Aktualności
Sprawy nauki
14 Października
Źródło: www.icrea.cat
Opublikowano: 2024-10-14

„Polska ICREA” też przyciągnie najlepszych?

Prawie pół tysiąca badaczy z grantami o łącznej wartości 1,3 mld euro przyciągnęła już do siebie działająca od blisko ćwierć wieku katalońska ICREA. Czy wzorowaną na niej instytucję można by stworzyć w Polsce?

ICREA, czyli Catalan Institution for Research and Advanced Studies, to organizacja wspierana w całości przez rząd Katalonii. Z formalnego punktu widzenia jest fundacją non-profit. Powstała w 2001 roku w odpowiedzi na potrzebę znalezienia nowej formuły zatrudniania, która pozwalałaby naukowcom w pełni konkurować na międzynarodowej arenie. Skupia wyłącznie wybitnych uczonych. Jak można przeczytać na stronie internetowej, „to tętniąca życiem społeczność badaczy ze wszystkich obszarów wiedzy, którzy przyczyniają się do rozwoju ludzkości”. Brzmi nieco pompatycznie, ale – co potwierdzają moi rozmówcy – nie ma w tym ani krzty przesady.

ICREA zatrudnia obecnie 285 badaczy z 29 krajów (1/4 to kobiety, wskaźnik ten systematycznie idzie w górę, na początku było to tylko 16%), od filozofów po astrofizyków, którzy prowadzą badania w 48 różnych instytucjach goszczących w całej Katalonii. Wśród nich jest także Polak, prof. Maciej Lewenstein, fizyk teoretyk specjalizujący się w optyce kwantowej, fizyce ultrazimnych gazów i informatyce kwantowej, laureat Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (2011). Od blisko 20 lat jest związany z Instytutem Fotoniki (Institut de Ciències Fotòniques, ICFO) w Castelldefels i właśnie z ICREA.

Od początku swojego istnienia ICREA stworzyła stałe posady dla ponad 350 osób ze wszystkich dziedzin nauki. Działa w sposób niesłychanie selektywny, stara się ściągać ludzi, którzy reprezentują najwyższy światowy poziom w nauce. I którzy mają coś wspólnego z Katalonią. W moim przypadku była to żona, która pochodzi z tego regionu. Oboje dostaliśmy ofertę pracy i dzięki temu mogliśmy przenieść się z północnych Niemiec – wspomina.

Rozmowy o ICREA nie może zacząć inaczej niż od przypomnienia, że Hiszpania jest podzielona na autonomie. W tym kontekście, jak się za chwilę okaże, to kluczowy element. Autonomie są niezależne zarówno w sensie finansowym, jak i pod względem prowadzonej polityki edukacyjnej, naukowej czy kulturalnej. Tę wolność w pełni wykorzystują. I to ona, zdaniem mojego rozmówcy, przyczynia się do sukcesu tego przedsięwzięcia.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ówczesny prezydent Katalonii Jordi Pujol zaproponował, by wszystkie wysiłki skupić na rozwoju obszaru B+R. Przekonywał do tego wszystkie partie polityczne i, o dziwo, rzeczywiście zapanowała co do tego ogólna zgoda. Odkąd tu jestem na stałe, czyli od 2005 roku, rządy się zmieniają, politycy kłócą się o różne sprawy, ale co do pieniędzy na badania i rozwój nikt nie zgłasza zastrzeżeń – podkreśla prof. Lewenstein.

Jak dodaje, Pujol podjął wtedy dwie najważniejsze decyzje: o stworzeniu ICREA i powołaniu kilkunastu (wówczas) centrów doskonałości. Zatrudnił do tego dwóch świetnych fachowców: Andreu Mass-Colella i Salvadora Barberę, dając im przy tym wolną rękę. W efekcie w bardzo szybkim czasie powstał ekosystem, który sprzyja doskonałości naukowej i jest magnesem do dziś przyciągającym wybitnych naukowców z całego świata.

Zostałem zaproszony przez dyrektora Instytutu Fotoniki, który przyjechał do Hanoweru i przekonywał mnie do wyjazdu. Zaczęliśmy negocjować warunki z ICREA. Na początku moja pensja była płacona w połowie przez ICREA, w połowie przez ICFO. W tej chwili cała jest płacona przez ICREA, ale moim miejscem pracy jest ICFO – tłumaczy prof. Lewenstein.

Co warte podkreślenia, ICREA to instytucja „bez ścian”. Zatrudnia dyrektora (od 2015 r. prof. Antonio Huerta, matematyk), wicedyrektora i zaledwie kilka osób, które zajmują się organizowaniem rekrutacji naukowców. Korzystają przy tym z zewnętrznych ekspertów. ICREA oferuje stałe stanowiska badaczom z całego świata, którzy chcą przyjechać i pracować w Katalonii. Z biegiem lat stanowiska te stały się synonimem światowej doskonałości akademickiej. Co ważne, ubiegać się o nie mogą nie tylko obcokrajowcy, ale również ci, którzy już funkcjonują w tamtejszym systemie. Obecnie 40% zatrudnionych to Hiszpanie.

Konkurs ogłaszany jest co roku. Aplikować może każdy, ale uwzględniając kryteria doskonałości, nie każdy ma szansę. We wniosku należy od razu zaznaczyć, w której instytucji będzie się pracować. Bo to właśnie w placówkach, które najlepiej odpowiadają ich domenie, zatrudniani są naukowcy z ICREA. Organizacja współpracuje z katalońskimi uniwersytetami i ośrodkami badawczymi, aby zintegrować ściągniętych naukowców z tamtejszym systemem badawczym.

ICREA w pierwszej chwili brzmi trochę jak instytut, ale to nie jest żaden instytut. Najbardziej przypomina Centre national de la recherche scientifique (CNRS) we Francji, przy czym CNRS jest masowe, w ciągu roku oferuje dajmy na to tysiąc posad na różnych poziomach. Różni się też od ICREA tym, że ma swoje instytuty. ICREA jest organizacją „bez ścian”. To bardzo elitarna, nieduża struktura – mówi prof. Lewenstein.

Zwraca uwagę, że idea pomysłu zasadzała się na tym, by uczeni tacy jak on wzmacniali potencjał naukowy katalońskich jednostek. Na początku, jak wspomina, uniwersytety się mocno buntowały, z czasem niechęć osłabła, bo zrozumiano, że najważniejsza jest jakość naukowa. W tej chwili w roli instytucji goszczących występuje 9 uniwersytetów, 29 centrów doskonałości CERCA i 7 instytutów CSIC (Consejo Superior de Investigaciones Científicas, to struktura przypominająca w pewnym stopniu Polską Akademię Nauk). Są także jeszcze trzy inne instytucje, m.in. barcelońskie Centro Nacional de Supercomputación.

ICREA jest finansowana w 100% z państwowych środków, ale ma dużo elastyczności np. w kwestii zatrudniania. Mechanizm selekcji jest ukierunkowany na to, by wyszukiwać najlepszych. Co więcej, każdy pozyskany badacz podlega co 5 lat ewaluacji i nie jest ona przeprowadzana tylko „pro forma”. Jeśli wypadnie się pozytywnie, można liczyć na istotną podwyżkę pensji. Brak podwyżki jest karą za złą ocenę.

Patrząc na przyznane granty ERC, połowa hiszpańskich jest z Katalonii, a więcej niż połowa z Katalonii – z ICREA. Polityka personalna prowadzona jest tu w niesłychanie selektywny sposób, a jednocześnie niezależny, bez wpływu różnych koterii. Tylko dlatego to się mogło udać – przekonuje prof. Lewenstein, który na koncie ma trzy granty European Research Council.

Udał się zresztą cały kataloński system. Najlepiej obrazuje to instytut prof. Lewensteina. ICFO, które powstało w 2002 roku, ma w tej chwili 23 liderów zespołów i przekroczyło już barierę 50 pozyskanych grantów ERC. Wychodzi, że mniej więcej co drugi lider ma taki grant, a wielu wręcz po kilka, nawet cztery. W ICREA jeden na czterech badaczy realizuje właśnie grant ERC.

To się nie wzięło z przypadku. Wszystkie instytuty doskonałości, które powstały w Katalonii, większość w Barcelonie, ale też w Tarragonie i w Gironie, to podmioty w pełni niezależne od uniwersytetów i od CSIC. Było to kluczowe, by nie łączyć starych struktur z nowymi. Inaczej by się „pozjadały” – uważa mój rozmówca.

Dzięki takiej a nie innej polityce personalnej i wypracowanym mechanizmom selekcji zdecydowana większość centrów doskonałości jest na podobnym poziomie naukowym, nie odstają od siebie. Taki sam system udało się stworzyć także w Kraju Basków. To nie przypadek – i Katalonia, i Baskonia to dwie najsilniejsze hiszpańskie autonomie. Na północy powstała struktura, która mimo początkowych trudności funkcjonuje bardzo podobnie do ICREA. Obie prężnie działają, są widoczne w hiszpańskiej nauce. Ale już np. w Madrycie identyczne rozwiązanie nie wyszło. Czy zatem da się tak łatwo skopiować to projakościowe rozwiązanie i wprowadzić je np. w Polsce?

Nie wiem, ale pewne jest, że przełamuje ono pewne bariery. Niewątpliwie to, że mamy tu autonomie, sprzyja takim pomysłom. Bo i w Katalonii są skostniałe struktury, ale – umówmy się – to jednak mniejsza skala niż cały kraj. Więc, jakby zrobić taką autonomię w Polsce, to jestem przekonany, że by się udało – śmieje się prof. Maciej Lewenstein.

Być może będzie nawet na to szansa. Trwają właśnie prace nad koncepcją stworzenia „polskiej ICREA”. Jedną z zaangażowanych w to osób jest dr hab. Natalia Letki.

Od dawna jestem wielką fanką ICREA. Moje doświadczenie z tą instytucją związane jest z kilkukrotnym zasiadaniem w panelu oceniającym. Pierwszy raz miałam tę przyjemność jeszcze w pandemii. Instytucja zrobiła na mnie wielkie wrażenie – z jednej strony instrukcje i procedury są jasne i przejrzyste, z drugiej – poziom kandydatów niewiarygodnie wysoki – podkreśla.

Badaczka z Uniwersytetu Warszawskiego brała udział w wielu panelach, ale – jak sama przyznaje – ten w ICREA był szczególny i wymagający, właśnie ze względu na kaliber ocenianych uczonych. Obserwując z bliska proces wyłaniania kandydatów, jest pewna jednego: sukces wziął się z tego, że instytucja trafia w potrzeby badaczy.

Oferuje bardzo dobre warunki finansowe, ale też stabilność i elastyczność. To pozwala przyciągnąć doskonałych kandydatów, a oni z kolei przyciągają kolejnych. Dzięki temu ICREA może mieć bardzo wygórowane oczekiwania wobec zatrudnianych: nie wystarczy być tylko doskonałym naukowcem. Trzeba być też liderem, osobą, która ma potencjał budowania instytucji – zwraca uwagę dr hab. Natalia Letki.

Jak podkreśla, bardzo ważna w ocenie kandydatów jest nie tylko ich międzynarodowa widoczność, osiągnięcia, granty i publikacje, ale też mobilność, posiadane szerokie sieci (dlatego bardzo dużą wagę przykłada się np. do tego, czy listy polecające pochodzą od osób niezwiązanych bezpośrednio z kandydatem) i doświadczenie mentorskie. Proponowany profil badawczy musi być szeroki i nowatorski, z potencjałem rozwoju na najbliższych kilka lat. Połączenie tych elementów stanowi, jej zdaniem, o powodzeniu przedsięwzięcia. Teraz wraz z kilkoma osobami chce je przeszczepić do Polski.

Wydaje mi się, że należałoby stworzyć instytucję maksymalnie podobną do katalońskiej. To jest bardzo prosty, a przy tym skuteczny pomysł. Prof. Antonio Huerta, dyrektor ICREA, za każdym razem podkreśla, że musi to być instytucja z wieloletnim horyzontem czasowym, a nie zwykły program, który łatwo zmienić lub zakończyć. Musi przyciągnąć badaczy właśnie stabilnością finansowania – zaznacza badaczka UW.

To jednak nie wszystko. Niezbędnym warunkiem byłoby także rekrutowanie do paneli oceniających międzynarodowej czołówki uczonych. Na początek można skorzystać z listy członków, którą ICREA udostępnia na swojej stronie internetowej. I jeszcze jedno: dla powodzenia tej inicjatywy ważne jest, by jednostki – uniwersytety, instytuty – dostrzegły także korzyści dla siebie w przyciąganiu znakomitych badaczy ze świata i tworzeniu dla nich dobrego otoczenia naukowego. Przy czym, zastrzega N. Letki, system byłby otwarty, podobnie jak w ICREA, także dla krajowych badaczy.

Obecnie ci z „niestandardowymi” potrzebami i oczekiwaniami są traktowani często jak problem, a nie szansa. Być może należy przewidzieć zachęty finansowe dla jednostek przyjmujących zatrudnionych przez „polską ICREA” naukowców – dodaje dr hab. Natalia Letki.

W ocenie pomysłodawców, to mało ryzykowna inwestycja – zainwestowanie środków w doskonałych naukowców, a przez to i w jednostki naukowe, ma dać szybki i pewny zwrot w postaci pozyskanych z zagranicy środków na finansowanie, wzrostu umiędzynarodowienia, podniesienia widzialności polskiej nauki na świecie i jej potencjału aplikacyjnego, a także jej obecności w ERC.

Oczywiście, kluczowe jest, by w Polsce były dobre warunki do rozwoju naukowego. Dlatego podstawową sprawą jest trwałe zwiększenie finansowania Narodowego Centrum Nauki. Żaden uznany naukowiec nie zechce budować swojego zespołu w oparciu o konkursy ze wskaźnikiem sukcesu około 10% – zauważa dr hab. Natalia Letki i dodaje: – Przykład NCN, które powołano w 2010 roku, pokazuje, że stworzenie instytucji ukierunkowanej na jakość nie musi zakończyć się fiaskiem. To szansa na przełamanie inercji, zastanych ograniczeń, a jednocześnie na projakościowy wpływ na pozostałe elementy otoczenia nauki – podsumowuje.

Mariusz Karwowski

Dyskusja (32 komentarzy)
  • ~KB 15.10.2024 14:00

    Odnosząc się zbiorczo do komentarzy poniżej:

    1) Doktoranci często zarabiają lepiej niż adiunkci na uczelniach. Na dzień dzisiejszy są to stawki typu 5000-6000 zł na rękę na starcie i znacząco więcej po ocenie śródokresowej. Poza tym, stypendia są określonym % pensji profesora, więc tak jak wszystkie pensje w nauce zostały podniesione ostatnio. Wydanie 300 mln na stypendia (czyli 1000 zł na doktoranta) nie jest znaczącym wabikiem, jak po prostu brak nam studentów na wielu kierunkach.

    2) Prezes PAN w ostatnim wywiadzie na Kanale Zero powiedział, że koszt stworzenia jednej publikacji w Polsce to 50% tego co w Niemczech. Przy takim poziomie finansowania to i tak dobrze, że powstaje tyle publikacji, ile powstaje, bo mogłaby to być połowa z tego. Z punktu widzenia panelu ST, to dodatkowe pieniądze powinno się przeznaczyć na możliość zakupu aparatury, ponieważ limit 500.000 PLN jest z nami prawdopodobnie od początku NCN. Podniesienie go do kwoty 700.000 PLN można co najwyżej nazwać urealnieniem.

    • ~Janusz 15.10.2024 14:39

      https://www.gov.pl/web/nauka/stypendium-doktoranckie-od-2024-r
      37% wynagrodzenia profesora – do miesiąca, w którym została przeprowadzona ocena śródokresowa (tj. obecnie 3 466,90 zł brutto); 57% wynagrodzenia profesora – po miesiącu, w którym została przeprowadzona ocena śródokresowa (tj. obecnie 5 340,90 zł brutto).
      W internetach trzeba poszukać, hellllloł!

      Z tym 1000 zł nie chodzi o wabik, tylko o zminimalizowanie kompromitującej sytuacji wynagrodzeń doktorantów.

      Bardzo mnie cieszy, co powiedział Prezes PAN na kanale Zero. Czy Prezes PAN mówił o publikacjach finansowanych ze środków NCN? A może ze środków statutowych? Czy inny ch ?? Faktycznie, czasami, gdy widzę kolegów którzy publikują nawet bez grantów, to szacunek.

      Tak, 500 tys. można zwiększyć, ale ni e w obecnym NCN.

      • ~KB 15.10.2024 16:45

        To jest sama podstawa wynagrodzenia w szkole doktorskiej. Nikt poważny nie idzie obecnie na doktorat bez dodatkowego źródła finansowania np. w postaci projektu z NCN, które wynosi zazwyczaj przynajmniej 2000 PLN brutto. Po pierwsze, wtedy faktycznie nie spina się to ze względów finansowych. Po drugie, świadczy to o braku pomysłu na doktoranta od samego początku i późniejszym braku pieniędzy na badania.

        Domyślam się, że podzielił ilość pieniędzy, które idą na nauke w całym kraju przez ilość publikacji. Aczkolwiek mógł mieć bardziej miarodajne wyliczenia.

        • ~Janusz 15.10.2024 18:05

          Stypendium doktoranckie wynosi 5000 zł, a po ocenie ś.okresowej można je zwiększyć nawet do 6000 zł z środków. NCN (według informacji ze strony NCN). 2K to student.
          Proszę nie robić bałaganu i sprawdzać dane, na których Pan się opiera.
          Ciekawe, jakie są te doktoraty, skoro z jednego grantu jest tylko jedna publikacja :-)

          • ~KB 16.10.2024 01:22

            Pieniądze na stypendia dla doktorantów, a nie stypendium doktoranckie. Co oznacza, że można to rodzielić na przykład na dwóch doktorantów. Czyli dodając stypendium w szkole doktorskiej wychodzi tyle ile napisałem na początku.

            Mam nadzieję, że bałagan posprzątany :)

  • ~Profesor PAN 14.10.2024 19:25

    W Polsce coś takiego stworzono 70 lat temu i może to niektórych zadziwić ale ciągle istnieje, PAN się toto nazywa. Stary PAN niedobry, nowy będzie lepszy? A całkiem niedawno pan Czarnek też tak próbował i chyba mu się nie bardzo udało.

    A pani Letki znowu chce się podessać do jakiś pieniędzy? Co ona takiego kupuje, że ciągle jej brakuje? Ja pamiętam, że kiedyś też mi brakowało pieniędzy ale poradziłem sobie inaczej - poszedłem do pracy. Wszystkim zalecam ten sposób.

    • ~Marcin Nowotny 15.10.2024 07:31

      Pana wpisy na tym forum są tak kompromitujące i niedorzeczne, że nie dziwię się, że umieszcza je Pan anonimowo. Może jednak pora na odrobinę odwagi i pisanie pod nazwiskiem?

      • ~Profesor PAN 15.10.2024 09:18

        Wykluczone, za dużo tu lata plwocin a moje nazwisko jest na to dość wrażliwe. Jakby administracja wycinała takie wpisy jak np. pańskie, mógłbym rozważyć.

        Takie obyczaje polemiczne panują wśród biochemików? Fascynujące. Dane mi było poznać wiele środowisk naukowych i we wszystkich niezgoda z tezą miała formę "nie zgadzam się z kolegą" a nie "kompromitujące i niedorzeczne." Jest pan pewiem, że pańskim miejscem jest nauka a nie biznes? Tam brutalność jest na miejscu.

      • ~Janusz 15.10.2024 08:48

        Szanowny Panie,
        Rzeczywiście, być może sformułowanie użyte przez ~Profesora z PAN było niefortunne. Jednak zamiast strofować i pouczać, może najpierw warto zastanowić się, dlaczego pojawiają się takie głosy i powiem Panu jest ich sporo.

        Ja postaram się być trochę mniej niedorzeczny i bardziej konkretny.
        Jak ma się ta „doskonałość naukowa” NCN np. do nagród NCN, które wynoszą chyba 50 tysięcy złotych? Pytam w kontekście:
        komentarz w:
        https://forumakademickie.pl/sprawy-nauki/czy-czeka-nas-naukowy-polexit/

        Jak ma się to do faktu, że niektórzy mają po po trzy granty naraz (wydaje mi się, że widziałem nawet cztery, ale już nie pamiętam), a ich wyniki są mierne (pisałem o tym wcześniej i podawałem przykłady, nie mam ochoty cięgiel tego wypisywać)? Jak ma się to do sytuacji, że cześć grantów jest rozliczanych znacznym procentem artykułów z wydawnictw uznawanych przez niektórych na Zachodzie za "predatory"?
        Zauważyłem również, że są granty, gdzie publikacje rozliczające nie są autorstwa /czyli */ kierownika, ale jakiejś innej osoby. Można powiedzieć, że im więcej przeglądam te granty NCN, tym bardziej robi się interesująco.
        Dlaczego SONATE mona dostać w tej samej instytucji zaraz po PhD -sa takie sonaty (bez posdoca, nawet w PL) -no przecież NCN jest za mobilnością. I tak dalej i tak dalej ..........

        Ma Pan tendencję do pisania pochwalnych listów na temat NCN. Ja, jak na razie, w Pana listach dotyczących NCN widzę tylko tendencyjne opinie na temat doskonałości naukowej tej instytucji. Ciekaw jestem, czy będzie miał Pan odwagę skomentować wymienione kwestie w sposób bardziej konkretny, a nie tylko ogólnymi sformułowaniami o doskonałości naukowej, znakomitych liderach (bo chyba trzeba być liderem, żeby dostać ~6 milionów złotych i rozliczyć 4–6 publikacji, które, niestety, nie są w Nature), i innymi cliché.
        Może Pana wyjaśnienia przekonają, dlaczego NCN powinno otrzymywać środki? Czy po to aby wąska grupa doskonałych naukowo liderów mogła otrzymywać kilka dużych grantów naraz?

        Tak jak pisałem, za 300 milionów można podnieść stypendia doktorskie dla około 25 tysięcy doktorantów, co może przynajmniej częściowo zapobiec dalszej pauperyzacji tej grupy.



        • ~Marcin Nowotny 15.10.2024 11:19

          Szanowny Panie,

          pisze Pan nieprawdę. Tu jest nasz tekst o zmianach potrzebnych w NCN: https://forumakademickie.pl/sprawy-nauki/jak-ncn-mogloby-lepiej-grac-dla-polskiej-nauki/.

          Jakość funkcjonowania NCN jest odzwierciedleniem jakości nauki w Polsce. W kontekście powyższego tekstu warto popatrzeć na to:

          https://www.nature.com/nature-index/institution-research-output?list=Polish%20Academy%20of%20Sciences%20%28PAS%29%2C%20Poland%3BCatalan%20Institution%
          20for%20Research%20and%20Advanced%20Studies%20%28ICREA%29%2C%
          20Spain&list_ids=5139074134d6b65e6a0022cf%3B5139073d34d6b65e6a0022a0&type=share

          oraz:
          https://wyborcza.pl/7,75398,31261855,amerykanski-uczony-bylem-przerazony-roznorodnoscia-jakosci.html

          Nie poprawi Pan jakości nauki w Polsce rozwalając NCN i dając wszystkim po równo. Trzeba cały system naprowadzić na projakościowe tory. Może Pan rozrzucić i miliard z helikoptera i nic to nie zmieni.

          Niestety nie mogę prowadzić dalszej dysksusji z osobami, które nie mają odwagi pisać pod nazwiskiem.

          • ~Janusz 15.10.2024 12:31

            Jeśli Pan twierdzi, że NCN odzwierciedla polską naukę, a ta jest słaba, to dlaczego uważa Pan, że NCN jest świetną instytucją? Może w tej kwestii czegoś nie zrozumiałem.

            Proszę mi też nie zarzucać czegoś, czego nie napisałem.
            Ja nikomu nie chcę nic rozdawać po równo (doktoranci i studenci to inna sprawa). Jeśli ktoś dużo i dobrze publikuje, to powinien mieć i 10 grantów. Natomiast uważam, że jeśli bierze się spore pieniądze od NCN, to powinno się potem solidnie i uczciwie prowadzić badania i je publikować, a doktoranci powinni pisać prace doktorskie! Tyle i tylko tyle. Problem w Polsce polega na tym, że ludzie mało i słabo publikują. Rozumiem, że ci, którzy nie mają grantu i są na słabej pensji, mogą mieć problemy z publikowaniem, ale granty z NCN są całkiem pokaźne - na miarę US/UK/DE.

            W jednym się z Panem Profesorem zgadzam. Myślę, że nasza dyskusja niczego nie wniesie do rozmowy o nauce i nie ma sensu jej dalej kontynuować, a już na pewno nie należy się kłócić.

            • ~Profesor PAN 15.10.2024 13:31

              Dlaczego granty i pensja mają mieć wpływ na publikacje? Ustawowe pensje, przynajmniej w strefie profesorskiej, są oczywiście niższe niż w tych krajach trzeciego świata, które znam (Meksyk i Brazylia) i dużo niższe niż w krajach cywilizowanych ale to już nie są groteskowe trzy tysiące złotych jak pięć lat temu. Najbardziej prestiżowe pisma publikują za darmo albo za sto dolarów, to już nie jest majątek i uczelnie zwykle płacą. MDPI rozrzuca zaś tyle voucherów, że chyba nie znam osoby, która by tam musiała płacić za publikację, moich voucherów nikt nie chciał. Tak przynajmniej jest w dziedzinach, które jako tako znam.

              • ~Janusz 15.10.2024 16:45

                Dlaczego granty i pensja mają mieć wpływ na publikacje?
                Granty, bo w ST i NZ potrzeba pieniędzy na badania. Bez badań trudno coś opublikować. W HS jest pewnie trochę łatwiej. Myślę, że krytyczna analiza tekstów Norwida przez naukowca jest trochę tańsza niż badania dotyczące tego, jak i czy naczelne rozróżniają słowa w tekstach Norwida.
                Pensje - nie powinny.

                • ~Profesor PAN 15.10.2024 18:06

                  Moje badania nie kosztują nic, nawet komputer mam własny, oprogramowanie też a dane udostępniają mi przyjaciele z poważnych ośrodków. Fakt, że pradstawiciele nauk eksperymentalnych mają trudniej. Niemniej - ciągle to badania kosztują a nie publikacje.

          • ~Profesor PAN 15.10.2024 11:25

            W takim razie uprzejmie żegnamy i trzymamy za słowo.

        • ~Profesor PAN 15.10.2024 09:28

          Nie zauważył pan jeszcze, że właśnie o to chodzi, by niektórzy mieli po kilkanaście grantów a inni dostawali 3 400 zł pensji? Tyle wynosiły moje zarobki pięć lat temu, nie kłamię. W sumie to postępują racjonalnie, piniendzy nie ma i nie będzie ale to nie znaczy, że wszyscy jednakowo zejdą z głodu, niektórym się może powodzić całkiem dobrze i o to jest walka, do której trzeba twardych łokci i ostrych zębów. Moim zdaniem miejsce takich ludzi jest w biznesie, nauka wymaga innych predyspozycji.

  • ~Janusz 14.10.2024 16:41

    I po co jest ta wkładka o NCN prof. Letki? Może niech prof. Letki najpierw zadba o odpowiednie standardy w NCN, zamiast tylko wymagać pieniędzy dla NCN? NCN, choćby nie wiem ile dostał pieniędzy, w mojej ocenie 10% się nie zmieni, bo drastycznie zwiększy się kwota przyznawanych grantów (z 2M na 4M). Jeśli teraz z grantów 2M jest jedna publikacja (oczywiście nie ze wszystkich), to potem z grantu 4M też będzie jedna publikacja. Dodatkowo przypuszczam, że zniesione zostaną limity liczby grantów, które można prowadzić - niektórzy będą mieli po 3-4 granty (i może nie byłoby w tym nic złego, tylko problem w tym, że z tych grantów nic nie będzie).

    • ~Natalia Letki 15.10.2024 11:56

      Prof. Letki niestety nie ma żadnego wpływu na działanie i standardy NCN. Ale uważa, że jeżeli udałoby się ściągnąć do kraju naprawdę dobrych badaczy, to i NCN by finansował więcej bardzo dobrych publikacji. Jednak, jak mówiłam, nikt poważny nie przeniesie swojego zespołu do kraju, gdzie SR jest na poziomie 10%.

      • ~Janusz 15.10.2024 15:18

        Pani Profesor, Pamiętam doskonale artykuł, w którym pisała Pani, że prof. Pisula nie ma racji, twierdząc, że granty są dla wybranych. Odbieram ten artykuł jako obronę NCN, choć na końcu pojawia się pewna, choć niejasna, krytyka (lub raczej pytanie) pod adresem tej instytucji – ale tak, aby NCN-owi "korona z głowy nie spadła."
        Odnośnie " to i NCN by finansował więcej bardzo dobrych publikacji." Ciekawy jestem ile publikacji z MDPI, Frontiers, Elsir, Wile, .... jest z stat. alei z NCN :-). Mam przypuszczenia, ale m oż e się mylę.

        Nie widzę obecnie możliwości, aby NCN mądrze zarządzało funduszami. Uważam, że lepiej byłoby przekazać te środki gdzie indziej, ponieważ naukowcy w Polsce pracują na granicy możliwości, a nie można marnować pieniędzy na lewo i prawo, co, moim zdaniem, NCN robi.
        Na zakończenie – pomysł ICREA jest ciekawy, ale jest nierealny (przykro mi, Pani Profesor, ale nie mogę tego inaczej ująć), podobnie jak koncepcja prof. Jajszczyka dotycząca oceny poprzez granty .

        • ~Natalia Letki 15.10.2024 17:54

          Aż przeczytałam tamten artykuł:-) Nie jest pochwałą ani obroną NCNu, jest opisem tego, co jest w danych z zastrzeżeniem, że dane o tym, ile kto dostał grantów nie mówią nic o tym, jaki z tych pieniędzy zrobił użytek.
          Myślę, że w Katalonii pomysł ICREA też się kiedyś wydawał nierealny. Trzeba (próbować) być dobrej myśli.

        • ~Profesor PAN 15.10.2024 15:58

          A wie pan czy owa cała ICREA różni się od PANu? Ze statystyk wklejonych przez pana Nowotnego (sugeruję obejrzeć, ciekawe) wynika, że są to instytucje bliźniacze.

          • ~AntyFAN 15.10.2024 16:09

            PAN to geriatryczne koło wzajemnej adoracji. Gdzie tu podobieństwo do ICREA?

            • ~Profesor PAN 15.10.2024 16:35

              Paf! Kopnięcie w kostkę. Jakieś podstawy do tej fantastycznej tezy czy wyrzucił pan z siebie po prostu emocje, którymi pana przez lata nakręcano? Ciągle sugeruję zajrzeć do statystyk pana Nowotnego. I tu też proponuję zajrzeć https://www.nauka-pan.pl/index.php/nauka/article/view/1091

              • ~AntyFAN 15.10.2024 17:23

                Średnia wieku członków PAN, jak ostatnio mówił prezes PAN, to 73 lata = geriatria. PAN swoich członków wybiera głosowaniem obecnych członków = kolo adoracji. Być może członkowie PAN byli wybitnymi naukowcami kiedyś, ale to było dziesiątki lat temu i ewaluacji ICREA większość być nie przeszła.

                • ~Maciek 15.10.2024 22:17

                  Szanowny Panie,

                  Coś się panu pomieszało. Po pierwsze średnia wieku członków krajowych PAN vide 73 lata zasadniczo nie odbiega od średniej wieku akademików narodowych akademii nauk w Europie i na świecie. Na ogół tej rangi instytucje naukowe zrzeszają wybitnych uczonych w zaawansowanym wieku, co jest czymś naturalnym. Po drugie w PAN-ie, jak i we wszystkich mi znanych narodowych akademiach nauk wybory/inkorporacja akademików odbywa się w drodze tajnego/demokratycznego głosowania, i przeprowadzają ją akademicy/członkowie narodowych akademii nauk, bo tylko oni są uprawnieni posiadając status akademika. Po trzecie o instytuty naukowe PAN-u należy walczyć i dbać, ale zapomniał pan dodać, że obok korporacji stanowią integralną składową Akademii z zachowaniem autonomii i samorządności. Po czwarte pana posty naszpikowane są emocjami, niewiedzą i frustracją. Niech pan czyta więcej książek.

                • ~Profesor PAN 15.10.2024 19:00

                  "O Instytuty PAN trzeba walczyć i dbać, sam jestem członkiem rad naukowych kilku instytutów PAN. Korporacje PAN trzeba zaś zaorać! Powiązanie Instytutów z korporacją wyrządza instytutom wielką krzywdę, ponieważ geriatryczne dziadki z PAN mają gdzieś instytuty, a prezesowi PAN zależy głównie na wygraniu kolejnych wyborów, o czym decyzuje geriatria a nie instytuty PAN."

                  Z tym akurat skłonny jestem się zgodzić z tym, że słowo "zaorać" zastąpiłbym mniej radykalnym określeniem "izolować." Niech się staruszkom wydaje, że coś znaczą. Byle nic nie znaczyli.

                • ~AntyFAN 15.10.2024 18:26

                  ICREA z instytutami PAN ma jeszcze mniej wspólnego niż z korporacją PAN! O Instytuty PAN trzeba walczyć i dbać, sam jestem członkiem rad naukowych kilku instytutów PAN. Korporacje PAN trzeba zaś zaorać! Powiązanie Instytutów z korporacją wyrządza instytutom wielką krzywdę, ponieważ geriatryczne dziadki z PAN mają gdzieś instytuty, a prezesowi PAN zależy głównie na wygraniu kolejnych wyborów, o czym decyzuje geriatria a nie instytuty PAN. Pańskie mieszanie PAN z Instytutami PAN, podyskutowane próżnością dodania sobie powagi PAN, szkodzi Instytutom.

                • ~Profesor PAN 15.10.2024 17:59

                  Pozajączkowała się panu korporacja PAN z instytutami. Do wybaczenia, tak się zdarza ludziom, którzy nie mają pojęcia, o czym mówią. Proszę przeczytać artykuł prof. Pilca, naprawdę warto.

              • ~KB 15.10.2024 16:54

                Na uczelniach w większości przypadków, czyli na etatach badawczo-dydaktycznych, praca badawcza to według regulaminu 45% czasu naukowca. W PAN to 80-90% (zakładam, że jest jakiś komponent organizacyjny). Zatem, jeśli uwzględnić ile czas na badania mają pracownicy UW i UJ, to są efektywniejsi od PAN.

                • ~Profesor PAN 15.10.2024 17:57

                  Nie. PAN ma ponad dwa razy większą wydajność naukową niż uczelnie. Przy finansowaniu przynajmniej dwa razy mniejszym. Przykre, przepraszam.

  • ~Marcin Przewloka 14.10.2024 14:51

    Z opisu wyglada na instytucje podobna do tego, co w Stanach robi Howard Hughes Medical Institute.
    Tak wiec nie jest to nowy model wspierania najlepszych (lab najlepiej rokujacych) naukowcow.

    Bardzo dobry model zreszta. Tylko do tego, aby zadzialal, potrzebne sa spore pieniadze.
    "Oferuje bardzo dobre warunki finansowe, ale też stabilność i elastyczność"
    "Musi przyciągnąć badaczy właśnie stabilnością finansowania"

    No wlasnie. A skad wziac pieniadze na ten cel?
    Bo ja tutaj na Forum czytam, ze w niektorych jednostkach PAN dyrektorzy nie maja za co zreperowac windy w budynku instytutu....

    • ~Profesor PAN 14.10.2024 23:50

      Bo stary PAN niedobry, to tylko komunistyczne leśne dziadki, które nie robią nauki w odróżnieniu od pani Letki. Zabrać im i dać jej, przecież to proste.