„Ewaluacja jest dziś narzędziem, które służy do dzielenia się biedą”, „Mało kto z nas wierzy, że to dobry sposób na rozliczenie się z publicznych pieniędzy”, „System działa wedle zasady: nie idzie nam strzelanie bramek, to ustalmy wynik liczbą podań piłki”, „Przestańmy wreszcie tańczyć ewaluacyjnego chochoła” – takie głosy padały podczas piątkowej debaty zorganizowanej przez Komitet Naukoznawstwa PAN.
O modelu ewaluacji działalności naukowej w Polsce dyskutowano w ostatni piątek w siedzibie PAN w Pałacu Staszica w Warszawie. W debacie wzięli udział: prof. Zbigniew Błocki, matematyk, były dyrektor Narodowego Centrum Nauki; prof. Agnieszka Chacińska, biolog molekularna, dyrektor Międzynarodowego Instytutu Mechanizmów i Maszyn Molekularnych Polskiej Akademii Nauk; dr hab. Adam Gendźwiłł; socjolog i geograf z Uniwersytetu Warszawskiego; prof. Błażej Skoczeń, przewodniczący Komisji Ewaluacji Nauki w latach 2019–2023. Spotkanie, które podzielono na cztery części, prowadziła dr hab. Joanna Golińska-Pilarek z UW. Patronem medialnym wydarzenia było „Forum Akademickie”. Poniżej zapis najważniejszych wątków dyskusji.
W jakim miejscu znajduje się polska nauka po przeszło trzech dekadach poddawania się różnym systemom instytucjonalnej oceny? Co, o ile w ogóle, dzięki nim się zmieniło? Jak z dzisiejszej perspektywy należy je oceniać? Czy przyniosły realną zmianę w sposobie funkcjonowania instytucji naukowych?
Zbigniew Błocki: Główny problem polskiej nauki polega na tym, że w zasadzie nigdy jej nie zreformowano. Gospodarka po upadku komunizmu przeszła radykalną transformację, w nauce nic takiego nie miało miejsca. Jeśli już wprowadzano zmiany, to na ogół na gorsze. Dzisiejsza ewaluacja przypomina mi model gospodarki socjalistycznej, który stale był reformowany i nigdy nie działał. Jest strasznie skomplikowana, pracochłonna i pochłania bardzo dużo energii, a całą para idzie na dobrą sprawę w gwizdek, skoro i tak można ręcznie poprawiać wyniki. W dodatku ta ocena do niczego nie motywuje i za nic nie nagradza. Absurdalnie tworzona punktacja publikacji nie rozróżnia topowych czasopism od błahych tytułów. Bezsensowność systemu najlepiej widać po popularności drapieżnych publikacji, na które wydaje się ogromne sumy.
Agnieszka Chacińska: Zgadzam się, że brak reformy nauki zaraz na początku, gdy stawiano filary nowego państwa, odbija się dzisiaj czkawką. Produkujemy dużą liczbę publikacji, które nic nie znaczą. W takim właśnie miejscu dziś jesteśmy. Oprócz tego przegrywamy w konkurencji nie tylko z technologicznymi gigantami, jak Niemcy, ale już nawet z Czechami. Oczywiście, są i pozytywy, na przykład stworzenie systemu grantowego. Decyzja o powołaniu Narodowego Centrum Nauki niosła za sobą dalekosiężne skutki: zwiększyła naszą efektywność w staraniach o granty europejskie i odwróciła „brain drain” – wielu Polaków, którzy wcześniej wyjechali po wykształcenie i doświadczenie naukowe za granicę, powróciło do kraju, tutaj odnajdując swoje miejsce w nauce.
Adam Gendźwiłł: Jedyne, co pozostaje niezmienne w polskiej nauce, to jej zła sytuacja finansowa. Mechanizm ewaluacji służy dziś tak naprawdę do dzielenia się biedą. Miał być narzędziem do alokacji pieniędzy z subwencji oraz selekcji w przyznawaniu uprawnień do awansów naukowych. Trudno jednak mówić o tym, żeby kategorie naukowe miały realny wpływ na wysokość subwencji, skoro warunkiem brzegowym jest tzw. tunel, ograniczający wzrost finansowania jednostek względem poprzedniego roku. Podobnie z awansami – po ostatniej ocenie prawie 94% dyscyplin posiada kategorię B+ lub wyższą. System rozróżnia więc poszczególne jednostki czysto symbolicznie. Poza tym, jednym z podstawowych wyzwań, które musimy przezwyciężyć, żeby jakkolwiek zaprojektowany system ewaluacji zadziałał, jest brak kultury feedbacku. Ocena okresowa jest karykaturalna, informacji zwrotnej naukowcy nie dostają też na poziomie recenzji awansowych, których jakość w wielu przypadkach pozostawia wiele do życzenia. Trudno w tej sytuacji planować rozwój kariery, kiedy nie wiadomo, co robi się dobrze, a co trzeba poprawić.
Błażej Skoczeń: Mamy już czwartą generację systemu ewaluacji, który zainicjowano jeszcze w latach dziewięćdziesiątych od oceny w pełni eksperckiej. Uważam, że przez ten czas wzrosła wśród akademików świadomość związku między środkami publicznymi wydawanymi na naukę a koniecznością stałego podnoszenia jakości działalności naukowej. Rocznie wydajemy na naukę około 40 mld zł, czyli w ciągu pięciu lat 200 mld zł. Trzeba wyjaśnić społeczeństwu, co się z tymi środkami dzieje i jaki jest ich wpływ na rozwój naukowy.
To, w jakim miejscu obecnie jesteśmy, dobrze pokazuje pozycja dziedzin nauki na arenie międzynarodowej w bazie danych Scimago. W dziedzinie nauk humanistycznych i nauk o sztuce w roku 2012 zajmowaliśmy 24 pozycję, a w ubiegłym – już 11. Liczba dokumentów cytowalnych wzrosła w tym okresie z 626 do 3767. W naukach społecznych awansowaliśmy z 29 na 16 miejsce, a liczba dokumentów cytowalnych urosła pięciokrotnie – z 1450 do 7577. Przyrost jest widoczny, idziemy do przodu. W ewaluacji z roku 2022 zaangażowano około 900 ekspertów, co oznacza, że wykształciliśmy dużą grupę osób, które mają nie tylko potencjał, ale i kompetencje do wykonywania tego rodzaju działań. Stopniowe przesuwanie ewaluacji w stronę modeli eksperckich już się więc dokonuje.
Jaki powinien być właściwy cel oceny jakości działalności naukowej? Czy ewaluacja ma być głównym narzędziem dystrybucji środków, czy może powinna też wspierać rozwój jakości badań? I czy w ogóle potrzebujemy ewaluacji?
Agnieszka Chacińska: Gdyby ewaluacja przekładała się na rzeczywistą dystrybucję środków, okazałoby się, że jednostkom naukowo słabszym, należałoby dać mniej pieniędzy. W moim przekonaniu niesie to jednak za sobą bardzo negatywne konsekwencje i nie uważam, by była to dobra droga. Nie chcę przez to powiedzieć, że jednostkom, które nie są w stanie utrzymać choćby przeciętnego poziomu nauki, należy i tak dosypywać pieniędzy. Trzeba jednak wypracować zupełnie inne mechanizmy, które zminimalizowałyby koszty społeczne takiej ewaluacji. Polityka państwa powinna wspierać mechanizmy doskonałości, które będą promowały również innowacyjność i naszą konkurencyjność w Unii Europejskiej. Do tego niezbędne jest jednak zwiększenie funduszy, bo z 1% PKB nie ma na to szans. Jednym z takich mechanizmów mogłyby być sprawnie działające agencje grantowe.
Adam Gendźwiłł: Ewaluacja jest bardzo drogim narzędziem, które ma jednak znikomy wpływ na alokację środków w porównaniu z innymi instrumentami, jak np. program IDUB. Ale skoro zdecydowaliśmy się mieć publiczny sektor badawczy i szkolnictwa wyższego, to algorytm określający wysokość subwencji jest po prostu niezbędny. Jeśli ma on uwzględniać kryterium jakości, to trzeba wypracować mechanizm, który różnicuje podmioty pod tym względem. Model w obecnym kształcie, zepsuty przez kolejne decyzje polityczne lub ich zaniechanie, stracił legitymizację w środowisku, a przez to trudno tłumaczyć społeczeństwu, że jest to nasz sposób na rozliczenie się z publicznych pieniędzy. W gruncie rzeczy mało kto z nas wierzy, że to dobry sposób.
Błażej Skoczeń: Ewaluacja jest uprawiana niemal we wszystkich krajach europejskich. W Polsce wydajemy na nią stosunkowo niewiele, a dostajemy efekt w postaci ocen wszystkich jednostek naukowych i dyscyplin. Kształtując system, można pójść dwiema ścieżkami: pozwolić jednostkom rozwijać się w takim kierunku, jaki sobie życzą, albo wyznaczyć główne osie rozwoju nauki, które nadałyby kierunek zmian w podmiotach. Tę drugą koncepcję przyjęliśmy w Polsce.
Wyniki ewaluacji powinny dawać podstawę do poprawy jakości badań naukowych, ze szczególnym uwzględnieniem sektorów, które wydają się ważne z punktu widzenia rozwoju nauki. Tak, żeby przy skromnych środkach, którymi dysponujemy, można było powiedzieć: „Jesteśmy zadowoleni po kolejnej ewaluacji, bo widać wyraźny wzrost jakości badań naukowych”. Ewaluacja ma też dostarczyć informacje o tym, jak jednostki w danej dyscyplinie nauki się rozwijają, dzięki czemu można je porównywać ze sobą, bez potrzeby ich rankingowania. Ewaluacja daje także podstawy do przyznania podmiotom uprawnień. Przyjęliśmy, że na podstawie wyników przyznajemy jednostkom naukowym uprawnienia. W tej chwili toczą się dyskusje o wprowadzeniu dodatkowego elementu w tym zakresie w postaci minimum kadrowego.
Zbigniew Błocki: Odnoszę wrażenie, że jeśli chodzi o ewaluację poszliśmy w takim kierunku, że skoro nie idzie nam strzelanie bramek, to ustalamy wynik liczbą podań albo wykopów piłki. Mamy rozwijającą się gospodarkę i naukę, która do pozycji gospodarki wyraźnie nie doskoczyła. Nasze ambicje powinny być znacznie większe. Japonia w 2000 roku opracowała strategię rozwoju, w której założono zdobycie minimum 30 Nagród Nobla w ciągu pół wieku. Zdobyli już 2/3 z tego planu.
Jestem sobie w stanie wyobrazić system nauki bez ewaluacji. Działalność naukowa może być finansowana przez różne strumienie, np. koszty pośrednie z grantów. Wynosiłyby one nie 20% jak teraz, a np. 100%. De facto na tym poziomie odbywałaby się ewaluacja, bo granty przyznawane są przecież na zasadzie oceny eksperckiej. Innym sposobem dystrybucji środków jest „zamawianie” badań. Państwo decyduje, że np. badania polarne muszą być prowadzone na wysokim poziomie, więc przeznacza na nie odpowiednie fundusze. Jak pokazuje przykład wydatków na badania z zakresu technologii obronnych nie wykorzystujemy jednak zbyt sensownie tej możliwości. W polskiej nauce, jeżeli naprawdę chcemy ją porządnie zreformować, należy zacząć budować nowe elementy systemu, dokładnie tak jak zrobiono to swego czasu z Narodowym Centrum Nauki. Jeżeli będziemy zwiększać finansowanie kiepsko działających instytucji, niczego nie osiągniemy.
Jak powinien wyglądać system ewaluacji? Czy ocenie powinny podlegać dyscypliny, jednostki organizacyjne czy zespoły badawcze? Czy oceniać jakość badań, czy publikacje? Jakie elementy usunąć, a jakie wprowadzić?
Adam Gendźwiłł: Jakiego modelu byśmy nie zastosowali, bez dodatkowych środków na badania system będzie generował błędne decyzje. Niedofinansowanie nauki grozi nawet nie tym, że pieniądze trafią nie tam, gdzie nie trzeba, ale że nie zostaną przeznaczone na rzeczy, na które powinniśmy je wydać, m.in. na zatrzymanie najzdolniejszych badaczy w Polsce. W takim przypadku manipulowanie parametrami ewaluacji daje efekt jedynie czysto estetyczny.
Moja wymarzona ewaluacja powinna mieć jaśniej zdefiniowane cele i służyć mniejszej ich liczbie niż obecnie. Na pewno nie powinna obejmować popularyzacji nauki – od tego są inne instrumenty. System premiujący np. występy w mediach doprowadzi do szeregu nadużyć, a dodatkowe zachęty tylko zwiększą skalę już istniejącego problemu. W systemie eksperckim kluczowa jest przejrzystość. Jeśli brakuje transparentności przy powoływaniu ekspertów, a potem jawności ich ocen, to łatwo później podważać cały system. Mamy złe doświadczenia przy modyfikowaniu listy czasopism i to nie może tak wyglądać. Ewaluacja powinna także różnicować misję instytucji badawczych. I wreszcie, powinna składać się nie tylko z oceny parametrycznej, ale również z dobrze zaprojektowanych programów ministerialnych. Chciałbym, by było to skoordynowane, ale przyznam szczerze, że na razie trudno to dostrzec na horyzoncie.
Błażej Skoczeń: Zarówno DORA (Declaration on Research Assessment), jak i COARA (Coalition for Advancement of Research Assement) wskazują kierunek rozwoju systemów ewaluacji: postulują, by ocena miała charakter ekspercki, czyli peer review, ale była poparta parametrami, które są niezbędne, żeby ekspert mógł podjąć właściwą decyzję. W Wielkiej Brytanii ewaluacja ma charakter ekspercki, oceniane jest po pierwsze środowisko wspierające badania naukowe (25%), jakość wyników badań (50%) i wpływ wyników poza akademią (25%). Z kolei w modelu holenderskim jednostki naukowe ewaluują się same na podstawie protokołu przygotowanego przez tamtejsze ministerstwo. Jest oczywiście powoływany międzynarodowy zespół ekspertów, ale jednostka ewaluuje się sama. Ocenia się, po pierwsze, jakość badań naukowych, następnie ich znaczenie dla społeczeństwa oraz wykonalność i opłacalność. Natomiast we Francji jednostki naukowe ocenia się w sposób holistyczny, a więc pod kątem zarządzania strategicznego i operacyjnego, badań naukowych, innowacji, roli nauki w społeczeństwie oraz kształcenia. Takie całościowe podejście pozwala sprawdzić na przykład, czy badania naukowe przekładają się na jakość kształcenia. To są trzy różne systemy, ale wszystkie mają jedną cechę wspólną – są oparte na międzynarodowych ekspertach oceniających jednostkę. Myślę, że powinniśmy też w tym kierunku zmierzać.
Zbigniew Błocki: Przywołane trzy modele potwierdzają tylko to, co mówiłem wcześniej o absurdalności polskiej ewaluacji. Ona jest kompletnie oderwana od tamtych systemów. U nas dominującą rolę pełnią publikacje w czasopismach drapieżnych, czyli kompletnie bezwartościowych, a równocześnie bardzo drogich. Uważam, że o wiele lepiej siłę naukową poszczególnych jednostek w Polsce pokazuje liczba otrzymywanych grantów. Przede wszystkim ich przyznawanie oparte jest na ocenie międzynarodowych ekspertów. Owszem, nie jest to tanie, ale Brytyjczycy, którzy wydają na ewaluację ponad 400 mln funtów, jednak widzą w tym sens.
Agnieszka Chacińska: Dla mnie idealny system to bardzo mocno uproszczona ewaluacja, zupełnie podstawowa, od której zależy jedynie baza finansowa. Środki, które mają zapewnić rozwój, widziałabym natomiast już w decyzjach międzynarodowych ekspertów. To już się przebija do naszej świadomości, coraz więcej osób dostrzega, że bez porządnej eksperckiej ewaluacji międzynarodowej nie damy rady prawidłowo dystrybuować pieniędzy na naukę. System powinien też uwzględniać różnice między dyscyplinami, bo obecnie jest to w niewystarczający sposób akcentowane. Trzeba także wprowadzić zróżnicowanie w ocenie uczelni i instytutów, których głównym celem jest działalność naukowa. Daję głowę, że eksperci międzynarodowi nie mieliby z tym problemu.
Czy lepiej stopniowo zmieniać obecny system, czy budować zupełnie nowy? Jakie zmiany są realnie możliwe w najbliższym czasie? Czy środowisko jest gotowe na duże zmiany, czy raczej na wariant kompromisowy?
Błażej Skoczeń: W moim przekonaniu ocena działalności naukowej mogłaby się stać oceną w pełni ekspercką, co zapewniłoby już nie tylko ilościowe, ale także jakościowe spojrzenie na osiągnięcia. I taka zmiana, ewolucyjna, już się dokonuje. Ale jest też inna propozycja, bardziej rewolucyjna – to wprowadzenie drugiego filaru w postaci holistycznej oceny jednostki naukowej, na wzór francuski. To podejście całościowe uwzględniałoby strategię jednostki, jej współpracę ze środowiskiem wewnętrznym i zewnętrznym, w szczególności z otoczeniem społeczno-gospodarczym, a także badania naukowe widziane z perspektywy procesu kształcenia. W tej chwili przepływ informacji z sektora badań do sektora kształcenia nie zawsze jest właściwy i holistycznym systemem można by go poprawić. Przygotowanie takiej zmiany wymaga jednak czasu, sądzę, że co najmniej dwóch lat, w związku z tym na taką rewolucję trzeba jeszcze poczekać.
Zbigniew Błocki: Myślę, że najpierw musimy się zdecydować na to, czy chcemy wszystkim dawać po równo, czy nie. Na podstawie doświadczeń innych krajów wiadomo, że z rozsmarowywania po równo poziom nauki nie wzrośnie. Ewaluacja musi zasadniczo, a nie tylko kosmetycznie, różnicować oceny. Nie uważam przy tym, żeby musiał to być aż tak skomplikowany proces jak teraz, można by go uprościć.
Agnieszka Chacińska: Rewolucja w naszych warunkach jest niemożliwa. Podstawowy poziom oceny musi być uproszczony, powinien jasno wskazywać cele i brać pod uwagę nie liczbę publikacji, tylko jakość wytworzonej własności intelektualnej. I najważniejszy element całej układanki: wiarygodni eksperci, najlepiej międzynarodowi. Ich zresztą moglibyśmy bardziej angażować do doradztwa na szczeblu ministerialnym. Biurokraci nie powinni zarządzać nauką, od tego powinni mieć doradców naukowych.
Adam Gendźwiłł: Jesteśmy skazani na rozwiązania ewolucyjne, przynajmniej w najbliższych latach. Po pierwsze ze względów politycznych – współpraca rządu z prezydentem w obecnym kształcie uniemożliwia de facto przeprowadzenie większych reform państwa, w tym również reformy nauki i szkolnictwa wyższego. Po drugie, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie ma w tej chwili zdolności do tego, żeby wdrażać radykalne reformy. Brak tam przywództwa, określonych celów, nie ma jakiejkolwiek wizji polityki naukowej. Uważam, że dużym zaniechaniem było to, że bezpośrednio po zmianie władzy nie uzdrowiono listy czasopism. Do dziś pozostaje ona skażona, a najbardziej cierpią na tym nauki społeczne i humanistyka. Oczywiście, system powinien być prostszy, liczba ewaluowanych osiągnięć ograniczona, a lista czasopism zmieniona. Chciałbym, by ewaluacja w Polsce przestała być chochołem, wokół którego wszyscy tańczymy. Ona ma bowiem o wiele mniejsze znaczenie, niż nam się wydaje.
Nagranie audio z debaty, której patronem medialnym było „Forum Akademickie”, dostępne jest na kanale YouTube.
