Jest ono szczególnie po¿±dane w ¶rodowisku akademickim. W ubogacaniu wiedzy, m±dro¶ci, wra¿liwo¶ci dociekañ, gotowo¶ci do podejmowania niekonwencjonalnych wyzwañ, ale i w tworzeniu wyj±tkowo pozytywnych relacji miêdzyludzkich, które – jak w ¿adnym innym ¶rodowisku – skutecznie wp³ywaj± na kreowanie optymistycznego wizerunku spo³eczno¶ci lokalnej, spo³eczeñstwa w ogóle. Nie zapominajmy, ¿e to w³a¶nie w spo³eczno¶ci akademickiej wyrastaj± jednostki aktywnie uczestnicz±ce w kreowaniu postêpu i nowoczesnego wizerunku ¶wiata.
By móc swobodniej poruszaæ siê w materii poczucia otwarto¶ci ¿ycia, trzeba zauwa¿yæ, ¿e jest ono cech± m³odo¶ci. Cech± m³odo¶ci, a nie m³odo¶ci± semantycznie zawê¿on± do liczby prze¿ytych lat. Cech±, która jest postrzegana przez pryzmat zachowañ – gotowo¶ci do podejmowania ryzyka, tworzenia wewnêtrznego przekonania, ¿e wszystko jest mo¿liwe, niezdeterminowane, nieokre¶lone przez los i ka¿dy pomys³ – w oczach osób do¶wiadczonych nawet irracjonalny – mo¿e mieæ sens, byæ zrealizowany, a w koñcu nowatorski, wyprzedzaj±cy dotychczasowe dokonania.
Za prof. Leszkiem Ko³akowskim powiemy, ¿e stan m³odo¶ci – zaakcentujmy wyra¼nie stan – jest albo go nie ma (jest nieosi±galny) i nie ma nic trzeciego. Trzeba ponadto przyj±æ, ¿e stan m³odo¶ci kiedy¶ siê zaczyna, w miarê up³ywu czasu ga¶nie b±d¼ nie i kiedy¶ siê koñczy – b±d¼ nie koñczy siê nigdy. Kiedy¶ siê zaczyna, poniewa¿ na pewno nie pojawia siê wraz z powo³aniem do ¿ycia jednostki ludzkiej.
Konstatacja o ga¶niêciu i o koñcu poczucia otwarto¶ci ¿ycia, nader czêsto wspó³cze¶nie zauwa¿alna w spo³eczeñstwie konsumpcyjnym, stanowi jeden z najczarniejszych scenariuszy wieku m³odzieñczego – uczniowskiego, studenckiego – u osób, które nie osi±gnê³y wieku dojrza³ego i nie do¶wiadczy³y stanu m³odo¶ci b±d¼, maj±c do niego pewne predyspozycje, ¶wiadomie siê od niego zdystansowa³y. Ale równie dotkliwe w przypadku tych, którzy przedwcze¶nie pielêgnuj±c postawy negacji, zw±tpienia, nieufno¶ci, niewiary, zniechêcenia, wpadli w koleiny postêpuj±cego procesu odchodzenia od stanu m³odo¶ci – precyzyjniej: rezygnacji z poczucia otwarto¶ci ¿ycia. Fenomenu cz³owieka, wyj±tkowo¶ci osoby.
Mo¿na zaryzykowaæ twierdzenie, ¿e ograniczenie b±d¼ brak poczucia otwarto¶ci ¿ycia stanowi jeden z najpowa¿niejszych niedostatków w postawach osób tworz±cych ¶rodowisko akademickie. Je¶li niedostatki te – maj±c na uwadze zmiany postaw poprzez wype³nianie obowi±zków wobec uczelni, skutki ubogacania wiedzy, oddzia³ywania interpersonalne miêdzy profesorem a studentem mog± siê okazaæ dopuszczalne w ¶rodowisku studenckim, to z ca³± pewno¶ci± nie s± dopuszczalne, a wrêcz szkodliwe w ¶rodowisku naukowo−dydaktycznym. I to w obydwu sferach aktywno¶ci: naukowo−badawczej i dydaktycznej. Naukowo−badawczej poprzez rozmijanie siê z prawdziwie twórczym, opartym na g³êbokiej wiedzy i obiektywizmie dociekañ programem badañ, ale i w dydaktycznej, w której dochodzi do zaniechañ rzetelnego wype³niania obowi±zków nauczyciela akademickiego b±d¼ kszta³cenia dystansuj±cego siê od wspó³czesnych osi±gniêæ w dyscyplinie wiedzy – mówi±c krótko, powielania literaturowych, nie do koñca zrozumianych, a co najmniej niezg³êbionych, ma³o u¿ytecznych tre¶ci.
Nie sposób w tym miejscu odnie¶æ siê do wszystkich oczekiwañ, które nale¿y wi±zaæ ze ¶rodowiskiem akademickim. Je¶li jednak uznaæ, ¿e wymienione wady stanowi± syntezê wszystkiego tego, co w ¶rodowisku akademickim nie powinno mieæ miejsca, to istotnego, ale – zaznaczmy – nie jedynego, antidotum na z³agodzenie tego stanu rzeczy mo¿na szukaæ w odbudowie poczucia otwarto¶ci ¿ycia.
Uwa¿ny, a przy tym zorientowany w podjêtym problemie czytelnik natychmiast zaprotestuje, ¿e ¼ród³a, nawet tak skrótowo wymienionych niedostatków, s± zdecydowanie g³êbsze i niekoniecznie wyp³ywaj± z braków w poczuciu otwarto¶ci ¿ycia osób to ¶rodowisko tworz±cych. Mo¿e nawet wiêcej – skonstatuje, ¿e za otwarto¶æ, za aktywno¶æ naukow± publikowan± w wydawnictwach miêdzynarodowych, uznawane formy kszta³cenia studentów wielu przyp³aci³o konieczno¶ci± odej¶cia.
Prawdziwy obraz polskiego ¶rodowiska naukowego, akademickiego nie jest jednolity. W³a¶ciwszym jest pierwotne stwierdzenie, ¿e w³a¶nie tu, w Polsce funkcjonowa³y i funkcjonuj± znakomite o¶rodki naukowe, w nauce ¶wiatowej licz± siê polskie nazwiska, w murach polskich uczelni i o¶rodków naukowych funkcjonuj± znakomite zespo³y naukowo−badawcze i dydaktyczne, kierowane przez liderów, ludzi o niekwestionowanym poczuciu otwarto¶ci ¿ycia. Ludzi, którzy w poszukiwaniu prawdy w nauce nigdy nie poddali siê improwizowanym zasadom relatywizmu spo³ecznego.
Ale jak zawsze skutecznie daj± o sobie znaæ pozorowane zespo³y, które nigdy nie tworzy³y nawet od³amu szko³y naukowej w dyscyplinie wiedzy, zespo³y pozbawione liderów, osobowo¶ci niewyrastaj±cych z nauki, a z nadania, ³±cznie z pó¼niejszymi i obecnie dobrze maj±cymi siê ich nastêpcami, nie¶wiadomymi w³asnych braków, gdzie nauka materializuje siê w obszernych, czêsto b³êdnych, pozbawionych sensu elaboratach wy³±cznie do awansu.
I z tym musimy siê zgodziæ, ¶wiadomie rezygnuj±c ze smêtnych analiz. Analiz ma³o przydatnych, które w ¿aden sposób nie mog± prze³o¿yæ siê na stan naprawy. Tutaj niezbêdne s± zmiany pokoleniowe. Potrzebny jest czas na obiektywn±, tworzon± przez ¿ycie eliminacjê nieprawid³owo¶ci.
Przes³aniem niniejszego eseju jest próba wskazania poczucia otwarto¶ci ¿ycia, jako czynnika tworz±cego w ¶rodowisku akademickim warto¶æ dodan±. Warto¶æ, która rodzi siê z przedsiêwziêæ wyrastaj±cych ponad standardy, w znakomitych o¶rodkach naukowo−badawczych i dydaktycznych, czasem – paradoksalnie – na granicy ryzyka.
Doskonale znane s± przypadki odkryæ, szczególnie w naukach matematyczno−fizycznych, których prekursorami byli studenci, sta¿y¶ci, m³odzi asystenci wiod±cych o¶rodków naukowych, a nie ich profesorowie. Ale jednocze¶nie wielko¶æ profesorów, manifestuj±ca poczucie otwarto¶ci, polega³a na tym, ¿e potrafili ich us³yszeæ, zaakceptowaæ w niepokorno¶ci i wesprzeæ w³asnym do¶wiadczeniem. Bo czas sprawi³, ¿e niektóre wcze¶niejsze, uznane w ¶rodowisku profesorskim rozstrzygniêcia sta³y siê w tych dyscyplinach kanonem, z którym nikt z do¶wiadczonych osób nie podejmowa³ ju¿ dialogu. Potrzebni byli ludzie m³odzi, niedo¶wiadczeni, którzy mogli go zakwestionowaæ i wskazaæ nowe, odkrywcze rozstrzygniêcia.
W tym sensie stan m³odo¶ci ludzi do¶wiadczonych, wyposa¿onych w du¿y potencja³ wiedzy, trzeba uznaæ za niezmiernie po¿±dany. Poniewa¿ problem w tym, ¿e im d³u¿ej ¿yjemy, tym bezwiedniej wpadamy g³êboko w formowane przez siebie, misternie dr±¿one koleiny do¶wiadczenia, wiedzy, niekiedy wygody, os³abiaj±ce nasz± zdolno¶æ do dzia³ania i inicjatywy. Nazwijmy je koleinami nabytej m±dro¶ci. Paradoks w tym, ¿e m±dro¶æ, do¶wiadczenie, z którym zwykle wi±¿e siê wielop³aszczyznowo¶æ, otwarto¶æ my¶lenia i wnioskowania staje siê jednocze¶nie narzêdziem dr±¿enia kolein os³abiaj±cych poczucie otwarto¶ci ¿ycia, wygaszaj±cych stan m³odo¶ci.
Koleiny m±dro¶ci, jak¿e odmienne od kolein zaniechañ. Bo wielu mo¿e (czasem nie potrafi) ¿a³owaæ, ¿e czasu m³odo¶ci nie wykorzysta³o. Zw³aszcza w ocenie czasu minionego, gdy wszystko by³o mo¿liwe, a ka¿dy zamys³ wyboru profesji, kierunku zainteresowañ by³ niemal pewny do osi±gniêcia. Decyzje bowiem mog³y wyrastaæ z poczucia otwarto¶ci ¿ycia, w którym nie rozwa¿ane s± przeciwno¶ci mimo braku racjonalnego uzasadnienia wyboru opartego na szczególnych, zauwa¿onych uzdolnieniach czy predyspozycjach. Brak jednak dba³o¶ci o w³asny rozwój, brak skupienia na nauce dr±¿y³y niemal unicestwiaj±ce koleiny zaniechañ.
I w tych warunkach pojawia siê nowa okoliczno¶æ, niekiedy inspirowana przez otoczenie, przebudzenia do stanu m³odo¶ci. Okoliczno¶æ popychaj±ca do podjêcia nauki, kszta³cenia, studiów. Zwykle decyzja obarczona licznymi przeciwno¶ciami, rodz±ca siê w niepewno¶ci, ¿e ju¿ jest za pó¼no. I w tym miejscu wróæmy do ³agodnego spojrzenia na ¶rodowisko studenckie, w którym uznali¶my za dopuszczalne, niedeterministyczne, mo¿liwe do odrobienia zaniechania wieku m³odo¶ci i przywrócenie mu rangi stanu m³odo¶ci w kontakcie z uczelni±.
Problem szczególnie donios³y w Polsce, gdzie powszechnie uwa¿a siê, ¿e niespotykany, nag³y wzrost liczby studiuj±cych (co drugi absolwent szko³y licealnej podejmuje studia) – za spraw± szerokiej oferty edukacyjnej, ³atwo¶ci w podejmowaniu studiów, konkurencji uczelni w pozyskiwaniu kandydatów na studia – sta³ siê przyczyn± obni¿enia poziomu kszta³cenia. W ogromnej bowiem populacji ludzi m³odych, obok wybitnie uzdolnionych, którzy potrafili wykorzystaæ czas poprzedzaj±cych etapów edukacji, pojawi³a siê pewna liczba studentów ambitnych, zdeterminowanych, pe³nych woli podjêcia razem z rozpoczêciem studiów, na nowo, wcze¶niej zaniechanego wysi³ku intelektualnego. Studentów, którzy swoimi postanowieniami i zachowaniami dowodz±, ¿e mog± wej¶æ na ¶cie¿kê otwarto¶ci ¿ycia.
Jak nigdy dot±d, tak wielu z nich (szczególnie podejmuj±cych studia w trybie niestacjonarnym) z potrzeby uzupe³nienia wiedzy, osi±gniêcia niezbêdnego statusu wykszta³cenia oczekiwanego w miejscu zatrudnienia, nie przysparza³o nam, prowadz±cym zajêcia dydaktyczne, tak wiele satysfakcji – ze sta³ej gotowo¶ci do dialogu, woli dyskusji, pod±¿ania za przekazywanymi tre¶ciami, uczestniczenia w rozstrzyganiu stawianych problemów, podejmowania trudu opracowañ, badañ, analiz.
Reakcje audytorium niezmiernie mobilizuj±ce, wyzwalaj±ce potrzebê uruchomienia przez prowadz±cych zajêcia i to na wszystkich szczeblach – od asystenta, lektora do profesora – postaw otwarto¶ci ¿ycia. Uczelnie nie maj± wyboru, musz± zabiegaæ o tworzenie zespo³ów akademickich wyposa¿onych w atrybuty stanu m³odo¶ci. Bo mo¿na, nawet publicznie, pozytywnie opiniowaæ postawy studentów zaanga¿owanych w naukê jako godne na¶ladowania, ale z tego nic szczególnego nie musi wynikaæ. Z samych stwierdzeñ nie wyniknie kszta³cenie inspiruj±ce, wybiegaj±ce poza ramy programu studiów, tworz±ce warto¶æ dodan±, która mo¿e byæ inicjowana jedynie przez prowadz±cych zajêcia. Zw³aszcza w sytuacji gwa³townego wzrostu liczby studiuj±cych, z ogromnym rozproszeniem poziomu wiedzy audytorium, czasem utrudniaj±cej prowadzenie zajêæ na poziomie uczelni wy¿szej.
Uwaga nasza pod±¿a za wszystkimi studentami, których stan zaniedbañ w poprzednich szczeblach edukacyjnych w ich samoocenie rodzi (b±d¼ nie) pytanie o mo¿liwo¶ci podo³ania wymaganiom uczelni wy¿szej. Je¶li ma miejsce wola rzetelnego studiowania (któr± przecie¿ postrzegamy w salach wyk³adowych), to wskazuje ona na symptomy budz±cego siê poczucia otwarto¶ci ¿ycia i, by budzenie to by³o skuteczne, trzeba siêgn±æ do pocz±tkowego stadium stanu m³odo¶ci. Stadium, w którym uwagê studentów nale¿y skupiæ na dniu dzisiejszym w rzetelnym wykonywaniu zobowi±zañ, poleceñ, zg³êbianiu wiedzy.
W tym rozumieniu ka¿dy dzieñ roku akademickiego jest dniem dzisiejszym. Odgrodzonym szczelnie od przesz³o¶ci i przysz³o¶ci. Bez zaprz±tania umys³u tym, co by³o wczoraj b±d¼ bêdzie jutro, bo na to studenci nie maj± wp³ywu. Ale maj± wp³yw na to, jak zrealizuj± swoje zobowi±zania dzi¶. Indywidualnie, ró¿nym dzi¶, tak ró¿nym, jak ró¿ny jest stan zaniedbañ czasu przesz³ego, jak ró¿ne s± misternie wydr±¿one kolein zaniechañ. Tak realizuje siê idealistyczna formu³a poczucia otwarto¶ci ¿ycia, stanu m³odo¶ci, zaznaczmy – niezmiernie po¿±dana w ¶rodowisku akademickim.
Formu³a sprawdzona, ¼ród³owo umocowana w poczuciu otwarto¶ci ¿ycia, która przynios³a sukces wielu autorytetom wspó³czesnego ¶wiata. Osobom, którym przypisywano, ¿e s± wyposa¿one w nadzwyczajne uzdolnienia – ale one stanowczo zaprzecza³y (bo na to staæ ludzi wielkiego formatu), twierdz±c, ¿e sukces rodzi³ siê w rzetelnym, systematycznym wykonywaniu podjêtych wyzwañ, obowi±zków, bez absorbowania uwagi przesz³o¶ci± i przysz³o¶ci±. Uogólniaj±c dodajmy, ¿e tak jest, w dzia³aniu aktywnym, w ka¿dej dyscyplinie nauki i sztuki. Dzia³aniu, którego uwieñczeniem jest zachwyt twórczy, zachwyt edukacyjny, zachwyt studencki osi±ganym stanem wiedzy – niepojêty, niezrozumia³y, niemal wyimaginowany wszêdzie tam, gdzie stan poczucia otwarto¶ci ¿ycia jest nieosi±galny.