Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Nauka – sprawa egzystencjalna

Mog³oby siê wydawaæ, ¿e we wspó³czesnym ¶wiecie, zdominowanym przez szybkie tempo ¿ycia, nie ma ju¿ miejsca dla uczonych. Postrzega siê ich na ogó³ jako ludzi oderwanych od rzeczywisto¶ci, których dzia³alno¶æ nie ma wiêkszego znaczenia. Ich miejsce zajêli wszechwiedz±cy eksperci, specjali¶ci od prostych i szybkich recept na wszystko. Wydaje siê, ¿e i wiedza nie jest ju¿ tym, co dawniej. Niegdy¶ do jej ¶wiata wstêpowano z respektem i szacunkiem, dzisiaj sta³a siê czym¶ banalnym i powierzchownym. Przypomina gotowy produkt, podlegaj±cy – jak ka¿dy towar – prawom rynku.

Zaskakuje zatem – a nawet i zawstydza – niewielka w swojej objêto¶ci, ale jak¿e wa¿na ksi±¿ka Micha³a Hellera, w której autor podj±³ siê odpowiedzi na zbyt rzadko stawiane dzi¶ pytania: Kim jest uczony? Jak w dzisiejszych czasach wygl±da jego ¿ycie i kariera? Czy mo¿na jeszcze mówiæ o powo³aniu uczonego? Ks. prof. Micha³ Heller sam jest wybitnym naukowcem, posiadaj±cym ogromny dorobek w dziedzinie metodologii nauk, fizyki i kosmologii. Dzieli siê wiêc z czytelnikiem tym, co najcenniejsze: wieloletnim do¶wiadczeniem osoby, której ca³e ¿ycie zosta³o podporz±dkowane zdobywaniu wiedzy oraz przekazywaniu jej innym.

Lektura inspiruje do namys³u nad istot± powo³ania uczonego. Powo³ania, albowiem – wed³ug autora – dzia³alno¶æ naukow± trudno nazwaæ jedynie zawodem czy sposobem zarabiania pieniêdzy. To co¶ znacznie wiêcej: podejmowanie stale na nowo twórczych dzia³añ, wytyczanie nowych ¶cie¿ek ludzkiego my¶lenia, odkrywanie tajemnic ¶wiata. W przypadku ludzi nauki jest to równie¿ sta³e d±¿enie do przekraczania swoich mo¿liwo¶ci, codzienna próba charakteru. Sk³ada siê na to wysi³ek i ryzyko, które ponosz± w wielu wymiarach i aspektach ¿ycia, ale z drugiej strony ich udzia³em jest tak¿e do¶wiadczanie ogromnej przyjemno¶ci intelektualnej. Heller zwraca uwagê, ¿e uczony to kto¶, kto powinien mieæ „odwagê bycia trochê innym” ni¿ osoby z otoczenia.

Autor nie tai, ¿e bycie uczonym ma tak¿e ciemn± stronê: jest ni± poczucie osamotnienia, a nawet intelektualna udrêka towarzysz±ca zdobywaniu naukowych szczytów. W tym aspekcie nic siê nie zmienia od najdawniejszych czasów, bowiem „uprawianie nauki nie przesta³o byæ spraw± egzystencjaln±, spraw± siêgaj±c± samych trzewi ludzkiej osobowo¶ci”. Niesie to ze sob± rozliczne niebezpieczeñstwa, a jednym z nich jest, wed³ug autora, „mo¿liwo¶æ zdziwaczenia”. Znajdziemy w ksi±¿ce szereg cennych wskazówek, jak nie utraciæ poczucia równowagi pomiêdzy ¿yciem naukowca a ¿yciem codziennym.

Micha³ Heller szczególnie mocno akcentuje poczucie etycznej odpowiedzialno¶ci uczonego wobec samego siebie, a tak¿e wobec ludzko¶ci. Nale¿y stale o tym pamiêtaæ, bycie uczonym nadal jest bowiem s³u¿b±, o czym dzisiaj tak czêsto siê zapomina. Oprócz refleksji natury filozoficznej, stanowi±cych fundament humanistyczny definiuj±cy istotê powo³ania uczonego, znajdziemy tak¿e w ksi±¿ce sporo praktycznych porad zwi±zanych z tym, jak pogodziæ karierê naukow± z innymi dziedzinami ¿ycia. Z tych wzglêdów ksi±¿ka bêdzie z pewno¶ci± stanowiæ wsparcie dla m³odych adeptów nauki, prze¿ywaj±cych swoje pierwsze dylematy i rozterki.

