Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Chopinologia klasyczna

Wyniki badañ socjologicznych wskazuj±, ¿e odsetek Polaków znaj±cych biografiê oraz muzykê Fryderyka Chopina oscyluje wokó³ poziomu b³êdu statystycznego. Trudno dzi¶ zgadn±æ, czy huczne i bogate w wydarzenia obchody rocznicy urodzin kompozytora wp³yn± w pozytywny sposób na statystyki. Niemniej cieszy to, ¿e z okazji Roku Chopinowskiego na rynku wydawniczym pojawiaj± siê liczne publikacje wysokiej klasy specjalistów, które powinny zainteresowaæ szerokie grono czytelników. Wydawnictwo Znak przypomnia³o Cieñ jaskó³ki Ryszarda Przybylskiego – genialny esej po¶wiêcony wyra¿onym w listach my¶lom Chopina. Wydawnictwo Uniwersytetu Wroc³awskiego przygotowa³o monumentalny tom Chopin w kulturze polskiej, zawieraj±cy artyku³y na temat obecno¶ci ¿ycia i dzie³a kompozytora w polskiej kulturze – w teatrze, literaturze, filmie czy jazzie. Natomiast lubelskie wydawnictwo Gaudium prezentuje ksi±¿kê Mieczys³awa Tomaszewskiego – jednego z najwybitniejszych ¿yj±cych chopinologów, autora fundamentalnej monografii Chopin. Cz³owiek. Dzie³o. Rezonans. Najnowsze dzie³o uczonego stanowi swoiste uzupe³nienie do wspomnianego opus magnum, w którym prezentacja ¿ycia kompozytora w formie rozbudowanego kalendarium oraz syntetyczna analiza twórczo¶ci nie pozwoli³y na podjêcie narracji na temat wielu interesuj±cych w±tków.

Chopin. Fenomen i paradoks to wybór tekstów napisanych w ci±gu kilku ostatnich lat, a wcze¶niej og³aszanych ju¿ w publikacjach pokonferencyjnych czy na ³amach czasopism naukowych. Jest to przyk³ad muzykologii, zreszt± bardzo rzadko u nas praktykowanej, przyjaznej czytelnikowi nieobeznanemu ze specjalistyczn± terminologi±. Prof. Tomaszewski nie rezygnuje jednak z odniesieñ do poszczególnych utworów Chopina, a sposób, w jaki to czyni, jest jedn± z najwiêkszych zalet tej pracy. Wykorzystuj±c swoj± niebywa³± erudycjê, autor przytacza ogromn± ilo¶æ wypowiedzi omawiaj±cych dzie³a kompozytora – wyg³oszonych przez wspó³czesnych Chopinowi (np. Schumanna, Liszta, Heinego, Delacroix, Norwida), a tak¿e pó¼niejszych komentatorów (Niecksa, Hunekera, Adorna, Iwaszkiewicza). Zaproponowana perspektywa sprawia, ¿e w toku narracji utwory kompozytora odkrywaj± przed nami swoj± estetyczn± istotê.

Tomaszewski kre¶li obraz ¿ycia i twórczego dorobku kompozytora zarówno z oddali, jak i przypatruje siê Chopinowi z bliska. Za szczególnie interesuj±ce uznaæ nale¿y w³a¶nie spojrzenia tego drugiego rodzaju. Uczony podejmuje zatem w±tek marginalizowanych zazwyczaj w¶ród badaczy pie¶ni na g³os i fortepian, które spotyka tu swoista rehabilitacja. S± one, zdaniem muzykologa, przyk³adem „dziennika intymnego” Chopina, dlatego autobiograficzny charakter nie pozwala na ich lekcewa¿enie. W bardzo ostro¿ny sposób omawia w±tki dyskretne: kwestiê religijno¶ci Chopina oraz powie¶æ George Sand Lukrecja Floriani, w której pisarka nawi±zywa³a do ich romansu.

Ksi±¿ka z pewno¶ci± nie nale¿y do kontrowersyjnego nurtu w badaniach nad Chopinem – nie jest to ani przyk³ad chopinologii dekonstruuj±cej mity (jak np. u Jolanty Pêkacz, która w swoich ostatnich publikacjach zakwestionowa³a stereotypy na temat Chopina w kontek¶cie paryskich salonów oraz polskiej emigracji), ani chopinologii kulturowej (jak np. u Jeffreya Kallberga – autora znakomitych rozpraw analizuj±cych twórczo¶æ Chopina w kontek¶cie p³ci). Natomiast przynale¿y niew±tpliwie do najlepszego nurtu chopinologii klasycznej.

