Przedstawiany ni¿ej tekst powsta³ z inicjatywy i na pro¶bê redakcji „FA”, co pozwalam sobie zaznaczyæ na pocz±tku, ¿eby odpowiedzieæ na pytanie, które czêsto pada po moich (kontrowersyjnych) wypowiedziach na ró¿ne tematy zwi±zane ze sfer± nauki i szkolnictwa wy¿szego. Pytanie to (w ³agodniejszej formie) brzmi: „a kto ciê prosi³, ¿eby¶ siê znowu m±drzy³?”. No wiêc odpowiadam na to pytanie, dodaj±c informacjê, ¿e uleg³em dopiero drugiej pro¶bie, bo gdy zosta³em zaproszony po raz pierwszy, to akurat mia³em ogromne spiêtrzenie pilnych prac (siedem recenzji habilitacji i wniosków profesorskich w kolejce) i musia³em przeprosiæ, ¿e mo¿e nie tym razem…
Teraz jednak mam chwilê i spróbujê podzieliæ siê z czytelnikami „FA” gar¶ci± przemy¶leñ na temat koncepcji reform nauki i szkolnictwa wy¿szego, które s± przedmiotem debat i dyskusji od ponad dwóch lat.
Ostatnio, jak wiadomo, mamy dwa projekty strategii i znowu trwa dyskusja, czy przyj±æ takie lub inne rozwi±zanie i czy ten zapis powinien mieæ taki kszta³t, czy mo¿e inny? Czy lepszy jest projekt A, czy projekt B? Chcia³bym siê myliæ, ale wydaje mi siê, ¿e po tych wszystkich dyskusjach pojawi siê nowy projekt, który bynajmniej nie bêdzie godzi³ najlepszych elementów projektów A i B (co zreszt± jest niemo¿liwe, bo projekty te w wielu szczegó³ach s± po prostu sprzeczne), tylko bêdzie nowym autorskim projektem C, który trzeba bêdzie szybko wprowadziæ na ¶cie¿kê legislacyjn±, no bo przecie¿ tyle czasu stracono! Projekt ten po przej¶ciu przez „m³yn” ustaleñ miêdzyresortowych, komisji sejmowych i senackich, poprawek zg³aszanych w ostatniej chwili przez pos³ów i przeg³osowywanych bez analizy ich wp³ywu na logiczn± spójno¶æ ca³o¶ci stanowionego prawa stanie siê niepodobnym do A, B i C prawem w formie ustawy D.
Poniewa¿ w taki w³a¶nie sposób widzê przysz³o¶æ procesu legislacji obszaru nauki i szkolnictwa wy¿szego, wyrzeknê siê ³atwej satysfakcji, jak± móg³bym czerpaæ z wytykania wad projektów A i B, bêd±cych aktualnie „na wokandzie”, a tak¿e zrezygnujê z okazji do zdobywania sympatii tego lub innego gremium, stoj±cego za ka¿dym projektem, poprzez wychwalenie ich zalet (które tak¿e dostrzegam). Obserwujê jednak, ¿e chêtnych do dyskusji „w tym temacie” jest pod dostatkiem, a ponadto niemal wszystko, co mo¿na by³o na ten temat powiedzieæ – ju¿ powiedziano. Ja w zwi±zku z tym chcia³bym siê odnie¶æ do motywacji tych wszystkich zmian i reform, poniewa¿ wydaje mi siê ona w pewnych przypadkach (oglêdnie mówi±c) dyskusyjna.
Twierdzê, ¿e przynajmniej czê¶æ reform (lub ich planów) wynika z tego, ¿e niektórym, jak powietrze, potrzebna jest s³awa reformatorska. Pragnienie reform podsycaj± tak¿e media. Gdy zosta³em po raz pierwszy wybrany na stanowisko rektora AGH, ka¿dy dziennikarz, który przeprowadza³ ze mn± wywiad, pyta³, co zamierzam zmieniæ. Gdy mówi³em, ¿e przynajmniej na pocz±tku chcia³bym jak najmniej zmieniaæ, bo uczelnia, któr± obj±³em, ogólnie dobrze funkcjonuje, a na studiach medycznych nauczono mnie maksymy primum non nocere – to patrzano na mnie trochê drwi±co. Jak mo¿na mieæ w³adzê i nie chcieæ wszystkiego tak zmieniæ, ¿eby mo¿na by³o dzieliæ dzieje (uczelni, resortu, pañstwa, ludzko¶ci) na dwie nierówne epoki – przed nadej¶ciem reformatora i po jego wkroczeniu?!
Zmiany, oczywi¶cie, s± konieczne, bo ¶wiat siê zmienia, potrzeby siê zmieniaj±, gromadzone s± do¶wiadczenia, które ¶wiadcz± o potrzebie zmian. Nie jestem wiêc przeciwnikiem zmian, zreszt± da³em temu praktyczny wyraz, urzêduj±c przez trzy kadencje jako rektor mojej uczelni, bo to ja by³em tym, który na „akademii wêgla i stali”, jak nazywano AGH, promowa³ i rozwija³ informatykê, automatykê i telekomunikacjê, tak ¿e s± one dzi¶ znakiem firmowym AGH, a tak¿e uruchomi³ wydzia³ humanistyczny i pierwsz± w Polsce Miêdzywydzia³ow± Szko³ê In¿ynierii Biomedycznej. Zrobi³em to wszystko, bo tak by³o trzeba, bo wymaga³o tego zmieniaj±ce siê otoczenie, ale zdecydowanie nie dlatego, ¿e od pocz±tku zamierza³em zmieniaæ i reformowaæ.
D±¿enie do reform dla reform podpowiada z³e rozwi±zania. Z takich (miêdzy innymi) motywacji zreformowano szkolnictwo ¶rednie, bardzo mocno ograniczaj±c nauczania przedmiotów ¶cis³ych, z wielk± szkod± dla ca³ych pokoleñ niedouków, dla których elementarne prawa fizyki czy chocia¿by tylko racjonalny zwi±zek przyczyn i skutków s± teraz wprost niemo¿liwe do pojêcia. Dyskutowany szeroko problem matematyki na maturze to tylko wierzcho³ek góry lodowej!
Wprowadzenie na si³ê trójstopniowego systemu studiów pod has³em procesu boloñskiego tak¿e rodzi mnóstwo niepotrzebnych k³opotów w uczelniach i by³o przyk³adem niepotrzebnej nadgorliwo¶ci, bo bynajmniej nie wszystkie kraje Unii Europejskiej tak bezkrytycznie siê temu systemowi podda³y.
Szczególnie niepokoj±ce jest to, gdy decydenci stawiaj± pytanie, co zreformowaæ, nie zastanawiaj±c siê wystarczaj±co nad tym, czy reforma jest w ogóle potrzebna, jaki jest jej optymalny zasiêg (nie zawsze trzeba od razu wszystko zburzyæ do fundamentów i zaoraæ), a tak¿e w zbyt ma³ym stopniu troszcz±c siê o to, jakie bêd± uboczne skutki negatywne reformy. A takie przecie¿ wystêpuj± zawsze.
Oczywi¶cie by³oby zbyt du¿ym uproszczeniem twierdzenie, ¿e proreformatorskie d±¿enia s± inspirowane wy³±cznie ambicjami, jednak niepokoj±co czêsto ten starannie ukrywany czynnik odgrywa du¿± rolê. Od³ó¿my go jednak na bok i przyjrzyjmy siê uwa¿nie innym argumentom, jakie wysuwaj± zwolennicy aktualnie przygotowywanej reformy prawa o szkolnictwie wy¿szym oraz ustaw dzia³aj±cych w sferze nauki. Reform± nauki zajmê siê mo¿e innym razem, ¿eby nie mieszaæ w±tków, natomiast zachêcam do wspólnego przyjrzenia siê motywacjom zwi±zanym z reform± szkolnictwa wy¿szego.
Najczê¶ciej podnoszony ostatnio argument mówi o tym, ¿e w takim czy innym rankingu zagranicznym nasze szko³y wy¿sze nie znalaz³y siê w grupie piêciuset (czy wiêcej) uczelni uznanych za najlepsze na ¶wiecie. Dla wielu osób sam ten fakt ma byæ wystarczaj±cym uzasadnieniem przemo¿nego d±¿enia do wprowadzenia reform.
Zastanówmy siê jednak nad tym powa¿nie. To, ¿e Shanghai Jiao Tong University przyj±³ jakie¶ kryteria i na tej podstawie opublikowa³ listê 500 uniwersytetów bynajmniej nie oznacza, ¿e jest to jaka¶ prawda objawiona, okre¶laj±ca w skali absolutnej, kto jest lepszy, a kto gorszy. Wynik ka¿dego rankingu jest zawsze wypadkow± dwóch czynników: jako¶ci rangowanych obiektów oraz kryteriów przyjêtych jako podstawa rankingu. Z pewno¶ci± nieobecno¶æ na tej li¶cie polskich szkó³ wy¿szych nie mo¿e kogokolwiek cieszyæ, bo takie rankingi maj± tendencjê do stawania siê „samosprawdzaj±c± siê prognoz±”. Skoro jaka¶ uczelnia jest wysoko w rankingu, to bêdzie do niej nap³ywaæ wiêcej kandydatów na studia i wiêksze dotacje od ró¿nych pañstwowych i prywatnych sponsorów, co spowoduje, ¿e stanie siê ona jeszcze lepsza. Szkoda wiêc, ¿e nas tam nie ma.
Jednak rozdzieranie szat z tego tytu³u i posypywanie g³owy popio³em wydaje siê chwilami zbyt daleko posuniête, a formu³owanie wniosku, ¿e taka czy inna reforma naszych uniwersytetów od razu wprowadzi je na czo³owe miejsca tego rodzaju list formu³owanych w przysz³o¶ci jest s³abo uzasadnione. ¯artobliwie mo¿na powiedzieæ, ¿e chwilami zachowujemy siê w tej sprawie jak wójt niewielkiej gminy, który bolej±c nad tym, ¿e ¿adna mieszkanka jego wioski nie uzyska³a tytu³u Miss Universum, zamierza temu zaradziæ, wprowadzaj±c w gminie ró¿ne reformy. Mo¿na jednak podejrzewaæ, ¿e wprowadzone przez wójta zasady urzêdowego wyznaczania, kto ma byæ wodzirejem na zabawie w remizie, nie zwiêkszy istotnie urody wie¶niaczek. Obawiam siê, ¿e podobna bêdzie skuteczno¶æ reform szkolnictwa wy¿szego, gdy ju¿ zostan± wprowadzone. Nie mam bowiem ¿adnych w±tpliwo¶ci, ¿e reformy ZOSTAN¡ WPROWADZONE, chocia¿ nie wiem jeszcze, w jakim kszta³cie.
Skoro ju¿ pozwalam sobie w tym felietonie na ¿arty (chocia¿ jest to trochê ¶miech przez ³zy), to chcia³bym zapytaæ wszystkie osoby, dla których szanghajski ranking jest g³ównym argumentem przemawiaj±cym za konieczno¶ci± reformy polskiego szkolnictwa wy¿szego, dlaczego nie postuluj± tak¿e reformy urzêdu Prezydenta Rzeczypospolitej, opieraj±c siê na argumencie, ¿e Barack Obama dosta³ Nagrodê Nobla, a Lech Kaczyñski nie? Przecie¿ analogia jest pe³na: tu prezydent i tam prezydent, tu uniwersytet i tam uniwersytet…
Przemo¿na chêæ majstrowania w systemie, który – lepiej lub gorzej – spe³nia jednak swoje podstawowe zadania i dostarcza Polsce i ¶wiatu wielu wykszta³conych ludzi, jest dla mnie niepokoj±ca. O jako¶ci pracy naszych szkó³ wy¿szych ¶wiadcz± g³ównie ich absolwenci, którzy albo zasilaj± szeregi sfrustrowanych bezrobotnych, albo na ró¿ny sposób robi± karierê. Faktem jest, ¿e wielu absolwentów najlepszych polskich uczelni robi karierê za granic±. Byæ mo¿e nawet zbyt wielu robi tê karierê za granic± z punktu widzenia interesów naszego kraju. Jednak w ten sposób potwierdzaj± oni swoje kwalifikacje, zdobyte w tych piêtnowanych i skazywanych na reorganizacjê polskich uczelniach. Zwróæmy uwagê, jak wielu absolwentów naszych szkó³ wy¿szych sprawdza siê na eksponowanych stanowiskach w kraju, za¶ ci, którzy osi±gaj± sukcesy miêdzynarodowe, pe³ni± czêsto rolê wybitnie cenionych wyk³adowców w tych najbardziej renomowanych uczelniach amerykañskich czy brytyjskich, na które patrzymy z takim podziwem i z zazdro¶ci±. Gdyby prawd± by³o to, co utrzymuje wielu bezkrytycznych zwolenników reform, ¿e tak ¼le uczymy w naszych uniwersytetach, to sk±d by siê brali ci ludzie, wykszta³ceni w Polsce i tak bardzo doceniani na ¶wiecie?
Oczywi¶cie nie jestem ¶lepy i widzê wady obecnego systemu szkolnictwa wy¿szego, zarówno w ca³o¶ci, jak i w ró¿nych szczegó³owych miejscach. Nie ulega w±tpliwo¶ci, ¿e w¶ród szkó³ wy¿szych jest wiele takich, które kszta³c± ¼le. Jest to jednak g³ównie efekt rozwi±zañ systemowych, które premiuj± wy³±cznie ilo¶æ, ca³kowicie ignoruj±c jako¶æ. Niezale¿nie od tego, czy p³atnikiem jest podatnik, czy sam student p³ac±cy za studia, przychody uczelni zale¿± od liczby studentów, a nie od tego, jak dobrze s± oni kszta³ceni. W sposób formalny i nieformalny funkcjonuje tu zasada „sztuka jest sztuka”, jak w filmie Kroll W³adys³awa Pasikowskiego. Pó³ prze¶cierad³a to te¿ prze¶cierad³o, a pó³g³ówek jako student to te¿ dobra podstawa do pobierania dotacji pañstwa albo czesnego od rodziców… Tu z pewno¶ci± jest niedobrze, ale czy proponowane reformy co¶ w tej sprawie zmieni±? Obserwuj±c, od jak dawna zapowiadany system „uczelni flagowych” wci±¿ pozostaje w sferze ogólnikowych koncepcji, a nie praktycznie wdro¿onej finansowej implementacji, mam w±tpliwo¶æ. Je¶li patrzymy na konkretne dzia³ania, a nie na deklaracje, to zamiast koncentracji ¶rodków na najlepszych uczelniach widzimy kolejne warianty rozdawnictwa „po równo” – z wiadomymi skutkami. G³ówna dyskusja toczy siê przy tym wokó³ tego, jak wiele podmiotów dopu¶ciæ (w charakterze biorców) do tego rozdawnictwa. Co godne uwagi – pojawiaj± siê przy tym g³ównie argumenty populistyczne, jako ¿ywo przypominaj±ce s³awne has³a z czasów PRL, ¿e „wszyscy maj± jednakowe ¿o³±dki”. Natomiast dyskusji na temat rozwi±zañ projako¶ciowych siê unika, bo to przecie¿ beczka prochu.
Skoro nie mo¿na premiowaæ najlepszych – to mo¿e warto by by³o bardziej stanowczo eliminowaæ tych najgorszych, psuj±cych opiniê polskiego szkolnictwa wy¿szego? Przecie¿ jest tajemnic± poliszynela, ¿e znaczna czê¶æ uczelni (zarówno publicznych, jak i niepublicznych – tu nie widaæ istotnej ró¿nicy) w istocie z ledwo¶ci± dorasta do poziomu dawnych pomaturalnych szkó³ zawodowych.
Nieprawd± jest, ¿e dla eliminacji tych patologii trzeba zmieniaæ ustawê. Istniej±ce prawo daje zupe³nie wystarczaj±ce podstawy do zdecydowanego eliminowania uczelni ¼le kszta³c±cych. Pañstwowa Komisja Akredytacyjna istnieje, dzia³a i cieszy siê zaufaniem ¶rodowiska. Tymczasem do absolutnych wyj±tków nale¿± przypadki, kiedy ewidentne nadu¿ycia, wykryte przez PKA, doprowadzi³y do ca³kowitej eliminacji nawet tych najgorszych szkó³. Jednocze¶nie ogromna liczba funkcjonuj±cych obecnie uczelni, przy braku ich rzeczywistego rankingu, wynikaj±cego z obiektywnych kryteriów (bo trudno braæ powa¿nie pod uwagê rankingi przeprowadzane przez ró¿ne dzienniki i tygodniki), powoduje totaln± dezorientacjê kandydatów na studia oraz pracodawców. Prowadzi to tak¿e do deprecjonowania warto¶ci dyplomu ukoñczenia studiów w takim stopniu, ¿e dzi¶ na rynku pracy bywa on ca³kowicie bezwarto¶ciowym ozdobnikiem.
Niska warto¶æ dyplomu ukoñczenia studiów jest nastêpstwem miêdzy innymi tego, ¿e dyplom taki, zdobyty czêsto bardzo niewielkim wysi³kiem, ma praktycznie ka¿dy kandydat do dobrego stanowiska i niepodobna odró¿niæ takiego dyplomu, za którym kryje siê prawdziwa wiedza i rozbudzona inteligencja, od takiego, za którym stoi wy³±cznie kasa rodziców licencjata czy nawet magistra. Umasowienie studiów wy¿szych, owa os³awiona „zwiêkszona scholaryzacja” spowodowa³a inflacjê statusu posiadania wy¿szego wykszta³cenia, ze szkod± dla tych, którzy na dyplom ukoñczenia studiów porz±dnie zapracowali w renomowanej polskiej uczelni. Z niepokojem obserwujê d±¿enia do tego, by podobnie zdeprecjonowaæ dyplom doktorski poprzez umasowienie studiów doktoranckich i majstrowanie przy ustawie o stopniach naukowych.
Nie mam w±tpliwo¶ci, ¿e reforma systemu nauki i szkolnictwa wy¿szego nast±pi, bo niezale¿nie od tego, czy jest naprawdê potrzebna, czy nie – zbyt wiele osób na wysokich stanowiskach, a tak¿e tych o du¿ym autorytecie osobistym, zaanga¿owa³o siê w dyskusjê o tym, jak reformowaæ, a nie czy reformowaæ. Jestem tak¿e pewien, ¿e ostateczny kszta³t reformy zaskoczy wszystkich, którzy siê dzi¶ ofiarnie w³±czaj± do dyskusji i maj± naiwn± nadziejê na to, ¿e podnoszone przez nich racje znajd± swój wyraz w tym, jaki bêdzie kszta³t nauki i szkolnictwa wy¿szego po reformie. Obym siê myli³…