Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Na ogó³ osi±gamy nieco inny efekt ni¿ to, co zaplanujemy. Dobra strategia od razu to uwzglêdnia i nie przes±dza szczegó³owych rozwi±zañ.

Potencja³ implementacyjny

Rozmowa z dr. hab. Ireneuszem Bia³eckim, prof. UW, dyrektorem Centrum Badañ Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wy¿szego Uniwersytetu Warszawskiego

Jest Pan dyrektorem placówki, która od wielu lat analizuje ró¿ne aspekty funkcjonowania polskich uczelni i instytutów naukowych. Jej historia, odmienna w ró¿nych okresach, to ju¿ niemal pó³ wieku. Dzisiaj, w momencie projektowania kolejnych zmian, tego typu analizy s± chyba przydatne?

– Centrum w obecnym kszta³cie powsta³o w roku 1992, na pocz±tku obecnych przemian ustrojowych, i jest czê¶ci± Wydzia³u Stosowanych Nauk Spo³ecznych i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego. Wcze¶niej, w latach 1960−92, istnia³ Miêdzyuczelniany Zak³ad Badañ nad Szkolnictwem Wy¿szym, a nastêpnie Instytut Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wy¿szego. Kierowali nimi tak znani profesorowie, jak Jan Szczepañski, Zofia Kietliñska i Jan Kluczyñski. By³y to resortowe instytuty badawcze ulokowane przy ministerstwie. W szczytowym okresie zatrudnia³y 130 osób.

To bardzo du¿o. Dzi¶ chyba mniej osób licz± ministerialne departamenty zajmuj±ce siê ca³ym szkolnictwem wy¿szym. Teraz w Centrum pracuje, zdaje siê, kilkana¶cie osób?

– Mamy w sumie 13 pracowników: 11 merytorycznych i 2 osoby w sekretariacie. Od koñca ubieg³ego roku, w ramach polityki ujednolicania uniwersyteckich struktur, stajemy siê – w randze zak³adu – integraln± czê¶ci± Instytutu Stosowanych Nauk Spo³ecznych, z normalnymi obci±¿eniami dydaktycznymi. Jako ciekawostkê powiem, ¿e w¶ród osób, które pracowa³y swego czasu w Instytucie, s± tak znane postacie, jak: Jaros³aw Kaczyñski, Izabela Jaruga−Nowacka, by³a wicepremier, Irena O¿óg, by³a wiceminister finansów, dr Bohdan Wy¿nikiewicz, wiceszef ¶wiêtuj±cego akurat swoje 20−lecie Instytutu Badañ nad Gospodark± Rynkow±, obok Ernst & Young odpowiedzialnego za zamówion± przez ministerstwo strategiê rozwoju szkolnictwa wy¿szego. Teraz naszym dziekanem jest prof. Marcin Król.

A kiedy Pan zacz±³ pracê w Centrum?

– Trafi³em do Centrum w roku 1992, namówiony do tego przez ówczesnego dziekana prof. Jacka Kurczewskiego. Wcze¶niej pracowa³em w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, gdzie w roku 1982 ukaza³a siê moja praca habilitacyjna, wydana przez Ossolineum. Pamiêtam, ¿e w owym czasie wielu socjologów wycofywa³o swoje prace z wydawnictw, by co¶ dopisaæ, co¶ zmieniæ – rzeczywisto¶æ zmienia³a siê tak szybko, ¿e wszelkie jej interpretacje wymaga³y przewarto¶ciowania i aktualizacji. Ja nie musia³em tego robiæ, bo moja praca dotyczy³a nierówno¶ci edukacyjnych i selekcji szkolnej. Prawdopodobnie to – przekonanie, ¿e wykszta³cenie jest najwa¿niejsz± zmienn± socjologiczn±, która, je¿eli nie wyja¶nia, to przynajmniej koreluje z wszystkimi spo³ecznymi charakterystykami jednostki – zadecydowa³o o mojej decyzji przej¶cia do Centrum. Obecnie Centrum ma mocny merytorycznie zespó³. Jego pracownikami s± na przyk³ad prof. UW Ma³gorzata D±browa−Szefler, prof. UW Maria Wójcicka, dr hab. Julita Jab³ecka−Prys³opska, dr Jan Koz³owski.

S± Pañstwo w ostatnich latach autorami szeregu wa¿nych opracowañ dotycz±cych polskiego szkolnictwa wy¿szego.

– Ró¿nych badañ, opracowañ, monografii, w jakie byli¶my zaanga¿owani, by³o bardzo wiele. Najbardziej znane s± chyba badania nad alfabetyzmem funkcjonalnym, rozpoczête w 1996 roku. By³a to polska czê¶æ du¿ego przedsiêwziêcia prowadzonego przez OECD. Badali¶my wówczas stopieñ rozumienia przez doros³ych Polaków ró¿nych, typowych dla ¿ycia codziennego tekstów i dokumentów, a tak¿e podstawowych umiejêtno¶ci matematycznych. Polska na tle innych krajów OECD wypad³a w tym te¶cie s³abo. Mniej wiêcej w tym samym czasie przygotowywali¶my raport bazowy dla pierwszego przegl±du polskiego systemu edukacji przez OECD i prowadzili¶my badania TEMPUS−a na temat jako¶ci. To by³y pionierskie wówczas w Polsce prace. Jako jedni z pierwszych wprowadzali¶my na polski grunt takie pojêcia, jak: quality assessment, quality assurance, evaluation, audyt i ca³y obszar kontroli jako¶ci kszta³cenia. Przez nas wp³ywa³a do Polski nowa, nieznana podówczas wiedza – „know−how edukacyjne” wysokiej próby – tworzona w OECD, Banku ¦wiatowym, potem tak¿e w Unii Europejskiej. W roku 2006 pisali¶my dla OECD kolejny raport bazowy, tym razem do przegl±du polskiego szkolnictwa wy¿szego dokonanego przez miêdzynarodowych ekspertów. Spo¶ród licznych dzia³añ Centrum chcia³bym wymieniæ tak¿e to, ¿e wydajemy pó³rocznik „Nauka i Szkolnictwo Wy¿sze”. Jest to jedno z nielicznych polskich czasopism naukowych zajmuj±cych siê kwestiami polityki naukowej. Pismo jest recenzowane i ma ministerialn± kategoriê A.

Jest Pan z zawodu socjologiem. Czy to daje jakie¶ inne spojrzenie i jest przydatne w analizach szkolnictwa wy¿szego?

– Zdecydowanie tak. Uwa¿am, ¿e socjolog powinien tak¿e siebie i to, co robi, interpretowaæ na sposób socjologiczny – jako wytwór spo³ecznych warunków, produkt i zarazem wk³ad do debaty, która w³a¶nie siê toczy. Edukacja to potê¿ny system selekcji i kszta³towania ludzi. Zdobyte wykszta³cenie, jest najbardziej wyró¿niaj±c± zmienn± przy wyja¶nianiu tak, zdawa³oby siê, odleg³ych kwestii, jak: opinie, pogl±dy polityczne, presti¿, zarobki, a nawet dobór ma³¿onków. Moje zawodowe zainteresowania to tak¿e badanie nierówno¶ci w dostêpie do edukacji czy sprawdzanie wiedzy i umiejêtno¶ci uczniów w ramach du¿ych badañ umiejêtno¶ci PISA prowadzonych pod auspicjami OECD. Nasze Centrum, wspólnie z kierowanym przez prof. Paw³a Sztabiñskiego O¶rodkiem Realizacji Badañ Spo³ecznych IFiS PAN, prowadzi³o dwie pierwsze edycje tego badania w Polsce w roku 2000 i 2003.

Toczy siê obecnie szeroka dyskusja na temat kierunków zmian w polskim szkolnictwie wy¿szym. Mamy dwie strategie dzia³añ koniecznych na najbli¿sze dziesiêciolecie, a tak¿e propozycje zawarte w nowelizacji ustawy o szkolnictwie wy¿szym. Teraz trzeba wybraæ i usystematyzowaæ te elementy, które dadz± efektywne i spójne rozwi±zania.

– Mnogo¶æ propozycji to sytuacja dobra, poniewa¿ o¿ywia debatê, zmusza do konfrontacji przedstawionych pomys³ów, do rewidowania w³asnego stanowiska. Tak¿e do konfrontowania ró¿nych celów strategicznych i do uzupe³niania przedstawionych projektów. Ponadto ³atwiej chyba wtedy o konsensus wokó³ kontrowersyjnych rozwi±zañ. Jako socjolog jestem jednak zdania, ¿e to, do czego dojdziemy na koñcu, po wdro¿eniu jakiejkolwiek strategii, bêdzie siê ró¿ni³o od zapisów w niej zawartych. Bêdzie to wypadkowa planów ministerstwa, interesów poszczególnych aktorów, dzia³añ ró¿nych ludzi i grup. Jest w socjologii pojecie side−effects, co mo¿na prze³o¿yæ jako „efekty uboczne zamierzonych dzia³añ” – zwykle tak bywa, ¿e w trakcie realizacji planów natrafiamy na nieprzewidywalne sytuacje, wydarzenia maj± swoj± w³asn± autonomiê, co prowadzi do trochê innego rezultatu koñcowego ni¿ oczekiwany i zak³adany na wej¶ciu. St±d wniosek: wprowadzanie strategii powinno byæ elastyczne i przygotowane na korekty, nawet powa¿ne.

Przyk³adami z nieodleg³ej przesz³o¶ci akademickiej mog± byæ wieloetatowo¶æ czy ¿ywio³owy rozwój szkolnictwa prywatnego – takich efektów nie przewidywano tworz±c nasz nowy system i w zwi±zku z tym nie wbudowano w niego odpowiednich zabezpieczeñ.

Czyli dzi¶ nie wiemy, co nam wyjdzie po zmianach?

– Na ogó³ osi±gamy nieco inny efekt ni¿ to, co zaplanujemy. Dobra strategia od razu to uwzglêdnia i nie przes±dza szczegó³owych rozwi±zañ. Wydaje mi siê, ¿e pod tym wzglêdem strategia ¶rodowiskowa jest trochê „przeprojektowana”, przeregulowana…

Przeregulowana? W jakim sensie?

– Proponuje na przyk³ad ³±czenie siê uczelni i sugeruje w tym wzglêdzie pewien wzór postêpowania. Rzeczywi¶cie, na ¶wiecie uczelnie ³±cz± siê w wiêksze ca³o¶ci, jest taka tendencja, a mo¿e nawet moda. £±czenie siê powinno byæ jednak raczej inicjatyw± oddoln±, autonomiczn±. W sytuacji, kiedy mo¿liwe jest tworzenie konsorcjów dla czasowych, wspólnych przedsiêwziêæ oraz wiele innych form wspó³pracy, niedobrze by³oby, gdyby ³±czenie siê uczelni by³o przede wszystkim nastêpstwem zachêt finansowych ze strony ministerstwa. To powinno byæ pozostawione samym uczelniom.

Mimo tej s³abo¶ci, je¶li mia³bym wybieraæ, do realizacji wybra³bym jednak strategiê ¶rodowiskow±, poniewa¿, moim zdaniem, ma wiêkszy potencja³ implementacyjny, jest lepiej przygotowana do debaty, organizowania wokó³ konsensusu i poparcia. Wymienione w niej cele strategiczne, które maj± organizowaæ debatê, w moim przekonaniu ujête s± lepiej i lepiej rozpisane na cele operacyjne. W strategii Ernst & Young sposób grupowania problemów jest gorszy. Wymienione tam jako strategiczne cele: ró¿norodno¶æ, otwarto¶æ, mobilno¶æ, konkurencja, efektywno¶æ, przejrzysto¶æ – s± przeniesieniem rozwi±zañ z projektów mened¿erskich. Na przyk³ad otwarto¶æ jest dobra o tyle, o ile prowadzi do polepszenia jako¶ci, sama jest jednak tylko instrumentem. Podobnie z przejrzysto¶ci± – ma u³atwiæ rozliczanie siê uczelni przed rad± powiernicz±, ministerstwem, opini± publiczn±. To jest ¶rodek, nie cel.

Ale jako cel g³ówny wymieniona jest tam przecie¿ poprawa jako¶ci. Poza tym to warstwa nominalna, formalna strona konstrukcji dokumentu. Nie wa¿niejsze s± konkretne propozycje i rozwi±zania?

– Ale ona porz±dkuje nasz± dyskusjê. Idea³em by³aby dobra debata, skupiaj±ca g³osy g³ównych aktorów i interesariuszy wokó³ dobrze zdefiniowanych celów i kontrowersyjnych rozwi±zañ, np. wspó³p³atno¶ci i kredytów na studia. Taka debata podnosi potencja³ implementacyjny strategii. Nie mo¿na tworzyæ te¿ fetyszu, na przyk³ad z mobilno¶ci nauczycieli i studentów, nadaj±c mu rangê celu strategicznego w szkolnictwie wy¿szym. Mam kole¿ankê pracuj±c± w Kolonii, gdzie, jak mi opowiada, przyjecha³o studiowaæ wielu Hiszpanów, którzy nie znaj± niemieckiego, s± s³abo przygotowani i zmotywowani, trudno ich do czegokolwiek zmusiæ czy czego¶ od nich wymagaæ i dla tej uczelni stanowi± bardziej obci±¿enie ni¿ zysk. W strategii Ernst & Young jest jednak tak¿e kilka dobrych pomys³ów – np. koled¿e typu liberal arts czy semestr wakacyjny – jednak cele strategiczne niekoniecznie prowadz± w stronê jako¶ci. Bo ani otwarto¶æ, ani nawet przejrzysto¶æ nie chroni± nas przed s³abymi szko³ami rozdaj±cymi dyplomy za pieni±dze.

A je¶li chodzi na przyk³ad o mobilno¶æ pracowników naukowych wewn±trz systemu?

– Mobilno¶æ pracowników naukowych jest dobra, ale u nas w sytuacji, kiedy do awansu naukowego i tytu³u profesorskiego potrzebne jest promowanie doktorów, zakaz ich zatrudniania w uczelni przez dwa lata przerywa relacjê mistrz – uczeñ. Dzi¶, kiedy wiele projektów jest realizowanych w zespo³ach miêdzynarodowych, kiedy funkcjonuje miêdzynarodowy obieg czasopism i Internet, wymiana my¶li i do¶wiadczeñ ma zupe³nie inny charakter i nie musi byæ wymuszana formalnymi nakazami zmiany uczelni. To ma sens, o ile prowadzi do podwy¿szania jako¶ci: grantów, badañ, dydaktyki. Je¶li nie – jest zabiegiem sztucznym, szukaniem zmian na si³ê.

Relacja mistrz – uczeñ to, w sensie pewnego porz±dku logicznego, tradycji, dawnego modelu uniwersytetu, warto¶æ. Ale czy nie jest tak, ¿e ¶wiat dzi¶ zmienia regu³y, idzie, a nawet pêdzi do przodu? Powinni¶my szukaæ najzdolniejszych, daj±c im komfort pracy, ale równocze¶nie stawiaj±c wymagania. Powinni¶my tak¿e w naszym systemie wprowadziæ mechanizmy konkurencji, czyli w tym przypadku w³a¶nie obowi±zek co najmniej dwuletniego wyjazdu na post-doc, a pó¼niej stawania w szranki konkursu. To jest system bardziej wymagaj±cy, trudniejszy, ale chyba i du¿o lepszy jako model selekcji m³odej kadry.

– Oba rozwi±zania maj± wady i zalety, ale trzeba polegaæ na tym, co tworzy jako¶æ, podnosi warto¶æ badañ i dydaktyki. Na pewno ten model konkurencyjno¶ci mocniej opiera siê na indywidualizmie i indywidualno¶ciach. Równocze¶nie domaga siê przejrzystych regu³ gry, prowadzi zatem do oceny zewnêtrznej i parametryzacji, która bardzo czêsto deformuje siê w rodzaj gry pod wska¼niki, pod klasyfikacje, pod oczekiwania. Kiedy¶ pewien Holender mówi³ mi, ¿e nie napisze ju¿ nic po holendersku, bo dostaje punkty tylko za publikacje po angielsku. Co by¶my powiedzieli, gdyby nasz profesor nie chcia³ pisaæ po polsku? Nie dajmy siê zwariowaæ. Kilkakrotnie by³em w europejskich komisjach konkursowych, oceniaj±cych ró¿ne projekty z dziedziny nauk spo³ecznych. W sk³adanych projektach panuje okropny ¿argon, wrêcz europejska nowomowa i nastawienie na spe³nianie formalnych wymogów. Jak w tytule konkursu jest innowacyjno¶æ, kapita³ ludzki czy kapita³ intelektualny, to we wniosku s± one odmieniane przez wszystkie przypadki i tyle razy, ¿e robi siê od tego niedobrze. Tam ju¿ zaczyna brakowaæ autentycznego zaciekawienia badawczego. Za to wa¿ne staje siê poszukiwanie partnerów zagranicznych, wstawianie profesorów z dorobkiem, bo za to s± punkty.

Ale granty i konkursy to wszêdzie podstawowa metoda podzia³u ¶rodków.

– Tak, ale w nauce trzeba polegaæ na oryginalno¶ci i kreatywno¶ci. Trzeba tworzyæ warunki i czasem – ale wcale nie zawsze – zdarza siê tak, ¿e zbiera siê nadzwyczajne owoce. Konkurencja jest warto¶ci±, ale nie sadzê, by Einstein dzi¶ wymy¶li³ co¶ lepszego ni¿ wymy¶li³, dziêki konkurencji, konkursom i bod¼com finansowym. A byæ mo¿e nie wygra³by konkursu b±d¼ nie dosta³ grantu. Podobnie – schodz±c na ni¿szy szczebel – powa¿ni naukowcy pisz±, my¶l±, zabieraj± g³os w debatach, poniewa¿ prowadzi ich ciekawo¶æ, maj± wewnêtrzne motywacje, czy nawet dlatego, ¿e chc± b³ysn±æ przed kolegami… W Stanach czy w innych krajach jest ci±g³y wy¶cig, my¶lenie o dorobku, karierze, ale nie jestem przekonany, ¿e to generuje naprawdê lepsze prace. Bêd±c tam po raz pierwszy zwróci³em uwagê, jak wielu naukowców wybiera³o problematykê, zadania i miejsca publikacji pod k±tem tego, jak to bêdzie wygl±daæ w CV. Zwiêksza to przejrzysto¶æ, ale i deformuje. Czasem prowadzi to w naukach spo³ecznych do tego, ¿e wszyscy zajmuj± siê innowacyjno¶ci±, gender studies czy kapita³em kulturowym, a spo³eczeñstwo od tego nie staje siê ani bardziej równe, ani innowacyjne. Konkurencyjno¶æ, finansowanie zadaniowe niewiele tu pomog±. Konkurencyjno¶æ jest dobra, ale musi mieæ pewne ograniczenia, ¿eby nie ulec wynaturzeniom. Musi byæ poddana dobremu etosowi i wewnêtrznym kryteriom oceny jako¶ci.

Je¶li mówimy o motywacjach najwybitniejszych, to byæ mo¿e takie mechanizmy obowi±zuj±, ale je¶li idzie o generaln± zasadê, to konkurencja mobilizuje. Chyba lepiej finansowaæ dobrych, zw³aszcza, ¿e to 20 proc. najlepszych produkuje 80 proc. licz±cych siê wyników naukowych, ni¿ finansowaæ po równo wszystkich?

– Przy osi±ganiu dobrych wyników wa¿na jest przede wszystkim rekrutacja i stworzenie dobrych warunków. Trzeba przyci±gn±æ i wyselekcjonowaæ grupê osób wybitnych – liczy siê ciekawo¶æ, motywacja, umiejêtno¶æ d±¿enia do celu. Naukowcy w Princeton, Yale czy Harvardzie s± dobrzy nie dlatego, ¿e otrzymuj± du¿o pieniêdzy – choæ to oczywi¶cie te¿ pomaga – ale dlatego, ¿e te uniwersytety przyjmuj± elitê naukow±, czyli ludzi o du¿ym potencjale intelektualnym i bardzo silnie zmotywowanych. I nie ma znaczenia nawet to, czy uczelnia rz±dzi siê starymi, korporacyjnymi prawami, jak chocia¿by Cambridge, czy jest zarz±dzana w sposób przedsiêbiorczy, jak te w³a¶nie uniwersytety.

W Uniwersytecie Warszawskim jako¶æ powsta³a nie z powodu finansowania zadaniowego, konkurencji czy innych procedur – proszê pozwoliæ, ¿e wymieniê akurat dwa przypadki: osi±gaj±cego liczne ¶wiatowe sukcesy ze swoimi studenckimi zespo³ami informatyka prof. Jana Madeya czy twórcê Miêdzywydzia³owych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Akademii „Artes Liberales” prof. Jerzego Axera. Dziêki swoim wcze¶niejszym osi±gniêciom i swojej renomie grupuj± oni wokó³ siebie wybitne jednostki, laureatów olimpiad i konkursów.

W naszym ¶wiecie podlegamy nieustannym porównaniom: w staraniach o miêdzynarodowe granty, w indeksach cytowañ, w rankingach. Trochê jak narodowe ekipy sportowe na igrzyskach olimpijskich. Je¶li s± wyniki i medale – jest poczucie sukcesu i nagrody, gdy ich nie ma – to znaczy, ¿e szefowie ekip, trenerzy, sportowcy siê nie sprawdzili i co¶ trzeba zmieniæ.

– W obu strategiach, ale tak¿e w za³o¿eniach zmian przygotowanych w ministerstwie, jest, moim zdaniem, przesadna wiara, ¿e znacznie podwy¿szy siê jako¶æ, je¶li przesuniemy czê¶æ ¶rodków na finansowanie zadaniowe czy konkursy i granty. Uwa¿am, ¿e najwarto¶ciowsza czê¶æ dzia³alno¶ci naukowej i dydaktycznej powstaje nie tylko dziêki wy¶cigowi i dobremu finansowaniu. Zmiana polegaj±ca na zwiêkszeniu konkurencyjno¶ci nie wygeneruje dzia³añ wybitnych, bo one rodz± siê z innych motywacji. Dobra praca powstaje dlatego, ¿e pracuje nad ni± kto¶ bardzo zdolny, bardzo zmotywowany i dobrze przygotowany.

Czasem wydaje mi siê, ¿e powinny byæ dwie strategie. Jedna dla owych, powiedzmy, 20 procent najlepszych szkó³. Tam wa¿na jest przede wszystkim rekrutacja, przyci±gniêcie najlepszych. I stworzenie im jak najlepszych warunków, nie bod¼ców i zachêt. Te warunki, tak¿e bytowe, to tworzenie sytuacji sprzyjaj±cych temu, by naukowiec szed³ spaæ i budzi³ siê z problemami, nad którymi pracuje, by móg³ tak¿e porozmawiaæ o nich z odpowiednio przygotowanymi partnerami. Reszta to m±dre dogadanie siê m±drych ludzi i wtedy jako¶æ stanie siê sama. Oczywi¶cie zawsze mo¿e siê zdarzyæ, ¿e uk³ad interesów bêdzie blokowa³ zmiany korzystne i po¿±dane. Wówczas jest miejsce dla dzia³añ wyposa¿onych w odpowiednie kompetencje: rektora lub rady powierniczej.

I druga strategia dla pozosta³ych 80 procent szkó³, poniewa¿ badania i nauczanie sta³y siê przedsiêwziêciem masowym. Tu trzeba by przyj±æ za³o¿enie, ¿e naukowcy pisz±, by mieæ publikacje, zak³adaj± czasopisma, by mieæ gdzie publikowaæ, startuj± w konkursach, by zarobiæ, staraj± siê wygrywaæ przetargi przez wstawianie partnerów z punktowanym dorobkiem. Za¶ studenci poszukuj± przede wszystkim ³atwych zaliczeñ i zabawnych wyk³adowców… Ale tak oczywi¶cie nie mo¿na. Rzecz jasna, obie strategie odwo³uj± siê do cech, które w jakich¶ proporcjach wystêpuj± u wiêkszo¶ci naukowców, jednak wa¿ne jest, jak± przyjmie siê dominantê.

A w horyzoncie bli¿szym – co robiæ dalej, jak doj¶æ do jednej wspólnej strategii?

– Istotne wydaje mi siê tworzenie potencja³u implementacyjnego. Wybranie minimalnej liczby kluczowych i najbardziej kontrowersyjnych rozwi±zañ, choæby metod± ankiety ¶rodowiskowej i dyskusji eksperckich. Pewnie znajd± siê w ich liczbie op³aty za studia czy rady powiernicze. I dalsza praca nad tymi rozwi±zaniami. W gronie ekspertów i reprezentantów zainteresowanych ¶rodowisk. S± na to standardowe metody. Chodzi o to, by doj¶æ do rozwi±zañ uwzglêdniaj±cych sploty rozmaitych interesów, osi±gn±æ mo¿liwie du¿e poparcie zainteresowanych ¶rodowisk i nadaæ im postaæ gotow± do wdra¿ania. Nie mo¿na przy tym traciæ z oczu trzech spraw g³ównych: jako¶ci badañ, jako¶ci nauczania i lepszego powi±zania uczelni z otoczeniem.

Rozmawia³ Andrzej ¦wiæ
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje