Aktualności
Sprawy nauki
17 Marca
Rys. Sławomir Makal
Opublikowano: 2021-03-17

Special issue, czyli polska afera międzynarodowych publikatorów

Najbliższa ewaluacja nie będzie miarodajna, ale nie dlatego, że ministrowie Przemysław Czarnek, a wcześniej Jarosław Gowin dodali kilkadziesiąt polskich czasopism do listy punktowej. Winę za to będą w znacznie większym stopniu ponosić czasopisma zagraniczne, które zrobiły biznes na polskiej nauce oraz publikujący w nich nasi naukowcy, nie liczący się z rzetelnością akademicką – pisze w najnowszym numerze „Forum Akademickiego” red. nacz. Piotr Kieraciński.

Artykuł Marka Wrońskiego z lutowego „Forum Akademickiego” całkiem przypadkiem zbiegł się z opublikowaniem przez Ministerstwo Edukacji i Nauki uzupełnienia do listy czasopism punktowanych. Spotkało się to z gwałtownymi protestami środowisk i gremiów akademickich (wiele z nich przedstawialiśmy na bieżąco na naszym portalu), zwykle tylko protestami. Bodaj jedynie KRASP zdobyła się na krytykę konstruktywną, czyli zawierającą też pewną propozycję. Dotyczy ona czasopism, które choć ważne dla pewnych środowisk, nie powinny – zdaniem rektorów – znaleźć się na liście czasopism naukowych, ale na innej, stworzonej z myślą o trzecim kryterium ewaluacji. To wskazówka warta rozważenia przez ministerstwo nauki.

Swoją drogą, minister Przemysław Czarnek nie ma dobrej prasy w środowisku akademickim. W podobny sposób listy czasopism i wydawnictw uzupełniał min. Jarosław Gowin, ale nie spotkał się z aż takimi protestami. Nierówność w traktowaniu przez akademików obu panów ministrów jest znamienna. Niedobrze, że pewne procedury nie są zachowywane, ale dzieje się tak nie od dzisiaj. Jestem przekonany, że, wbrew medialnym enuncjacjom, ministrowie nie łamali prawa uzupełniając listę poza „procedurą KEN-owską” (w uproszczeniu).

Problem jednak nie tylko w tych kilkudziesięciu dopisanych przez ministra – na podstawie rekomendacji jego doradców – czasopismach ani w podniesieniu punktacji kolejnym około dwustu czy trzystu czasopismom. Gdyby taka zmiana punktacji – w większości wypadków niewielka i dotycząca 1% czasopism na liście – miała zmienić znacząco wyniki całej ewaluacji, to by znaczyło, że jej zasady są źle przygotowane. Znacznie poważniejszym problemem, jak sądzę, jest obecność na krajowej liście punktowanych czasopism i materiałów konferencyjnych takich publikatorów, które spełniają kryteria czasopism drapieżnych, które stosują nierzetelne praktyki wydawnicze, a u nas mają 70, 100, a nawet więcej punktów (nie te skromne 20 czy 40 punktów, które zwykle zyskały dzięki decyzji min. Czarnka niektóre polskie czasopisma).

Od dwóch lat wiele zagranicznych czasopism, wcześniej całkiem rzetelnych, poczuło, że polska nauka (być może dotyczy to także innych krajów) ma pieniądze do wydania. Zmieniło zatem zasady publikacji. Zaczęło tworzyć specjalne numery (special issue) dla polskich naukowców. Oczywiście za pieniądze, różne – od niecałych 300 dolarów do nawet 2 tys. franków szwajcarskich (o takich kwotach wiem, może są też wyższe stawki…) za artykuł. Niektóre z tych publikatorów są w międzynarodowych bazach, nawet mają IF, a zgłaszane artykuły poddają recenzjom. Często należą one do wydawców, którzy mają wiele czasopism (od kilku do kilkuset). Zwykle wydawnictwa te powstały w ostatnich kilkunastu latach, czując koniunkturę na publikacje naukowe w otwartym dostępie – płatne przez autorów i instytucje naukowe, które ich zatrudniają. Pojawia się wzajemne cytowanie – łatwo to zorganizować, gdy się ma kilka, a co mówić o kilkudziesięciu czy większej liczbie czasopism – a zatem także IF. Czescy naukowcy opublikowali 7 lutego w „Scientometrics” tekst (streszczony 8 lutego w „Nature”), w którym stwierdzają m.in., że w Scopusie są 324 czasopisma, czyli ok. 1% czasopism w bazie, które w latach 2015–17 opublikowały 164 tys. artykułów, czyli 2,8% artykułów w bazie, a równocześnie są one na liście czasopism podejrzewanych o drapieżne praktyki.

Dlaczego obecność na liście ministerialnej drapieżnych wydawców i czasopism jest znacznie bardziej niebezpieczna niż obecność kilkudziesięciu, choćby słabych, ale ważnych dla pewnych środowisk, czasopism polskich? Po pierwsze, ponieważ kryteria publikacji są marne, właściwie ograniczają się do uiszczenia stosownej opłaty, a liczba uzyskanych za odpłatnie publikowane w nich artykuły punktów do ewaluacji jest zdumiewająco wysoka. Po drugie, niewiele o nich wiemy. Przede wszystkim nie wiemy, ile ich jest na naszej liście (podobno KEN ma wiedzę o kilkunastu takich czasopismach, ale tu pytanie, dlaczego nie dzieli się tą wiedzą ze środowiskiem, by je uprzedzić), ale wiemy, że w tych, które dotychczas dzięki naszym czytelnikom zidentyfikowaliśmy, ukazują się setki artykułów polskich autorów (w sumie to zapewne tysiące artykułów), a za tym wypływają z Polski – z podobno skromnych budżetów polskich instytucji naukowych – miliony złotych/euro/dolarów. Płacimy za siano, jak za zboże.

Liczba publikacji, które odkryliśmy, wskazuje na to, że nie tylko płacimy wiele, ale, jak wspomniałem, punkty uzyskane w tych czasopismach mogą znacząco wpłynąć na wyniki ewaluacji – fałszując je. Zapewne nie można tak do końca winić naukowców, którzy powodowani chęcią uzyskania dobrego wyniku ewaluacyjnego instytucji, w których pracują, publikują za granicą za duże publiczne pieniądze, ale i wysokie punkty. To dość racjonalne, skoro poprawia pozycję ich samych i instytucji, które ich zatrudniają. Jeśli jednak ci badacze orientują się w sytuacji, a przecież nie są to bezradne dzieci, tylko polska elita intelektualna, na pewno jest to trudne do zaakceptowania ze względów etycznych. To są lewe, kupione, a nie wypracowane punkty ewaluacyjne. Podkreślę, że w takich czasopismach publikują nie tylko naukowcy z regionalnych czy podrzędnych uczelni, ale także ci z uczelni badawczych wyłonionych w konkursie IDUB. Te publikacje kosztują w skali kraju miliony złotych.

Najbliższa ewaluacja nie będzie miarodajna, ale nie dlatego, że ministrowie Przemysław Czarnek, a wcześniej Jarosław Gowin dodali kilkadziesiąt polskich czasopism do listy punktowej. Winę za to będą w znacznie większym stopniu ponosić czasopisma zagraniczne, międzynarodowe, które zrobiły biznes na polskiej nauce oraz nasi naukowcy – powtórzę: także z uczelni badawczych (doskonałość naukowa!) – którzy nie licząc się z rzetelnością akademicką, publikują za publiczne pieniądze w „badziewnych” miejscach. Ale najbardziej winni są ci z nich, którzy w tym procederze biorą czynny udział, podejmując się – zapewne nie za darmo – funkcji redaktorów owych „numerów specjalnych” (wbrew nazwie, zwykle wcale nie tematycznych, ale publikujących na tematy od Sasa do Lasa), a przy okazji pełnią rolę „naganiaczy” (tak to określili nasi czytelnicy) polskich naukowców do tych dochodowych „stajni”.

Przypomnijmy, że listę czasopism i przypisanych im punktów stworzyli sami naukowcy – dyscyplinowe zespoły, w których pracowało ponad 400 osób. Oni ponoszą częściową odpowiedzialność za błędy na liście, w tym dotyczące liczby przyznanych punktów; być może byli wśród nich „lobbyści” pewnych tytułów, być może wpływali też na ministrów (którzy dołożyli do końcowego rezultatu swoje trzy grosze). Część winy zapewne spada na KEN, która powinna monitorować sytuację, a także szybciej i bardziej zdecydowanie reagować na nieprawidłowości (może to się wkrótce zmieni; jeden z moich rozmówców widzi też nadzieję w czujności ekspertów w procesie ewaluacji). Skoro wieści o nich dotarły do redakcji „Forum Akademickiego”, to znaczy, że jest to wiedza dość powszechna w środowisku naukowym. Być może nawet przekazywana z ust do ust w imię „dobra” uczelni podczas ewaluacji.

Widzę potrzebę przerwania tego szaleństwa. Pilną koniecznością jest przejrzenie przez uczelnie i ministerstwo, które je nadzoruje, publikacji płatnych oraz dokładna analiza praktyk czasopism i wydawców z naszej listy. I to nie ze względu na najbliższą ewaluację, bo tu chyba nic się nie da zmienić (podobno wyrzucenie drapieżnych czasopism z listy może rodzić problemy prawne), ale z uwagi na kolejną i na pieniądze, które wydajemy na publikacje całkiem bez sensu. Powinniśmy wiedzieć, kto, gdzie i za jakie pieniądze publikował. Z listy punktowanych publikatorów powinny w końcu zostać wyrzucone te, które sprzeniewierzyły się standardom wydawniczym. Tym, które nie dość pilnują zasad, można obniżyć punktację, np. dać 20 zamiast 70 czy 100 punktów. Naukowcy, którzy brali udział w wyprowadzaniu publicznych środków z budżetów krajowych uczelni na nieczyste publikacje, powinni ponieść środowiskowe konsekwencje, choćby w postaci nieformalnego ostracyzmu. Wiemy, że wśród badaczy pracujących dla predatorów są osoby o niezwykle wysokim statusie akademickim, w tym zajmujące wysokie stanowiska w Radzie Doskonałości Naukowej. Może przy okazji ewaluacji uczelnie, które tego typu publikacji mają najwięcej, które stworzyły sobie taki system zdobywania punktów, powinny być poddane szczególnie uważnej obserwacji ekspertów i instancji kontrolnych. Przecież o karach nie ma mowy, bo prawo raczej nie było łamane.

Trzeba dodać, że cała ta afera dotyczy głównie nauk humanistycznych i społecznych. W zasadzie nie wchodzą w grę nauki ścisłe i przyrodnicze, choć nawet matematycy i fizycy mają na celowniku podejrzane czasopisma ze swoich branż. Powraca pytanie o zasadność jednakowego sposobu oceny humanistyki i przyrodoznawstwa. To powinni rozstrzygnąć w debacie sami naukowcy. Jak dotąd się nie udało. Pora na kolejną próbę.

No i pytanie, czy system, który miał promować doskonałość naukową nie został niecnie wykorzystany i wykrzywiony. Czy się przez to nie zdelegitymizował? Czy można go jeszcze uratować? Kto i kiedy (kontekst terminów kolejnych ewaluacji) miałby to zrobić?

Piotr Kieraciński

Kontynuując temat, w marcowym FA publikujemy artykuły: Indeks czasopism nakazanych dr. Wojciecha Włoskowicza i Punkty na sprzedaż prof. Edwarda Radosińskiego

Dyskusja (107 komentarzy)
  • ~tomek 29.07.2021 11:27

    https://www.salon24.pl/u/chlopekonomia/1150827,polska-naukowym-mistrzem-polski-kleska-reformy-gowina

  • ~AH 30.04.2021 07:17

    Brawo dla AM. Wspaniała, genialna, bo ma 3 artykuły za 140 pkt. Pani recenzentka pisze recenzje dla MDPI i to darmowe, mimo że chińskie wydawnictwo odrzuca jej dzieła. Czapki z głów!
    P.S.
    Ja jestem profesorem i mam w ostatnich 2 latach 6 artykułów, każdy po 200 pkt. W MDPI mimo licznych zaproszeń /na guest editora special issue/ nie zostałem "naganiaczem" ani recenzentem.

    • ~Baltazar Gąbka 06.05.2021 19:32

      Coś mi Panie AH nie brzmisz na profesora :) Jeżeli jednak jesteś nim faktycznie i chwalisz się 6 artykułami za 200 pkt. w dwa lata to wydaje mi się, że jesteś w nich dopisany przez miłych adiunktów.

    • ~tomek 30.04.2021 14:34

      Z moich obserwacji również wynika, że to ci najlepsi najbardziej cierpią przez MDPI i je krytykują. Teraz - w erze MDPI - różnice między naukowcami bardzo mocno się spłaszczyły w różnych rankingach - MDPI po 100, 140 pkt są w zasięgu prawie każdego (o ile nie każdego). A publikowanie w najlepszych czasopismach za 140, 200 pkt wymaga DUŻO DUŻO większego nakładu pracy, niż np. w MDPI. Niestety, gdy potem patrzymy na różne rankingi punktowe, to tego nie widać - a nierzadko to ci MDPI-owcy są wyżej.

  • ~AM 29.04.2021 21:06

    Przeglądam te komentarze i muszę stwierdzić, że chyba nikt z biorących udział w ożywionej dyskusji, nawet nie pokusił się o napisanie czegokolwiek poza krótkim, negatywnym komentarzem na różnych forach - to takie polskie, wylewać hejt, za pomocą klawiatury komputera...podczas gdy samemu prawie nic się nie osiągnęło. Dwukrotnie składałam artykuły RÓŻNE do czasopisma MDPI i za każdym razem otrzymałam baaardzo obszerną, wnikliwą recenzję, niestety w obu przypadkach negatywną, bez możliwości poprawienia i ponownego rozpatrywania. Więc proszę nie pisać takich bzdur, bo nie mają one pokrycia w rzeczywistości. Sama także recenzuję i można zrobić dobrą recenzję w tydzień. Ktoś tu słusznie zauważył - przysyłana jest propozycja z deadlinem i albo robię, albo odrzucam. 100 CHF to nie jest czynnik by zrobić na odwal się. To zależy od człowieka. To jak z wykładem. Są nauczyciele akademiccy (nawet z tytułem prof.), którzy od 30 lat mają te same notatki i ciągle z nich czytają!!!, albo uśmiercają kolejne pandy na konferencjach niby naukowych, czytając z kartki. A ja przygotowuję nowe i nowe wykłady, bo nauka się zmienia...i lubię swoją pracę.
    Kto z komentujących i krytykujących MDPI opublikował chociaż jeden artykuł za 100 pkt, 140 pkt, w ostatnim czasie - niekoniecznie w MDPI??? Ja w ciągu ostatnich dwóch lat, opublikowałam TRZY artykuły po 140 pkt każdy, w niezależnym czasopiśmie, nie będącym MDPI, Springer, Taylor - więc można! Jeśli się chce.

    • ~Gajowy 19.05.2021 14:34

      Odnośnie samego artykułu - MDPI nie płaci wynagrodzenia redaktorowi gościnnemu (naganiaczowi), ani recenzentom (jak i chyba inne prestiżowe czasopisma). Jestem obecnie GE jednego z ich numeru i widzę, że do każdego artykułu zapraszają co najmniej trzech recenzentów (wcześniej ja mogę zweryfikować listę potencjalnych recenzentów, tj. odrzucić lub dodać - na to kogo wybiorą nie mam wpływu). Koledzy kiedyś zaproponowali im wydanie numeru specjalnego i przesłali im nawet próbki swoich artykułów. Mimo, że propozycja SI została zaakceptowana, to potem kilka artykułów odrzucili (desk rejection) - i ostatecznie sprawa całkiem upadła. Moim zdaniem, starają się wykonywać swoją pracę rzetelnie, mając świadomość, że w każdej chwili arbitralnie mogą być usunięci z WoS (bez względu na IF), co przecież nie jest w ich interesie (stracą wówczas miliony)! Jeśli kogoś boli, że oni zarabiają miliony (przecież im wolno), to niech ich naśladuje ("robiąc przy tym prawdziwą naukę"). Jeśli ktoś uważa, że nie warto im płacić za publikację - niech po prostu tam nie wysyła (niektórzy płacą z własnych środków). A może ocenę warto rozpocząć od lektury co najmniej kilku opublikowanych przez nich artykułów (i porównać do jakości innych, uznanych czasopism)? A może warto spróbować swoich sił publikacyjnych (wysłać cokolwiek i sprawdzić czy rzeczywiście publikują wszystko)?

    • ~tomek 30.04.2021 13:00

      Skoro Pani otrzymała rzetelne recenzje to znaczy, że zdecydowana większość z tysięcy ich recenzji jest rzetelna?

  • ~A. 21.04.2021 07:27

    Aktualny cennik chinskiego MDPI (ponad 200 czasopism). Platforma zarejestrowana w Bazylei. Popyt najwyzszy w "Energies", "Applied Sciences" i "Sustainability" , publikuja duzo (szwarc mydlo i powidlo) a najwiecej z zarządzania oraz ekonomii i finansow (w tych dyscyplinach nauka polska jest i była światową "potęgą".)
    wiec tu najwyzsze ceny (wzrosły ostatnio o 200CHF).
    https://www.mdpi.com/about/apc

    • ~abc 21.04.2021 09:46

      Jest jeszcze wiele innych czasopism MDPI z kosmicznym popytem w przedziale 5 - 10 tys. publikacji rocznie, np. Sensors czy Remote Sensing. Ale przecież płacimy za open access, bez którego inni naukowcy nie mieli by dostępu do naszych prac :) Więc na pewno polskiemu podatnikowi opłaciło się wydać w zeszłym roku te 75 mln zł na publikacje u Chińczyka. Zwłaszcza, że pieniądze publiczne to pieniądze niczyje.

      • ~abc 21.04.2021 09:53

        pytanie brzmi, które media pierwsze uświadomią sobie skalę tej patologii?

  • ~ABCD 16.04.2021 17:18

    Polecam lekturę tych dwóch bardzo świeżych artykułów.

    https://scholarlykitchen.sspnet.org/2021/04/14/guest-post-an-early-look-at-the-impact-of-the-chinese-academy-of-sciences-journals-warning-list/
    https://paolocrosetto.wordpress.com/2021/04/12/is-mdpi-a-predatory-publisher/

    On the last day of 2020, the Chinese Academy of Sciences issued the first Early Warning List of International Journals. While it includes just 65 journals, the list disproportionately targets journals that are fully open access (OA) and attract a high volume of Chinese content in absolute or relative terms, notably IEEE Access, several titles published by MDPI, and four from Hindawi. It has been three full months since the Warning List’s release, and the impact is already visible on publication volumes. For example, IEEE Access has had its worst quarter since early 2019 and MDPI’s listed journals are getting less content from China.

    • ~abc 17.04.2021 09:09

      Bardzo ciekawy fragment z cytowanej strony: "For some time I have been trying to understand this phenomenon that does not only concern MDPI, but also Frontiers and associate journals from the important journal (scientific report for example). I wanted to point out an important factor that you may not have considered, is that there is a positive feedback effect of these papers on the impact factor that is similar to inflation in failing economies that print paper money. more articles published = more citations placed on the market (1:50 as a minimum), these citations increase the impact factor of all journals, but in particular of those MDPI that self-refer. But it can’t work! sooner or later the system collapses! now in the international academic world, it is clear that you cannot build a CV with publications in these journals, it only works in countries with poor career growth systems such as Italy or the emerging world."

      • ~Mirov 18.04.2021 12:55

        Frontiers chyba jest usuwany ze Scopusa.

  • ~WW 15.04.2021 15:24

    To prawda, że ten boom publikacji w MDPI jest niepokojący. Ale to jest jedyny minus wydawnictwa (nie wiadomo kiedy się sypnie). Największym plusem MDPI jest szybkość działania. Nie czeka się na recenzje po kilka miesięcy. Praca po recenzjach odrzucona przez recenzentów w jednym z czasopism MDPI nie ma szans na przyjęcie nawet do recenzji w innym czasopiśmie.
    A koszty są co najmniej 2x mniejsze niż w gdzie indziej. Dla przykładu: Nature Research -3580 euro (brutto) = 18645 pln (!), eLife Sciences Publications, Ltd - $3,000 + VAT = ok. 14 000 pln. MDPI - 1 646,19 euro = ok. 8800 pln.
    Faktem jest, że punkty ministerialne dla czasopism MDPI (przynajmniej niektórych) są relatywnie wysokie.

    • ~abc 17.04.2021 10:01

      ... jedyny minus? Pani raczy żartować!

    • ~Mirov 16.04.2021 17:28

      „Praca po recenzjach odrzucona przez recenzentów w jednym z czasopism MDPI nie ma szans na przyjęcie nawet do recenzji w innym czasopiśmie.”

      To stwierdzenie nie znajduje pokrycia w rzeczywistości. Artykuł po odrzuceniu można składać do oporu. Dwa razy, trzy razy, dziesięć razy. Za każdym razem artykuł dostaje nowego redaktora i recenzentów.

    • ~tomek 15.04.2021 18:18

      Odnośnie wspomnianego boomu, jeden przykład ode mnie. Czasopismo Sustainability (MDPI), liczba prac z Polski w 2020 roku - 554. Proszę osoby, które krytycznie wypowiadają się o niniejszym artykule, o podanie jednego normalnego czasopisma (tj. z poza MDPI - bez obowiązku zapłaty), w którym znajdziemy choćby 50 prac z Polski za pieniądze (open access) w 2020 roku? Które to niby wydawnictwa zarabiają na Polakach choć 1/5 tego co MDPI?

      • ~tomek 15.04.2021 18:19

        https://www.mdpi.com/search?sort=pubdate&page_count=50&year_from=2020&year_to=2020&authors=poland&journal=sustainability&featured=&article_types=&countries=

    • ~tomek 15.04.2021 18:09

      Szybkość działania może być plusem tylko wówczas, gdy jakość recenzji na tym nie traci. Czy ta armia recenzentów MDPI, która na zawołanie jest w stanie wykonać recenzje (zazwyczaj w ciągu tygodnia), na pewno gwarantuje taką jakość, jak to wynika z ich IF-ów? Ile procent rzetelnych naukowców/recenzentów, którzy mają mnóstwo obowiązków zawodowych (nie licząc życia prywatnego), może sobie pozwolić na to aby tak z marszu zrobić recenzje?

      • ~Julian 18.04.2021 19:03

        MDPI radzi sobie z tą kwestią, wysyłając zaproszenie do większej liczby recenzentów, niż jest potrzebne. Potem przyjmuje te dwie-trzy, które przychodzą w pierwszej kolejności, a reszcie odpisuje, że już mają potrzebną liczbę. Nawiasem mówiąc, MDPI to chyba jedyne wydawnictwo, które gratyfikuje w jakikolwiek sposób recenzentów. Warto mieć to na uwadze.

        • ~abc 18.04.2021 20:51

          1. Czy zna Pan kogoś w polskiej nauce, kto miałby problem z publikacją w MDPI za min. 100 pkt? 2. Czy wie Pan ile procent cytowań czasopism MDPI pochodzi z MDPI? 3. Czy wie Pan ile tysięcy publikacji wydają rocznie czasopisma MDPI? Naprawdę nie zapala się Panu czerwona lampka?

      • ~WW 16.04.2021 11:24

        Z punktu widzenia recenzenta: jak wiem, że nie dam rady zrobić recenzji w tydzień, to negocjuję termin lub jej nie biorę. Biorę tylko to na czym się znam, wtedy tydzień, max dwa, wystarcza. Robię recenzję od razu i nie siedzę na nią tydzień (jedynie raz miałam pracę, nad którą musiałam posiedzieć dłużej, ale była wyjątkowo obszerna i skomplikowana). Opóźnienia biorą się z odkładania "na jutro". Z punktu widzenia autora publikacji: bardzo sobie cenię wstępną decyzję w ciągu max miesiąca. Są czasopisma, które potrafią przetrzymać pracę kilka tygodni u edytora, nie wysyłając nawet do recenzji, po czym odesłać do autora, że jednak nie chcą. Są też takie sytuacje, że po trzech miesiącach "w recenzji" zaczynam się dopytywać o wstępną decyzję.

        • ~ABCD 16.04.2021 17:24

          Nikt tam nie negocjuje terminów recenzji bo automatycznie traci kupon na zniżkę 100 CHF po upływie tygodnia. W polskim internecie jest dużo wpisów recenzentów, którzy się przechwalają, że robią 10-20 recenzji miesięcznie.
          Raz do roku MDPI rozsyła e-maila, w którym informuje o najbardziej „zasłużonych” recenzentach. Były przypadki z Polski z 50 i więcej recenzjami w ciągu roku.

          • ~abc 18.04.2021 20:58

            Panie Marku, wśród recenzentów i redaktorów MDPI są też nobliści. Tylko co z tego? To są przecież wyjątki. Większość recenzentów MDPI to słabi naukowcy.

          • ~Marek Kosmulski 18.04.2021 19:17

            https://www.mdpi.com/2504-5377/5/1/5
            Rzeczywiscie łatwo sprawdzic kto recenzuje. Powyzej link do listy recenzentow w Colloids and Interfaces. Sa tam
            Craig h 44
            Chibowski h 41
            Kosmulski h 35
            Jańczuk h 33
            Aksenenko h 31
            Noskov 30 (wszystkie liczby ze scopusa)
            Jezeli to maja byc slabi naukowcy to ile maja dobrzy?

          • ~abc 16.04.2021 20:21

            Tak, to prawda, w internecie można to sprawdzić, nie pamiętam dokładnie - chyba w Publons. Ponadto, większość recenzentów MDPI to bardzo słabi naukowcy - może dlatego mają czas tak z marszu recenzować. To też można sprawdzić, kto dokładnie tam recenzuje. Zdarzają się też rozpoznawalne nazwiska ale relatywnie rzadko.

          • ~abc 16.04.2021 20:15

            abc

  • ~MDPI 14.04.2021 14:20

    Na koniec chciałbym czymś jeszcze z Państwem się podzielić. Porównanie liczby artykułów z Polski w MDPI w 2011 i 2020 roku.

    2011 - 64 artykuły
    https://www.mdpi.com/search?sort=pubdate&page_count=50&year_from=2011&year_to=2011&authors=poland&featured=&subjects=&journals=&article_types=&countries=&fbclid=IwAR1MHTAUqRoNbNsEk3MLGKI3SmZ4YGX-ZG04iWRlwk3_JM_IM0_qsof2HdA

    2020 - 10098 artykułów !!!
    https://www.mdpi.com/search?sort=pubdate&page_count=50&year_from=2020&year_to=2020&authors=poland&featured=&subjects=&journals=&article_types=&countries=&fbclid=IwAR1fJpUh9Lnr23uWo19q55imndpIZGHrTin53evmx-PSb4j3xdIN6CV_Q0c

    Co na to obrońcy MDPI?

    • ~Julian 18.04.2021 19:05

      A ile w ogóle tych czasopism było w 2011 roku?

      • ~abc 18.04.2021 21:03

        Dość powiedzieć, że w 2020 roku były czasopisma MDPI, które miały po ok. 10 000 publikacji, w tym po kilkaset z Polski.

    • ~MDPI 14.04.2021 15:05

      2011 rok - 64 artykuły vs 2020 rok - 10098 artykułów

  • ~MDPI 14.04.2021 13:39

    Panie Piotrze, gratuluję odwagi i artykułu. W przyszłym roku - po ewaluacji - jak wyjdzie skala tego problemu to wielu osobom będzie bardzo łyso.

    • ~Grzegorz K. 17.04.2021 17:25

      Łyso powinno być akurat twórcom tego magicznego "wykazu". Zalanego wręcz wysokopunktowanymi świerszczykami pokroju ERSJ, pomyłkami 20/200 i konferencjami za 70, gdzie można wbić artykuł w jeden wieczór (podczas gdy porządne tradycyjne czasopisma z sensownym IF, projekt na 1-2 lata, mają dokładnie tyle samo). Applied Sciences, IEEE Access czy całe MDPI to przy tym najmniejszy problem

      • ~Mirov 18.04.2021 12:51

        Naprawdę są pomyłki 20/200?

        • ~Grzegorz K. 18.04.2021 21:22

          Jeśli czasopismo spoza JCR z żenującymi statystykami w Scopusie (w STEM) dostaje 200, to zostaje tylko opcja sabotażu lub pomyłki.

  • ~Leszek Chybowski 14.04.2021 11:52

    Szanowni Państwo.
    Z zainteresowaniem przeczytałem komentarze pod przedmiotowym tekstem i myślę, że wskazano w nich kilka znamiennych problemów dzisiejszego świata naukowego i zupełnie zmienionego względem klasycznego paradygmatu uniwersytetu. W dzisiejszym świecie naukowym celem jak i środkiem badań stały się punkty, czyli pieniądze. Polska (i wg mojej wiedzy kilka innych krajów reformujących swoje ośrodki naukowe) dały wydawcom czasopism naukowych świetne źródło zarobku. Dotyczy to zarówno najczęściej cytowanego w poniższych komentarzach wydawnictwa MDPI jak i innych wydawców. Publikacje w Elsevier w czasopismach GOA lub w opcji OA dla czasopism hybrydowych są średnio 1,5-2x droższe niż MDPI. Czas realizacji procedury publikacji w Elsevierze jest jednak zwykle dłuższy. Choć z mojego doświadczenia wynika, że są tacy, którzy procedują jeszcze dłużej, przykładowo w wydawnictwie Taylor&Francis miałem okazję czekać od zgłoszenia artykułu do jego publikacji ponad 19 miesięcy. A więc jak wskazałem w moim pierwszym komentarzu poniżej dobrze, aby oprócz punktów i uznania czasopisma, cena była odpowiednia do rangi czasopisma, a czas publikacji dawał szansę na to, że wyniki nie zdezaktualizują się (i co gorsza czasopismo nie obniży w międzyczasie swojej wartości punktowej na polskiej liście ministerialnej). Ceny za OA są znaczne i w przypadku MDPI dodatkowym plusem wskazanym przez komentatora o pseudonimie ~Profesor Gąbka są bony zniżkowe na publikacje, dają one znaczne możliwości obniżenia kosztów publikacji. Pytanie tylko na ile publikowanie w systemie OA daje wymierne korzyści i zwrot kosztów poniesionych na wydanie artykułów?
    Jeden z poniższych komentarzy skłonił mnie do wskazania na kolejny aspekt. W wymienionym przeze mnie wydawnictwie Elsevier również pojawiają się patologie związane z wymuszaniem cytowań w celu pompowania IF. Przykład: ok. 1,5 miesiąca temu wysłałem artykuł do wysoko punktowanego czasopisma tego wydawcy, który został odrzucony "na biurku" z nie do końca wyeksponowanego powodu, ale ze wskazaniem braku cytowań prac z tego czasopisma. Redaktor wskazał też, że takie cytowania nie są wprawdzie niezbędne i nie są obowiązkowe, ale ich brak świadczy o słabym rozeznaniu tematu. "Kulturalna arogancja", bo inaczej bym tego nie nazwał. Artykuł wysłałem do innego czasopisma tego samego wydawcy i został przyjęty do procesu redakcyjnego, co więcej jest już po recenzjach, które wymagały małych poprawek. Jak widać wszędzie są patologie.
    Problem, o którym pisze większość z poniższych komentatorów to brak odwzorowania jakości nauki we wskaźnikach przyjętych w ewaluacji. Zespoły przygotowujące zasady oceny jednostek za wszelką cenę próbowały stworzyć ilościowe miary, które dodatkowo skutecznie skomplikowały pod postacią złożonego algorytmu szkatułkowego i mądrych wzorów matematycznych. Spowodowało to wiele niejasności, niedomówień i żali oraz stało się źródłem patologii w postaci np. artykułów 10-cio i więcej autorskich (każdy autor z innej jednostki). A to przecież nie artykuły z CERNU. Ustawa niestety bardzo mało punktuje działania naukowców na rzecz społeczeństwa, m.in. w mojej opinii wdrożenia i rozwiązania techniczne powinny być podstawą oceny uczelni technicznej a niestety nie są. Jedną miarą ocenia wiekowych profesorów i młodych doktorów, którzy wprawdzie piszą zwykle więcej artykułów ale ich rola i miejsce w ścieżce rozwoju jest zupełnie inna. 60-cio czy 70-cio letni profesor powinien pełnić rolę mentora, wzorca i drogowskazu dla młodych pokoleń naukowców, a nie być sprowadzonym do postaci "generatora publikacji naukowych".
    Obecnie głównym źródłem punktów do oceny "jakości badań naukowych realizowanych przez jednostkę X" są publikacje jej pracowników wliczonych do N. Oczywiście dobrze byłoby oceniać wszelkie dokonania pod kątem merytorycznym, ale tu znów może się pojawić zarzut ze strony części środowiska dot. stronniczości i subiektywizmu w ocenach. Optymalne rozwiązanie jest "gdzieś pośrodku". Mając na uwadze wady i zalety różnych metod oceny dorobku (jakościowych i ilościowych), metody
    umożliwiające w miarę obiektywną ocenę powinny być one oparte - jak wskazał komentator ~Stanisław - na ilościowych technicznie weryfikowalnych miarach takich jak IF czy CiteScore (lub innych zależnie od dziedziny nauki) jak również ocenie jakościowej. Ocena ogólna powinna ujmować ocenę obliczoną miarami ilościowymi i opinie ekspertów podsumowane punktacją liczbową. Opinie powinny być opracowane przez zespoły specjalistów z innych jednostek reprezentujących tę samą dziedzinę/dyscyplinę wiedzy co oceniana jednostka.
    Pozdrawiam serdecznie
    Leszek Chybowski

    • ~Arkadiusz 15.04.2021 19:08

      Zgadzam się z komentarzem Pana L.. Chybowskiego. Problem jest złożony. Poza tym szybka i sprawna obsługa kosztuje. szczególnie biorąc pod uwagę lawinowo rosnącą ilość publikacji naukowych. Inne, lepiej stojące naukowo nacje też publikują za pieniądze. System nie jest idealny oczywiście, jednak dużo lepszy niż publikowanie u kolegi na konferencji wzajemnej adoracji, w bliżej nieznanych materiałach konferencyjnych...

  • ~MDPI 13.04.2021 20:53

    Jedyny argument, którego używaja obrońcy MDPI to fakt, że przecież czasopisma MDPI posiadają dobre IF-y, więc wszystko jest ok. Otóż nie jest ok. A dlaczego? Wystarczy sprawdzić np. w bazie WoS pochodzenie cytowań ich czasopism. I z tego argumentu nie wiele zostaje. Pozdrawiam obrońców/beneficjentów MDPI.

    • ~Marek Kosmulski 14.04.2021 10:36

      Nie jestem entuzjastą MDPI ani tym bardziej jego beneficjentem. Nie są nimi prawdopodobnie także inni uczestnicy dyskusji, którzy krytycznie oceniły tekst Redaktora FA. Wartość IF pojawiła się w dyskusji parę razy, ale nie jako argument w obronie MDPI, zwłaszcza., że IF-ory czasopism MDPI są na ogól marne.
      Owszem, broniłem MDPI przed niesprawiedliwym atakiem. Nie jestem entuzjastą min. Czarnka, ale też bronię go na forach internetowych, gdy jest niesłusznie krytykowany za konkretne posunięcia..
      Krytykujmy więc MDPI ale konstruktywnie i rzeczowo, bez insynuacji i obrażliwych epitetów (patrz komentarz Krzysztofa z 7.4).

      • ~MDPI 14.04.2021 11:32

        Polecam też jedną opinię z dyskusji pod innym artykułem na ten temat:
        "1. MDPI jest od lat i od lat wykładniczo rośnie tam liczba artykułów. Niektóre czasopisma mają już prawie 10 000 artykułów rocznie, a kilka lat temu było to kilka/kilkanaście razy mniej! A standard w innych wydawnictwach to 20-100 rocznie! Wykładniczo rośnie też kasa polskiego podatnika przelewana na ich konto w Szwajcarii. W ostatnim roku było to ok. 75 000 000 zł! Można to wszystko łatwo sprawdzić na ich stronie. 2. Oczywiście wśród takiej liczby publikacji znjdzie się każdy, nawet noblista, szczególnie jeśli się go ładnie poprosi. Jednak chyba nie rozmawiamy o wyjątkach. Zdecydowana większość artykułów pochodzi obecnie od osób, które wcześniej miały problem nawet z przebiciem się na listę B. Ogólnie, w polskiej nauce nie ma chyba już osoby, która miałaby problem z opublikowaniem pracy w MDPI. Pytanie: Czy poziom jest tam tak niski czy nagle wszyscy (bez wyjątku) dostali przypływu geniuszu? 3. Można powiedzieć, że wszystko jest ok bo te czasopisma maja wysokie IF więc punkty im się należą. Tylko proszę sprawdzić, np. na WoS-ie, skąd pochądzą te ich cytowania. To są głównie cytowania też w MDPI. Wygląda to tak, że im dana praca ma więcej zacytowanych prac z MDPI, tym większa szansa że zostanie tam przyjęta. Proszę przejrzeć kilka/kilkanaście losowo wybranych prac z MDPI i sprawdzić ile te prace mają zacytowanych innych prac z MDPI. Proszę też zerknąć na szczegóły ich IF-ów w WoS-ie. 4. ... Można by długo jeszcze tak wymieniać ale po co? To szambo musi w końcu wybić."

      • ~MDPI 14.04.2021 11:30

        Panie Marku, na 99.9% większość uczestników dyskusji z całą pewnością jest beneficjentem MDPI. Obawiam się, że Pan nie zna skali problemu. Ale po ewaluacji się wszyscy dowiemy. Jestem gotów się z Panem założyć, że po ewaluacji okaże się że ponad 50% wszystkich slotów to będzie MDPI.

        • ~Marek Kosmulski 14.04.2021 16:38

          Według SJP
          beneficjent, beneficjant
          1. «osoba korzystająca z beneficjum»
          2. «osoba czerpiąca korzyści z czegoś»
          Uczestnicy dyskusji czerpią korzyści? Niby jakie?
          Proszę objaśnić o jaki problem chodzi, to powiem, czy znam jego skalę.
          Problem z MDPI to mają Elsevier i Springer. I to duży. Ale nie ja.

          • ~abc 19.04.2021 10:23

            Poczekajmy do ewaluacji i zobaczymy czym będą zapełnione sloty? A potem odpowiedzmy sobie na pytanie, czy te kilkaset milionów złotych zwróci się polskiemu podatnikowi. Czy ta nauka z pod znaku MDPI zarobi na siebie?

          • ~Grzegorz K. 17.04.2021 17:29

            Naiwnym to trzeba być, żeby nie widzieć, że Elsevier właśnie przekształca 160 journali na full open-access. I że Springer za OA potrafi skasować równowartość samochodu. Notabene, Scientific Reports to się pewnie wzięło znikąd...

          • ~MDPI 15.04.2021 15:05

            1. Ja też niestety jestem naiwny i staroświecki, dlatego cierpię :(
            2. Czy Springer, Elsevier to drapieżny open access? Czy fortuna Springera, Elseviera rośnie tak bardzo jak MDPI? Czy skala jest ta sama? Czy musimy patrzeć na ten problem zero-jedynkowo? Czy ... ehhhh

          • ~Marek Kosmulski 15.04.2021 14:58

            Chyba jestem naiwny i staroświecki, bo dużo bardziej niż na ministerialnych punktach zależy mi na poszukiwaniu prawdy. A w tym akurat MDPI mi nie przeszkadza. Co więcej, w swojej naiwności liczę, że poszukiwaczy prawdy jest więcej wśród polskich naukowców niż ciułaczy ministerialnych punktów.

          • ~Marek Kosmulski 15.04.2021 14:52

            Czyli: róśnie fortuna Elseviera i Springera - nie ma problemu, róśnie fortuna MDPI - jest problem. Rzeczywiście trudno to pojąć.

          • ~MDPI 15.04.2021 14:35

            Korzyścią są łatwe punkty - łatwiejsze niż w czasopismach bez drapieżnego/obowiązkowego open access. Nie wiem jak jeszcze prościej mógłbym to Panu wyjaśnić.

          • ~MDPI 15.04.2021 10:39

            Pan też ma problem, bo to m.in. z Pańskich podatków rośnie fortuna Pana Shu-Kun Lin, na koncie w Szwajcarii. Przykro mi, jeżeli Pan tego nie rozumie albo nie chce zrozumieć.

          • ~MDPI 15.04.2021 10:28

            oczywiście chodzi mi o osoby, które tam publikują i/lub są redaktorami, czyli obecnie o większość polskich "naukowców"

  • ~A. 09.04.2021 12:58

    W 100% popieram autora tekstu Piotra Kieracinskiego. Czasopisma MDPI i niektóre inne elektroniczne na skalę masową zarabiają w Polsce. Poziom katastrofalny.
    Do poczytania:
    https://miesiecznik.forumakademickie.pl/czasopisma/fa-2-2021/jak-zapelnic-sloty%E2%80%A9/
    https://www.ersj.eu/issues
    Gdzie NIK, ABW i CBA? Czas skończyć z wyprowadzaniem pieniędzy podatników z Polski.

  • ~Krzysztof 07.04.2021 16:36

    Zgadzam się w z większością poniższych komentarzy, mocno krytycznych wobec powyższego tekstu i nie chcę powielać padających tu argumentów. Nie wiem tylko czy czytelnicy zauważyli jak wiele jest w tym tekście zawoalowanych sugestii, bardziej kojarzących się z insynuacją niż rzetelnej informacji. Przyjrzyjmy się choćby zdaniu: "Ale najbardziej winni są ci z nich, którzy w tym procederze biorą czynny udział, podejmując się – zapewne nie za darmo – funkcji redaktorów owych „numerów specjalnych” (wbrew nazwie, zwykle wcale nie tematycznych, ale publikujących na tematy od Sasa do Lasa), a przy okazji pełnią rolę „naganiaczy” (tak to określili nasi czytelnicy) polskich naukowców do tych dochodowych „stajni”. Wzięte cudzysłów słowa "numer specjalny", "stajnia", "naganiacz" sugerują wręcz mafijny układ, zaledwie naśladujący działania naukowe, a sugestia iż owi "naganiacze" nie robią tego za darmo - świadczy o braku wiedzy w temacie, w którym autor artykułu się wypowiada i dodatkowo nakłada na nich odium nieetycznego „sprzedawania się” jakimś ukrytym za parawanem siłom. Dodatkowo to tajemnicze "tak to określili nasi czytelnicy", sugerujące ze Autor ma pełne poparcie środowiska w głoszonych tezach, czego większość komentarzy jakoś nie potwierdza - wprost przeciwnie. No i zakończenie w którym już wydano wyrok - tak jakby Autom miał prawo takie wyroki ferować. "Naukowcy, którzy brali udział w wyprowadzaniu publicznych środków z budżetów krajowych uczelni na nieczyste publikacje, powinni ponieść środowiskowe konsekwencje, choćby w postaci nieformalnego ostracyzmu. Wiemy, że wśród badaczy pracujących dla predatorów są osoby o niezwykle wysokim statusie akademickim, w tym zajmujące wysokie stanowiska w Radzie Doskonałości Naukowej. " Nie spodziewałem się znalezienia tekstu, który w dużej mierze polega na manipulowaniu emocjami i niesprawdzonymi informacjami w szacownym jakby nie było Forum Akademickim. Przykro mi było go czytać.

  • ~Andrzej 07.04.2021 10:01

    Problem jest bardzo poważny. Po pierwsze - system w którym jakość nauki mierzy się publikacjami w czasopismach, w których recenzentami jest to samo środowisko, które jest oceniane jest systemem, w którym nie ma zewnętrznej oceny przydatności badań. To jest praźródło patologii moim zdaniem.
    Zjawisko jest wzmacniane przez powiązanie finansowania uczelni ze zdobytymi punktami. W efekcie wiele uczelni płaci za publikacje w czasopismach nie zważając czy publikacja jest coś warta, a jedynie na to ile punktów ma czasopismo. W ten sposób marnowane są pieniądze podatnika.
    Moim zdaniem świadome wspieranie publikacji w czasopismach płatnych, uznawanych za 'drapieżne' może być podstawą odpowiedzialności karnej na mocy ustawy o dyscyplinie finansów publicznych. I co więcej - powinno być, bo patologie powinno się likwidować.

  • ~Stanisław 06.04.2021 17:48

    Jak nigdy dotąd przeczytałem artykuł i wszystkie komentarze. Również pozwolę sobie podzielić się z Autorem tekstu i przedmówcami przemyśleniami w trzech kwestiach:

    1) Autor artykułu zarzuca uchybienia etyczne naukowcom publikującym artykuły w czasopismach o wątpliwej reputacji i proponuje nawet, żeby środowisko tych autorów karało. Głęboko się z tym poglądem nie zgadzam i jest to moim zdaniem zupełne pomylenie ról w procesie ewaluacji. Obecnie jednym kryterium oceny czasopisma są przyznane punkty „ministerialne”. Dlatego z punktu widzenia ewaluowanej jednostki, jeśli pracownik jest w stanie opublikować dzieło za 40 pkt. w „porządnym” czasopiśmie, albo za 100 pkt. w czasopiśmie o „wątpliwej reputacji”, to wybór powinien być prosty – publikacja za 100 pkt. „Porządna” publikacja za 40 pkt. jest marnowaniem jego wkładu i osłabianiem wyniku ewaluacyjnego jednostki. Co jest w takim podejściu nieuczciwego, czy nierzetelnego? Ja niczego ani nierzetelnego, ani nieuczciwego w tym podejściu nie widzę. Oczywiście odrębną kwestią jest ocena merytoryczna kontrybucji, ale to rola ew. recenzentów np. prac awansowych autorów. Natomiast absolutnym skandalem jest fakt, że czasopisma o wątpliwej reputacji na liście się znajdują i mają tyle punktów. Uwagi części forumowiczów, że takie sytuacje to „przeoczenie” komisji (lub, że komisje sobie nie poradziły z zadaniem punktacji) budzą mój uśmiech. Moim zdaniem owe komisje poradziły sobie bardzo dobrze, zgodnie z reprezentowanymi przez poszczególnych członków interesami. Zaproponowany przez Autora tekstu ostracyzm środowiska twórców tych dzieł, to karanie szeregowych naukowców za decyzje KEN. Oczywiście rozumiem, że łatwiej karze się ostracyzmem młodych doktorów walczących o pozytywną ocenę pracowniczą, niż wytrawnych graczy którzy te punkty w przedmiotowych komisjach uchwalili.

    2) Moim zdaniem zbudowanie dobrego narzędzia ewaluacji jednostek dla wszystkich dyscyplin naukowych nie jest możliwe. Jednak prace komisji KEN pokazały, że im więcej w procesie ewaluacji będzie arbitralności tym będzie bardziej arbitralnie, a mniej obiektywnie. Uważam, że powinien być wybrany JEDEN uznany na świecie wskaźnik jakości czasopism (IF, IF pięcioletni, czy CITESCORE), a ocena czasopisma powinna dokonywana być bezwzględnie na podstawie ww. wskaźnika po przyporządkowaniu do odpowiednich kwartyli, czy decyli w swoich grupach tematycznych (tak jak było to planowane na początku reformy). Jak władze powołają kolejne komisje, to zasady działania pozostaną niezmienne, tylko będą się zmieniać nazwy „arbitralnie promowanych” czasopism.

    3) Płacenie za publikacje „open-access”. Tutaj na forum się wylało się głównie na MDPI, a problem jest znacznie szerszy. Moje doświadczenia w tej kwestii są takie, że zdecydowana większość czasopism jest płatna (poza Elsevier i częścią czasopism wydawnictwa Springer). Mam na myśli również czasopisma bez dostępu otwartego. Oczywiście często nie jest to płatność wprost za publikacje, ale za kolorowe rysunki, albo przekroczony limit stron, jednak cena jest często większa niż ww. 2 tyś. franków a ominięcie tych kosztów jest często niemożliwe. Ponadto „gold open access” w Elsevier jest znacznie droższy niż w MDPI i znacznie przekracza 2 tyś USD. Dlatego dla mnie płacenie za publikowanie wyników w dobrych czasopismach nie jest skandalem, tylko obowiązkiem. Oponentom proponuje wejść na WoS i zobaczyć gdzie publikują pracownicy najlepszych uczelni świata. Zwykle w pierwszej dziesiątce zobaczą państwo płatne, open-access’owe PLOS ONE, czy PeerJ. Problem w tym miejscu z wydawnictwem MDPI polega na tym, że tak samo jak dla czasopism innych wydawców, punkty wielu czasopism MDPI nie wynikają bezpośrednio ze wskaźników cytowalności, ale z arbitralnej oceny komisji KEN.

    Uff, to by było na tyle

  • ~Tomasz 31.03.2021 09:10

    Szanowny Autorze,
    Jak sie pisze w Forum Akademickim to należałoby się zastanowić nad prawdziwymi przyczynami zjawiska. Opisuje Pan skutki wynikające z przyjętego wskaźnika jakości myląc je z przyczynami. Jeśli się tworzy wskaźnik jakości to ten wskaźnik musi mieć cel i nie może to być ocena jednostek tylko celem ma być ich rozwój.
    Od kilkunastu lat tworzone są wskaźniki parametryczne, których skutkiem są :
    - likwidacja polskich czasopism. ZGROZA
    - transfer funduszy na naukę do zagranicznych wydawnictw. ABSURD
    - transfer wiedzy polskich naukowców opłaconej przez polskiego podatnika na "zachód" . Polski podatnik nie ma do niej dostępu bo nawet nie wie, że takie czasopisma istnieją. ABSURD

    Więc proszę przestać wieszać psy na naukowcach , że działają zgodnie z opracowanym wskaźnikiem. A zacząć wieszać psy na autorze wskaźnika jakości.
    System po prostu zadział zgodnie ze wskaźnikiem jakości . A to, że ktoś chce zarobić - po to działa!!!!! A ktoś chce opublikować artykuł? - przecież sie od niego tego wymaga!!!! I jeszcze ma być szybko

    Wiec jest !

    Człowiek który pisze w forum Akademickim powinien trochę dłużej zastanowić sie nad tym o czym pisze.

  • ~Witold Dzwinel 30.03.2021 09:47

    Szanowny Panie,

    Sprawa jest na tyle poważna by dotarła do szerszego kręgu społeczeństwa.. Przecież większość obywateli RP nie czyta Forum Akademickiego. W jaki sposób ukrócić te praktyki poprzez ich szersze potępienie i zmuszenie decydentów do wycofania pewnych czasopism z listy ministerialnej? Na mojej uczelni osoby z tego typu publikacjami dostają nagrody pieniężne z funduszu "Uczelnia badawcza" i zapewne niedługo będą dostawać stopnie naukowe za te publikacje.

  • ~Karolina Laszczyk 29.03.2021 10:54

    Czy może Pan Piotr Kieraciński (autor -redaktor opinii) podać link do wspomnianego artykułu w Sciencemetrics ?

    • ~edytor 29.03.2021 11:07

      https://link.springer.com/article/10.1007/s11192-020-03852-4

      • ~Karolina Laszczyk 12.09.2021 12:06

        Dziękuję. Artykuł pod tym linkiem ma status "retracted".

  • ~IBR 26.03.2021 10:56

    Ale przecież min. Gowin wyraźnie przestrzegał, żeby nie sugerować się punktacją, tylko pracować najlepiej, jak się potrafi i publikować tam, gdzie uzna się za stosowne. I wyjdzie na to, że miał rację. Punktacja wciąz się zmienia i tylko patrzeć, jak zaczną karać tych, co transferowali publiczne pieniądze do "drapieżców".

    • ~Julian 18.04.2021 19:17

      Póki co jednak można się spodziewać, że zanim minister ukarze Hipnacego za publikowanie w EJSR, czy tam ESRJ, to dyrektor zwolni Bożydara za niepublikowanie tamże. Co pociągnęło za sobą niższą ocenę jednostki.

  • ~Marek 25.03.2021 12:07

    W ostatnim artykule poruszono kilka istotnych kwestii, wartych przedyskutowania:
    1) Rola KEN- zupełnie nie poradziło sobie z listą czasopism. Umieszczenie na niej ponad 30 tys. czasopism, bez szczególnej weryfikacji ich wartości merytorycznej, było błędem. Zamiast masowo umieszczać kilkadziesiąt tysięcy tytułów należało wprowadzić najbardziej cenione w danej dyscyplinie, a po szczegółowej weryfikacji w kolejnych latach umieszczać na liście kolejne. KEN powinna pełnić rolę poniekąd KNF, umieszczając podejrzane czasopisma na swojej stronie.
    2) Stan polskiej nauki- skoro nawet uczelnie badawcze wydawały po kilkaset rocznie publikacji w czasopismach typu ERSJ, czy w materiałach IBIMA, to powinniśmy poważnie zastanowić się nad stanem polskiej nauki. Za pieniądze podatnika płacono za tłumaczenia, za publikacje artykułu, a niektóre uczelnie wypłacały nagrody. Żadne uczelnia dotąd nie zareagowała, aby wyjaśnić sprawę i wyciągnąć wnioski z całej sytuacji. Niektóre jednostki uczelniane zdobyły w ten sposób nawet po kilka tysięcy punktów. Czy doszło do złamania prawa? Na pewno do poważnego złamania etyki zawodowej. Czy pieniądze publiczne wydatkowano niezgodnie z ich przeznaczeniem w celu zdobycia wyższej subwencji budżetowej? Jak będą oceniane te jednostki w najbliższej parametryzacji?. A co z tymi które w swojej uczciwości, czy też naiwności, nie uczestniczyły w tego typu procederze? Stracą dotację i uprawnienia? Dlaczego nadal czasopisma typu ERSJ są na liście ministerialnej, czy należy to rozumieć jako przyzwolenie na dalsze w nich publikowanie? A ministerstwo milczy…
    3) Czy system ewaluacji nauki w Polsce wymaga reformy? Zdecydowanie tak, nie sprawdziły się dzisiejsze rozwiązania. Mamy chaos, wyrzucanie publicznych pieniędzy w błoto, przyrost biurokratyzacji, brak stabilnej polityki oceniania jednostek naukowych, patologiczne spółdzielnie wydawnicze, powstrzymanie procesu umiędzynarodowiania się polskiej nauki, i można byłoby jeszcze tak wymieniać długo….

  • ~Tomasz 23.03.2021 13:11

    Nagonka na MDPI jest zapewne inspirowana przez innych wydawców którzy odczuli spadek wpływów. Na rynku naukowym jest niedobór wartościowych prac naukowych a co za tym idzie prace nie są cytowane. To bije w IF i międzynarodowy prestiż czasopisma. MDPI złamało wiele monopoli. IF wysoki w części czasopism. Recenzje dostępne dla każdego, czyli każda praca weryfikowalna publicznie. Czy inne tzw wybitne wydawnictwa udostępniają recenzje przy artykule dostępnym bezpłatnie? Współpracuje z rożnymi czasopismami, ale przejrzystość recenzyjna MDPI jest wyjątkowa i to jest dla wielu wydawców problemem. Nikt nie przyjmuje na poważnie recenzji 2-3 zdaniowej. Natychmiast powoływany jest kolejny recenzent. Konflikt interesów to brak kontaktu naukowego w ostatnich 5 latach. Nazywanie redaktorów naganiaczami to pomówienie na granicy przekroczenia prawa. Sam odrzucam jako recenzent w kilku czasopismach MDPI 30% tekstów i nikt nie wywiera na mnie żadnego nacisku. Inne są wielokrotnie poprawiane i za każdym razem podlegają pełnej recenzji. Może warto zająć się takimi czasopismami jak PLOS czy FRONTIERS oraz tymi które żądają przygotowania tekstu przez własnego redaktora. A może wieloma polskimi, wymuszającymi od autorów własne cytowania by poprawić IF, który i tak z reguły jest mierny. Jako przykład polskiego - czyli poprawnego czasopisma podam (bez kontekstu negatywnego) Archives of Budo - opłata 9000 PLZ za IF 1.014 i stały skład autorów w każdym wydaniu. To taka polska norma (PN). A może nie kombinować z punktami tylko wziąć przykład z Republiki Czeskiej. ważny IF i Q. Liczą się tylko czasopisma w 1-2 kwartylu dla dyscypliny. Niech świat doceni polskie czasopisma a nie poziom wyznaczy urzędnik.

    • ~Robert 30.03.2021 09:11

      To prawda. Ja recenzuje w MDPi i parę czasopism Elsevier. W tym drugim po zrecenzowaniu zapoznając się z pozostałymi recenzjami, wielokrotnie trafiłem na jednozdaniową recenzję!. i edytor nie ma z tym problemu. Jeśli autor ma ochotę to można w MDPI upublicznić recenzje swoich prac. Patrząc na te niezdrową nagonkę zacząłem korzystać z tej opcji aby historia recenzji pracy była jawna. I też nie rozumiem nazywania redaktorów naganiaczami. Jeśli przyjmuję recenzje i zaznaczam, ze zrobię ją w tydzień to robię ją w tydzień. i nie mają jakoś z tym problemu.

      • ~Ugh 07.04.2021 18:08

        Mam wrażenie, że mylisz redaktora i recenzenta, którym wielokrotnie jak piszesz byłeś

  • ~2 lata po doktoracie 23.03.2021 09:49

    Zwróćmy uwagę, że nie ma czegoś takiego jak publikowanie za darmo. Koszt stanowi nie tylko korekta jezykowa, łamanie i skład tekstu, ale również nadanie numeru doi oraz umieszczenie danego tekstu w bazie, jest tak dużo skłądowych, że nie bardzo jest tu miejsce aby je wypisać wszystkie. Jeżeli wydawnictwo prowadzi swoją bazę indeksującą na podstawie, której w jakimś kraju przyznawane sa habilitacje i profesury, to ma jeszcze dodatkowe opłaty subskybcyjne i sa one pokrywane przez budżety uczelni. Proszę może wpierw zróbmy porządek z listą ministerialną. na tej liście czasopisma z IF mają zupełenie nie związaną z IF punktację, dlaczego tak jest?

  • ~lucky luke 22.03.2021 19:48

    Jeżeli chodzi o MDPI to najbardziej oburzające jest kiedy edytor \"special issue\" ma w nim od kilka do kilkunastu artykułów w tym przeglądy piśmiennictwa z 12-16 współautorami. Za wszystko płacone jest z pieniędzy wydziału czasami po 80-90 tyś złotych. Recenzje w MDPI to farsa, w jednym przypadku zwracałem w recenzji uwagę na plagiat , autocytowanie czy wręcz nieprawdziwe informacje, a pozostałe dwie (lakoniczne 3 zdaniowe) uznały pracę za dzieło wnoszące wiele to współczesnej nauki.

    • ~Ugh 07.04.2021 18:15

      Tak, zdarza się, że recenzje to farsa. Ale bywają też porządne i obiektywne.
      Mimo wszystko MDPI to generator punktów na wydziałach, również w naukach biologicznych i medycznych. Jedyny plus jest taki, że przyjmują do recenzji przeglądówki od osób, które jeszcze nie mają wysokiej renomy w środowisku (z racji krótkiego stażu, lub braku osobistości do której mogą się podczepić). W innych wydawnictwach najczęściej przeglądówki są efektem zaproszenia albo przyjmują tyko od sław nauki....

    • ~Robert 30.03.2021 09:13

      I co nie uwzględnili twojej opinii????

  • ~KD 22.03.2021 17:47

    Czy rzeczywiście problemem jest niewłaściwa punktacja poszczególnych czasopism? A może raczej, to że zarządzający nauką (nie tylko w Polsce) uznali, że można zmierzyć jej jakość przy pomocy kryteriów ilościowych (ponieważ nie mają kompetencji aby zmierzyć jakość publikacji). Czy za teorię względności Einstein powinien otrzymać 200 punktów, czy wystarczy 140? To administratorzy nauką doprowadzili do światowego kryzysu czasopism. I wcale nie chodzi tylko o MDPI. Od pewnego czasu Nature domaga się ogromnych pieniędzy za publikację. Jedyną namiastką oceny jakości pracy naukowej jest staroświecka i nieobiektywna kooptacja, która w dobie mierzenia wartości w dolarach na publikację wydaje się archaiczna. Może państwo przestanie mierzyć wydajność pracy naukowca i zajmie się innymi dziedzinami gospodarki, w których pieniądze są marnowane. Naukowcy przynajmniej kogoś nauczą, napiszą obiektywną ekspertyzę, a może nawet coś przy okazji odkryją.

  • ~Kamil^ 21.03.2021 13:24

    W sumie nie ma się co dziwić, gdyż grzechem i zbrodnią byłoby nie skorzystać z takiego finansowego "El Dorado", jakie serwuje nasz super innowacyjny i postępowy system ewaluacji... Po prostu, wybrane czasopisma/wydawnictwa wykorzystują okazję i nie można ich za to winić.
    "Wyncyj" punktów, "wincyj" slotów, jak najszybciej, jak najwięcej... Do tego coraz więcej papierologii stosowanej, sprawozdawczości, tabelek, rankingów, algorytmów, przeliczników, ocen wewnętrznych, itp.. Ośmieliłbym się dodać, że im bardziej całość skomplikowana, tym lepiej, gdyż zawsze jest co robić...
    Pozwolę sobie zatem spuentować to w następujący sposób: przy obecnym systemie jesteśmy na najlepszej drodze do: Nagrody Nobla za wstrzymanie ruchu ciał niebieskich!

  • ~bonito 19.03.2021 18:55

    Mam takie przeczucie, że niektóre czasopisma z tego wydawnictwa, np Energies przepompowały auto-cytowania w 2020 roku (tzn pozwoliły na to, Recenzenci nic nie zauważyli), i mogą mieć spore problemy, ponieważ są na granicy rekomendującej zawieszenie IF. Polska jest w pierwszej dziesiątce pod względem artykułów z naszą afiliacją. Znam takie artykuły (z polską afiliacją), gdzie liczba autocytowań przekracza 10 (choć nie jest to praca przeglądowa),. Autorzy polscy w odsyłaczach stanowią powyżej 70% bibliografii. Byłem w lekkim szoku.

    • ~IBR 26.03.2021 18:47

      bo są zmuszani przez swoich przełożonych, a jeśli się nie stosują do zaleceń, to są zwalniani

    • ~al 20.03.2021 18:03

      To MDPI to jeden wielki skandal. Kiedy skończy się wyprowadzanie funduszy z Polski? Gdzie jest NIK?

      • ~Profesor Gąbka 22.03.2021 12:07

        Sprawa jest dwupłaszczyznowa:

        1. Opłacanie publikacji artykułów w czasopismach MDPI z pieniędzy polskich podatników jest wielkim skandalem. Powinno to zostać zaprzestane natychmiastowo.
        2. Publikacja w czasopismach MDPI bez kosztów (np. za vouchery z recenzji) jest jak najbardziej w porządku. Sam proces recenzji (2-4 recenzentów) choć szybki nie wzbudza zastrzeżeń pod kątem etycznym.

        W mojej opinii odpowiedzialność za drenaż pieniędzy publicznych w pierwszej kolejności ponoszą autorzy listy czasopism punktowanych, którzy przyznają czasopismom takim jak Materials czy Eneregis 140 punktów a następnie władcze poszczególnych uczelni, które podpisują zgody na finansowanie tychże publikacji.
        Nie widzę innej drogi jak szybka korekta punktacji.
        Oczywiście nie zawężajmy dyskusji do MDPI nie zapominając o takich czasopismach jak: European Research Studies Journal !

        • ~Ugh 07.04.2021 18:20

          Dokładnie, jakby miały 70 punktów, to by nie było problemu bo nikt by tam nie publikował. Tylko gdzie kwiat polskiej nauki wysyłany swoje publikacje, za które wypłacane są ogromne nagrody. Proszę przejrzeć expertusy. Przy niektórych nazwiskach 20 publikacji rocznie. Gdyby to były odkrycia na miarę tych publikacji to mielibyśmy w Polsce Oxford, a nie mamy.

  • ~Miki 19.03.2021 15:31

    Należy wprowadzić prostą sztywną nienegocjowalną zasadę:
    To autor ma otrzymać pieniądze za napisaną publikację, a nie odwrotnie. Nie musi to być duża kwota, wystarczy 100 euro za artykuł plus 10% od każdej sprzedanej kopii artykułu.
    I jeśli autor nie otrzymał pieniędzy za publikację - a za nią zapłacił - to jest to grafomania. Przejaw choroby. Dziwoląg, gdzie ktoś wykonał pracę i jeszcze ma płacić za to, że ta praca zostanie przez kogoś skonsumowana i ktoś na tej pracy zarobi.
    Co pomyślelibyście o policjancie, który przychodziłby i komendantowi płaciłby 2000 zł miesięcznie za prawo bycia policjantem - i nie miałby wynagrodzenia.

    Jeśli ktoś płaci za publikowanie - to jest to grafoman i nie należą mu się punkty a komisja dyscyplinarna za oszustwo.

    • ~Marek Kosmulski 19.03.2021 17:32

      W takim razie jedyny wartościowy artykuł jako opublikowałem w 2020 roku to popularnonaukowy tekst w Przegładzie Mleczarskim. Cała reszta w tym 200-punktowy, 16 cytowan w rok po opublikowaniu - to grafomania.

  • ~Roman 19.03.2021 13:40

    Moim zdaniem błędem jest mówienie o MDPI tak jakby to było jedno czasopismo. MDPI wydaje wiele czasopism i ich poziom jest bardzo zróżnicowany. W wielu czasopismach przyjmowane są prawie wszystkie nadesłane artykuły a opinie recenzentów nie mają wpływu na decyzję redaktora. System MDPI daje recenzentowi możliwość zapoznania się z recenzjami wszystkich pozostałych recenzentów. W wielu przypadkach są to recenzje złożone z 2-3 zdań.

    • ~Marek Kosmulski 19.03.2021 13:49

      Tak jak w kazdym innym wydawnictwie

  • ~Marek Kosmulski 19.03.2021 09:45



    Moje doświadczenia z MDPI są też pozytywne.
    Jako czytelnik: nie zauważyłem aby jakość prac w czasopismach wydawanych w
    MDPI odbiegała od jakości prac w czasopismach o podobnym IF wydawanych
    przez Elseviera i Springera. Są lepsze i gorsze - jak wszędzie. Natomiast
    plusem MDPI jest otwarty dostęp.
    Jako autor: nie zapłaciłem ani grosza, chociaż w czasopismach wydawanych w
    MDPI opublikowałem parę prac. Nikt mnie nie zmuszał do nieetycznych
    praktyk np. niepotrzebnych cytowań po to, by zawyżyć IF czasopism
    wydawanych w MDPI. Recenzje były dość ostre w większości sensowne - lepsze
    i gorsze - jak wszędzie.
    Jako recenzent: nie zauważyłem aby jakość manuskryptów nadsyłanych do
    czasopism wydawanych w MDPI odbiegała od jakości manuskryptów w
    czasopismach o podobnym IF wydawanych przez Elseviera i Springera. Moje
    rekomendacje były na ogół respektowane, tzn. kilka prac zostało
    odrzuconych po mojej negatywnej recenzji. Bywało też, że pomimo mojej
    negatywnej recenzji prace były akceptowane, ale nie częściej niż w
    czasopismach o podobnym IF wydawanych przez Elseviera i Springera.
    Jako redaktor: klnę się na św. Przemysława, że nie otrzymałem złamanej
    kopiejki. Faktem jest, że dzięki tej funkcji kilkoro moich przyjaciół
    otrzymało możliwość gratisowego publikowania
    w czasopismach wydawanych w MDPI, ale ich prace przeszły przez normalne
    sito recenzencko - redakcyjne.

    • ~Grzegorz Kłosowski 19.03.2021 10:41

      Jest dokładnie tak, jak napisał mój Przedmówca. Można mieć uwagi do sposobu przydzielania punktów do czasopism - ale to jest odrębny, nasz polski problem. Odnośnie jakości naukowej czasopism MDPI - wg mnie, nie odbiega od normy (Elsevier, Springer).

  • ~Marek 19.03.2021 09:07

    Szanowni Państwo,

    Widzę, że stają Państwo w obronie MDPI. Proszę mi wyjaśnić dość ważną kwestię. W jaki sposób czasopisma takie jak np. Materials i Energies mają na liście 140 punktów. Są to czasopisma, które nie są wybitnymi w swoich dziedzinach o czym świadczą ich niskie miejsca. Ich IF wynosi ok. 3. Ze względu na to, że dostały tyle pkt. wielu naukowców z Polski w nich publikuje i do MDPI wypływa wiele pieniędzy. Pytanie czy jeżeli punktów byłoby mniej czy także tak chętnie by w nich publikowano? Największym problemem jest to, że naukowcy teraz stają przed wyborem czy opublikować w lepszym czasopiśmie za darmo i za 100 pkt. Czy jednak starać się o finansowanie i zdobyć pkt 140. Już na przykładzie tych dwóch czasopism widać, że lista jest źle skonstruowana i spowoduje to pogorszenie, a nie polepszenie jakości nauki.

    Pozdrawiam

    • ~VK 27.05.2021 14:14

      Impact factor, i tyle.

    • ~Julian 18.04.2021 19:22

      To pytanie nie dotyczy samego MDPI, tylko podejrzanej decyzji ministerstwa.

    • ~Marek Kosmulski 19.03.2021 12:27

      Moja odpowiedź jest taka: Podobnie jak mój znakomity Kolega Grzegorz Kłosowski, uważam, że opluwanie MDPI jest niesprawiedliwe i nieuczciwe, zwłaszcza przez kogoś, kto nie czyta artykułow wydawanych przez to wydawnictwo, nie publikuje w nim ani nie recenzuje prac.. Zas gdy chodzi o puktację, powtarzam do znudzenia: wartość publikacji nie powinna byc oceniana na podstawie tytułu czasopisma. W kazdym czasopismie sa lepsze i gorsze artykuły ... itd

    • ~Grzegorz Kłosowski 19.03.2021 12:07

      Tak jak wcześniej napisałem. Można mieć uwagi do sposobu przydzielania punktów do czasopism - ale to jest odrębny, nasz polski problem. I nie ma to nic wspólnego z jakością wydawnictwa MDPI.

    • ~EZ 19.03.2021 11:30

      Ale to pytanie nie do MDPI, tylko do dzielnych zespołów eksperckich. Te wyszczególnione powinny mieć połowę tego. A na liście są kwiatki, które mają 100, a nie powinny w ogóle znaleźć się w okolicy wspomnianej listy... W długim okresie nikt na świecie nie patrzy na polskie cyferki ewaluacyjne, co należy wziąć pod uwagę planując karierę.

  • ~Grzegorz Kłosowski 18.03.2021 23:06

    Odnośnie MDPI - ktoś, kto próbował opublikować cokolwiek w Sensors, Applied Sciences, Energies, Elecrtonics itd., dobrze wie, że recenzowanie jest tam prawdziwe, solidne i nie ma taryfy ulgowej. Trzech lub czterech recenzentów wybieranych zazwyczaj przez algorytm. "Guest editor" danego Special Issue nie ma wolnej ręki w doborze recenzentów. W przypadku konfliktu interesów system automatycznie go odcina od procesu recenzowania. MDPI są drodzy, ale sprawni i mają otwarty dostęp (licencja open access), a to znakomicie wpływa na "cytowalność". Promują voucherami recenzentów, którzy nie przeciągają recenzji. Czy to jest powód do krytyki? Oczywiście, że nie! To zasługuje na uznanie.
    Pamiętam jak wyglądał proces publikacji w Neurocomputing. Recenzje trwały 3 miesiące. Potem była decyzja o przyjęciu manuskryptu do druku ale to nie oznaczało publikacji. Od tego momentu minęło jeszcze 9 miesięcy (!) zanim publikacja się ukazała, choć przez ten czas nic się nie działo. Ot, kolejka. Czy taka "odleżana" publikacja stała się wartościowsza? Oczywiście, że nie.
    Ponieważ wiem o czym piszę, to absolutnie nie zgadzam się z opinią, że MDPI jest jakąś fasadą dla nauki, na bakier z etyką. MDPI, które znam, to są pełnoprawne, rzetelne czasopisma. Jedyne co wyróżnia MDPI od innych czasopism o porównywalnym IF, to wysokie ceny ale w zamian za:
    *licencję "open access",
    *sprawność/szybkość/przejrzystość procedur,
    *świetny kontakt z "corresponding autor",
    *vouchery dla recenzentów za szybkość i jakość (napisanie 3 zdań recenzji nie będzie nagrodzone, a lakoniczne recenzje spotykają się z uwagami redaktora),
    *świetny portal dla autorów i recenzentów.

    • ~Ugh 07.04.2021 18:42

      Hmmm, mi się jednak wydaje, że wysoki IF w MDPI jest efektem tego, że na zeszyt przypada więcej niż 50% przeglądówek, które z zasady mają większą cytowalność. W czasopismach, które obserwuje jest to regułą, co wskazuje raczej na kreatywne zarządzanie, a IF są przez to sztucznie napompowane.
      Rzetelność recenzji zależy od rzetelności recenzenta. Na pewno są rzetelne recenzje w MDPI. Wykonanie porządnej recenzji w tydzień, przy natłoku innych obowiązków zawodowych, a i często osobistych wymaga ogromnego kunsztu, wiedzy i biegłości. Nie sądzę aby to były cechy wszystkich recenzentów w MDPI, i przygotowanie szczegółowej i konstruktywnej recenzji wymaga więcej czasu. Jednak w MDPI recenzenci są pingowani aby ta recenzje ukończyć jak najszybciej. Czy to jest dobre to już kwestia z której strony się patrzy i co chce się osiągnąć

      • ~MDPI 13.04.2021 21:04

        W PUNKT

    • ~Jan Brzozowski 19.03.2021 14:49

      No właśnie te wielomiesięczne kolejki w najbardziej prestiżowych czasopismach biorą się stąd, że solidnej recenzji nie da się zrobić w tydzień. W czasopismach z q1/q2 JCR w ekonomii czy demografii dostaje się kilkustronicowe recenzje z precyzyjnymi uwagami, a takich recenzji jest min. 3. Do tego elaborat od redaktora prowadzącego. Ostatnio na nasz tekst response letter miał 30 stron - choć to już lekka przesada. Najistotniejsze jest jednak to, że artykuł wyszedł dużo, dużo lepszy niż w wersji którą nadesłaliśmy na początku.

      Recenzje w MDPI oczywiście są i robiłem je nieraz. Ale ta presja czasu powoduje, że nie można zrobić super-solidnej recenzji. Można przyzwoitą, poprawną - tak. Co gorsza jest limit słów w tekście i w rezultacie większość ocenianych przeze mnie artykułów ma za płytki wywód teoretyczny.

      Może predatorzy to nie są, bo recenzje są i uczciwe - ale IMHO to o poziom niżej niż solidne czasopisma Springera, Elseviera czy Sage. I to powinno znaleźć odzwierciedlenie w punktach ministerialnych.

  • ~Blady Ork 18.03.2021 21:46

    A czy Państwo prześledziliście które nasze czasopismo współpracowały z ERSJ , i nabijały sobie cytowania ? Łatwo sprawdzić i popatrzeć na komitet naukowy
    przecież ktoś im podpisał 100 pkt ? koszt publikacji w tym czasopiśmie od 800 do ponad 2000 euro ? :)
    Scopus, WoS, IF = zero
    Polska nauka ma się opierać na krajowych czasopismach, to niech uczelnie nie finansują zagranicznych
    i problem z głowy
    będą pieniądze na konferencje, jedzenie i wódkę i artykuły na poziomie zadań domowych dzieci z 8 klasy

  • ~Jacek Trębecki 18.03.2021 21:02

    Jedynym zdziwionym mógłby być tylko ten, kto nigdy nie słyszał o prawie Goodharta. Gdy miernik staje się celem ginie sens robienia pomiaru.

  • ~Marek 18.03.2021 18:56

    Podzielam opinie autora tego tekstu. Zbyt dużo pieniędzy wypływa z polskiej nauki do zagranicznych płatnych czasopism naukowych.

  • ~Julian 18.03.2021 12:34

    Ten tekst to brakoróbstwo. MDPI (przy całej jego słabości) akurat nie jest najlepszym chłopcem do bicia w tym przypadku, tylko prawdziwe predatory journals, które również przemycono na listę ministerstwa, a także kompletnie już predatorskie krajowe "wydawnictwa naukowe", od których ta lista wręcz puchnie. A źródłem problemu nie są naukowcy, którzy pod presją obchodzą niemądre przepisy, tylko autorzy tych przepisów, którzy wyobrazili sobie, ze znaleźli darmowy sposób na podniesienie poziomu polskiej nauki. A nawet mniej, niż darmowy, bo w tym roku obniżono znacząco nakłady na konkursy NCN.
    Aha, i liczenie na środowiskowy ostracyzm jest czymś w rodzaju wiary w różowe jednorożce. Na początek niech środowisko zacznie rzetelnie recenzować stopnie naukowe.

  • ~Leszek Chybowski 18.03.2021 12:21

    Szanowni Państwo,
    Mam kilka przemyśleń po przeczytaniu artykułu. Przede wszystkim, skoro reforma wprowadziła takie, a nie inne wytyczne dotyczące oceny to nie można winić autorów za to, że publikują tam gdzie są punkty, a nie tam gdzie by chcieli. Znam wiele przypadków, w których autorzy woleliby publikować w innym, lepszym czasopiśmie, które jest bardziej uznane w branży, ale niestety jest zbyt nisko punktowane. Dotyczy to np. dziedziny nauk technicznych. Reasumując Każdy układ dąży do minimalizacji energii, człowiek nie jest tu wyjątkiem, więc jeśli coś zostało "przedobrzone" to tylko dlatego, że sposób oceny dorobku oparty jest na "paraobiektywnych" wskaźnikach naukometrycznych.

    Poza tym w artykule zabrakło mi odniesienia do jednego ważnego elementu stanowiącego istotę reformy Gowina, a mianowicie umiędzynarodowienia wyników polskiej nauki. Jak wynika z artykułu udało się to doskonale. Szkoda, że nie zostało to przedstawione explicite. Wyniki zostały upowszechnione, oczywiście można zadać pytanie dot. ich jakości. Tylko po co skoro ustawa nie stawia na jakość wyników prac badawczych, a na liczbę punktów ustalonych w oparciu o subiektywne kryteria i listy.

    Odniosę się jeszcze do kwestii sugerowanej łatwości publikacji jeśli się tylko zapłaci. Zapewne wszędzie są czarne owce, a okazja czyni wiadomo kogo. Opublikowanie artykułu w czasopismach wydawanych przez MDPI nie jest tak proste jak by wynikało z artykułu - przynajmniej nie w czasopismach, w których osobiście publikuję. Odsiew jest całkiem duży. Wiem to również stąd, że sam recenzuję od kilku lat dla tego i innych wydawnictw. Z moich obserwacji wynika, że średnio ok. 60% artykułów idzie "na odstrzał". Rzeczywiście firma stawia na szybkie publikacje i możliwie wysoki IF. Można by powiedzieć, że sprzedaje IF za duże pieniądze. Co do kosztów publikacji w MDPI to są one wyższe od wskazanych w artykule o 23% VAT, który trzeba odprowadzić w Polsce, albowiem Szwajcaria jest poza UE. Szybkie publikacje to wydawnictwo realizuje poprzez skuteczne procedury i ogromną sieć naukowców, a budowanie IF poprzez posiadanie wielu czasopism (co wskazano w artykule). Cóż taki model biznesowy - nie pochwalam go, ale i nie zamierzam ganić. W końcu, czy nie chodzi o to, aby opublikować szybko i aby artykuł nie zdezaktualizował się przed jego publikacją? W kontraście do wydawnictw, w których procedury publikacyjne trwają nawet kilka lat, wybór wydaje się oczywisty.

    No i na koniec, co do benefitów redaktora SI to nie ma żadnego wynagrodzenia, benefitem jest zwykle jeden artykuł za free do podziału na wszystkich redaktorów akademickich danego numeru i satysfakcja ze zdobycia doświadczenia w koordynacji pracy wielu naukowców.

    Pozdrawiam serdecznie
    Leszek Chybowski

    • ~werd 18.03.2021 17:44

      W punkt. Ponadto 6500 polskich publikacji w MDPI 2020 roku, to lekko licząc 10 mln franków szwajcarskich + wewnętrzne nagrody za wysoką liczbę punktów. I to jest miara odpowiedzialności tych, którzy stworzyli listę, a teraz protestują głośną, że mamy do czynienia z drapieżcami. Słowem; sami wyhodowali to, co ich pożera

    • ~A.Tomczak 18.03.2021 14:56

      Bardzo trafnie!

  • ~Dr 18.03.2021 11:50

    Czy aby na pewno tylko predatory biorą opłaty za OA/APC? Proszę sprawdzić ile kosztuje wydanie bądź nawet przyjęcie do recenzji (z możliwością desc reject bez uzasadnienia) w prestiżowych publikatorach ze stajni T&F, E, SN... 10tys. złotych i więcej.
    To też predatory?
    Oczywiście znacząco upraszczam.

  • ~Dzia 18.03.2021 01:46

    Kolejny artykuł, żeby buł artykuł. Super. Rozpłakałm się. Zmartwiła,. Jasne. Zapłacę i pójdę dalej. Wolę być Obajtkiem polskiej nauki niż ukamieniowaym świętym bez nadziei na podwyżkę. Sorry.

    • ~Anti-syn 07.04.2021 18:49

      Hehhe, dobrze powiedziane. Stare pryki ustalają takie zasady gry, a później dziwią się, że młodzi nie mają wyboru i publikują w badziewiach. Nie ma głupich. Albo publokijesz za 140+, albo wypad z pracy. Taką jest teraz rzeczywistość w polskiej nauce.

  • ~EZ 18.03.2021 01:09

    Fajnie wylewać pomyje na MDPI (bo "nawet 2 tys. franków szwajcarskich" czy wtręt o redaktorach przypadkowe nie były) i podpierać się 10.1007/s11192-020-03852-4 czy listą Beala, na której ani słowa o tym wydawcy. A ERSJ czy pseudonaukowe wrzutki z dwóch ostatnich aktualizacji listy - co tam.

  • ~JK 17.03.2021 22:05

    "Ale najbardziej winni są ci z nich, którzy w tym procederze biorą czynny udział, podejmując się – zapewne nie za darmo – funkcji redaktorów owych „numerów specjalnych” (wbrew nazwie, zwykle wcale nie tematycznych, ale publikujących na tematy od Sasa do Lasa), a przy okazji pełnią rolę „naganiaczy” (tak to określili nasi czytelnicy) polskich naukowców do tych dochodowych „stajni”."

    W MDPI edytor SI nie jest wynagradzany we fiatach. Dostaje opcję publikacji jednego artykułu bez opłaty.

    • ~klapki_mojżesza 18.03.2021 14:57

      w niektórych wydawnictwach od mdpi ge nie ma nawet darmowego jednego artykułu a proces recenzji w si ogląda z tylnego siedzenia bo może właściwie tylko oglądać proces recenzji

  • ~Marek Kosmulski 17.03.2021 20:22

    Trochę to uproszczone i jednostronne. Zachęcam do przeczytania bardziej wywazonej opinii o czasopismach open access
    http://bc.pollub.pl/dlibra/publication/13802/edition/13484, rozdzial 2.3, dostepne bezplatnie.

    • ~ŁB 22.03.2021 23:46

      Bardzo dobry podręcznik, p. Marku. Każdy doktorant powinien się z nim zaznajomić