Celem moich badań jest ustalenie, dlaczego ambrozja bylicolistna odnosi taki sukces jako roślina inwazyjna, czyli przeniesiona przez człowieka w nowe miejsca i wypierająca lokalne gatunki, zabierając im przestrzeń i zasoby. Badany chwast naturalnie występuje w Ameryce Północnej, a w Europie pojawił się przez przypadek. Trafił tu na dogodny grunt i wraz ze zmianami klimatu zaczął się silnie rozprzestrzeniać, dokonując rozmaitych szkód – zauważa doktorant PŁ.
W trakcie badań sprawdzi, czy tajemnicą sukcesu ambrozji mogą być mikroorganizmy w niej i na niej żyjące oraz związki chemiczne, które produkuje. W planach ma też opracowanie skutecznych i naturalnych sposobów zwalczania tej groźnej rośliny. Dlaczego groźnej? Okazuje się, że mitologiczne znaczenie pożądanej przez Bogów ambrozji nie ma nic wspólnego z rośliną o tej samej nazwie, która jest bardzo ekspansywna i silnie uczulająca. Pokarm bogów jest dla ludzi i środowiska bardzo kłopotliwy.
Pyłek ambrozji to jeden z najsilniejszych alergenów – wystarczy kilka ziarenek w powietrzu, żeby wywołać u wrażliwej osoby katar, łzawienie oczu, duszności czy nasilenie astmy. W niektórych krajach sezon pylenia ambrozji to prawdziwy koszmar dla alergików. Poza tym ambrozja wypiera nasze gatunki rodzime – zabiera miejsce i składniki odżywcze roślinom. To samo robi na polach uprawnych, gdzie jest chwastem – wskazuje młody badacz z Politechniki Łódzkiej.
Zjawiskiem inwazji biologicznych interesuje się od dawna. Zwraca uwagę, że ambrozja to jeden z najgroźniejszych takich „przybyszów”, który silnie szkodzi i przyrodzie, i ludziom. Rośnie bardzo szybko, produkuje ogromne ilości nasion, potrafi wyrastać prawie wszędzie – na polach, przy drogach, nad rzekami, przy torach kolejowych czy nawet między chodnikowymi płytkami w mieście. Co gorsza, jej pyłek jest wyjątkowo silnym alergenem.
Węgry i południowa Słowacja są już mocno opanowane przez ambrozję. Wraz z ocieplaniem się klimatu roślina przesuwa się coraz bardziej na północ – także do Polski, oraz w górę, w stronę terenów górskich, jak Tatry czy Góry Dynarskie – opisuje Tomasz Grzyb.
Jego badania w ramach grantu Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego potrwają do końca 2027 roku.
MK, źródło: PŁ
Dlaczego na zdjęciu jest nawłoć kanadyjska skoro artykuł dotyczy ambrozji bylicolistnej?