Not. Mariusz Karwowski
STOTEN i Damia Barcelo doczekali się właśnie artykułu w El Pais. Z pewnymi ogólnymi refleksami na temat działania współczesnej nauki i obecnego systemu wydawniczego.
https://english.elpais.com/science-tech/2025-11-28/the-fall-of-a-prolific-science-journal-exposes-the-billion-dollar-profits-of-scientific-publishing.html
Odnośnie wynagrodzeń w sektorze zwanym szkolnictwem wyższym (sytuacji instytutów nie znam ale słyszałem, że jest gorzej) to chwalenie się rządzących podwyżką o 30% w poprzednim roku to trochę na wyrost gdyż podwyżka ta wynikła tylko i wyłącznie z walki politycznej miedzy PO a PiS. Minister Czarnek zaproponował w ramach kampanii wyborczej w 2023 r. projekt rozporządzenia, w którym podał minimalne wynagrodzenie profesora o 30% wyższe od poprzedniego. Partie, które wygrały wybory nie bardzo mogły się już z tego wycofać i tylko dlatego dały podwyżkę. Jakby nie ten projekt Czarna to prawdopodobnie było może 15 lub maksymalnie 20% podwyżki.
Dlatego sądzę, na podstawie moich wieloletnich doświadczeń, że kolejne zwiększenie nakładów na naukę nastąpi w roku akademickim 2027/2028. Jest to rok wyborczy i w roku 2026 zapewne decydenci rządzący naszym krajem zaczną obiecywać i może nawet przedstawią piękne plany poniesienia finasowania w tym wynagrodzeń ale dopiero od roku pewnie 2028. Mozę coś dorzucą na rok 2027, żeby pokazać że zaczynają cykl zwiększania nakładów, ale będzie to niewiele.
Jakby nie patrzeć władza przypomina sobie czasami o nauce polskiej i naukowcach jak są wybory lub jak jest jakiś problem, który trzeba rozwiązać bo im spadają sondaże.
Niestety nauka polska jest ostatnim ogniwem w łańcuchu pokarmowym budżetu państwa.
Dla wszystkich fanów ewaluacji i listy czasopism punktowanych. Po 14 miesiącach „on hold”
"Science of the Total Environment was delisted from Clarivate's Master Journal List on November 17 for editorial misconduct" (ciekawa zbieżność dat z tym artykułem).
To flagowe czasopismo Elseviera w naukach o środowisku. Przypomnę, że na naszej liście ma 200 pkt. Oczywiście w najbliższej ewaluacji (za lata 2022-2025) tę punktację zachowa. Polscy uczeni opublikowali w nim w tym czasie 1484 artykuły (do końca roku na pewno będzie powyżej 1500, to będzie jakieś 10% tych za 200 pkt., w poprzedniej ewaluacji było ich 14065), bo to było marzenie polskich chemików środowiska. Ponieważ większość tych artykułów ma autorów z kilku ośrodków, dadzą one jakieś 1 000 000 punktów w tej ewaluacji. Tak samo jak Chemosphere usunięte 16.12.2024 (140 pkt.). Takich "prestiżowych" czasopism, o których od dawna wiadomo, że są opanowane przez papierników, jest oczywiście znacznie więcej, np. Chemical Engineering Journal
https://www.pubpeer.com/publications/98CF3CE3B76339857710A3315617B8
Journal of Hazardous Materials, Journal of Cleaner Production, Environmental Research. Międzynarodowy zespół detektywów pracuje usilnie, żeby je też spotkał ten sam zasłużony los.
Oczywiście nikt nie wiedział o przekrętach redaktorów STOTEN, szczególnie naczelnego – Damia Barcelo, który sprzedał się Saudyjczykom za 70000 EUR rocznie, o czym El Pais pisał już w kwietniu 2023.
https://english.elpais.com/science-tech/2023-04-18/saudi-arabia-pays-spanish-scientists-to-pump-up-global-university-rankings.html
Jeszcze w ubiegłym roku (ponad rok po tym artykule w El Pais) został zaproszony jako prelegent plenarny na tę konferencję (wersja zarchiwizowana, oryginalna strona została usunięta w ciągu tygodnia po tym, jak w maju poinformowałem o niej Elseviera).
https://web.archive.org/web/20250126055207/https://gtse24.com/plenary-keynote-speakers/
Punkciki są przecież najważniejsze. I to woła o pomstę do nieba.
@Hubert Wojtasek
Wow. Simply, wow..
Może teraz DORA wróci do łask?
Troche tylnymi drzwiami, ale jednak.
Takie informacje to kolejny argument za tym, żeby w ewaluacji zmierzać w kierunku oceny ekspertów.
Bibliometria jest pomocna, ale nie zawsze i nie powinna decydować o wszystkim.
Panie Marcinie,
Jeśli byłby Pan zainteresowany, to proszę spojrzeć na mój komentarz powyżej.
@Hubert Wojtasek
Dzięki za link
EL PAÍS wydaje się być dosyć aktywny w temacie publikowania naukowego.
Bo Hiszpania ma się czym chwalić na tym polu. 😊
https://english.elpais.com/science-tech/2025-06-10/eleven-studies-by-spanish-scientist-rafael-luque-are-retracted-due-to-fraudulent-practices.html
https://english.elpais.com/science-tech/2024-10-17/springer-nature-retracts-75-studies-by-the-university-of-salamanca-rector-and-his-collaborators-for-fraudulent-practices.html
https://english.elpais.com/science-tech/2023-06-04/a-researcher-who-publishes-a-study-every-two-days-reveals-the-darker-side-of-science.html
W Europie mieli największą liczbę Highly Cited Reserchers (w większości oszustów), którzy sprzedali się Saudyjczykom.
Z ekspertami, proszę pana, jest ten problem, że pan jest ekspertem, i ja jestem ekspertem, i pan Wojtasek jest ekspertem, i właściwie każdy uczciwy uczony z odrobiną doświadczenia powinien być ekspertem. Uczony to nawet więcej niż ekspert, bo choć każdy uczony jest (a przynajmniej powinien być) ekspertem, to nie każdy ekspert jest uczonym. Kto nie wierzy, nie spyta dowolnego słownika.
Więc jak teraz podzielimy naukowców na oceniających ekspertów i ocenianych nie-ekspertów, to ktoś zada pytanie: a dlaczego nie odwrotnie? I będzie mieć rację. Środowisko naukowe przez stulecia oceniało się samo. Dlaczego więc wprowadzono ocenę parametryczną? Bo środowisko to przegniło. Nie wiem jak gdzie indziej ale w Polsce zdecydowanie.
@Profesor PAN
Można narzekać, bo ocena przez ludzi ma i zawsze będzie miała swoje słabości (czyli: ludzi), ale jak nie ma nic lepszego, to już lepiej zaakceptować to tzw. mniejsze zło.
Tak, środowisko, trochę "przegniło", ale w różnych miejscach na różny sposob i na różnym poziomie. Można spróbować ściągnąć tych ekspertów tak, jak robią to inne kraje. Mi osobiście wydaje się, że ocena z ekspertami wewnętrznymi nie ma sensu. Chyba już lepiej wtedy iść po tych impact factors.
Mniejszym złem jest ocena punktowa ale oczywiście nie tak absurdalna jak ta w Polsce. Najbardziej mnie cieszy, jak ludzie narzekają, że jest mało cytować, ale nikt nie zauważa, że cytowania w ewaluacji w ogóle się nie liczą. W ogóle. Chyba nie ma drugiego takiego kraju na Ziemi.
Panie Profesorze,
A ile by Pan chciał tych cytowań? 50 sztuk - 300 $, 100 sztuk - 500 $. Przy większych zamówieniach rabaty są pewnie większe. Nie sprawdzałem.
https://spubl.pl/pl
To ukraińska papiernia. Jak Pan wejdzie na stronę pierwszy raz, to może nawet pojawi się oferta darmowych cytowań, jeśli Pan kupi u nich artykuł. No, ale tu ceny są wyższe, zaczynają się od 850 $. Ale to za słabe czasopisma - Q3-Q4. Za lepsze to będzie tak 2000-5000 $. Chyba już kiedyś podawałem Panu link do tej strony. A może to był link do tej rosyjskiej?
http://123mi.ru/
Proszę zwrócić uwagę, że ta pierwsza ma wersje ukraińską, rosyjską, angielską i polską. To chyba jednoznacznie identyfikuje jej najważniejsze rynki. W Polsce ma nawet oficjalnego przedstawiciela. Dla nich wojna nie istnieje. Business is business. Pecunia non olet. Kupujmy u nich. Oni się nawet chwalą, że przecież płacą w Ukrainie podatki, więc wspierają ukraińską armię. Na fakturze może być cokolwiek, np. redagowanie albo korekta publikacji. Firma dopasowuje się do potrzeb klienta.
No to już. Wymyślamy fikcyjnego autora, np. Jan Poszepszyński, daję 10 000 $ i załatwia mu pan 10 000 cytowań. Ma pan czas do końca roku. Tu Rodos, tu skacz.
A daleko ma Pan do Łodzi? Żeromskiego 53.
https://futurity-publishing.com/boosting-your-academic-h-indexscopus-web-of-science-google-scholar/
A władze mojej uczelni przygotowują już ocenę pracownika na kolejny okres - najważniejsza kwestia w dyskusji to ilu punkcików wymagać.
Nie już, tylko dopiero. Kryteria oceny pracowniczej należy ogłosić przed początkiem okresu, za który ta ocena obowiązuje.
Listę czasopism należy ogłosić przed początkiem okresu, za który obowiązuje.
To Polska z roku 1670, nikt nas chłopów pańszczyźnianych nie traktuje poważnie.
Jak to ilu? U nas od 400 rocznie kwalifikuje się do nagrody rektora. Wystarczą 2 artykuły w jakimś wariancie Lancetu (200 pkt.) z 5000+ autorów i np. z takimi tuzami jak Amirhossein Sahebkar czy Mohammad Abdollahi
https://link.springer.com/article/10.1007/s40199-025-00580-z
https://pubpeer.com/publications/5CC4D1FB2B21DBB3D50E3DFDAE2543
i już się ma. A ja z dwójką swoich współpracowników (z którymi oczywiście muszę się podzielić punktami) musiałbym opublikować 9 artykułów za 140 pkt. (za 200 raczej nie mam szans, bo w STOTEN nie publikuję). Niewykonalne.
Oczywiście, że punkciki są najważniejsze, bo za nie a nie za co innego jesteśmy opłacani. Jakąś naukę to można robić po godzinach i na własny koszt. Kto płaci, ten wymaga.
"Oczywiście, że punkciki są najważniejsze, bo za nie a nie za co innego jesteśmy opłacani."
Tak, tylko, że nam nie płaci państwo (minister), ani uczelnia (rektor), bo oni żadnych własnych pieniędzy nie mają. Oni są tylko ich zarządcami i mają obowiązek wprowadzić takie reguły, które uniemożliwiłyby, lub przynajmniej zminimalizowały, ich marnotrawienie. To są pieniądze polskich podatników i oni mają prawo oczekiwać odpowiedzialności w ich wydatkowaniu. I mają prawo wiedzieć, gdy do ich marnotrawienia dochodzi.
Wyborcy głosując na nich aprobują decyzje.
Kwestia pierwsza dotycząca finasowania nauki 40 mld.
Pan prof. Błążej Skoczeń chyba pomylił budżet MNiSW z budżetem na naukę. Przecież 40 mld PLN to jest cały budżet z którego prawdopodobnie około 70% to wynagrodzenia dla nauczycieli akademickich za prowadzenie dydaktyki i utrzymanie budynków do dydaktyki a nie badań. Na uczelniach badania jest to dodatkowe zajecie, gdyż etaty są utrzymywane lub tworzone tylko wtedy gdy są godziny dydaktyczne. Nieliczne etaty badawcze są praktycznie finansowane z projektów.
Druga kwestia to wzrost w rankingu SCIMAGO.
Czy zastanowiono się lub policzono ile tych cytowanych publikacji pochodzi z tzw. czasopism drapieżnych? Mozę bez tych czasopism polskich naukowców nadal by nie zauważano i nie cytowano.
Więc może te tzw. czasopisma drapieżne nie powodują tylko i wyłącznie samych złych rzeczy w polskiej nauce.
A ja nie wiem, skąd się bierze te 40 mld. Na ten rok nie udało mi się znaleźć danych, więc podaję za ubiegły.
KOMUNIKAT MINISTRA NAUKI z dnia 14 czerwca 2024 r. o wysokości subwencji ze środków finansowych na utrzymanie i rozwój potencjału dydaktycznego i badawczego przyznanych na rok 2024
125 uczelni - 16 566 989 400, w tym: IDUB = 6 050 683 300, reszta uczelni = 10 516 100 306 (jak widać, opłaca się być IDUB-em)
67 instytutów PAN + MIBMiK - 886 559 200 (faktycznie mało)
65 instytutów branżowych - 399 412 100 (tu jeszcze gorzej, ale oni chyba powinni na siebie zarabiać)
PAU - 8 544 700
Razem – 17 878 711 0
Z tego idą "wynagrodzenia dla nauczycieli akademickich za prowadzenie dydaktyki i utrzymanie budynków" - to jakieś 95% tej kwoty. A gdzie te pozostałe 22 mld? NCN to jakieś 1,5 mld, NAWA to grosze (chyba jakieś 800 mln, nie sprawdzałem), do tego jeszcze programy ministerialne, m.in. inwestycje. Jakoś mi się to nie sumuje do 40 mld.
A co to są te czasopisma drapieżne? Różne listy widziałem, na największych są prawie wszystkie pisma spoza Wielkiej Siódemki. Czy ktoś mi wytłumaczy dlaczego futrowanie panów Bajazyta, Peetersa, Kissnera i Portwooda jest takie naukowe a jak opublikować coś poza ich łapskami, to już nie?
Co ma Pan na myśli pisząc "czasopisma drapieżne"? Przecież w myśl wytycznych obowiązujących w jednostkach państwowych, nikt nie pozwoli na publikowanie badań w czasopismach drapieżnych. bardzo jestem ciekaw jakie to jednostki i jacy naukowcy publikując w czasopismach drapieżnych tak pięknie zadziałali na rzecz Nauki Polskiej?
Żeby chociaż trochę osadzić te kwoty w sytuacji finansowej najlepszych światowych uni. Budżet Stanford University za zeszły rok 9,7 mld dolarów (~ budżet naszego ministerstwa gdyby ktoś nie zauważył), budżet Oxford University nieco ponad 3 mld funtów. To teraz debatujmy dalej jak podzielić 40 mld na kilkadziesiąt uni, żeby było dobrze i żebyśmy ten znakomity poziom światowy osiągnęli. Polak w końcu potrafi. A pan Twardowski był pierwszy przed Amerykanami na księżycu na tanim środku lokomocji - kogucie.
Cyt."Na uczelniach badania jest to dodatkowe zajecie, gdyż etaty są utrzymywane lub tworzone tylko wtedy gdy są godziny dydaktyczne. "
DOKŁADNIE TAK. Zresztą tak właśnie patrzy na nas większość społeczeństwa. Jeśli w rodzinie wiedzą, że pracujesz na uczelni, to gdy rozmowa dotyczy pracy, z reguły zawsze pytają o zajęcia, studentów itp. Nigdy nie zapytają o to, czym zajmujesz się NAUKOWO, czy jakie badania prowadzisz. Większość polskiego społeczeństwa NIE WIE dwóch zasadniczych rzeczy:
1. CZYM są badania naukowe i jakie jest ich znaczenie (a zwłaszcza badania w chemii, fizyce i matematyce)
2. NA CO W ISTOCIE jest wydawana ta część pieniędzy polskich podatników, która jest przeznaczona na system nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce.
Ależ wnioski. Super. Naprawdę naukowe.
Ne poruszają tematów prac badawczy bo na ten temat nie pogadają.
Co powiesz, że zajmujesz się rachunkiem wariacyjnym i koniec. Jak będą rozmawiać?
Podejście do nauki i naukowców społeczeństwa jest takie samo jak wszędzie. Liczą się efekty. Liczą się wdrożenia, a nie dumanie czy przelewanie "czegoś bez znaczenia" na papier i zwanie tego artykułem naukowym. Chcesz opowiadać, że badasz pod mikroskopem i że twoje badania może będę wdrożone za sto lat czy dwieście jak to gadają ci od badań podstawowych, a kogo to obchodzi co będzie za 100 lat.
Dziś z budżetu idzie taka a taka kasa na naukę a jakie są efekty wydatków z lat poprzednich ?
No tak: grafen, płytka solarna czy algorytm kompresji danych. A kto na tym zarabia ? Polska ?
Podobno fizków mamy dobrych, więc niech opracują ten laser strzelający do obiektów latających.
@kk
Nobel 2008 za GFP mógł być przyznany między innymi dlatego, że jakiś śmieszny pan z Japonii zadawał śmieszne pytania na temat tego, dlaczego niektóre meduzy w morzu świecą.
Nobel 1993 za PCR mógł być przyznany między innymi dlatego, że jakimś dziwakom zachciało się badać, jak to jest możliwe, że w zródłach gotującej się wody żyją jakieś bakterie.
Nobel 2020 za CRISPR-Cas9 mógł być przyznany między innymi dlatego, że jakichś upartych entuzjastów bardzo interesowało to, jak bakterie bronią się przed bakteryjnymi wirusami.
Jak rozumiem że dla Pana Nagrody Nobla to zupełnie nic, ale musi się Pan liczyć z tym, że w większości krajów na świecie ludzie mają inne zdanie na ten temat. Dlatego też w tych krajach łożą pieniądze na badania podstawowe.
Sugerowałbym się douczyć nieco. Proszę na przykład przyjrzeć się temu krótkiemu artykułowi:
https://wszystkoconajwazniejsze.pl/andrzej-dybczynski-kult-cargo-nie-ocali-polskiej-nauki/
Oto fragment specjalnie dla polityków, ale wydaje mi się, że będzie również dobry dla Pana:
"Ponieważ tekst ten jest adresowany między innymi do polityków, których zawsze darzyłem gorącymi uczuciami i których mentalność staram się rozumieć, wytłumaczę to, jak mawia się u mnie w Lubnowie, jak krowie na rowie. Ignorując to, że zapewne po pierwszym akapicie większość naszych polityków uznała ten tekst za zbyt długi.
Otóż wyobraźcie sobie, drodzy politycy, komercjalizację badań naukowych jako proces przekształcania soczystej trawy w doskonały nawóz przez przepiękną, tłustą krowę. Owa soczysta trawa to badania podstawowe na najwyższym poziomie, a polska gospodarka to pole, które użyźniamy nawozem (wynikami badań), by dawało lepsze plony (wzrost gospodarczy).
Nie musicie rozumieć procesów, które zachodzą między krowim pyskiem a ogonem. To są sprawy dość skomplikowane [...]
Ale jeśli chcecie, żeby w Polsce komercjalizacja badań naukowych i transfer technologii z nauki do gospodarki naprawdę się rozwijały, to najpierw musicie zapewnić krowie soczystą trawę, a nawozowi pole, na które on spadnie – z miłym dla ucha plaśnięciem, tworząc sympatyczny krowi placek. Ku lepszym plonom."
Pana rozumienie pozostawia wiele do życzenia.
Nie kwestionuję potrzeby badań podstawowych i Panu to drugi raz piszę wprost.
Co pamięć już nie ta staruszku.
Pisząc o szlamie naukowym, w którym są diamenty czy perełki piszę o wielu , którzy coś tam niby robią markując prace naukowe i wydając nawet artykuły potwierdzające to markowanie, ale pozostanie to tylko dreptaniem w szlamie, czy w miejscu jak kto woli.
Natomiast osoby parające się badaniami podstawowymi i wołającymi o większe pieniądze są bardzo podejrzane, bo chyba bardziej im zależy na pieniądzach niż na rozwijaniu nauki.
A odnosząc się do Pana przywołania:
Może i stado krów w Polsce nie wielkie i nie wielkie soczyste poletko trawy, to od lat i tak trzeba szukać śladu tego transferu. Co więc nie jest tak ? Czy nie za dużo pasożytów jest w krowie, pseudo naukowców, którzy wszystko pożerają i dlatego nić już z krów nie wychodzi?
Dobrze obserwuję tych latami publikujących zdobywających tytuły naukowe i inne, ale jak wyciśnie się ich twórczość, to nic nie cieknie. żadna krowia kupa z tego nie powstaje.
ba ale jak odróżnić żywą krowę od posągu krowy wykutej w kamieniu?
@kk
Wszystkie Pańskie komentarze są jednoznacznie nakierowane przeciw badaniom podstawowym. Nie ma co tutaj kombinować i się teraz wymigiwać. Każdy może te teksty przeczytać.
