Aktualności
Życie akademickie
17 Lutego
Źródło: www.pixabay.com
Opublikowano: 2026-02-17

Recenzenci w odwoławczych postępowaniach awansowych w nauce

W postępowaniach o nadanie stopnia i tytułu naukowego istotną rolę odgrywają recenzenci. Specyficzną ich kategorią są recenzenci obligatoryjnie powoływani w postępowaniach odwoławczych, których roli prawo nie reguluje. Wywołuje to liczne problemy oraz prowadzi do powierzania tym osobom zadań, do których nie są przygotowane – pisze dr Łukasz Kierznowski z Uniwersytetu w Białymstoku.

Jedną z cech postępowań o nadanie stopni naukowych i tytułu profesora jest występowanie w nich osób pełniących specyficzne funkcje procesowe, jak np. promotora czy członka komisji habilitacyjnej. Wśród takich osób są także recenzenci, którzy w poszczególnych postępowaniach (doktorskim, habilitacyjnym i profesorskim) pełnią nieco odmienne role i wykonują inne zadania, związane z oceną przedstawianych osiągnięć albo ustaleniem spełnienia innych wymagań niezbędnych do uzyskania stopnia/tytułu.

Jednak występuje też inna, specyficzna kategoria recenzentów, którzy powoływani są wyłącznie w postępowaniu odwoławczym i których roli w tym postępowaniu przepisy prawa w ogóle nie określają, co rodzi poważne problemy teoretyczne i praktyczne. Artykuł powstał jako efekt dogmatycznych badań w zakresie procedur nadawania stopni naukowych i tytułu profesora pod rządami ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, a także bliskiej obserwacji praktyki obrotu prawnego w tych sprawach. Obserwacja ta pozwoliła zauważyć liczne problemy, wynikające z niejasnej roli takich recenzentów, a także powierzania im zadań, do wykonania których nie są i nie mogą być przygotowani.

Kwestia ta nie była dotychczas szerzej analizowana w literaturze, nie cieszyła się też zainteresowaniem środowiska akademickiego, być może dlatego, że opinie takich recenzentów – inaczej niż pozostałe recenzje w postępowaniach awansowych – nie są udostępniane w Biuletynie Informacji Publicznej, a więc nie podlegają społecznej kontroli. Wywierają jednak istotny wpływ na decyzje Rady Doskonałości Naukowej (RDN) w sprawach stopni naukowych i tytułu profesora. Celem artykułu jest próba ustalenia przedmiotu sporządzanych przez takich recenzentów opinii, a przez to procesowej roli, którą odgrywają w postępowaniach odwoławczych w sprawach stopni naukowych i tytułu profesora oraz kwalifikacji, które powinny być takim recenzentom stawiane (…)

Recenzenci w postępowaniach awansowych

Funkcja recenzenta występuje obligatoryjnie w każdym z postępowań awansowych w nauce. Dokładne zadania recenzentów zostały odrębnie uregulowane w przypadku każdego szczebla awansu naukowego (…) Recenzje są obligatoryjnym i głównym elementem materiału dowodowego w tych postępowaniach. Doniosła rola recenzji związana jest z tzw. zasadą prymatu wiedzy eksperckiej, wynika też ze swoistego trybu postępowania wyjaśniającego w tych sprawach. W niektórych przypadkach recenzje są wiążące dla organu, choć w poszczególnych postępowaniach inny jest zakres tego związania. Różnie też kształtują się pozostałe obowiązki recenzentów w tych postępowaniach. Na przykład w przypadku habilitacji recenzenci są jednocześnie członkami komisji habilitacyjnej, zaś w przypadku stopnia doktora zależy to od regulacji wewnętrznych danego podmiotu. W poszczególnych postępowaniach odrębnie uregulowano też wymagania niezbędne do pełnienia tej funkcji.

Choć nie jest to przedmiot niniejszego opracowania, warto jedynie sygnalnie wskazać, że główny spór wokół statusu prawnego recenzentów i samych recenzji dotyczy problemu zakwalifikowania recenzentów jako biegłych, a w konsekwencji uznania recenzji za opinię biegłego w rozumieniu Kodeksu postępowania administracyjnego. Skutkiem tego część autorów uznaje recenzenta za biegłego, część zaś odmawia mu takiego statusu, a niektórzy prezentują także bardziej zniuansowane stanowisko, uznając recenzentów za „quasi-biegłych” albo twierdząc, że recenzent jest „tym, kim w innych postępowaniach administracyjnych jest biegły”. Spór ten widoczny jest zresztą również w orzecznictwie, w którym prezentowano stanowisko zarówno uznające, jak i nieuznające recenzenta za biegłego. Implikacje praktyczne tego sporu znajdują odzwierciedlenie np. w wątpliwościach co do stosowania do recenzentów podstaw wyłączania biegłych od udziału w postępowaniu.

Specyficzna kategoria recenzentów powoływanych w postępowaniu odwoławczym

Oprócz „typowych” recenzentów (tzn. tych powoływanych w pierwszej instancji), przepisy przewidują jednak jeszcze jedną, odrębną kategorię recenzentów, którzy są obligatoryjnie powoływani przez RDN przed wydaniem decyzji wieńczącej postępowanie odwoławcze i którzy występują na każdym z trzech szczebli awansu naukowego.

W przypadku stopni naukowych, zgodnie z art. 238 ust. 2 PSWN w sprawach, o których mowa w ust. 1 pkt 2–4 (czyli rozpatrywanie zażaleń na postanowienia o odmowie wszczęcia postępowania w sprawie nadania stopnia doktora, zażaleń na postanowienia o odmowie dopuszczenia do obrony rozprawy doktorskiej i odwołań od decyzji o odmowie nadania stopnia doktora; rozpatrywanie odwołań od decyzji o odmowie nadania stopnia doktora habilitowanego; ocena decyzji w sprawie nabycia uprawnień równoważnych, o których mowa w art. 226 ust. 1), RDN wydaje decyzje po zasięgnięciu opinii co najmniej 2 recenzentów. Natomiast w przypadku tytułu profesora, zgodnie z art. 228 ust. 8 PSWN, w postępowaniu w sprawie wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy RDN zasięga opinii 2 recenzentów innych niż powołani zgodnie z ust.3.

W każdym z tych przypadków zasięgnięcie opinii recenzentów jest obligatoryjne (jest warunkiem wydania decyzji przez RDN), a zaniechanie tego obowiązku stanowi istotne naruszenie przepisów postępowania. Przepisy PSWN nie regulują kwalifikacji niezbędnych do pełnienia funkcji takich recenzentów w sposób bezpośredni. Można jednak przyjąć, że skoro przepisy regulują tę kwestę generalnie w przypadku recenzentów w postępowaniu doktorskim, habilitacyjnym i profesorskim, to – lege non distinguente – wymogi te stosuje się do wszystkich recenzentów, bez względu na to, czy są oni powoływani w pierwszej instancji, czy w postępowaniu odwoławczym. Pozwala to stwierdzić, że recenzenci powoływani w postępowaniach odwoławczych muszą spełniać wymogi wskazane w, odpowiednio, art. 190 ust. 4-5, art. 221 ust. 4-5, art. 229 ust.1 PSWN.

Zakres zadań recenzentów w postępowaniach odwoławczych

Węzłowy problem recenzentów w postępowaniach odwoławczych związany jest jednak z faktem, iż przepisy PSWN nie regulują przedmiotu sporządzanych przez nich recenzji, a przez to – ich rzeczywistej roli w ramach tego postępowania i wpływu na końcowe rozstrzygnięcie. O ile bowiem można uznać, że kwalifikacje wymagane od tych recenzentów są tożsame z tymi stawianymi recenzentom w pierwszej instancji, o tyle nie jest możliwe zrekonstruowanie w ten sam sposób przedmiotu sporządzanych przez nich opinii.

Przepisy PSWN dotyczące poszczególnych recenzji, odnoszą się bowiem expressis verbis wyłącznie do recenzji (opinii) sporządzanych przez te osoby w postępowaniu pierwszoinstancyjnym, co wynika nie tylko z wykładni językowej, ale też systemowej. Z tego powodu niezwykle trudne jest z dekodowanie procesowej roli, jaką mają pełnić recenzenci w postępowaniu odwoławczym, gdy ich opinie stanowią przecież, w świetle zasady prymatu wiedzy eksperckiej, kluczowy materiał dowodowy w sprawie. W szczególności nie jest jasne, czy recenzenci ci mają na potrzeby postępowania odwoławczego dokonywać ponownej oceny przedstawionych przez kandydata osiągnięć lub spełnienia pozostałych przesłanek nadania danego stopnia/tytułu, czy raczej ocenić przebieg postępowania oraz zasadność wniesionego środka zaskarżenia, a może jedno i drugie.

Milczenie ustawodawcy w tym zakresie sprawia, że próby dekodowania roli takich recenzentów – siłą rzeczy dość kreatywne z racji braku jakiegokolwiek punktu zaczepienia w ustawie – podejmowane są w literaturze, orzecznictwie oraz materiałach informacyjnych RDN. Przykładowo A. Jakubowski stoi na stanowisku, że rola tych recenzentów nie ma ograniczać się do recenzji osiągnięcia, lecz ma stanowić opinię w szerszym wymiarze sprawy o zasadności wniesionego środka zaskarżenia lub o zasadności wniesienia przez RDN sprzeciwu w sprawie. Inny pogląd prezentuje M. Sieniuć, zdaniem której recenzent ten dokonuje swoistej weryfikacji dotychczasowej oceny materiału dowodowego, zawartej głównie w recenzjach w ramach postępowania pierwszoinstancyjnego.

W najnowszym orzecznictwie przyjęto, że opinie takich recenzentów mają przede wszystkim oceniać prawidłowość procedury, zarzuty przedstawione w odwołaniu oraz zawierać „opinię recenzji”. Jednocześnie NSA uznał, że opinia taka nie musi obejmować oceny dorobku i aktywności naukowej (wyrok ten, choć zapadł w 2024 roku, dotyczy jeszcze przepisów ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz stopniach i tytule w zakresie sztuki). Wcześniej w orzecznictwie prezentowano też pogląd, zgodnie z którym „powołani przez Centralną Komisję recenzenci mają za zadanie ocenę legalności postępowania przed Radą Wydziału. Legalność ta odnosi się też do oceny złożonego przez skarżącego odwołania, w którym zawarte zostały zarzuty wobec uchwały Rady Wydziału, iż skarżący nie ma określonych na podstawie art. 16 ust. 1 ustawy osiągnięć stanowiących znaczny wkład autora w rozwój dyscypliny naukowej prawo oraz nie wykazuje się istotną aktywnością naukową. W tym merytorycznym zakresie recenzenci powołani w postępowaniu przed Centralną Komisją mieli obowiązek ocenić osiągnięcia naukowe habilitanta.

Wreszcie, jeszcze bardziej wymagające wobec recenzentów zapatrywanie prezentuje RDN, twierdząc, że: „podstawowym zadaniem Rady Doskonałości Naukowej, a zatem pośrednio i oceny recenzentów, jest zbadanie prawidłowości przeprowadzonych postępowań przez podmiot doktoryzujący albo podmiot habilitujący, który odmówił nadania stopnia, nie zaś dokonanie oceny, czy dana osoba winna uzyskać stopień doktora albo doktora habilitowanego. W konsekwencji tego wskazać należy, że największy akcent w tych sprawach należy kłaść na prawidłowość, rzetelność i obiektywność przeprowadzonej procedury przez organ I instancji, nie zaś na merytoryczną ocenę dorobku osób odwołujących się. […] Mając powyższe na uwadze, możliwe jest sformułowanie następujących zaleceń dla recenzentów, którym zleca się sporządzenie opinii w przedmiocie zasadności wniesionych odwołań od decyzji odmawiających nadania stopnia doktora albo doktora habilitowanego:

1.) recenzent winien wnikliwie zapoznać się z udostępnionymi przez Radę Doskonałości Naukowej aktami sprawy, w tym szczegółowym trybem przeprowadzania danego postępowania o awans naukowy w podmiocie doktoryzującym lub podmiocie habilitującym;

2) recenzent winien ocenić, czy poszczególne czynności w toku procedowanej sprawy były przeprowadzane z poszanowaniem obowiązujących przepisów prawa, w tym wewnętrznych przepisów podmiotu doktoryzującego lub podmiotu habilitującego, w szczególności, czy zachowano właściwy tryb podejmowania uchwał;

3) recenzent winien ocenić, czy posiedzenia, na których podejmowane były dane uchwały, przebiegały w sposób prawidłowy, w tym z zachowaniem kworum oraz czy w głosowaniach brały udział osoby do tego uprawnione;

4) recenzent winien ocenić, czy poszczególne czynności podejmowane wtoku postępowań zostały w sposób należyty udokumentowane, w szczególności, czy protokoły posiedzeń, na których podejmowane były określone uchwały, odpowiadają treści podjętych rozstrzygnięć i ich uzasadnieniom;

5.) recenzent winien ocenić, czy podjęta przez podmiot doktoryzujący lub podmiot habilitujący decyzja odmawiająca nadania stopnia odpowiada wymogom stawianym przez obowiązujące przepisy prawa, w szczególności, czy zawiera ona właściwe przytoczone przepisy prawa, w tym podstawę wydania rozstrzygnięcia, czy zawiera odpowiednie uzasadnienie faktyczne oraz prawne sprawy umożliwiające skontrolowanie tej decyzji poprzez wskazanie faktów, które organ I instancji wziął pod uwagę, dowodów, które organ ten uznał za wiarygodne oraz powodów, dla których ewentualnie odmówił wiarygodności innym dowodom, recenzent winien także ocenić, czy z decyzji odmawiającej nadania stopnia doktora albo doktora habilitowanego wynika, czy organ ją wydający w sposób właściwy zweryfikował poprawność sporządzonych w toku postępowań recenzji oraz uchwał gremium współuczestniczących w postępowaniu, tj. komisji doktorskiej albo komisji habilitacyjnej;

6) recenzent winien ocenić, czy sporządzone wtoku danej sprawy recenzje odpowiadają obowiązującym wymogom, czy są wystarczająco umotywowane, a stwierdzenia w nich zawarte prawidłowe;

7) recenzent winien odnieść się ponadto, zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą, do wszystkich zarzutów podniesionych w treści odwołania;

8) opinia recenzenta winna kończyć się jednoznaczną konkluzją o uznaniu albo braku uznania zasadności wniesionego odwołania”.

Takie stanowisko, bez cienia przesady, należy określić jako zdumiewające. RDN wymaga bowiem przeprowadzenia pogłębionej analizy prawnej od recenzentów, którzy przecież w zdecydowanej większości przypadków nie mają nawet prawniczego wykształcenia. Gdyby przyjąć, że rolą takich recenzentów miałoby być ocenianie legalności pierwszoinstancyjnej decyzji, to nie ma możliwości zaaprobowania tego stanu rzeczy w kontekście kwalifikacji, które są od nich wymagane. Jeśli bowiem analogicznie do postępowań pierwszoinstancyjnych przyjąć, że tacy recenzenci mają posiadać kompetencje naukowe w danej dziedzinie lub dyscyplinie, potwierdzone odpowiednim stopniem/tytułem naukowym i doświadczeniem badawczym, to recenzenci tacy (z wyjątkiem nauk prawnych, a i to nie w każdym przypadku) nie będą kompetentni, by dokonywać takiej stricte prawnej analizy, a co najwyżej oceny osiągnięć przedstawionych przez kandydata czy rzetelności i jakości sporządzonych w pierwszej instancji recenzji. Z tych powodów niedorzeczne wydaje się oczekiwanie od tych osób, że będą one w swoich recenzjach w tak drobiazgowym zakresie oceniać prawidłowość przeprowadzonego postępowania administracyjnego, do czego niezbędna jest pogłębiona wiedza prawnicza, a nie kompetencje naukowe z zakresu danej dyscypliny nauki lub sztuki.

Co więcej, stanowisko takie budzi istotne wątpliwości systemowo-prawne – wszak na gruncie ogólnego postępowania administracyjnego przyjęto, iż nie jest dopuszczalne powołanie biegłego, jeżeli przedmiotem jego opinii miałaby być treść lub sposób interpretacji przepisów prawa, a także ustalenia co do obowiązywania, stosowania oraz wykładni przepisów prawa, gdyż jego rola dotyczy okoliczności stanu faktycznego sprawy. Choć, jak już wskazano, istnieje spór co do uznania recenzentów za biegłych, to mimo tego kwestia ta tworzy istotny kontekst interpretacyjny – ani bowiem biegły w rozumieniu k.p.a., ani recenzent w postępowaniach awansowych w nauce nie jest przecież powoływany po to, by wyręczać organ w ocenie prawnej sprawy oraz wykładni przepisów prawa. Taki pogląd na recenzentów w postępowaniach awansowych sprowadza ich do roli osób świadczących obsługę prawną RDN, a nie osób, które dzięki swoim wiadomościom specjalnym pozwalają organowi dokonać oceny materiału dowodowego.

Z drugiej jednak strony odwrotnych wątpliwości w tym kontekście nastręcza katalog możliwych do podjęcia przez RDN rozstrzygnięć. Wszak merytoryczne orzekanie przez RDN ma miejsce wyłącznie w przypadku tytułu profesora, co rzeczywiście mogłoby uzasadniać sporządzanie w tych postępowaniach recenzji o charakterze naukowym, a nie prawniczym. Jednak w przypadku stopni naukowych RDN jest organem wyłącznie kasacyjnym, tzn. może utrzymać decyzję w mocy albo uchylić ją i przekazać sprawę do ponownego rozpatrzenia. Jeśli zatem recenzenci powoływani w postępowaniach odwoławczych mieliby dokonywać oceny przedstawionych przez kandydata osiągnięć, to jaki byłby cel sporządzania takich opinii w przypadku stopni naukowych, skoro RDN i tak nie ma uprawnień do ich nadawania? Zasięganie przez organ opinii niemających związku z przedmiotem orzekania nie dałoby się pogodzić z zasadą ekonomiki procesowej, a także szybkości i prostoty postępowania.

Powyższe dylematy wyraźnie więc wskazują, że obecne rozwiązanie prawne należy ocenić jako wysoce niespójne. Z jednej strony nie uregulowano przedmiotu sporządzanych przez takich recenzentów opinii, pozostawiając tę kwestię doktrynie, orzecznictwu i zwyczajowi. W tych niezorganizowanych źródłach prawa wymaga się od recenzentów opinii o stricte prawnym charakterze. Z drugiej jednak strony kwalifikacje tych recenzentów uregulowano w taki sposób, jak gdyby mieli oni oceniać jakość przedstawionych osiągnięć, a nie prowadzić analizy prawne przebiegu postępowania. Tymczasem wymagane od recenzentów kwalifikacje powinny być konsekwencją charakteru i przedmiotu sporządzanych przez nich opinii.

W literaturze zaznacza się, że organ wskazujący recenzentów powinien uwzględnić ich kompetencje do pełnienia tej funkcji w kontekście materii, którą mają recenzować, aby byli w tym zakresie możliwie bliskimi specjalistami. Częściowo potwierdza się to również w orzecznictwie – sądy uznają wprawdzie, że rozstrzyganie sporów naukowych wynikających z treści recenzji nie podlega ich kognicji, zaznaczają jednak, że kontrola sądowa obejmuje badanie czy powołano „odpowiednio kwalifikowanych recenzentów”. Wymóg taki wydaje się oczywisty, aby móc uznać tak sporządzoną opinię (recenzję) za przydatny i wiarygodny element materiału dowodowego.

Jak jednak wynika z powyższej analizy, wymogi te, choć stosowane w przypadku recenzentów pierwszoinstancyjnych, nie mają miejsca w przypadku recenzentów w postępowaniach odwoławczych, w których między kwalifikacjami recenzentów a stawianymi im wymaganiami co do treści opinii (prawnej, a nie naukowej) występuje drastyczna rozbieżność. Powyższe względy każą przejść do fundamentalnego problemu, jakim jest kwestia procesowej wartości tego typu opinii sporządzanych w postępowaniach odwoławczych. W takim ujęciu recenzent przestaje bowiem być osobą, która, na wzór biegłego, posiada wiadomości specjalne i w oparciu o nie sporządza fachową, niezbędną do ustalenia stanu faktycznego opinię, a staje się osobą powielającą zadania samego organu, dotyczące wykładni prawa oraz oceny zastosowania go przez organ pierwszej instancji, nie mając w dodatku ku temu należytych kompetencji. Tym samym wykluczone jest uznanie, iż taka recenzja mogłaby mieć dla organu jakąkolwiek wiarygodność przy wydawaniu decyzji. Jaką bowiem wartość procesową ma opinia nt. zagadnień prawnych, sporządzana przez osobę nieposiadającą wiedzy prawniczej? I jak można uznać takie rozwiązanie za realizujące zasadę prymatu wiedzy eksperckiej, gdy sporządzający tę opinię recenzent nie jest w tym zakresie żadnym ekspertem? Istotą tej zasady jest przecież szczególna rola recenzji właśnie z tego powodu, że osoba sporządzająca recenzję posiada w ocenianym obszarze ekspercką wiedzę, co w omawianym tu zakresie nie ma miejsca. A. Jakubowski słusznie zwraca uwagę (choć nie w odniesieniu do postępowań odwoławczych, lecz generalnie recenzentów), że dowód z opinii recenzenta sporządzony przez osobę niekompetentną nie przyczynia się do wyjaśnienia sprawy, jak tego wymaga art. 75 §1 w zw. z art.7 k.p.a.

Sądowa kontrola recenzji sporządzanych w postępowaniach odwoławczych

Oprócz powyższych problemów, nieuregulowanie w przepisach prawa przedmiotu recenzji w postępowaniu odwoławczym rodzi też naturalne trudności w zakresie sądowej kontroli tych postępowań, a więc także sporządzanych w ich toku recenzji. Stosunek judykatury do sądowej kontroli recenzji w postępowaniach awansowych jest dwojaki – z jednej bowiem strony sądy stoją na stanowisku, iż nie są uprawnione do merytorycznej oceny recenzji, przedstawianych w tych postępowaniach osiągnięć i w efekcie do rozstrzygania sporów w świecie nauki, a skupiają się jedynie na warstwie formalnej tych postępowań. Z drugiej strony w nielicznych orzeczeniach sądy stoją na stanowisku, że ocenie sądu podlega to, czy recenzja pozostaje w zgodzie z przepisami prawa, w tym także regulującymi przedmiot tej recenzji oraz zgodność dokonanej oceny z wymogami nadawania stopni i tytułów.

Przykładowo, jak wskazuje M. Trzebiatowski, w orzecznictwie twierdzi się, że recenzja wymaga od organu prowadzącego postępowanie badania pod względem jej treści, tzn. czy zawiera elementy wymagane przez prawo, w tym czy ma w ogóle charakter recenzji, jeżeli bowiem odznacza się ona pod tym względem brakami, powinna być uznana za sprzeczną z prawem i nie może być dowodem w sprawie. Co więcej, sądy potwierdzają takie stanowisko również w najnowszym orzecznictwie. Przykładowo WSA w Warszawie stoi na stanowisku, że „sądy administracyjne nie mają uprawnień do badania merytorycznej zawartości recenzji i w związku z tym dorobku naukowego kandydata na stopień doktora habilitowanego. Nie oznacza to jednak, że nie można ocenić, czy recenzje, jako stanowiska zawierające wiadomości specjalne, będące w istocie zbliżone do opinii biegłych, są sporządzone przez osoby spełniające ustawowe wymogi, a dodatkowo w sposób dokładny, rzetelny i obiektywny. W konsekwencji dwie negatywne recenzje są wiążące wyłącznie pod warunkiem, że zostały one sporządzone rzetelnie przez osoby mające odpowiednie kwalifikacje i są poprawne formalnie”.

Jak więc wynika z powyższego, wady recenzji mogą przesądzać o braku możliwości uznania jej za dowód w sprawie. Jeśli jednak powszechnie obowiązujące przepisy prawa nie regulują przedmiotu opinii sporządzanej przez recenzentów w postępowaniu odwoławczym, to nie sposób też oceniać, czy dana recenzja odpowiada prawu, czy też nie. Tym samym sądowa kontrola w tym zakresie jawi się jako iluzoryczna, a z kolei realny brak takiej kontroli rodzi ryzyko sporządzania w postępowaniach odwoławczych opinii w zasadzie dowolnych, dotyczących czy to przedstawionych przez kandydata osiągnięć, czy to spełnienia przez niego innych wymagań do uzyskania danego stopnia/tytułu, czy to prawidłowości postępowania pierwszoinstancyjnego, czy to rzetelności pierwszoinstancyjnych recenzji, czy może wszystkich tych kwestii jednocześnie. Rzeczywistym tego skutkiem będzie ograniczenie sądowej kontroli wyłącznie do samego faktu zasięgnięcia takich opinii oraz spełnienia wymaganych od recenzentów kwalifikacji, lecz nie ich przedmiotu.

Podsumowanie

Jak wykazano, nieuregulowanie roli recenzentów w postępowaniach odwoławczych w sprawach stopni i tytułów oraz przedmiotu sporządzanych przez nich opinii jest istotnym problemem, który oddziałuje zarówno na decyzje RDN, jak i ich sądową kontrolę. Przyjęcie tak szerokiej roli tych recenzentów, jak proponują to przedstawiciele doktryny, orzecznictwo czy RDN, sprawia, że oceny prawidłowości postępowania pierwszoinstancyjnego podejmują się osoby niemające ku temu kwalifikacji, a najczęściej nawet prawniczego wykształcenia. Wysoce wątpliwe jest traktowanie takich opinii jako wiarygodnego materiału dowodowego przez RDN. Obecne rozwiązanie stawia też w niekomfortowej sytuacji samych recenzentów, bowiem w przypadku nauczycieli akademickich oraz pracowników naukowych pełnienie funkcji recenzenta w postępowaniach odwoławczych dotyczących stopni naukowych nie jest przecież ich dobrowolną aktywnością, lecz ustawowym obowiązkiem. Z tego powodu obecne rozwiązanie należy uznać za głęboko wadliwe.

Konieczne wydaje się doprecyzowanie tych kwestii w przepisach prawa powszechnie obowiązującego, co wpłynie nie tylko na większą pewność obrotu prawnego w sprawach awansów naukowych, ale wzmocni też zaufanie do tych procedur ze strony ich uczestników. Jeśli rolą takich recenzentów miałaby być ponowna ocena przedstawionych przez kandydata osiągnięć, czy też np. weryfikacja naukowej rzetelności recenzentów pierwszoinstancyjnych, to ich zadania oraz wymagane od nich kwalifikacje mogłyby być, jak obecnie, ukształtowane na wzór recenzentów pierwszoinstancyjnych. Otwartym pozostawałoby jednak pytanie, jaki byłby cel takiej oceny, skoro RDN w sprawach stopni naukowych (inaczej niż w przypadku tytułu profesora) orzeka wyłącznie kasacyjnie. Jeśli zaś ich rola miałaby się sprowadzać do prawnej oceny postępowania w pierwszej instancji, to przedyskutowania wymagałaby już sama celowość powoływania takich recenzentów. Ocena legalności postępowania pierwszoinstancyjnego jest bowiem rolą organu i nie jest jasne, z jakich powodów do wydania decyzji miałoby być konieczne zasięganie opinii (prawnej) recenzentów, w dodatku zupełnie do tej roli nieprzygotowanych. Próżno szukać podobnych rozwiązań w innych rodzajach postępowań administracyjnych i wydaje się, że jest ono zbędne również w sprawach stopni i tytułów naukowych.

Łukasz Kierznowski

Artykuł ukazał się na łamach „Przeglądu Prawa i Administracji”. Pełna wersja (wraz z przypisami) na stronie internetowej Wydawnictwa Uniwersytetu Wrocławskiego

Dyskusja (13 komentarzy)
  • ~komentator (poprzedni) 18.02.2026 23:40

    Zastanawiam się, czy KIEDYKOLWIEK będzie tak, że recenzent, który ewidentnie napisał coś, co KRZYWDZI habilitanta, będzie mógł być pociągnięty do odpowiedzialności lub chociaż napiętnowany...

  • ~Grześ 17.02.2026 18:47

    Tylko dlaczego ci wybitni przedstawiciele kasty naukowej, przyjmują do wykonania recenzje odwoławcze, skoro doskonale zdają sobie sprawę, że nie są kompetentni w dziedzinie prawa? Co nimi kieruje? Może: chciwość, poczucie wybitności - mania wielkości, pogarda ...? Ciekawe czy tym samym kierują się podczas przygotowywania zwykłych recenzji.

    • ~Czytelniczka 21.02.2026 16:53

      Otóż, wyjaśnienie jest w artykule: "Obecne rozwiązanie stawia też w niekomfortowej sytuacji samych recenzentów, bowiem w przypadku nauczycieli akademickich oraz pracowników naukowych pełnienie funkcji recenzenta w postępowaniach odwoławczych dotyczących stopni naukowych nie jest przecież ich dobrowolną aktywnością, lecz ustawowym obowiązkiem."

    • ~komentator (poprzedni) 19.02.2026 00:44

      Jest takie rosyjskie powiedzenie: "Rasii umom nie pajmiosz", czyli "Rosji rozumem nie zrozumiesz."
      Cóż... recenzentów (przynajmniej niektórych) też chyba nie... :)))o

  • ~maciej 17.02.2026 13:18

    "których roli prawo nie reguluje"

    To na co czekają naukowcy reprezentujący tzw. "nauki prawne"? Czy zaproponowano w tej materii jakiś projekt ustawy/rozporządzenia?

  • ~Zorientowany 17.02.2026 11:38

    No więc właśnie... Fajnie sie czyta recenzje sporzadzone dla RDN z dziedziny sztuki - recenzenci (profesorowie sztuki) operują terminologią prawniczą: "rażące naruszenie prawa", "niewykonanie wyroku sądu administracyjnego" itd. Ciekawe, kto im pisze te "recenzje/opinie"?
    A kolejna kwestia, której nie poruszono, dotyczy tego, czy w ogóle można przejść do oceny merytorycznej danej rozprawy czy kandydatury, skoro w postępowaniu I instancji nie przestrzegano zasad procesowych i nie zapewniono sprawiedliwości proceduralnej? RDN sporządza teraz hybrydowe recenzje: stwierdzają, że procedury nie przestrzegano, ale co z tego, skoro merytorycznie praca czy dorobek nie podoba się recenzentom RDN. I co w takiej sytuacji??

  • ~kk 17.02.2026 10:54

    Tytuły naukowe a co za tym stanowiska, władza i prestiż są celem same w sobie, a nie rozwój nauki.
    Kompletnie niezrozumiałe jest płacenia hab i profesorom za publikacje z przeszłości i za tytuły.
    Jeśliby ktoś zdobył duże finansowanie z perspektywą na lata, to taka osoba może być wyróżniona przez uczelnię i może otrzymywać podwyższone wynagrodzenie, w przeciwnym przypadku to marnowanie środków. Obecnie wielu kierowników katedr nie prowadzi żadnych badań, w które są zaangażowane zespoły pracowników. Tu jest pogrążona przyczyna słabego wyniku polskiej nauki, ale jak to w Polsce bywa ktoś pierdnął, innym to pasuje i mówią jak ładnie pachnie.

    • ~Ireneusz 18.02.2026 13:59

      Na uczelniach jak nazwa wskazuje jest także prowadzona dydaktyka, wg stanowisk: asystent, adiunkt, profesor uczelni, profesor i docent. Głównie instytuty naukowe i badawcze są odpowiedzialne za naukę i postęp w nauce. Planowanie rozwoju nauki jest kompletnie niedorzeczne. To tak jak byśmy przewidywali przyszłe odkrycia. Nauka tak nie działa. Naukowcy znajdują problem i go rozwiązują, a to może trwać wiele lat, a nawet wieków. POZDRAWIAM SERDECZNIE NIECIERPLIWYCH.

    • ~Ab 18.02.2026 12:33

      Dokładnie, nauka i jej rozwój jest tym ludziom obce. Oni mało co wnoszą za to bardzo dużo chcą wynosić i rozwijać swoje zepsute ego. Prawdziwi ludzie nauki są marginalizowani.

      • ~dr-On 19.02.2026 00:40

        Cyt."Prawdziwi ludzie nauki są marginalizowani."

        No, nie wszyscy, ale wielu, owszem. Po prostu, ci którym wylosował się od życia szczęśliwy los w postaci mądrego promotora doktoratu, który wysyłał ich do innych ośrodków naukowych lub grup badawczych, tacy ROZWIJAJĄ SIĘ, a reszta albo się zwija, tonąc w odmętach dydaktyki, która nierzadko ma się nijak do ich pracy naukowej, albo wręcz GNIJE na "bocznicy" peryferii życia akademickiego w Polsce, niektórzy owszem, mają pracę w sektorze IT, ale są też i tacy, którzy są bez pracy (znam przynajmniej jedną taką osobę). Inny przypadek, to kolega, który już spoczywa na cmentarzu, zmarł jakiś czas temu, będąc po doktoracie z fizyki, przepracował wiele lat, jako... bibliotekarz, zaś nigdy, jako fizyk.
        Oczywiście, wysoko ponad tymi z tej reszty, palą się radosne światła karier farciarzy, prezydent wręcza nominacje profesorskie, co roku na początku października słychać jakże mądre i budujące zdania, że "nauka, to przyszłość kraju", "tak, życzymy Państwu sukcesów", "Inwestycja w naukę i technologie, to inwestycja w przyszłość" i inne lukrowane trele-morele.

        • ~PodajNazwe 19.02.2026 08:34

          Jeśliby dydaktyka równa się gnicie, to mam nadzieję, że pracujesz w instytucji badawczej, a nie na uniwersytecie. Inaczej dostrzegam zatrudnienie osoby że stratą, dla studentów.

          • ~dr-On 19.02.2026 11:27

            NIE, proszę przeczytać ze zrozumieniem to, co napisałem. Gnicie to bycie POZA uczelnią lub instytutem badawczym, na etacie odpowiadającym wykształceniu danej osoby.
            A dydaktyka? Może być zarówno źródłem inspiracji i TAK POWINNO BYĆ (ale to szczęście ma niewielki odsetek badaczy) albo może być (i takie "zezowate szczęście" ma chyba większość lub przynajmniej duży odsetek badaczy) przysłowiową "kulą u nogi".

      • ~dr-On 18.02.2026 23:37

        Cyt." Prawdziwi ludzie nauki są marginalizowani."

        No, przecież w marnowaniu ludzkich talentów większości ludzi uzdolnionych zwłaszcza w naukach ścisłych (choć nie tylko), Polska jest co najmniej wicemistrzem Europy. Zaś dydaktyka urosła w polskim świecie akademickim do rangi cnoty, zaś drugą cnotą w tym świecie jest pisanina o-czym-tylko-da-się-cokolwiek-napisać, a to o gender, a to znowu o filozofii poezji, czy... prawa (sic!), o przemianach kulturowych itp. itp., byle tylko jakieś zdania dało się sklecić i już. No i oczywiście, słowa nie wolno pisnąć, bo rządzi kasta magnatów nauki polskiej, czyli prof. dr hab.-ów.