Ksi±¿ka Micha³a Hellera przywraca sens misji realizowanej przez uczonych i jest ho³dem dla ich wysi³ku, podejmowanego przewa¿nie na przekór czasom i modom.

Joanna Kapica-Curzytek
Micha³ Heller, Jak byæ uczonym, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009.

¬ród³a naszych tradycji

Ksi±¿ka sk³ada siê z trzech czê¶ci. Pierwsza dotyczy w³adzy w I Rzeczypospolitej. Znajdujemy tu propozycje wzmocnienia w³adzy królewskiej, wówczas zwykle niewykraczaj±ce poza napomnienia, by w wiêkszym stopniu j± szanowaæ lub sprawniej egzekwowaæ. Sporo te¿ krytyk liberum veto, choæ nie brak tak¿e wo³añ, ¿e to ono najpe³niej wyra¿a ideê wolno¶ci i równo¶ci szlacheckiej. Publicystyka XVIII w. ju¿ bardzo stanowczo wprowadza postulat dziedziczno¶ci tronu, ale i tu pojawiaj± siê p³omienne pisma hetmana Seweryna Rzewuskiego uzasadniaj±ce przewagê tronu elekcyjnego nad sukcesyjnym. Zawsze natomiast porusza troska o dobro ojczyzny. Wyp³ywa ona z mów: Paw³a W³odkowica, Piotra Skargi, Adama Krasiñskiego, Hugona Ko³³±taja, Stanis³awa Staszica.

W drugiej czê¶ci ksi±¿ki zebrano wypowiedzi Polaków od czasów insurekcji ko¶ciuszkowskiej do odzyskania niepodleg³o¶ci. Dotycz± one ówczesnych problemów z w³adzami, g³ównie zaborczymi. Zastanawiaj±ce, ¿e ugruntowana ju¿ w XIX w. w narodzie niechêæ do w³adzy podczas powstania styczniowego zaowocowa³a fenomenem Rz±du Narodowego. By³o to pos³uszeñstwo organizacji, która nie mia³a umocowania formalnego, nie pochodzi³a z wyboru i nie stanowi³a ¿adnego przed³u¿enia instytucji z I Rzeczypospolitej czy Królestwa Kongresowego, a zatem skutecznie uzurpowa³a sobie prawo do rz±dzenia.

Czê¶æ trzecia zawiera wypowiedzi czo³owych przedstawicieli ¿ycia politycznego, gospodarczego i kulturalnego II Rzeczypospolitej. Rozpoczyna j± s³ynne przemówienie Józefa Pi³sudskiego z 4 grudnia 1922 w Sali Kolumnowej dawnego gmachu Rady Ministrów O prezydenturze, w którym uzasadnia sw± odmowê wobec wysuniêtej wzglêdem jego osoby kandydatury na prezydenta RP.

Jest to ¶wietnie zestawione preludium, pasuj±ce do dalszych wypowiedzi Jaworskiego, Estreichera, Czumy, Grabskiego, Bocheñskiego, M³ynarskiego i w koñcu Stefana Wyszyñskiego, pisanej ju¿ w czasie II wojny ¶wiatowej, Cezar w ¿yciu narodu.

My¶liciele okresu II Rzeczypospolitej podkre¶lali, ¿e nie da siê rz±dziæ dobrze pañstwem, gdy problem w³adzy rozwi±zuje siê po³owicznie. Demokracja w tamtym wykonaniu jawi³a siê jako pasmo chaosu i awantur, i nic dziwnego, ¿e niektórym krytykom przypomina³a anarchiê najgorszych lat I Rzeczypospolitej. Rz±dy Józefa Pi³sudskiego, a zw³aszcza jego sanacyjnych nastêpców, te¿ nie stanowi³y konsekwentnej dyktatury skupionej na efektywnej modernizacji pañstwa. Mówi±c ma³o elegancko: nawet mo¿liwo¶ci ³amania oporu spo³ecznego w celu przeprowadzenia niezbêdnych acz gruntownych reform nie zosta³y nale¿ycie wyzyskane. Wynika³o to zapewne z niezdecydowania, z braku konsekwencji, by pój¶æ wytyczonym szlakiem do koñca. Obrazem tych wahañ jest literatura polityczna tego okresu. Stosunkowo czêsto odwo³uje siê ona do zupe³nie skrajnych stanowisk. Nale¿y dodaæ, ¿e II Rzeczpospolita nie mia³a czasu na osi±gniecie stabilizacji, która niew±tpliwie by nadesz³a. Zbrodniczy napad Niemiec i Zwi±zku Radzieckiego w 1939 roku narzuci³ narodowi w³adze okupacyjne i wymóg³ ca³kiem nowe procesy przystosowawcze.

Cieszy fakt, ¿e krakowski O¶rodek My¶li Politycznej wskrzesza dla naszej przestrzeni spo³eczno−politycznej, a czêsto wprost przywraca dla nauki, ¼ród³a naszych tradycji, które w wyniku dziejowych perturbacji zawieruszy³y siê b±d¼ d³ugo by³y niewygodne dla w³adz.

Bogdan Bernat
Polska, czyli anarchia? Polscy my¶liciele o w³adzy politycznej. Antologia tekstów, wybór i wstêp Jacek Kloczkowski, O¶rodek My¶li Politycznej, Kraków 2009, seria: Polskie Tradycje Intelektualne.

Przygotowanie terenu

Europa ju¿ dawno zapomnia³a, gdzie tkwi± jej korzenie – ta opinia pada czêsto, zw³aszcza w¶ród gorliwych katolików. A mo¿e tych korzeni wcale nie posiada? Tak± tezê stawia Paul Veyne. „Europa nie ma korzeni – pisze francuski historyk – chrze¶cijañskich ani innych; tworzy³a siê etapami, których nie mo¿na by³o z góry przewidzieæ, przy czym ¿aden z jego elementów nie by³ oryginalniejszy od innego. Nie ukszta³towa³a siê w ³onie chrystianizmu, nie rozwinê³a z jakiego¶ zal±¿ka, lecz jest rezultatem epigenezy. Jak zreszt± chrze¶cijañstwo”. A jednak autor wnikliwie, z szacunkiem i zrozumieniem bada okres, w którym w rozwoju chrze¶cijañstwa nast±pi³ prze³om – od edyktu tolerancyjnego dla chrze¶cijan, który zakoñczy³ okres najciê¿szych prze¶ladowañ, po zakazanie religii pogañskich w Cesarstwie Rzymskim.

¦ci¶lej rzecz bior±c, Veyne za prawdziwy prze³om uwa¿a rok 312, tu¿ po og³oszeniu edyktu tolerancyjnego, kiedy to jeden ze wspó³cesarzy ówczesnego imperium, Konstantyn, nawraca siê na chrze¶cijañstwo. Autor wiele uwagi po¶wiêca rekonstrukcji mo¿liwego przebiegu zdarzeñ, ale tak¿e skrupulatnie bada motywy, jakie mog³y Konstantynem kierowaæ. Cesarz jest niew±tpliwe centraln± postaci± tej ksi±¿ki. Historyk przypisuje mu g³ówn± rolê w przemianach, nazywa rewolucjonist±, wizjonerem, nawet prorokiem, bez którego chrze¶cijañstwo nie mia³oby szansy na tak± skalê zaistnieæ. Dla Veyne’a Konstantyn by³ niew±tpliwym geniuszem – nie tylko mia³ wielk± wizjê, ale potrafi³ j± wprowadziæ w ¿ycie. Autor pisze o wymiernych korzy¶ciach, jakich po wprowadzeniu chrze¶cijañstwa móg³ siê spodziewaæ Konstantyn, jednak¿e nie odmawia cesarzowi tak¿e prawdziwej i g³êbokiej wiary.

Co niezwykle wa¿ne, autor z du¿ym wyczuciem pisze o tym aspekcie religii, którego nigdy nie bêdzie mo¿na do koñca sklasyfikowaæ, o tym, co nieuchwytne, jednostkowe, ulotne, co wynika z porywów serca. Taki stosunek charakteryzuje nie tylko podej¶cie do wiary samego Konstantyna, ale i pierwszych chrze¶cijan. Veyne wyra¼nie podkre¶la odmienno¶æ pierwszych wyznawców, którzy potrafili zrozumieæ subtelno¶ci chrze¶cijañstwa. W pierwszych wiekach by³a to elitarna sekta, arcydzie³o, które doceniæ mog³y tylko wyrafinowane podniebienia. Veyne opisuje przemiany, jakie zasz³y, a¿eby chrystianizm móg³ staæ siê religi± zwyczajow±, dla wszystkich. Nie mog³oby to nast±piæ, gdyby zarówno chrze¶cijañstwo, jak i Ko¶ció³ jako instytucja, nie by³y swoistymi arcydzie³ami, a nawet bestsellerami, co autor wyra¼nie zaznacza i argumentuje.

Osobny rozdzia³ po¶wiêcony jest w tej ksi±¿ce problemowi odrzucenia ¯ydów i ich religii, z której chrze¶cijañstwo poniek±d siê wywodzi. Autor nie zamyka historii w latach 312−394, umieszcza j± w szerszym kontek¶cie. Niezwykle frapuj±cy jest równie¿ Dodatek, w którym autor stawia ¶mia³± tezê na temat przemian, jakie zachodzi³y w postrzeganiu biblijnego Boga w dawnym judaizmie. Podwa¿a szeroko rozpowszechnione twierdzenie, jakoby naród ¿ydowski od zawsze wierzy³ w jedynego Boga.

Ksi±¿ka Veyne’a, dziêki wywa¿onym, rozs±dnym i wa¿kim przemy¶leniom, ma szansê budowaæ atmosferê zrozumienia, abstrahuj±c od wiary i niewiary, raczej ³±czyæ ni¿ dzieliæ. Autor pocz±tki chrze¶cijañstwa traktuje nie jako korzenie wspó³czesnej Europy, ale jako „przygotowanie terenu” do przemian, które nadesz³y w kolejnych wiekach i trwaj± nieprzerwanie. Wszak, jak pisze Veyne, w dalszym ci±gu „obecna Europa inspiruje chrystianizm b±d¼ niektóre jego wersje”.

AG
Paul Veyne, Pocz±tki chrze¶cijañskiego ¶wiata (312-394), t³um. Ireneusz Kania, Spó³dzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 2009, seria: Pejza¿e Kultury.

Galicyjska ¶wiatowo¶æ

Najnowsza ksi±¿ka Stanis³awa Niciei ma w podtytule nazwy trzech miast: Truskawiec, Drohobycz i Borys³aw. Ka¿de ze swoim szczególnym charakterem, a po³±czone wspóln± cech±, któr± najkrócej nazwaæ trzeba: ¶wiatowo¶æ. Je¶li rozwa¿amy dzisiaj nasze potencje modernizacyjne, to warto sobie przypomnieæ niezbyt odleg³e chronologicznie, bardziej teraz geograficznie, tradycje.

W XIX−wieczn± modê kurortów Truskawiec wpisa³ siê zamaszy¶cie. W 1911 r., kiedy prezesem zarz±du spó³ki w³adaj±cej uzdrowiskiem zosta³ Rajmund Jarosz, wprowadzono tam bezprecedensowe wówczas o¶wietlenie elektryczne, urz±dzono deptaki z palmami i egzotyczn± ro¶linno¶ci±. Po siedemnastu latach Jarosz wykupi³ ca³y zdrój i utrwala³ renomê Truskawca w¶ród pierwszoligowych uzdrowisk europejskich.

Autor ksi±¿ki bardzo erudycyjnie prezentuje historiê ka¿dego z trzech miast, opatruj±c j± biografiami osób zas³u¿onych, ale tak¿e, zw³aszcza w przypadku Truskawca, gospodarzy willi – pensjonatów, sta³ych bywalców i efemerycznych go¶ci, którzy siê przez uzdrowisko t³umnie przewinêli. Byli to politycy, arty¶ci, in¿ynierowie, przemys³owcy, tak¿e niebieskie ptaki, ci±gn±ce tam, gdzie mo¿na by³o zbiæ szybko fortunê, a odpoczywaæ w luksusowym kurorcie.

Ksi±¿ka prof. Niciei jest w³a¶ciwie albumem, w którym setki ilustracji komentuje tekst, bogato przetkany fragmentami literackimi, urywkami dokumentów i listów. Ilustracje to zebrane przez autora i jego ¿onê Halinê fotografie ze zbiorów dawnych mieszkañców tamtych okolic, pocztówki z wizerunkami osób, widokami opisanych w ksi±¿ce miejsc. Doskonale reprodukowane pozwalaj± poznaæ i zapamiêtaæ to, o czym pisze autor, doceniæ np. ogromny basen k±pielowy z wod± siarczano−solankow± w Truskawcu Pomiarkach, podziwiaæ samochody europejskich marek, jakimi przyje¿d¿ali pionierzy polskiego kapitalizmu.

Jest w ksi±¿ce rozdzia³ Drohobyckie zag³êbie artystów, z którego dowiadujemy siê, ¿e nie tylko Bruno Schulz i Kazimierz Wierzyñski (syn zawiadowcy stacji) pochodzili z tego miasta. Urodzi³o siê tam wielu malarzy, w¶ród nich Maurycy Gottlieb, uchodz±cy za najlepszego ucznia Matejki, syn w³a¶ciciela destylatorni ropy naftowej.

O Borys³awiu w potocznej ¶wiadomo¶ci przetrwa³o mo¿e najmniej, za to legendê ma bogat± ta kresowa „ziemia obiecana”, na której skondensowa³y siê pionierska my¶l konstruktorska, talenty organizacyjne, pragnienie zysków i znaczenia.

Nicieja przypomina, ¿e polskie pionierstwo nafciarskie jest niepodwa¿alne, choæ za spraw± historii, która przerwa³a jego rozwój, w du¿ej mierze zapomniane. Borys³aw, Drohobycz, Tustanowice nad rzek± Ty¶mienic± to pierwsze w ¶wiecie zag³êbie, któremu patronuje lwowski aptekarz Ignacy £ukasiewicz, twórca lampy naftowej.

Bardzo ciekawe s± rozdzia³y po¶wiêcone polskim przemys³owcom: wspomnianemu Jaroszowi, Zygmuntowi Biluchowskiemu, dyrektorowi „Polminu” w Drohobyczu, najnowocze¶niejszej wówczas rafinerii europejskiej z bogatym zapleczem socjalnym, Marianowi Wiele¿yñskiemu i W³adys³awowi Szaynokowi, którzy zbudowali wielokilometrowe gazoci±gi w Ma³opolsce i za³o¿yli w Borys³awiu pierwsz± fabrykê gazoliny.

Warto przypominaæ o tradycjach takich miejsc jak „Kresowe Trójmiasto”, gdzie w szko³ach uczono polskiego, ukraiñskiego, niemieckiego i jidysz, gdzie klimat spo³eczny tworzyli arty¶ci, przemys³owcy, politycy i tutejsi mieszczanie. Warto popatrzeæ na ich fotografie.

Magdalena Bajer
Stanis³aw S³awomir Nicieja, Kresowe Trójmiasto. Truskawiec – Drohobycz – Borys³aw, Wydawnictwo MS, Opole 2009.

Bez wspólnych celów

Bycie cz³onkiem w³asnego pokolenia wcale nie jest rzecz± oczywist±, bo nie ka¿dy musi tak± rolê podj±æ, ¿yj±c „obok”, mimo uczestnictwa w rzeczywisto¶ci spo³ecznej.

Witold Wrzesieñ, socjolog, profesor UAM w Poznaniu, swoj± kolejn± publikacjê rozpoczyna od przybli¿enia czytelnikowi generacji, które funkcjonowa³y w Polsce po 1989 roku i sk³ada³y siê na Pokolenie Koñca Wieku (roczniki 1964−82), czyli lokalny odpowiednik s³ynnej Generation X. Pisze wiêc o Pokoleniu ’89 (1964−70), Dzieciach Transformacji (1971−76) i Maruderach Koñca Wieku (1977−82), by przej¶æ do generacji kolejnej, czyli wkraczaj±cych w³a¶nie w doros³o¶æ Europejskich Poszukiwaczy. Grupê tê tworzy m³odzie¿ urodzona w latach 1983−88, na której sytuacjê pokoleniow± sk³adaj± siê przede wszystkim dwa elementy: fakt, ¿e owa m³odzie¿ nie pamiêta czasu PRL oraz perspektywa przyst±pienia Polski do Unii Europejskiej.

Jak pokazuje autor, kolejne generacje przechodz± w siebie do¶æ p³ynnie. Ró¿ni je jednak specyfika postrzegania w³asnego pokolenia, relacja z rodzicami, plany edukacyjne i zawodowe (zwi±zana z nimi sytuacja na rynku pracy i stosunek do kariery) oraz ocena w³asnego miejsca na mapie niedawnych i wspó³czesnych pokoleñ. Na tych w³a¶nie elementach cech identyfikacyjnych skupia siê Wrzesieñ, tworz±c charakterystykê Europejskich Poszukiwaczy. Tytu³owe „impresje” sk³adaj±ce siê na ich portret to szereg s±dów, które mog± jeszcze ulec modyfikacjom, gdy¿ owa grupa pokoleniowa nadal siê kszta³tuje. Bardzo cenne s± wykorzystane tu wypowiedzi m³odych ludzi, nie tylko podnosz± warto¶æ ksi±¿ki, ale stanowi± tak¿e potwierdzenie wysuwanych tez.

Analiza i charakterystyka porównawcza pozwalaj± autorowi pokazaæ, jak bardzo wszelkie zmiany spo³eczno−kulturowe odbijaj± siê na ludziach m³odych. Dzi¶, kiedy panuje kult m³odo¶ci i urody, a kultura popularna lansuje konsumpcjonizm i beztroskê, tym, co najbardziej ró¿ni wspó³czesne pokolenie od jego trzech poprzedników, jest podej¶cie do doros³o¶ci. Dla starszych generacji by³a ona czym¶ po¿±danym, dzi¶ jest natomiast swoistym obci±¿eniem. Przek³adanie przez m³odych momentu przekroczenia granicy doros³o¶ci na pó¼niej ju¿ nikogo nie dziwi. Nawet fakt ukoñczenia studiów nie zobowi±zuje ju¿ do rozpoczêcia samodzielnego ¿ycia. Pierwsza praca, za³o¿enie rodziny, w³asne mieszkanie przesta³y byæ celami nadrzêdnymi. O ile fakt mieszkania z rodzicami przedstawicieli Pokolenia Koñca Wieku wynika³ z pragmatycznej oceny rzeczywisto¶ci i by³ prób± unikniêcia niepotrzebnych zawodów ¿yciowych, tak w przypadku Europejskich Poszukiwaczy jest to najczê¶ciej ucieczka przed doros³o¶ci±. Przed³u¿anie dzieciñstwa, jak twierdzi socjolog, wynika z lêku przed samodzielnym ¿yciem, a tak¿e z przyzwyczajenia do dobrobytu i oceniania otaczaj±cej rzeczywisto¶ci przez pryzmat warto¶ci materialnych – w ten sposób, w kooperacji z rodzicami, m³odzie¿ maksymalizuje swoje zyski. Z cytowanych przez autora wypowiedzi m³odych ludzi wy³ania siê obraz rodziców – ksi±¿eczek mieszkaniowych i domu rodzinnego, który jest dla m³odego cz³owieka restauracj±, pralni± i bankomatem.

Wszystko, co u¶wiadamia nam autor, pokazuje niedoskona³o¶æ wspó³czesnego pokolenia. Co smutniejsze, sami Europejscy Poszukiwacze maj± w±tpliwo¶ci, czy tworz± jak±kolwiek generacjê: „(...) w tera¼niejszo¶ci takie zjawisko jak „pokolenie” chyba w ogóle nie istnieje. […] Wspó³czesna m³odzie¿ akceptuje tera¼niejszo¶æ, gdy¿ zak³ada, ¿e po prostu nie ma innego wyboru”.

Katarzyna Krzy¿anowska
Witold Wrzesieñ, Europejscy poszukiwacze. Impresje na temat wspó³czesnego pokolenia polskiej m³odzie¿y, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009, seria: Pogranicza.

Cz³owiek podwójny

Wydawaæ by siê mog³o, ¿e taka ksi±¿ka nigdy nie powstanie, ¿e filozofia po Freudzie na gruncie nieteologicznym nigdy ju¿ nie spróbuje nazwaæ fenomenu mi³o¶ci erotycznej w jego antropologicznej, ontycznej strukturze. Bior±c pod uwagê tendencje we wspó³czesnej filozofii, maj±c ¶wiadomo¶æ, ¿e ¿yjemy w kulturze wykreowanej przez rewolucjê seksualn±, eliminuj±c± pruderiê i przestrzenie tabu, wspieraj±c± tzw. emancypacjê i gender, temat ten wydaje siê z góry spisany na naukowe straty. A tymczasem rzeczywisto¶æ popperowskiego Trzeciego ¦wiata znowu nas zaskakuje. Na przekór tendencjom epoki pojawia siê pytanie: co wi±¿e dzisiaj ze sob± mê¿czyznê i kobietê?

Ferdynand Fellmann, emerytowany profesor filozofii Uniwersytetu w Chemnitz w swojej ksi±¿ce daje odpowied¼ – intryguj±c±, ciekaw±, miejscami tak erudycyjn±, ¿e niespójn±, ale dobrze przemy¶lan±. Ujmuje parê ludzk± nie w schemacie fizjologii czy psychologii, lecz w perspektywie filozofii, uwa¿aj±c, ¿e dziêki takiemu ujêciu mo¿na powiedzieæ wiêcej prawdy. W ksi±¿ce pojawia siê projekt erotycznego uprawomocnienia cz³owieka jako próby pogodzenia jednostki ze spo³eczeñstwem – nie w trybie powinno¶ci politycznej, lecz w kontek¶cie odpowiedzi na pytanie: kim s± dla siebie, wzglêdem siebie, poprzez siebie? Autor broni tezy, ¿e zwi±zek pary le¿y u pocz±tków procesu stawania siê cz³owiekiem.

Novum ksi±¿ki polega na tym, ¿e Fellmann nie traktuje kobiety i mê¿czyzny ani jako czê¶ci natury, ani kultury. Mówi±c dok³adniej: ani lepszej, ani gorszej czê¶ci. Autor stara siê równie¿ przekroczyæ alternatywê: naturalizm vs spirytualizm. Wykazuje w tym celu ró¿nicê miêdzy seksualno¶ci± i erotyzmem. Motyw uwodzenia okre¶lony przez Kierkegaarda zostaje poddany krytyce – erotyzm nie jest ju¿ wy³±cznie sposobem ukrycia lêku wobec nico¶ci. Autor nie gloryfikuje popêdów szczelnie pozamykanych w mieszczañskiej kulturze. Poznanie mê¿czyzny i kobiety, wszak niezg³êbione, jest istotnym kulturowym fenomenem z powodu jego filozoficznej konstytucji. To w³a¶nie para mê¿czyzny i kobiety, ich mi³o¶æ, ze wzglêdu na nago¶æ, zaufanie, prawdziwo¶æ relacji pozwala na przekroczenie zastyg³ych w kulturze form my¶lenia i odczuwania. Kochankowie s± sobie równi, niezbêdni z powodu natury ¶wiata, a nie z powodu „naturalnych preferencji”. Sens ich nago¶ci i jedno¶ci wymaga, zdaniem Fellmanna, powtórnego przemy¶lenia mi³o¶ci tych dwojga.

Projekt antropologii polega na zast±pieniu my¶l±cego „ja” przez „ja” zmys³owe, które umo¿liwia ubogacenie ludzkiej podmiotowo¶ci o erotyczne odniesienie. W takim ujêciu jest bliski dialogice Innego oraz refleksjom my¶licieli Szko³y Frankfurckiej. Dystansuje siê od tamtych rozstrzygniêæ. Uwa¿a, ¿e jego koncepcja ods³ania now± postaæ kulturowej intersubiektywno¶ci oraz inter−obiektywno¶ci.

Rzecz jest warta przedyskutowania nie tylko w ¶rodowisku filozoficznym. Czytelnik mo¿e towarzyszyæ autorowi w jego próbach przekraczania Platona, Kartezjusza, Kanta, Freuda, Sartre’a, Nietzschego, Habermasa, Adorna. Id±c t± ¶cie¿k± wyrastamy z mitu platoñskich „po³ówek”, z semantyki skrywanych pragnieñ oraz z instrumentalizacji teorii komunikacji. Dyskurs ksi±¿ki nie podgrzewa ¿aru wspó³czesnych dyskusji miêdzy zwolennikami tradycyjnego ma³¿eñstwa i konkubinatu.

Ksi±¿ka w ca³o¶ci jest odwa¿na i kontrowersyjna. S³u¿y ambitnej popularyzacji wiedzy. We wstêpie czytamy, ¿e wywo³a³a dyskusje w ¶rodowisku niemieckich czytelników. Mo¿e wywo³a i u nas?

Wanda Kamiñska
Ferdinand Fellmann, Para. Erotyczne ¼ród³a cz³owieczeñstwa, t³um. Jakub Duraj i Wies³aw Ma³ecki, wstêp i red. nauk. Andrzej Przy³êbski, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznañ 2009.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje