Polskie szkolnictwo wy¿sze, które nadal dzia³a w systemie ukszta³towanym g³ównie w okresie PRL, nie mo¿e sprostaæ potrzebom i aspiracjom rozwijaj±cego siê spo³eczeñstwa. Du¿a czê¶æ absolwentów naszych licznych uczelni nie otrzymuje takiego wykszta³cenia, które wzbogacaj±c zasób wiedzy spo³eczeñstwa stwarza³oby podstawê do intensywnego rozwoju kraju. Podstawowym b³êdem pope³nianym przez wiele szkó³ wy¿szych, nie tylko w Polsce, jest to, ¿e nie przywi±zuj± dostatecznej wagi do swej podstawowej funkcji kszta³cenia i wychowywania m³odzie¿y. Liczy siê przede wszystkim liczba studentów, która zapewnia dochody uczelni. Ma³o uwagi zwraca siê na wynik procesu dydaktycznego. A z regu³y ilo¶æ nie idzie w parze z jako¶ci±. Trudno o dobr± jako¶æ, gdy na jednego dydaktyka przypada tylu studentów, ¿e tradycyjny kontakt miêdzy mistrzem i uczniem staje siê fikcj±. Wyk³adaj±cy profesor czêsto nie ma nawet okazji poznaæ z bliska swoich studentów, gdy¿ powszechnie obowi±zuje system egzaminów pisemnych, wymuszony przez liczbê zdaj±cych.
Przepisy naszych ustaw sankcjonuj±, a nawet wspieraj± tendencjê do spychania dzia³alno¶ci dydaktycznej uczelni na plan dalszy. Dobrze wiadomo na przyk³ad, ¿e za kilka artyku³ów, niekoniecznie odkrywczych, ale zamieszczonych w którym¶ z licznych czasopism zagranicznych, mo¿na bez problemu uzyskaæ habilitacjê. Natomiast nie przypominam sobie, ¿eby habilitacj± obdarzono kogo¶ za nowo opracowany, oryginalny wyk³ad prowadzony w uczelni, nowe ujêcie podrêcznika lub za wybitne wyniki dydaktyczne. A przecie¿ wk³ad pracy twórczej w przygotowanie takiego wyk³adu i podrêcznika jest znacznie wiêkszy ni¿ przy pisaniu kilku przeciêtnych publikacji.
Rozwi±zanie problemu jako¶ci kszta³cenia staje siê realne dziêki wdra¿aniu wskazañ procesu boloñskiego, które dotycz± dwustopniowej (lub trójstopniowej) struktury studiów. Dwustopniowy tok studiów mo¿na ³atwiej dostosowaæ do potrzeb i mo¿liwo¶ci kandydatów. Udostêpniaj±c studia wy¿sze du¿ej czê¶ci populacji m³odych ludzi trzeba mieæ na uwadze, ¿e wielu spo¶ród nich nie jest dostatecznie przygotowanych do ukoñczenia studiów magisterskich (ogólnie – drugiego stopnia), które wymagaj± posiadania odpowiedniej sprawno¶ci, np. umiejêtno¶ci rozumowania abstrakcyjnego. Te osoby mog± jednak z powodzeniem ukoñczyæ studia I stopnia i uzyskaæ dyplom umo¿liwiaj±cy im podjêcie odpowiedniej pracy zawodowej. Jedynie ci studenci, którzy maj± nie tylko chêci, lecz tak¿e odpowiednie zdolno¶ci, powinni podejmowaæ studia II stopnia. Przy odpowiednio prowadzonym naborze i w³a¶ciwej organizacji tych studiów bêdzie mo¿na zapewniæ po¿±dany bezpo¶redni kontakt nauczycieli ze studentami, czego brakuje nam obecnie. Jest to szczególnie wa¿ne na etapie przygotowywania pracy magisterskiej. Dziêki temu pozbêdziemy siê wynaturzeñ, takich jak prowadzenie kilkudziesiêciu prac magisterskich przez jednego pracownika uczelni, z wiadomymi skutkami.
Z kolei studia doktoranckie (czyli III stopnia) powinny byæ przeznaczone dla szczególnie uzdolnionej m³odzie¿y o silnej motywacji do pracy twórczej. Nie mog± byæ przechowalni± tych, którzy nie potrafi± znale¼æ odpowiedniej pracy. Znaczna czê¶æ absolwentów tych studiów powinna byæ zatrudniana w placówkach badawczych i w uczelniach. Zatem próg wstêpny dla kandydatów na studia III stopnia powinien byæ odpowiednio wysoki. Nie wyklucza to oczywi¶cie mo¿liwo¶ci uzyskania doktoratu przez pracowników uczelni i placówek badawczych bez studiów doktoranckich, tylko na podstawie przedstawionej rozprawy.
Podstawowym problemem naszych uczelni jest niedostateczna liczba nauczycieli akademickich, przy czym ¶redni ich wiek ocenia siê na ogó³ jako zbyt zaawansowany. Coraz rzadziej spotyka siê obecnie wybitne indywidualno¶ci o uznanym autorytecie naukowym, których g³ównym miejscem pracy naukowej i dydaktycznej jest uczelnia krajowa. Ten niepokoj±cy stan jest jeszcze w znacznym stopniu pozosta³o¶ci± polityki personalnej prowadzonej przez w³adze w okresie PRL. Polega³a ona na przyspieszonych awansach pracowników manifestuj±cych swoje poparcie dla partii rz±dz±cej, a równocze¶nie na opó¼nianiu lub wykluczaniu z awansu osób niepo¿±danych z powodów politycznych. Osi±gniêcia naukowe i dydaktyczne mia³y w tych warunkach znaczenie drugorzêdne. Skutki s± nadal widoczne, a dotychczasowe, niezbyt konsekwentne próby uzdrowienia tej utrwalonej sytuacji nie przynios³y oczekiwanej poprawy.
W okresie szybkiego wzrostu ilo¶ciowego szkolnictwa wy¿szego w latach 90. powsta³y nowe problemy, spowodowane m.in. niedostosowaniem przepisów do nowej sytuacji. Poniewa¿ z liczb± zatrudnianych nauczycieli akademickich, przede wszystkim profesorów i doktorów habilitowanych, zwi±zane s± uprawnienia jednostek uczelni do prowadzenia studiów na okre¶lonym poziomie, do nadawania stopni naukowych itd., bywa³o, ¿e odpowiednio utytu³owane osoby znajdowa³y zatrudnienie w kilku szko³ach, które – obarczaj±c je czêsto symbolicznymi zadaniami – osi±ga³y spe³nienie formalnych wymagañ. Tê praktykê ograniczy³y nowe przepisy, jednak nadal niektóre osoby zatrudnione na stanowiskach nauczycieli akademickich nie maj± dostatecznych kwalifikacji, bêd±c raczej „przyuczonymi do zawodu” (warto by poznaæ liczbê dzia³aczy aparatu rz±dowego i partyjnego z czasów PRL, którzy po przemianie ustrojowej przekwalifikowali siê na dydaktyków szkó³ wy¿szych). A przecie¿ mamy obecnie wielu m³odych, dobrze wykszta³conych doktorów, którzy z powodzeniem podjêliby pracê w uczelniach, gdyby im nie oferowano samych podrzêdnych stanowisk (bo nie maj± habilitacji). Nie znajduj±c w polskich uczelniach pracy odpowiadaj±cej ich ambicjom, wyje¿d¿aj± do krajów, gdzie uczelnie nie stosuj± takich formalnych barier albo podejmuj± inn± dzia³alno¶æ zawodow±. Tak powstaje nieodwracalna strata warto¶ciowej kadry, której brak odczuwaj± nasze uczelnie.
Co zatem stoi na przeszkodzie racjonalnemu rozwi±zaniu tego problemu ku po¿ytkowi uczelni i kandydatów na nauczycieli akademickich? Przede wszystkim zagwarantowane ustaw± uprawnienia osób z tytu³em profesora lub stopniem doktora habilitowanego, bêd±ce czym¶ w rodzaju przywileju korporacyjnego. Jak wynika z tocz±cej siê od lat dyskusji, to w³a¶nie jest g³ówn± przyczyn± oporu przeciwko w³±czeniu doktorów do pe³noprawnej grupy nauczycieli akademickich. Racjonalne rozwi±zanie tej sprawy jest skutecznie odwlekane z roku na rok. A jednak krok ten musi byæ wreszcie zrobiony. Podstawowe zadanie, które trzeba rozwi±zaæ, polega na tym, jak przeprowadzaæ w uczelniach nabór nowych pracowników, ¿eby trafi³y tam w³a¶ciwe osoby, które sprawdz± siê jako naukowcy i dydaktycy. Warto w tym celu skorzystaæ z do¶wiadczeñ innych krajów.
Je¶li doktorat ma stanowiæ podstawê formaln±, umo¿liwiaj±c± obejmowanie wszystkich stanowisk akademickich, to powinien byæ rzetelnym ¶wiadectwem odpowiednich kwalifikacji. Obecny system prowadzenia przewodów doktorskich tego warunku nie spe³nia, gdy¿ umo¿liwia prze¶lizgiwanie siê osób o kwalifikacjach budz±cych powa¿ne w±tpliwo¶ci. Trzeba wiêc przede wszystkim dokonaæ istotnych zmian w procesie kszta³cenia i promowania doktorów. Drugim warunkiem, jaki musi byæ spe³niony, jest prawid³owy tryb przeprowadzania konkursów na stanowiska nauczycieli akademickich. Musimy zerwaæ z dotychczasow± praktyk±, bêd±c± czêsto parodi± postêpowania konkursowego, i wprowadziæ rzetelne, jawne konkursy rozstrzygane przez komisje z³o¿one z neutralnych osób. Okoliczno¶ci± znacznie u³atwiaj±c± prawid³owe prowadzenie naboru nowych pracowników, jak równie¿ ich awansowanie, powinno byæ spe³nienie trzeciego postulatu – pe³nej jawno¶ci osi±gniêæ zawodowych, naukowych i dydaktycznych wszystkich czynnych nauczycieli akademickich. By³aby to obiektywna miara, u³atwiaj±ca rzeteln± ocenê i dokonanie wyboru kandydata na stanowisko w uczelni.
Czêsto krytykowany niski poziom kwalifikacji znacznej czê¶ci osób otrzymuj±cych stopieñ naukowy doktora wynika nie tylko z tego, ¿e do studiów doktoranckich dopuszcza siê wielu kandydatów niedostatecznie przygotowanych, lecz tak¿e z niew³a¶ciwego trybu prowadzenia przewodów doktorskich. Trzeba w tym miejscu zwróciæ uwagê, ¿e osoba pe³ni±ca funkcjê promotora jest na ogó³ osobi¶cie zainteresowana pozytywnym zakoñczeniem przewodu w jak najkrótszym czasie (bo to pomna¿a jej „dorobek”). Z kolei recenzenci czêsto bywaj± sk³onni do obni¿ania swoich wymagañ przy ocenie rozprawy doktorskiej oraz kwalifikacji doktoranta, po to, ¿eby nie doprowadziæ do negatywnego wyniku przewodu, gdy¿ stanowi³oby to plamê na szlaku kariery promotora.
Ten proces stopniowego obni¿ania poziomu doktoratów powinien byæ radykalnie przerwany. Zasadniczym zmianom musz± ulec procedury przewodów doktorskich. Organy prowadz±ce te przewody, w pe³ni samodzielne w tym zakresie, powinny podlegaæ kontroli zewnêtrznej, prowadzonej przez Pañstwow± Komisjê Akredytacyjn± w ramach rutynowego postêpowania sprawdzaj±cego dzia³alno¶æ jednostek organizacyjnych uczelni. Istotne, powtarzaj±ce siê uchybienia, polegaj±ce na obdarzaniu doktoratami osób o niedostatecznych kwalifikacjach, musz± powodowaæ zawieszenie lub cofniêcie uprawnieñ do prowadzenia przewodów doktorskich w danej jednostce. Jednak g³ównym czynnikiem stymuluj±cym wzrost poczucia odpowiedzialno¶ci w gronie osób aktywnych w przewodach doktorskich powinna byæ pe³na jawno¶æ postêpowania. Zarówno rozprawa doktorska, opinia promotora, jak i recenzje, a tak¿e ustosunkowanie siê doktoranta do krytyki recenzentów, powinny byæ udostêpnione publicznie, bez ograniczeñ, w postaci elektronicznej. W ten sposób koñcowy etap przewodu doktorskiego uzyska rzeczywi¶cie charakter publicznej prezentacji osi±gniêæ naukowych doktoranta, tak jak tego wymaga dobra tradycja akademicka (obecne obrony maj± czêsto charakter uroczysto¶ci rodzinno−kole¿eñskich). Osoby zainteresowane przedmiotem rozprawy powinny byæ dopuszczone do publicznej dyskusji, nie tylko na obronie, lecz tak¿e za pomoc± Internetu.
W tym miejscu nasuwa siê czêsto dyskutowany problem habilitacji. Przy odpowiednim poziomie doktoratów oraz prawid³owej procedurze konkursowej na stanowiska nauczycieli akademickich, utrzymywanie stopnia doktora habilitowanego wydaje siê zbêdne. Podnosi siê czêsto, ¿e obecne postêpowanie habilitacyjne, w znacznej czê¶ci niejawne, stawia habilitanta w sytuacji, w której o jego sprawie decyduje nieznane mu gremium, kieruj±ce siê niejawnymi kryteriami, a koñcowy wynik tej procedury nie jest poparty ¿adnym uzasadnieniem merytorycznym. Trudno uznaæ to za zgodne z powszechnie akceptowanymi normami wspó³¿ycia spo³ecznego. Zamiast utrzymywania stopnia naukowego doktora habilitowanego, bêd±cego reliktem z czasów PRL, przejêtym z systemu sowieckiego („doktor nauk”), nale¿a³oby raczej powróciæ do polskiej tradycji z okresu II Rzeczypospolitej, w której habilitacja oznacza³a nadanie prawa do prowadzenia okre¶lonego wyk³adu w jednostce uczelni. W nowej wersji, habilitacj± mo¿na by nazwaæ uwieñczenie wygranego konkursu na stanowisko profesora, w toku którego kandydat prezentuje swój dorobek naukowy i dydaktyczny i wyg³asza publiczny wyk³ad. Nie by³oby jednak b³êdem pozostawienie stopnia naukowego doktora habilitowanego dla uhonorowania osób, które chc± wykazaæ swoje wysokie kwalifikacje robi±c drugi doktorat.
Do rozstrzygniêcia dojrza³a te¿ sprawa tytu³u naukowego profesora. Nawi±zuj±c do dawniejszej tradycji II Rzeczypospolitej, tytu³ profesora nadawany np. przez prezydenta RP (mo¿e raczej „honorowego profesora”) nale¿a³oby pozostawiæ jako szczególne wyró¿nienie, przyznawane osobom wybitnie zas³u¿onym dla nauki, o uznanym autorytecie. Natomiast sam termin „profesor” s³u¿y na ogó³ do okre¶lania stanowiska pracy w wy¿szej uczelni, wymagaj±cego odpowiednio wysokich kwalifikacji i umiejêtno¶ci prowadzenia pracy dydaktycznej. Tak te¿ mog³oby byæ i u nas.
Zmiana mocno ju¿ zakorzenionego systemu funkcjonowania uczelni nie bêdzie ³atwa. Warto w tym celu wykorzystaæ okres prac nad reform± prawa o szkolnictwie wy¿szym, opracowaæ niezbêdne przepisy, a nastêpnie konsekwentnie wprowadzaæ je w ¿ycie.