Dbanie o jakość nauki nie polega wyłącznie na wskaźnikach czy liczbie publikacji. Polega na tworzeniu środowiska, w którym pracownik ma poczucie sensu, bezpieczeństwa i sprawiedliwego traktowania. Tylko w takich warunkach rodzi się prawdziwa nauka. Dlatego nasze działania, choć czasem krytyczne wobec decyzji władz, w istocie służą uczelniom i nauce. Wspólnota akademicka potrzebuje obu perspektyw: menedżerskiej i ludzkiej. Związki zawodowe są po to, żeby te dwa światy się spotkały – mówi dr Dominik Szczukocki, przewodniczący Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność”.
Czy związki zawodowe reprezentują interesy naukowców czy raczej administracji uczelnianej? Czy prawo o związkach zawodowych nie utrudnia zarządzania uczelniami? Czy największą porażką związków są niskie płace administracji akademickiej? Między innymi te pytania zadaliśmy dr. Dominikowi Szczukockiemu z Uniwersytetu Łódzkiego, przewodniczącemu Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność”. Wywiad przeprowadził Piotr Kieraciński.
Akademicka „Solidarność” ma 45 lat. Jak doszło do jej powstania, dlaczego wówczas zaistniała potrzeba utworzenia nowego związku zawodowego w instytucjach naukowych?
Akademicka „Solidarność” narodziła się z potrzeby odzyskania podmiotowości środowiska akademickiego i budowania wspólnoty pracowników nauki, dydaktyków i administracji po latach ograniczeń i centralizacji. W 1980 roku naukowcy, pracownicy uczelni i instytutów badawczych dostrzegli, że tradycyjne związki zawodowe nie reprezentują ich interesów, były częścią systemu, przeciwko któremu zbuntowało się wtedy społeczeństwo. Powstanie „Solidarności” w środowisku nauki było aktem odwagi i obywatelskiego sprzeciwu wobec centralnego sterowania życiem uczelni. To środowisko, które zawsze dążyło do prawdy i wolności myśli, naturalnie stało się częścią wielkiego ruchu społecznego. W ten sposób zaczęła się budowa realnego środowiska, które mówiło „my” – nie „ja przeciw wam”, lecz wspólnie – i w którym każdy, profesor czy pracownik administracji, miał prawo być wysłuchany.
Kiedy powstała Krajowa Sekcja Nauki i jaka jest jej rola?
Krajowa Sekcja Nauki NSZZ „Solidarność” została powołana 19 października 1980 roku podczas Ogólnopolskiego Zjazdu Delegatów Nauki na Politechnice Gdańskiej. W wydarzeniu uczestniczyło ponad 150 przedstawicieli z kilkudziesięciu instytucji naukowych, w tym z Polskiej Akademii Nauk oraz jednostek badawczo-rozwojowych. Początkowo funkcjonowała jako Ogólnopolska Komisja Porozumiewawcza Nauki, a od 1991 roku działa pod obecną nazwą – Krajowa Sekcja Nauki.
Jej główną rolą jest reprezentowanie interesów pracowników nauki i szkolnictwa wyższego, zarówno nauczycieli akademickich, jak i pracowników administracyjnych oraz technicznych: ochrona praw pracowniczych, warunków zatrudnienia, dialog z władzami uczelni i ministerstwami, a także podkreślanie znaczenia głosu wspólnoty akademickiej.
Od początku swojego istnienia angażujemy się również w działania międzynarodowe, reprezentując interesy polskich pracowników nauki na forum europejskim i światowym. Jesteśmy członkiem założycielem Education International, największej globalnej federacji związków zawodowych działających w sektorze edukacji, zrzeszającej ponad 30 milionów nauczycieli, wykładowców i pracowników nauki ze 170 krajów. EI z kolei angażuje się w międzynarodowy dialog z organizacjami takimi jak UNESCO, ONZ, Komisja Europejska czy OECD, zabiegając o lepsze warunki pracy i edukacji. Organizacja ta walczy o wolność akademicką, przeciwdziała komercjalizacji edukacji, wspiera równość płci, promuje stabilne zatrudnienie i wysoką jakość kształcenia. Dzięki członkostwu w EI mamy możliwość uczestniczenia w międzynarodowych kampaniach i konsultacjach, a także dzielenia się doświadczeniami z partnerami z innych krajów.
