W nowej ustawie o PAN konieczne jest, z jednej strony, wprowadzenie mechanizmów projakościowych, a z drugiej – mechanizmów ograniczających różnego rodzaje patologie, jak chów wsobny, kumoterstwo, nepotyzm i nierzetelne konkursy na stanowiska naukowe. W obu tych kwestiach kluczową rolę mogłyby odegrać międzynarodowe komitety doradcze – piszą profesorowie Leszek Kaczmarek, Jan Kotwica i Jacek Kuźnicki.
W związku z prowadzoną dyskusją na temat nowej ustawy o PAN proponujemy wprowadzenie obligatoryjnego tworzenia międzynarodowych komitetów doradczych (MKD) we wszystkich instytutach Polskiej Akademii Nauk. Chociaż mogą to zrobić sami dyrektorzy, korzystając ze swych uprawnień do tworzenia ciał doradczych, to umocowanie ustawowe MKD jest konieczne w celu poprawy jakości działalności naukowej i wsparcia dyrektorów w działaniach projakościowych we wszystkich instytutach.
Zasadniczym zadaniem komitetów ma być doradzanie dyrektorom instytutów w zakresie strategii rozwoju placówki, a także udział w rekrutacji kierowników zespołów badawczych i w ich regularnej ocenie. Pełniąc tak określoną funkcję doradczą dla dyrektora instytutu, MKD odciążałyby równocześnie rady naukowe od niektórych zadań. I tak międzynarodowy komitet doradczy będzie:
Proponujemy, by w skład MKD wchodziło od 5 do 9 naukowców, głównie z zagranicy, o znaczących osiągnięciach naukowych i organizacyjnych, mających autorytet w swoim środowisku i nieposzlakowaną opinię. Z Polski członkami MKD mogłyby być jedna-dwie osoby o podobnych kwalifikacjach i cechach spoza tej placówki i nie mające żadnych związków z danym instytutem ani konfliktu interesów. Uważamy, że MKD będą pożyteczne w każdym instytucie, również w placówkach Wydziału I PAN. Ze względu na konieczną znajomość języka polskiego w niektórych aktywnościach instytutów humanistycznych członkami MKD mogą być m.in. Polacy, zagraniczni członkowie PAN lub naukowcy z zagranicy znający język polski.
Raz w roku członkowie MKD uczestniczyliby w dwu-, trzydniowych sesjach sprawozdawczych dyrektora instytutu, cyklicznej ocenie zespołów naukowych, ewentualnych wyborach nowych kierowników grup badawczych i co 4 lata w wyborach dyrektora. Aby członkowie MKD wiedzieli, co naprawdę dzieje się w instytucie, w trakcie corocznej wizytacji spotykać się muszą bez obecności dyrekcji z poszczególnymi grupami pracowników: osobno z kierownikami grup, osobno z doktorantami, osobno ze starszymi pracownikami naukowymi i osobno z administracją.
Wbrew krążącym opiniom MKD nie są kosztowne i nie stanowią znaczącego obciążenia finansowego dla danej jednostki. Instytut opłaca bowiem tylko pobyt i podróże członków komitetu, ale nie wypłaca żadnego wynagrodzenia. Członkowie MKD pracują honorowo. Wskazywałaby ich Rady Kuratorów w konsultacji z radami naukowymi instytutów, a powoływał – Prezes PAN. Członkowie MKD mogliby pełnić swe funkcje przez dwie czteroletnie kadencje, z tym że wymiana składu dokonywana byłaby etapami – nowe osoby dołączałyby do części członków z poprzedniego komitetu. Konieczny jest mechanizm instytucjonalny dyscyplinujący instytuty, które nie chciałyby powołać takich MKD lub stworzyły je ze swoich znajomych jako atrapy. Warto na koniec podkreślić, że członkowie międzynarodowych komitetów doradczych byliby swego rodzaju ambasadorami naukowymi placówek PAN, promując ich działalność w środowisku międzynarodowym.
Przykłady z… Polski
Międzynarodowe komitety doradcze działają w Polsce od lat. I tak, w Międzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie (IIMCB) od początku jego powstania nie ma tradycyjnej rady naukowej, a w jej miejsce funkcjonuje właśnie MKD. W jego skład wchodzą wybitni naukowcy różnych narodowości, którzy spotykają się co roku na posiedzeniach w instytucie, a ich rolą jest przede wszystkim doradztwo i ocena działalności naukowej zespołów, a także wybór kierowników grup badawczych i co cztery lata wskazywanie Prezesowi PAN kandydata na dyrektora.
W skład MKD wchodzili i wchodzą (obecnie jest 11 osób) wyłącznie osoby spoza instytutu,, głównie naukowcy z zagranicy ze znaczącymi osiągnięciami naukowymi i organizacyjnymi. Byli to np. rektor uniwersytetu w Holandii, dyrektor jednego z instytutów Maxa Plancka czy instytutu na uniwersytecie Vanderbilt, dyrektor Europejskiej Organizacji Biologii Molekularnej (EMBO), laureaci Nagrody Nobla z Niemiec czy z Izraela. MKD miał znaczący udział w osiągnięciu poziomu naukowego tego instytutu i był bardzo pomocny jego dyrektorowi. W szczególności pomógł zidentyfikować liderów, którzy stworzyli bardzo silne grupy badawcze i wskazał kilka zespołów, które były niewystarczająco dobre, sugerując ich rozwiązanie.
W Małopolskim Centrum Biotechnologii (MCB) Uniwersytetu Jagiellońskiego od początku jego powstania działa Międzynarodowa Rada Doradcza (MRD) zorganizowana na wzór MKD w IIMCB. Obecnie liczy ona 10 członków (w tym noblistka i jedna osoba z Polski, były rektor uniwersytetu). Zasady oceny grup badawczych w MCB UJ są uzgadniane z MRD i jest ona odpowiedzialna za przeprowadzanie zewnętrznych ocen badań prowadzonych w laboratoriach MCB UJ oraz ich kierownictwa. Do oceny powoływane są też komitety recenzentów naukowych, w skład których wchodzą naukowcy spoza Małopolskiego Centrum Biotechnologii i Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy wspierają MRD i dyrektora MCB UJ w ocenie jakości programów badawczych tam realizowanych (więcej).
Szczególną rolę odegrała pierwsza MRD w trakcie ewaluacji funkcjonowania MCB UJ. Dzięki krytycznej opinii o niektórych elementach organizacji oraz wskazaniu właściwych działań kierownictwo UJ zmieniło sposób funkcjonowania tej części uczelni. Dopiero te zmiany umożliwiły MCB UJ osiągnięcie obecnych sukcesów międzynarodowych. Rada wskazała też osobę na kolejną kadencję na stanowisko dyrektora, co okazało się bardzo dobrym wyborem i przyczyniło do dalszej rozbudowy tego Centrum UJ.
W Instytucie Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN powołano niedawno czteroosobowy MKD, który ocenił kierowników grup badawczych Międzynarodowej Agendy Badawczej BRAINCITY, rekomendując przedłużenie zatrudnienia w instytucie dwóm z trzech osób. Ta rekomendacja została przyjęta i zrealizowana przez dyrekcję. W kolejnym roku wszyscy członkowie MKD (wraz z kilkoma osobami z instytutu) weszli w skład komisji oceniających kandydatów w konkursie na kierowników nowych grup badawczych w tej placówce. Dyrekcja przyjęła listę rankingową kandydatów zaproponowaną przez komisję. W rezultacie zatrudniono dwie osoby z tej listy.
W Międzynarodowym Instytucie Mechanizmów i Maszyn Molekularnych IMol, młodym instytucie PAN, nie ma międzynarodowej rady doradczej. Jest natomiast rada naukowa, w skład której wchodzi znaczna liczba wybitnych naukowców z zagranicy, w tym laureat Nagrody Nobla. Jest kilku Polaków z innych instytucji naukowych w Polsce i dwie osoby z kierownictwa tego instytutu. Tym samym nie jest to niezależny MKD, ale dzięki obecności znacznej liczby wybitnych naukowców z zagranicy rada ta może spełniać część zadań MKD. Niestety taki skład nie gwarantuje niezależności tego ciała, istnieje wewnętrzny konflikt interesów ze względu m.in. na obecność członków dyrekcji oraz przedstawicieli innych polskich placówek. Dlatego też MKD powinien być dodatkowym organem w instytutach PAN niezależnym od rad naukowych.
Warto też zwrócić uwagę, że MKD są standardem w wielu krajach odgrywających już czołową rolę w nauce światowej bądź do takiej roli aspirujących. Dobrym przykładem jest Portugalia, w której poziom naukowy podniósł się znacząco w ostatnich latach. Wystarczy powiedzieć, że Portugalia ma znacznie więcej niż Polska grantów ERC, mimo mniejszej liczby ludności. W tym kraju funkcjonowanie MKD w jednostkach naukowych z różnych dziedzin jest uważane za oczywiste i niezbędne w zakresie doradztwa strategicznego. MKD bardzo często uczestniczą w wyborze nowych kierowników grup badawczych i ich okresowej ocenie (w najbliższym numerze „Forum Akademickiego” opublikujemy tekst prof. Leszka Kaczmarka o ewaluacji placówek naukowych w Portugalii, w której ostatnio brał udział – dop. RED).
A co z radami naukowymi?
Proponujemy, by międzynarodowe komitety doradcze miały jedynie funkcje doradcze dla dyrektora i nie zastępowały rad naukowych instytutów PAN. W naszej propozycji rady naukowe pełniłyby nadal ważną funkcję. I tak, zgodnie z obecną ustawą o PAN:
Podsumowując, uważamy, że w nowej ustawie o PAN konieczne jest z jednej strony wprowadzenie mechanizmów projakościowych, a z drugiej mechanizmów ograniczających różnego rodzaje patologie, jak chów wsobny, kumoterstwo, nepotyzm i nierzetelne konkursy na stanowiska naukowe. W obu tych sprawach obecność i doświadczenie członków międzynarodowych komitetów doradczych będą miały kluczowe znaczenie. MKD będą bowiem wspierały kierownictwo instytutu w działaniach, które prowadzą do poprawy jakości działalności naukowej, a także będą zapobiegały i chroniły instytuty przed powyższymi i innymi patologiami.
prof. Leszek Kaczmarek
prof. Jan Kotwica
prof. Jacek Kuźnicki
Moim zdaniem ten pomysł jest zupełnie nietrafiony i mogłyby wynikać z tego same problemy i nieporozumienia. Propozycja rozwiązuje problemy, które nie istnieją (lub są marginalne). Dyrektor we współpracy z Radą Naukową, z uwzględnieniem nadzoru PAN, są w pełni kompetentne do zarządzania instytutami. Zastanawiające jest dlaczego ktoś zakłada, że grupa wolontariuszy z zagranicy, nie znających polskich realiów, może w jakiś sposób poprawić sytuację instytutów, których głównym problemem od wielu lat jest zbyt niskie finansowanie.
Re: Przemo
PAN w zdecydowanej większości zajmuje się badaniami podstawowymi, a nie aplikacyjnymi, dlatego taka firma nie miałaby racji bytu. Ale dyskusja nad tym gdzie ustawić suwak równowagi miedzy badaniami podstawowymi i aplikacyjnymi zarówno w instytucjach PAN jak i Uczelniach jest jedną z podstawowych kwestii dla drugiego i trzeciego kryterium parametryzacji, jeżeli parametryzacja ma pozostać.
Przepisy przepisami a prezesem i tak zostanie kuzyn królika. Nie mam, niestety., żadnych wątpliwości.
Może PAN powinna być po prostu spółką z udziałem skarbu państwa, z normalnym zarządem mianującym dyrektorów i wymagającym od nich konkretnych wyników, pozostawiając im jednak pełną decyzyjność w sprawach organizacyjnych?
Dyrektor lub dyrektorzy odpowiadają wtedy przed zarządem za działanie instytutu jako całości osiągającej wyznaczone cele.
Rady doradcze - oczywiście, ale powoływane przez zarząd na wniosek jednostki, czyli jej dyrektora.
PAN w zdecydowanej większości zajmuje się badaniami podstawowymi, a nie aplikacyjnymi, dlatego taka firma nie miałaby racji bytu. Ale dyskusja nad tym gdzie ustawić suwak równowagi miedzy badaniami podstawowymi i aplikacyjnymi zarówno w instytucjach PAN jak i Uczelniach jest jedną z podstawowych kwestii dla drugiego i trzeciego kryterium parametryzacji, jeżeli parametryzacja ma pozostać.
Max -Planck-Gesselschaft jest firmą, instytuty prowadzą w większości badania podstawowe, a zarząd stara się przekonywać przedsiębiorców i samorządy do wspierania prowadzonych badań. Jakoś to działa :-)
Parametryzacja, jeśli ma być pożyteczna, a nie szkodliwa, musi być prowadzona dobrze. Szkoda pieniędzy podatnika na utrzymywanie instytucji, które nie działają dobrze i nie przynoszą korzyści państwu.
@Przemo
Nie wydaje mi sie, aby MPG bylo "firmą".
Czytam, ze jest to "stowarzyszenie".
Wikipedia: "The Max Planck Society is formally an eingetragener Verein, a registered association with the institute directors as scientific members having equal voting rights."
Strona internetowa MPG: "The Max Planck Society for the Advancement of Science is an independent, non-profit research organization."
O finansowaniu, rowniez na ich wlasnej stronie, czytam, ze "It is not a government institution although it is funded to a large extent by the federal and state governments."
Nie jestem prawnikiem, ale chyba nie trzeba zmieniac statusu prawnego PAN, aby instytuty dzialaly sprawnie.
@ Przemo,
Na ile mi wiadomo to Max-Planck-Gesselschaft jest organizacją non-profit, która faktycznie prowadzi badania podstawowe, a finansowana jest głównie z budżetu federalnego i z budżetów landtagów. Nadzór zarządczy jest słaby w MPG, co doprowadziło do wygenerowania różnych patologii głównie mobbingu. Ostatnio niemiecka prasa poświęciła MPG sporo uwagi. MPG boryka się z problemami organizacyjno-strukturalnymi.
Otrzymalem taką odpowiedź na mój tekst, od serca, co o tej dyskusji myślę. I wykasowano go. Zaś przy okazji oskarżono mnie o trollowanie xD. Oto co mi odpisano:
"Być może te wszystkie instytuty wcale nie muszą istnieć ale nie jest pan doradcą Pana Boga w dziele stworzenia, my nie zaczynamy świata od początku tylko działamy w tym który jest. Te wszystkie instytuty już istnieją i jeśli chce pan uczestniczyć w tej dyskusji jako poważny uczestnik a nie jako troll, powinien pan zaproponować pozytywne rozwiązania. Ja wiem, że wielu tak w głębi duszy chciałoby problem PANu rozwiązać za pomocą autobusów z tabliczkami Sachsenhausen/Palmiry, ale jest kilka powodów, dla których takie rozwiązanie nie byłoby właściwe"
Kończę zatem swoje wypowiedzi, bo uważam, ze mnie się obraża. Uważam, że przemiana czegoś, co jest obciążane epoką głębokiego komunizmu i feudalizmu i zaproponowanie powstania nowej formuły , np. kilku typów akademii (na wzór francuski) tę sytuację by uzdrowiło. Brak radykalnych zmian, powoduje to, o czym można przeczytać w powyższej wypowiedzi, którą mi nadesłano.
Mnie, jako naukawca, zbawa w "Pana Boga" nie interesuje...
Od kilku lat są rady uczelni. Synekura bez najmniejszej odpowiedzialności i decyzyjności., za przyzwoitą kasę.
Przeciwnikom istnienia miedzynarodowych gremiow doradczych chcialbym poddac pod rozwage te dwie mysli.
Pierwsza mysl to refleksja na temat tego, jak nauka prowadzona jest w instytutach zagranicznych. Te miedzynarodowe komitety doradcze (czy jak tam je zwac) istnieja w instytucjach zachodnich od wielu lat; zaryzykuje stwierdzenie, ze od dziesiatek lat. Jesli ten pomysl z jakiegos powodu nie dzialalby na korzysc tych wszystkich instytucji, komitety doradcze przestalyby istniec. W imie efektywnosci i uproszczenia, zwyczajnie by z nich zrezygnowano i temat by w ogole nie istnial. No ale jednak idea tych komitetow istnieje i ma sie dobrze. Dlaczego?
Druga sprawa, to ze przeciez w nazwie tych komitetow mamy wyraz "advisory". To sa komitety doradcze i od instytucji, ktora taki komitet zaprasza do pracy zalezy w jakim stopniu ta doradczosc bedzie brana pod uwage. Tak sie definiuje pole i zakres dzialania takiego komitetu, zeby wszyscy wiedzieli, gdzie praca takiego komitetu sie zaczyna, a gdzie konczy. Niektorzy woleliby dac tym komitetom wiecej wladzy i sil decyzyjnych, inni mniej. Nie ma tutaj powodu do strachu, ze takie gremium przyjdzie i nieoczekiwanie calkowicie przeorganizuje nam nasz wlasny instytut. Chyba, ze chcemy, zeby tak bylo - moge sobie wyobrazic rowniez takie podejscie.
Jedyna strona ujemna takiego rozwiazania, to ze to zapewne kosztuje. Nie wiem dokladnie ile, ale na pewno cos kosztuje. Ciagle, korzysci z posiadania takich gremiow moga zdecydowanie przeciwwazyc ich koszt finansowy. Nie potrafie znalezc innych negatywnych stron posiadania miedzynarodowych komitetow doradczych.
Zza sadzawki nie dostrzega pan zupełnie groteskowości pomysłu sędziwych panów profesorów.
@Profesor PAN
Prosze zwrocic uwage na to, ze to jest zwykle mieszanka ludzi w roznym wieku i roznej plci. Rzeczywiscie, moze 30-latkow tam nie ma, ale 50-latkowie juz jak najbardziej.
Tak wiec zwykle to nie sa komitety skladajace sie z "sędziwych panów profesorów".
Prosze spojrzec tutaj:
https://wi.mit.edu/scientific-advisory-board
Trzej autorzy tekstu zdecydowanie mieszczą się w kategorii "sędziwy." O nich była mowa.
@Profesor PAN
Nieee.... Ja w ogole nie pisze o autorach tekstu powyzej. Moje uwagi sa natury ogolnej.
Jak mysle o skladzie takiego naukowego gremium doradczego, to mam na mysli zespol ludzi przypominajacy mniej wiecej ten, ktory podalem powyzej, czyli dla Whitehead Inst.
Zreszta ten przyklad podalem nieprzypadkowo......
W idealnym świecie rzeczy są idealne. Naszym problemem niestety jest odbicie się od dna.
Swoją drogą - już dawno nie widziałem tekstu równie odklejonego od rzeczywistości. Nauka jest jak sport - to zabawa dla ludzi młodych.
@Profesor PAN
Nauka to taki dziwny sport, gdzie powinny wygrywac ciekawe spostrzezenia i obserwacje oraz mysli i pomysly. Niezaleznie od tego, kto jest autorem tych obserwacji i pomyslow.
BINGO. Sęk w tym, że ten "sport" jest w zasadzie w pierwszej kolejności dla uprzywilejowanych, którzy podążają WŁAŚCIWIE ustawioną ścieżką kariery akademickiej. Mówiąc w przenośni: to ci, którzy siedzą przy stole i pałaszują "smakołyki", a reszta tylko spogląda na stół, z którego czasem tylko da się coś złapać z resztek jedzenia. Płyną pieniądze m.in. na dziedziny humanistyczne i społeczne, których NIE deprecjonuję, ale należy się zastanowić, NA JAKIE dziedziny nauki Polska powinna postawić w pierwszej kolejności.
Tak to jest urządzone i nie ma się co łudzić, że oto Międzynarodowy Komitet Doradczy przy Instytucie X1., Instytucie X2,...,Instytucie Xn (n - dowolne, ale naturalne :) ) na uczelni lub w PAN, zmieni coś na lepsze tak, że będzie to znacząco odczuwalne w skali kraju.
Podsumowując: te wszystkie dotychczasowe pomysły typu sloty, punkty, Międzynarodowe Komitety Doradcze, ustawa 2.0 (a choćby ją nawet ktoś nazwał "n.0" znów z dowolnym n-em :) - może "n" zespolone by coś pomogło ? ;=) ;=) ) itp. itp. itp. itp. itp., są jak próba leczenia zapalenia zatok wyłącznie przy użyciu witaminy C. Wciąż jest brak ZMIAN w KLUCZOWYCH kwestiach, brak WŁAŚCIWEGO "antybiotyku".
Przypadki, kiedy te ciekawe spostrzezenia i obserwacje oraz mysli i pomysly ma człowiek powyżej 70-tego roku życia są do policzenia na palcach w skali całej historii nauki. To potrójne salto w tył bez rozbiegu - do tego trzeba być w szczytowej formie umysłowej ale też fizycznej. A jako biolog zna pan nieubłagalność procesu starzenia.
@Profesor PAN
Ale przeciez rola tych komitetow nie jest dokonywanie odkryc, tylko dzialania zmierzajace w kierunku stworzenia srodowiska, w ktorym tych odkryc moznaby dokonywac.
Ci ludzi doradzaja, jak zorganizowac prace, aby badania w jakims kierunku szly tak dobrze, jak tylko w lokalnych warunkach jest to mozliwe.
Dobrym tenerem pilkarskim nie musi byc (i chyba nigdy nie jest) aktywnie dzialajacy pilkarz.
Stoi pana nad uchem taki staruszek (a nawet niech będzie że zasłużony) i doradza, jak zorganizowac prace? Naprawdę? Tak pan pracuje?
Proszę pana, jak ktoś potrzebuje takiego doradzającego staruszka, to sobie znajdzie, a jak nie potrzebuje, to dostawianie mu z urzędu nad ucho kogoś takiego jest bez sensu.
Nie znam wszystkich instytutów PAN ale całkiem sporo z nich znam dobrze albo bardzo dobrze i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć: PAN jest pełen problemów ale brak umiędzynarodowienia do nich nie należy. Naukowcy z PAN współpracowali z całym światem jeszcze w latach 60-tych. Moją pierwszą międzynarodową pracę opublikowałem za komuny rok po studiach i nie wyróżniałem się w tym ani trochę. Pierwszym problemem PAN jest bieda z nędzą i marnowanie choć grosika na fasadowe komitety byłoby zbrodnią.
Panie Profesorze,
To prawda, że PAN jest instytucją naukową silnie umiędzynarodowioną. Pierwsze bilateralne umowy o współpracy naukowej z krajami tzw. Zachodu były zawierane już w latach 1957-1958. PAN była właściwie jedyną narodową akademią nauk z państw obozu socjalistycznego, która wybrała ten kierunek współpracy międzynarodowej. W latach 70 podobnie postąpiła Węgierska Akademia Nauk. Niemniej po 1968 r. władze komunistyczne postanowiły ukarać PAN za niewłaściwy wybór. Wówczas doszło do poróżnienia PAN z publicznymi uczelniami wyższymi, ale za sprawą decyzji władz państwowych.
@Profesor PAN
Nie bede sie spieral, bo byc moze rzeczywiscie, polska nauka jest w stanie opracowac swoj wlasny system, rozny od innych, ktory bedzie dzialal.
Czyli na przyklad, zagraniczne instytuty maja takie rady doradcze, te rady im pomagaja dzialac, za to polskie instytuty takich komitetow nie maja, ale rowniez dzialaja swietnie. Mysle, ze jest to mozliwe, chociaz musze przyznac, ze czasem mam wrazenie, ze jest to troche wymyslanie kola od nowa.
Co do "biedy z nędzą" zgadzam sie calkowicie. Bez pieniedzy to czy z radami, czy bez rad, nic z tego nie bedzie.
Przed opracowywaniem systemów ratuje się życie.
A dlaczego te Wszystkie Instytuty muszą istnieć? Czy nie wystarczyłaby jedna akademia, na wzór francuskiej? (PAU w wersji nowoczesnej). Byłby uznany jeden typ Profesora, a nie nadmierna ich wielorakość i częto niestety byle jakość, tak, jak to jest na uczelniach (i oszczędności finansowe dla budżetu)... Co do zwalczania patologii, to wiemy, jak to wygląda walka z nepotyzmem. Praktyk nie zwalczono, ba wzmocniono prywatę tego typu interesów...
Być może te wszystkie instytuty wcale nie muszą istnieć ale nie jest pan doradcą Pana Boga w dziele stworzenia, my nie zaczynamy świata od początku tylko działamy w tym który jest. Te wszystkie instytuty już istnieją i jeśli chce pan uczestniczyć w tej dyskusji jako poważny uczestnik a nie jako troll, powinien pan zaproponować pozytywne rozwiązania. Ja wiem, że wielu tak w głębi duszy chciałoby problem PANu rozwiązać za pomocą autobusów z tabliczkami Sachsenhausen/Palmiry, ale jest kilka powodów, dla których takie rozwiązanie nie byłoby właściwe.
W Republice Francuskiej nie ma jednej narodowej akademii nauk, ale jest ich aż pięć w ramach Instytutu Francji. Tej rangi instytucje naukowe są różnorodne. Dlaczego wzór francuski? A może austriacki, holenderski, szwedzki, bawarski, chiński lub tajwański?
Szanowne profesorstwo, rozumiem że jak odejdzie Wam obowiązków to i zmniejszy się Wasze wynagrodzenie za wykonywaną pracę. A tak ogólnie to życzę więcej wiary w siebie, bo przecież każdy profesor posiada osiągnięcia naukowe na skale międzynarodową (warunek uzyskania habilitacji) i w niczym nie ustępuję temu zagranicznemu. Nie dajcie sobie również wmówić, że światowa nauka jest mniej skorumpowana od polskiej, no chyba że te MKD mają właśnie naszą rodzimą korupcję wynieść na poziom światowy.
Gdzie tak dobrze jest w nauce w Polsce? Wiadomo już gdzie, w trzech instytutach od biologi, jak tu się prezentują i trochę gorzej IMol. Już widać i słychać, gdzie będą szły środki na badania. Warto być w gremiach gdzie się dyskutuje i z rządem przystaje, biedy nie zasmakują. Może i dobrze, że będą tam szły, są to dobre instytuty, ale czy tylko tym nauka Polska stoi dziś? Przy okazji zlikwiduje się Akademię Kopernikańską, bo w gronie tej akademii za dużo jest członków z Nagrodą Nobla. Po co nam tylu skoro mamy aż dwie Akademie, PAN i PAU, a tam sami wybitni, bardziej niż z AK. Jak tu rozebrać te propozycje profesorów o KMD z Noblami, czy potrzebne są mam, które i komu?
Wiem wiem i popieram, i wiem gdzie szukać "Wymiana mysli, pomyslow, doswiadczen, informacji, jest absolutnie kluczowa w prowadzeniu badan naukowych. " Proszę zerknąć, Kongresy EGU w Wiedniu i zobaczyć ilu tam z Polski jest uczestników, a ilu z tych instytucji, krajów, które Pan poleca. Wiem jak też kusi się młodych i ściąga do tych instytucji. Przegrabiłem to na sobie, gdy mi, nawet nie w połowie projektu, mówi pracownik, po jednej takiej konferencji, że ma lepszą propozycję i mówi mi do...., no i co ja na to, ano nic, biorę się do roboty, bo zdolnych pracowników, to ze świecą szukać, a projekt trzeba skończyć. Ot i tak też bywa, a żal.
Czyli będą zatrudniać darmozjadów, którzy będą decydować za całuly instytut, co ma być przedmiotem badań? Czytaj - uwalanie badań, które nie wpisują się w tzw. trend...
Wydział nie potrafi już w oparciu o korporantow ocenić i doradzić instytutom? To po co ta dyskusja o koniecznym nadzorze korporacji nad instytutami? Korporacji nie są kompetentni, a tworzą Rady Kuratorów ... To się już robi tragifarsa. Trzeba oddać nadzór naukowcom z zagranicy? To może niech członkami PAN w Polsce będą tylko osoby z zagranicy? To wtedy będzie miało sens. Po co dualizm, korporacji Polacy, a nadzór naukowcy z zagranicy ...
Ciężko to zrozumieć :)
45 lat pracuję w PAN, słyszałem, że wydziały podobno organizują wybory dyrektorów instytutów. O innej formie aktywności wydziałów nic mi nie wiadomo, choć podobno istotnie czasami coś robią. Korporacja i instytuty PAN są to instytucje w sposób całkowity od siebie oddzielone, co instytuty bardzo sobie chwalą.
Korporacja uczonych PAN, członkowie PAN, to głównie naukowcy z uczelni, trochę członków jest z instytutów resortowych i z PAN, w liczbie 350 z Polski i ~ 180 z zagranicy. Jak mówią o sobie, że są "elitą naukową" w Polsce, najwybitniejsi z wybitnych. I co z tego wynika, nie wiele. Szukają doradców z zagranicy, bo sami nie są wstanie doradzać instytutom PAN, kreować polityki naukowej Polski, nie tylko w instytutach PAN i w innych, ale i w Uczelniach i brać też czynny udział w jej realizacji. Czyżby ci najwybitniejsi z wybitnych nie są nimi i muszą prosić o pomoc naukową z innych krajów?.
Czy kraje i naukowcy z tych krajów tak chętnie będą sprzedawać pomysły i plany co zamierzają zrobić, czy są skorzy do dzielenia się swymi najbardziej aktualnymi badaniami?. Czy raczej będą szukać co można ciekawego uzyskać doradzając ty słabszym, bo są nieudacznikami i sami sobie nie radzą?. To jest pytanie i czy się nam opłaca sprzedawać swoje pomysły innym i jeszcze do tego dokładać i płacić za udział tym co chcą nas wspomagać.
Innym pytaniem jest wybór członków PAN, kto tam trafia, czy to są najwybitniejsi naukowcy, czy ci co umieją się ustawić, ułożyć, bycia w kole wzajemnej adoracji, czy też zwykli co rządzą instytutami, co mają dojście do wielu tych co wybierają?. Z obserwacji mojej wynika, że w zdecydowanej większości są to ci drudzy a nie najwybitniejsi. Oby to się zmieniło, a jak nie, to ta organizacja to jest kwiatkiem do kożucha nauki. Dziś chyba to głównie im chodzi o dodatkowe uposażenie, które otrzymują i to też był jedne z głównych punktów podczas konsultacji, który miały się znaleźć w nowej ustawie o PAN, by tego im nie zabrano, by zmieniono to na świadczenie, czy odwrotnie?, ot i co, i tak mamy do dziś.
Panie Rotker,
Na temat I części pana rozważań trafnie poniżej wypowiedział się pan dr Marcin Przewloka z UK, więc nic od siebie już dodawał nie będę. Na temat II części pana rozważań, a poświęconej procedurze wyborczej członków krajowych PAN, to przypomnę jeszcze raz panu, że M. Wańkowicz wiecznie żywy. Szewc zazdrości kanonikowi, że został prałatem. Najbardziej bawi mnie pana określenie z obserwacji mojej wynika, a wie pan co, że z mojej obserwacji wynika zupełnie coś innego. A co do członkowskiego akademików, to są drobne szekle, szkoda w ogóle to komentować.
Proszę zerknąć jak pączkują i w jakim tempie "prałatów" przybywa, głownie samozwańców z dorobkiem miernym i tych co są wybierani do elity, może z trochę lepszym dorobkiem, teraz nie kiedyś, co to chcą uzdrowić naukę Polską. Tworzone są różne ciała doradcze, komisji, synody, zbiegowiska i parcie na szkło, a nauka jak kulała, to teraz już kuśtyka. "Prałaci" chodzą dumni, zadufani w sobie, w swoich osądach, zapominają co o nich myśli społeczeństwo, może i szewc, "Pawiem narodów byłaś i papugą” Pycha, duma ze swojego wyglądu i czasami bezmyślne naśladowanie doprowadza do szewskiej pasji, nie mnie, a innych, a co z nauką?. Wie Pan, dziś to szewców brak, została tylko pasja. Tak się zmienia świat, a pan Wańkowicz zaliczony dziś byłby do grona największej bzdury roku przez "prałatów" za „Cukier krzepi”. A z przysłowiem o szewcu, to gdzie?
Panie Rotker,
Jak dobrze rozumiem treść postu powyżej, to jest to kontynuacja pana wcześniejszych rozważań z obserwacji mojej wynika. Niestety, ale nie podzielam pana opinii. A z przysłowiem o szewcu, to gdzie? Na ile dobrze pamiętam. M. Wańkowicz. Przez cztery klimaty 1912-1972. Felieton Kundlizm.
Cóż, wielu znam takich co to są za i nawet przeciw. Skąd wieje wiatr to się dostosujemy byle być na świeczniku, a i kundlizm zaprzęgniemy do nauki, trzeba czy nie, byle dołożyć do kotła i radować, jacy to my "mundrzy", nie mylić z mądrością.
Panie Rotker,
Choć w wielu sprawach różnimy się, to po ludzku polubiłem pana. Ponieważ w jednym z postów powyżej poruszył pan temat Akademii Kopernikańskiej, to chciałbym aby przedstawił pan swoje stanowisko w sprawie AK. Byłbym wdzięczny. Zaznaczam, że nie jestem ani nieprzejednanym krytykiem, ani zwolennikiem likwidacji AK, co najwyżej reorganizacji vide precyzyjne określenie misji, zadań i wyznaczonych celów wraz z przeniesieniem siedziby do Torunia. Zapoznałem się z aktami normatywnymi AK, organizacją, strukturą, biogramami akademików, bieżącą działalnością i wywiadami z prof. Krzysztofem Górskim, które wzbudziły moje zainteresowanie np. koncentracja AK na dyscyplinach kopernikańskich, czy ukierunkowanie AK na współprace z krajami Europy Środkowo-Wschodniej i Południowej.
A nie lepiej zrezygnować z polskiej korporacji PAN i podłączyć nasze instytuty pod zagraniczną korporację? Wtedy nadzór byłby zagraniczny, a oto przecież chodzi?
Cyt."A nie lepiej zrezygnować z polskiej korporacji PAN i podłączyć nasze instytuty pod zagraniczną korporację? Wtedy nadzór byłby zagraniczny, a oto przecież chodzi?"
To mi się nie podoba (innym też chyba nie), ale jeśli chciałby Pan coś takiego przepchnąć, to uważam, że należałoby zapytać o to ogół podatników, którzy przecież łożą na ten interes ze swoich kieszeni.
@ tom,
Korporacja PAN, jak pan doskonale wie składa się z akademików krajowych i akademików zagranicznych. Natomiast Międzynarodowe Komitety Doradcze nie są w dosłownym znaczeniu korporacją. Na razie ich potencjalne kompetencje zostały naszkicowane.
@Rotker
Wymiana mysli, pomyslow, doswiadczen, informacji, jest absolutnie kluczowa w prowadzeniu badan naukowych. To sie odnosi rowniez do nowych trendow w nauce i kierowania instytucjami naukowymi.
Nie ma to nic wspolnego z "nieudolnoscia" lokalnych badaczy lub "szpigowaniem", co zdaje sie Pan/Pani sugeruje.
Instytucje, takie jak
IRB w Barcelonie
https://www.irbbarcelona.org/en/about-us/organisation/boards-comittees
EMBL w Heidelbergu
https://www.embl.org/about/info/embl-council/scientific-advisory-committee/
czy Max Planck Institute w Dreznie (jeden z wielu instytutow tej sieci)
https://www.mpi-cbg.de/about-us/management/our-board-members
tez maja swoje miedzynarodowe naukowe komitety doradcze. Nie sadze, by te miejsca mozna bylo posądzic o "nieudolnosc".
To wciąż mało jest platform, gremiów itp. na wymianę myśli, pomysłów, doświadczeń i informacji? Konieczne jest w tym celu tworzenie bez końca nowych bytów. Przecież w tych MKD będą zasiadali sami znajomi królika, zgodnie z zasadą my ciebie wciągniemy na członka naszej rady ty nas wciągniesz na członka swojej rady i tak postanie Kraj Rad. Doradzą nam generalnie to co będziemy chcieli aby nam doradzili. To przeświadczenie o szlachetności i bezinteresowności zagranicznych naukowców jest co najmniej naiwne.
Troszeczkę mi te pomysły z tymi Komitetami przypominają sytuację z dzieciństwa, kiedy miałem ambicje, żebym poszerzał swoją wiedzę z matematyki. Podpisałem więc jeden z czystych zeszytów, jako "Matematyka domowa" (oprócz tego był też przecież oczywiście "oficjalny", czyli szkolny zeszyt do matematyki), i tam coś sobie liczyłem nadprogramowo. Moja Mama, gdy to zobaczyła, skrytykowała to, pytając, czy w takim razie powinna być też "Matematyka podwórkowa"... :=))))))))
Już to widzę. Przyjedzie taki uczony noblista i jak się dowie jaki jest budżet instytutu,, to najpierw go zatka, potem pomyśli że niezrozumiałe, a w końcu zrezygnuje. Może przed rezygnacją jeszcze z ciekawości zapytam "jak wy w ogóle dajecie radę coś robić"
Jezu, jeszcze więcej rad, radnych, zasiadania, gremiów..
A jakieś efekty z tego będą?
To zależy od jakości krzeseł. Ale niektórych istotnie może zaboleć.
Może by zrezygnować z Rad Kuratorów, Wydziałów PAN i korporacji, a instytuty same powoływałyby ekspertów międzynarodowych do swoich Rad Naukowych? Będzie prościej. Te propozycje, to mają dotyczyć tylko Wydziału 2 (bo przykłady to biologia molekularna głównie w tym właśnie Wydziale)?
90%+ pracy rady instytutu to głosownia nad nadawaniem stopni. Żmudne i nudne - mało kto z zagranicy chciałby w tym uczestniczyć.
Moim zdaniem, nadawanie stopni powinno być w gestii komisji doktorskich i habilitacyjnych (na dyplomie podpisywałby się rektor/dyrektor instytutu). Nie ma co angażować rady, z której członkowie i tak większości nie wiedzą co jest w danym doktoracie, podczas gdy członkowie komisji mają pełną wiedzę. Tak jest w wielu krajach, sam robiłem doktorat za granicą i stopień nie był głosowany przez żadną "radę mędrców". Wówczas można by zdobić międzynarodowe rady instytutów (ba, wydziałów!) decydujące jedynie o strategicznych sprawach, takich jak zatrudnianie nowych kierowników zespołów badawczych.
Po co polscy korporanci, skoro nie są w stanie zapewnić nadzoru nad instytutami? Może lepiej podciągnąć instytuty pod korporację zagraniczną. Wtedy nadzór będzie automatycznie zagraniczny. Nasi korporanci nie są chyba w stanie zapewnić nadzoru ...w każdej dyscyplinie? Uważają, że dyscypliny pokrewne są w stanie oceniać i radzić innym? Rolnik oceni biologa? Jeśli tak, to po co dyscypliny odrębne funkcjonują???
O czym pan mówi?
"Tak się pytam, gdyż od lat widać przeróżne pomysły na poprawę sytuacji w nauce polskiej, która to sytuacja I TAK jest ZŁA."
W ww. instytucjach sytuacja właśnie nie jest zła...świadomość i mentalność większości pracowników a zwłaszcza ichnich władz jest w większym stopniu projakościowa i otwarta na nowe rozwiązania.
Już ponad 20 lat temu w IBD był wymóg wyjechania na post-doka za granicę bodajże na co najmniej rok albo 2. Taki pracownik mógł wtedy wrócić i pracować dalej w IBD.
Móc to chcieć ;-)
@eks
Strategia, aby "wrócić i pracować dalej" w tym samym instytucie, z ktorego sie wyjechalo, to jest cos czego na Zachodzie zwykle staraja sie unikac za wszelke cene. Chodzi o to, aby byl ciagly naplyw nowych pracownikow z nowymi pomyslami, oraz aby zminimalizowac kumoterstwo i chow wsobny.
Sa oczywiscie wyjatki, z tego co wiem, we Wloszech jest tak, ze sie wlasnie "wraca".
Zgoda, powroty do rodzimych instytucji to może nie najwyższy standard, ale obowiązkowe wyjazdy za granicę na post-doka to już coś. Chcę tylko pokazać, że jedne z obecnie najlepszych instytutów naukowych PAN już dawno temu podjęły kroki do umiędzynarodowienia się, co miało w zamyśle wesprzeć rozwój naukowy.
A to czy uczelnia ma kategorię A czy A+, to przy obecnym stanie finansowym oraz innych patologiach, wciąż nie naprawia głównego problemu.
Mnie osobiście kategoria A+ mojego wydziału cieszy tylko trochę. Bo wygrać że słabymi to żadna pociecha ...
A jakby naukowcy zaczęli po prostu naśladować mądrzejszych od siebie czyli biznes? Bo w ostatnich 50 latach to biznes odnosi dużo większe sukcesy niż uniwersytet, nawet w dziedzinie nauki. ChatGPT, mRNA, SpaceX to są największe osiągnięcia naukowe ostatnich lat i nie przyszły one z uniwersytetów. A w biznesie rotacja kadr jest dużo większa niż w nauce ale nikt nie byłby tak niemądry, by pozbywać się zdolnego pracownika. Może po prostu rotację kadr potraktować jak zjawisko przyrodnicze - nie walczyć z tym ale nie wspierać w sposób sztuczny, jest bo jest.
@Profesor PAN
Nie bede sie wypowiadal na temat SpaceX in ChatGPT, ale jesli chodzi o szczepionki mRNA, to absolutnie nic by sie nie wydarzylo, gdyby nie dziesieciolecia pracy nad mRNA na uniwersytetach wszelakich, na calym swiecie.
Oto, co Katalin Kariko o tym mowi:
"For me, it was enough that I know that what I did and what is important and not that other people would know. For me, I feel that a lot of scientists, hundreds and thousands of scientists, contributed to the knowledge, because the RNA was discovered 60 years ago, and during those 60 years, many things happened."
Zreszta to nie tylko o prace nad mRNA tu chodzi, prosze sobie spojrzec na ilustracje w tym artykule:
https://www.jci.org/articles/view/153721
Jesli chodzi o translacje odkryc i innowacje, jak zawsze, kierunek jest jeden i ten sam. Niezmiennie: z uniwersytetow do firm prywatnych. I tak zreszta powinno byc - naukowcy niech zajmuja sie robieniem nauki, a ci, ktorzy potrafia z tych odkryc zbudowac cos, co przyda sie na codzien, niech wlasnie to robia (ci drudzy pracuja zwykle w firmach, stworzonych przez siebie lub innych).
"W ww. instytucjach sytuacja właśnie nie jest zła...świadomość i mentalność większości pracowników a zwłaszcza ichnich władz jest w większym stopniu projakościowa i otwarta na nowe rozwiązania."
No to dziękuję, pocieszył(a) mnie Pan(i). ;=) A na serio: nawet kilka jaskółek nie czyni wiosny. Pisałem o CAŁOKSZTAŁCIE nauki polskiej, a dokładniej o całym systemie nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce.
A w innych instytutach kat. A i A+, w których nie ma takich zagranicznych gremiów, sytuacja jest zła?
Ocena jakości zależy od standardów, do których się odnosimy. Nasz system to pudrowanie niedoskonałości zamiast ich leczenie. Jeżeli kogoś to zadowala, to ok, nie ma dyskusji. Niektórzy wolą być dużą rybą w małym stawie i to ich uszczęśliwia.
Ciekawe, czy Panowie Profesorowie uwzględnili pod pojęciem "kumoterstwo", także "zasadę klanu", która skutecznie utrudnia (lub nawet uniemożliwia) karierę akademicką niemałemu odsetkowi zdolnych ludzi, gdyż nie mają poparcia?
ALE POZA TYM, czy te Międzynarodowe Komitety Doradcze faktycznie są takie pomocne?
Tak się pytam, gdyż od lat widać przeróżne pomysły na poprawę sytuacji w nauce polskiej, która to sytuacja I TAK jest ZŁA.