Poza tym, sam Pan sobie przeczy. Nie da się robić badań, jeśli nie ma na nie pieniędzy i jeśli nie ma do prowadzenia tych badań właściwego środowiska.
A cały krzyk o ewaluacje polega właśnie na tym, żeby w końcu zaczęła ona przynosić efekty w postaci podwyższania jakości badań naukowych, bo tego w Polsce bardzo brakuje.
Wystarczy spojrzeć na dane SCIMAGO, przywołane tutaj powyżej przez komentującego @Sławomir. Otóż pomimo, że w Polsce produkuje się bardzo artykułów, to cytowalność tych prac jest naprawdę żałosna (nie boję się użyć tego słowa). Liczby mówią same za siebie. Innymi słowy, polska nauka generuje bardzo dużo mało istotnych wyników. I to właśnie trzeba zmienić a ewaluacja powinna w tym pomóc.
Czyli, żeby w ogóle spodziewać się jakichkolwiek komercjalizacji, na pierwszym i najważniejszym miejscu należy zadbać o jakość badan podstawowych. I komentarze typu "Chcesz opowiadać, że badasz pod mikroskopem i że twoje badania może będę wdrożone za sto lat czy dwieście jak to gadają ci od badań podstawowych, a kogo to obchodzi co będzie za 100 lat." tego nie zmienią.
Ja się ani tu ani wcześniej nie wymigiwałem od niczego, każdy rodzaj nauki zawsze cenię, ale Pana umysł wyjątkowo szybko się kurczy z powodu starzenia. emeryturka już do Pana stuka. Już w nauce Pan nic nie zdziała.
Na badania podstawowe w Polsce, bo za komuny były finansowane, po 89 i teraz z podstawowych tacy jak Pan wołają, że trzeba finansować badania podstawowe, które Polsce przez ostatnie 80 lat niewiele dały. Traktuję to jako wyłudzanie pieniędzy za nic nie robienie, bo efektów pracy brak. Jakieś tam artykuły to nie efekty pracy.
Co do publikacje otwartych to mam jedno zdanie, że to niewiele jest warte. Jeszcze jak kończyłem studia to słyszałem o tych naukowych artykułach z chemii, że one nie ujawniają wszystkich szczegółowych przeprowadzonych eksperymentów., ale pokrętni ludzie, którzy właśnie rzekomą pracę naukową publikacjami rozliczają zawsze będą chwalić publikacje otwarte.
Budował Pan USA to niech Pan tam zostanie i nie wraca do Polski na darmową opiekę medyczną, bo żadnych środków Pan nie wkładał w jej funkcjonowanie. Ne wierzę w Pana dobre intencje, że chce Pan dobrze dla polskiej nauki, Wyjechał Pan do USA za pieniążkami więc to Pan bardziej lubi, a nuka to tylko środek w Pana przypadku, żeby ich mieć więcej.
Lubię takich anonimowych polskich noblistów... A może kolega nazywa się Tokarczuk i w związku z tym jest noblistą nieanonimowym? Wprawdzie nie w dziedzinie nauki, ale zawsze coś.
@kk
Sugerowałbym nieco bardziej naukowe podejście do tematów wszelakich, również dyskutowania.
Czyli zamiast robić wycieczki personalne, niech lepiej odnosi się Pan do meritum sprawy (które tutaj zgubił Pan 2 komentarze temu).
Ale to to uwaga raczej z tych ogólnych, bo wątpię, żebyśmy jeszcze prowadzili jakąś dyskusję w przyszłości.
Zdrowia życzę
Wszakże Pan naukowo nie podchodzi tylko doktrynersko.
Według Pana tylko nauki podstawowe są na pierwszym miejscu i wypisuje Pan głupie teksty o sznurku od snopowiązałki.
Negatywnego zdania o Panu i Pańskim poziomie naukowym nie zmienię.
"Według Pana tylko nauki podstawowe są na pierwszym miejscu "
Bo taka jest prawda. Wszystkie wielkie odkrycia miały swój początek w badaniach podstawowych.
Jedno i drugie jest ważne a gadanie, że nauki podstawowe są najważniejsze to nie najlepiej o Pana i Panu podobnych inteligencji świadczy.
Niech sobie Pan robi badania podstawowe o życiu seksualnym nietoperzy. Czy to nie naukowcy od badań podstawowych są odpowiedzialni za Covid ?
Węgiel nie odkryli ci od badań podstawowych i nic nad efektywnością zużycia energii też nie pracowali, więc z takimi jak wy co nauką podstawową zajmujecie się, bo poza fizykami byliście słabi z matmy, to trudno o czymś gadać. Mózg macie jaki macie i nic tego nie zmieni, żaden tytuł naukowy.
"Chcesz opowiadać, że badasz pod mikroskopem i że twoje badania może będę wdrożone za sto lat czy dwieście jak to gadają ci od badań podstawowych, a kogo to obchodzi co będzie za 100 lat."
Jak widzę takie dyrdymały, to też mi się nóż w kieszeni otwiera (pardon, panie Profesorze PAN za tekst spod budki z piwem, ale na to też nie da się inaczej odpowiedzieć).
https://rupress.org/jem/article-abstract/13/4/397/6143/A-SARCOMA-OF-THE-FOWL-TRANSMISSIBLE-BY-AN-AGENT?redirectedFrom=fulltext
https://www.nobelprize.org/prizes/medicine/1966/rous/facts/
M.in. dzięki temu odkryciu mamy szczepionki na raka szyjki macicy.
Panie Profesorze, no cóż można powiedzieć. Kol. "kk" dał właśnie przykład, jak małe jest zrozumienie wśród społeczeństwa dla istoty i znaczenia badań naukowych. Skoro rzucił hasło "rachunek wariacyjny", to należy przypuszczać, iż na pewno same dziedziny ścisłe lub techniczne nie są mu obce. A jednak, pomimo to, niestety chyba nie rozumie, w czym rzecz. Otóż, rzecz nie w tym, żeby outsider, z którym np. na imieninach rozmawiam o mojej pracy, wiedział co to są np. równania Eulera-Lagrange'a, bo nawet nie mam prawa tego od niego wymagać. Natomiast, powinien sobie zdawać sprawę właśnie to, czego i Pan nie wie: że w badaniach podstawowych NIE MA taniego efekciarstwa. Chyba NIKT nie jest w stanie zagwarantować na 100 %, że jego badania (zwłaszcza, jeśli są to badania podstawowe), będą miały zastosowania, a jeśli tak, to kiedy.
Jeszcze parę zdań komentarza odnośnie dwóch wypowiedzi Kol. "kk".
Cyt."Dziś z budżetu idzie taka a taka kasa na naukę a jakie są efekty wydatków z lat poprzednich ?
No tak: grafen, płytka solarna czy algorytm kompresji danych. A kto na tym zarabia ? Polska ?"
Ale to już NIE jest chyba wina tych, co pracują nad grafenem itp. To przede wszystkim wina tych, co mówią z poważnymi minami w np. Sejmie, jak to dobro Polski jest im drogie, i jak polska nauka leży im na sercu, a potem okazuje się, że nagle dobro Polski po cichu staniało, a polska nauka faktycznie leży, ale nie tam, gdzie powinna, tzn. na łopatkach.
Cyt."Podobno fizków mamy dobrych, więc niech opracują ten laser strzelający do obiektów latających."
Z tego, że ktoś jest fizykiem, i to nawet dobrym, nie wynika jeszcze, że wnet zabierze się do budowania takiego lasera, i to nie dlatego, że nie zajmuje się fizyką doświadczalną. A jeśli nie zabierze się do takiej pracy, to często także nie dlatego, żeby nie chciał. Bowiem, chcieć to sobie może, ale większość konkursów na adiunkta jest przeznaczona dla tych, co doktorat zrobili np. nie wcześniej, niż 7 lat przed ogłoszeniem konkursu. Zaś dostać się do jakiegoś zespołu naukowego, ot tak, nie jest łatwo.
Duża część fizyków (tych dobrych też), spędza swój czas głównie na zastanawianiu się, co jest po nazwie zmiennej w linijce kodu źródłowego, albo jaki wzorzec projektowy zastosować itp. itp. Bowiem, pewien odsetek tej części z nich pracuje na uczelni, gdzie zajęcia dydaktyczne są świętością, a badania naukowe, to dodatek do tych zajęć, zaś reszta pracuje przeważnie w branży IT. Tylko NIEWIELKA CZĘŚĆ ma zajęcia dydaktyczne zgodne z fizyką lub matematyką. Pozostali, jeśli pracują na uczelni, odrabiają informatyczną "pańszczyznę" zajęciową, bo z tego w dużej mierze uczelnie się utrzymują. Winni tego stanu rzeczy byli i obecni szefowie resortu edukacji, raczej nie muszą się obawiać odpowiedzialności za to. Dwoje, czy troje z nich już nie żyje, a reszta jest "niewinna". OBRZYDZILI uczniom fizykę w szkole, chyba tak, jak się tylko da, i oczywiście, wg nich, "nic się nie stało", a przynajmniej to nie ich wina. Oczywiście, że tak. Trudno się spodziewać czegoś innego, zwłaszcza w Polsce.
Pan dr -On uważa, że społeczeństwo nie rozumie jakie znaczenie mają badania naukowe.
Jasne idą do lekarzy jak do szarlatanów, gdyż nie wiedza, że to z nauki ta wiedza lekarska pochodzi.
Człowieku zastanów co piszesz i jakie masz poglądy, bo nie przystoi i oszczędź sobie wstydu.
Pan dr - On uważa, że to naukowcy od badań podstawowych jak dzieci się mają zachowywać. Rozumiem, że szukają po omacku i nie wiadomo dlaczego i co szukają. Coś robią może coś wyjdzie.
A aluzja do dzieci. Te też jak coś chcą zrobić użytecznego, to wołają ja ja ja to zrobię i zaczynają i po pewnym czasie wołają dokończ za mnie, a wszystko w takim stanie, że nie wiadomo co z czego i dlaczego.
Cyt."Jasne idą do lekarzy jak do szarlatanów, gdyż nie wiedza, że to z nauki ta wiedza lekarska pochodzi."