Na poziomie europejskim współpracujemy też z ETUCE (European Trade Union Committee for Education), europejską strukturą EI, która reprezentuje interesy pracowników edukacji wobec instytucji Unii Europejskiej. Bierzemy udział w pracach grup roboczych, konferencjach i projektach badawczych dotyczących m.in. warunków pracy w szkolnictwie wyższym, cyfryzacji edukacji, przeciwdziałania nierównościom oraz ochrony praw związkowych. Dzięki tej aktywności głos polskich naukowców jest słyszalny w debacie międzynarodowej. Co więcej, doświadczenia i dobre praktyki wypracowane w innych krajach mogą być inspiracją do działań w Polsce, zarówno w zakresie poprawy warunków pracy, jak i budowania kultury dialogu społecznego w instytucjach nauki.
Nasze zaangażowanie w struktury EI i ETUCE to nie tylko prestiż, ale przede wszystkim konkretne narzędzie wpływu na poziomie krajowym i międzynarodowym. To także wyraz naszej solidarności z pracownikami nauki na całym świecie, którzy mierzą się z podobnymi wyzwaniami: niestabilnością zatrudnienia, niedofinansowaniem badań, presją biurokratyczną czy ograniczaniem autonomii akademickiej.
Jakie były historycznie najważniejsze osiągnięcia naukowej „Solidarności”?
Jednym z kluczowych osiągnięć była walka o przywrócenie autonomii i demokratyzację uczelni, które odzyskały prawo do samorządu akademickiego i udziału społeczności w decyzjach dotyczących całych instytucji nauki. KSN, poprzez dziedzictwo OKPN-u, angażowała się w działania strajkowe, protesty, a później w procesy reformowania szkolnictwa wyższego. Wiele ważnych postaci środowiska akademickiego, które uczestniczyły w tych procesach, wywodziło się z naszego związku, co pokazuje, że nie tylko bronimy interesów pracowniczych, ale również wpływamy na kształt polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Później angażowaliśmy się w reformy finansowania nauki, w walkę o godne wynagrodzenia, w obronę pracowników przed arbitralnymi decyzjami rektorów. KSN była i pozostaje rzecznikiem zasad sprawiedliwości, równości i etyki w nauce.
Co dziś jest przedmiotem szczególnej troski KSN i czym różnicie się od innych związków zawodowych?
Dziś skupiamy się na przywróceniu realnej wartości pracy naukowej i dydaktycznej, jak również na warunkach pracy wszystkich członków uczelni. Domagamy się, by wynagrodzenia w szkolnictwie wyższym były porównywalne z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej. Różnimy się tym, że patrzymy całościowo – nie tylko na kwestie płac, ale też na misję nauki, jakość kształcenia, autonomię uczelni, godność pracownika i równość wszystkich członków związku. Działamy na gruncie etyki chrześcijańskiej i katolickiej nauki społecznej, takie wartości, jak solidarność, równość, godność i wspólnota są fundamentem naszego działania. W naszym związku jest miejsce dla każdego pracownika, niezależnie od poglądów. W KSN wszystkich traktujemy jednakowo, mówimy do siebie „ty” lub „kolego”, bo budujemy wspólnotę, wspieramy się i jesteśmy silni. Niezależnie od tego, czy ktoś jest profesorem, czy adiunktem, wykładowcą czy pracownikiem administracyjnym – w związku jesteśmy równi i działamy razem.
Czy reprezentujecie interesy naukowców czy raczej administracji uczelnianej?
Starałem się to pokazać wcześniej, ale powtórzę: reprezentujemy całą wspólnotę akademicką. Nie ma dobrej uczelni bez naukowców ani bez sprawnej administracji – to system naczyń połączonych. Dlatego bronimy praw wszystkich grup zawodowych w uczelni, nie stawiając ich w opozycji. Podkreślamy konieczność zrównoważenia płac i uznania wkładu pracowników administracyjnych w rozwój uczelni. Wspólne działania są dla nas ważniejsze niż podziały, bo tylko razem możemy skutecznie wpływać na warunki pracy i jakość nauki.
Mówi się, że związki utrudniają władzom uczelni racjonalną politykę kadrową.
To zarzut, który często wynika z nieporozumienia co do roli związków zawodowych. Związki nie są po to, żeby blokować decyzje władz uczelni, ale po to, by wprowadzać do dialogu inny punkt widzenia – perspektywę pracownika. Rektorzy i dyrektorzy patrzą na uczelnię z perspektywy zarządzania, budżetu i przepisów. Związki natomiast patrzą z poziomu codzienności pracownika, jego realnych warunków pracy, obciążeń dydaktycznych, braku stabilności, presji czasowej czy problemów zdrowotnych. Te dwa spojrzenia są potrzebne, żeby decyzje były rzeczywiście racjonalne i sprawiedliwe. W wielu sytuacjach to właśnie związki zawodowe otwierają oczy władzom uczelni. Przypominają, że za liczbami, etatami i tabelami stoją ludzie z ich problemami, rodzinami i poczuciem godności. Rektor, zajęty wieloma obowiązkami, może nie dostrzegać tych codziennych trudności, a my jesteśmy od tego, by o nich mówić głośno, ale konstruktywnie.
„Solidarność” nie jest przeciwko rektorom. Jesteśmy za równowagą i dialogiem. Pomagamy władzom uczelni dostrzec skutki decyzji, które z perspektywy zarządczej mogą wyglądać rozsądnie, ale w praktyce mogą uderzać w ludzi i w jakość pracy. Zdarza się, że dzięki naszej interwencji rektorzy modyfikują swoje decyzje, wprowadzają konsultacje, zmieniają regulaminy czy przywracają dialog w miejscach, gdzie wcześniej go brakowało. To pokazuje, że związki nie przeszkadzają, ale pomagają uczelni działać mądrzej i bardziej humanistycznie.
Związek zawodowy jest też strażnikiem sprawiedliwości i przejrzystości procedur. Uczelnia to wspólnota, nie korporacja. Dlatego dbamy, żeby oceny okresowe, awanse czy redukcje etatów nie były uznaniowe, lecz oparte na jasnych zasadach. To nie utrudnia zarządzania, to czyni zarządzanie bardziej odpowiedzialnym i zrównoważonym.
Czy najważniejszym zadaniem związków zawodowych jest kontrola systemu płac?
Płace są fundamentem, bez godnego wynagrodzenia nie ma warunków, by przyciągać i zatrzymywać najlepszych w nauce. Bez godnych wynagrodzeń nie ma jakości nauki, bo najlepsi młodzi ludzie nie będą wybierać kariery akademickiej. Ale to nie jest jedyne pole działania związków zawodowych. Równie ważne są kwestie bezpieczeństwa pracy, równego traktowania, stabilności zatrudnienia i tworzenia atmosfery wzajemnego szacunku na uczelniach i w instytutach badawczych. Związek zawodowy to nie tylko negocjator płac, to także strażnik godności pracy i bezpieczeństwa pracowników.
Ogromną rolę w tym zakresie odgrywa społeczna inspekcja pracy (SIP), która jest jednym z filarów działalności „Solidarności” w uczelniach i instytutach naukowych. To właśnie społeczni inspektorzy, wybierani przez przedstawicieli pracowników, codziennie czuwają nad przestrzeganiem przepisów BHP, zasad organizacji pracy i bezpieczeństwa w laboratoriach, pracowniach, salach dydaktycznych czy biurach. Dzięki ich zaangażowaniu udaje się rozwiązywać wiele problemów jeszcze zanim przerodzą się w konflikty czy zagrożenia. SIP to realne wcielenie idei solidarności, troska o drugiego człowieka w praktyce, codzienne działanie na rzecz godnych i bezpiecznych warunków pracy. W naszych strukturach dbamy o ich przygotowanie i wspieramy ich szkoleniami, aby mogli skutecznie pełnić swoją funkcję.
W „Solidarności” wierzymy, że dobra praca to nie tylko kwestia pensji, ale też bezpieczeństwa, szacunku i poczucia wspólnoty. Dlatego obok walki o płace bronimy prawa do bezpiecznego środowiska pracy, przejrzystych zasad zatrudnienia i partnerskiego dialogu z władzami uczelni. Tylko wtedy nauka i szkolnictwo wyższe mogą naprawdę rozwijać się w duchu odpowiedzialności i współpracy, zgodnie z wartościami, na których „Solidarność” została zbudowana.
Jakie jest stanowisko „Solidarności” w sprawie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych?
Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych jest jednym z fundamentów polityki społecznej w uczelniach i instytutach badawczych. Dla „Solidarności” to nie tylko narzędzie finansowe, ale przede wszystkim realny wyraz solidarności wewnątrz wspólnoty akademickiej, symbol troski o drugiego człowieka i dowód na to, że uczelnia to wspólnota, a nie korporacja. Fundusz Świadczeń Socjalnych w uczelniach publicznych i instytutach badawczych jest tworzony na podstawie ustawy z 4 marca 1994 r. o ZFŚS, ale jego praktyczne funkcjonowanie określają regulaminy uzgodnione ze związkami zawodowymi. I to właśnie tutaj rola związków, w tym NSZZ „Solidarność”, jest kluczowa: bronimy zasady, że środki z funduszu mają służyć wszystkim pracownikom, proporcjonalnie do ich potrzeb, sytuacji materialnej, rodzinnej i zdrowotnej.
W wielu uczelniach fundusz wspiera nie tylko działalność socjalną (np. zapomogi, dopłaty do wypoczynku, pożyczki mieszkaniowe), lecz także integruje środowisko przez organizację wspólnych wycieczek, udział w wydarzeniach kulturalnych, wsparcie rodzin z dziećmi. Dla części pracowników oraz emerytów i rencistów to często jedyna realna forma pomocy finansowej w trudniejszych okresach roku.
Jako Krajowa Sekcja Nauki NSZZ „Solidarność” od lat podkreślamy, że ZFŚS to nie przywilej, ale wspólne dobro całego zespołu uczelni. Niestety, w ostatnich latach obserwujemy próby ograniczania funduszu w niektórych instytucjach nauki lub jego uśredniania między grupami pracowników. KSN konsekwentnie protestuje przeciwko takim rozwiązaniom. Uważamy, że ZFŚS to gwarancja równości i solidarności w praktyce i dlatego nie może być traktowany jako rezerwuar środków do łatania niedoborów budżetowych.
Podkreślam też, że „Solidarność” zawsze stoi na straży uczciwego wydatkowania funduszu. Nie zgadzamy się na uznaniowość, nieprzejrzystość czy faworyzowanie którejś z grup zawodowych przy wydatkowaniu tych środków. Dla nas ZFŚS to narzędzie budowania wspólnoty i realnego wsparcia materialnego, ale także emocjonalnego. Kiedy w trudnej sytuacji zdrowotnej czy rodzinnej pracownik otrzymuje pomoc z funduszu, czuje, że uczelnia i środowisko o niego dba. To właśnie ta duchowa i społeczna więź buduje siłę „Solidarności”.
Kiedy mówimy o Zakładowym Funduszu Świadczeń Socjalnych, warto wspomnieć także o innej, często niedocenianej formie pomocy pracowniczej – kasach zapomogowo-pożyczkowych (KZP). Ich rola w uczelniach i instytutach naukowych jest naprawdę nie do przecenienia. To instytucje, które podobnie jak „Solidarność” opierają się na zasadach samopomocy, zaufania i wspólnoty. Funkcjonują od wielu dziesięcioleci, a ich działalność reguluje ustawa z dnia 11 sierpnia 2021 r. o kasach zapomogowo-pożyczkowych. Zgodnie z tym aktem prawnym, kasy są dobrowolnymi, samorządnymi organizacjami pracowników, które mają osobowość prawną i działają niezależnie od władz uczelni lub instytutu badawczego. To oznacza, że żadna rektorska decyzja czy polecenie służbowe nie może ingerować w ich wewnętrzne sprawy. KZP posiadają własny statut, wybieralne władze i pełną autonomię finansową, a ich środki pochodzą z dobrowolnych składek członków. Dzięki tym składkom tworzony jest fundusz, z którego udziela się nieoprocentowanych pożyczek lub bezzwrotnych zapomóg osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej, zdrowotnej czy rodzinnej. Wielką zaletą tego systemu jest bezpośredni i wspólnotowy charakter pomocy, środki nie płyną z zewnątrz, lecz pochodzą od samych pracowników, którzy nawzajem sobie pomagają.
Dla wielu osób zatrudnionych w uczelniach i instytutach – zwłaszcza w administracji, obsłudze technicznej czy wśród młodszych naukowców, a zatem osób słabiej zarabiających – kasy zapomogowo-pożyczkowe są często jedyną realną, szybką i godną formą wsparcia finansowego. Umożliwiają natychmiastową pomoc w sytuacjach losowych, zdrowotnych lub nagłych wydatków rodzinnych. Ich znaczenie jest również społeczne: KZP tworzą i umacniają więź międzyludzką, budują kulturę zaufania i odpowiedzialności. W wielu uczelniach i instytutach badawczych działają one od kilkudziesięciu lat, będąc częścią tożsamości tych miejsc pracy.
Zarządy kas współpracują ze związkami zawodowymi, w tym z NSZZ „Solidarność”, dbając o transparentność i o to, by każda złotówka służyła tym, którzy naprawdę potrzebują wsparcia. Dla „Solidarności” kasy zapomogowo-pożyczkowe to żywy przykład solidarności w praktyce, realne narzędzie wzajemnej pomocy, które nie tylko łagodzi skutki kryzysów, ale też buduje zaufanie i poczucie wspólnoty w środowisku akademickim.
KZP i ZFŚS to dwa różne, ale komplementarne narzędzia pomocy socjalnej. Razem tworzą fundament uczelnianego systemu wsparcia, który czyni z miejsca pracy coś więcej niż tylko instytucję, czyni z niej wspólnotę ludzi, którzy troszczą się o siebie nawzajem.
Za największą porażkę związków zawodowych w szkolnictwie wyższym uznaje się niskie płace administracji akademickiej.
Zgadzam się, że to poważny problem. Pracownicy administracji często mają wysoką odpowiedzialność, ale ich płace rzadko są proporcjonalne do obowiązków. KSN wielokrotnie podnosił ten temat. Trzeba spojrzeć na to w sposób nieco szerszy. Niskie płace w administracji publicznej, w tym w administracji uczelni i instytutów naukowych, są w dużej mierze efektem systemowych ograniczeń – restrykcji budżetowych czy centralnych regulacji dotyczących wynagrodzeń. Związki zawodowe, w tym NSZZ „Solidarność”, od lat zabiegają o poprawę sytuacji finansowej pracowników administracji, ale nasza skuteczność jest ograniczona przez ramy prawne i polityczne. Nie można więc mówić, że jest to wyłącznie porażka związków. To raczej wynik trudnej rzeczywistości sektora publicznego, w którym nawet najlepsza strategia związkowa napotyka na sztywne ograniczenia. Naszym zadaniem jest zarówno lobbowanie za podwyżkami i zmianami systemowymi, jak i walka o godne warunki pracy, od dodatków i świadczeń socjalnych, po stabilność zatrudnienia.
Mimo wszystko uważam, że największą wartością związków jest utrzymywanie dialogu i nacisku na władze uczelni i państwa, by płace administracji nie pozostawały zapomnianym obszarem polityki kadrowej.
Czy „Solidarność” dba też o interes nauki, a nie tylko o sprawy pracownicze?
Tak, konsekwentnie. Dobra nauka wymaga stabilnych warunków, finansowania, wolności badań i udziału społeczności akademickiej w decyzjach. Nasze działania na rzecz pracowników są jednocześnie działaniami na rzecz nauki. Solidarność” aktywnie angażuje się w obronę interesów środowiska naukowego. Od 2021 roku Krajowa Sekcja Nauki NSZZ „Solidarność” prowadzi ogólnopolską akcję protestacyjną, domagając się m.in. podwyższenia wynagrodzeń zasadniczych pracowników nauki i szkolnictwa wyższego. Związek postuluje również powiązanie wynagrodzeń wszystkich pracowników uczelni i instytutów badawczych z wysokością minimalnego wynagrodzenia profesora oraz wdrożenie systemowego wzrostu nakładów finansowych na naukę i szkolnictwo wyższe, aby osiągnąć średni poziom krajów Unii Europejskiej.
W ramach tej akcji organizowane są pikiety, zbiórki podpisów pod petycjami oraz inne formy protestu, mające na celu zwrócenie uwagi na trudną sytuację finansową środowiska akademickiego i badawczego. Przykładem jest pikieta środowisk akademickich w Lublinie, która miała miejsce 20 grudnia 2021 roku, gdzie uczestnicy domagali się m.in. wdrożenia systemowego wzrostu nakładów finansowych na naukę i szkolnictwo wyższe.
Działania te pokazują, że „Solidarność” nie tylko reprezentuje interesy pracowników sektora przemysłowego, ale także aktywnie angażuje się w obronę praw i warunków pracy środowiska naukowego, dążąc do poprawy sytuacji finansowej oraz zapewnienia stabilności i rozwoju polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Dbanie o jakość nauki nie polega wyłącznie na wskaźnikach czy liczbie publikacji. Polega na tworzeniu środowiska, w którym pracownik ma poczucie sensu, bezpieczeństwa i sprawiedliwego traktowania. Tylko w takich warunkach rodzi się prawdziwa nauka, kreatywność i pasja. Dlatego nasze działania, choć czasem krytyczne wobec decyzji władz, w istocie służą uczelniom i nauce. Wspólnota akademicka potrzebuje obu perspektyw: menedżerskiej i ludzkiej. Związki zawodowe są po to, żeby te dwa światy się spotkały.
Czy prawo o związkach zawodowych nie utrudnia zarządzania uczelniami?
Nie, wręcz przeciwnie, prawo o związkach zawodowych wzmacnia jakość zarządzania uczelniami, ponieważ wprowadza mechanizmy dialogu społecznego i chroni interesy pracowników. Uczelnie to nie korporacje nastawione na zysk, lecz instytucje publiczne, których misją jest kształcenie i prowadzenie badań naukowych. Dlatego ich model zarządzania powinien uwzględniać głos społeczności akademickiej, w tym organizacji związkowych.
Związki zawodowe nie ingerują w decyzje naukowe czy dydaktyczne, lecz zajmują się kwestiami warunków pracy, wynagrodzeń, polityki kadrowej czy bezpieczeństwa zatrudnienia. Ich obecność zapewnia transparentność procesów i przeciwdziała arbitralnym decyzjom. W wielu uczelniach w Polsce związki zawodowe współpracują z władzami w sposób konstruktywny: uczestniczą w negocjacjach regulaminów pracy, opiniują projekty zmian organizacyjnych, wspierają działania na rzecz rozwoju uczelni. Tam gdzie prowadzony jest dialog z poszanowaniem obu stron, nie ma mowy o utrudnianiu zarządzania. Jest za to większa stabilność i przewidywalność.
Mogę to potwierdzić na podstawie mojego wieloletniego doświadczenia jako przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Uniwersytetu Łódzkiego. Przez lata udało nam się wypracować z władzami uczelni model współpracy, który przynosił realne korzyści zarówno pracownikom, jak i samej instytucji. Jeśli po stronie pracodawcy istnieje chęć porozumienia, można stworzyć godne i dobre warunki pracy. Dzięki temu Uniwersytet Łódzki został dwukrotnie wyróżniony w ogólnopolskim konkursie „Pracodawca Przyjazny Pracownikom”, organizowanym przez Komisję Krajową NSZZ „Solidarność” pod honorowym patronatem Prezydenta RP – w 2015 roku oraz ponownie w 2020 roku. Nagrody te przyznano za przestrzeganie przepisów prawa pracy, stabilność zatrudnienia, przestrzeganie zasad BHP, wprowadzenie polityki antymobbingowej oraz poszanowanie praw związków zawodowych.
Jeśli pojawiają się napięcia na linii rektor – związki zawodowe, wynikają one najczęściej nie z samego prawa, lecz z braku kultury dialogu lub prób marginalizacji głosu pracowników. W takich przypadkach to nie ustawa jest problemem, lecz jej niewłaściwa interpretacja lub niechęć do współpracy. Silne związki zawodowe to silna uczelnia, taka, która potrafi łączyć autonomię naukową z odpowiedzialnością społeczną i troską o ludzi, którzy ją tworzą.
W ilu instytucjach nauki działa KSN „Solidarność” i gdzie ma charakter reprezentatywny?
Krajowa Sekcja Nauki NSZZ „Solidarność” działa obecnie w około 120 instytucjach naukowych i akademickich w całej Polsce, obejmuje zarówno uczelnie, jak i instytuty badawcze i jednostki Polskiej Akademii Nauk. W kilkudziesięciu jednostkach nasza organizacja posiada status reprezentatywny, co oznacza, że spełnia ustawowe kryteria liczebności i może aktywnie uczestniczyć w procesach współzarządzania, negocjowania regulaminów pracy, opiniowania zmian organizacyjnych czy współdecydowania o funduszach socjalnych. Taki status posiadamy m.in. na największych uczelniach w kraju, na Uniwersytecie Jagiellońskim, Politechnice Warszawskiej, Uniwersytecie Łódzkim, Uniwersytecie Śląskim czy Politechnice Wrocławskiej, a także w wielu instytutach badawczych. To pokazuje, że głos NSZZ „Solidarność” w środowisku naukowym jest nie tylko obecny, ale i realnie wpływa na kształt warunków pracy oraz kierunki rozwoju instytucji.
Nasza obecność w tylu jednostkach to efekt wieloletniej pracy komisji zakładowych, które konsekwentnie budują kulturę dialogu i współpracy. W skali kraju akademicka „Solidarność” zrzesza obecnie ponad 20 tys. członków, co czyni ją jedną z największych struktur związkowych w sektorze nauki i szkolnictwa wyższego. To liczba, która przekłada się na realną siłę negocjacyjną i zdolność do reprezentowania interesów pracowników nauki, zarówno nauczycieli akademickich, jak i pracowników administracyjnych czy technicznych.
Co istotne, NSZZ „Solidarność” jako jedna z trzech ogólnopolskich central związkowych zasiada w Radzie Dialogu Społecznego, konstytucyjnym forum współpracy z rządem i organizacjami pracodawców. Dzięki temu mamy możliwość realnego wpływania na kształt ustaw, rozporządzeń i polityk publicznych dotyczących m.in. finansowania nauki, warunków zatrudnienia w szkolnictwie wyższym czy systemu emerytalnego. Głos środowiska akademickiego, przekazywany przez Krajową Sekcję Nauki, trafia bezpośrednio do decydentów i to przekłada się na konkretne rozwiązania legislacyjne oraz budżetowe.
Wierzę, że silna reprezentacja związkowa to nie przeszkoda, lecz wartość dodana dla każdej instytucji naukowej, zwłaszcza w czasach dynamicznych zmian i rosnących wyzwań dla środowiska akademickiego.
Co Pan planuje zrobić ze zjawiskiem mobbingu na uczelniach?
Tak tylko dla ustalenia uwagi przypomnę: związki zawodowe dbają jedynie o interesy swoich członków, szczególnie zaś tych wysoko postawionych.
Szanowny MB to zapisz się do związku. To oczywiste że związek jak każda zresztą organizacji walczy o swoich członków.
Szanowna(?) Jolanta, nie zrozumiałaś, prawda?