Ma pobudzać, poprawiać koncentrację, dodawać energii i wspierać spalanie tłuszczu. Brzmi jak kolejny modny składnik suplementów diety. Problem w tym, że hordenina znajduje się dziś na liście substancji zakazanych w produkcji żywności, a jej działanie może być niebezpieczne dla zdrowia. Badacze z Uniwersytetu Łódzkiego pokazali, że w suplementach dostępnych na rynku jej ilość mogła znacząco różnić się między kapsułkami.
Zespół, którym kierowałem, jako pierwszy na świecie opracował elektrochemiczną metodę badania i oznaczania hordeniny opartą na miękkich granicach fazowych. Dodatkowo opracowana procedura badawcza z powodzeniem pozwala wyznaczać zawartość tego alkaloidu w próbkach suplementów oraz piwa – podkreśla prof. Konrad Rudnicki z Wydziału Chemii Uniwersytetu Łódzkiego.
Opracowana w Łodzi procedura pozwoliła sprawdzić, ile tej substancji znajduje się zarówno w suplemencie kulturystycznym, jak i w kilku gatunkach piwa, gdzie hordenina występuje naturalnie. Badacze szybko natrafili na coś niepokojącego. Okazało się, że zawartość hordeniny w kolejnych tabletkach tego samego preparatu znacząco się różniła.
Nasze zdziwienie było duże, kiedy okazało się, iż zawartość tej substancji w każdej kolejnej tabletce z tego samego opakowania jest inna, w zakresie od kilku do kilkudziesięciu procent. I to pomimo tego, że producent na opakowaniu wyraźnie deklaruje zawartość 98% w każdej kapsułce – zauważa naukowiec.
Wyniki zostały następnie potwierdzone w badaniach chromatograficznych przeprowadzonych przez zespół z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Dla osób wrażliwych czy takich, które zmagają się z problemami nieprawidłowego ciśnienia tętniczego lub zbyt wysokiego pulsu, przyjmowanie tej substancji może wpłynąć niekorzystnie – zaznacza prof. Rudnicki i dodaje, że problem robi się jeszcze poważniejszy, gdy każda kapsułka zawiera inną ilość substancji czynnej.
Historia hordeniny jest także opowieścią o rynku suplementów diety – o obietnicach szybkiej poprawy koncentracji, lepszej pamięci, większej energii i szybszego spalania tłuszczu, za którymi nie zawsze idzie jakość i kontrola. Suplement nie bez powodu nie ma statusu leku. Konsumenci powinni podchodzić do takich preparatów krytycznie – sprawdzać skład, szukać oparcia w badaniach, uważać na marketingowe obietnice i pamiętać, że suplement nie zastępuje snu, diety ani leczenia.
źródło: UŁ