Pogłębia się uzależnienie uczelni od finansowania budżetowego przy jednoczesnym ograniczaniu znaczenia przychodów własnych. Co pokazuje raport Uniwersyteckiej Komisji Finansowej?
Od ponad dwóch dekad Uniwersytecka Komisja Finansowa Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich przygotowuje analizę ekonomicznej kondycji uczelni klasycznych. Tegoroczne opracowanie jest 23 raportem, który z biegiem lat stał się nie tylko kroniką zmian zachodzących w finansach publicznych uniwersytetów, lecz także narzędziem pozwalającym dostrzec procesy wykraczające poza pojedynczy rok budżetowy. Obejmuje ono dane finansowe i organizacyjne 21 uniwersytetów zrzeszonych w KRUP za lata 2021–2025, jednak z perspektywy obecnej sytuacji szczególnie interesujące okazuje się zestawienie wyników z lat 2024 i 2025. To właśnie w tym okresie można już ocenić, na ile wzrost finansowania przekłada się na poprawę rzeczywistej sytuacji ekonomicznej uczelni, a na ile pozostaje jedynie odpowiedzią na rosnące koszty funkcjonowania. Dane zgromadzone przez autorów raportu pokazują bowiem, że nominalny wzrost przychodów nie zawsze oznacza poprawę możliwości rozwojowych szkół wyższych.
Tegoroczne opracowanie wnosi także nowy element metodologiczny. Po raz pierwszy autorzy proponują ocenę zmian finansowania realnej wartości subwencji z wykorzystaniem sektorowej stopy inflacyjnej (tzw. dyskontowej), uwzględniającej strukturę ponoszonych kosztów rodzajowych charakterystyczną dla uniwersytetów. Jest to odejście od prostego odnoszenia finansowania do ogólnego wskaźnika inflacji. W praktyce oznacza próbę odpowiedzi na pytanie, ile rzeczywiście warte są środki trafiające do uczelni w warunkach rosnących wynagrodzeń, kosztów energii czy pozostałych usług zewnętrznych.
Zatrudnienie nadal rośnie
Na pierwszy rzut oka sytuacja kadrowa uniwersytetów wydaje się stabilna. W 2025 roku w 21 uczelniach zrzeszonych w KRUP zatrudnionych było 59 044 pracowników, co oznacza o 966 etatów więcej niż rok wcześniej. Wzrost objął zarówno nauczycieli akademickich, jak i pracowników administracji akademickiej. Dynamika nie była wysoka, wyniosła około 1,6%, ale potwierdza utrzymującą się tendencję stopniowego zwiększania zatrudnienia.
Nie zmieniła się również zasadnicza struktura kadry. Nauczyciele akademiccy stanowią niewiele ponad połowę wszystkich zatrudnionych, pozostałą część tworzą pracownicy administracji, obsługi oraz jednostek wspierających działalność dydaktyczną i naukową. Wbrew często spotykanym opiniom raport nie wskazuje na gwałtowny rozrost administracji. W wielu uczelniach relacje pomiędzy zatrudnieniem kadry naukowej i pracowników wsparcia pozostają zbliżone do poziomu obserwowanego w poprzednich latach. Autorzy zwracają jednak uwagę na problem bardziej złożony niż sama liczba etatów. Analiza struktury zatrudnienia pokazuje wyraźne różnice pomiędzy poszczególnymi uniwersytetami. Uczelnie badawcze, uczestniczące w programie „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza”, dysponują zazwyczaj większym zapleczem administracyjnym niż pozostałe szkoły wyższe. Może to oznaczać zarówno większe możliwości organizacyjne wynikające z wyższego poziomu finansowania, jak i konieczność obsługi znacznie bardziej rozbudowanej działalności projektowej oraz badawczej.
Jednocześnie utrzymuje się strukturalny problem dotyczący najmłodszych pracowników nauki. Udział asystentów pozostaje niewielki, a wynagrodzenia zarówno tej grupy, jak i doktorantów coraz wyraźniej odstają od poziomu płac osiąganych poza sektorem szkolnictwa wyższego. W raporcie zwrócono uwagę, że przy stale rosnących wymaganiach dotyczących jakości badań i aktywności naukowej może to w najbliższych latach utrudniać odnowę pokoleniową kadry akademickiej.
Studenci wracają, studia niestacjonarne nie
Równie interesujące są dane dotyczące liczby osób kształcących się na uniwersytetach. W największych ośrodkach akademickich utrzymuje się wysoka liczba studentów studiów stacjonarnych. Liderami pozostają Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński, a w kolejnej grupie znajdują się m.in. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytet Łódzki oraz Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu.
W porównaniu z 2024 roku nie nastąpiły gwałtowne zmiany, jednak widać stabilizację liczby studentów studiów dziennych. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w segmencie studiów niestacjonarnych. Autorzy raportu wskazują, że wieloletni trend spadkowy nie został zahamowany. Uniwersytety dysponują dziś znacznie większym potencjałem kadrowym i infrastrukturalnym niż dwie dekady temu, lecz równocześnie coraz słabiej wykorzystują go w kształceniu niestacjonarnym. Nie jest to wyłącznie kwestia demografii. Malejąca liczba studentów płacących za studia oznacza również ograniczenie jednego z ważniejszych źródeł przychodów własnych uczelni. W konsekwencji rośnie uzależnienie od finansowania budżetowego, a możliwość samodzielnego budowania dodatkowych dochodów staje się coraz mniejsza. Autorzy raportu formułują przy tej okazji pytanie o zasadność utrzymywania obecnych rozwiązań dotyczących sposobu uwzględniania studentów niestacjonarnych w systemie finansowania uczelni. To zagadnienie może w najbliższych latach stać się jednym z istotniejszych tematów dyskusji nad zmianami algorytmu podziału subwencji.
Subwencja rośnie nominalnie, ale ważniejsza staje się jej realna wartość
Najważniejszą informacją ekonomiczną raportu jest wzrost wartości subwencji przyznanej uniwersytetom. W 2025 roku łączna kwota przekazana 21 uczelniom KRUP przekroczyła 10,15 mld zł. W porównaniu z rokiem poprzednim oznacza to zauważalny wzrost nominalny. Na tym jednak analiza się nie kończy. Sam wzrost kwot nie odpowiada jeszcze na pytanie, czy uniwersytety dysponują większymi możliwościami finansowymi. Właśnie dlatego autorzy raportu proponują nową metodę oceny realnej wartości subwencji.
Dotychczas analizę prowadzono przede wszystkim z wykorzystaniem wskaźnika inflacji publikowanego przez GUS. W tegorocznej edycji zaproponowano dodatkowo sektorową stopę dyskontową, odzwierciedlającą rzeczywistą strukturę ponoszonych kosztów rodzajowych uczelni. Uwzględnia ona przede wszystkim udział wynagrodzeń, energii, materiałów, usług obcych oraz pozostałych kosztów charakterystycznych dla działalności uniwersytetów. Różnica okazuje się istotna. O ile z punktu widzenia ogólnej inflacji wzrost finansowania wygląda korzystnie, o tyle po uwzględnieniu specyfiki kosztów ponoszonych przez uczelnie obraz staje się znacznie bardziej złożony. Rosnące wynagrodzenia oraz wysokie koszty funkcjonowania sprawiają, że znaczna część dodatkowych środków nie zwiększa potencjału rozwojowego, lecz pozwala jedynie utrzymać bieżącą działalność na dotychczasowym poziomie.
Właśnie ta perspektywa wydaje się jednym z najważniejszych wniosków płynących z 23 raportu Uniwersyteckiej Komisji Finansowej. Dane za 2025 r. pokazują poprawę wielu wskaźników nominalnych, ale jednocześnie przypominają, że ocena kondycji ekonomicznej uczelni wymaga uwzględnienia realnej siły nabywczej środków publicznych. Bez takiej korekty łatwo dojść do wniosku, że sytuacja uniwersytetów jest lepsza, niż ma to miejsce w rzeczywistości.
Coraz większa zależność od subwencji
Porównanie struktury przychodów z lat 2024 i 2025 pokazuje, że model finansowania uniwersytetów nie uległ zasadniczej zmianie. Nadal około trzy czwarte przychodów podstawowej działalności operacyjnej stanowi subwencja przekazywana z budżetu państwa. Oznacza to, że kondycja ekonomiczna uczelni pozostaje w największym stopniu uzależniona od decyzji dotyczących finansowania publicznego. Na tym tle szczególnie interesujące są zmiany zachodzące w pozostałych źródłach przychodów. W 2025 r. zmniejszył się udział pozasubwencyjnych przychodów z działalności badawczej, które stanowiły około 9% wszystkich przychodów podstawowej działalności operacyjnej. Nie oznacza to załamania aktywności naukowej uniwersytetów, lecz pokazuje, że dynamika wzrostu środków budżetowych była wyższa niż tempo zwiększania finansowania pozyskiwanego w drodze konkursów czy współpracy międzynarodowej.
Struktura tych przychodów pozostaje stosunkowo stabilna. Największym źródłem finansowania badań nadal są projekty Narodowego Centrum Nauki, które odpowiadają za blisko połowę środków pozyskiwanych poza subwencją. Istotne znaczenie zachowują również współpraca międzynarodowa oraz programy finansowane przez ministra właściwego do spraw szkolnictwa wyższego i nauki. W porównaniu z rokiem 2024 nie nastąpiły w tym zakresie zasadnicze przesunięcia, co świadczy o utrwaleniu dotychczasowego modelu finansowania działalności badawczej.
Jednocześnie raport pokazuje znaczne zróżnicowanie potencjału poszczególnych uniwersytetów. Największe uczelnie badawcze utrzymują wyraźną przewagę w pozyskiwaniu środków zewnętrznych, podczas gdy mniejsze ośrodki nadal opierają swoją działalność przede wszystkim na finansowaniu subwencyjnym. Różnice te utrzymują się od kilku lat i nie uległy zmniejszeniu również pomiędzy 2024 a 2025 rokiem.
Koszty rosną szybciej niż możliwości rozwojowe
Po stronie kosztowej obraz sytuacji jest równie stabilny, choć trudno uznać to za dobrą wiadomość. Podobnie jak w latach wcześniejszych dominującą pozycję stanowią wynagrodzenia wraz z obowiązkowymi narzutami pracodawcy. W 2025 roku odpowiadały one za około 76% wszystkich kosztów rodzajowych uniwersytetów. W porównaniu z rokiem 2024 udział ten praktycznie się nie zmienił. Taka struktura wydatków oznacza, że każda decyzja dotycząca wzrostu wynagrodzeń ma natychmiastowy wpływ na sytuację finansową uczelni. Z jednej strony trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie uniwersytetów bez poprawy warunków płacowych pracowników, z drugiej – przy niezmienionej strukturze finansowania zwiększa to presję na pozostałe obszary działalności.
Drugą grupę kosztów tworzą wydatki na energię, materiały oraz usługi obce. Ich udział w strukturze kosztów nie odbiega znacząco od poziomu z 2024 roku, jednak nominalna wartość tych wydatków nadal wzrasta. Szczególnie widoczne jest to w odniesieniu do kosztów energii, które w ostatnich latach stały się jednym z najważniejszych czynników wpływających na budżety uczelni. Oznacza to, że nawet przy stabilizacji wskaźników inflacyjnych, uniwersytety nadal funkcjonują w warunkach podwyższonych kosztów prowadzenia działalności. Zestawienie danych z 2024 i 2025 r. prowadzi do wniosku, że wzrost subwencji w dużej części został przeznaczony na pokrycie rosnących kosztów funkcjonowania, a nie na tworzenie nowych możliwości inwestycyjnych czy zwiększanie aktywności badawczej.
Wynik finansowy nie mówi wszystkiego
Jednym z częściej przywoływanych wskaźników oceny kondycji ekonomicznej uczelni jest wynik finansowy. Autorzy raportu zwracają jednak uwagę, że jego interpretacja wymaga ostrożności. Dodatni wynik nie zawsze oznacza bowiem poprawę sytuacji ekonomicznej, podobnie jak wynik ujemny nie musi świadczyć o pogarszającej się kondycji instytucji. W przypadku uniwersytetów na rezultat finansowy wpływają m.in. sposób rozliczania projektów badawczych czy harmonogram wydatkowania środków budżetowych. Dlatego znacznie bardziej użyteczna okazuje się analiza całego modelu funkcjonowania uczelni niż ocena pojedynczego wskaźnika finansowego. Tegoroczny raport pokazuje, że większość podstawowych parametrów ekonomicznych pozostaje stabilna. Nie oznacza to jednak zakończenia problemów finansowych szkolnictwa wyższego. Wręcz przeciwnie, wiele trudności ma charakter trwały i wynika z samej konstrukcji systemu finansowania.
Dane zamiast intuicji
Jedną z największych wartości raportów Uniwersyteckiej Komisji Finansowej jest ich ciągłość. Dwadzieścia trzy kolejne edycje tworzą unikatową bazę danych pozwalającą obserwować procesy zachodzące w polskich uniwersytetach na przestrzeni ponad dwóch dekad. Dzięki temu możliwe staje się oddzielenie krótkookresowych zmian od długofalowych tendencji.
Porównanie lat 2024 i 2025 prowadzi do kilku jednoznacznych wniosków. Po pierwsze, poprawiły się nominalne wskaźniki finansowe, przede wszystkim wartość subwencji. Po drugie, wzrost finansowania został w znacznej mierze skonsumowany przez rosnące koszty działalności. Ponadto nie zmniejszyły się różnice pomiędzy największymi uczelniami badawczymi a pozostałymi uniwersytetami. Wreszcie nadal pogłębia się uzależnienie uczelni od finansowania budżetowego przy jednoczesnym ograniczaniu znaczenia przychodów własnych.
Nowym elementem tegorocznego opracowania jest zastosowanie sektorowej stopy dyskontowej. To rozwiązanie ma znaczenie nie tylko metodologiczne. Pokazuje bowiem, że ocena finansowania szkolnictwa wyższego powinna uwzględniać specyfikę kosztów ponoszonych przez uczelnie, a nie wyłącznie ogólną inflację w gospodarce. Można przypuszczać, że właśnie ten sposób analizowania realnej wartości subwencji stanie się jednym z ważniejszych punktów odniesienia w dyskusji o przyszłym modelu finansowania polskich uniwersytetów.
Dwudziesta trzecia edycja raportu nie przynosi spektakularnych zmian w obrazie sektora, ale potwierdza zjawiska obserwowane od kilku lat. Uniwersytety pozostają instytucjami stabilnymi organizacyjnie, jednak ich możliwości rozwojowe są coraz silniej uzależnione od realnej wartości finansowania publicznego.
Paweł Antonowicz, Zbigniew Bukowski
Marzena Wojtaszko, Dominika Wendt
Analiza ekonomiczna uniwersytetów
dr hab. Paweł Antonowicz (Katedra Strategicznego Rozwoju i Nauk o Jakości Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego) – prorektor ds. rozwoju i finansów UG, członek Uniwersyteckiej Komisji Finansowej KRUP
dr hab. Zbigniew Bukowski (Katedra Prawa i Postępowania Administracyjnego Wydziału Prawa i Ekonomii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy) – pełnomocnik rektora UKW ds. finansowych, przewodniczący Uniwersyteckiej Komisji Finansowej KRUP
mgr Marzena Wojtaszko (Uniwersytet Gdański) – kwestor, główny księgowy
mgr Dominika Wendt (Uniwersytet Gdański) – główny specjalista ds. analiz ekonomiczno-finansowych
A czy Szanowni Państwo , uwzględnili uczelnie resortowe ???? /WAT, AszWoj ,LAW , AP , AWL ...../
Ludzie, co wy chcecie, POpieraliście ich tak chętnie. 8* kolportowali z radością i z krzykiem, no to teraz chwalić, że was gwiazdkują. Super, może rozumu elita przez kieszeń nabierze, a jak nie to na bruk i aj waj będzie cudny kraj.
Nie bardzo rozumiem, kogo innego mogą popierać w miarę inteligentni ludzie? PiS z jego pogardą dla wykształciuchów i nachalnym punktowaniem za 200 pkt tygodników religijnych tudzież wyjaśnianiem katastrof przez metody naukowe w stylu wybuchających parówek? Może Konfederację z jej systemową pogardą dla wykształcenia w ogóle, a już finansowania edukacji w szczególności?
Będą zwalniać i zatrudniać na śmieciówkach do klepania dydaktyki.
Koszmar! Kto to jest. Już dawno umarlismy. Teraz śmierdzimy bo się rozkładamy.
To że nas się okrada. To jest nie ważne.
Piotra
Nieważne :)
Polecam słownik języka polskiego przed snem
żeby tylko rok
Zatrudnienie w administracji uczelni mało rośnie bo już 50% pracowników to administracja. Przy takiej cyfryzacji to jest kuriozalne. A to szczelności dotykają przede wszystkim dodatków i nadgodzin tej drugiej grupy pracowników.
Moja uczelnia ze Śląska w ostatnim roku dorobiła sie 30 milionowej straty i dług ten zmniejsza kosztem pracowników: brak awansow stanowiskowych pracowników naukowych, likwidacja stanowisk pracy, premii. Pojawiają sie nawet problemy przy zamówieniu długopisów, toneru, papieru.
A czy ktokolwiek z administracji został zwolniony? Komukolwiek z administracji zabrakło papieru? Nie sadzę.
Generalnie to dane podane powyżej są mocno utrudnione. Zatrudnienie rośnie ale bez szczegółów to nic nam nie mówi. Dalej jeżeli chodzi o finanse uczelni to jest raczej oczywistym że będą one uzależnione od substancji bo tak jest skonstruowany system. Ale najlepiej by było aby uczelnia zarabiała tylko jak, jeżeli znacząca cześć kadry naukowej jest kadrą naukowo-dydaktyczną, że o innych (wymuszonych) aktywnościach nie wspomnę. A może ktoś poda mi stosunek liczby pracowników naukow-dydaktycznych i samodzielnych (dr hab i wzwyż) do liczby pracowników tzw. technicznych? Ciekawe co wyjdzie? Reasumując wszystko to w polskim systemie szkolnictwa wyższego to pracowników naukowo-dydaktyczny powinien zapewnić edukację młodych ludzi, zdobywac granty, pisać do Nature i jeszcze ogarniać papiery. Dlatego jest jak jest i degradacji ciąg dalszy. Pozdrawiam kolegów i koleżanki po fachu.
Zgadzam się. Dodam tylko, że polskie szkolnictwo wyższe i nauka to jest bagno - na mojej uczelni stosunek pracowników naukowo dydaktycznych do pracowników technicznych i administracyjnych wynosi 1:1, do tego chów wsobny, zatrudnianie po znajomości, ludzie spolegliwi promowani z dostępem do gaży i apanaży, a ludzie kompetentni i zdolni, ze strachu przed ich konkurencją - wykluczani gdzie się tylko da. Pracownicy niesamodzielny w zasadzie nikogo nie obchodzą, ponieważ miernoty profesorskie, które poobsadzane mają stołki, wpływy, relacje i zależności pilnują tylko tego, żeby politycznie się wszystko zgadzało.
Temat grantów...to jest zagadnienie dla służb trzyliterowych - kto komu po jakich układach przyznaje. Wszyscy wiedzą kto rządzi, ustawia i jakie ma wpływy w danej dyscyplinie i tak to się kręci od lat, że jedni mają za dużo a inni nie są nawet dopuszczeni do tego tortu. Finansowanie na projekty idzie w głównej mierze na gówno-badania, które potem idą na kolejną półkę
10/10
Po takim języku wypowiedzi nie dziwi mnie, że nikt Pana/Panią nie dopuszcza do projektów ani tortu :)
Panie Językoznawco, to klasyczny akademicki gaslighting. Mylenie anonimowego forum, które dla sfrustrowanych pracowników jest wentylem bezpieczeństwa, z oficjalnym bankietem u rektora to czysta demagogia. Atakuje Pan formę, bo brakuje Panu argumentów na treść – czyli na opisane wyżej bagno, chów wsobny i ustawiane konkursy. Właśnie przez takich strażników „wizerunku salonu”, którzy wolą zamiatać patologie pod dywan i dbać o gładkie słówka zamiast o realne zmiany, polska nauka szoruje po dnie.
Piękny pokaz odklejenia od realiów. Myśli Pan, że w zespołach badawczych czy przy podziale grantów decyduje „poziom języka” w komentarzach internetowych? Proszę zejść na ziemię. W większości przypadków kompetencje i kultura znaczą najmniej – liczy się to, jak głęboko ktoś potrafi wejść w tyłek decydentom albo z czyjego polecenia przychodzi. Ale rozumiem, że z perspektywy ciepłej posadki w układzie łatwiej pouczać o kulturze słowa, niż zderzyć się z prawdą. :)
Współczuję doświadczeń.
Dalej uważam, że wątpiach badawczych, ale także w środowisku akademickim kultura wypowiedzi jest bardzo ważna. Możemy się tutaj różnić. Na takim poziomie nie potrafię się spierać.
Życzę wszystkiego dobrego i oczywiście jakiegoś grantu może dotyczącego "język polski w wypowiedziach na forum akademickim"
Pozdrowienia z pięknej Warszawy
U nas wszystko jest, jak nalezy, a nawet lepiej.
"U nas wszystko jest, jak nalezy, a nawet lepiej. " i to jest elita i językoznawca. "..leŻy i beczy :))))). Słownik ortograficzny polecam. Ładnie się sepleni, no nie?
U nas w Warszawie wszystko jest jak należy, a nawet lepiej” – i w tym jednym zdaniu obnażył Pan całą swoją pogardę i odklejenie od realiów 90% polskich uczelni. Cudownie się patrzy z ciepłej, warszawskiej synekury na resztę kraju, która tonie w długach, prawda? Ten protekcjonalny ton o „kulturze” i złośliwości o grantach tylko potwierdzają to, co pisałem: syty głodnego nie zrozumie, a beneficjent układu zawsze będzie bronił betonu, udając, że problemem polskiej nauki jest brak „wersalu” w komentarzach, a nie systemowa zgnilizna.
Dziękuję za ten komentarz. Jest on idealnym, wręcz podręcznikowym przykładem akademickiej pychy, narcyzmu i pasywnej agresji. Tekst o tym, że w Warszawie „wszystko jest jak należy”, podczas gdy system w całym kraju trzeszczy w szwach, idealnie pokazuje Pana mentalność: „ja mam dobrze, a wy tam na dole nauczcie się ładniej prosić panów profesorów”. Nie potrafi Pan dyskutować o faktach (układy, kolesiostwo, finanse), więc ucieka Pan w tani, warszawski snobizm. Klasa.
Pozdrawiamy z realnego świata.
Proszę wziąć kredyt, zmienić pracę. Może będzie lepiej?
Czy ktoś Was trzyma na siłę w akademii?
Przepraszam, ale nie mam czasu na dalsze dyskusje, ponieważ lecę na urlop
Do Szwajcarii.
Ucz sie pilnie Panie/Pani Em a może ktoś do grantu weźmie, oby nie na proof leadera :) Tortu nie polecam - za słodki. Moze bajaderka?
Panie „Językoznawco”, rzucanie tekstem „weź kredyt, zmień pracę” i prowincjonalne chwalenie się urlopem w Szwajcarii to już nawet nie jest narcyzm – to czysta, podręcznikowa pogarda dla tysięcy ciężko pracujących ludzi nauki w tym kraju. Wyjątkowo obrzydliwy pokaz buty. Ale najpiękniejsze jest to, że tak bardzo chciał Pan zabłysnąć złośliwością na koniec, że aż stworzył Pan nowy zawód: „proof leader”. Jako pracownik nauk technicznych, publikujący w międzynarodowych bazach, z dumną satysfakcją uświadomię Pana, że taka funkcja w przyrodzie nie istnieje. Chodziło Panu o proofreadera, ale w pośpiechu, by uciec do tej Szwajcarii przed merytoryczną dyskusją, znowu wyłożył się Pan na podstawach. O braku polskich znaków w „Ucz sie” i „Moze” już nawet nie wspomnę. Sili się Pan na wielką elokwencję i akademicki autorytet, ale prawda jest taka, że takim erudytą, gawędziarzem i autentyczną osobowością akademicką jak prof. Bogusław Bednarek to Pan nigdy nie będzie. Jemu do szacunku u ludzi nie były potrzebne złośliwe emotki, tanie snobizmy i szwajcarskie wakacje. Pieniądze, układy i ciepła posadka dają Panu luksusy, ale klasy nie kupią – z chama profesora nie będzie. Szerokiej drogi. Proszę tam w Alpach koniecznie poszukać jakiegoś słownika, bo w Warszawie – jak widać po Pana wpisach – jednak nie wszystko działa „jak należy”.
Specjalnie pozostawione "sidła językowe", aby w tym smutnym szarym życiu bez tortu dać Pani/Panu trochę radości ze znalezienia drzazgi w cudzym oku. Brawo proszę wpisać sobie do oceny pracowniczej ;)
Pozdrawiam ze Szwajcarii, jest pięknie. Polecam cieżej pracować, jeszcze ciężej i cieszyć się życiem, a nie obrażać innych. Zachowanei, które tutaj obserwujemy niestety jest typowe dla tych, którzy narzekaja, że nikt nie chce ich na nawet na stanowisko, które nie istnieje ;) proof leadera (proszę łapać żarty).
Polecma pracę w biznesie, ale tam jest trudniej. Też jest tort, ale są też wafelki typu andruty. Tylko trzeba mocno pomijać wodą ;)
Em jest wspaniałym naukowcem ;) powodzenia
Panie Językoznawco, ta Pana mityczna „Szwajcaria” i rzekome „sidła językowe dla żartu” to już chyba wyższy stopień urojenia i rozpaczliwa próba ratowania twarzy. Cała ta dyskusja to zresztą doskonały dowód na to, o czym pisałem na początku – publiczne pieniądze zamiast na takich sytych „językoznawców-darmozjadów” z układu, powinny w tym kraju iść na nauki techniczne i realny rozwój technologii. Przynajmniej byłby z tego jakiś pożytek dla gospodarki, a nie dotowanie internetowego narcyzmu.W tych Pana kolejnych, nerwowych „sidłach” znowu namnożyło się niechlujstwa: od „Zachowanei” i „Polecma”, przez brak polskich znaków, aż po absolutny hit: „trzeba mocno pomijać wodą”. Rozumiem, że w Pana wybitnej polszczyźnie andruty się „pomija”, a nie popija? Gratuluję, znowu się Pan koncertowo zaorał, udowadniając, że te Pana nauki o języku są warte tyle samo, co Pana rzekoma klasa.Siedzi Pan rzekomo w tych Alpach, a zamiast cieszyć się urlopem, co chwilę odświeża Pan forum i nerwowo produkuje kolejne nieskładne posty, bo inżynier z nauk technicznych doszczętnie zburzył Panu mit własnej nieomylności. Prawda zabolała. Życzę udanego popijania (lub pomijania) andrutów wodą i bez odbioru.
Ale jest Pan widać zazdrosny :)
Typowa Polska nauka.
Ktos ma grant to musi dopraszać. Ktoś coś osiągnął
To najłatwiej tort znajomych i koleżeństwo.
Do roboty!
Żałosne
Wie Pan, ja raczej nie mam problemu z językiem pisanym (mówionym też), i jakoś specjalnie też mi NCN nic z "grantowego tortu" nie dał. Owszem, należy pisać kulturalnie itd., ale sedno sprawy pozostaje tzn. jest tak, jak piszą Ci Koledzy: po prostu, sytuacja polskiej nauki i szkolnictwa wyższego JEDZIE W DÓŁ. Jakiś czas temu nasunęła mi się myśl, że system polskiej nauki przypomina trochę taki półprzewodnik połączony z metalem, tzn. w dużym skrócie mówiąc: jakaś tam część elektronów z półprzewodnika poleci do tego metalu (pomijam to, że trzeba mieć jeszcze różnicę potencjałów :) ). Jak wiadomo, żeby popłynął prąd, w skrócie mówiąc, w paśmie przewodnictwa musi być pewna liczba elektronów. No i te elektrony z pasma przewodnictwa, to te którym udało się tam dostać z pasma walencyjnego. W przełożeniu na system nauki, to są właśnie ci farciarze, którym udało się wywindować w górę: ktoś dostał się do dobrej grupy badawczej, ktoś uzyskał grant, ktoś habilitował się itd. Zaś reszta "naukowych elektronów" (takie "pańszczyźniane"), siedzi sobie w "paśmie walencyjnym" i klepie dydaktykę (czyli odrabia pańszczyznę), dłubiąc coś tam naukowego - a nuż "cuś wyjdzie" (tutaj jest to element folkloru - tak przy okazji :) ). Co roku zaś, te najbardziej fartowne "naukowe elektrony" z pasma przewodnictwa wygłaszają piękne przemówienia, jako rektorzy, czy prorektorzy, bądź wypinają klatki piersiowe po ordery lub dostają nagrody. A "elektrony pańszczyźniane" mogą sobie tylko popatrzeć, posłuchać i pouśmiechać się, no bo przecież "trzeba myśleć pozytywnie". No i tak sobie upływają lata na udawaniu pozytywnego myślenia...
PS. Od razu uwaga do kolegów fizyków - nie rozważam tutaj zagadnienia tzw. "dziur" z półprzewodnika. :)))
Proszę Pana,
nic nie usprawiedliwia języka na forum akademickim. Żadna dobra grupa badawcza kogoś takiego nie weźmie do swojego grona.
Jak można przypadkiem dostać się do dobrej grupy badawczej? Dobra grupa nikogo przypadkiem nie weźmie..
Przecież sekcja komentarzy na forum akademickim to taki Wykop dla naukowców :D tu nie ma językowej sprawiedliwości
Tak samo, jak sekcja Marka W.
Dokladnie tak jest, pewnie wszędzie, ale na moim - jakby nie było - uniwersytecie badawczym jest na pewno!
Mnie tylko zastanawia, kiedy dotrze do nas świadomość konieczności poważnego cięcia kosztów, czyli to, co jest widoczne od jakiegoś czasu w krajach Europy i nie dotyczy to słabych uczelni. UK, ale i Holandia, Niemcy, Francja itp. U nas paradoksalnie przybywa uczelni, rośnie - jak wyżej w artykule - zatrudnienie (tylko kogo? administracji? nauczycieli?), a przecież to się musi skończyć katastrofą, jeśli na wielu uczelniach mamy na niektórych kierunkach po kilku-kilkunastu studentów i takie roczniki są utrzymywane.
AI AI AI AI AI zastąpi profesorów będzie taniej, prawie bez kosztowo. Finanse uczelni uratuje
Wszedłem poczytać komentarze, a tu jeszcze nic. Studentów ubywa z powodów demograficznych a nie jesteśmy i nie będziemy konkurencyjni dla studentów zagranicznych z powodu niedofinansowania części badawczo-rozwojowej kosztem etatów. Ten i kolejny rocznik są liczne na 150% z powodu kumulacji roczników (szesciolatki do szkół), ale to już koniec. NB żadna znana mi uczelnia nie zwiększyła znacząco naboru żeby zgarnąć te nadwyżki, więc samo to świadczy o odbiorze rzeczywistości ze strony uczelni. Po drugie pensje są tak niskie, że kapitał ludzki opuszcza uczelnie, co zwłaszcza dotyczy młodych i ambitnych. Po trzecie, większość kierunków nie odpowiada na potrzeby rynku, chociaż to deklarują. Poza wielką 5 miast, większość uczelni wegetuje, ale są pod ochroną polityczną, bo stwarzają pozory życia lokalnego. Wniosek wspólny jest niestety taki, że trzeba pozamykać niektóre (liczne) kierunki i uczelnie, wszędzie likwidować kończące się etaty oraz zwiększyć presję na rotację pokoleń.
Kolejny aspekt to środki na badania. Nie ma wystarczająco dużo grantów polskich, granty europejskie są poza zasięgiem, a w dodatku nie ma ich wcale tak dużo (karygodne niezrozumienie we wladzach). Nie ma środków z przemysłu na R&D. W wielu miejscach na Zachodzie, pieniądze na badania pochodzą z własnego budżetu, a u nas subwencja pokrywa wegetację na etatach. Chyba że taki jest plan, żeby mając czyste ręce zrobić "herd culling and great extinction", rozłożyć ręce i powiedzieć "sorry, taki klimat, nie umieją robić nauki, to muszą odejść". Jak się ścina drzewa, to trzeba dobrze planować, żeby upadło w kontrolowany sposób. Inaczej zamiast inżynierów przetrwa tylko kształcenie pedagogów i teologów.
Moja uczelnia (najlepsza w rankingu uczelni technicznych mieszczących się przy ulicach nazwanych na cześć zastrzelonych prezydentów II RP) zwiększyła nabór - na niektórych kierunkach o 60%. Skutkuje to katastrofalną ilością nadgodzin oraz brakiem sal lub zajęciami po nocy.