmieni³o siê ca³kowicie. W pewnych sprawach nie zabieram g³osu. Obecnie chirurdzy korzystaj± w znacznie wiêkszym zakresie z aparatury diagnostycznej. Przed laty do¶wiadczonemu chirurgowi wystarczy³o, ¿e porozmawia³ z chorym i po³o¿y³ rêkê na jego brzuchu. Wystarcza³o to do postawienia prawid³owego rozpoznania. Zupe³nie niepotrzebne by³y ultrasonografia, tomografia, rezonans magnetyczny czy inne techniki diagnostyczne, powszechnie stosowane obecnie. Jestem jednym z najstarszych chirurgów w Polsce. Ale do sali operacyjnej zagl±dam rzadko.

Jacy s± Pana m³odsi koledzy po fachu?

– Dzisiejsi chirurdzy stosuj± siê do obowi±zuj±cych standardów postêpowania, narzuconych niejako z góry. Wiêksz± wagê przywi±zuj± do badañ za pomoc± aparatury diagnostycznej, mniej ufaj± badaniom fizykalnym. Innymi s³owy – mniej ufaj± sobie. Tymczasem aparatura diagnostyczna nie zawsze daje prawid³owe rozpoznanie. Nierzadko dochodzi wiêc do b³êdów diagnostycznych. Dlatego zawsze powiadam, aby decyzje opieraæ przede wszystkim na w³asnym do¶wiadczeniu. Szkoda wielka, ¿e nie dokonuje siê oceny chirurgów. Uwa¿a siê, ¿e ka¿dy z nich jest tak samo dobry i sprawny, a przecie¿ chirurgia jest rzemios³em. Rzemie¶lnik mo¿e byæ przeciêtny w swoim fachu. Mo¿e te¿ byæ prawdziwym wirtuozem, mistrzem. Z drugiej strony, nowoczesne techniki diagnostyczne sprawiaj±, ¿e kontakt z chorym jest bardzo daleki.

Chirurdzy, którzy wykonuj± zabieg na sali operacyjnej, nie znaj± pacjenta?

– Amerykanie wycofuj± siê z osobliwych standardów postêpowania. Ze wzglêdów finansowych ograniczaj± liczbê procedur diagnostycznych. Kilkakrotnie bywa³em w Stanach Zjednoczonych i uwa¿nie obserwowa³em, co tam siê dzieje. W akademii medycznej lekarze s± specjalistami i równocze¶nie nauczycielami akademickimi. Nierzadko siê zdarza, ¿e chirurg, który przystêpuje do zabiegu, w ogóle nie zna pacjenta. Patrzy jedynie na to, jakie postanowienia i instrukcje ma na pi¶mie, na to, co trzeba zrobiæ. Powsta³a zupe³nie nowa dziedzina, dotycz±ca przygotowania chorego do zabiegu operacyjnego. Sporz±dza siê szczegó³owe opisy pacjenta, który ma trafiæ na salê operacyjn±, a tak¿e opisy narzêdzi itp. Rzadko siê zdarza, ¿e lekarz, który operuje, opiekuje siê chorym ju¿ po zabiegu. Nawet nie odwiedza go, je¿eli trafi on np. na oddzia³ intensywnej terapii.

Trudno zrozumieæ, dlaczego tak siê dzieje.

– Jestem lekarzem zupe³nie innej epoki. Kiedy¶ chirurg nie tylko operowa³, ale równie¿ przygotowywa³ chorego do zabiegu. Opiekowa³ siê pacjentem do ostatniej chwili. Obecnie zupe³nie inny lekarz podejmuje opiekê nad chorym na oddzia³ach pooperacyjnych. Lekarze bywaj± bardzo dobrymi fachowcami, ale kontakt z chorym nie jest tak bezpo¶redni i bliski, jak to bywa³o przed laty.

Kiedy¶ mówi³o siê o lekarzach z powo³ania.

– Jest to obecnie temat tabu. Nikt o nim nie mówi. Nawet nie wypada.

Jak± opiniê ma Pan na ten temat?

– Nierzadko swoje uwagi skrywam g³êboko w sercu i u¶miecham siê. My¶lê sobie czasami, ¿e to lub tamto zrobi³bym zupe³nie inaczej.

Po czym mo¿na poznaæ lekarza z powo³ania, posiadaj±cego boskie pos³annictwo?

– Znakiem rozpoznawczym jest stosunek do chorego. Bardzo wa¿ne jest chocia¿by samo u¶ci¶niêcie jego rêki. Zbadanie pulsu. Najwa¿niejsz± natomiast kwesti±, dotycz±c± ka¿dego lekarza, jest mi³o¶æ bli¼niego i chêæ okazania mu pomocy. Przecie¿ pacjent znajduje siê w nieszczê¶ciu, w chorobie. Czêsto trzeba ratowaæ jego ¿ycie albo je przed³u¿yæ. Liczy siê tylko mi³o¶æ. Powtarzam: tylko mi³o¶æ do bli¼niego, który jest w nieszczê¶ciu, jest najwa¿niejsza.

Skalpelem w³ada³ Pan biegle. Wyspecjalizowa³ siê Pan nie tylko w chirurgii ogólnej, ale tak¿e w urologii, torakochirurgii i chirurgii naczyniowej. Zawsze poszukiwa³ Pan nowych narzêdzi i technik operacyjnych. Jak zatem wyt³umaczyæ to, ¿e nie korzysta Pan w ogóle z komputera i telefonii komórkowej?

– Posiadam niez³omn± wiarê w swój w³asny umys³ i w fizyczn± sprawno¶æ, jakiej mi nie brakuje. Pisaniem na komputerze zajmuj± siê zaprzyja¼nione sekretarki. Przepisa³y one z rêkopisu dwie ksi±¿ki, które napisa³em niedawno. Kiedy¶ mia³em telefon komórkowy, jednak zrezygnowa³em z niego, poniewa¿ irytowa³o mnie, ¿e dzwoni³ zbyt czêsto. A ja przede wszystkim ceniê spokój. Chcê byæ panem swego umys³u i czasu. Cisza pozwala siê skupiæ i pogr±¿yæ w my¶leniu. Chwile b³ogiej ciszy i spokoju s± najcenniejsze. Ka¿dego wieczoru sporz±dzam bilans dokonañ, a kiedy siê budzê rano, my¶lê o swoich planach na ca³y dzieñ. K³ad±c siê spaæ, zastanawiam siê, czy wykona³em wszystkie zadania. W my¶lach uk³adam sobie plan na dzieñ nastêpny.

Sk±d u Pana tak du¿a sprawno¶æ fizyczna? Je¼dzi Pan na nartach, nie korzysta z okularów...

– Odziedziczy³em znakomite geny po matce, która zmar³a maj±c dziewiêædziesi±t kilka lat. A je¿eli chodzi o wzrok, to Pan Bóg da³ mi minus dwie i pó³ dioptrie na starcie, co na staro¶æ znakomicie siê wyrówna³o. Nie u¿ywam okularów do czytania. Nie pos³ugujê siê nimi wcale, chocia¿ korzysta³em z nich w m³odo¶ci.

Czym jest wed³ug Pana ¶mieræ? Czy zastanawia³ siê Pan nad sensem ludzkiego ¿ycia?

– ¯ycie jest wspania³ym, szczególnym darem. Trzeba zatem szanowaæ je bardzo, a przede wszystkim nale¿y unikaæ na³ogów oraz utrzymywaæ umys³ i cia³o fizyczne w sprawno¶ci. Trzeba kochaæ ludzi zawsze. Mam szacunek dla wszelkich stworzeñ. Tak¿e do ryb p³ywaj±cych w jeziorze, a nawet do maleñkich mrówek. Kiedy¶ by³em zapalonym wêdkarzem. Jednak od do¶æ dawna nie zajmujê siê wêdkarstwem. Prze³omowym momentem w moim ¿yciu by³a ¶mieræ ch³opca, który ³owi³ szczupaki na Jeziorze ¯arnowieckim, gdzie przed laty spêdza³em wakacje. Ch³opiec zapl±ta³ siê w wêdkê. Pan Bóg da³ wówczas wiêksze szanse rybie.

Znam to wstrz±saj±ce zdarzenie z Pana ostatniej ksi±¿ki.

– Jest to pozycja po¶wiêcona g³ównie prof. Stanis³awowi Hillerowi, kierownikowi Katedry Histologii i Embriologii przedwojennego Uniwersytetu Wileñskiego, tamtejszemu dziekanowi i prodziekanowi, a tak¿e profesorowi gdañskiej AM. Stanowi ona cenny dokument. Jest wyrazem ogromnego szacunku dla cz³owieka i jego dokonañ. Jest te¿ ho³dem dla polskich patriotów. Zawiera wiele unikatowych dokumentów, fotografii oraz osobistych wspomnieñ. Prof. Hiller posiada³ wiele cennych zalet. By³ wybitnym naukowcem o miêdzynarodowej s³awie. W okresie PRL wielokrotnie dawa³ niezwyk³e dowody odwagi cywilnej. By³ jedynym pracownikiem uczelni, który po ¶mierci Stalina odmówi³ czuwania przy jego popiersiu.

Czy dzisiejsi profesorowie ró¿ni± siê od tego idea³u, który uosabia³ prof. Hiller?

– W okresie przedwojennym profesor zwyczajny zajmowa³ bardzo wysokie miejsce w hierarchii spo³ecznej. Po wojnie stosunkowo du¿a ³atwo¶æ w uzyskaniu tytu³u profesora nadzwyczajnego sprawi³a, ¿e uleg³ on deprecjacji. Namno¿y³o siê profesorów zbyt wielu. Jednak poza bardzo sporadycznymi wyj±tkami poziom moralny, etyczny dzisiejszych profesorów w naszym ¶rodowisku akademickim niewiele siê ró¿ni od doskona³ego, przedwojennego.

Prof. Hiller by³ Pañskim te¶ciem. Jaki by³ w ¿yciu prywatnym?

– Te¶æ by³ moim idea³em. By³ cz³owiekiem bardzo kulturalnym, zawsze uprzejmym i niezwykle dobrym. Nigdy nie podnosi³ g³osu. By³ doskona³ym ojcem. ¯ona moja, która by³a bardzo dobr± okulistk± i równie¿ pracowa³a w Akademii Medycznej, opowiada³a mi, ¿e jako ma³a dziewczynka od swego ojca tylko raz dosta³a klapsa. Wyrwa³a siê z r±k opiekunki i pobieg³a niemal prosto pod ko³a pêdz±cego samochodu.

Powróæmy do tematu dotycz±cego spraw ostatecznych.

– Styka³em siê ze ¶mierci± nierzadko. Bywa³em ¶wiadkiem ¶mierci moich pacjentów. Moja te¶ciowa i te¶æ, a tak¿e ¿ona zmarli – rzec by mo¿na – na moich rêkach. Ale ¶mieræ towarzyszy³a mi od samego pocz±tku. Jako dziecko by³em ¶wiadkiem katastrofy samolotu typu „Kara¶”, który spad³ na budynek szpitala w Nowogródku. Czy istnieje ¿ycie po ¶mierci, jest kwesti± wiary. A wiarê siê ma albo jej siê nie ma. Istnienia Boga nie daje siê namacalnie udowodniæ. Ponad 90 proc. osób wierz±cych uwa¿a, ¿e istnieje jaka¶ nadprzyrodzona Si³a, jaka¶ Moc sprawcza albo ¿e Bóg siedzi na tronie gdzie¶ wysoko, ma siw± brodê, a wokó³ jego tronu zgromadzeni s± anio³owie. Z punktu widzenia m±dro¶ci ludzkiej niczego nie tracimy, je¿eli wierzymy. Wiêc wierzmy i dzia³ajmy dalej.

Jakie plany ma Pan na przysz³o¶æ?

– Przyjaciele i znajomi prosz± mnie, abym napisa³ drug± czê¶æ wspomnieñ, które objê³yby okres od 1970 do przej¶cia na emeryturê. Mam zatem nadziejê, ¿e je¿eli dopisze mi zdrowie, sprostam tym oczekiwaniom.

Rozmawia³a Halina Bykowska

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje