Monetyzacja samotności nie jest dla młodych ludzi zła – akceptują ją, o ile nienachalnie dostarcza realną wartość. W obliczu braku autentycznych „trzecich miejsc” do spotkań, młodzi szukają alternatyw. Ich motywacje są złożone, a podejście do komercjalizacji relacji pragmatyczne. To wnioski z badania przeprowadzonego przez studentów Uniwersytetu Wrocławskiego.
Samotność, definiowana jako subiektywne poczucie braku satysfakcji z utrzymywanych relacji, jest zjawiskiem codziennym, dotykającym ludzi niezależnie od ich wieku czy statusu. Szczególnie narażeni są na nią jednak młodzi dorośli. Konsekwencje tego stanu są poważne. Chroniczne osamotnienie prowadzi do poważnych skutków psychicznych i zdrowotnych – od depresji i zaburzeń lękowych, po zwiększone ryzyko chorób serca. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) alarmuje, że osamotnienie może być równie szkodliwe jak palenie 15 papierosów dziennie.
Na ten rosnący problem zareagował rynek, tworząc tzw. ekonomię samotności. Szacuje się, że w samej Wielkiej Brytanii roczne koszty leczenia chorób wynikających z samotności wynoszą średnio 6 tys. funtów na osobę. Korporacje szybko zauważyły potencjał w lęku i potrzebie bliskości, oferując usługi typu aplikacje randkowe czy platformy streamingowe, które stwarzają iluzję kontaktu.
Pragmatyczne pokolenie Z
Młodzi respondenci są w pełni świadomi tego, że większość aplikacji randkowych, takich jak Tinder, została stworzona na potrzeby zysku. Mimo to uznają to za naturalny element współczesnego świata. Płatności są akceptowalne, jeśli przekładają się na realną wartość i wygodę.
Najczęściej wymieniane zalety to:
Młodzi wyraźnie wskazują momenty, gdy monetyzacja przekracza dopuszczalne granice. Krytyce poddawane są różnice w cenach ze względu na płeć użytkownika w aplikacjach randkowych lub na wydarzeniach typu speeddating (gdzie mężczyźni często płacą więcej). Ponadto mechanizmy blokujące podstawowe funkcje, takie jak powiadomienia w darmowej wersji, są postrzegane jako nieuczciwe i nastawione na maksymalizację zysku kosztem użytkownika. Wreszcie, platformy, które od samego początku są kojarzone przede wszystkim z zyskiem (tzw. efekt Tindera), są oceniane negatywnie. Wyjątkiem są tu czaty online, takie jak Omegle, które zyskały uznanie jako platformy dla ludzi właśnie ze względu na brak opłat i reklam.
Zetki korzystają z usług monetyzujących samotność z różnych powodów: poszukiwania rozrywki, poprawy nastroju czy przekraczania własnej strefy komfortu. Dla części użytkowników aplikacje pełnią funkcję wsparcia emocjonalnego, natomiast dla innych są narzędziem do poznawania nowych osób w kontrolowanym środowisku. Szczególną wartość platformy te mają dla osób nieśmiałych lub introwertycznych, ponieważ stanowią dla nich bezpieczną przestrzeń pierwszego kontaktu, umożliwiającą budowanie relacji bez presji społecznej.
Brak autentyczności i zanik „trzecich miejsc”
Pomimo aktywnego korzystania z wszelkich nowinek technologicznych, pokolenie Z wykazuje głęboki sceptycyzm wobec ich zdolności do zastąpienia prawdziwych relacji. Głównym źródłem obaw jest brak autentyczności w Internecie, ponieważ łatwość kreowania wyidealizowanego wizerunku rodzi nieufność i podejrzliwość wobec intencji innych osób. Dlatego właśnie w aplikacjach randkowych pierwsze spotkanie na żywo staje się kluczowym momentem weryfikacji drugiej osoby.
Długie podtrzymywanie relacji wyłącznie w przestrzeni internetowej prowadzi do „zmęczenia materiałem” i często skutkuje zanikaniem znajomości, co sprawia, że młodzi preferują szybkie przejście do interakcji fizycznej. Realizacja tego założenia jest znacząco utrudniona przez występującą w Polsce kulturę nieufności, gdzie zagadywanie obcych jest rzadkie i często negatywnie odbierane, co powoduje, że młodzi ludzie tracą naturalne „trzecie miejsca” do swobodnych interakcji. Co więcej, przestrzenie publiczne komercjalizują się, często zamieniając się w miejsca pracy (np. kawiarnie stają się „czwartą przestrzenią” do produktywności), zamiast służyć budowaniu relacji z innymi.
Brak neutralnych i darmowych przestrzeni sprawia, że Zetki zwracają się ku komercyjnym alternatywom, które, mimo że płatne, tworzą bezpieczny i zaaranżowany pretekst do spotkania z innymi. Odpowiedzią na tę potrzebę są aplikacje i platformy, takie jak PicMe, które stawiają na „wyciąganie ludzi na spotkania w świecie rzeczywistym” poprzez elementy gamifikacji i spotkania w tzw. hotspotach.
Jak zarabiać i pomagać jednocześnie?
Raport przygotowany przez studentów Koła Naukowego Briefly jasno mówi o tym, że monetyzacja samotności jest akceptowalna, gdy towarzyszy jej realna wartość społeczna.
Istotnym aspektem jest również budowanie autentyczności, co oznacza unikanie idealizowania, promowanie równowagi i regeneracji zamiast obsesyjnego dążenia do postawionego celu, które charakteryzuje trendy typu Clean Girl czy Monk Mode, i które pogłębia kompleksy. Równie ważne jest, by, firmy wspierały „trzecie miejsca”, inwestując w ich tworzenie lub pomagając w utrzymaniu neutralnych, lokalnych przestrzeni społecznych (takich jak biblioteki czy domy kultury) wolnych od nadmiernej presji konsumpcyjnej.
Kluczem do sukcesu są jednak transparentne działania – jeśli monetyzacja jest konieczna, powinna być uczciwa, zrozumiała i nieagresywna, z unikaniem dyskryminujących modeli cenowych i mechanizmów uzależniających.
Raport „Recepta na samotność. Gdzie Zetki szukają relacji?” oparty jest na wielomiesięcznym projekcie badawczym (listopad 2024-czerwiec 2025). Oprócz obszernego deskresearch (analiza literatury i danych eksperckich), kluczową metodą badawczą były metody jakościowe – wywiady pogłębione (IDI) i zogniskowane (FGI). Studenci przeprowadzili wywiady fokusowe i indywidualne z przedstawicielami pokolenia Z (roczniki 1995–2006), skupiając się na platformach monetyzujących samotność.
Klaudia Nawara, Marta Nowacka
Co to za pierdoły?
Mało jest poważnych tematów?