Aktualności
Badania
12 Sierpnia
Źródło: archiwum prywatne
Opublikowano: 2026-08-12

Laboratorium współczesnej mobilności

Dla mnie sieć szlaków św. Jakuba, która oplata całą Europę, jest współczesnym laboratorium ludzkiej mobilności. Laboratorium – ponieważ można tu zaobserwować i badać rozmaite zjawiska. To wyjątkowa przestrzeń, która łączy kulturę, religię, wiarę i turystykę – mówi w wywiadzie dla FA dr Paweł Plichta z Zakładu Studiów nad Mobilnością Międzykulturową Uniwersytetu Jagiellońskiego.

W dniach 28–30 września w Krakowie odbędzie się międzynarodowa konferencja FU-TOURIST. The Art of Contemporary Travelling. Celem wydarzenia jest refleksja nad współczesnymi formami, znaczeniami i doświadczeniami podróżowania z perspektywy interdyscyplinarnej. O pielgrzymkach i turystyce kulturowej w erze globalizacji rozmawiamy z dr. Pawłem Plichtą z Zakładu Studiów nad Mobilnością Międzykulturową w Instytucie Studiów Międzykulturowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wywiad przeprowadziła Aneta Zawadzka.

Żeby badać Camino trzeba je przejść samemu?

Camino de Santiago to współczesny fenomen, którego bez doświadczenia trudno zrozumieć, a tym bardziej badać. Niedawno byłem w Quebecu na kolejnej edycji międzynarodowej konferencji sieci „Sacred Journey”. Biorą w niej udział badacze z całego świata zajmujący się pielgrzymowaniem. Zdecydowana większość z nich ma za sobą nie tylko doświadczenie jakiejś pielgrzymki, ale właśnie Camino.

Ma pan na koncie więcej niż jedno.

Pierwsze było Camino Francés, potem Camino del Norte. Przeszedłem też trasę z Muxíi do Santiago de Compostela i krótsze odcinki innych wersji.

Można je jakoś porównać?

Każdy szlak ma swój charakter, na który składają się nie tylko stałe elementy, ale także subiektywna skala trudności, indywidualne motywacje, spotykani ludzie. Muszę przyznać, że pierwsze doświadczenie było zupełnie unikatowe. Nie byłem wówczas badaczem przyglądającym się temu zjawisku od strony naukowej, ale po prostu pielgrzymem. Kiedy ta perspektywa uległa zmianie, nie ukrywam, że trudno mi całkowicie skupić się na osobistym doświadczeniu. W trakcie pielgrzymki pojawia się u mnie dużo pomysłów, wiele spostrzeżeń, które notuję na bieżąco, aby potem je wykorzystać w pracy badawczej. Podobne odczucia ma zapewne większość badaczy, którzy wyruszają na Camino, czy to próbując eksplorować je naukowo, czy traktując jedynie jako formę turystyki kulturowej.

W ubiegłym roku liczba pielgrzymów na szlakach św. Jakuba przekroczyła po raz pierwszy w historii pół miliona. Co skłania do wędrówki, u której celu jest katedra w stolicy hiszpańskiej Galicji?

Motywów jest wiele, dlatego próbuje się je sklasyfikować najczęściej przypisując do kategorii: religijne, duchowe, kulturowe (niereligijne). Często w narracjach, które badam i nazywam caminostories, ich autorzy opowiadają o procesie, jaki przebyli zanim wyruszyli pieszo lub na rowerze do Santiago. „Bakcylem” może stać się czyjaś relacja w mediach społecznościowych, książka, film, zachęta przez spotkanego pielgrzyma lub – jak w moim przypadku – studencka prezentacja na ćwiczeniach. Kolejnymi impulsami były: książka Nie idź tam, człowieku! Andrzeja Kołaczkowskiego-Bochenka i film The Way (pol. Droga życia). Ten ostatni to historia o ojcu, który wyrusza na swoje Camino, chcąc w ten sposób zrealizować marzenie zmarłego syna.

Ciekawe, że Martin Sheen, który wcielił się w główną rolę, również pokonał ten szlak, wraz z synem. Zrobił to, jak mówił, ze względu na swojego ojca, który urodził się niedaleko Santiago de Compostela.

W filmie pielgrzymka rozpoczyna się od dramatycznego wypadku, który ma miejsce już pierwszego dnia, w Alpach francuskich. To jest właśnie miejsce, przez które ja także przechodziłem podczas pierwszego Camino. Zdecydowałem się na trudniejszą trasę, bo chciałem przejść Alpy, ale trafiłem na niesprzyjającą pogodę. W pewnym momencie widoczność spadła prawie do zera z powodu gęstej mgły i ulewnego deszczu. Pamiętam, że stanęły mi wówczas przed oczami tragiczne sceny z filmu.

Jak się pan czuł, mogąc liczyć tylko na siebie?

Początkowo byłem nieco oszołomiony. Ten stan dość szybko ustąpił jednak zaskoczeniu, kiedy zauważyłem, że w moją stronę zmierza jakieś auto. To byli Francuzi, którzy akurat przejeżdżali przez to bezludzie i zatrzymali się, żeby zapytać, czy wszystko w porządku, czy nie potrzebuję pomocy. To jedna z tych „dziwnych” sytuacji, doświadczeń, o których wspomina wielu pielgrzymów. Na tym właśnie polega fenomen Camino. Poczułem, że mimo samotnej wędrówki i niekomfortowych warunków mogę liczyć na gościnność, otwartość i troskę zupełnie przypadkowych osób. Kolejne dni tylko to potwierdzały.

To osobiste doświadczenie sprawiło, że zajął się pan jako badacz tą tematyką?

Na pewno przejście szlaku rozbudziło moją ciekawość. Chciałem się dowiedzieć więcej, czym kierują się różne osoby, kiedy podejmują decyzję, aby wyruszyć na szlak. Interesowało mnie, co sprawia, że do Santiago de Compostela pielgrzymują zarówno chrześcijanie, jak i żydzi, muzułmanie, buddyści czy przedstawiciele i wyznawcy innych tradycji religijnych, ale także osoby niewierzące. Już w trakcie pierwszej pielgrzymki spotkałem się z bardzo zróżnicowanymi motywacjami i sposobami doświadczania tej drogi. Wiele czynników złożyło się na poszerzenie moich zainteresowań pielgrzymkami do Santiago de Compostela, ale tak – te osobiste przeżycia były znakomitym fundamentem.

Kiedy myślimy o pielgrzymowaniu, od razu nasuwa się motyw wiary i religii.

Są oczywiście osoby, dla których szlak Jakubowy wciąż – jak było u początku jego powstania – oznacza pielgrzymkę traktowaną jako element kultu i wyraz chrześcijańskiej pobożności. Dla innych Camino jest formą religijności prywatnej, która wychodzi poza strukturę charakterystyczną dla religii, jaką znamy. Wielu deklaruje zainteresowanie Camino de Santiago jako elementem dziedzictwa religijnego, którego chcą sami doświadczyć. Ale mamy też osoby, które wybierają te szlaki ze względów turystycznych. Motywacją jest stosunkowo tani koszt wakacji, dobra infrastruktura i popularność tzw. turystyki plecakowej.

Traktują to jako wycieczkę?

W takim przypadku mówimy o formie turystyki religijnej lub szerzej – kulturowej, która wykorzystuje fenomen odrodzenia dawnej tradycji pielgrzymowania do miejsc naznaczonych obecnością ważnej postaci. Taki rodzaj turystyki niewiele ma wspólnego z tym, co określamy mianem masowego podróżowania, którym notabene ludzie są coraz bardziej zmęczeni. Dlatego właśnie wiele osób poszukuje doświadczeń zupełnie innego typu: mając do wyboru możliwość wakacji all inclusive w popularnym i przepełnionym ludźmi kurorcie, niektórzy decydują się na inny sposób spędzenia wolnego czasu. Podczas pielgrzymki mogą poznać kulturę, tradycję i historię regionu, przez który przechodzą. Podążanie szlakiem Jakubowym pozwala także nawiązać bliższe relacje z napotkanymi po drodze osobami.

Ważne jest, by podążać samemu?

Osobliwość Camino ujawnia się także w samej formie wędrówki. Pielgrzymkę, zwłaszcza w Polsce, kojarzymy ze zorganizowaną grupą ludzi, której przewodzi lider-duszpasterz i która wspólnie zmierza do celu, jest nim głównie maryjne sanktuarium na Jasnej Górze. Dłuższe dystanse Camino ludzie przemierzają w większości samotnie. Natomiast niezależnie od wybranego odcinka nikt za nich nie podejmuje decyzji, ile kilometrów mają dziennie przejść, ani w którym konkretnym miejscu się zatrzymać. To wszystko są świadome wybory pojedynczego pielgrzyma.

Jest to jakiś rodzaj ucieczki od świata?

Tak, zróżnicowane formy eskapizmu daje się zaobserwować na szlakach Jakubowych W wyniku zmian cywilizacyjnych współczesny człowiek jest niesłychanie przebodźcowany, co u sporej grupy ludzi powoduje wyczerpanie, frustrację, uzależnienia. Chcąc odpocząć, wiele osób poszukuje alternatywnej drogi – i znajduje ją w opowieściach pielgrzymów. Camino pozwala im zwolnić tempo, a jednocześnie zapewnia emocjonalne zaangażowanie, zmianę perspektywy i osiągnięcie dystansu do codziennych spraw i problemów.

Nie można tego znaleźć gdzieś indziej?

W przypadku Camino mamy do czynienia z tradycją religijną i dziedzictwem kulturowym, które są autentyczne. To nie jest modna efemeryda, która została wykreowana na potrzeby współczesnych odbiorców. Współczesne Camino stanowi raczej formę powrotu do korzeni. W studiach nad turystyką i mobilnością to właśnie kwestia autentyczności jest jednym z często podnoszonych zagadnień. Badani podkreślają, że kiedy jadą do jakiegoś miejsca, chcą przeżyć prawdziwe doświadczenie, a nie być świadkami show przygotowanego specjalnie dla turystów.

Chcą się poczuć niczym średniowieczni pątnicy?

Pielgrzymka jest okazją do doświadczeń, o których współcześnie jedynie się mówi, a na które brakuje czasu lub przestrzeni. Dlatego wielu zastanawia się, co znaczy być pielgrzymem w XXI wieku, jak się zachowywać. Często punktem odniesienia są wyobrażenia i mity o średniowiecznych pątnikach. Przemierzając kolejne kilometry, człowiek zbliża się nie tylko do siebie, jest bliżej natury i może podziwiać dziedzictwo kulturowe. Pielgrzym Camino Francés, które zalicza się do najbardziej popularnych szlaków, napotyka na swojej drodze wysokie góry i urokliwe winnice. Jeśli odkryje wartość monotonnej wędrówki, zachwyca się naturalnym bogactwem Mesety – wyżynno-górskiej, środkowej części Półwyspu Iberyjskiego. Mija wiele zabytków wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO, m.in. gotycką katedrę w Burgos czy średniowieczne mury obronne w Pampelunie. Z kolei na szlaku Camino del Norte może z bliska zobaczyć na przykład monumentalne klify nad Zatoką Biskajską. Ciekawe jest, że niezależnie od powodów, dla których ludzie wybierają Camino, właściwie wszyscy nazywają to doświadczenie pielgrzymką.

Dowartościowują to doświadczenie? Dante Alighieri udających się do Santiago de Compostela nazywał „peregrini”, czyli pielgrzymami.

Raczej szukają języka, żeby podkreślić, że to nie jest po prostu eskapada polegająca na przejściu z plecakiem kilkudziesięciu czy nawet kilkuset kilometrów, tylko wyjątkowe doświadczenie w ich życiu. Dobrym przykładem jest książka, której autor dał tytuł Nazywam się pielgrzym. Odżegnujący się od religii i religijności profesor filozofii tak właśnie określa samego siebie. Do pewnego stopnia ciekawy jest ten powrót do średniowiecznej dystynkcji, znanej dzięki wzmiance w Vita nuova Dantego Alighieri.

Czym w ogóle dzisiaj jest pielgrzymowanie?

Klasyczna definicja oznacza podróż do miejsc kultu religijnego, której towarzyszą intencje, prośby i religijne praktyki. W tradycji chrześcijańskiej wiąże się ona z uzyskaniem odpustu, udziałem w Mszy świętej, wiarą w skuteczność określonego kultu czy wstawiennictwo np. apostoła, męczennika, czyli Jakuba Większego. Dzisiaj ta definicja uległa może nie tyle zatarciu, co poszerzeniu. Z jednej strony oczywiście pielgrzymowanie nadal pozostaje aktywnością związaną z religijnością, ale z drugiej – jest poszukiwaniem sensownych odpowiedzi na wiele egzystencjalnych pytań przy równoczesnym stronieniu od konkretnej religii czy praktyk z nią związanych. To poszukiwanie i wybieranie pewnych elementów rytuałów, które nam pasują, wskazuje na to, że pielgrzymowanie stało się też formą współczesnej postmodernistycznej duchowości, co pokazuje wiele badań.

Niektórzy twierdzą, że Camino jest już przereklamowane. Pojawiają się zarzuty, że stało się wyścigiem, kilometrami do odhaczenia, okazją do zdobycia lajków, a dla niektórych dobrą formą zarabiania pieniędzy.

Tak dzieje się z każdym popularnym zjawiskiem. Zawsze znajdą się ludzie, którym zależy na zdobyciu poklasku, i tacy, którzy będą chcieli zarobić na tym przedsięwzięciu. Mam doświadczenie z Camino Francés sprzed kilkunastu lat i już wtedy można było dostrzec przejawy komercjalizacji szlaku. Takim konsekwencjom popularności Camino sprzeciwia się wielu pielgrzymów, stowarzyszeń, bractw czy grup miłośników Camino, których intencją jest przeciwdziałanie spłycaniu idei pielgrzymki i traktowaniu tej drogi jedynie jako produktu turystycznego. Od dłuższego już czasu postulują, aby certyfikat, który dla niektórych jest współczesnym trofeum, był trudniejszy do osiągnięcia. Niektórzy wnoszą, aby do jego otrzymania trzeba było przejść nie 100, jak dzisiaj, ale 200 kilometrów.

Camino powinno być bardziej elitarne?

Rozumiem, że w tego rodzaju propozycjach chodzi o zachowanie ducha Camino, o to, żeby nie stało się wyścigiem, w którym wygrywa ten, kto w jak najkrótszym czasie przebędzie dany odcinek. Kiedy szukałem respondentów do badań, trafiłem na grupy w mediach społecznościowych, które kontestują tradycję certyfikatu, twierdząc, że Camino nie jest po to, żeby mieć jakiś „papierek”. Myślę jednak, że każdy korzysta z tego fenomenu na swój sposób i to jest niewątpliwie cecha przyciągająca tak wiele osób. Nikomu przecież nie zabronimy, żeby przeżywał szlak tak, jak chce. Niektórzy decydują się na pielgrzymowanie na rowerze. Spotkać też można pielgrzymów ze swoimi psami, które mogą otrzymać paszport i certyfikat – credencial y compostela canina. Wreszcie pojawiają się na Camino osoby zmagające się ze swoimi ograniczeniami fizycznymi, ludzie na wózkach albo poruszający się o kulach, którzy zmierzają w stronę Santiago, pokonując po drodze swoje bariery.

Właśnie na wózku symboliczną część trasy pokonał nieżyjący już słynny fizyk Stephen Hawking.

Równocześnie mamy osoby, którym Camino służy jako przestrzeń do biegania maratonów. Czy to gorsza motywacja? Moim zdaniem to tylko pokazuje, jak wielopostaciowe jest współczesne Camino, jak rozmaite może przybrać formy. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że pielgrzymi, dla których to doświadczenie było niezwykle głębokie, chcieliby, żeby inni, którzy wyruszają na szlak, podchodzili do tego bardzo refleksyjnie, z należytą powagą. Myślę, że to nieosiągalne, ale też nie widzę niczego niewłaściwego w odmiennym przeżywaniu tej drogi.

Znakiem rozpoznawczym Camino stała się muszla. Dawniej przydatna wędrowcom jako czerpak wody do picia i naczynie do spożywania posiłku. To pana zdaniem dowód na siłę kultury, która z praktycznego narzędzia uczyniła uniwersalny symbol?

Camino stało się matrycą dla wielu współczesnych szlaków kulturowych. Niepodrabialnym modelem, wręcz ideałem, który dziś rozpoznawalny jest na całym świecie. Nie znaleźlibyśmy pewnie miejsca, w którym ktoś nie słyszałby tej nazwy czy nie kojarzył symbolu muszli św. Jakuba. I nie jest to przesada, o czym świadczą nie tylko moje doświadczenia badawcze z Japonii. Od kilku lat na podstawie współpracy Hiszpanów i Japończyków, realizując szlak Kumano Kodo, można uzyskać certyfikat i tytuł Dual Pilgrim. Warto zauważyć, że nazwy Camino właściwie nie tłumaczy się z hiszpańskiego, a i tak większość wie, o co chodzi. Z pewnością na taki stan rzeczy ma wpływ dzisiejszy sposób komunikowania się, przede wszystkim przez media społecznościowe, będące obecnie jednym z ważniejszych nośników kultury. Szlak zawdzięcza swoją rozpoznawalność także stałej obecności w kulturze popularnej. Co roku, tylko w języku polskim, ukazuje się kilka książek opowiadających o doświadczeniach ze szlaku. Czasem to dzienniki, relacje, innym razem rozmowy. Wykorzystuję te świadectwa w prowadzonych badaniach. Jednocześnie sam dobrze rozumiem potrzebę podzielenia się doświadczeniem pielgrzymki i kiedy tylko mogę opowiadam o Camino, także w trakcie zajęć ze studentami.

Przygląda się pan motywacjom podejmowania pielgrzymki, śledzi świadectwa ludzi, którzy przeszli Camino. Co jeszcze ciekawego wynika z pana badań?

Camino de Santiago pokazuje, jak dziedzictwo kulturowe może inspirować. Wspomniany przykład renesansu japońskich szlaków, a także inicjatywy rozwijane w Australii, Izraelu, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych dowodzą, że dojście do Santiago de Compostela czy do wybrzeża Atlantyku to nie koniec Camino. Indywidualne doświadczenia stają się po powrocie z Hiszpanii powodem do zainteresowania lokalnymi tradycjami i innymi szlakami. Z uwagi na obchodzony Rok Świętego Franciszka warto wspomnieć o Via di Francesco nazywanym też Cammino di Francesco.

Patrząc na skalę zjawiska, można powiedzieć, że mamy do czynienia ze stale rosnącym trendem?

Nieustanny wzrost pielgrzymów świadczy o ogromnej popularności Camino de Santiago. Warto przy tym pamiętać, że statystyki, którymi posługujemy się w badaniach dotyczą tylko tych osób, które przeszły co najmniej 100 km pieszo i zarejestrowały się w biurze pielgrzyma, gdzie pokazały paszport z pieczątkami i odebrały Compostelę, czyli tradycyjny certyfikat łaciński. Oprócz tego mamy też trudną do oszacowania grupę ludzi, którzy podążają historycznymi szlakami Jakubowymi nie czując potrzeby oficjalnego zgłoszenia swojej pielgrzymki. Kolejne lata zapewne przyniosą następne rekordy. Przyszły rok będzie wyjątkowym z uwagi na obchody Roku Jubileuszowego w Santiago de Compostela.

Nie wygląda zatem na to, byśmy byli u kresu ars apodemica – dawnej sztuki podróżowania, której celem była refleksja i osobista mądrość?

Zestawiając charakter różnych współczesnych form mobilności z Camino de Santiago, można odpowiedzieć pozytywnie. Zdecydowanie Camino stwarza okazję do refleksji i wielu innych aktywności, które na co dzień zaburzają gadżety współczesnej cywilizacji, puste slogany i po prostu głupota. W tym kontekście niewątpliwie ars apodemica ma również w XXI wieku swoją kontynuację.

Na wrześniowej konferencji w Krakowie grono badaczy m.in. z Japonii, Czarnogóry i Wielkiej Brytanii, będzie się zastanawiać nad współczesnymi formami, znaczeniami i doświadczeniami podróżowania. Czy w dobie szybkiego eksplorowania świata za pomocą ChataGPT, pielgrzymowanie ze swoim wolniejszym tempem docierania do celu może się wkrótce stać jedynym pełnowartościowym sposobem przeżycia drogi?

Pielgrzymowanie to nie tyle wolniejsze tempo mobilności, ale intencje, z jakimi przemierza się kolejne kilometry, wartościowy cel osiągany w refleksyjny sposób, w którym wyrzeczenie, a nawet fizyczny ból ma swoje miejsce. Często przywołuję bardzo celne sformułowanie Stanisława Burdzieja, który w swojej socjologicznej analizie napisał, że człowiek ma silne poczucie, iż wartościowe rzeczy muszą więcej kosztować. „Pielgrzym do Santiago poznaje smak wyrzeczenia, odkrywa urok prostoty, uwalnia się od nadmiaru wrażeń. Jego podróż zostaje uświęcona we wszystkich wymiarach: święty, biegnący jakby wstecz, w głąb historii czas, święta przestrzeń – Droga, motywacja ze sfery sacrum (pokuta, modlitwa za bliskich, samodoskonalenie) oraz święty cel grób apostoła”. Niejednokrotnie i nie tylko na podkoszulkach w sklepach z pamiątkami w Santiago de Compostela można znaleźć napisy: „Sin dolor no hay Camino” lub ich modyfikację: „Sin dolor no hay gloria”.

W trakcie konferencji podejmiecie między innymi temat podróży wirtualnych. Czy Camino można przejść wirtualnie?

Oczywiście. W okresie rządowych ograniczeń i restrykcji w mobilności, wirtualne Camino stało się ersatzem wyprawy. Relacje pielgrzymów z drogi w mediach społecznościowych mogą być wirtualną formą uczestnictwa, współpielgrzymowania. Przygotowując konferencję, wskazaliśmy na podróże wirtualne, gdyż z jednej strony stały się one już częścią znakomitej większości współczesnych sposobów mobilności. Jeśli ktoś nie korzystał jeszcze z wirtualnych spacerów po muzeach, galeriach sztuki czy parkach narodowych, to zapewne sprawdzał za pomocą technologii 3D czy panoram 360 stopni różne kwestie przestrzenne – przemieszczanie, lokalizację, dystanse, ale też bezpieczeństwo – przed wyjazdem do konkretnego miejsca. Z drugiej strony współczesne podróże nabrały transgresyjnego lub hybrydowego wymiaru. Stale obecne smartfony, telefony komórkowe zmieniają perspektywę i doświadczenia turystyczne ludzi. Sprawiają, że fizyczna obecność człowieka w danym miejscu, jego uczestnictwo w konkretnym wydarzeniu, sprzęgnięte są z małym ekranem i często wewnętrznym przymusem utrwalania.

Jak dziś zdefiniowałby pan Camino?

Dla mnie sieć szlaków św. Jakuba, która oplata całą Europę, bo to nie tylko Hiszpania, Portugalia i Francja, ale także tysiące kilometrów tras m.in. w Polsce, Czechach, Estonii, na Litwie, Łotwie, Słowacji czy Ukrainie, jest współczesnym laboratorium ludzkiej mobilności. Laboratorium – ponieważ można tu zaobserwować i badać rozmaite zjawiska. To wyjątkowa przestrzeń, która łączy kulturę, religię, wiarę i turystykę. Camino de Santiago stanowi wielowymiarowe dziedzictwo kulturowe – a ściślej religijne, chrześcijańskie i europejskie, sprzyjając stawianiu ważnych problemów badawczych.

Rozmawiała Aneta Zawadzka

Dyskusja (1 komentarz)
  • ~Marcin Przewloka 13.08.2026 10:30

    Odczucia, doznania i wrażenia, jak te opisane powyżej, to jeszcze nie są badania naukowe.