Finansowanie i ewaluacja – pomysły w tych obszarach pojawiają się najczęściej w nadesłanych już zgłoszeniach do akcji „Nauka do naprawy”. Propozycje zamierzamy przedstawić nowemu kierownictwu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
W piątek wraz z Polską Akademią Nauk zainicjowaliśmy akcję „Nauka do naprawy”. Zachęcamy w niej do zgłaszania pomysłów niezbędnych zmian w systemie nauki i szkolnictwa wyższego (FORMULARZ). Czekamy zarówno na drobne sugestie techniczno-prawne, jak i na propozycje większych modyfikacji. Mogą to być propozycje do niezwłocznej realizacji, ale też i dalekosiężne. Na razie gros zgłoszeń dotyczy zmian wielkich i duzych oraz pilnych i bardzo pilnych.
Ponad 1/3 z nadesłanych ankiet zawiera pomysły w obszarze finansowania. Jednym z nich jest decentralizacja mikrofinansowania nauki. Zdaniem autora, jednostki podlegające ewaluacji powinny otrzymywać konkretną dotację z przeznaczeniem wyłącznie na mikrofinansowanie badań osób z liczby N.
Pierwszym uzasadnieniem jest fakt, że badań nie można prowadzić od projektu do projektu. W obecnej sytuacji brak grantu oznacza skrajne niedofinansowanie badacza, szczególnie jeśli prowadzi badania w dziedzinie nauk eksperymentalnych. Brak środków oznacza też wyłączenie z obiegu naukowego poprzez odcięcie od konferencji naukowych. Drugą przesłanką wprowadzenia zmiany jest fakt, że system grantowy wiąże się z długotrwałością i utrudnia, jeśli nie uniemożliwia, reagowanie na pojawiające się okazje, np. do prowadzenia badań we współpracy z innymi ośrodkami.
Kolejny z uczestników naszej akcji chce wprowadzenia do ewaluacji kryterium typu „reject factor”, czyli liczby odrzuconych kandydatów na studia.
Liczba osób chcących studiować w danej jednostce jest rynkowym odzwierciedleniem jej atrakcyjności, prestiżu, jakości, opinii, jaką mają absolwenci wśród pracodawców itp. Z kolei przyjmowanie na studia nadmiernej liczby studentów powoduje spadek jakości kształcenia (…) Poza tym zwiększanie liczby osób z dyplomem studiów wyższych powoduje inflację wartości wykształcenia oraz pogarszanie jakości kształcenia. Dlatego ograniczenie tej liczby ma bezpośredni wpływ na jakość kwalifikacji absolwentów. W takiej sytuacji miarą atrakcyjności danej jednostki jest liczba odrzuconych kandydatów. Sprzyja to optymalizacji kształcenia – zmniejszenie liczby studentów w grupach, tworzenie warunków do indywidualnych interakcji studentów z nauczycielami akademickimi.
Zdaniem innego, system ewaluacji prowokuje zachowania naganne etycznie i stymuluje aktywność publikacyjną samą w sobie, bez istotnych treści naukowych. Jak to zmienić? W pierwszej kolejności uprościć skalę oceny czasopism.
Wprowadzić skalę trzystopniową. Kategoria najniższa, obejmująca 20–40% czasopism, kategoria podstawowa, tzw. dobry standard, obejmująca 40–60% czasopism oraz kategoria czasopism wybitnych. Podstawą powinny być miary wpływu (współczynnik wagi 0.75) oraz ocena ekspercka (współczynnik wagi 0.25). Dążymy do tego, aby jak największa część pracowników naukowych publikowała w kategorii „dobry standard” oraz okazjonalnie w kategorii wybitnej.
To nie wszystko, bo aby system zadziałał autor wskazuje, że trzeba jeszcze ograniczyć mechanizmy promujące samą liczbę publikacji, tak aby stworzyć zasoby na konkurencję w obszarze jakości publikowanych prac. W tym względzie postuluje ograniczenie slotu „publikacja/autor/rok” do wartości 2. Zakłada, że przy dominującym, wieloautorskim stylu obecnej aktywności, listy publikacji pojedynczych autorów będą wystarczająco długie. Niektórzy proponują też powiązać punktację z wykazu z zagranicznymi wskaźnikami jakości czasopisma (np. CiteScore lub IF).
W wielu zgłoszeniach pojawia się temat zmiany zasad stypendium dla wybitnych młodych naukowców.
Obecne warunki przyznania stypendium na podstawie wybiórczych osiągnięć oraz w odniesieniu do obowiązującej listy czasopism, jak też współczynnik ilości autorów są krzywdzące. Konieczne jest rozpatrywanie całego dorobku kandydata jak w dawnych edycjach i recenzje dwóch ekspertów, a nie przyznawanie punktów wg tabeli – sugeruje autorka wpisu.
Inny głos mówi, by usunąć podział na dyscypliny, co ma pozwolić na uzyskiwanie stypendium faktycznie najlepszym naukowcom, a nie takim, którzy są w łatwiejszej dyscyplinie. Jeszcze inny, by oprócz bibliometrii brać pod uwagę samodzielność badacza, autorstwo koncepcji, wagę badań, konsekwencję (np. cykl artykułów).
Jedna z autorek domaga się ministerialnych wytycznych co do kryteriów awansu zawodowego w ścieżce dydaktycznej. Jej zdaniem zmniejszająca się liczba studentów i silna konkurencja wymagają od uniwersytetów nie tylko rozwoju naukowego, ale przede wszystkim wysokiego poziomu dydaktyki.
Obecne warunki wymuszające rozwój naukowy często skutkują niskim poziomem dydaktyki, która dla władz uczelni znajduje się na ostatnim miejscu. Stanowiska dydaktyczne są traktowane jako te przeznaczone dla nieudolnych naukowo pracowników, dydaktyka jest deprecjonowana i nie zajmuje należytego miejsca w szkolnictwie, którego jednym z podstawowych zadań jest przecież kształcenie przyszłych specjalistów. Pracownicy skupieni na zdobywaniu punktów nie mają czasu i motywacji na zadania organizacyjne czy rozwój kompetencji dydaktycznych (…) Realny podział stanowisk na dydaktyczne, badawczo-dydaktyczne i badawcze oraz silne wsparcie pracowników wszystkich wymienionych ścieżek w rozwoju pozwoliłoby na wykorzystanie kwalifikacji wszystkich zatrudnionych osób (…) Jeśli postulujemy wolność nauki, to również wolność wyboru ścieżki rozwoju zawodowego powinna być normą – dodaje.
Są także radykalne głosy, np. o redukcji kadry badawczej, która nie wykazuje aktywności naukowej.
Ostatnia ewaluacja wykazała, że dużo obecnej kadry nie prowadzi tak naprawdę badań naukowych, lub [robi to] w bardzo ograniczonym zakresie. Systemowe wymuszenie przenoszenia takich osób ze stanowisk badawczych lub nawet rozwiązywanie z nimi umów zmniejszy źle wydatkowane środki na naukę – pisze jeden z badaczy, proponując np. przenoszenie na etaty czysto dydaktyczne naukowców, którzy w okresie ostatnich kilku lat nie opublikowali nic lub mało w słabych pismach.
Wśród zgłoszonych pomysłów pojawiło się także ustanowienie specjalnego programu i funduszu, który wspierałby na zasadzie konkursu projekty z zakresu komunikacji społecznej i profesjonalizacji komunikacji na rzecz nauki.
Polityków nie interesuje nauka, bo w społeczeństwie nie ma powszechnego zrozumienia związku między badaniami naukowymi w kraju – i odpowiednim wysiłkiem finansowym w tym kierunku – a długoterminowym rozwojem kraju i dobrobytem mieszkańców. Sadzę, że nie będzie politycznej woli i kapitału potrzebnego do reformy i finansowego wysiłku państwa, bez umiejętnej komunikacji społecznej – twierdzi autor.
Inne wybrane propozycje zawierają m.in. postulaty:
Nasza akcja trwa do 15 stycznia. Chętnych do udziału prosimy o wypełnienie formularza, w którym pytamy o:
Wybrane pomysły będziemy publikować, o niektórych porozmawiamy w cyklu podcastów „Co tam, PANie, w polityce (naukowej)?”, a także omówimy je w trakcie planowanej debaty z udziałem przedstawicieli i przedstawicielek polskiego systemu nauki. Zwieńczeniem akcji będzie przedstawienie wypracowanych wspólnie pomysłów i propozycji nowemu kierownictwu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
MK
Niektórzy mają setki publikacji na swoim koncie, ale skoro jest ich tak dużo to dlaczego nie mają prywatnych firm, które by tą wiedzę przetwarzały w realia, a ponadto skoro ich tak dużo i za darmo je autorzy udostępniają to co one tak na prawdę są warte ? w ciągu roku to kilkanaście - ciekawe skąd tyle czasu mają
Tak szczególnie wartościowe są te publikacje wielo-autorskie, gdzie 1 osoba wpada na pomysł, a reszta to spółdzielnia.