S³awomir Wieczorek
Mieczys³aw Tomaszewski, Chopin. Fenomen i paradoks. Studia wybrane, Wydawnictwo Gaudium, Lublin 2009.

¯ycie z piêtnem

„To, co ja widzia³em, tego cz³owiek nie powinien widzieæ i nawet nie powinien wiedzieæ” – tak jednym zdaniem, zaczerpniêtym z Opowiadañ ko³ymskich War³ama Sza³amowa, okre¶liæ mo¿na rzeczywisto¶æ sowieckich obozów pracy. Historiê tragicznych losów setek tysiêcy przedstawicieli rosyjskiej i sowieckiej inteligencji odnajdujemy tak¿e w wydanej pod koniec ubieg³ego roku ksi±¿ce Eugenii Ginzburg.

Autorka by³a pracownikiem naukowym uniwersytetu w Kazaniu, dziennikark± i oddan± cz³onkini± partii. Jej osobisty dramat rozpocz±³ siê w lutym 1937 roku, kiedy zosta³a aresztowana, oskar¿ona o dzia³alno¶æ kontrrewolucyjn± i jako „wróg ludu” skazana na 10 lat wiêzienia.

Stroma ¶ciana sk³ada siê z dwóch tomów. Pierwszy, wydany w Polsce w 1990 roku, przez dziesi±tki lat jako maszynopis w wydaniu samizdatowym bi³ wszelkie rekordy popularno¶ci nielegalnej literatury w Rosji. Tom ten podzieli³a autorka na dwie czê¶ci. Pierwsza z nich opisuje aresztowanie oraz tocz±cy siê przez dwa lata proces przeciwko niej, w czasie którego przebywa³a w wiêzieniu w Jaros³awiu. Druga czê¶æ ksi±¿ki rozpoczyna siê wraz ze zmian± wyroku Ginzburg z 10 lat wiêzienia w zak³adzie karnym na tyle¿ lat pobytu w poprawczym obozie pracy. Tom drugi dope³nia ca³o¶ci wspomnieñ autorki i opisuje jej losy jako „wolniaczki”, a¿ do czê¶ciowej rehabilitacji w 1955 roku.

Ginzburg bywa stawiana w jednym szeregu z Aleksandrem So³¿enicynem i War³amem Sza³amowem. Jednak ³±czy j± z nimi jedynie tematyka. Styl Ginzburg jest zdecydowanie inny. Oni w sposób beznamiêtny prowadzili czytelnika przez piek³o obozów sowieckich. Celowo eliminowali nadziejê, twierdz±c, ¿e jest jedynie si³± zniewalaj±c±. Opisywali ludzi, dla których – jak mówi³ Herling−Grudziñski – istot± wielkiego instynktu ¿ycia by³o samo ¿ycie. Pokazywali, jak instynkt ten zwyciê¿a z ludzk± moralno¶ci±, robi±c z ofiary kata, jak tworzy siê mur obojêtno¶ci wobec drugiego cz³owieka. U Ginzburg czytamy natomiast: „tyle by³o we mnie ¿ywotno¶ci, ¿e za ka¿dym razem umia³am wykorzystaæ nawet najmniejsz± szansê, niezbêdn± dla podtrzymania ledwie tl±cego siê we mnie ¿ycia. I – co najwa¿niejsze – za ka¿dym razem przynosi³ mi ocalenie jaki¶ osobliwy zbieg okoliczno¶ci, ca³kiem z pozoru przypadkowy, w rzeczy samej za¶ – bêd±cy potwierdzeniem wielkiej si³y Dobra, które na przekór wszystkiemu rz±dzi jednak tym ¶wiatem”.