Do lekarza idzie się tak, czy siak. Gdy boli np. brzuch, to delikwenta to, czy są nauki medyczne, czy ich nie ma, obchodzi na końcu, najważniejsze jest to, aby lekarz przepisał coś na ból brzucha i wykluczył poważną chorobę. Medycyna, to ten przypadek, gdy jej działania dotyczą Iksińskiego BEZPOŚREDNIO. A fizyka, mimo że też dotyczy Iksińskiego bezpośrednio, właśnie NIE jest traktowana, jako coś istotnego. Iksiński owszem, wie że są studia medyczne, i że lekarz, do którego idzie, na pewno je kończył, a więc nauki medyczne powinny mu Iksińskiemu, pomóc. Natomiast NIE WIE, że fizyka, której najczęściej nie lubi lub do której ma stosunek w najlepszym przypadku, podobny, jak do psiej kupy na Kasprowym, że ta fizyka TEŻ MA DUŻE ZNACZENIE w życiu codziennym. Dla niego fizyka, to tajemnicza dziedzina, z którą zetknięcie się oznacza:
1. zestaw tortur intelektualnych, zadawanych w szkole,
2. działalność naukowa dwóch facetów-geniuszy: Einsteina i drugiego geniusza, który siedział przez większość życia na wózku, czyli Hawkinga, czyli czarne dziury i Wielki Wybuch,
plus
wyniki działań innych geniuszy (nazwiska Oppenheimera zazwyczaj Iksiński nie zna) tzn.: "bomba atomowa" i Czarnobyl z Fukushimą, a więc narzędzia wystarczające do wywołania końca świata, czyli coś, od czego najlepiej trzymać się z daleka.
Zatem, w sumie, gdy tych fizyków nie ma, to wg Iksińskiego nic złego się nie dzieje. Ot, tam ktoś z "Hameryki", czy z Japonii, czy z Niemiec, Francji lub Anglii, ktoś dostanie Nobla, najczęściej Iksiński nie wie za co i po co, ale tutaj jest to zrozumiałe.
Cyt."Pan dr - On uważa, że to naukowcy od badań podstawowych jak dzieci się mają zachowywać. Rozumiem, że szukają po omacku i nie wiadomo dlaczego i co szukają. Coś robią może coś wyjdzie."
Proszę nie wkładać mi pod klawiaturę czegoś, czego nie napisałem. Nie, nie szukają po omacku. Np. ani Einstein, ani Hilbert nie szukali po omacku, gdy usiłowali wyprowadzić równania pola grawitacyjnego. ALE DO GŁOWY im chyba nie przyszło, że kiedyś będzie można to wykorzystać w systemie GPS.
Z kolei, gdy Radon odkrył transformację Radona (chyba zwaną też "transformacją Radona-Nikodyma"), wiedział mniej więcej, co ma zrobić, ale nie przyszło mu do głowy, że kiedyś będzie tomografia pozytonowa, która bez jego transformacji będzie bezużyteczna.
A to TYLKO dwa z wielu przykładów.
Z kolei, gdy Radon odkrył transformację Radona (chyba zwaną też "transformacją Radona-Nikodyma"), wiedział mniej więcej, co ma zrobić, ale nie przyszło mu do głowy, że kiedyś będzie tomografia pozytonowa...
...i jakieś 90% współczesnych finansów hihi. Ta nauka to nie wiadomo, gdzie wyskoczy. Miłośnicy wozów drabiniastych mają przerąbane.
Podobno w chemii artykuły naukowe nie zawierają wszystkiego, aby nie zdradzać jak faktycznie uzyskano, to o czym jest publikowane.
Więc Pan akurat ma najmniej do gadania mimo, że może Pan w swych artykułach opisuje wszystko bardzo szczegółowo ze szkodą dla Polski i potwierdzając to, że nie warto wydawać na chemię jako naukę w Polsce, gdyż korzystają z tego innego kraje.
Przemysł chemiczny w Polsce ? Ostatnio mieli wykupić Rosjanie.
Przemysł chemiczny w Polsce ? A kto doprowadził do sprzedaży połowy Lotosu Węgrom i Arabom? Naukowcy? Nauka musi być otwarta. A jak ktoś odkryje coś, co może mieć bezpośrednie zastosowanie praktyczne, to to patentuje. Potem może (ale nie musi) ewentualnie opublikować.
A to Polak jest ?
Tutaj na forum chyba polscy naukowcy narzekają, że wciąż mają mało pieniążków i mało i że ich praca przeniesie w przyszłości efekty, ale dziś trzeba im dać więcej.
Pan też chce tylko więcej, a wdrożone rezultaty Pana pracy to są jakieś ?
Nie przypominam sobie, żebym tu gdzieś na Forum czy gdzie indziej narzekał, że chcę więcej pieniędzy. Choć fakt, chciałbym zarabiać więcej niż moi sąsiedzi elektryk, murarz czy fryzjerka, bo musiałem poświęcić 10 lat więcej na swoją edukację niż oni. A tak nie jest. Dzisiaj słyszymy, że NFZ dostanie 3,5 mld dotacji, a zdecydowana większość tych środków pójdzie na wynagrodzenia lekarzy, którzy nie życzą sobie ich ograniczenia do 48 000 miesięcznie.
Czy mam jakieś wdrożenia? Nie, bo zajmuję się badaniami podstawowymi. Choć przynajmniej jeden malutki efekt praktyczny może by się znalazł. Dzięki naszemu malutkiemu odkryciu dotyczącemu enzymatycznym testów diagnostycznych jednemu pacjentowi we Francji nie zastosowano błędnej terapii, bo udało się wykazać, że wyniki jego badań krwi były zafałszowane.
https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S000989812100423X?via%3Dihub
Może takich przypadków było więcej, ale nie opisano ich w literaturze, więc o nich nie wiem. Co najwyżej takiej rangi odkryciami może się poszczycić 99,9% badaczy. Nagrody Nobla z nauk ścisłych i przyrodniczych dostaje co najwyżej 9 osób rocznie, a naukowców na świecie jest przynajmniej 10 mln. Zdecydowana większość z nas nigdy nie dokona znaczących odkryć. Prowadzimy badania, żeby się rozwijać i kształcić studentów - magistrantów, doktorantów. Jak to mawiał jeden z moich nauczycieli, prof. Paweł Kafarski - dobrze, jeśli pozostanie po nas chociaż smród w literaturze. Co oczywiście nie oznacza sfabrykowanych artykułów, tylko żeby zauważono to, co robimy.
10 mln naukowców jest w Chinach, w Europie 2 mln i 2 mln w USA, kto wygra w przyszłości chyba oczywiste
Taaa, za kilka lat nauka (przynajmniej ta w publikacjach) będzie całkowicie zdominowana przez Chiny. Ze znaczącym udziałem Indii, Pakistanu, Iranu, Arabii Saudyjskiej, Egiptu, Rosji, Turcji i Malezji.
https://www.nature.com/articles/d41586-023-03974-8
https://www.nature.com/articles/d41586-025-00455-y
Te 10 milionów desperacko potrzebuje publikacji.
Tę listę umieściłem już w komentarzu pod innym artykułem, ale ją powtórzę.
20 instytucji z największą liczbą retraktowanych publikacji (dane z końca sierpnia, więc teraz mogą się trochę różnić):
1. King Saud University (Arabia Saudyjska) – 535
2. Jilin University (Chiny) – 516
3. Saveetha University (Indie) – 497
4. Central South University (Chiny) – 396
5. Qingdao University (Chiny) – 338
6. Shanghai Jiao Tong University (Chiny) – 324
7. Sun Yat-sen University (Chiny) – 321
8. Nanjing Medical University (Chiny) – 320
9. Shandong University (Chiny) – 315
10. Sichuan University (Chiny) – 306
11. Vellore Institute of Technology University (Indie) – 305
12. King Abdulaziz University (Arabia Saudyjska) – 300
13. Wuhan University (Chiny) – 286
14. SRM Institute of Science and Technology (Indie) – 285
15. Soochow University (Chiny) – 281
16. Taif University (Arabia Saudyjska) – 268
17. Zhejiang University (Chiny) – 268
18. Capital Medical University (Chiny) – 263
19. Prince Sattam Bin Abdulaziz University (Arabia Saudyjska) – 262
20. China Medical University (Chiny) – 260
Jeśli nic z tym nie zrobimy, to tak będzie. Ale coś możemy zrobić.
https://royalsocietypublishing.org/doi/epdf/10.1098/rsos.251805
Zgadzam się właściwie ze wszystkimi głosami ekspertów. A zwłaszcza z tym co padło na początku i na końcu:
"Główny problem polskiej nauki polega na tym, że w zasadzie nigdy jej nie zreformowano. Gospodarka po upadku komunizmu przeszła radykalną transformację, w nauce nic takiego nie miało miejsca. Jeśli już wprowadzano zmiany, to na ogół na gorsze. Dzisiejsza ewaluacja przypomina mi model gospodarki socjalistycznej, który stale był reformowany i nigdy nie działał."
no własnie, nie tylko ewaluacja jest 'socjalistyczna', ale duża część krajowej nauki, gdzie pozostał skansen znany z "Barw ochronnych", tj. bardziej niż robienie dobrych badań liczy się robienie kariery w ciałach kolegialnych. To jest ogólna rzecz do naprawy.
"Po drugie, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie ma w tej chwili zdolności do tego, żeby wdrażać radykalne reformy. Brak tam przywództwa, określonych celów, nie ma jakiejkolwiek wizji polityki naukowej."
I tak jest lepiej niż za pana "ministranta nauki i edukacji", oraz za pana ministra ds. akademików. Obecne MNiSW przynajmniej nie boi się słuchać opinii z zewnątrz, m.in. ekspertów. To plus. A minusem jest to "m.in.": ministerstwo słucha wszystkich i wszystkich chce zadowolić, co jest generalnie niemożliwe, a już tym bardziej, gdy środków jest za mało.
Według mnie stara ustawa i ewaluacja gdzie ocena wynikała ze stopni i tytułów naukowych przy TAJNYM recenzencie w CK była najlepsza bo stopnie i tytuły były nadawane w ocenie "eksperckiej". Teraz jest zdecydowanei za dużo uczelni do tego kształcących często neiprzydatnych dla gospodarki absolwentów. Państwo powinno najpierw ocenić ile i jakich absolwentów oczekuje, według tego określić ilośc studiów bezpłatnych i dotacje. Jeśli ktoś chce studiować poza tym systemem może to robić na własny koszt. Ograniczenie ilości uczelni przy tych samych nakładach wymusza konkurencję miedzy uczonymi i uczelniami o studenta. Wtedy działa rynek a nie "punktoza". Do tego aktualny system awansów naukowych pozwala na otrzymanie tytułu profesora be znapisania ani jednej książki i de facto nie wymaga nawet wypromowania doktorantów, co w efekcie zaprzecza zasadom "tworzenia szkoły" przez profesora.
Napisano: „Ewaluacja jest dziś narzędziem, które służy do dzielenia się biedą”
Czy aby na pewno? Pensja profesora chyba zbytnio nie różni się od pensji sędziego. Skoro więc Żurek ma kilka domów, to nawet jak profesor ma niższą pensję to powinien też mieć kilka domów. A dlaczego nie ma nie będę komentował.
Napisano: Mało kto z nas wierzy, że to dobry sposób na rozliczenie się z publicznych pieniędzy”
Oczywiście, bo rozliczeniem nie są publikacje tylko wdrożenia użyteczne dla podatników.
Napisano: Absurdalnie tworzona punktacja publikacji nie rozróżnia topowych czasopism od błahych tytułów. Bezsensowność systemu najlepiej widać po popularności drapieżnych publikacji, na które wydaje się ogromne sumy.
Jeśli nie drapieżne to jakie? Takie o niskiej przepustowości wydawniczej , których celem jest tłumienie wszelkiej aktywności intelektualnej nie zaakceptowanej (cenzura naukowa)? Takie gdzie są eksperci oceniający, którzy przez innych nie są uważani za ekspertów? Drapieżne tak na prawdę wprowadzają różnorodność i dobrze, bo to tak jak w przyrodzie. m bardziej zróżnicowana tym bardziej rozwinięta. Co innego, że są tacy naukowcy od sasa do lasa eksperci we wszystkich dziedzinach naukowych i we wszystkich dziedzinach naukowych publikujący i o dziwo dostają tytuły profesorskie.
Napisano: Jedyne, co pozostaje niezmienne w polskiej nauce, to jej zła sytuacja finansowa. Mechanizm ewaluacji służy dziś tak naprawdę do dzielenia się biedą. Jaką biedą ? Bieda była w PRL jak zarabiało się 20 dolarów na miesiąc. Czy nie jest to oderwane od rzeczywistości ?
Napisano: Miał być narzędziem do alokacji pieniędzy z subwencji oraz selekcji w przyznawaniu uprawnień do awansów naukowych. A po co awanse naukowe ? Nie wystarczy tytuł doktora ? A no tak, tytuł doktora został już zniszczony i tak na prawdę nic nie znaczy. A znaczy coś hab. przed nazwiskiem ? Generał przed nazwiskiem (Ukraincy się skarżą na przedpotopowe metody kształcenia przez polskich oficerów). Też nie nic nie znaczy.
Napisano: System rozróżnia więc poszczególne jednostki czysto symbolicznie.
Hello !!, a to nie wiadomo, że Polska wciąż ma ustrój socjalistyczny i tak pozostanie. wszakże diamenty w tym naukowe znajduje się w szlamie (naukowym).
Napisano: Trudno w tej sytuacji planować rozwój kariery, kiedy nie wiadomo, co robi się dobrze, a co trzeba poprawić.
A to chodzi o planowanie rozwoju kariery, a nie o rozwój nauki ? A na końcu tej kariery, to jest co ekspert ?
Wiem. że nic nie wiem. O tym eksperci nie pamiętają. Czy ekspert to jest ktoś kto zarabia więcej niż profesor ?
Napisano: Trzeba wyjaśnić społeczeństwu, co się z tymi środkami dzieje i jaki jest ich wpływ na rozwój naukowy.
Ciemny naród nie wie, więc trzeba my wyjaśniać ? Naród tam wie. Nie widziałem protestów, aby zaprzestać wydawać na naukę i na edukację.
Jakość badań ? Najpierw trzeba zdefiniować co to jest. Jak to będzie zdefiniowane, to będzie wiadomo jak to mierzyć.
Jak nie jest zdefiniowane pojęcie "jakość badań naukowych" to znaczy, że nie ma naukowego podejścia do czegoś takiego jak "jakość badań naukowych". Tylko pojęcia naukowe są mierzalne, a pozostałe nienaukowe nie są mierzalne.
Wymarzona ewaluacja ? No tak w gospodarce są cykle i w recesji gospodarka się oczyszcza ze słabych jednostek.
Coś takiego powinno być w nauce, ale czy ktoś sobie wyobrazi, że Uj zostanie zlikwidowane ? To chyba najwyżej notowana uczelnia w rankingach międzynarodowych. Ja jakość tej uczelni, jak i innych w Polsce nie cenię wysoko. Za dużo tam cwaniaków-profesorów. Jak więc miałoby wyglądać zwalnianie naukowców, skoro są mocno skumplowani ze sobą. A co gorsza są takie stanowiska jak dydaktyczne.
Napisano: Chciałbym, by ewaluacja w Polsce przestała być chochołem, wokół którego wszyscy tańczymy. Ona ma bowiem o wiele mniejsze znaczenie, niż nam się wydaje. Święta racja.
Na początku nie było ekspertów od sieci neuronowych. Tam jakieś modelowanie neuronów ludzkich. Zainteresowanie zwiększyło się, gdy pokazano, że sieci neuronowe mogą być użyteczne. A dziś to podstawa sztucznej inteligencji.
I tak jest z nowymi wątkami w nauce. Nie ma ekspertów więc oceny eksperckiej nie będzie a tak zwana ekspercka będzie nieprawidłowa.
No tylko że profesura jest ostatnim etapem twojego rozwoju naukowego, którą większość osiąga w okolicy 50 lat a czasem nawet później (w zależności od dziedziny). A przez 20 lat pracujesz za połowę tej pensji. Jak chesz tak porównywać to porównaj doktora z podstawowym sędzą albo profesora z sędzią trybunału konstytucyjnego ;)
Zebrało się 5 mędrców i jak zwykle, nie zauważyli jednej z najważniejszych przyczyn kryzysu: mianowicie, że od wielu lat trwa permanentne MARNOWANIE ludzi zdolnych w dziedzinach ścisłych, przy równoczesnym wywalaniu pieniędzy na pisaninę-o-siamtym-i-owamtym. Panie i panowie mędrcy, chyba wszyscy są "shabilitowani" (niektórzy są też profesorami belwederskimi), po prostu chyba NIE SĄ ŚWIADOMI powagi sytuacji. Oni sobie żyją jakby na odizolowanej wyspie, z której nie widać tego, co się dzieje gdzie indziej.
Nie wiem który to już raz powtarzam na tym forum:
każda władza, czy z lewa czy z prawa, traktuje naukę jako koszt, a nie jako inwestycja.
Dlatego te wszystkie debaty i pogadanki to pozorowanie działań w celu odsunięcia w czasie ewentualnych kosztów.
Dziwię się tylko, że dyskutanci nie rozumieją tego i daja się wkręcać.
Tak, niestety, nauka w Polsce jest traktowana, jako "piąte koło u wozu", które "ciągle trzeba dofinansowywać". Zauważmy, KTO jest z reguły u tej władzy: ekonomiści, historycy, politologowie, socjologowie, czasem trafi się dr filozofii. Ale także bycie chemikiem, a NAWET PROFESOREM nauk chemicznych, czy technicznych, W NICZYM NIE POMAGA, jeśli chodzi o zrozumienie nie tylko potrzeby właściwego finansowania, czy zarządzania systemem nauki w Polsce. Nie pomaga też, jeśli chodzi o zrozumienie BARDZO WAŻNEGO czynnika, jakim jest NAUCZANIE przedmiotów ścisłych w SZKOLE. A to WŁAŚNIE TAM, w szkole wszystko się zaczyna, i POTEM MA OGROMNY WPŁYW na całokształt. Otóż, ani prof. Handke (prof. nauk chemicznych), ani jego następca na stanowisku szefa MEN prof. Wittbrodt (prof. nauk technicznych), ani jego następczyni dr Łybacka (dr nauk matematycznych), NIE potrafili tego zrozumieć.
Jak się robi naukę w cieplarnianych warunkach, w tunelu, za którym jest pomroczność, to tak jest.
Słuszne uwagi. Chciałabym się odnieść jednak do postulatu włączenia międzynarodowych ekspertów, bo tu jest błędne założenie. Niestety nie będą nas oceniać gwiazdy dyscyplin, redaktorzy czasopism itd. Nikt taki z zewnątrz nie przyjdzie i nie naprawi. Wystarczy spojrzeć na listę zagranicznych ekspertów NCN. Są to w większości mało znane nazwiska, a ich zaletą jest to, że są z zagranicy. I to jest nasz sufit, obiektywnie. Jako ktoś, kto spędził dobrych parę lat za granicą, mogę powiedzieć, że miernych naukowców tam też nie brakuje. Zagranicznym ekspertom trzeba płacić, a naszymi stawkami możemy ściągnąć jedynie osoby z trzeciej ligi. Musimy zatem tej "wiarygodności" szukać w naszym własnym środowisku: kto pracuje poza układami, kto jest uczciwy, kto negatywnie zrecenzował słabą habilitację, kto jest dobrym mentorem dla młodszych pokoleń naukowców, kto nie mobbinguje podwładnych? Powinniśmy doceniać uczciwe osoby w nauce polskiej, stosując inne kryteria niż punkty za czasopisma. Osoby z zagranicy nie uratują polskiej nauki, to nie są jacyś ideowcy. To jest NASZE zadanie.
Cyt:"Wystarczy spojrzeć na listę zagranicznych ekspertów NCN. Są to w większości mało znane nazwiska, a ich zaletą jest to, że są z zagranicy. "
Ich zaletą (przynajmniej z punktu widzenia tych, co dają pieniądze) jest też i to, że działają skutecznie (niekiedy AŻ ZA BARDZO), jak superfiltry, "uwalając" wnioski o granty.
@sol
Tutaj nie chodzi o poczucie misji czy jakieś ideowe zacięcie, a raczej bardzo suche i twarde profesjonalne podejście zgodne z wytycznymi jasno zdefiniowanymi przez ministerstwo. Ta międzynarodowość miałaby znacząco zminimalizować ewentualne kumoterstwo i efekt tzw. "znajomości", czyli zapewnić bezstronność, a przez to większą obiektywność.
Ten artykuł w pewnym sensie może być jakimś punktem odniesienia.
Proszę zwrócić uwagę na ten fragment: "Ewaluacja jest przeprowadzana co 4–5 lat, podobnie jak w Polsce. Dokonują jej panele dziedzinowe, których jest ponad 30. W ich skład wchodzą wyłącznie uczeni z zagranicy."
https://forumakademickie.pl/ewaluacja-jak-to-robia-w-portugalii/
🤗🤗🤗🤗🤗
„Jednym z takich mechanizmów mogłyby być sprawnie działające agencje grantowe. [..] Uważam, że o wiele lepiej siłę naukową poszczególnych jednostek w Polsce pokazuje liczba otrzymywanych grantów. Przede wszystkim ich przyznawanie oparte jest na ocenie międzynarodowych ekspertów.”
No to przypomnę, jak wiarygodny jest nasz system grantowy:
Zhixiong Li (8 retrakcji)
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=484595
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=605611
Munish Kumar Gupta (3 retrakcje)
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=483407
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=601431
Muhammad Bilal (4 retrakcje)
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=486591
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=594064
Grzegorz Boczkaj (2 retrakcje - na razie)
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=524107
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=420421
A tego jeszcze nie ma w bazie
https://pg.edu.pl/zrownowazony-rozwoj/2024-11/ponad-3-mln-zl-na-rozwoj-badan-nad-zaawansowanymi-procesami-oczyszczania-wody-i-sciekow?utm_source=chatgpt.com
Do tego są dziesiątki albo i setki grantobiorców, którym oszustwa trzeba jeszcze udowodnić, np. taki
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=610336
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=599730
Tylko nie ma komu tego zrobić. Więc jak mi ktoś mówi, że liczba grantów ma być podstawą oceny, to mi się nóż w kieszeni otwiera.
„I najważniejszy element całej układanki: wiarygodni eksperci, najlepiej międzynarodowi.”
Znamy tych ekspertów: Rafael Luque, Hamid Reza Karimi, Jose Manuel Lorenzo, Francisco Jose Barba. Słowo kluczowe - "wiarygodni". Tylko kto tę wiarygodność będzie ustalać?
Jakaś retraktofilia...
Dostał już Pan tego profesora tytularnego?
Oj Grzesiu, Grzesiu, jak tam idzie sprzedaż kebabów? Ciebie retraktofilia już nie dotyczy - to zagadnienie czysto akademickie.
Jeżeli kandydat do tytułu profesora w Polsce ma takie wypowiedzi na forum, w którym są przedstawiciele środowiska akademickiego, to woła to o pomstę do nieba.
A dlaczego to niby kandydat do tytułu profesora ma nie odpowiadać na ordynarne zaczepki? Każdemu według jego miary.
A adminstracja powinna bardziej dbać o obyczaje. To Forum Akademickie a nie pijalnia piwa.
"szkoda czasu na kacapa.”
"alfons robactwa”
To zapewne pisali ci, którzy tytuł już mają. Jaki poziom "środowiska akademickiego", taka dyskusja.
Nie chodzi o osiągnięcia naukowe ale o uczciwość. Jak nie będzie uczciwości to nie będzie też możliwości rozróżniania osiągnięć od makulatury.
@Hubert Wojtasek
Obawiam sie, ze wiele systemow spolecznych dziala na zasadzie uczciwosci, a kiedy tej uczciwosci brakuje, system rozpada sie. I wtedy byc moze trzeba calkowicie wszystko przemodelowac.
Ewaluacja (review) grantow lub publikacji zaklada, ze autorzy sa uczciwi. Czyli niedociagniecia wynikaja z braku wiedzy lub przeoczenia czegos, a nie z zamierzonego oszustwa. Ja nie bylbym w stanie wylapac takich oszustw, ufam autorom manusktyptu lub proposalu, co do przedstawionych danych. Mysle, ze wiekszosc reviewers podchodzi do review z takim samym zalozeniem.
To jest troche jak w supermarketach, pewien niski poziom zlodziejstwa istnieje, wszyscy o nim wiedza, ale jest to bardzo niewielki procent "klientow" sklepu. W ewaluacji publikacji i proposali grantowych rowniez wiemy, ze jakis maly procent oszustow istnieje, ale dopoki jest to margines, akceptujemy to, poniewaz przeciwdzialania temu zaburzylyby bardzo mocno caly proces review.
To jedna mysl.
A druga jest taka: jakos bardzo niewiele (moze nie ma w ogole??) wsrod czasopism, ktore publikuja te wszystkie oszustwa, widze tytulow, ktore maja renome. Chodzi mi o te "stare" czasopisma, ktore istnieja w obiegu od wielu lat, i ktore rzeczywiscie ostatnio nie moga pochwalic sie bardzo wysokimi IFs, ale jakos udaje im sie trzymac z daleka od tych wszystkich oszustow. Nie wiem, czy to prawda, statystycznie rzecz biorac, ale taka mam obserwacje. Oczywiscie, moge podac przyklady tych "starych dobrych" tytulow, ale mysle, ze wiekszosc z nas wie, o czym mowie.
"Oczywiscie, moge podac przyklady tych "starych dobrych" tytulow, ale mysle, ze wiekszosc z nas wie, o czym mowie."
Powtórzę swój komentarz, który umieściłem na tym Forum już dwukrotnie - 8.02 i 21.10.
"Każdy badacz ze średnim doświadczeniem doskonale wie, jakie czasopisma w jego tematyce są dobre, a jakie słabe. Nikt nikomu nie każe publikować w czasopismach wg punktów z listy. Niestety, w polskiej nauce działa zasada kkk - konformizm, koniunkturalizm, kumoterstwo. Porównajmy dwa czasopisma: Journal of Biological Chemistry (IF = 4,0, 100 pkt.) i International Journal of Molecular Sciences (IF = 4,9, 140 pkt.). Niby punktacja nawet odzwierciedla IF. Między tymi czasopismami jest przepaść. Wiadomo na czyją korzyść. Wie o tym każdy, kto próbował publikować w JBC. W polskim systemie opłaca się oczywiście publikować w IJMS. W latach poprzedniej ewaluacji (2017-2021) polscy uczeni opublikowali w tym czasopiśmie ok. 3700 artykułów. Wyżej były tylko Materials i Energies (Przemysław Hensel, FA 9/2023), w JBC - 51 (słownie pięćdziesiąt jeden)."
Problem polega na tym, że według takich kryteriów rozdzielane są miliardy subwencji.
Niestety, problem z trefnymi grantami nie jest marginesowy. Te przykłady, które podałem powyżej, dotyczą tylko badaczy, którym udowodniono już przekręty retrakcjami, ale szacuję, że do takich ludzi, którym jeszcze trzeba udowodnić oszustwa, idzie ok. 10% środków NCN. Do tego dochodzą stypendia NAWA - też ok. 10% stypendystów to oszuści. A jeśli chodzi np. o nagrody rektorskie, to tu już ich udział może sięgać 50%.
https://pg.edu.pl/aktualnosci/2024-12/uroczysty-senat-pg-pracownicy-uczelni-wyroznieni
(Nagrody Rektora PG I stopnia za osiągnięcia naukowe i artystyczne)
Pare szczegolow o brytyjskiej ewaluacji:
Calkowity koszt z roku 2021 jest oceniany na 471 milionow funtow, srednio 3 miliony na kazdy uniwersytet bioracy udzial.
Zapewne koszt nastepnej ewaluacji, REF 2029, bedzie znacznie wiekszy. Do rozdania jest 2 miliardy funtow rocznie, ktore beda dystybuowane na podstawie wynikow REF.
I cos, czego rozmowcy moga nie wiedziec, jesli nie sledza tego na biezaco: jeszcze nie wiadomo, czy ostatecznie srodowisko naukowe (People, Culture and Environment) bedzie oceniane, a jesli tak, to z jakim ulamkiem wagi. We wrzesniu wstrzymano decyzje o podziale elementow ewaluacji, jeszcze nie wiemy, jak to bedzie ostatecznie wygladac.
A z artykulu powyzej chyba najbardziej przebija to, ze obecnie wladzom nie zalezy na wspieraniu nauki w Polsce (ewaluacja to tylko czesc tego wszystkiego), jak rowniez to, ze calkowicie brakuje wizji, pomyslu na rozwoj nauki, w tym ewaluacji. Bez dobrych, ambitnych planow, pieniedzy oraz wysokiej klasy specjalistow w ministerstwie, raczej nic sie nie polepszy.
To, ze obecnie wladzy nie zależy na wspieraniu nauki w Polsce, byłoby do zniesienia, władza się zmienia. Problemem jest, ze żadnej wladzom nie zależy na wspieraniu nauki w Polsce.
Najciekawszą rzecz powiedziała ta osoba, która zrezygnowała z uczestnictwa, mimo że to właśnie jej obecność stanowiła rację debaty, czyli pani minister życząca sobie by ją określać słowem ministra. Powiedziała mianowicie: Nie chce mi się z wami gadać. I to podsumowuje stosunek władzy wszelkich opcji do nauki - jest nią arogancja.
"Po co nam lotnisko, nauka itd. skoro jest w ..., co szkodzi obiecać" znacie i wiecie o tym. My o naukę dbamy i finansowanie jej, jak widzicie, zmniejszamy, dlatego "Nie chce mi się z wami gadać. " Uśmiechnięta Polska wita was z tańcem pań z uniesionymi palcami i gwiazdkami lecącymi ku niebios jako dziękczynienie za dbanie o naukę.
Dobre określenie: model gospodarki socjalistycznej, który stale był reformowany i nigdy nie działał. Tak właśnie jest z ewaluacją. Tylko wątpliwość mam, czy socjaliści (wszak ministerstwem nauki rządzi lewica) to naprawią? Jak zresztą wskazano: brak przywództwa, określonych celów, nie ma jakiejkolwiek wizji. To obraz Mnisw. Wielka szkoda, że nauka trafiła pod skrzydła ministra, który traktuje resort wyłącznie jako trampolinę polityczną. Szczerze mówiąc, już Czarnek był lepszy. jemu przynajmniej o coś chodziło.