Prawo karne nie jest najważniejszym narzędziem ochrony zwierząt przed przemocą – wynika z badań przeprowadzonych przez prawniczkę z Uniwersytetu w Białymstoku. Znacznie ważniejsze jest to, czy w toku postępowania zwierzę zostaje skutecznie zabezpieczone przed dalszym krzywdzeniem.
Głównym celem projektu realizowanego przez dr Dianę Dajnowicz-Piesiecką z Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku było ustalenie, czy obowiązujące w Polsce przepisy dotyczące ochrony zwierząt – zwłaszcza w wymiarze prawa karnego – odpowiadają współczesnym potrzebom społecznym. Badaczka postanowiła też sprawdzić, czy prawo nadąża za zmianą społecznej wrażliwości, za rosnącą świadomością czy oddolnymi inicjatywami obywatelskimi.
Projekt obejmował m.in. analizę przepisów prawa karnego, orzecznictwa sądowego, statystyk kryminalnych, a także sondaż wśród organizacji pozarządowych zajmujących się ochroną zwierząt oraz obserwacje uczestniczące podczas interwencji prozwierzęcych.
Jednym z najbardziej zaskakujących wniosków było to, że prawo karne – wbrew moim początkowym założeniom – nie jest najważniejszym narzędziem ochrony zwierząt. Owszem, odgrywa istotną rolę, ale nie pierwszoplanową – wskazuje badaczka.
Analiza orzecznictwa pokazała, że reakcje karne na przestępstwa wobec zwierząt są stosunkowo łagodne. Sądy najczęściej sięgają po grzywny lub kary ograniczenia wolności, czyli prace społeczne. Kary pozbawienia wolności należą do rzadkości. Wyniki dowodzą, że to nie surowość kar decyduje o realnej ochronie zwierząt. Znacznie ważniejsze jest to, czy w toku postępowania zwierzę zostaje skutecznie zabezpieczone przed dalszym krzywdzeniem. Tymczasem w praktyce zdarza się, że – mimo orzeczenia zakazu posiadania zwierząt – sądy nie decydują o przepadku konkretnego zwierzęcia, które padło ofiarą przemocy, czyli o jego odebraniu właścicielowi.
Kolejny wniosek dotyczy potrzeby pogłębienia wiedzy i specjalizacji wśród przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości w zakresie stosowania przepisów o ochronie zwierząt. Bardzo inspirujące okazały się również porównania międzynarodowe. Jako przykład prawniczka podaje Holandię. Tu kluczowe znaczenie mają działania systemowe: identyfikacja i rejestracja zwierząt, kontrola populacji poprzez kastrację i sterylizację oraz szeroko zakrojona edukacja społeczna i promowanie adopcji.
Rozwiązania te sprawiły, że Holandia uchodzi za pierwszy i jedyny kraj na świecie, w którym nie ma bezdomnych zwierząt. Sytuacja taka nie jest efektem jednorazowej rewolucji, lecz konsekwentnej polityki prowadzonej od lat dziewięćdziesiątych. Bardzo istotnym ustaleniem było również to, że największy ciężar ochrony zwierząt w Polsce spoczywa nie na instytucjach państwa, lecz na organizacjach pozarządowych. To one w praktyce korzystają z instrumentów takich, jak czasowy odbiór zwierząt i przejmują odpowiedzialność za ich dalszą opiekę. Ten fakt wciąż nie wybrzmiewa dostatecznie mocno w literaturze ani w debacie publicznej – dodaje dr Diana Dajnowicz-Piesiecka.
Prawną ochroną zwierząt zajęła się nieprzypadkowo. Inspiracją stała się historia jej psa. Nora, zanim została przez nią adoptowana z fundacji „Zwierzęta Niczyje”, wiele wycierpiała. Miała trzy miesiące, kiedy znaleziono ją przemarzniętą w podsuwalskim lesie.
Dziś mogę powiedzieć, że mój pies był – i nadal jest – cichym współuczestnikiem tego projektu. Towarzyszy mi podczas pisania, analiz i konsultacji. Zależało mi na tym, aby ustalenia badawcze nie pozostały wyłącznie w obrębie środowiska naukowego, lecz rzeczywiście trafiły do tych, którzy na co dzień zajmują się ochroną zwierząt – dodaje dr Diana Dajnowicz-Piesiecka.
MK, źródło: UwB
W polsce jest nadal ruska mentalnosc, gdyby nie Doda i jej potajemne nagrania z wojtem i zdjecia od wolontariuszy. w zyciu bym nie uwierzyl ze schroniska dla bezdomnych zwierzat w tym kraju to sa mordownie i Auschwitz dla psow i kotow. Do tego nie wiedzialem ze to jest biznes rowniez samorzadowy. Nigdy w zyciu bym nie pomyslal w tych kategoriach. Jakim spolecznestwem sa Polacy? inny kontekst tego eventu byl ze byli sygnalisci ktorzy zglaszali takie rzeczy i sprawy ciagnely sie latami i takie osoby byly zastraszne. Ja wiem ze jest to tez medialna ustawka ale pokazala codzinnosc gminno powiatowa w polsce.