Od strony faktograficznej ksi±¿ka nie wnosi wiele nowego. Wa¿niejsze jest jednak co¶ innego. Jest to jedna z niewielu ksi±¿ek, w których na tragizm „wielkiej czystki” patrzymy oczami kobiety. I z tej w³a¶nie perspektywy widzimy, ¿e bólem gorszym od fizycznego by³o dla niej rozdzielenie z rodzin±, a przede wszystkim z dzieæmi. Dowiadujemy siê, jak j± i jej towarzyszki pozbawiano godno¶ci i kobieco¶ci. Mimo z³a, które dla wielu sta³o siê codzienno¶ci±, nie umia³a i nie chcia³a zag³uszyæ w sobie naturalnych potrzeb i odruchów. To w³a¶nie w ³agrach po³±czy³a j± z niemieckim lekarzem mi³o¶æ. To tu rozpoczê³a siê trwaj±ca wiele lat przyja¼ñ ze wspó³wiê¼niark±.

Wspomnienia Ginzburg przesi±kniête s± przekonaniem, ¿e mimo i¿ ani ona, ani inni wiê¼niowie nie brali bezpo¶redniego udzia³u w zbrodniach i zdradach, s± za nie wspó³odpowiedzialni. Ksi±¿ka stanowi swoiste wyznanie skruchy kobiety, dla której ¿ycie z takim piêtnem by³o codziennym pokonywaniem „stromej ¶ciany” w sobie.

Katarzyna Krzy¿anowska
Eugenia Ginzburg, Stroma ¶ciana, spó³dzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 2009.

Podziw dla królowej

Przera¿enie tegorocznych maturzystów konieczno¶ci± zdawania egzaminu z matematyki najlepiej oddaje ducha emocji, jakie towarzysz± temu przedmiotowi. Zreszt± – nie ukrywajmy – nawet wielu doros³ych do¶wiadcza sennego koszmaru, w którym stoj± samotnie przy tablicy pe³nej nierozwi±zanych zadañ. To, co zawar³ w tytule swojej pracy Marian Grabowski, brzmieæ wiêc mo¿e niczym oksymoron. Bo, doprawdy, czy¿ mo¿na emocjonowaæ siê probabilistyczn± aproksymacj± liczby Pi albo paradoksalnym podzia³em kuli Banacha i Tarskiego?

Autor nie ma co do tego w±tpliwo¶ci i, jak zapewnia, nie trzeba byæ nawet ekspertem od nauk ¶cis³ych. Te prze¿ycia mog± staæ siê udzia³em ka¿dego z nas, nie−fascynatów, bo generalnie jeste¶my istotami wra¿liwymi na warto¶ci, niezale¿nie od tego, czy podziwiamy dzie³o sztuki, kobiec± urodê, piêkno krajobrazu, czy w³a¶nie rozwi±zanie okre¶lonego problemu matematycznego. Trzeba jedynie daæ siê uwie¶æ, zaczepiæ, nie uprzedzaæ siê. Grabowski wspomina o swoim „uk³uciu”. Dziêki pomocy swojego nauczyciela odkry³, ¿e w ruchu jednostajnie przyspieszonym droga jest proporcjonalna do kwadratu czasu. Teraz, dla fizyka teoretycznego, tr±ci to bana³em, ale wówczas – by³o jak ol¶nienie. To nie by³ jeszcze podziw ani zachwyt, ale ju¿ wyrywa³o z obojêtno¶ci. Wiêkszo¶æ na tym poprzestaje, nie bêd±c w stanie przeskoczyæ kolejnych poziomów abstrakcji. Ca³kiem nies³usznie – zauwa¿a nasz przewodnik po tajemniczej galerii matematycznych wzorów. Wszak te abstrakcje to ca³kiem realne sytuacje dziej±ce siê wokó³ nas. Zapewne niewiele osób wie, ¿e s³uchaj±c nagrania w formacie mp3 czy podziwiaj±c jako¶æ cyfrowego obrazu korzystamy z równania cyklotomicznego. Matematyka w znacznie wiêkszym stopniu ni¿ siê wydaje dotyka empirycznej rzeczywisto¶ci. Jest wszak swoistym medium do poznania ¶wiata przyrody nieo¿ywionej. To w pustych, na pozór, matematycznych formu³ach i teoriach przejawiaj± siê fizyczne procesy i zjawiska. Ba, ten dok³adny, ¶cis³y i precyzyjny opis ilo¶ciowy potrafi nawet wyraziæ co¶, wobec czego nasza wyobra¼nia jest bezradna. Czy kto¶ widzia³ czarn± dziurê b±d¼ cz±stki wirtualne? Królowa nauk potrafi i temu daæ radê.

Podobnymi przyk³adami Grabowski sypie jak z rêkawa. Celowo maj± robiæ wra¿enie, bo chodzi o ich prze¿ycie. Trawestuj±c Nielsa Bohra: ten, kim pierwszy kontakt z matematyk± nie wstrz±sn±³, ten jej nie zrozumia³. Od czytelnika autor oczekuje rzeczywistego zaanga¿owania, które w tym wypadku oznacza wysi³ek w³o¿ony w zrozumienie. Nie chodzi przecie¿ o to, by¶my potrafili mówiæ jêzykiem matematyki, o wiele istotniejsze jest to, aby spróbowaæ go zrozumieæ. Inaczej nasze prze¿ycia bêd± puste, a podziw – cielêcy.

Dlatego w pierwszej czê¶ci ksi±¿ki autor celowo proponuje pe³ne wyzwañ samodzielne mierzenie siê, obcowanie z t± trudn± tematyk±. Daje nam „¶rodowisko”, które wyzwoli w nas uczucia. Tak zaprezentowane tre¶ci pozwalaj± prze¿ywaæ je ka¿demu na swój sposób, a potem konfrontowaæ z aksjologicznym podej¶ciem autora. Dokonuj±c swoistej autoanalizy ¶ledzimy nasz± drogê do podziwu, mo¿e nawet zachwytu, by na koñcu wyraziæ zdumienie. W zale¿no¶ci od tego, czy jeste¶my „barbarzyñcami”, czy tylko laikami, dotyczyæ ono bêdzie jednej z dwóch kwestii. Albo tego, jak to siê sta³o, ¿e szczê¶liwie przebrnêli¶my przez lekturê ksi±¿ki, albo tego, w jaki sposób dali¶my siê choæby w niewielkim stopniu zauroczyæ ch³odn± i rozumn± a¿ do bólu matematyk±.

(karma)
Marian Grabowski, Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce, Wydawnictwo Prószyñski i S-ka, Warszawa 2009, seria: Na ¶cie¿kach nauki.

Filozofia wieczysta

Trudno recenzowaæ ksi±¿kê pomnik, ¶wiadectwo zdarzeñ, które dzia³y siê w prze³omowych miesi±cach „karnawa³u Solidarno¶ci”, miêdzy sierpniem 80 a grudniem 81. Jeszcze trudniej, zwa¿ywszy ¿e jej autor, prof. Wojciech Chudy, nie ¿yje ju¿ prawie od trzech lat. Zw³aszcza, ¿e czas prze³omu min±³, a my jeste¶my bogatsi (?) o do¶wiadczenia bez ma³a 30 lat, jakie od tego czasu up³ynê³y. Mo¿na by zapytaæ, czy ta ksi±¿ka w ogóle warta jest dzi¶ lektury.

Sk³ada siê na ni± 10 wyk³adów wyg³oszonych w maju 1981 w Gdañsku na pro¶bê O¶rodka Prac Spo³eczno−Zawodowych przy NSZZ Solidarno¶æ. Maj± one charakter elementarnego wprowadzenia do filozofii orientacji klasycznej i, jak wskazuje zapis rozmowy z autorem, zamieszczony zamiast pos³owia, spotka³y siê z ¿ywym przyjêciem s³uchaczy (opublikowano je pierwszy raz w 1986 roku, w drugim obiegu).

Ksi±¿ka dzieli siê na dwie czê¶ci. Na pierwsz± sk³adaj± siê trzy wyk³ady o charakterze metafilozoficznym, dotycz±ce tego, czym jest filozofia, powinno¶ci filozofii wzglêdem cz³owieka i spo³eczeñstwa oraz daj±ce „ekspresowy” wyk³ad historii filozofii. Pozosta³e wyk³ady maj± naturê przedmiotow± i zaczynaj± siê „mocnym” pytaniem o to, która filozofia jest prawdziwa; pytanie to jest pretekstem do zreferowania podstawowych koncepcji filozofii. Wed³ug Chudego, jednoznaczna odpowied¼ jest „podstawowym b³êdem, który pope³nia wielu filozofów” – ka¿dy system ma swoje plusy, czyli sfery bytu, które wyja¶nia adekwatnie, i minusy, czyli miejsca, gdzie „zawodzi”, np. „tomizm okazuje siê niemal bezradny, je¶li idzie o analizê filozoficzn± ludzkiego prze¿ywania, pewnych irracjonalnych elementów duszy ludzkiej”. Nastêpnie autor omawia koncepcje prawdy, aporie filozofii marksistowskiej oraz ró¿ne koncepcje warto¶ci.

Ksi±¿kê koñcz± trzy wyk³ady dotycz±ce personalistycznej wizji cz³owieka, spo³eczeñstwa i kultury. Pierwszy z nich traktuje o definicji osoby. Chudy wskazuje na trzy nurty filozoficzne w tej sprawie: substancjalistyczny (akcentuj±cy to, ¿e bycie osob± jest trwa³± jedno¶ci± wyp³ywaj±c± z substancjalnego charakteru natury ludzkiej – bycie osob± konstytuuj±: „wsobno¶æ”, podmiotowo¶æ i duchowy charakter), egzystencjalistyczny (bycie osob± konstytuuje zmienno¶æ ci±gle tworz±cej siê egzystencji cz³owieka) oraz nurt filozofii dialogu (osoba „tworzy siê” w dialogu miêdzy „Ja” i „Ty”). Ostatecznie Chudy charakteryzuje koncepcjê personalistyczn± (z Osoby i czynu K. Wojty³y), wedle której o byciu osob± decyduje godno¶æ cz³owieka i jego zwi±zek z bytem absolutnym. Z kolei wyk³ad IX prezentuje personalistyczn± koncepcjê spo³eczeñstwa, wed³ug której „personalizm jest systemem antyindywidualistycznym, albowiem osoba implikuje wspólnotê, ale jest tak¿e systemem antytotalistycznym, albowiem afirmuje w³a¶nie jednostkow± osobê ludzk±, stawia j± przed ca³o¶ci± spo³eczn±”. Wyk³ad koñcz± rozwa¿ania z teorii pañstwa, w których podkre¶la siê postawê „autentyczn±” osoby wzglêdem ustroju pañstwowego – postawê solidarno¶ci, czyli gotowo¶ci podejmowania obowi±zków przypadaj±cych osobie z racji uczestnictwa we wspólnocie i gotowo¶ci dzia³ania na rzecz innych cz³onków wspólnoty oraz postawê sprzeciwu wobec z³a.

Podsumowuj±c, czytana dzisiaj ksi±¿ka ta mo¿e pe³niæ nie tylko funkcje historyczne, ale jest bardzo jasno i precyzyjnie napisanym wstêpem do filozofii, daj±cym np. przejrzysty wyk³ad filozofii personalizmu.

Marek Lechniak
Wojciech Chudy, Filozofia wieczysta w czas prze³omu. Gdañskie wyk³ady z filozofii klasycznej z roku 1981, red. Miros³awa Chuda, towarzystwo naukowe kul jana paw³a II, Lublin 2009, seria: Biblioteka „Ethosu”.

Kolumbowie umys³u

Decyduj±c siê na lekturê popularnonaukowej ksi±¿ki holenderskiego historyka psychologii, spodziewa³em siê diagnozy stanu psychiki wspó³czesnego cz³owieka. Zamierza³em skorzystaæ z tej wiedzy i poprawiæ kondycjê swojego umys³u. Draaisma jednak opowiada zajmuj±co i rzeczowo o odkryciach i odkrywcach chorób, wywo³anych przez patologiczne zmiany w mózgu. Któ¿ nie zetkn±³ siê z medycznymi nazwami odimiennymi, czyli eponimami, takimi jak: Parkinson, Alzheimer, Aspreger? Jest ich wiêcej. Zespó³ Gillesa de la Tourette’a jest przeciwieñstwem Alzheimera. Syndrom Bonneta za¶ polega na widzeniu realnych postaci, których nie ma. Epilepsja Jacksona objawia siê m.in. niepohamowanym strumieniem przekleñstw. Syndrom Capgrasa daje znaæ o sobie tym, ¿e chory uwa¿a otaczaj±cych go ludzi za ich sobowtóry. Intensywna erotomania i uporczywe prze¶wiadczenie chorego, ¿e jest kochany przez kogo¶ ciesz±cego siê uznaniem spo³ecznym i autorytetem – towarzysz± zespo³owi Clérambaulta.

Draaisma, opisuj±c przypadki i objawy chorób, w rzeczy samej próbuje rozwik³aæ zagadkê dokonywania odkryæ neurologicznych g³ównie w XIX w. i w pierwszych dekadach XX. To, ¿e dany syndrom nosi miano jakiego¶ uczonego, nie oznacza, ¿e to on pierwszy wykry³ jednostkê chorobow± lub w najwiêkszym stopniu przyczyni³ siê do jej poznania. Rekonstruuj±c biografie lekarzy, ¶rodowisko, sytuacjê spo³eczno−historyczn±, obyczajow± itd., autor uzmys³awia, ¿e odkrycie i nazwanie go by³o wynikiem specyficznej gry zdarzeñ. Dziêki obiegowi informacji (stowarzyszenia, konferencje, odczyty, publikacje) indywidualne spostrze¿enia i poszukiwania dostawa³y siê w wir dyskusji. Niebagatelne by³y i inne uwarunkowania. Mo¿na odnie¶æ wra¿enie, ¿e w republice uczonych w okre¶lonej dziedzinie ka¿dy zna³ siê z ka¿dym (nie tylko z widzenia). ¯ycia naukowego jeszcze nie spowi³a anonimowo¶æ i laboratoryjna samotno¶æ, wspó³gra³o ono z dynamik± rzeczywisto¶ci spo³ecznej i warto¶ci± miêdzyludzkiej wiêzi. Draaisma w naszej wspó³czesno¶ci nie znajduje tego, co by³o czym¶ niezbywalnym w diagnozowaniu chorób w minionych czasach: uwzglêdniania prze¿yæ chorego.

Kolejny w±tek opowie¶ci dotyczy sk±din±d ju¿ oczywistej sprawy. Otó¿ badacze mózgu, mimo ¿e kierowali siê zasad± obiektywizmu, nie uniknêli b³êdów, wynikaj±cych z ograniczeñ ¶wiatopogl±dowych. A¿ nie chce siê wierzyæ, ¿e ci, którzy zwoje mózgowe wyjmowali z czaszek, wa¿yli je, kroili, znajdowali funkcje poszczególnych obszarów mózgu – gromadzili dowody rzekomo ¶wiadcz±ce o nieusuwalnym niedorozwoju tego organu u kobiet czy u przedstawicieli ras kolorowych wzglêdem bia³ego mê¿czyzny. Jak widaæ, sfera moralno−duchowa i filozoficzna uczonego mo¿e staæ siê realn± barier± w poznawaniu prawdy.

Na koniec holenderski psycholog przypomina zawart± w „prawie Stiglera” znan± prawdê o naturze odkryæ i prze³omów: „kiedy tylko kto¶ zwróci uwagê na co¶ specyficznego, czego do tej pory zupe³nie nie zauwa¿ono, znalezienie samemu innych przyk³adów przestaje byæ trudne”.

Nie s±dzê, by ksi±¿ka Draaismy zdoby³a popularno¶æ P³ci mózgu Anne Moir i Davida Jessela. Jednak warto siê z ni± zapoznaæ, gdy¿ nigdy do¶æ wiedzy o mózgu, w którym podobno jest wszystko to, czym jeste¶my. Dzieje „rozstrojonych umys³ów” w sposób szczególny ods³aniaj± tajemnice naszego poznawania.

Zbigniew Chojnowski
Douwe Draaisma, Rozstrojone umys³y. Historie chorych i dzieje chorób, t³um. Ewa Jusewicz-Kalter, Pañstwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2009, seria: Biblioteka My¶li Wspó³czesnej.

Jeste¶my gotuj±cymi ma³pami

Ksi±¿ka przynosi tak± rewelacjê naukow±, ¿e – przynajmniej teoretycznie – powinna daæ asumpt do burzliwej dyskusji. Czy tak siê sta³o? Na pewno nie na skalê, jakiej mo¿na by siê spodziewaæ. Wrangham daje odpowied¼ na pytanie, co uczyni³o nas lud¼mi? Twierdzi, ¿e pocz±tek rodzajowi Homo da³o ujarzmienie ognia i umiejêtno¶æ gotowania.

Okazuje siê, ¿e niewielu ludzi zastanawia³o siê nad tym, od jak dawna ogieñ jest nam niezbêdny. Nawet Darwin nie zaj±³ siê t± kwesti±, choæ odpowied¼ mog³aby byæ dla niego niezwykle interesuj±ca. Zreszt± wiêkszo¶æ uczonych tej epoki my¶la³a podobnie, dla nich bowiem nasi przodkowie, którzy opanowali ogieñ, byli ju¿ lud¼mi. Jednak ostatnie pó³wiecze przynios³o nowe teorie wskazuj±ce na znaczenie gotowania w ewolucji cz³owieka i jego zachowañ. Hipotezy by³y jednak nie¶mia³e i formu³owane w szczególnym obszarze – historii kuchni, wiêc zaowocowa³y pogl±dami nie do koñca dopracowanymi. ¯aden antropolog nie zada³ kluczowych pytañ potrzebnych do zrozumienia ca³ego zagadnienia, jak choæby: czy ludzie s± ewolucyjnie przystosowani do przetworzonej termicznie ¿ywno¶ci, w jaki sposób gotowanie przyczyni³o siê do ucz³owieczenia naszych przodków, a wreszcie – kiedy w³a¶ciwie umiejêtno¶æ ta wyewoluowa³a?

Wrangham podkre¶la, ¿e zwierzêta, w tym cz³owiek, s± wy¶mienicie przystosowane do swojego sposobu od¿ywiania, poniewa¿ si³a ewolucji wymusi³a ¶cis³e dopasowanie miêdzy diet± a anatomi± dziêki dostêpno¶ci okre¶lonego pokarmu. Innymi s³owy, pch³y nie ss± krwi dlatego, ¿e akurat szczê¶liwie natura obdarzy³a je k³uj±co−ss±cym narzêdziem gêbowym, idealnie zaprojektowanym do przek³uwania skóry ssaka. Maj± taki narz±d, poniewa¿ zaadaptowa³y siê do od¿ywiania siê krwi±. Ludzie te¿ nie zaczêli je¶æ gotowanych pokarmów dlatego, ¿e mieli dostosowane do tego zêby i wnêtrzno¶ci. Przeciwnie, posiadamy ma³e zêby i krótkie jelita, poniewa¿ przystosowali¶my siê do diety opartej na gotowanym po¿ywieniu.

Czy zatem gotowanie w kategoriach biologicznych jest faktem nieznacz±cym, czy te¿ jest kluczowe dla naszego cz³owieczeñstwa? Odpowied¼ jest dla Wranghama oczywista, ale nie odpowied¼ ma tu najwiêksz± warto¶æ, a w³a¶nie samo pytanie: celowe, nastawione na efekt i wielokrotnie powtarzane. Powraca w ksi±¿ce niczym bumerang i poci±ga za sob± ma³o odkrywcze prawdy, które – trzeba przyznaæ – podane s± w i¶cie literackiej formie. „My, ludzie – pisze Wrangham – jeste¶my gotuj±cymi ma³pami, jeste¶my istotami, które zrodzi³y siê w ogniu palenisk”.

Ciekawy jest rozdzia³ po¶wiêcony „surojadom”, czyli witarianom – ludziom od¿ywiaj±cym siê wy³±cznie produktami surowymi. Ju¿ w 1813 wielki poeta romantyczny P.B. Shelley doszed³ do wniosku, ¿e jedzenie miêsa jest odra¿aj±cym nawykiem i ¼ród³em wielu nieprawo¶ci. Uwa¿a³, ¿e za miêso¿erno¶æ odpowiada wynalazek gotowania, nale¿y wiêc winiæ je równie¿ za „tyraniê, zabobony, handel i nierówno¶æ”. Do innych argumentów siêga mniejszo¶æ witariañska, okre¶laj±ca siê mianem instynktoterapeutów. G³osz± oni, ¿e skoro jeste¶my blisko spokrewnieni z ma³pami, powinni¶my na¶ladowaæ ich obyczaje ¿ywieniowe, czyli zadowoliæ siê jednym produktem podczas posi³ku.

Walka o ogieñ to ksi±¿ka, któr± mo¿na ³atwo i szybko przyswoiæ, ale przedstawiona w niej wizja wcale nie otwiera nowej perspektywy ewolucyjnego my¶lenia.

Ma³gorzata Pawe³czyk
Richard Wrangham, Walka o ogieñ. Jak gotowanie stworzy³o cz³owieka, t³um. Anna E. Eichler, Magdalena Kawalec, Piotr J. Szwajcer, wydawnictwo CiS, Stare Groszki 2009.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje