Chcemy wierzyć, że akademia to kolebka słusznych idei, niesprzedawalnych wartości, uosabiająca ustawiczne dążenie do odkrywania prawdy, poszerzania wiedzy i dzielenia się nią. Pragniemy postrzegać ją przez pryzmat społecznej misji oraz doniosłej roli nauki. Niestety, obraz ten pozostaje niedoścignionym ideałem. W rzeczywistości środowisko akademickie trawi rak, który kładzie się cieniem na wszystkich głoszonych przez nie ideach i wartościach.
Na problem mobbingu na uczelniach i w instytutach wskazują różne badania, obrazujące alarmującą skalę zjawiska. Przykładowo, z badań przeprowadzonych wśród społeczności akademickiej w 2022 r. przez Fundację Science Watch Polska wynika, że 63,5% respondentów zetknęło się w swoim miejscu pracy ze zjawiskiem mobbingu. Warte uwagi jest również to, że co drugi pracownik doświadczył odmowy finansowania badań oraz ignorowania podczas podziału zadań, np. w grantach.
Od kilku lat problem ten jest także przedmiotem licznych dyskusji i debat środowiskowych. Więcej się o nim mówi, próbując jednocześnie szukać lepszych rozwiązań. W jednostkach naukowych powoływani są rzecznicy praw akademickich, oferowana jest pomoc centrów mediacji, fachowa pomoc psychologiczna, przyjmowane są procedury antymobbingowe i antydyskryminacyjne. A jednak mobbing nadal ma się dobrze.
Mobbing jest pojęciem prawno-pracowniczym. Jego definicja znajduje się w przepisach Kodeksu pracy, ten zaś ma zastosowanie tylko do relacji w ramach stosunku pracy. Co więcej, aktualna definicja przewidziana w przepisach prawa jest skomplikowana i złożona, przez co pozostawia poza swoim zakresem szereg zachowań nagannych, których mogą doświadczać pracownicy w sektorze szkolnictwa wyższego. Zakłada ona przede wszystkim uporczywość i długotrwałość działań, które dotyczą lub skierowane są przeciwko pracownikowi. Dlatego wiele z zachowań nazywanych i odbieranych przez ofiary jako mobbing – w rozumieniu obowiązujących przepisów – w rzeczywistości nim nie są. W praktyce rzadko osobom mobbingowanym udaje się udowodnić swoją rację przed sądem. Częściej zachowania te można kategoryzować jako molestowanie – niemniej przewidziana w Kodeksie pracy możliwość dochodzenia odszkodowania nie zawsze jawi się jako satysfakcjonująca forma wyrównania doznanych krzywd.
Na „mobbing” w uczelniach i w instytutach trzeba jednak patrzeć szerzej i postrzegać jako stosowanie przemocy fizycznej, werbalnej lub pozawerbalnej względem jakiegokolwiek członka społeczności akademickiej danej jednostki, a zatem nie tylko zachowania kategoryzowane w przepisach jako mobbing czy molestowanie, ale także te, których nie da się pogodzić z obyczajami akademickimi i zasadami etyki. Przemoc ta bardzo często dotyka studentów bądź doktorantów, a więc osób które nie mają statusu pracownika. Nierzadko pojawia się ona też między osobami, które formalnie nie pozostają w stosunku bezpośredniej podległości służbowej. Możemy więc mówić tu o „szczególnym” wydaniu mobbingu – „mobbingu akademickim”.
Podłożem tego zjawiska jest specyficzna, hierarchiczna, niemal feudalna struktura systemu szkolnictwa wyższego, opierająca się na przewadze funkcyjnej lub naukowej jednej z osób nad drugą, np. dziekana nad pracownikiem, promotora nad doktorantem czy studentem, a także na silnie przeplatających się relacjach służbowych z osobistymi. Niestety, akademią w dalszym ciągu rządzi strach przed zablokowaniem procedury awansowej czy uniemożliwieniem pozyskania środków na badania. Strach ten powoduje, że ofiary mobbingu wolną milczeć i nie chcą wyjść z toksycznego środowiska bądź po prostu z niego odchodzą – i nic się nie zmienia, a „mobber” utwierdza się w swojej bezkarności.
Zgłoszenie problemu przez osobę hierarchicznie podległą, o słabszej pozycji, przeciw swojemu przełożonemu, do działających w uczelni czy instytucie organów lub osób pozostających z tym przełożonym w relacji koleżeńskiej bądź w stosunku zależności, jest obarczone samoistnym błędem braku efektywności. W tym miejscu uwidacznia się kolejny problem – nieznajomość bądź wykorzystywanie przyjętych procedur albo obowiązujących przepisów prawa w taki sposób, by wykazać, że działania zostały podjęte, lecz nic poza tym. Z drugiej strony, w ostatnich latach zarysowuje się również tendencja odwrotna w postaci coraz liczniejszych incydentów przemocy w stosunku do wykładowców, promotorów czy przełożonych ze strony studentów lub doktorantów. W końcu, „mobbing akademicki” definiuje szereg zachowań związanych z naruszeniami zasad etyki, które przejawiają się w postępowaniu stricte związanym z działalnością naukową czy samorządową. Mowa tu przede wszystkim o przemocy na płaszczyźnie publikacyjnej i grantowej, a więc zmuszaniu do dopisywania przełożonych w publikacjach, blokowaniu publikacji, wystąpień lub projektów grantowych, pomijaniu w przyznawaniu środków na badania. Daje tu o sobie znać, wciąż niedostateczny wśród naukowców, stopień znajomości zasad ochrony praw własności intelektualnej.
Czas na zmiany?
W Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej trwają obecnie prace nad przygotowaniem nowelizacji Kodeksu pracy, mającej na celu zmianę przepisów, aby skuteczniej chronić ofiary mobbingu oraz dostosować obowiązujące regulacje do współczesnych realiów. Zgodnie z założeniami, przyjęcie projektu przez Radę Ministrów ma nastąpić w III kwartale br. Nowelizacja w proponowanym kształcie miałaby wprowadzić nowe rozumienie pojęcia mobbingu oraz zmiany w definicji molestowania. Za mobbing uznawane będą zachowania polegające na uporczywym nękaniu pracownika. Uporczywym, czyli powtarzalnym, nawracającym lub stałym. Słusznie zatem rozważa się rezygnację z przesłanki długotrwałości, której konieczność wykazania znacząco obniża skuteczność ochrony pracownika.
Kolejną istotną zmianą jest poszerzenie kręgu osób stosujących mobbing. Mobbingiem mają stać się zachowania pochodzące również od przełożonego, osoby zajmującej równorzędne stanowisko, podwładnego, innego pracownika oraz osób zatrudnionych u pracodawcy poza stosunkiem pracy. Mimo zmiany, poza zakresem tej regulacji w dalszym ciągu pozostawaliby niezatrudnieni nawet na umowę cywilnoprawną w uczelni (instytucie) doktoranci oraz studenci. W każdym razie poszerzenie wspomnianego katalogu osób przerzuca w dużej mierze odpowiedzialność za ich czyny w zakładzie pracy na samego pracodawcę. Dlatego w projektowanych przepisach przewiduje się zasady zwolnienia pracodawcy z odpowiedzialności za mobbing. Najogólniej mówiąc, pracodawca będzie mógł zwolnić się z tej odpowiedzialności w sytuacji, kiedy podjął działania prewencyjne, rozpoznawcze i naprawcze, a ponadto mobbing pochodził od osoby, która nie zarządzała pracownikiem lub nie znajdowała się wobec niego w nadrzędnej pozycji służbowej w zakładzie pracy. Zestawienie tych dwóch omówionych propozycji rozwiązań może jednak rodzić wątpliwości, czy odpowiedzialność za mobbing popełniony np. przez innego pracownika nie stanie się iluzoryczna i w istocie pozbawiona sankcji.
Czy procedury rozwiążą problem?
Projektowane przepisy mają poszerzyć także obowiązki pracodawców w zakresie przeciwdziałania mobbingowi, dyskryminacji, naruszaniu godności oraz innych dóbr osobistych pracownika. Uczelnie muszą się więc szykować na dostosowywanie regulaminów pracy. Jednak nie należy spodziewać się, że nowelizacja Kodeksu pracy wywoła wiatr zmian w sektorze szkolnictwa wyższego. Niemniej może, a nawet powinna posłużyć jako impuls do pogłębionej refleksji nad (dobro)stanem społeczności akademickiej i rozwiązaniom przyjmowanym na uczelniach i instytutach, które mają go zapewnić.
Obowiązujące w uczelniach i instytutach procedury antymobbingowe czy antydyskryminacyjne mają za zadanie uczynić system ochrony przed zachowaniami niepożądanymi bardziej kompleksowym i przystosowanym do specyfiki wspólnot akademickich. Również w odniesieniu do szkół doktorskich w toku ewaluacji ocenie podlegają wypracowane procedury rozwiązywania konfliktów na linii doktorant-promotor oraz ich skuteczność. Jednak, jak wynika z badań przeprowadzonych na potrzeby publikacji pt. Ewaluacja jakości kształcenia w szkołach doktorskich – aspekty praktyczne, procedury dedykowane tego rodzaju stosunkom pojawiły się jedynie w 7 z 50 analizowanych regulaminów szkół doktorskich. Widoczna jest zatem potrzeba dalszych zmian.
Procedury z pewnością nie są jednak lekiem na całe zło. Formułowane językiem prawniczym, zakładają konieczność zainicjowania mniej lub bardziej formalnego postępowania. Dlatego samo ich przyjęcie to za mało. Niekiedy problem udaje się rozwiązać bez korzystania z procedury albo pomimo jej obowiązywania. Z drugiej zaś strony, formalne dokumenty antyprzemocowe stanowią naturalne narzędzie do walki z mobbingiem, molestowaniem czy dyskryminacją. Przede wszystkim, żeby jakiekolwiek procedury czy rozwiązania miały służyć jako realna pomoc, powinny uwzględniać wszystkich członków społeczności akademickiej danej jednostki – studentów, doktorantów, wykładowców, naukowców, pracowników administracji i kadrę kierowniczą. Po drugie, przyjęty system nie może dobrze funkcjonować bez odpowiedniej edukacji, która powinna obejmować jak najwięcej kanałów komunikacyjnych – oficjalną publikację, komunikację poprzez właściwe samorządy i związki zawodowe, komunikację bezpośrednią z członkami społeczności, spotkania informacyjne i szkolenia, wreszcie wykorzystanie mediów społecznościowych. Niemniej ważne jest tu również powoływanie w skład określonych gremiów i do pełnienia funkcji rzeczniczych, rozjemczych czy rozstrzygających osób o niekwestowanej pozycji, które cieszą się zaufaniem członków danej jednostki. Nie można zapomnieć też o istotnej roli oddolnego wpływania na kształt przyjmowanych rozwiązań – w szczególności aktywnej roli samorządów w uzgodnieniach co do powoływania osób mających sprawować opiekę nad sprawami studenckimi czy doktoranckimi. Odnosząc się również ściśle do sytuacji studentów i doktorantów, nie tylko potrzebne, ale i konieczne jest formułowanie specjalnych rozwiązań dotyczących współpracy promotorskiej.
Na zakończenie podkreślić trzeba, że kształtowanie siatki rozwiązań antymobbingowych i antydyskryminacyjnych w szkołach wyższych nie jest jedynie zadaniem rektorów bądź kadry kierowniczej. Oczywiście to na nich spoczywa największa odpowiedzialność za podejmowane w tym zakresie działania, niemniej właściwa realizacja tego zadania wymaga zaangażowania wszystkich środowisk reprezentatywnych w społeczności akademickiej. Mowa tu przede wszystkim o korzystaniu z tych praw, które przewidują bezpośrednio przepisy, ale i podejmowanie własnych inicjatyw, które nieraz mogą okazać się skuteczniejsze niż odgórne działania uczelni i instytutu. Nadszedł czas, by przyznać otwarcie, że odpowiedzialność za dobrostan członków społeczności akademickiej ponosimy my wszyscy, którzy ją tworzymy.
Nawet ze struktury hierarchicznej można wydobyć to, co dobre i oprzeć ją na fundamencie wzajemnego szacunku do naukowych dokonań, wykonywanej pracy i przynależnej każdemu godności ludzkiej. Do tego potrzeba jednak, po pierwsze, umiejętnego wykorzystania różnych narzędzi, a po drugie odwagi – rozumianej nie jako roszczeniowość, lecz gotowość i determinację, by problemy rozwiązywać, a nie zamiatać pod dywan bądź uciekać się do toksycznego konformizmu.
r.pr. Barbara Pietrzyk-Tobiasz
Tekst powstał w ramach współpracy z Kancelarią dla Nauki
Polecam Państwu zaoznać się z tym artykułem:
https://sygnaapp.pl/artykul/przeciwdzialanie-mobbingowi-i-dyskryminacji-obowiazki-pracodawcy
Garść przydatnych informacji na temat mobbingu i dyskryminacji.
Czy można się dowiedzieć jaka jest statystyka na UMK Toruń - z podziałem na wydziały (od 10 lat) spraw zgłosznych jako mobbing, przyjętych do wyjaśnienia, "zamiecionych pod dywan". Ile mobberek nadal pracuje bo projekty, granty, publikacje? Pytanie też dotyczy mobberów.
Ile mobbingowanych osób zmieniło pracę?
wszystko co napisano w artykule to prawda, chociaż przyznam że słownictwo i terminologia nie zawsze oddają dobrze atmosferę dla przykładu dopisywanie Pod przymusem kogoś do artykułu to nic innego jak kradzież. Podobnie zabieranie komuś i możliwości to niewolnictwo. A przecież uczelnię powinny być oazą kreatywności i pełnej nieskrępowanej Wolności. Gdzie gdzie no gdzie jest to myślenie i dyskusja Uniwersytecka?
Mobbing zdarza się w najbardziej szanowanych jednostkach naukowych i jest to, niestety molestowanie seksualne. Dotyczy ono głównie starszych mężczyzn, w wieku andropauzalnym. Najgorszym jest fakt, że taki stary (za przeproszeniem) dziad.. ek nie zostaje wyrzucony z pracy, ponieważ jego profesura jest ważna dla danej instytucji naukowej. I kółeczko się zamyka. Powinny być jasne zasady - pracownik zgłasza przełożonemu, a mobber wylatuje na zbitą twarz, a nie - dalej siedzi przy cieplutkim biureczku, podczas gdy ofiara molestowania zmywa się z placówki, niesłusznie odczuwając winę i wstyd.
Kilka lat temu robiłem doktorat na politechnice w województwie śląskim Pod koniec doktoratu składalem projekty do ncbir na badania b+r. W tym czasie dziekanem kierownikem instytutu i kierownikiem zakładu był jeden człowiek. Moj problem polegał na tym że nie podpisywał mi wniosków do ncbir. Dopiero rozmowa w szerszym gronie i włączenie jego do zespołu pozwoliło uzyskać podpis oczywiscie dotyczylo to rowniez partycypowania w wynagrodzeniach. Obecnie naszczescie uciekłem z tego środowiska. Pracuje w przemyśle i zarabiam podejrzewam 2-3 pensje profesorskie. To środowisko musi być wyrwane jak chwast zanim coś dobrego się zacznie dziać na uczelniach.
Innym razem byłem świadkiem jak jeden prof przyszedł do mojego promotora aby głosować przeciwko jednemu postępowaniu habilitacyjnym. I argumenty nie były merytoryczne tylko jakąś kłótnia sprzed 20 lat.
Jak nie jesteś lizusem to nic na uczelni nie ugrasz. Nawet jak jesteś bardzo pracowity. Ja na uczelni potrafiłem siedzieć 12-16 h dziennie i co mi po tym. Teraz 8h i do domu. Często śmieje się w duchu z tych ludzi co walczą o punkty indeksy Hirsha itp.
całkowicie się zgadzam, ja miałem 3 pozytywne recenzje, a rada jednostki była przeciw bo jeden z komisji obrzucił błotem. Grunt dorwać się do władzy..
Cyt."Innym razem byłem świadkiem jak jeden prof przyszedł do mojego promotora aby głosować przeciwko jednemu postępowaniu habilitacyjnym. I argumenty nie były merytoryczne tylko jakąś kłótnia sprzed 20 lat. "
Gdyby nie to, że działo się to na politechnice w woj. śląskim (tak zrozumiałem), to bym się zaczął na poważnie zastanawiać, czy przypadkiem nie chodziło o moje postępowanie habilitacyjne. Też bowiem było pewne zdarzenie sprzed ok. 20 lat (przed tym postępowaniem), które mogło mieć znaczenie. Różnica jest jeszcze taka, że to nie była kłótnia, ale zadanie dość niewygodnego pytania przyszłemu recenzentowi na pewnej konferencji międzynarodowej po jego referacie... I to chyba jest (jedyny ?) pozytywny aspekt tej sprawy. ;=)
Jaki mobbing? Tak łatwo dziś wszystko pod to modne słowo podciągnąć. Na uczelni ludzie dzielą się na tych co by dużo chcieli ale nic nie robią i na tych którzy pracują, publikują, zdobywają finansowanie, awanse i stanowiska. Tymczasem 75 proc osób jest raz w tygodniu na uczelni i jeszcze z roszczeniami. Więc pytam retorycznie gdzie tu mobbing?
Jaki mobbing? Może taki:
- prof. X do magistrantki: "Czy na pewno nie woli pani pracować w McDonaldzie?"
- prof. X do potencjalnej doktorantki: "Przyjmę panią, ale bez wynagrodzenia z grantu" (miał pieniądze w grancie, wolał je dać kolesiowi, który pojawił się w pracy kilka razy i po pół roku zniknął)
- prof. X o osobie, która uciekła z zakładu, a była głównym autorem ich "flagowego" artykułu: "Zmarnowany pierwszy autor"
- prof. X rzuca manuskryptem doktoratu przez korytarz, doktorantka ucieka z płaczem
- prof. X stara się wymusić podział dodatków z grantu "pod stołem", bo zapomniał kogoś uwzględnić
- prof. Y o doktorantce: "Wie pani co? Pani to mi się z seksem kojarzy"
To są tylko przykłady z pewnej renomowanej uczelni. Strach pomyśleć co się dzieje na tych wszystkich polibudach na Podlasiu itp
Potencjalnie tylko jedna z wymienionych rzeczy jest mobbingiem:
- magistrantka nie jest pracownikiem instytucji
- doktorantka nie jest pracownikiem instytucji
- jeśli jedna taka wzmianka wypełnia znamiona uporczywego nękania, to tylko pogratulować
- doktorantka nie jest pracownikiem instytucji
- jeśli za odmową poszło uporczywe nękanie, to i owszem
- doktorantka nie jest pracownikiem instytucji
Tyle własnie są warte badania Science Watch - o zjawisku wypowiadają się ludzie, którzy nawet nie przeczytali definicji. A później wielki płacz, że taśmowo umorzono...
Cyt."prof. X rzuca manuskryptem doktoratu przez korytarz, doktorantka ucieka z płaczem"
Na miejscu faceta tej doktorantki (jeśli miała narzeczonego lub męża), pojawiłbym się u tej naukowej ekscelencji w jego gabinecie, najlepiej w obecności jego przełożonego (np. dziekana, czy dyrektora Instytutu), i zapytał się uprzejmie, które określenia tego zdarzenia woli do opisania w prasie:
1. upokarzanie doktorantki
2. badanie zjawiska rzutu ukośnego manuskryptem doktoratu w polu grawitacyjnym ziemskim.
Po co zwalczać "mobbing"? Takie zjawisko jest na tyle niegodne uczelni, że nie powinno na nich występować. To jest bardzo nienormalne.
Reagować należy wcześniej i zwalczać złą praktykę naukową. Nie reagujemy, ze względu na "niską szkodliwość" ?
Nie jest niska, ale w Polsce ludzie akceptują draństwo i nieuczciwość. Niestety. Syndrom sztokholmski?
zaczyna sie todużo wczesniej, gdy tolerujemy spółdzielnie robotniczo-chłopskie, dzwoni pan dziekan do profesora by przepuścił synka pewnego decydenta, czy nepotyczne układziki.
Mobbing to rak współczesnych uczelni.
Za dużo aprobaty dla toksycznych ludzi.
@UJ "Wszystkie te gremia uczelniane to tylko fasada przykrywająca rzeczywistość- straszną. Na uczelniach nikt osobie mobbingowanej nie pomoże wręcz jest postrzegana jako groteskowa, słaba, [...]"
... albo jako pieniacz, który nie umie koegzystować z innymi. Przyszyją takiej osobie taką "łatkę" i jest "trafiona, zaszufladkowana i zatopiona".
Na nfajw.wordpress.com/2025/01/02/bulgarskie-habilitacje/ jest o tym, że niektórzy decydują się na "turystykę habilitacyjną" do Bułgarii, bojąc się, " że zostaną przez nasze środowisko potraktowane nieobiektywnie. Obawiają się zmowy przeciwko sobie, że prywatne powiązania mogą skutkować tym, że zostaną źle potraktowane", jak mówi prof. Koszelnik. I podał przykład jednego z naukowców z Politechniki Rzeszowskiej, który ma największy dorobek na uczelni, i któremu dwa razy "uwalono" habilitację.
Jak dodał Prof. Koszelnik cyt. "To osoba, która podczas konferencji wdała się w dyskusję z wybitnym profesorem z ważnego polskiego uniwersytetu i podpadła w środowisku specjalistów wąskiej dziedziny, którą reprezentuje. Recenzje ma pozytywne, a konkluzje – negatywne" .
Mój komentarz: Uhhhhh, ojjjj to ów pechowiec ciężko zgrzeszył, że śmiał się wdać w taką dyskusję. Oczywiście, ci, którzy "uwalili" te habilitacje, mają się teraz nieźle, popijają herbatkę i błogo spędzają swój czas, w świadomości, że oni to zrobili kariery.... No i są "niewinni". Heh.... no, z winem może nie mają nic wspólnego, i to jest ta niewinność...
A jak dodał Prof. Koszelnik, ów habilitant-pechowiec nie zdecydował się na Bułgarię...
No, ja też się wdałem kiedyś w dyskusję, a właściwie zadałem dość niewygodne pytanie na jednej z konferencji międzynarodowych, i może dlatego (nie wiem), także kosztowałem potem gorzkich owoców pseudo-radosnej twórczości pewnej Komisji Habilitacyjnej... Oczywiście, o tym chyba mało kto wie...
Wszystkie te gremia uczelniane to tylko fasada przykrywająca rzeczywistość- straszną. Na uczelniach nikt osobie mobbingowanej nie pomoże wręcz jest postrzegana jako groteskowa, słaba, nie potrafiąca zginać karku przed "ważniejszym" kierownikem tego czy owego, który jest często zwykłym łobuzem ale ze znajomościami, poparciem władz i niestety możliwością decyzyzji o losie pracownika.
Dodajmy do tego możliwość blokowania czy niszczenia pracowników zdolnych przez zwierzchników którym się już nie chce, bo się dochrapali. Albo ich dopiszesz do dorobku, czyli pozwolisz na okradanie z twojej pracy albo odchodź. Inaczej tu się szepnie słówko i tam się szepnie i tak człowiek spada w niebyt naukowy, jak trędowaty. Najczęściej dotyka to kobiety - wiadomo niezrównoważone, histeryczne. Dlaczego kobiety nie robią tak powszechnie profesur? Tu popierają się koterie Panów i ich ewentualnych wybranek serca. Ławka jest krótka zmieszczą się tylko swoi lub Ci o twardych sercach. Od lat jest tak samo i nic nie zmienią gremia, które powoływane są do badania spraw o mobbing spośród pracowników danego Uniwersytetu. Tu musiałyby działać gremia zewnętrzne, nieuwikłane w te wszystkie koterie.
Przykre to wszystko. Rozwiązaniem jest sprawa karna. Poczekać, zebrać dokumenty, i świadków + opinie z uczelnie, a później sprawa karna (nie cywilna).
Wyrok = utrata pracy. Trzeba tylko cierpliwości i spokoju oraz dobrych prawników.
"Również w odniesieniu do szkół doktorskich w toku ewaluacji ocenie podlegają wypracowane procedury rozwiązywania konfliktów na linii doktorant-promotor oraz ich skuteczność" - promotor powinien być wsparciem. W moim przypadku raczej pogrążył mnie w dalszym rozwoju naukowym. Z doktoratu zrezygnowałem, bo nie widziałem szans na współpracę, władze Instytutu były też nieprzychylne, a samorząd doktorancki słaby. Dla własnego zdrowia wolałem odpuścić i skupić się na karierze zawodowej. Ale żal i poczucie niespełnienia pozostał.
Za każdym razem wyjątkowo zadziwia mnie, gdy mobberom wydaje się, że są bezkarni. Że mogą krzyczeć, poniżać, obrażać, grozić drugiej osobie, bo przecież są nad ofiarą. A pod jakim względem? Chyba chamstwa i bezkarności. Do czasu. Później jest płacz i zgrzytanie zębami, gdy do akcji włączają się prawnicy. Z kogo wówczas robi się winnego? Z ofiary. :) Jak ona śmiała o siebie walczyć? Chyba zwariowała! Trzeba było zacisnąć zęby i pracować dalej. Mhm, trzeba było także przemyśleć swoje niezgodne z prawem zachowanie, mobberzy.
Mobberzy to ludzie, którym brak kręgosłupa moralno-etycznego. W jednej z Ewangelii diabeł kusi Chrystusa, próbując namówić Go do m.in. oddania mu hołdu, w zamian za co ofiaruje Mu władzę nad wszystkimi królestwami na Ziemi. Mobberzy, najwyraźniej też są kuszeni tego typu "argumentacją": "Dowal X.-owi, a wtedy poczujesz się władcą." Przez "dowalanie" X.-owi, kłaniają się diabłu, i to jest niezależne od tego, czy w niego wierzą lub nie. On i tak istnieje, i (niestety), realizuje swój plan. Oczywiście, dzisiejszy świat, "nowoczesny" uważa wiarę w Boga za przeżytek, ale jeśli ktoś twierdzi, że diabeł istnieje i działa na zgubę dusz, to jest jeszcze gorzej, gdyż wg "nowoczesnego" świata taki ktoś już wyznaje zabobon. Spokojnie, nadejdzie czas, gdy się okaże, kto miał rację...
Niestety, w większości przypadków są bezkarni.
W pełni zgadzam się z tekstem. Oprócz wymienionych w tekście powodów dodałabym frustracje, zazdrość... To wszystko prowadzi do różnego rodzaju pomówień. Czy ktoś się przejmuje ofiarami? Na mojej uczelni nie zauważyłam. Rzecznik zaufania, rzecznicy dyscyplinarni muszą osądzać kolegów i koleżanki z pracy. Jak to, ten znany profesor dopuścił się takich zachowań? Niemożliwe! To przecież taki dobry człowiek. Historia zna wielu takich "bohaterów", którzy zachwycali lud dobrem, a po godzinach mordowali. Warto dodać, że wielu promotorów myśli, że doktorant to jego niewolnik - nie ma prawa zmienić promotora, nie ma prawa brać udziału w innych badaniach i projektach nieuwzględniających promotora. Zasadniczo powinien się cieszyć, że promotor go nie okłada batem (być może niedługo...?). Wielu promotorów nie zna fundamentalnych zasad funkcjonowania uczelni i rozsierdza ich, gdy doktorant zaczyna ich w tym prześcigać.
W świecie nauki stwarza się piękne pozory... Pan/i Profesor/Doktor? Na pewno wyróżnia się ogromną kulturą, szacunkiem do drugiego człowieka, wręcz wzór do naśladowania. A potem trzeba się obudzić. :)
Dokładnie tak. Naczytałem się o pięknym etosie naukowca przedowjennego, obecnie z tego nic nie zostało. Jest co prawda grono ludzi poczciwych o małej sile przebicia, lub zwyczajnych "odklejeńców" albo karierowiczów co mają w głębokim poważaniu rozwój doktoranta. Ważne by kasa się zgadzała i własna kariera.
Dziękujemy za poruszenie tego problemu.
"Akademia" powinna być poza podejrzeniami.
Naukowcy powinni prezentować najwyższe standardy wartości.
Kto jak nie Nauczyciel Akademicki?
tymczasem na wielu uczelniach wygląda to źle....
Po moralności dopiero kolejny punkt to - ewaluacja, punkty i walka o kasę i wpływy....
Moim zdaniem, na podstawie moich osobistych doświadczeni, największym problemem było istnieniem zakładów/katedr z kierownikiem, które utrwalały hierarchię i feudalny porządek. Jeśli nie chciało się brać udziału w lizusostwie i wykonywaniu prac za kierownika, było się niszczonym. Likwidacja tych feudalnych przeżytków na mojej uczelni przyniosła prawdziwą ulgę takim osobom, jak ja.
Są oszuści i najwięksi minerzy, którzy jak ktoś zaczyna się im przeciwstawiać oskarżają innych o mobbing, czy mobbingiem jest powiedzenie głośno tego co wszyscy wiedzą o pracach delikwenta, że opierają się o wymyślone badania?
Nie zgadzam siẹ ze stwierdzeniem, że mobingiem jest nie przydzielenie pracownikowi zadań w projekcie. Nie znam nikogo, kto zaprosiłby do realizacji projektu osobẹ, która nie potrafi się wywiązać z powierzonych zadań. To wbrew interesowi kierownika projektu, kóry osobiście odpowiada za realizację projektu. Ja współpracujẹ tylko z badaczami, którzy mają kompetencje i potrafią wykonać zadania w terminie. Autorka tekstu zbyt jednostronnie przedstawiła problem, niestety uderzając w nuty "jak bardzo wszyscy profesorowie krzywdzą młodych ambitnych". Dla mnie to niesprawiedliwa ocena.
Uderz W stół, a nożyce się odezwą
Cóż, łatwo jest wszystkich oskarżyć, zapominając, że świat jest bardzo zróżnicowany, a środowisko naukowe, tudzież profesorowie, też nie są jednakowi...