Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





To nie mury, lecz ludzie tworz± uczelnie. Nadesz³a pora, aby zamiast inwestowaæ w te pierwsze (dokonali¶my tu imponuj±cego skoku), zacz±æ inwestowaæ w tych, którzy ich istnieniu nadaj± sens.

Bezkosztowo siê nie da

Andrzej Szahaj

Niedawna akcja „Gazety Wyborczej”, maj±ca na celu przedyskutowanie problemów szkolnictwa wy¿szego w Polsce, by³a bardzo cenna. Jego stan powinien bowiem zostaæ poddany spo³ecznej debacie. Wa¿ne jednak, aby w jej trakcie nie popadaæ w nastroje histeryczne, a co¶ takiego ma czasem miejsce. Ta dziedzina naszego ¿ycia nie jest, byæ mo¿e, w najlepszym stanie, ale i tak w lepszym ni¿ wiele innych. Oczywi¶cie nie oznacza to, ¿e powinni¶my byæ z niego zadowoleni.

Zanim jednak wska¿ê kilka sposobów poprawy (s± to sprawy na ¶wiecie dawno znane i stosowane, a i w polskim ¶rodowisku naukowym postulowane nie raz), chcia³bym z ca³± moc± podkre¶liæ, ¿e polskie szkolnictwo wy¿sze po 1989 roku jedynie deklaratywnie by³o przedmiotem troski polityków i w³adz pañstwowych. Lekcewa¿enie tego dzia³u naszego ¿ycia spo³ecznego ³±czy³o lewicê z prawic±, ca³± klasê polityczn±, co niestety wskazuje na jej marn± jako¶æ intelektualn±. Co ciekawe, nawet profesorowie, gdy tylko stawali siê jej cz³onkami, natychmiast zapominali o szkolnictwie wy¿szym. Czasem mo¿na by³o wrêcz odnie¶æ wra¿enie, ¿e ze ¶wiatem akademickim nie chc± ju¿ po porostu mieæ nic wspólnego (wstydzili siê jego mizerii finansowej i swojej w³asnej jako naukowców?). Nak³ady na naukê i szkolnictwo wy¿sze utrzymywa³y siê (i utrzymuj±) na ¿enuj±cym poziomie. P³ace kadry naukowej by³y i s± ¿a³osne, a bibliotekarzy i personelu pomocniczego tragiczne (nieomal na poziomie p³acy minimalnej i to jest ju¿ prawdziwy skandal).

Starzy i m³odzi

W naszych dziejach po 1989 roku liczono siê z tymi, którzy masowo i z wielk± determinacj± upominali siê o swoje, zamiast narzekaæ we w³asnym gronie, jak naukowcy. Nikt na serio nie traktowa³ lekcji historycznych, które pokazywa³y, ¿e nie ma efektywniejszego sposobu modernizacji ni¿ inwestowanie w naukê i szkolnictwo wy¿sze (vide Korea Po³udniowa czy Finlandia). Zmierzam do tego, ¿e dzi¶ powinni biæ siê w piersi politycy (szczególnie z partii mieni±cych siê reprezentacj± inteligencji), a dopiero po nich profesorowie. Co do tych drugich, chcia³bym zauwa¿yæ, ¿e uporczywe oskar¿anie ich o ca³e z³o, jakie ma miejsce w szkolnictwie wy¿szym, jest niepowa¿ne i wygl±da na poszukiwanie koz³a ofiarnego. Oczywi¶cie s± w¶ród nas ludzie bardziej i mniej pracowici, bardziej i mniej przyzwoici, zdolniejsi i mniej zdolni (choæ zaprawdê trudno byæ durniem i zostaæ profesorem), ale z pewno¶ci± nie jeste¶my demonami z³a, psuj±cymi wszystko, czego siê tylko dotkniemy. Wysoce niesprawiedliwe i wrêcz absurdalne jest kreowanie nas na wrogów „m³odych wilków” (jak sugerowa³ w swoim tek¶cie w „GW” prof. Klaus Bachman), doszukiwanie siê w ¶wiecie akademickim walki pokoleñ i sprowadzanie ca³ego problemu szkolnictwa wy¿szego do kwestii „starych” blokuj±cych zmiany i „m³odych” doñ pr±cych. Rzeczywisto¶æ jest du¿o bardziej skomplikowana. Przede wszystkim ani profesorowie nie s± tak konserwatywni, ani m³odzi tak postêpowi, jak siê ich maluje. Byæ mo¿e jest gdzieniegdzie tak, ¿e ci pierwsi blokuj± drogi awansu m³odym, ale z pewno¶ci± znacznie czê¶ciej o ten awans zabiegaj± i staraj± siê robiæ wszystko, aby im go u³atwiæ.

Problem le¿y raczej w tym, ¿e warunki nie sprzyjaj± ani jednym, ani drugim. Ci i tamci bowiem znajduj± siê w stanie wzglêdnej pauperyzacji, której staraj± siê zaradziæ w sposób najbardziej racjonalny – wiêcej pracuj±, tak¿e na drugim etacie. Realizuj± w ten sposób cichy uk³ad miêdzy nimi a w³adz±: my wam p³acimy ¼le (profesorowie) albo nawet bardzo ¼le (m³odsza kadra), wy sobie dorabiacie. Owocem tej sytuacji jest rozwój szkolnictwa niepublicznego (to po stronie aktywów) oraz brak czasu na badania naukowe i podnoszenie poziomu nauczania (po stronie pasywów). Jak zachowaæ aktywa tej sytuacji, a wyeliminowaæ pasywa? Odpowied¼ jest powszechnie znana: kadra powinna byæ liczniejsza i znacznie lepiej op³acana (warto przypomnieæ, i¿ w wyniku przechodzenia na emeryturê sk³ad czynnej zawodowo kadry profesorskiej zmniejszy siê w najbli¿szych latach o ok. 30 proc.), aby zapewniæ trwanie szkó³ niepublicznych, a ci, którzy uwa¿aj± pracê na wiêcej ni¿ jednym etacie za wynik przymusu ekonomicznego, mogli siê od niego uwolniæ i wróciæ do tego, co chcieliby robiæ – do nauki.

Motywacyjna funkcja p³ac

Niedobrej sytuacji w szkolnictwie wy¿szym nie da siê zmieniæ bez podniesienia nak³adów na naukê i szko³y wy¿sze. Je¶li siê komu¶ wydaje, ¿e mo¿na to zrobiæ bezkosztowo, to siê myli. Poniewa¿ jednak na podniesienie owych nak³adów raczej nie ma co liczyæ (jestem pesymist± w tym wzglêdzie), pozostaje trwanie w tej patowej sytuacji, która oczywi¶cie na d³u¿sz± metê utrwali jedynie marginalizacjê Polski jako kraju, który nie liczy siê w (po−)nowoczesnym podziale pracy, modernizuje siê ¶lamazarnie i w ostatecznym rachunku przegra z innymi (sprawa ta, niestety, wydaje mi siê ju¿ przes±dzona).

Gdyby jednak zdarzy³ siê cud i znalaz³y siê pieni±dze, nale¿a³oby przede wszystkim przywróciæ motywacyjn± funkcjê p³acy. Ka¿dy awans naukowy powinien wi±zaæ siê ze znacz±cym awansem materialnym. Nadto trzeba by odej¶æ od „urawni³owki” w p³acach i przej¶æ na kontrakty, których wysoko¶æ i czas trwania odzwierciedla³yby rzeczywist± pozycjê poszczególnych osób w zawodzie i ich osi±gniêcia, te ostatnie powinny byæ mierzone raczej jako¶ci± publikacji, a nie ich ilo¶ci±. Najlepsi powinni mieæ luksus porównywalny z tym, jaki maj± tzw. university professors w Stanach Zjednoczonych: uczyæ ile chc± i kiedy chc± (nie zawiod±). Nale¿a³oby wprowadziæ zasadê zdobywania stopni naukowych w innych uczelniach ni¿ ta, któr± siê ukoñczy³o, czy w jakiej siê pracuje. Dzi¶ nagminnie siê studiuje, a potem pracuje i uzyskuje stopnie w tej samej uczelni (dominuje „chów wsobny”).

Zdobycie stopnia doktora czy tym bardziej doktora habilitowanego powinno byæ poprzedzone co najmniej 6−miesiêcznym, obligatoryjnym sta¿em zagranicznym w bardzo dobrym uniwersytecie, a tak¿e czynnym udzia³em (tzn. z referatem lub innym wyst±pieniem) w kilku konferencjach miêdzynarodowych poza granicami Polski. Wszystkie konkursy na stanowiska powinny mieæ obligatoryjnie charakter ogólnopolski, a nawet miêdzynarodowy i byæ og³aszane w stosownych biuletynach oraz na stronach internetowych ministerstwa albo – jeszcze lepiej – w prasie ogólnodostêpnej. Czas przeznaczony na napisanie stosownej pracy i zdobycie odpowiedniego stopnia naukowego nie powinien byæ przed³u¿any w nieskoñczono¶æ, jak to dzi¶ czêsto ma miejsce. Warto by³oby rozwa¿yæ rezygnacjê ze stanowiska profesora uczelnianego. Obecnie jego zdobycie wp³ywa na wielu bardzo demotywuj±co, tym bardziej ¿e dla ¶wiata poza uczelniami profesor to profesor, bez wzglêdu na to, czy z tytu³em, czy bez.

Nale¿a³oby stworzyæ warunki (zachêty materialne) do tego, aby profesorowie i inni pracownicy naukowi mogli od czasu do czasu odbywaæ wyk³ady go¶cinne w innych uczelniach (mobilno¶æ kadry jest warunkiem jej rozwoju naukowego). Warto by³oby te¿ stworzyæ centralny fundusz przeznaczony na t³umaczenia najlepszych polskich prac naukowych z zakresu nauk spo³ecznych i humanistycznych na jêzyki kongresowe, g³ównie jêzyk angielski, oraz ich druk w renomowanych wydawnictwach ¶wiatowych (przyrodoznawcy nie¼le radz± sobie sami).

Generalnie powinna obowi±zywaæ zasada, która przynios³a znakomite rezultaty gdzie indziej (np. w Stanach Zjednoczonych): stwarzaæ dobre warunki do pracy i wymagaæ. Dobre warunki do pracy to nie tylko odpowiedni gabinet, lecz przede wszystkim niezale¿no¶æ finansowa (ju¿ dzi¶ nasze gabinety wygl±daj± lepiej ni¿ gabinety profesorów amerykañskich, a jednak to oni maj± lepsze warunki do pracy; ¿adnemu z nich nie przysz³aby do g³owy chêæ pracy na drugim etacie, nawet gdyby mia³ tak± mo¿liwo¶æ). To nie mury, lecz ludzie tworz± uczelnie. Nadesz³a pora, aby zamiast inwestowaæ w te pierwsze (dokonali¶my tu imponuj±cego skoku), zacz±æ inwestowaæ w tych, którzy ich istnieniu nadaj± sens.

Droga donik±d

Co do studentów, to trzeba zauwa¿yæ, ¿e ich poziom nie mo¿e byæ dzi¶ rewelacyjny. Nigdzie na ¶wiecie 50 proc. populacji m³odzie¿y nie wykazuje predyspozycji do studiowania. Za³o¿yæ zatem mo¿na, ¿e je¶li taki odsetek m³odzie¿y studiuje, odbywa siê to niejako na si³ê (studentów „ci±gnie siê za uszy”, by siê wyraziæ kolokwialnie). Najwy¿szy czas, aby¶my przeszli od ekstensywnego rozwoju szkolnictwa wy¿szego, polegaj±cego na mno¿eniu liczby studentów i szkó³ wy¿szych, do rozwoju intensywnego, stawiaj±c raczej na ich jako¶æ. Wymaga³oby to jednak zmiany sposobu finansowania uczelni, w tej chwili promuje siê ilo¶æ studentów, a nie ich jako¶æ, od ilo¶ci bowiem uzale¿niony jest dop³yw pieniêdzy. Pogoñ za zwiêkszaniem liczby studentów to droga donik±d. Prowadzi do licznych patologii (du¿e grupy, przeci±¿enie prac± dydaktyczn±, obni¿enie wymagañ). Uczelnie publiczne powinny dostawaæ pieni±dze w zale¿no¶ci od jako¶ci kadry (szczególnie tej o najwy¿szych kwalifikacjach), a nie liczebno¶ci studentów.

Warto pamiêtaæ, ¿e najlepsze uczelnie na ¶wiecie s± wzglêdnie ma³e (od kilku do kilkunastu tysiêcy studentów), jak i o tym, ¿e zbieraj± one znacz±ce fundusze na dzia³alno¶æ od swych absolwentów, szczególnie tych bogatych. Byæ mo¿e i u nas zachêcanie ich do fundowania np. stypendiów swojego imienia, budynków lub bibliotek mog³oby przynie¶æ owoce. Podejrzewam, ¿e pierwszy taki przypadek w Polsce utorowa³by drogê innym, narodzi³by siê pewien towarzyski snobizm z korzy¶ci± dla dobra wspólnego.

W tym wszystkim najwa¿niejsze jest jednak u¶wiadomienie sobie, ¿e utrzymywanie szkolnictwa wy¿szego i nauki na odpowiednim poziomie to nie ¿adne luksusy, ale jedyny sposób na to, by wyj¶æ z zacofania i do³±czyæ do krajów rozwiniêtych. Mam dziwne wra¿enie, ¿e prawda ta z ogromnym trudem toruje sobie drogê w¶ród decydentów, ¶wiadomo¶ciowo wci±¿ tkwi±cych w epoce tzw. realnego socjalizmu, w której prosta praca fizyczna liczy³a siê bardziej ni¿ (niebezpieczne) „mêdrkowanie” naukowców. Tymczasem czas ucieka, a wraz z nim reszta ¶wiata. Oby¶my nie obudzili siê zbyt pó¼no.

Przestrzegam te¿ przed dzieleniem nauki na bardziej i mniej u¿yteczn±. To pok³osie my¶lenia typowego dla epoki nowoczesnej, która na naszych oczach przechodzi do przesz³o¶ci. Towarzyszy³o ono narodzinom i rozwojowi przemys³ów zwanych dzi¶ „brudnymi” (górnictwo, w³ókiennictwo, hutnictwo), w których potrzebne by³y umiejêtno¶ci manipulowania rzeczami oraz ¶ci¶le przestrzegany podzia³ pracy. Dzi¶, w epoce ponowoczesnej, w której zaczynaj± dominowaæ „przemys³y czyste”, z informatycznym na czele, licz± siê bardziej umiejêtno¶ci wytwarzania, przekazywania i interpretowania informacji oraz uczenia siê przez ca³e ¿ycie. A tych dostarcza tak¿e, je¶li nie g³ównie, humanistyka. W tej sytuacji próba zepchniêcia jej na boczny tor raczej nasz rozwój zahamuje ni¿ go przyspieszy. Warto o tym pamiêtaæ, gdy siê my¶li i mówi o modernizacji Polski.

Dzi¶ nie mo¿emy na¶ladowaæ wzorów, które gdzie indziej przechodz± ju¿ do lamusa. Powinni¶my raczej wyprzedzaæ swój czas i uprzedzaæ ruchy innych. Byæ mo¿e zatem, zamiast staraæ siê do¶cign±æ innych w sferze produkcji przemys³owej czy innych tradycyjnych sposobach rozwoju gospodarczego, warto postawiæ np. na kulturê i z korzy¶ci± duchow± oraz materialn± dla nas wszystkich stworzyæ z Polski miejsce atrakcyjne dla jej konsumentów z ca³ego ¶wiata. Mrzonka? Tylko dla tych, którzy my¶l± w kategoriach nowoczesnych w epoce, która nowoczesna ju¿ nie jest i u¿ywaj± kategorii „u¿yteczno¶ci” rodem z dziewiêtnastego wieku.

Prof. dr hab. Andrzej Szahaj, pracownik Instytutu Filozofii UMK w Toruniu, cz³onek Komitetu Nauk Filozoficznych PAN oraz Komitetu Nauk o Kulturze PAN.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje