Aktualności
Sprawy nauki
10 Kwietnia
Fot. Piotr Kieraciński
Opublikowano: 2025-04-10

O wartości polskiego modelu ewaluacji

Gdyby Komisja Ewaluacji Nauki chciała każde z miliona osiągnięć oceniać indywidualnie, to trwałoby to niemal 4 lata. Tymczasem na ocenę jednostek i przedstawienie wyników KEN ma zaledwie 5 miesięcy. Dlatego właśnie potrzebne są miary instytucjonalne oraz zasady, które stosuje cały świat, aby w sposób racjonalny ocenić podmioty prowadzące działalność naukową – pisze prof. Błażej Skoczeń, przewodniczący Komisji Ewaluacji Nauki w latach 2019–2023 i jeden z ekspertów MNiSW w nowo powołanym Zespole do spraw opracowania założeń do nowego modelu ewaluacji jakości działalności naukowej.

W dyskusji na temat ewaluacji i kategoryzacji podmiotów w dyscyplinach nauki pada wiele argumentów, często bardzo emocjonalnych i wynikających z indywidualnego punktu widzenia. Warto jednak przypomnieć, że ewaluacja i kategoryzacja dotyczą instytucji, a nie pojedynczych osób, należy zatem spojrzeć na ocenę podmiotów z punktu widzenia instytucjonalnego.

Na początek kilka danych. W latach 2017–2021 ewaluacji podlegały 283 podmioty, a liczba ocenianych grup naukowców wyniosła 1145, co odpowiada liczbie osób sięgającej blisko 110 tys. Liczba zgłoszonych publikacji wyniosła 707 862, a liczba osiągnięć artystycznych 53 903. Ponadto zgłoszono 27 556 projektów badawczych, 12 138 praw ochronnych, a liczba rekordów dotyczących komercjalizacji wyników badań naukowych sięgnęła 16 002. Wreszcie oceniana liczba usług badawczych, świadczonych przez podmioty naukowe zewnętrznym odbiorcom, wyniosła 155 867.

Sumarycznie w systemie pojawiło się blisko milion osiągnięć, wobec których bez podejścia instytucjonalnego bylibyśmy bezradni. Gdyby Komisja Ewaluacji Nauki chciała każde z tych osiągnięć oceniać indywidualnie, to każdy z jej członków musiałby ocenić około 32 tys. osiągnięć. Licząc na każde osiągnięcie zaledwie 15 minut, trwałoby to blisko 8 tys. godzin, czyli około 1 tys. dni roboczych, a zatem niemal 4 lata, jeśli wyłączyć wszystkie inne zajęcia i skoncentrować się jedynie na ewaluacji. Tymczasem na ocenę jednostek i przedstawienie wyników KEN ma zaledwie 5 miesięcy. Dlatego właśnie potrzebne są miary instytucjonalne oraz zasady, które stosuje cały świat, aby w sposób racjonalny ocenić podmioty prowadzące działalność naukową.

Przy tak dużej liczbie osiągnięć, z których każde jest szczegółowo opisane w postaci kompletnego rekordu, potrzebne są bazy danych. Polska rozwinęła bazy danych gromadzące osiągnięcia naukowców, służące nie tylko ewaluacji, spośród których najważniejsze są PBN i POL-on. Potrzebne jest także oprogramowanie służące do sprawnego poruszania się po wyżej wymienionych bazach danych. Dla potrzeb ewaluacji rozwinięto więc program SEDN, który członkom KEN oraz ekspertom pozwala sprawnie poruszać się w tej części bazy danych zawierającej rekordy z osiągnięciami podlegające ocenie. Ponadto, w celu sprawnego dokonania oceny, zdefiniowano tzw. walidatory, dzięki którym eksperci otrzymują wstępną listę osiągnięć wykazujących cechy niezgodne ze standardami zdefiniowanymi dla danego rodzaju osiągnięcia. Generalnie, w systemie SEDN poddano ocenie 427 202 osiągnięcia, a liczba decyzji podjętych przez członków KEN i ekspertów wyniosła 73 900. Tak wielkie liczby wymagają podejścia uporządkowanego i systematycznego, a także wsparcia ze strony ekspertów reprezentujących środowisko naukowe i akademickie.

W ubiegłej ewaluacji powołano niemal 900 ekspertów, spośród których blisko 50 pochodziło z zagranicy. Ekspertów należy przygotować do oceny, przekazując im wiedzę oraz stosowne materiały w postaci aktów prawnych i podręczników. Warto zauważyć, że przed poprzednią ewaluacją przeprowadzono 30 szkoleń dla ekspertów krajowych i zagranicznych, co oznacza jeden miesiąc przeznaczony wyłącznie na przeszkolenie ekspertów. Ponadto KEN przygotowała 5 podręczników, które służyły ekspertom w czasie ewaluacji: (1) organizacja pracy ekspertów KEN, (2) procedura weryfikacji zgodności osiągnięcia naukowego z dyscypliną naukową, (3) opis wpływu działalności naukowej na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki, (4) ewaluacja w dziedzinie sztuki oraz (5) ewaluacja w zakresie badań naukowych lub prac rozwojowych na rzecz obronności i bezpieczeństwa państwa. Zanim naciśnięto przysłowiowy przycisk „start”, należało wykonać ogrom pracy przygotowawczej, której efektem była sprawna i skuteczna praca ekspertów w okresie ewaluacji.

Łącznie w pierwszym etapie ewaluacji uczestniczyło 858 ekspertów, a w drugim (po odwołaniach) było ich 314. Warto podkreślić, że był to wysiłek całego środowiska naukowego, a eksperci reprezentowali wszystkie dyscypliny nauki i sztuki. Nad ich pracą opiekę sprawowała KEN, a każda grupa ekspertów miała własnego opiekuna reprezentującego dyscyplinę lub grupę dyscyplin zgodną z jej profilem naukowym. Eksperci krajowi oceniali osiągnięcia przypisane do kryteriów K1, K2 oraz K3, natomiast ocenę do kategorii A+ powierzono ekspertom zagranicznym, zgodnie z wymogami rozporządzenia. Warto wreszcie przytoczyć liczbę ekspertów oceniających opisy wpływu w kryterium K3 w poszczególnych dziedzinach nauki: nauki humanistyczne – 45, nauki inżynieryjno-techniczne – 64, nauki medyczne i nauki o zdrowiu – 18, nauki rolnicze – 25, nauki społeczne – 100, nauki ścisłe i przyrodnicze – 53, nauki teologiczne – 9, dziedzina sztuki – 12 osób. Tak więc w ocenie eksperckiej w kryterium K3 brało udział 326 osób.

Ocena we wszystkich trzech kryteriach była niezwykle pracochłonna, a eksperci nie szczędzili czasu, aby dogłębnie ocenić osiągnięcia, nawet jeśli wymagało to intensywnych poszukiwań w dostępnych bazach danych lub w witrynach internetowych ocenianych instytucji. Podobna sytuacja wystąpiła w ocenie podmiotów ubiegających się o kategorię A+, gdzie oceniali eksperci zagraniczni, którzy w znakomitej większości przypadków dobrze wywiązali się ze swojego zadania. Wśród ekspertów zagranicznych znalazły się osoby oceniające na co dzień w brytyjskim systemie REF, które bardzo pozytywnie oceniły polski system ewaluacji i kategoryzacji podmiotów.

Polski model ewaluacji jest modelem parametryczno-eksperckim, zrównoważonym, w którym dwa kryteria (K1, K2) są parametryczne, a kolejne dwa (K3, A+) eksperckie. Model ten ukształtował się w wyniku kolejnych ewaluacji i ma charakter wyważony. Generalnie program ewaluacji i kategoryzacji podmiotów rozpoczął się w Polsce w roku 1990, a pierwsze kategorie przyznano w latach 1991–1998. Początkowo w pełni ekspercki, z końcem lat dziewięćdziesiątych przekształcił się w system parametryczny (druga generacja), co wynikało z nadmiernie optymistycznych ocen przyznawanych wówczas przez ekspertów. Trzecia generacja oceny instytucjonalnej została opracowana w roku 2010 przez Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych (KEJN). Jednak po ewaluacji w roku 2017, w wyniku dyskusji o tzw. niejednorodnych jednostkach naukowych, podjęto decyzję o ocenie podmiotów w poszczególnych dyscyplinach nauki. Wymagało to opracowania kolejnej, czwartej generacji wielokryterialnego systemu, który wprowadziła w życie Komisja Ewaluacji Nauki w roku 2022.

Przeprowadzenie oceny instytucjonalnej wymaga zdefiniowania miar oraz zasad, które umożliwią ewaluację przy tak dużej liczbie osiągnięć. W dwóch pierwszych kryteriach zastosowano klasyczną miarę wyrażającą efektywność w postaci ułamka, w którego liczniku występuje suma punktów za osiągnięcia naukowe w danej dyscyplinie nauki, uzyskana przez N osób uczestniczących w badaniach naukowych w ocenianym podmiocie, a w mianowniku liczba N. Taka miara wyraża średnią liczbę punktów przypadających na osobę zaliczaną do liczby N. W kryterium trzecim przyjęto miarę w postaci średniej ocen poszczególnych opisów wpływu badań naukowych na społeczeństwo i gospodarkę. Warto zauważyć, że to kryterium w pełni odpowiada stosowanemu w Europie i na świecie kryterium „societal impact”.

Jedną z ważnych zasad w ocenie instytucjonalnej jest zasada dziedziczenia prestiżu, która przypisuje artykułowi tyle punktów, ile otrzymało czasopismo notowane w wykazie czasopism naukowych. Należy zauważyć, że wykaz czasopism naukowych zawiera blisko 34 100 pozycji, a wykaz konferencji międzynarodowych kolejne 1735 pozycji. Wykazy powstały dzięki aktywności środowiska naukowego i akademickiego w postaci 44 zespołów, które przygotowały cząstkowe wykazy czasopism dla poszczególnych dyscyplin nauki. Po agregacji wykaz był regularnie uzupełniany w miarę spływających informacji o nowych czasopismach przyjętych do baz danych WoS, Scopus czy ERIH+. Istnieje także wykaz wydawnictw recenzowanych monografii naukowych, który zawiera ponad 800 pozycji. Warto podkreślić, iż wszystkie te wykazy wymagają aktualizacji, ponieważ zmiana wskaźników bibliometrycznych czasopism, a także zmiany na rynku wydawniczym następują w bardzo szybkim tempie.

Ewaluacja i kategoryzacja podmiotów to wymagające i ambitne zadanie, ponieważ dotyczy większości jednostek naukowych w Polsce reprezentujących różne sektory: akademicki (uczelnie), naukowy (instytuty PAN, instytuty badawcze) oraz międzynarodowy (instytuty międzynarodowe). Pozycja Polski na arenie międzynarodowej w poszczególnych dyscyplinach nauki ma istotny wpływ na zestawy wartości referencyjnych dla kategorii B, B+ oraz A, a także na ocenę podmiotów ubiegających się o kategorię A+. Według bazy SJR (Scimago Journal & Country Rank), w latach 2017–2021 Polska miała generalnie 17–18 pozycję na 232–235 notowanych krajów, w odniesieniu do liczby publikacji lub publikacji „cytowalnych”. To dobra pozycja, choć w poszczególnych dyscyplinach nauki zgodnych z polską klasyfikacją występowały różnice, które KEN uwzględniła w definicji wartości referencyjnych. Najlepsza dyscyplina nauki miała miejsce 17, a najsłabsza miejsce 25. Jest więc pole do poprawy w nadchodzących latach. W przypadku kategorii A+, odniesienie do ośrodków referencyjnych reprezentujących zachodnioeuropejskie standardy badawcze, a także ocena przez ekspertów zagranicznych, również miały istotne znaczenie dla obiektywizacji procesu oceny. Porównujemy naukę uprawianą w Polsce ze standardami światowymi, co ma duże znaczenie dla wskazania wzorców, do których jako środowisko dążymy.

Wynik ewaluacji i kategoryzacji okazał się racjonalny. Uzyskane proporcje (KEN: po odwołaniach): 6,6% A+, 32,7% A, 47,7% B+, 10,2% B, 2,8% C, nie odbiegają nadmiernie od proporcji we wcześniejszych ewaluacjach. Przyznanie na tej podstawie uprawnień awansowych oraz subwencji było jak najbardziej uzasadnione.

W toczącej się dyskusji o ewaluacji nie należy zapominać o olbrzymim wysiłku i nakładach poniesionych na rzecz opracowania i zbudowania oraz wdrożenia systemu ewaluacji i kategoryzacji. Bardzo dobra współpraca pomiędzy Komisją Ewaluacji Nauki, Departamentem Nauki w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Ośrodkiem Przetwarzania Informacji, pozwoliła na przeprowadzenie w rekordowo krótkim czasie (5 miesięcy) skomplikowanej, wielokryterialnej oceny większości jednostek naukowych w kraju. Ocena była wynikiem intensywnych przygotowań, poczynając od marca 2019, kiedy powstała Komisja Ewaluacji Nauki pierwszej kadencji. Wszystkie składowe systemu działały sprawnie i skutecznie, a przeszkoleni eksperci w znakomitej większości wykonali zadanie w bardzo kompetentny sposób.

Na koniec może warto przytoczyć opinię jednego z ekspertów brytyjskiego REF (Research Excellence Framework), który uczestniczył jako ekspert zagraniczny w ocenie podmiotów ubiegających się o kategorię A+: „Polski system ewaluacji jest w wielu aspektach lepszy od brytyjskiego REF”. Nie ma idealnego modelu ewaluacji, każdy kraj zbudował swój własny system, który rozwija w sposób konsekwentny i ewolucyjny. Należy zatem dostrzec w polskim systemie wartość, którą zbudowaliśmy wysiłkiem wielu pokoleń naukowców (KBN, KEJN, KEN) i pracowników ministerstwa oraz OPI.

Błażej Skoczeń

Liczba przyznanych kategorii naukowych w wyniku ewaluacji okresu 2017–2021, źródło: RADON, OPI-PIB
Dyskusja (105 komentarzy)
  • ~Fidelio 15.04.2025 17:12

    Na spotkaniu prowadzonym przez prof. Bliklego, które ktoś tu pod jednym z niedawnych artykułów zalinkował, poświęconym ewaluacji, ta sama śpiewka: występuje jeden z autorów reformy, i ją zachwala, opowiadając przy tym, jaka z ewaluacji złożona nauka sama w sobie, a krytykanci nieświadomi tej złożoności.
    Szkoda, że efekty są, jakie są. Zmarnowane miliardy, może już i biliony, wypaczony etos naukowca (młodsi nie wiedzą nawet, jak wyglądał świat bez listy ministerialnej, w którym miarą sukcesu nie było 140 punktów), zmarnowane talenty (!), system zabetonowany przez patologicznych pseudonaukowców wyrosłych na wypaczeniach, bez perspektyw na rychłą zmianę. Wszystko to nie są żarty, miły panie. To nie są drobnostki.

  • ~Przemo 12.04.2025 14:34

    Spójrzmy może na sens działania uczelni w Polsce z pewnego dystansu, potrzebnego do tego, żeby zobaczyć je oczyma podatnika, którego należałoby przekonać do większego finansowania nauki.
    Kogo interesuje ilu uczelnia ma pracowników N i nie N?
    Ważne jest to, ilu uczelnia kształci studentów, jaki jest poziom nauczania, czy ci studenci znajdują dobrą pracę i są fachowcami w swoich wybranych dziedzinach. Czy zakładają własne firmy? Jak łatwo znajdują pracę, jak łatwo znajdują się na rynku nie tylko Polski, ale też Unii Europejskiej i na świecie?
    Ważne jest to, jaki wpływ mają uczelnie na polskie przedsiębiorstwa, na sprawność państwa i na rozwój jego kultury.
    Po co zatem odnosić punktację, taką czy inną do liczby pracowników naukowych?
    Czy nie lepiej odnieść ewaluacyjne punkty do pieniędzy, za które zostały uzyskane?
    Trzeba też pokazać jakie konkretnie korzyści odnosi państwo i firmy z tytułu finansowania uczelni.
    Jakie nowe technologie są wprowadzane dzięki poszczególnym uczelniom? Na ile uczelnie wpływają na klarowność i skuteczność stanowionych ustaw? W jakim stopniu przyczyniają się do poprawy działania administracji państwa? Czy dzięki uczelniom poprawia się jakość żywności i leków na naszym rynku? Czy uczelnie poprawiają programy nauczania w szkołach?
    To wszystko jest ważne, jeśli chcemy uzyskać lepsze finansowanie nauki, a liczby pracowników, uzyskanych awansów i nagród rektora…. kogo to interesuje?
    Młodzi adepci nauki, najlepsi z najlepszych studentów chcą uczestniczyć w ciekawych, przydatnych projektach, a nie w badaniach przyczynkowych, abstrakcyjnych, mających na celu jedynie budowanie CV i puszenie się przed innymi, których chory system karier naukowych zmusza do tego samego.
    Jeśli dążylibyśmy do optymalizacji przełożenia pieniędzy na punkty, rektor musiałby za wszystko odpowiadać i faktycznie rządzić uczelnią, a dziekani musieliby tak samo – faktycznie rządzić wydziałami.

    • ~MB 13.04.2025 16:00

      I znowu, i w kółko, i wciąż to samo...
      Otóż: dydaktyka NIE JEST podstawowym powodem istnienia uczelni.

      • ~W kontrze 13.04.2025 23:51

        Otóż DYDAKTYKA JEST podstawowym zadaniem uczelni wyższych i głównym powodem ich istnienia.

        • ~G 14.04.2025 07:38

          Uczelnia to nie szkoła średnia, podstawowym zadaniem jest uprawianie nauki

          • ~Przemo 14.04.2025 21:26

            Do ~G
            To skąd się biorą doktoranci? Z liceum? Jeśli tak, to gratuluję kochającej, niewymagającej Alma Mater.

      • ~Przemo 13.04.2025 20:33

        Do ~MB
        jeśli nie jest, to po co utrzymujemy 400 wyższych uczelni w Polsce i dlaczego co roku płacimy za przyjęcie na studia niemal 400 tysięcy osób, kiedy wystarczyłoby 200 tysięcy?
        Co w takim razie JEST powodem istnienia uczelni?
        Słowo uczelnia kojarzy mi się z uczeniem studentów.

    • ~Marcin Przewloka 12.04.2025 20:00

      @Przemo

      Moze to zabrzmi nieco w tonie "Studenci do nauki, pisarze do piór", ale ja osobiscie wolalbym, zeby naukowcy robili dobrze swoja robote, czyli badania naukowe, a zarabianiem pieniedzy zajmowali sie biznesmeni i przedsiebiorcy.
      Jesli niektorym naukowcom starcza jeszcze czasu na zakladanie firm, popularyzacje lub dzialania w kierunku prawnym i ustawodawczym, to fantastycznie. Takim ludziom trzeba nieba przychylic i pomagac na rozne sposoby, zeby mogli dobrze robic to, co robia.
      Jednak generalnie naukowcy maja zajmowac sie odkrywaniem tego, jak dziala swiat wokol nas. Inne aktywnosci to ewentualnie dodatek do tej najwazniejszej roli naukowcow w spoleczenstwie.

      Tak wiec odpowiedz na pytanie "Czy nie lepiej odnieść ewaluacyjne punkty do pieniędzy, za które zostały uzyskane?" moim zdaniem powinna brzmiec "Nie, nie lepiej".
      NB, istnieje w polskiej ewaluacji kryterium 3, z tego, co sie orientuje. I tam wlasnie takie sukcesy i osiagniecia nalezy wymieniac. To jest wazne kryterium, ale ten jeden aspekt nie powinien zastapic calej reszty.

      • ~Przemo 12.04.2025 23:16

        Do ~Marcin Przewloka
        A cóż to znaczy robić swoją robotę? Pracować nad swoim projektem, jednym, drugim, trzecim, starając się nie widzieć, co się wokół dzieje? Dostajemy granty, kupujemy sprzęt za miliony i lepiej, a ludzie z naszej globalnej wioski umierają z głodu. W Polsce uczelnie niestety nie przyczyniają się istotnie do rozwoju technologii. Z czego podatnik ma nam te granty fundować? Wykopywanie węgla, miedzi, siarki i prowadzenie agencji towarzyskich to za mało. 7% aplikujących dostaje granty. Mamy zlikwidować 90% uczelni? Prowadzenie badań podstawowych jest istotą nauki, ale, bez badań aplikacyjnych mamy taką sytuację, że np. diagnostyka medyczna w Polsce leży na łopatkach. Jeśli potrafimy prowadzić badania podstawowe na dobrym poziomie, powinniśmy też dać coś społeczeństwu, żeby było zamożniejsze i mogło takie badania wspierać.

        • ~Marcin Przewloka 13.04.2025 09:26

          @Przemo

          Jak na razie w tych krajach, gdzie komercjalizacja idzie bardzo dobrze (=lepiej, niz gdzie indziej) oraz gdzie nowe technologie sa efektywnie wprowadzane w zycie, wyglada to tak, ze badania podstawowe sa na swietnym poziomie. Naukowcy prowadzacy takie badania maja dobre wsparcie finansowe i ich praca jest oceniana wysoko. Maja pozostawiona wolnosc w tym, co robia, a liczy sie tylko to, ze ich badania odpowiadaja na wazne pytania naukowe, i ze sa prowadzone na swietnym poziomie. Wyniki tychze wlasnie badan fundamentalnych sluza jako podstawa do opracowywania nowych technologii i pozniejszych komercjalizacji.
          Jesli sadzi Pan, ze w Polsce nauka powinna dzialac zupelnie inaczej, to prosze powiedziec jak dokladnie mialoby sie to odbywac. Jaki nowy mode Pan proponuje?

          Jak Pan zauwazyl, "W Polsce uczelnie niestety nie przyczyniają się istotnie do rozwoju technologii", a dzieje sie tak dlatego, ze badania podstawowe tam prowadzone sa na niskim poziomie. Wlasnie dlatego.
          Jak finansowac te badania, to juz zupelnie oddzielny temat, nie majacy nic wspolnego z glownym watkiem tutaj. Moga byc granty, moga byc inne sciezki finansowania, to oddzielna dyskusja.
          Dalsze stwierdzenia z Panskiego komentarza tez sa nieco mylace, bo dotycza innych tematow. Na przyklad, czy piszac, ze "diagnostyka medyczna w Polsce leży na łopatkach" sugeruje Pan, ze urzadzenia do tej diagnostyki powinny pochodzic w 100% z polskich wynalazkow? Ja mysle, ze to nie ma nic do rzeczy, i ze w istocie wazny jest dostep do tej diagnostyki, a to, czy te urzadzenia i technologie pochodza z tego czy innego kraju to przeciez dla pacjenta nie ma zadnego znaczenia.

          Wracajac do tematu, jeszcze raz odwolam sie do wywiadu sprzed paru miesiecy, przeprowadzonym z szefem NCN, ktory mowil, ze "Polityka budowania innowacji wymaga zmian, bo ostatnie lata pokazały, że strategia, którą jako państwo przyjęliśmy, była nieskuteczna. Moim zdaniem dlatego, że brakowało podstawy – badania o charakterze fundamentalnym z powodu złej organizacji i skrajnego niedofinansowania nie mogły w wystarczającym stopniu dostarczać innowacyjnych pomysłów. System wspierania innowacji skoncentrowany był na dalszych etapach, zupełnie pomijając ten pierwszy".
          To jest wlasnie sedno problemu. Jak to jest, ze nie wszyscy widza takie oczywiste powiazania i zaleznosci?
          https://forumakademickie.pl/sprawy-nauki/dyrektor-ncn-dzis-decyduje-sie-miejsce-nauki-na-kolejne-dekady/

          • ~Przemo 13.04.2025 12:25

            "w tych krajach, gdzie komercjalizacja idzie bardzo dobrze (=lepiej, niz gdzie indziej) oraz gdzie nowe technologie sa efektywnie wprowadzane w zycie, wyglada to tak, ze badania podstawowe sa na swietnym poziomie."
            Pełna zgoda.
            W tych państwach są pieniądze i są możliwości prowadzenia badań podstawowych na wysokim poziomie.

            W Polsce komercjalizacja nie idzie jeszcze bardzo dobrze, a nawet nie idzie dobrze, a od tego trzeba zacząć, żeby mieć pieniądze i ludzi do badań podstawowych.

            Rozwój technologii i warsztatu analitycznego jest niezbędny dla prowadzenia badań podstawowych, a te zwrotnie, po części, przyczyniają się do rozwoju technologii. Musimy zacząć od tego pierwszego, ponieważ Polska nie jest jeszcze krajem, w którym wszystko działa jak należy, gdzie szczęśliwie można prowadzić badania podstawowe na wysokim poziomie.

            "sprzęt" - na sprzęt w Polsce wydaje się niemało, ale potem nie ma pieniędzy na korzystanie z niego i stoi po uczelniach zakurzony i niewykorzystany. Od PRL do dziś bez zmian.

            Pacjenci nie narzekają na sprzęt, tylko na niedobór firm i usług diagnostycznych. Uczelnie natomiast nie kształcą diagnostów, żeby studenci kolegom z intratnego biznesu nie robili czasem konkurencji.

            • ~Marcin Przewloka 13.04.2025 18:59

              @Przemo

              Ten fragment Panskiej wypowiedzi:
              "Rozwój technologii i warsztatu analitycznego jest niezbędny dla prowadzenia badań podstawowych, a te zwrotnie, po części, przyczyniają się do rozwoju technologii. Musimy zacząć od tego pierwszego, ponieważ Polska nie jest jeszcze krajem, w którym wszystko działa jak należy, gdzie szczęśliwie można prowadzić badania podstawowe na wysokim poziomie. "

              wskazuje na brak zrozumienia tego, jak to naprawde jest z tym rozwojem technologii; skad on sie bierze.
              Zaczecie "od tego pierwszego", czyli to, co Pan sugeruje, jest niemozliwe. Przykro mi.
              I dlatego wlasnie, ze jest to niemozliwe, w zadnym miejscu na swiecie taki schemat nie wystepuje i nie dziala. I w Polsce tez nie zadziala.

              Zawsze - i nie ma od tej zasady wyjatku - najpierw sa wyniki badan podstawowych, dopiero pozniej z nich powstaja pomysly na nowe technologie i innowacje.
              Jesli Polska jest krajem, w ktorym maja powstawac nowe technologie, a nie tylko sa one kupowane w calosci i gotowe z zewnatrz, badania podstawowe musza wejsc na poziom, ktory te innowacje w koncu umozliwi.

              Czy spotkal sie Pan z terminem "translational research"?
              Podpowiem: jest to proces przekładania ("tlumaczenia") podstawowych odkryć naukowych na praktyczne zastosowania. Opisuje on, jak innowacje powstaja i zostaja wprowadzone w zycie. Jak kazde "tlumaczenie" wymaga on, aby najpierw zaistnial pierwotny tekst, ktory mamy przetlumaczyc. Bez tego teksu, nie ma niczego do tlumaczenia i w zwiazku z tym nie powstanie tlumaczenie.

              Jeszcze raz, i chyba po traz ostatni, goraco polecam wywiad z profesorem Krzysztofem Jozwiakiem. Link podalem powyzej.

              • ~Przemo 13.04.2025 21:15

                Polecany przez Pana wywiad czytałem, jest pod nim mój komentarz i zgadzam się z tym, że badania podstawowe powinny być dobrze finansowane.

                Co do tego jednak czy ważniejszy jest warsztat czy idea, możemy się spierać w nieskończoność. Czy w sporcie bardziej liczy się siła, szybkość czy precyzja? Wszystkie te elementy są ważne i są ze sobą powiązane, jak warsztat i badania podstawowe. Który najważniejszy? Zależy od sytuacji, ale pracujemy nad wszystkimi.

                • ~Marcin Przewloka 13.04.2025 22:08

                  @Przemo

                  Zalezy w jakim sporcie. W niektorych dyscyplinach szybkosc nie liczy sie absolutnie w ogole, a w innych jest podstawa. Tak wiec przyklad raczej nie ilustruje dobrze sytuacji w nauce.

                  Bardzo Pan probuje wyjsc z tej dyskusji obronna reka, ale zwyczajnie nie ma Pan racji. Prawda jest taka, ze bez dobrej jakosci badan podstawowych nie bedzie zadnych innowacji. To jest wlasnie obecna sytuacja w Polsce, kiedy to jestesmy na szarym koncu Europy w tym temacie, co pokrywa sie dobrze z kiepskim miejscem w rankingach cytowan artykulow z polski, kiedy policzy sie liczbe cytowan na artykul, a to wlasnie jest dobra miarka jakosci badan.

                  Tak wiec nic nie "zależy od sytuacji", tylko nalezy wprowadzic system, ktory mocno promuje jakosc oraz jest na odpowiednim poziomie finansowym, aby znaczaco podniesc jakosc badan podstawowych, a wtedy innowacje i nowe technologie beda wyrastac, jak grzyby po deszczu.

                  Badania translacyjne nalezy wspierac tak, jak tylko sie da, ale bez mocnej podstawy solidnych badan fundamentalnych beda to pieniadze wyrzucone w bloto (odnosze wrazenie, ze wlasnie teraz ma to miejsce, niestety).

                  • ~Przemo 13.04.2025 22:39

                    Pisze Pan:
                    "nalezy wprowadzic system, ktory mocno promuje jakosc"
                    to oczywiste, ale jakość = dobry warsztat i kiedy go brakuje, nie ma co marzyć o dobrej jakości badań podstawowych.

                    W poprzednich wpisach proponowałem liczenie przy ewaluacji liczby cytowań artykułu mnożoną przez IF czasopisma. Cieszę się, że z tym się Pan zgadza.

                    Tak się zastanawiam, w którym sporcie szybkość cię nie liczy?

                    • ~Marcin Przewloka 14.04.2025 09:58

                      @Przemo

                      Zauwazylem, ze dyskusje z Panem bardzo szybko ewoluuja, znaczaco odchodza od pierwotnego tematu.
                      Podpowiem wiec tylko krotko, ze sa sporty takie, jak golf, czy podnoszenie ciezarow, gdzie szybkosc sie nie liczy.

                      Natomiast, wazniejszy jest pierwotny temat tej dyskusji. I tutaj sugerujac, ze mozna inwestowac w nauki stosowane przy nie-inwestowaniu w nauki podstawowe, popelnia Pan kardynalny blad myslowy, ktory polega na wierze, ze jakiekolwiek innowacje i rozwoj technologii moga postepowac bez rozwoju nauk fundamentalnych. Otoz nie moga.

                      Powatarzam, nie ma Ziemi kraju, w ktorym to dziala tak, jak Pan sugeruje. We wszystkich krajach, gdzie innowacje i komercjalizacja ida dobrze, ida dobrze poniewaz nauki podstawowe sa tam dobrze wspierane przez system i finansowanie. Jeszcze raz podkresle: innowacje i rozwoj technologii w tych krajach ma sie dobrze TYLKO DLATEGO, ze nauki podstawowe maja sie dobrze.

                      • ~Przemo 14.04.2025 17:35

                        "sugerujac, ze mozna inwestowac w nauki stosowane przy nie-inwestowaniu w nauki podstawowe"

                        Nie twierdzę tak!

                        Twierdzę, że między nimi należy zachować równowagę.
                        Pan, jak zrozumiałem, kładzie nacisk na nauki podstawowe, a stosowane byłyby tylko ewentualnością. Nie zgodzę się. Trzeba zachować równowagę.
                        Jaka to równowaga - zależy od charakteru uczelni i od tematyki badawczej. Jak w sporcie: siła, szybkość i precyzja - tego nie da się rozdzielić.

                        Jak ktoś będzie długo ciężar podnosił, to mu przecież siły zabraknie ;-)

                        • ~Marcin Przewloka 14.04.2025 23:10

                          @Przemo

                          Rownowage?
                          A co sugeruje Pan tutaj:
                          "Rozwój technologii i warsztatu analitycznego jest niezbędny dla prowadzenia badań podstawowych, a te zwrotnie, po części, przyczyniają się do rozwoju technologii. Musimy zacząć od tego pierwszego, ponieważ Polska nie jest jeszcze krajem, w którym wszystko działa jak należy, gdzie szczęśliwie można prowadzić badania podstawowe na wysokim poziomie. "
                          ?
                          Jeszcze raz wiec powtorze: nie mozemy "zacząć od tego pierwszego". Nalezy zrobic tak, jak sugeruje profesor Jozwiak - inwestowac mocno w badania podstawowe, bo to jest zrodlo pomyslow i rozwiazan dla przemyslu.

                          • ~Przemo 15.04.2025 09:25

                            Widzę, że musiałbym wyjaśnić co w Polsce nie działa jak należy i zastosowanie tu rozwiązania, które jest optymalne w dobrze działającym państwie, w tej chwili niczego nie poprawi.
                            Nauki podstawowe mają dać, jak Pan pisze pomysły i rozwiązania dla przemysłu. Dają, ale nie dla polskiego przemysłu, co nie przekłada się na wzrost polskiego PKB, a raczej jego relatywny spadek w odniesieniu do korzyści tych, którzy z tych pomysłów skorzystają.
                            To tylko jeden z wielu elementów, które nie działają, a podatnika należy przekonać, że wsparcie nauki się opłaca.
                            Liczne uczelnie ten podatnik już utrzymuje (400). Niewiele jednostek dysponuje jednak warsztatem analitycznym pozwalającym dobrze prowadzić badania podstawowe.
                            Należy podnieść ich poziom, czego z dnia na dzień się nie zrobi. Są potrzeby podatników, dosyć proste, które te jednostki są w stanie zaspokoić i w ten sposób poprawić warsztat. O tym piszę.

                            • ~Marcin Przewloka 16.04.2025 00:20

                              @Przemo

                              Piszac "Dają, ale nie dla polskiego przemysłu" ma Pan na mysli badania prowadzone w polskich osrodkach naukowych?
                              Jesli tak, to sie nie zgodze. Wlasnie jest duzym problemem to, ze w Polsce nie daja. I ja nie widze, jak ta sytuacje moznaby podreperowac bez polepszenia jakosci tychze wlasnie badan podstawowych. No ale ja nie jestem specem od organizacji nauki i wspolpracy z przemyslem, moge sie mylic.

                              Natomiast calkowicie zgadzam sie z tym twierdzeniem: "zastosowanie tu rozwiązania, które jest optymalne w dobrze działającym państwie, w tej chwili niczego nie poprawi". Szukajacy rozwiazan problemow polskiej nauki, dowolnego jej aspektu, powinni dobrze znac i rozumiec podejscia do tych problemow w innych krajach, i czesciowo nawet z nich czerpac, ale jednak rozwiazania lokalne musza miec charakter lokalny. Bez tego nie ma szansy na ich dobre dzialanie.

                              • ~Przemo 18.04.2025 16:07

                                Czasem dają, ale nic to nie daje w zamian. NCBiR wspiera takie projekty, ale po komercjalizacji z sukcesem, przenoszą działalność np. do USA. Dlaczego? Z wielu powodów: więksi inwestorzy, większy rynek, lepsze prawo. Dlatego bezpośrednia współpraca z podmiotami działającymi na polskim i europejskim rynku jest ważna. Inaczej wydajemy pieniądze na innowacje, co brzmi ładnie, tyle, że GDP Polski od tego rośnie ujemnie - wspieramy konkurencję, Polska się wyludnia.
                                Kiedy ostatnio był Pan w Polsce, jeśli można zapytać?

                                • ~Marcin Przewloka 19.04.2025 20:16

                                  @Przemo

                                  E
                                  Nie daja
                                  To "czasem", o ktorym Pan mowi, jest statystycznie zaniedbywalne.

                                  Nie ma co sie wymigiwac Stanami. USA sa rowniez wieksze od Danii i Szwajcarii, a w tych krajach sciezka w strone przemyslu dziala bardzo dobrze. Dlaczego? Dlatego, ze jest co w strone przemyslu przenosic. Jest co "tlumaczyc" z badan podstawowych na stosowane. W Polsce nie ma

                                  A w kraju jestem wlasnie teraz. (chociaz to oczywiscie nic nie ma do tej dyskusji)

                                  • ~Przemo 23.04.2025 00:15

                                    Żeby badania podstawowe dawały więcej, trzeba by zmienić sposób ich finansowania i prowadzenia. Obawiam się, że samo zwiększenie finansowania niewiele pomoże, jeśli pomoże.

                                    Pytałem o obecność w Polsce, ponieważ prawo jest tutaj dosyć szczególne i przedsiębiorcom raczej nie pomaga, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę.

        • ~Profesor PAN 13.04.2025 08:51

          Nie. Czy wie pan, jak wygląda stosowanie nauki w praktyce? Przychodzi się do pracy pięć dni w tygodniu (często więcej) na 9 i pracuje do 18 z przerwą na lunch (zwykle dłużej). Wykonuje się polecenia przełożonych a nie to, co muza nam przyniesie. Nie ma się gwarancji zatrudnienia, można stracić pracę z dnia na dzień. Po pięciu latach takiej harówy jest szansa, że coś powstanie.

          Pomysł, że akademicy lewą nogą będą zajmować się zastosowaniami nauki między wykładem, posiedzeniem komisji a pisaniem artykułu może mieć tylko ktoś, kto tego nigdy z bliska nie widział. To jest pomysł, by dżokej w wolnych chwilach grał w lidze koszykówki. To zupełnie inna praca, moim zdaniem dużo bardziej angażująca i niepasująca do sposobu działania uniwersytetów.

          • ~Marcin Przewloka 13.04.2025 10:15

            @Profesor PAN

            I dlatego tez jesli naukowcy jednoczesnie prowadza badania podstawowe i sa zaangazowani w prowadzenie firmy, to - z tego co zaobserwowalem naocznie - (1) maja kogos, kto jest mocno zaangazowany w organizacje i prowadzenie pracy w labie, (2) ich % FTE, czyli odetek czasu, jaki spedzaja na uczelni, spada; na przyklad pozostaja zatrudnieni na uczelni na 25% ich etatu. Poniewaz doba ma tylko 24 godziny, a ludzie zwykle oprocz pracy robia jeszcze inne rzeczy.

            Zas co do tej "muzy", to pozostaje miec nadzieje, ze szef jednak zwraca uwage na to, co te muzy podpowiadaja zarowno jemu samemu, jak i jego pracownikom. To bardzo wazne, myzle ze nie tylko w naukach eksperymentalnych. Bez tego, liczba tych chwil "Eureka!" bedzie spadac.

            • ~Przemo 13.04.2025 13:18

              Nawet nie muszą pracować w dwóch miejscach czy w dwóch dziedzinach, można robiąc niemal to samo łączyć badania podstawowe, z realizacją czysto aplikacyjnego zamówienia rządowego i współpracy uniwersytetu czy też instytutu z firmą. Przykład: Uniwersytet Nanyang i Rolls Royce.

              • ~Profesor PAN 13.04.2025 14:00

                Proszę pana, firmy dość często korzystają z doradztwa uczonych, nie jest mądry jednak ktoś, kto uzna, że owo doradztwo to całe zastosowania nauki albo ich znacząca część. Jest jeszcze żmudna, nieprzyjemna praca, z której składa się 99% pracy w zastosowaniach: pisanie kodu, montowanie urządzeń etc.

                I jest jeszcze jeden drobiazg, który Polakowi trudno przyjąć do wiadomości - nie wszyscy ludzie to egoistyczne bydlaki marzące jeno o tym, by okraść bliźnich. Zaproponowanie doradztwa naukowcowi to sposób wynagrodzenia go za teoretyczną pracę, która została wykorzystana w sposób praktyczny. Biznesmen nie potrzebuje tego doradztwa ale płaci za nie, bo uważa, że powinien.

                • ~Przemo 13.04.2025 21:36

                  Tu niekoniecznie chodzi o doradztwo. Zdarzają się wspaniałe układy win-win.

    • ~PŻ 12.04.2025 17:50

      Do ~Przemo 12.04.2025 14:34. Pisze pan, cytuję: „”Kogo interesuje ilu uczelnia ma pracowników N i nie N? …Czy nie lepiej odnieść ewaluacyjne punkty do pieniędzy, za które zostały uzyskane?” Panie Przemo, przecież pracownicy z liczby N0 nie przynieśli punktów. Pobierali oni pieniądze jako pracownicy badawczo – dydaktyczni, mając mniejsze pensum, niż pracownicy dydaktyczni. Bo pozostałą część pracy powinni byli poświęcić badaniom naukowym. A nie wykonywali badań. Oznacza to, że zmarnowali oni środki, które podatnicy wypłacali im za naukę.

      • ~Przemo 12.04.2025 22:38

        Do ~PŻ
        No dobrze, za 130 milionów złotych w jednym grancie na lat wiele (tak niektórzy w Polsce mogą) wykreuje Pan więcej niż jedną stu-autorską publikację w Nature, czy nie da rady?

        • ~Janusz 14.04.2025 07:43

          https://www.facebook.com/share/p/1917jWzgEF/

        • ~Marcin Przewloka 13.04.2025 10:32

          @Przemo

          Moze nie dac rady.
          Bo do tej publikacji rzeczywiscie finansowanie jest potrzebne, ale glownie chodzi o zaprezentowanie nowego, waznego odkrycia. Bez wynikow, ktore zostana przez edytora i reviewers ocenione jako bardzo wazne w danej dziedzinie nauki, nie bedzie takiej publikacji.
          Jednym slowem, publikacji w Nature nie da sie "kupic" (i to niezaleznie od tego, ilu autorow ma ta publikacja). Pieniadze to warunek konieczny, ale nie wystarczajacy.

          • ~Przemo 13.04.2025 20:46

            To tylko przykład niewłaściwego wydawania pieniędzy podatnika na naukę. Grubo czasami przepłacamy, nic więcej.

            • ~Marcin Przewloka 13.04.2025 22:14

              @Przemo

              Wydawanie pieniedzy na nauke wiaze sie z ryzykiem.
              Ma to zwiazek z wysokim poziomem nieprzewidywalnosci badan naukowych.
              Odkrycia najzwyczajniej w swiecie nie da sie zaplanowac. Ono sie po prostu zdarza, o ile warunki sa ku temu oraz naukowiec potrafi to zauwazyc.

              Tak wiec na calym swiecie, we wszystkich krajach, "grubo czasami przepłacamy".

              A to oczywiscie juz kompletnie niezaleznie od tego, ze rynek oraz oplaty za publikowanie naukowe to jedna wielka chryja. I znowu - to jest problem ogolnoswiatowy, nie tylko polski.

        • ~PŻ 13.04.2025 10:16

          Do ~Przemo 12.04.2025 22:38
          Coś panu pomyliło się. Ja pisałem o części pensji, pobieranych przez pracowników z N0, a pan wyskoczył z jakimś grantem dla ponad stu uczestników za kwotę 130 mln. To są zupełnie różne rzeczy. Pracownik badawczo - dydaktyczny MUSI! wykonywać badania. Za to mu płacą część pensji. A taki grant, o którym pan pisze, jest, chyba, jedyny w kraju. Poza tym, kwoty z grantów oceniane są w kryterium drugim. A punkty, o których pan pisze w ~Przemo 12.04.2025 14:34. – w kryterium pierwszym. Proszę nie mieszać różne rzeczy w jednej beczce.

          • ~Przemo 13.04.2025 11:44

            Pensje są niskie, ponieważ mamy na polskich uczelniach koszmarny przerost wyjątkowo (chyba celowo) niesprawnej administracji. Żaden system czegoś takiego nie udźwignie. Moim zdaniem należy to pilnie naprawić. Naukowcy mają zajmować się nauką, a nie procedowaniem zamówień i faktur w coraz bardziej skomplikowany sposób. Mamy niedofinansowanie połączone z koszmarnymi utrudnieniami administracyjnymi. Potrzebny jest pilny audyt.
            Dlaczego polskie uczelnie mają tak rozbudowaną i niesprawną administrację?
            Po co uczelnie płaciły niemałe pieniądze za program decentralizacji, nawet kiedy już było wiadomo, że nastąpi centralizacja i wszystko pójdzie do kosza?

            "musi wykonywać badania" - jak ma to robić, kiedy nie ma wsparcia w statutowym finansowaniu, które nie tak trudno wyliczyć? Robić cokolwiek z kimkolwiek? Finansowanie badań wygląda tak, że albo masz w krótkim czasie za dużo pieniędzy, albo nie masz ich wcale, a przerywany stosunek do pracy nie tylko w nauce dobry nie jest.

    • ~fan profesora Betona 12.04.2025 15:43

      Panie Przemo, aleś pan tu czadzisz i piszesz rzeczy nie do wiary, chyba po to żeby pisać te jakieś systemowe niedorzeczności. Przywołam wielkiego luminarza nauki polskiej i encyklikę prof Józefa Betona i proszę się zapoznać jej podporządkować i inni też. "Jest to niewątpliwie wynik braku znajomości mojego nauczania z zakresu nauczania egzegezy i filozofii systemu nauki w Polsce . Bo moje nauczanie mówi ,że system nauki w Polsce jest oparty na solidnych podwalinach którymi są: habilitacja, zatrudnieniowa polityka prorodzinna, rodzinne dziedziczenie katedr, wielo-etatowość samodzielnych pracowników nauki oraz zdolność sprawowania stanowisk kierowniczych przez samodzielnych pracowników nauki do momentu dobrowolnego położenia się na katafalk oraz transparentne przyznawanie grantów. A najważniejsza jest habilitacja bo ona spaja system. A zgodnie z moim nauczaniem szkoły wyższe i instytuty naukowe, są nie po to by zaspokajać rynek potrzeb edukacyjnych studenta na wiedzę, a rynek pracy osób posiadających stopień doktora habilitowanego nauki w Polsce." i jeszcze dodaje "jakaś doktorzyna która jest nikim , a nawet niczym bo nie ma habilitacji. Co za xenofobia." Może pan jest dym z ostatniego wynurzeni profesora, czy pomazańcem nauki?

      • ~Przemo 12.04.2025 23:18

        Do ~fan profesora Betona
        :-)

  • ~chciałem przejechać się telekomunikacją 12.04.2025 13:56

    To chyba dzięki ewaluacji nauki w Warszawie i ogromnych ich osiągnięć głownie " naukowców z PR" , że dziś możemy przejechać się telekomunikacją i zobaczyć cuda w W-wie, jak nas zapewnia prezydent Trzaskowski, te co o sobie mówi ...piarz, i że jest, jak mówi, "wszechstronnie wykształcony". Szukałem stacji, przystanku, gdzie mógłbym wsiąść do telekomunikacji, a cała warszawka wysyłała mnie do urzędu prezydenta, a co niektórzy pokazywali mi coś na głowie i mówili żebym uda się do Tworek, a co tam jest?. No jak tak można traktować każdego co chce się przejechać telekomunikacją, cudem warszawskim. Przecież to dzięki nauce warszawskiej ten cud mamy, skoro prezydent W-wy i kandydat na prezydent RP tak mówi i zaprasza, to mówi prawdę, nie?. Tu jest, rząd z Tuskiem, PAN i ministerstwa od nauki i ogrom uczelni, instytutów i co? oni wszyscy są poważni, czy nie?, Co oni robią z nas?. Ewaluacja widocznie jest super skora przyniosła takie cuda w W-wie, że można przejechać się telekomunikacją. Cały świat nam będzie zazdrościł i tak trzymać.

  • ~Prof PŚ 12.04.2025 11:31

    Jak może dobrze wyglądać ewaluacja jak wiceministrem nauki w niemal 40 mln kraju jest osoba która dopisuję się z córką do publikacji a jedyne publikacje niekonferencyjne ma w czasopismach płatnych uważanych za drapieżne. Śląsk jednak przeprasza. Zresztą doniedawna pan minister płakał wszystkim że za to że wysypał się w rozmowie z dziennikarzem premier wezwał go na dywanik i straszył wywaleniem z partii. Płakał też że w sejmie wywalili go na sam tył sali. Przecież teraz zrobi wszystko żeby o nim nie pisali więc nie podejmie żadnych ruchów.

    • ~Jaś 13.04.2025 14:55

      Kraków też przeprasza, za Gowina i akolitów.

    • ~Komentator 2 13.04.2025 10:48

      Nie ma się więc co dziwić, że ostatnie modyfikacje Rozporządzenia do ewaluacji obejmują uwzględnienie materiałów konferencyjnych. Do tego dochodzi publicznie deklarowana przez Panią Minister akceptacja do znanego chińsko-szwajcarskiego wydawnictwa.

  • ~~komentator 12.04.2025 09:03

    Osoba współodpowiedzialna za skompromitowaną pseudoewaluację, sprawiająca wrażenie nieświadomej jej fatalnych skutków, będzie współtworzyć nowy model ewaluacji. Porzućcie wszelką nadzieję wszyscy, którzy liczycie na normalność w polskiej nauce i szkolnictwie wyższym. I znowu usłyszymy, że wyszło głupio, ale przecież tego chciało środowisko akademickie. Jakie to przygnębiające.

  • ~Maciej Małecki 11.04.2025 13:31

    Ręce opadają.
    Po pół roku ożywczej dyskusji na temat ewaluacji wygląda, że wracamy do punktu wyjścia. Stare przechodzi do kontrofensywy. Mamy świetny system, niech zagranica bierze z nas przykład...
    Nie wróży to dobrze pracy zespołu ministerialnego.

    • ~Marcin Przewloka 11.04.2025 16:38

      @Maciej Małecki

      Prosze sie nie zalamywac.
      Temat "ewaluacja nauki" to jest taka 'neverending story' wszedzie tam, gdzie ewaluacja istnieje....

  • ~PŻ 11.04.2025 11:42

    W komentarzu ~PŻ 10.04.2025 15:03 zwróciłem uwagę na dość istotną rozbieżność danych w tekście i na rysunku. Może autor artykułu odezwie się i wytłumaczy, które dane są prawdziwe, a które nie?

  • ~kk 11.04.2025 11:26

    Tak tak oceniajcie sobie jednostki w oderwaniu od oceny pojedynczych naukowców, a za chwilę to nie będzie co oceniać, bo wszystko będzie już daleko pod dnem bagna.

    Oceniajcie sobie jednostki, a nieetycznym naukowcom nadajcie tytułu profesorów belwederskich.

    To jest tak jak z sędziami, którzy oszukują przy wyrokach, że wiedzą dlaczego taki a nie inny wyrok wydają.
    Oszukują i dlatego oszuści mogą liczyć na ich zrozumienie, bo przecież nie chcieli oszukać, a się tylko pomylili.

  • ~Prawda 11.04.2025 06:05

    Te wszystkie kategorie można by wylosować, efekt dla państwa i społeczen̈stwa byłby taki sam jak z ewaluacji a może lepszy. Oszczędność kasy, prawdziwi naukowcy mieliby czas na pracę zamiast administracji a ci co potrafią się dostosować w każdym systemie ponownie by się dostosowali

  • ~Przemo 10.04.2025 20:11

    Wartości nie dostrzegam, artykuł dotyczy raczej złożoności modelu oceniania uczelni i instytutów, ale omijamy jakoś pytanie o sens tego oceniania. W jaki sposób ta czy inna ewaluacja pomoże polskiej nauce?
    Jednostka dostanie więcej punktów lub mniej, będzie mogła prowadzić szkołę doktorską lub nie, będzie mała IDUB lub nie.
    Czy dzisiaj w Polsce jedynym sensem finansowania przez budżet jednostek naukowych są awanse i publikacje?

    Uciekamy od pytania: ile uniwersytetów podatnik powinien utrzymywać i w jakim celu?

    Raz jeszcze przypomnę, że maturę zdaje w Polsce co roku 250 tysięcy osób, a na studia przyjmujemy już niemal 400 tysięcy. Powstanie jeszcze więcej uniwersytetów?
    Student musi wszystko zdać, nie ważne czy się uczy, czy się nie uczy, ponieważ uczelnie nie chcą tracić subwencji. To efekt nadmiernej podaży miejsc na studiach, subwencjonowanych niezależnie od poziomu nauczania i przydatności kierunku.
    Czy rząd powinien zmuszać podatnika do tego, żeby płacił za kształcenie tych, którzy się nie uczą? Czy może powinien solidnie wesprzeć tych, którzy dobrze uczą?
    Najlepsze uczelnie powinny mieć możliwość dawać stypendia większej liczbie studentów i mieć możliwość kształcić więcej osób w coraz lepszych warunkach.

    Co nam po uczelniach, wydziałach, kierunkach, na które nie ma chętnych, trzeba przyjmować każdego i każdemu wszystko zaliczać, łatać miejsca migrantami, którzy też już wiedzą, że wymagania będą minimalne? Dokąd zmierzamy?

    • ~Hubert Wojtasek 10.04.2025 22:56

      Ale przecież gdyby nie było tylu uczelni (szczególnie prywatnych), to nie byłoby możliwości pracy na kilku etatach. A tylko to się liczy, a nie jakość kształcenia i badań. Przez 35 lat nikomu nie zależało żeby coś z tym zrobić.

      • ~zation 11.04.2025 10:58

        W przypadku większości uczelni można pracować tylko na jednym etacie.

        • ~Przemo 11.04.2025 11:15

          Tak powinno być na wszystkich uczelniach i w służbie zdrowia, i... nie tylko.
          Dyżur lekarza w kilku miejscach jednocześnie?
          Popracujmy zatem nad teleportacją duplikacyjną ;-)

      • ~Przemo 11.04.2025 09:14

        Niestety, w 89 roku Polacy odnieśli taki sukces i postęp, że w wielu dziedzinach postanowili się cofnąć, pewnie ze strachu przed tym, że będzie za dobrze. Efekt - po latach nic-nierobienia jest nie za dobrze, obserwujemy postępującą ukrainizację/meksykanizację państwa, co pozostawione sobie, dobrze się skończyć nie ma szans.
        Kto ma dzieci, wnuki, powinien o nich czasem pomyśleć. Po co mają emigrować, kiedy tu może być dobrze? Kwestia dobrej woli i uczciwości.

  • ~PŻ 10.04.2025 15:03

    W ostatnich latach w FA odbyło się kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt dyskusji na tematy listy czasopism oraz ostatniej ewaluacji. Po raz pierwszy czytam artykuł, który to chwali. I wcale nie dziwię się. Bo autorem artykułu jest szef komisji, która przeprowadziła ewaluację. Autor pisze, cytuję: „Po agregacji wykaz (prawdopodobnie, czasopism) był regularnie uzupełniany w miarę spływających informacji o nowych czasopismach przyjętych do baz danych WoS, Scopus czy ERIH+.” A jak że, komisja napracowała się, uzupełniając wykaz czasopismami typu: Zeszyty powiatu NN lub Zeszyty parafii MM oraz podnosząc im punktację do maksymalnej. Autor przytacza błędne dane na temat wyników ewaluacji. Cytuję: „Wynik ewaluacji i kategoryzacji okazał się racjonalny. Uzyskane proporcje (KEN: po odwołaniach): 6,6% - A+, 32,7% - A, 47,7% - B+, 10,2% - B, 2,8% - C,” Z rysunku na końcu artykułu wynika, że:10,5% - A+, 36,9% - A, 46,4% - B+, 4,15% - B, 2,03% - C. Z porównania danych z artykułu oraz rysunku wyraźnie widać dużą rozbieżność. Autor zaniżył wyniki w kategoriach A+ i A oraz zawyżył w pozostałych. Po przeczytaniu artykułu nasuwa się wniosek – my tyraliśmy, a wy niewdzięczni, narzekacie nie wiadomo dla czego. Przecież staraliśmy jak najlepiej dla dobra naszej nauki. Zobaczcie, prawie zlikwidowaliśmy najsłabsze uczelnie i instytuty. Pozostało ich w kraju jedynie 6,2% (według rysunku). Czyż nie jest to wielkie (wybitne) osiągnięcie naszej komisji, powołanej przez ministra Czarnka, z którym oraz z kierowanym przez niego ministerstwem, jak pisze autor artykułu, doskonale współpracowało się.

  • ~xxx 10.04.2025 13:55

    Prof. Skoczeń to chyba jakiś masochista, który lubi sam wystawiać się na lincz

    • ~Profesor PAN 12.04.2025 12:45

      Ale to miło ze strony Forum Akademickiego, że zechciało zorganizować prof. Skocz(e)niowi tak elegancki roast.

  • ~Zygmunt 10.04.2025 13:31

    co ci papermillowcy tak płaczą w tych komentarzach znowu...

    • ~Hubert Wojtasek 10.04.2025 14:06

      Widocznie kogoś bardzo zabolało, że „w ramach bieżących zadań związanych z nadzorem nad realizacją projektów finansowych ze środków na programy ministra, w dniu 21.02.2025 r. została rozwiązana z Politechniką Opolską umowa o realizację projektu pt. „Kreowanie polityki publikacyjnej jako narzędzie upowszechniania jakości działalności naukowej”.” Dla niewtajemniczonych dodam, że na ten projekt zaplanowany do realizacji w okresie 06.12.2023–05.02.2026 , którego kierownikiem był prof. Grzegorz Królczyk, przeznaczono 900 000 PLN z programu „Nauka dla Społeczeństwa II”. Mam nadzieję, że chociaż połowę tych pieniędzy polskich podatników udało się uratować.

  • ~akademik 10.04.2025 13:15

    O wartości polskiego modelu ewaluacji świadczy to że od 2019 roku można za 1000 euro/ razy kilka/ zostać "wybitnym" naukowcem. Znane są przypadki że w jednym numerze - drapieżnego periodyku ta sama osoba miała 6,7 artykułów -każdy po 100 punktów - dla mnie jest to chore ! Monografia /autorska/ nad którą trzeba pracować rok i dłużej to również 100 punktów- kolejny objaw choroby.

  • ~Lelevel 10.04.2025 13:00

    Szkoda, że Pan Profesor rzadko wspomina jak ustalił ????? !!!!! progi referencyjne !!!!!! = tak, że jego uczelnia PK od razu dostała WSZYSTKIE kategorie A - cóż za przypadek, że tak bardzo pasowały do PK! Na ile milionów dotacji to się przełożyło ?


    Kto mi pomoże - kto teraz ustala progi referencyjne = kto będzie 'z góry' najlepszy ??

    • ~StaryZgred2012 10.04.2025 15:55

      PK ma teraz kolejny problem wizerunkowy: doktorat honoris causa dla skompromitowanego Tadeusiewicza. I o dziwo, Skoczeń jest promotorem tego doktoratu. Jakich jeszcze czynności podrjmie się, aby znów dorwać się do stołka? Daj komisję, daj komisję, daj komisję....

      • ~Maciek 11.04.2025 21:13

        @ StaryZgred2012,

        PK nie ma żadnego problemu wizerunkowego. Jeżeli uczelnia wyższa przyznaje doktorat honoris causa danemu uczonemu, to najzwyczajniej uznaje, że jest tego godny.

    • ~G 10.04.2025 13:48

      Absolutnie w punkt, wszystkie kategorie A zaczynały się od PK, prof Skoczen posiedział cicho 3 lat i wraca ale jednak wszyscy pamiętają kompromitacje poprzedniego KEN.

      • ~S 10.04.2025 17:28

        Sposoby wyznaczania wartości referencyjnych były bardzo jasno wyjaśnione przez KEN. Sposób wyznaczania pozycji międzynarodowej, sposób wyznaczania wartości wzorcowych oraz wartości referencyjne do kolejnych kategorii.

        • ~Błażej 11.04.2025 07:50

          Ten wpis ~S to jeden z lepszych żartów. I z tej 'pozycji międzynarodowej' PK dostała same A ? Litotości!!!! - w to wierzy chyba tylko BS (~S ?) z PK ....

          • ~S 11.04.2025 08:44

            Czyli to tylko zawiść o to, że ktoś dostał A. Cokolwiek bym napisał Pan i tak żyje w swoim świecie i nie dopuści żadnych argumentów.

            Pozycja międzynarodowa miała głownie znaczenie w wyznaczaniu kandydatów do A+, zdecydowanie mniejsze w ustalaniu progów. Jednostka wzorcowa była wyliczana z 15% najlepszych wyników w kryterium.
            Przypomnę, że na końcu to Minister jeszcze zmieniał wartości referencyjne bo jedne z "najważniejszych" warszawskich uczelni mogły utracić uprawnienia.

            W nadchodzącej ewaluacji KEN pewnie dokładnie w ten sam sposób wyznaczy wartości referencyjne. KEJN dwie ewaluacje temu stosował niemal ten sam algorytm ustalania wartości.

            I z okazji zbliżających się świąt życzę Panu, aby Pana uczelnia, instytut czy gdziekolwiek Pan pracuje dostała same kategorie A i A+... a potem aby jakieś anonimowe ćwoki z internetu zarzucały Panu kolesiostwo, sterowanie, oszustwo* czy cokolwiek można tu wymyślić (niepotrzebne skreśl lub dodaj coś od siebie) tylko dlatego, że sam nie uzyskali takich wyników.

            Miłego dnia.

            • ~Przemek 12.04.2025 21:12

              Proszę zapoznać się z definicją słowa zawiść. PK nie zasługiwała na wszystkie A i chyba nie ma osoby która temu zaprzeczy.... Inne uczelnie z przedstawicielami w KEN również w wielu przypadkach byłu tuż 'nad progiem' - to chyba cud ? I proszę nie zganiać na ministra PCz - on nie jest zdolny do kreatywnego zarządzania 150 progami referencyjnymi...

            • ~Profesor PAN 11.04.2025 14:31

              A odpowie pan na pytanie? Jest ono centralne dla problemu i nie wydaje mi się, by było obraźliwe.

              • ~S 11.04.2025 17:48

                Tylko które pytanie?
                O pozycję międzynarodową? Ta była wyznaczane dla każdej dyscypliny. Czyli nie ma to nic wspólnego z kategorią dla pojedynczego podmiotu.

                Czy może o inicjały? Moje S jest od imienia :)

                Czy o pierwotne pytanie "kto ustala progi referencyjne"? Tu nic się nie zmieniło. Minister publikuje wartości referencyjne. KEN tu oczywiście pełnił rolę doradczą.

                • ~Algorytm 12.04.2025 20:14

                  Proszę po prost opublikować algorytm i wszystko będzie jasne + wykazać, że był on zastosowany tak samo w każdej dyscyplinie.

                • ~Profesor PAN 11.04.2025 18:55

                  A to przepraszam, posądziłem pana o bycie Błażejem Skocz(e)niem. Wina moja jest wielka, dlatego przeprosiny uniżone.

        • ~StaryZgred2012 11.04.2025 02:43

          Bardzo jasno wyjaśniano sposób realizacji zamówienia politycznego. I tylko tyle. Dowolny algorytm, dowolnie precyzyjny jest selekcjonowany na bazie decyzji politycznych. Tam nie ma żadnego obiektywizmu. Zasoby są za małe, potrzeby są za duże, a dominujący mandaryn musi być tłusty.

  • ~NNA 10.04.2025 12:54

    Powoływanie grafu ze statystyki z poprzedniej ewaluacji nic nie wnosi.
    Nie oddaje to poziomu jakości działalności naukowej w Polsce za lata 2017-2021.
    Źródłowo nie wynika z wyliczeń algorytmu systemowego, zbudowanego na podstawie ustawy i rozporządzeń.
    Jest jedynie wynikiem czysto politycznej ingerencji i przyjęcia ogromnej ilości odwołań, nie zważając ani na meritum ani na środki publiczne.

  • ~~~komentator 10.04.2025 12:48

    "...ewaluacja i kategoryzacja dotyczą instytucji, a nie pojedynczych osób". Jak to stwierdzenie ma się do rzeczywistości? Czy Pan Ekspert ma świadomość, że owa instytucjonalna ewaluacja w praktyce bywa automatycznie przekładana na ocenę pracowniczą pojedynczych osób, co prowadzi do skandalicznych wynaturzeń? Przy milczącej aprobacie Ministerstwa niestety.

    Pan Ekspert ceni ewaluację i podkreśla, jaki to ogrom pracy włożono w jej realizację. Nie czuję się przekonany.
    Choćby dlatego, że nawet w czasach słusznie minionych, w realiach gospodarki centralnie zarządzanej nie posunięto się do tak absurdalnego pomysłu, aby arbitralnie wyceniać w punktach, slotach etc. wartość dokonań naukowych. Śmiem twierdzić, że prędzej czy później doprowadzi to do bankructwa tej idei, podobnie jak się to stało z gospodarką planową.

    Pan Ekspert zdaje się też dziwić "emocjonalnym i wynikającym z indywidualnego punktu widzenia" argumentom niemałej rzeszy tych, którzy nie podzielają jego oceny ewaluacji i kategoryzacji w obecnym kształcie. Może zatem warto zastanowić się głębiej nad przyczynami tego stanu rzeczy i konsekwencjami ewaluacji przede wszystkim dla ludzi, a nie tylko instytucji.


  • ~Marcin Przewloka 10.04.2025 11:48

    Musze przyznac, ze nie rozumiem na czym polega ta kategoryzacja, w ktorej oddzielna grupe jednostek naukowych stanowia "instytuty międzynarodowe". Czym one sie roznia od tych "naukowych", jesli chodzi o ich osiagniecia oceniane w czasie ewaluacji?

  • ~Prof UO 10.04.2025 11:47

    Po co robić ewakuację która dużo kosztuje i nic nie pokazuje skoro można zapytać fizyków i jednego multinaukowego chemika który wrócił z USA z żoną do Polski., którzy są gwiazdami na Pubpeer jakiej jednostce dać jaką kategorię naukową.
    To też nie jest istotne że po powrocie do Polski on nie zrobił tytułu a ona habilitacji bo system jest zły i trzeba go tak przerobić żeby wszyscy mogli robić habilitację i profesury nie za naukę ale za zasiedzenie.
    Ale np UO zatrudnia chemików do nauk o zdrowiu a cała uczelnia ma na 14 dyscyplin tylko jedną radę naukową. Takie patologie trzeba zwalczać.

  • ~Jan K 10.04.2025 11:46

    Czytając to wszystko, nasunęło mi się takie oto powiedzenie starożytnych górali:

    „Jeśli czegoś nie warto robić, to nie warto robić tego dobrze.”

    Ewaluacja parametryczna, której podstaw są prestiżowe czasopisma niszczy naukę. Żadna liczba podręczników, ekspertyz ani długi czas pracy tego nie zmieni. To, że w coś wkłada się dużo wysiłku, nie oznacza jeszcze, że warto to robić.

    Ewaluacja parametryczna, której podstaw są prestiżowe czasopisma niszczy naukę, za to pompuje biznes. W efekcie polskiej ewaluacji, za którą płaci podatnik, prywatne firmy wydawnicze zyskały nowych klientów – czy to na pewno sukces, na którym nam zależało?

  • ~Piotr Wąsowicz 10.04.2025 11:32

    Ekspertami są osoby które na takich się mianowały samodzielnie.
    Np ciekawy case z innej strony FA
    Artykuł autorstwa prof Glenna Prestwich, mentora i współautora dra Huberta Wojtaska został usunięty z czasopisma Nature Communication za fałszowanie danych eksperymentalnych:
    https://link.springer.com/article/10.1038/s41467-025-57909-0
    Dla wyjaśnienia to był promotor a nie tylko mentor.
    To jeden z wielu przykładów domorosłych ekspertów, szkoda że środowisko naukowe i jego przedstawiciele w RDN odmówili tytułu profesora tak wybitnemu ekspertowi z zakresu chemii, biologii, etyki i nauk o zdrowiu.

    • ~Marcin Przewloka 10.04.2025 12:16

      @Piotr Wąsowicz

      Z ciekawosci spojrzalem w ten artykul.
      Juz niezaleznie od tego, ze nie do konca rozumiem zwiazek z tematem artykulu powyzej, to trzeba miec na uwadze dwie sprawy:
      1. pracownik naukowy i jego/jej promotor to sa dwie inne osoby, jedna nie odpowiada za druga, szczegolnie kiedy juz pojda swoimi niezaleznymi drogami; bledy oraz sukcesy jednego sa rozdzielne od bledow czy sukcesow drugiego
      2. we wspomnianym artykule autorem do korespondencji byl Khalid Shah, tak wiec niezaleznie od tego, kto dokladnie popelnil to falszerstwo, to wlasnie ta osoba odpowiada za calosc, a nie pan Glenn Prestwich

      • ~Hubert Wojtasek 10.04.2025 14:54

        Marcin Przewłoka
        Muszę przyznać, że "Piotr Wąsowicz" ma rację. Dalej uważam, że wszyscy autorzy ponoszą pełną odpowiedzialność za treść artykułów, których są współautorami, chyba, że złożą oświadczenie stanowiące inaczej. Niestety, tak się kończy dopisywanie się do publikacji z ponad 30 autorami, głównie z Azji. Dodam tylko, że z Glennem Prestwichem rozstałem się prawie 30 lat temu (dokładnie 28.01.1996, w tym roku opublikowaliśmy też ostatni wspólny artykuł). Ale to dobrze, że polscy papiernicy od kilku miesięcy poświęcają tyle wysiłku żeby znaleźć na mnie haka. W ten sposób mają znacznie mniej czasu na własną "twórczość naukową".

        • ~Marcin Przewloka 10.04.2025 17:22

          @Hubert Wojtasek

          Tak, oczywiscie, wszyscy (wspol)autorzy zawsze sa odpowiedzialni za swoja czesc danego projektu, i pozniej publikacji.
          Bardzo rzadko sie jednak zdarza, aby z 5 albo 25 wspolautorow, kazdy jeden zrobil jakis przekret, ktory pozniej ta prace eliminuje z obiegu (juz po 'retraction'). Zwykle jest tak, ze jedna osoba cos bardzo pokreci i potem caly zespol musi przez to cierpiec. Takie sa reguly gry, takie sa konsekwencje wspolpracy, ale jednak zdanie "Artykuł autorstwa prof Glenna Prestwich, mentora i współautora dra Huberta Wojtaska został usunięty z czasopisma Nature Communication za fałszowanie danych eksperymentalnych" wydawalo mi sie za bardzo naciagane oraz prze-interpretowane. Dlatego skomentowalem.
          Tak wiec jeszcze raz: kazdy autor jest odpowiedzialny za SWOJA czesc pracy. Za calosc publikacji jest odpowiedzialny 'corresponding author'.

      • ~Piotr Wąsowicz 10.04.2025 12:43

        @ Marcin Przewloka
        Pełna zgoda z Panem, tekst był prowokacyjny ponieważ to właśnie pan Wojtasek wielokrotnie pisał że nie autor korespondencyjny ale wszyscy autorzy artykułu są winni. Tym tokiem myślenia czy nawet bezmyślności jego promotor jest nieetyczny a tym samym on sam ponieważ z takiego środowiska wyrósł. Obaj dobrze wiemy że to myślenie dla mniej intelektualnie wymagających. To tylko takie przemyślenia. Faktem jest no że ten pan nie zrobił w Polsce prof co zostało ocenione przez wiele osób bardzo szczegółowo, od recenzentów poprzez zespół RDN do prezydium RDN. Nie może się mylić tak wiele osób. Oceniających dorobek naukowy i badać jednocześnie w tematyce. Zresztą strona atakująca polskich naukowców ma się znaleźć na liście sejmowej komisji ds wpływów rosyjskich tak jak kresy.pl które pisały o PG.

        • ~Marcin Przewloka 10.04.2025 17:39

          @Piotr Wąsowicz

          "Tym tokiem myślenia czy nawet bezmyślności jego promotor jest nieetyczny a tym samym on sam ponieważ z takiego środowiska wyrósł." - to juz bylaby nieco przesada....
          Tak, wyrasta sie z jakiegos srodowiska, ale jednak potem samemu buduje sie wlasny dorobek.

  • ~Nawigator 10.04.2025 11:32

    A ja zapytam, po co oceniać WSZSYTKIE osiągnięcia uczelni? W tym po 4 publikacje na pracownika? (w praktyce o wiele więcej bo aktualnie większość to są publikacje wielo-autorskie, te same są oceniane wielokrotnie dla różnych uczelni).

    Można ograniczyć liczbę zgłaszanych osiągnięć na jednostkę do liczby pracowników, lub np. 2x liczba pracowników z ograniczeniem liczby publikacji do 1 na pracownika na okres ewaluacyjny. Wtedy zgłaszane byłyby rzeczywiste NAJWAŻNIEJSZE osiągnięcia w tym tylko najbardziej wartościowe publikacje, wdrożenia, umowy z przemysłem itd.
    Dla 110 000 osób byłoby to 220 000 osiągnięć do oceny (w tym 110 000 publikacji) zamiast miliona.

    Można by to wtedy nawet robić podobnie jak teraz ale zminimalizowałoby to "tłuczenie" niepotrzebnych nikomu małowartościowych publikacji na siłę. Ograniczyłoby to biurokrację i marnowanie czasu na pisanie słabych jakościowo artykułów naukowych.

    Efekt: Zmniejszenie biurokracji + zwiększenie efektywności pracy naukowców poprzez skupienie się na wartościowych odkryciach.

    • ~Ireneusz 10.04.2025 18:04

      W rzeczy samej

    • ~M 10.04.2025 12:37

      Ja też uważam, że nie powinno się brać wszystkich publikacji do oceny bo to napędza właśnie ten chory biznes i obniża jakość. Ile dobrych publikacji ( w sensie dobrych wyników, uczciwie zrecenzowanych) można opublikować w 4 lata? Pewnie zależy od dziedziny i wielkości zespołu, ale w moim wypadku (mikrobiologia molekularna) wychodzi mi, że 2-3 na zespół (a nie na osobę!). Niech instytucja mająca np 100 N pokaże 10-20 prac, które uzna za najlepsze i powstałe z wiodącym udziałem pracowników ich jednostki lub wyjątkowym wkładem w badania wieloośrodkowe. Mając 20 zespołów niech instytucja przedstawi 5 najlepszych kompleksowo - jakie badania prowadzą, jakie wyniki uzyskują, jakie granty dostali, jakie nagrody, rozpoznawalność naukową. Każda instytucja niesie sporo balastu (albo starego albo nowego narybku, który musi się rozwinąć). Należy to zaakceptować albo w ewaluacji poprosić o wskazanie powiedzmy 5% najsłabszych zespołów z zapytaniem jakie działania naprawcze podjęto aby poprawić jakość ich pracy.
      Ja rozumiem, że ocena to ogrom pracy, ale chciałabym aby coś wniosła, bo w obecnym układzie i przy obecnych założeniach otrzymamy to co wcześniej - jakąś zmanipulowaną fikcję, z którą płacimy podwójnie - za publikacje marnej jakości ale wysokopunktowane i za proces ewaluacji.

    • ~Piotr 10.04.2025 12:03

      Czyli wymagajmy od naukowców wypracowania 1-2 publikacji w ciągu 4 lat? Czy to przypadkiem nie za malo? Obecnie ocenianych jest maksymalnie 3 krotność etatów. A jedna osoba maksymalnie do oceny może zgłosić 4 artykuły (wtedy inna osoba ma oceniane 2 publikacje). Myślę że system jest wyważony tylko niezrozumiały. Mówimy tu tylko o 1 kryterium oczywiście.

      • ~Nawigator 10.04.2025 14:06

        Nie znam przypadku, żeby ktoś w ciągu 4 lat dokonał dwukrotnie znaczących odkryć (A trzeba pamiętać, że np. artykułów stworzonych w zespołach 10-cio osobowych trzeba mieć wtedy 10 dla wypełnienia slota). Większość publikacji w ewaluacji to marne artykuliki w MDPI (generalizuję, bo są tam i sensowne artykuły). Tak jak napisałem instytucja zgłasza najlepsze N-publikacji i ministerstwo w ogóle nie powinno się interesować kto to zrobił osobowo bo ocenia jednostkę. To Rektor i Dziekan powinni stworzyć takie regulaminy i warunki pracy żeby jego jednostka mogła odpowiednio "rywalizować" w tej grze, czyt. mieć odpowiednio dużo ZNACZĄCYCH osiągnięć takich jak wdrożenia i granty. Jak uznają za słuszne to niech i jeden naukowiec ma tych publikacji i 20 (pewnie się tej osobie przydają do pozyskiwania grantów itp.).

        Ale żeby władze miały do tego motywację profity z ewaluacji muszą być znane a'priori. Wtedy nie ma wytłumaczenia dla trzymania kolegów z zerowymi osiągnięciami.

        • ~Profesor PAN 11.04.2025 07:25

          Istotnie, zdarza się bardzo bardzo rzadko, żeby ktoś w ciągu 4 lat dokonał dwukrotnie znaczących odkryć. Znaczących odkryć dokonuje się raz na życie i udaje się to góra 1% badaczy. Jest w tym jednak pewien haczyk - do znaczący odkryć nie dochodzi się przez 10 lat gapienia się w sufit i nagłe olśnienie potem. Do znaczących odkryć dochodzi się przez pracę a artykuły nie są niczym innym niż jej udokumentowaniem. A poza tym - nie wiemy ex ante, które odkrycie jest znaczące a które nie, pokaże to dopiero czas. Dlatego należy dokumentować każdą wykonaną pracę, może mieć ona znaczenie większe niż z początku oczekiwaliśmy.

          • ~Nawigator 11.04.2025 08:37

            Zgadzam się, że większość naukowców nic znaczącego (na miarę nobla) nie odkryje, natomiast nie to miałem na myśli we wpisie, chodziło mi o bardziej miękką formę tego słowa - bardziej w stylu : "najbardziej znaczące lokalnie osiągnięcie", które np. wdroży znacząca firma na rynku Polskim/Europejskim albo stanie się znaczącą dzięki niemu. Trochę zawężam tu pole do niektórych tylko dziedzin nauk.
            Nie mogę się natomiast z Panem zgodzić co do tego, że Naukowcy nie potrafią ocenić znaczenia ich osiągnięcia - w mojej dziedzinie na ogół wszyscy są świadomi co jest warte publikacji w "starym prestiżowym czasopiśmie" a "odpadki ze stołu Pańskiego" - kiedyś nie publikowane po prostu - skleja się do czasopism łatwiej przepuszczających, już nie będę wymieniał wydawcy z nazwy. Często zresztą dzięki takiemu działaniu otrzymuje się granty i nagrody bo punktacja czasem jest tam wyższa niż w uznanym periodyku. I co najlepsze: ludzie, którzy to robią, często z uśmiechem na ustach o tym opowiadają (jak to "obeszli system" itp.). Namawiając do nadmiernego ekshibicjonizmu pracy naukowej szkodzimy wszystkim: Sobie, podatnikom, innym naukowcom, nauce światowej. Wiem, że tak robi praktycznie cały świat ale jakoś nam to bardziej chyba szkodzi.

            • ~Profesor PAN 11.04.2025 09:39

              Napisałem kilka prac, które namieszały w świecie naukowym: setki a nawet tysiące cytowań, dedykowane konferencje, zaproszenia na plearne odczyty obok noblistów etc. Napisałem też kilka prac, które sobie bardzo cenię. Oba zbiory są rozłączne, niektóre z moich ulubionych prac cytowane nie były w ogóle. Nasz zawód bardziej niż inne opisuje przysłowie: chłop strzela, Pan Bóg kule nosi. Po prostu należy pracować, dokumentować osiągnięcia (publikować) i niczego nie oczekiwać a będzie, co będzie.

              • ~Nawigator 11.04.2025 11:37

                Generalnie się zgadzam co do zasady, że należy dokumentować swoje prace w taki czy inny sposób, robić swoje a sukces przyjdzie z czasem, tylko no właśnie - obecnie przy takim podejściu raczej później niż wcześniej. Dla wielu pracowników uczelni (często młodych) dokumentowanie staje się celem samym w sobie a efekty naukowe schodzą na drugi plan i to jest obecny problem.
                To co opisuję to sytuacja w której świadomie publikowane są prace nie wnoszące wiele lub nic do światowej nauki (w końcu periodyki punktowane wysoko są międzynarodowe), często są na poziomie prac magisterskich natomiast jest to robione z konkretnymi oczekiwaniami, które się materializują (oceny w ewaluacji, nagrody, zdobywanie grantów, awanse).
                Druga sprawa to fakt, że literatura naukowa jest tak "zaśmiecona", że dużo czasu traci się na odnalezienie rzeczywistych prac stanowiących postęp w danym temacie.

                • ~Profesor PAN 11.04.2025 11:48

                  Dlatego ocena prac według miejsc, w których została opublikowana, to uśrednianie ocen uczniom w klasie. Ale to już wiemy od dawna. Punktoza jest bez sensu a bronią jej ludzie nie z niewiedzy ale z interesu.

      • ~~~komentator 10.04.2025 13:28

        Kopernik napisał chyba ze dwie książki i to wystarczyło. A bardziej obrazowo, co roku to trzeba zebrać kartofle, a niekoniecznie opublikować pracę naukową.

      • ~Ireneusz 10.04.2025 13:03

        Oceniane są dyscypliny na UCZELNIACH oraz jakaś liczba INSTYTUTÓW . Na uczelniach są teraz BADACZE i DYDAKTYCY, nie ma stanowisk naukowych, stanowiska naukowe są w PAN. UCZELNIA jak nazwa wskazuje naucza, uczy , prowadzi zajęcia dydaktyczne, tak było od zarania dziejów. Uczelnie otrzymują subwencję na dydaktykę i zbyt mało środków finansowych na badania własne czy statutowe. Niech pracownicy wypełniają 5 slotów, ale tylko najważniejsze publikacje w liczbie N powinny być zgłaszane do oceny jakościowej i parametrycznej. Po co 3N . W obecnym systemie oceny, mogą być marnowane publikacje za 200 punktów. Bo jak ktoś opublikuje 10 takich publikacji, to może zgłosić do oceny tylko 4, zatem 6 publikacji po 200 punktów nie będą ocenione . To trzeba zmienić.

      • ~Marcin Przewloka 10.04.2025 12:24

        @Piotr

        Skoro oceniana jest instytucja, a nie pojedyncze osoby, to czy wymaganie odnosnie liczby publikacji per capita ma w ogole sens?
        W artykule jest mocno podkreslone to, ze oceniane sa cale instytucje. Moze wiec ocene pojedynczych naukowcow zostawic tymze instytucjom? (beda chcialy, to ja zrobia, a jak nie, to nie)

        • ~Piotr 10.04.2025 13:20

          No ale nie możemy doprowadzić do sytuacji że kilku produktywnych naukowców (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) pracuje na całą resztę co nie robi nic albo niewiele i otrzymywaloby za to wynagrodzenie. Czy to byloby etyczne zachowanie? Publikuje się chyba nie na potrzeby ewaluacji tylko dla realizowania nauki? Dane nt publikacji powinno wpisywać się na bieżąco. I może ich być choćby i 10 od jednego autora. System po prostu dobiera do oceny maksymalnie 4 najlepsze. Można się zastanawiać nad wymaganiami względem osób na stanowiskach badawczo-dydaktycznych. Czy tutaj nie powinno być jakiś modyfikacji. Może warto wzmocnić 3 kryterium np. o element promotorski (wypromowani doktorzy) i większą wagę dać 2 kryterium. Zgadzam się z autorem artykułu że nie powinniśmy całkowicie zmieniać modelu a dążyć do jego udoskonalenia.

          • ~Marcin Przewloka 10.04.2025 17:29

            @Piotr

            Nie jestem pewien, czy to jest kwestia "etyczna". Wydaje mi sie, ze raczej nie. Raczej jest to kwestia metodyczna, czyli technicznego podejscia do samej ewaluacji.
            Dosc powiedziec, ze w brytyjskim REF (REF2029) wlasnie takie podejscie bedzie stosowane. Czyli, nie kazdy z danego wydzialu musi cos przedstawic; moga byc tacy, co dorzucaja do wspolnego worka wiele prac oraz tacy, ktorzy nie dorzucaja nic. Musialbym sie rozpisac, zeby to przedyskutowac, ale sa plusy takiego podejscia, chociaz rzeczywiscie mozna by powiedziec, ze nie jest ono "reprezentatywne".
            Tak, warto sie zastanowic nad wartosciami (and. 'weighting') kazdego z kryteriow. To w brytyjskim REF zmienia sie niemalze w kazdej rundzie; jest to rozumiane jako odpowiedz na zmiane podejscia do tego, jak robi sie nauke i jak wazne sa elementy tej pracy.

          • ~Profesor PAN 10.04.2025 17:19

            Publikuje się na potrzeby ewaluacji, głównie jeśli nie wyłącznie. Nie wiedział pan o tym? Na podstawie ewaluacji przydzielane są kategorie a w zależności od kategorii rozdzielane są pieniądze. Jest pan opłacany tylko i wyłącznie za ministerialne punkty, jakaś kwota (da się to wyliczyć) za sto punktów a jakaś mniejsza za siedemdziesiąt. Pracownikowi przysługuje tylko jedna forma wyrażenia niezadowolenia z warunków pracy i płacy - może się zwolnić. Przepraszam za brak bredzenia o jakiejś misji nauki ale długo pracowałem w biznesie i nauczyłem się konkretnego podejścia do spraw zatrudnienia.

            • ~Marcin Przewloka 10.04.2025 18:25

              @Profesor PAN

              I am not that jaded yet

              :-)

              • ~Profesor PAN 11.04.2025 07:27

                Dzięki sadzawce ma pan ten luksus. Moja ocena nie była cynizmem tylko realizmem, tak jest w Polsce.

                • ~Marcin Przewloka 11.04.2025 09:24

                  @Profesor PAN

                  To prawda

  • ~Profesor PAN 10.04.2025 11:16

    A jak pan profesor odróżnia eksperta od nie-eksperta? Dla kolegi pytam.

    • ~Ireneusz 10.04.2025 14:49

      Ja bym odpowiedział tak "EKSPERT TO EKSPERT NIEEKSPERT TO NIEEKSPERT "

      • ~Profesor PAN 10.04.2025 16:12

        Tyle to wiem, ekspert to ten, co ocenia, nie-ekspert to ten, którego oceniają. Pewnie jeszcze jest róźnica towarzyska - ekspert jest naszym kolegą, nie-ekspert nie jest. Coś więcej?