Aktualności
Życie akademickie
13 Lutego
Źródło: archiwum prywatne
Opublikowano: 2026-02-13

Ostatnie igrzyska humanistyki?

Jako humanista i pracownik badawczo-dydaktyczny wziąłem na siebie odpowiedzialność za pełnienie misji nauczycielskiej, polegającej na podejmowaniu działań naukowych, dydaktycznych oraz wychowawczych, które – w moim odczuciu – nie zawsze muszą być monetyzowane. Jestem gotowy bronić koncepcji dydaktyki szkolnej i uniwersyteckiej jako powołania, czyli czegoś, czego nie powinno się ani sprzedawać, ani kupować, co oczywiście nie znaczy, że to praca bezwartościowa i nie trzeba za nią płacić – pisze dr hab. Sławomir Iwasiów, literaturoznawca z Instytutu Literatury i Nowych Mediów Uniwersytetu Szczecińskiego.

Niedawno rozpoczęły się Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Fakt ten z entuzjazmem odnotowano we wszystkich światowych mediach. Sportowców jak zwykle podziwia globalna, wielomilionowa publiczność, a całe widowisko z pewnością przejdzie do historii nie tylko jako święto dyscyplin zimowych, ale także jedyna w swoim rodzaju okazja do bicia rekordów – zarówno atletycznych, jak i komercyjnych. W głębokim cieniu tego wielkiego przedsięwzięcia logistyczno-turystyczno-rozrywkowego odbywają się inne zawody, o randze niepośledniej, ogólnopolskiej, trzeba by nawet rzec, że narodowej. Mam na myśli LVI Olimpiadę Literatury i Języka Polskiego, o której, jak sądzę, wiedzą jedynie zainteresowani organizatorzy z uniwersytetów i szkół średnich oraz grono uczestniczącej w niej młodzieży licealnej.

Ustalmy na wstępie istotną kwestię: nie mam nic przeciwko sportom, w tym wypadku zimowym, czy samej tradycji zawodów olimpijskich; przeciwnie, pasjonują mnie one w nie mniejszym stopniu niż przeciętnie w tej tematyce zorientowanego odbiorcę przekazów medialnych. Igrzyska to ważne kulturowo przedsięwzięcie, które, jak dowodził Hans Ulrich Gumbrecht w wydanej dwie dekady temu rozprawie In Praise of Athletic Beauty (Cambridge 2006), wiele mówi na temat kondycji nowoczesnych społeczeństw. I na tym stwierdzeniu poprzestańmy, niepodsycając stereotypowego antagonizmu między tężyzną fizyczną a intelektualną sprawnością.

Co innego zwróciło ostatnio moją uwagę. Otóż warunki prowadzenia konkursów Olimpiady Literatury i Języka Polskiego z roku na rok stanowią dokładną odwrotność skali, rozmachu i siły oddziaływania globalnych zawodów sportowych, a przecież należałoby upatrywać we współzawodnictwie uczennic i uczniów wydarzenia fundamentalnego dla utrzymywania dobrego zdrowia kultury narodowej. Podkreślam to słowo, narodowej, ponieważ Olimpiada Literatury i Języka Polskiego to kuźnia talentów polonistycznych, literaturoznawczych i językoznawczych, nierzadko literackich sensu stricto, najogólniej rzecz biorąc – humanistycznych. Laureaci i laureatki idą w ślady swoich nauczycieli, mistrzów języka i literatury polskiej, często kształcąc się na kierunkach filologicznych, kończąc specjalności nauczycielskie, szukając zatrudnienia na uczelniach i w szkołach, ale też pisząc i wydając książki, pracując w mediach, instytucjach kultury, organizacjach pozarządowych, dbających o wyedukowanie społeczeństwa i tak dalej, i tak dalej… Trzeba jednak mówić otwarcie, w jakich warunkach wykuwają się talenty tych młodych ludzi.

Od kilkunastu lat jestem członkiem Komitetu Okręgowego Olimpiady Literatury i Języka Polskiego w Szczecinie. Nasz zespół, kierowany przez dr hab. Piotra Krupińskiego, w większości składa się z osób pracujących na Uniwersytecie Szczecińskim, są to literaturoznawcy i językoznawcy. Czytamy manuskrypty (literackie i z wiedzy o teatrze) nadsyłane na konkurs, przebiegający w dwóch etapach pisemnych i dwóch ustnych (ten ostatni odbywa się w Warszawie), piszemy recenzje esejów oraz szkiców interpretacyjnych, sprawdzamy testy językowe, na regionalnym etapie ustnym rozmawiamy z najlepszymi autorami i autorkami prac, a z tego grona wyłaniamy szpicę, z reguły kilkuosobową, która reprezentuje zachodniopomorskie szkoły w finale. Tak mniej więcej wygląda to we wszystkich Komitetach Okręgowych, a ich działania koordynuje Komitet Główny pod trudnym do przecenienia przewodnictwem prof. dr hab. Tomasza Chachulskiego. W sumie składa się to na, można rzec bez przesady, tytaniczną pracę setek osób, wśród których znajdziemy uznane nazwiska z obszaru humanistyki uniwersyteckiej i dydaktyki szkolnej.

Opieram się tu na własnych doświadczeniach, ale w gruncie rzeczy to tak, jakbym pisał o każdej członkini i każdym członku poszczególnych komitetów polonistycznej olimpiady. Z szacunkiem się kłaniam Koleżankom i Kolegom, rozumiem ich zaangażowanie, podzielam wspólne pasje humanistyczne. Nasza aktywność, bądź co bądź profesjonalna, ma właściwie charakter wolontariatu, ponieważ wynagrodzenie jest niewspółmierne ani do zakresu kompetencji, ani ilości poświęconego czasu. Żeby nie być gołosłownym, krótko przedstawię stawki brutto obowiązujące w tym roku szkolnym:

1) sprawdzenie jednej pracy literackiej lub z wiedzy o teatrze z etapu szkolnego – 15 zł;

2) sprawdzenie jednej pracy literackiej lub z wiedzy o teatrze z etapu okręgowego – 20 zł;

3) sprawdzenie jednego testu językowego na etapie okręgowym – 7 zł;

4) udział w pracach jury części ustnej zawodów okręgowych – 500 złotych.

W sumie za pracę od listopada do marca członek/członkini jury otrzymuje na konto mniej niż 1000 złotych. Czy jest to wynagrodzenie wystarczające? Sprawiedliwe? Satysfakcjonujące…? Poddaję tę kwestię pod rozwagę, choć swoją opinię o woluntarystycznym charakterze pracy jurora już wyraziłem, a pisząc o tym najzwyczajniej w świecie się wstydzę. Nie muszę chyba tłumaczyć, że za ten stan rzeczy nie obwiniam ani osób zarządzających Olimpiadą Literatury i Języka Polskiego w Komitecie Głównym, ani tych, którzy w pocie czoła pracują merytorycznie, administracyjnie i organizacyjnie podczas przebiegu zawodów w Komitetach Okręgowych.

Ustalmy rzecz drugą: mimo wszystko mógłbym pracę członka Komitetu Okręgowego Olimpiady Literatury i Języka Polskiego wykonywać bezpłatnie, aczkolwiek biorąc pod uwagę powyższy „cennik” tak właśnie ją wykonuję. Jednocześnie uważam, że nie sposób wszystkiego wycenić. Jako humanista i pracownik badawczo-dydaktyczny Uniwersytetu Szczecińskiego wziąłem na siebie odpowiedzialność za pełnienie misji nauczycielskiej, polegającej na podejmowaniu działań naukowych, dydaktycznych oraz wychowawczych, które – w moim odczuciu – nie zawsze muszą być monetyzowane. Jestem gotowy bronić koncepcji dydaktyki szkolnej i uniwersyteckiej jako powołania, czyli czegoś, czego nie powinno się ani sprzedawać, ani kupować, co oczywiście nie znaczy, że to praca bezwartościowa i nie trzeba za nią płacić.

Marne wynagrodzenia osób pracujących wokół polonistycznej olimpiady to jednak nie wszystko. Po raz wtóry wstydzę się o tym pisać, ale jako organizatorzy nie mamy pieniędzy, żeby uczniom i ich opiekunom zapewnić najprostszy posiłek, a przecież przyjeżdżają do nas czasami z odleglejszych miejsc na mapie województwa. Na etapie okręgowym „stawka żywieniowa” wynosi mniej niż 10 zł/osobę. Co można za to dzisiaj kupić? W ofertach cateringu nie wystarczy to na kanapkę i butelkę niegazowanej wody, więc firmy cateringowe nie chcą z nami współpracować. Jak zatem rozmawiać o wielkiej literaturze, kiedy w brzuchu burczy? Nakarmić się pozytywistycznym utylitaryzmem czy romantyczną ironią? Jak używać słów skrzydlatych, gdy zaschło w ustach? Napoić się poetycką soczystością metafory?

A rozmawiamy z młodzieżą o sprawach wydawałoby się najwyższej wagi (narodowej!). Twórczość Mikołaja Reja, Jana Kochanowskiego, Ignacego Krasickiego, Juliana Ursyna Niemcewicza, Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego, Aleksandra Fredry, Cypriana Kamila Norwida, BolesławaPrusa, Henryka Sienkiewicza, Elizy Orzeszkowej, Stefana Żeromskiego, Władysława Reymonta, Stanisława Wyspiańskiego, Witolda Gombrowicza, Brunona Schulza, Marii Dąbrowskiej, Jarosława Iwaszkiewicza, Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta, Tadeusza Różewicza, Sławomira Mrożka, Stanisława Lema, Wisławy Szymborskiej, Ewy Lipskiej, Olgi Tokarczuk (czy powinienem dalej wyliczać?) nie pozostawia nikogo z nas, dyskutujących, obojętnymi, a spory o biografie i dokonania wielkich ludzi pióra nierzadko rezonują na długo po zakończeniu olimpijskich zmagań. W tym roku jeden z tematów na etapie szkolnym dotyczył Przedwiośnia Stefana Żeromskiego, lektury może i „kanonicznej”, może i „szkolnej”, ale przecież aktualnej, dotyczącej na wiele sposobów pojmowanego dojrzewania, inicjacji do dorosłości prywatnej, społecznej, politycznej. Nie wolno zapominać o kwestiach ściśle językoznawczych, stanowiących tworzywo pięknej polszczyzny i na niej opartej literatury, jak również o szerokich kontekstach i wiedzy, jaką młodzież startująca w zawodach może się pochwalić. To wszystko składa się na przedsięwzięcie intelektualnie żyzne, z którego, jak wspomniałem, wyrastają narodowe talenty humanistek i humanistów.

Dlaczego więc nikt nie dostrzega prawdziwej wartości Olimpiady Literatury i Języka Polskiego? Jest nią, w moim przekonaniu, budowanie świadomości o doniosłej roli kształcenia literackiego i językowego, bez którego żadna inna dziedzina – proszę mi wybaczyć nutę zuchwałości – nie mogłaby dzisiaj istnieć. Wstyd mi po raz trzeci, ale nie mamy żadnych, podkreślam, żadnych środków finansowych na to, żeby laureatom i laureatkom zawodów okręgowych oraz wszystkim osobom biorącym w nich udział kupić choćby małe, ale znaczące upominki, nie wspominając o atrakcyjnych nagrodach. Z reguły wręczamy książki i dyplomy z podziękowaniami, ale przecież to prawie tak, jakby nauczycielowi sprezentować, powiedzmy, roczny zapas czerwonych długopisów.

Jak bardzo zatem ranią moje uszy rzucane na wiatr słowa partyjnych beneficjentów, którzy za nic sobie mają wpływ humanistyki na kształtowanie odpowiedzialnych i zaangażowanych obywateli i uważają, że można lekką ręką zmniejszać finansowanie nauki i oświaty. Drażnią mnie tłuste frazesy w ustach decydentów na wszystkich szczeblach polityki, nierozumiejących, że bez twórczych tradycji i wpływu literackiej polszczyzny na myślenie kolejnych pokoleń Polek i Polaków nie mieliby czego szukać na sejmowych i sejmikowych korytarzach, a już na pewno nie znaleźliby w ich zakamarkach wolności słowa, pluralizmu, demokracji. Nade wszystko wycieranie sobie, za przeproszeniem, gęby przymiotnikiem „narodowy” jest dzisiaj tak samo bezrefleksyjne jak wyrzucanie z list lektur autorek i autorów niepasujących do obowiązującej linii światopoglądowej.

Może więc po raz kolejny (który to już w historii wolnej Polski?) powinniśmy jako społeczność akademicka głośno domagać się poważnego traktowania humanistycznych profesji: badaczy, nauczycieli, wychowawców, przygotowujących dzieci i młodzież do dorosłego życia społecznego, w którym wiedza o literaturze i języku odgrywa niebagatelną rolę. Nie będę dowodził, że czytanie książek pomaga w codziennej i profesjonalnej komunikacji, ułatwia budowanie relacji międzyludzkich, wykształca inteligencję, elokwencję, empatię etc. Czy to mało? Czy można takie kompetencje kupić od „trenerów rozwoju osobistego”, sprzedających swoje kursy za grube tysiące? Nie wiem, ale myślę sobie, że znacznie efektywniej da się to zrobić dyskutując, na przykład, o życiowych losach i wyborach moralnych Cezarego Baryki.

Dlatego podczas podziwiania XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich będę myślał o tych wszystkich uczennicach i uczniach, którzy wygrywają trofea na innych niż sportowe polach, choć niekoniecznie się o nich dywaguje w pełnych patosu dziennikarskich sprawozdaniach; o tych nauczycielach i nauczycielkach, którzy z przekonaniem oraz zaangażowaniem pełnią dydaktyczno-wychowawczą misję, bez błysków fleszy i relacji na żywo w mediach. To im należą się złote medale.

Sławomir Iwasiów

Dyskusja (14 komentarzy)
  • ~GregPast 15.02.2026 17:26

    To ważny tekst. Jednak można by go (i należałoby!) rozszerzyć również na pola innych dziedzin. Te same problemy mają wszystkie olimpiady tematyczne, nie wyłączając przedmiotów ścisłych, choć być może informatyka jest tu pewnym wyjątkiem (matematyka i fizyka na pewno nie).

    • ~Sławomir 15.02.2026 21:44

      Dziękuję za ten komentarz! Pełna zgoda, sprawa nie dotyczy tylko literatury i języka polskiego, ale także innych dziedzin. Koleżanki i Koledzy z sąsiednich instytutów mają pewnie na pęczki takich anegdot, które potwierdzają tezę o permanentnym niedofinansowaniu tego, co się podobno nie opłaca... Pozdrawiam!

  • ~Alicja 15.02.2026 13:39

    Dziękuję za ten tekst. Pd 30 niemal lat jestem członkiniom Komitetu Okręgowego w Kielcach, od tego roku - przewodniczącą... Mam te same refleksje.... Śmieszne stawki dla jurorów, śmieszne stawki na poczęstunek dla młodzieży - piszą kilka godzin... Olimpiadę organizuje Istytut Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk! Ważna instytucja naukowa a nie ma pieniędzy ani na godną organizację, ani na nagrody... W tym roku wsparło nas kilka świętokrzyskich instytucji - jestem im niezmiernie wdzięczna! - i mogliśmy wręczyć młodzieży upominki. Smutne to...

    • ~Sławomir 15.02.2026 21:54

      Pani Profesor, dziękuję bardzo za ten komentarz! To też oczywiście nie wina samego IBL-u; wszyscy wiemy, jak i skąd (i jak marnie) jest finansowany obszar humanistyki w Polsce, choć pewnie od tej reguły znalazłyby się jakieś wyjątki. Natomiast dobrze, że czasami znajdzie się jakiś sponsor, który potrafi wesprzeć finansowo. Chociaż tyle... Pozdrawiam!

  • ~Sławomir Wacewicz 15.02.2026 12:36

    Dziękuję za tekst, ale nie bardzo rozumiem, jaka jest tu rola 'humanistyki'?
    Czy olimpiady z fizyki, biologii, itd. mają jakieś wyższe finansowanie i nie mierzą się z analogicznymi problemami?

    • ~Sławomir 15.02.2026 21:47

      Oczywiście, ma Pan rację, rzecz dotyczy także innych dziedzin i konkursów olimpijskich; natomiast ja akurat staram się ten problem powiązać z ogólną, niezbyt pocieszającą reputacją humanistyki. Innymi słowy: niedoinwestowanie olimpiady z fizyki czy matematyki też świadczy o marnej kondycji myślenia o humanistyce... Pozdrawiam!

  • ~szczecińska polonistka 15.02.2026 07:45

    Mimo wstydu, bardzo dobrze, że Pan o tym pisze. Uważam, że należy głośno mówić o tym, co boli i jest po prostu uwłaczające. Niech ta informacja trafi do szerszej świadomości naszego społeczeństwa. Wykonujecie Państwo bardzo ważną i odpowiedzialną pracę. I nie jest to praca na jeden weekend. Ja bardzo doceniam. Życzę siły i wytrwania.

  • ~Piotr Alexandrowicz 13.02.2026 14:00

    Dziękuję za Pana tekst!
    Sam miałem okazję startować w OLiJP z niezłym skutkiem, bo zostałem laureatem 16 lat temu. Rzecz miała miejsce w III klasie liceum i startowałem trochę z przypadku (zainteresował mnie temat - apokryfy), ale do dzisiaj mam jak najlepsze wspomnienia z tych kilku miesięcy bardzo intensywnego kontaktu z literaturą na wielu polach. Do dzisiaj żałuję niekiedy, że nie zajmuję się naukowo poezją... Nie mam też wątpliwości, że ten sukces dał mi nie tylko lepszy start na studiach (stypendium), ale przede wszystkim wiarę we własne możliwości i odwagę do mierzenia wysoko, co później już na uczelni wielokrotnie dało dobre owoce. A wszystko zaczęło się właśnie od OLiJP! I choć po studiach z teologii, prawa i prawa kanonicznego zajmuję się dzisiaj historią prawa kanonicznego, nie mam wątpliwości, że wiele zawdzięczam właśnie tej olimpiadzie. Tym bardziej więc za wieloletni wysiłek organizatorów, oceniających i nauczycieli pracujących z olimpijczykami dziękuję i chylę czoła!

    • ~Sławomir 13.02.2026 14:29

      Dziękuję za ten komentarz! Rzeczywiście chyba jest tak, że wiele osób i sprawdza, i wykuwa swój talent podczas zawodów olimpijskich. To dobra szkoła współzawodnictwa. Pozdrawiam!

  • ~Dziękuję 13.02.2026 13:01

    Dziękuję za Pański artykuł. Dziękuję, że się Pan odważył go napisać, bo domyślam się, że naprawdę niełatwo jest zwrócić publicznie uwagę na ciężkie, zawstydzające, warunki w jakich się funkcjonuje i nie popaść w nadmierną desperację. Warunki wręcz skandaliczne, zwłaszcza w kontekście kształcenia młodych ludzi, którzy mają być przecież naszą przyszłością. Dobrze, że są jeszcze jednak rodacy, którym się chce - dbać o rozwój naszej młodzieży i czują do tego powołanie. Piszę to i dziękuję, również jako ojciec licealisty i siódmoklasistki - przed którymi jeszcze wiele lat w szkole, i mam ogromną nadzieję, że nie zmarnowanych.

    • ~Sławomir 15.02.2026 21:59

      Dziękuję za ten komentarz! Też mnie ciekawi, skąd w niektórych jednostkach spore zapasy siły, dzięki którym trzymają się na powierzchni morza akademickich irracjonalności... Ja przez kilkanaście lat po prostu miałem drugą pracę i to chyba dawało mi możliwość nabrania dystansu, niepopadania w desperację. Pozdrawiam!

    • ~Matuzalem 13.02.2026 13:56

      Pelna zgoda, ważny tekst.
      Znam osobę, ktora pod konoec l.90 XX w. w Roku Mickiewiczowskim. zostala laureatem Konkursu Polonistycznego na poziomie wojewodzkim .Wiem, ile pracy to kosztowalo laureata , jaką musal mieć wiedzę nie tylko z literatury, historii, logiki i reguł mistrzowskiej narracji. Doceniam wiec calą reszę polonistów, ktora przez kolejne etapy konkursu przeczytala i poddalo ocenie te 3 tysiace prac, które obejmowal konkurs. A przede wszystkim wieki szacunek dla nauczycielki , ktora talent odkryla, docenila, inspirowala, co dalo ten sukces. Praca takich nauczycieli owinna byc godnie wynagradzana!

      • ~Matuzalem 13.02.2026 14:34

        Dodam, że sukces laureata zostal doceniony, miejsce w prestizowym liceum bez egzaminu i przede wszystkim publikacja zwycieskiej pracy ośmioklasisty w czasopiśmie pośrod tekstow uznanych profesorow polonistyki.
        A w sumie to byl efekt pracy wielu osob.

    • ~Sławomir 13.02.2026 13:08

      Dziękuję! Jest jeszcze nadzieja w tych, którym się chce, natomiast daleko natakim wózku zrobionym z dobrych intencji i prowizorki nie ujedziemy. Pozdrawiam!