Kilka dni temu spotka³em dawno niewidzianego znajomego redaktora M. Nietêg± mia³ minê, a na moje indagacje – do¶æ natarczywe, przyznajê – odpowiada³ pó³s³ówkami. W pierwszym odruchu chcia³em siê szybko po¿egnaæ, bo jako mizantrop wiem, co znaczy niechêæ do wymuszonych kontaktów – zw³aszcza, gdy wokó³ mróz a¿ trzeszczy – ale zaniepokojony niezwyczajnym stanem jego ducha (mam go za umiarkowanego optymistê i rozs±dnego pragmatyka) postanowi³em jednak przyj¶æ mu z kole¿eñsk± pomoc±. Przy fili¿ance gor±cej, wonnej kawy troszkê odtaja³ i z lekka siê otworzy³.
„¯ycie sta³o siê trudne do zniesienia” – powiedzia³. Nieoczekiwanie dla siebie okaza³ siê przera¿aj±co naiwny, bo nie tylko zaufa³ gromadzie drobnych cwaniaczków (od lat, jako zdeklarowanemu zwolennikowi spo³eczeñstwa obywatelskiego, le¿± mu na sercu problemy lokalnej wspólnoty), ale te¿ wyg³upi³ siê namawiaj±c innych do okazania im poparcia. A na domiar z³ego obrazi³ najbli¿szych przyjació³, którzy t³umaczyli mu, jak dalece siê omyli³ i nie ulegli jego argumentom. „Nie podejrzewa³em siebie o tak± pychê, ma³ostkowo¶æ i za¶lepienie – mówi³. Nie bardzo wiem, co robiæ, by odzyskaæ szacunek do siebie”.
Nie jestem dobry w podtrzymywaniu na duchu, ale có¿ by³o robiæ... Przede wszystkim poczu³em ulgê, ¿e nie chodzi o rodzinê M. Z ¿on± i dzieæmi wszystko uk³ada siê pomy¶lnie, choæ oczywi¶cie ciê¿ko znosz± jego chandrê. Zatem najwa¿niejsi s± teraz przyjaciele, stwierdzi³em. Trzeba bêdzie przygi±æ karku i u¿yæ wiedzy tajemnej. Jest takie magiczne s³ówko „przepraszam”. To na pocz±tek. Potem, oczywi¶cie, nale¿y przyznaæ siê do b³êdu. Je¿eli przyja¼ñ jest szczera, to powinno wystarczyæ. A w przypadku pieniaczy z rady dzielnicy nie pozostaje nic innego, jak zastosowaæ demokratyczne procedury. Najpó¼niej po zakoñczeniu kadencji. Rodzina i przyjaciele – ja te¿, bo nieskromnie zaliczam siê do ich grona – na pewno w tym pomog±.
A potem z nieskrywan± satysfakcj± patrzy³em, jak „pryskaj± nieczu³e lody” i wyg³adzaj± siê rysy twarzy redaktora. Ju¿ na ulicy u¶cisnêli¶my sobie rêce i wtedy po raz pierwszy tej zimy poczu³em, ¿e przecie¿ i ona kiedy¶ siê skoñczy.