Proponowany budżet na przyszły rok zapewnia funkcjonowanie uczelni wyłącznie w formie egzystencji, podtrzymywania, takiego stand-by. Nauka nie będzie tym obszarem aktywności, w który zechcą się zaangażować najzdolniejsi młodzi ludzie – komentuje dla FA prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, rektorka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Bardzo martwi mnie niespójność wypowiedzi i działań przedstawicieli rządu, którzy z jednej strony w deklaracjach mówią o inwestowaniu w naukę w powiązaniu z rozwojem i przyszłością kraju, o ważnej roli nauki – przypomnijmy choćby filary rozwoju Polski: pierwszy filar to rozwój nauki – a z drugiej te deklaracje nie znajdują odzwierciedlenia ani w wysokości budżetowania, ani – co martwi mnie chyba najbardziej – w zbudowaniu jakiejś płaszczyzny dialogu. Mamy swoje ministerstwo, z którym jesteśmy w ciągłym kontakcie, ale to nie załatwia wszystkiego, bo nauka powinna być obecna i w rozwoju, obronności, rolnictwie, w profilaktyce zdrowotnej i tak dalej, i tak dalej.
Potrzebna byłaby wspólna płaszczyzna namysłu nad tym, w jaki sposób inwestować w naukę w różnych resortach, tak, żeby to przynosiło zyski naszemu państwu i żebyśmy jako państwo byli nie w pozycji klienta, który tylko kupuje technologie, czy sprowadza z zagranicy rozmaitego rodzaju infrastrukturę. Polska nauka ma ogromny potencjał, co pokazują badania i zainteresowanie współpracą z nami zagranicznych partnerów. Miałam okazję rozmawiać tego lata z przedstawicielami uniwersytetów na Tajwanie, w Nowej Zelandii, w Indonezji, w Ameryce Południowej. Właśnie odbyło się wspólne forum rektorów Polski i Turcji. W czerwcu podpisana została umowa o współpracy ze Szwajcarią. Wszędzie tam jest ogromne zainteresowanie i ogromna przychylność dla Polski. Za granicą dostrzega się ogromny postęp, który zrobiła i nauka polska, i nasz kraj. Nie powinniśmy tego zaprzepaścić.
Zanim przejdę do skutków propozycji budżetowych na przyszły rok, chcę zwrócić uwagę na dwie sprawy. Do subwencji dla uczelni włączono już w tym roku środki na finansowanie programu IDUB, czyli pół miliarda złotych. Faktycznie oznacza to, że te pieniądze nie są już wyodrębnione i zmniejszają środki, które trafiają do wszystkich uczelni w postaci subwencji. Wcześniej ten program był finansowany w postaci obligacji dla uczelni IDUB, co nie wpływało w żaden sposób na wysokość subwencji pozostałych uczelni. Skutki tego kroku będą widoczne także w roku przyszłym. Z powodu dwóch niedawnych regulacji, to jest zmiany polityki wizowej oraz wymogów dotyczących egzaminów językowych, przyjedzie do nas w tym roku znacznie mniej studentów zagranicznych. Te dwa lata zawirowań, najpierw z wizami, a teraz ze sprawdzaniem znajomości języka, brak elastyczności i wsłuchania się przez ministrów w racje uczelni, spowodował, że mamy w tym roku mniej więcej połowę studentów zagranicznych w stosunku do lat ubiegłych. Jeżeli ta liczba będzie dalej spadać, to nie oszukujmy się, będą spadać też przychody uczelni. Ale co więcej, będzie spadać współczynnik umiędzynarodowienia, a zatem będzie maleć nasza widoczność w świecie, bo pamiętajmy, że każdy student, który do nas przyjeżdża, jest później ambasadorem Polski za granicą i ułatwia naszą współpracę i naukową, i biznesową, i turystyczną przez wiele, wiele lat.
Projekt budżetu nauki i szkolnictwa wyższego na rok 2026 nominalnie, czyli w liczbach, w wartościach bezwzględnych, wygląda na nieco wyższy niż w poprzednim roku. Natomiast kiedy nałożymy go na relację do produktu krajowego brutto, okazuje się, że jego udział w PKB jednak spadnie, a już w tym roku jest na najniższym poziomie od roku 2000, czyli przez cały XXI wiek. Tak więc, patrząc na projekt budżetu od tej strony, realnie mamy do czynienia ze spadkiem nakładów na naukę.
Na rok 2026 przewidziana jest podwyżka wynagrodzeń w wysokości 3 procent. To jest bardzo niedobra wiadomość dla naprawdę od lat niedofinansowanych pracowników nauki i administracji uczelnianej. Oznacza bardzo nikłe podwyżki, które nie zniwelują nawet skutków inflacji sprzed kilku lat, gdy pracownicy uczelni wiele stracili w stosunku do średniej krajowej.
Budżet na przyszły rok, który nam proponuje rząd i parlament, zapewnia funkcjonowanie uczelni wyłącznie w formie egzystencji, podtrzymywania, takiego stand-by. W dalszej perspektywie ten dramatycznie niski poziom finansowania spowoduje, że uczelnie będą nieatrakcyjnym miejscem pracy. Nauka nie będzie tym obszarem aktywności, w który zechcą się zaangażować najzdolniejsi młodzi ludzie. Oni odejdą albo do przemysłu, albo do biznesu, albo będą budować swoje naukowe kariery za granicą Do tego naprawdę nie powinniśmy dopuścić.
not. Piotr Kieraciński
Szkoda pieniędzy na badania nad niewiado czym i naukowców, którzy tylko walczą o posady. Większość uczelni powinna być zlikwidowana, gdyż stanowi jedynie miejsce ciepłych posad i znajomych królika.
Rząd w roku 2026 zamierza wygenerować 300 mld długu. Jedna trzecia wydatków planowanego budżetu, to wydatki bez pokrycia. I to jest problem.
Głosowaliście na liberałów to nie rozumem tego zdziwienia, że nie dają pieniędzy.
Łatwo przewidzieć, do czego to doprowadzi. Za 10-15 lat na uczelniach pozostaną cwaniacy (rodzimi i importowani), którym "opłaca się funkcjonować w słabym systemie, nauczyli się naciągać reguły gry, są zadowoleni, nie potrzebują niczego więcej” (P. Sankowski, FA) i nieudacznicy, którym nie chce się wysilać w bardziej wymagającym systemie - mierni, ale wierni, którzy będą wykonywać polecenia tych pierwszych. Będzie tak, jak z systemem ewaluacji. Jak 20 lat temu wprowadzano listę czasopism punktowanych też nikt nie mógł przewidzieć, do czego to doprowadzi, choć dla średnio rozgarniętej osoby pracującej na uczelni (np. dla mnie) było to oczywiste. A ponieważ edukacja na niższych poziomach też leży (co widzę po swoich dzieciach), wkrótce staniemy się krajem kolonialnym - konsumentem obcych technologii.
To jest wszędzie w budżetówce w Polsce. Bierze się mało kumatych aby ludzie nie zorientowali się że są robione wałki i przekręty na boku.
Dlaczego używa pan czasu przyszłego? Wszystko co czym pan piszę już jest i to od dosyć dawna.
Dlatego, że dzisiaj w nauce pozostały jeszcze jakieś dinozaury, np. pewien Profesor PAN. Za 10 lat już ich nie będzie. Zostaną tylko ci, o których pisałem powyżej. A prof. Konarzewski tak jakby skopiował moją opinię - tak jak prof. Węgrzyn 6 tygodni temu.
Juz tak jest na wydziałach humanistycznych. Cwaniaczki i rodzinki żyjące na państwowym. Tak Polska będzie krajem kolonialnym i tutaj nic się nie zmieni. zbankrutuje gospodarczo. Wystarczy że Niemcy z Francją wynajdą nowe źródła energii ze sztucznego słońca. Będziemy kupować od nich energię za krocie i za licencję. W tym kraju jedynie politycy będą kraść na potęgę i nic się nie zmieni. Dlaczego obajtek za szwindel z Orlenem został inwestorem na mazurach? Gdzie sądy i prokuratur?
Mówi Pani, kierująca jedną z uczelni z programu IDUB. Błagam. Przeżarliście bez większego sensu górę pieniędzy.
Dokładnie;)
Dialog z rządem nic nie da, tak jak nic nie dały białe miasteczka. Trzeba brać przykład z tych, którzy coś wywalczyli dla siebie, nieważne czy słusznie czy niesłusznie. Mowa tu oczywiście o górnikach. Niedługo zaczynamy rok akademicki i może warto odwiedzić Warszawę i zablokować ul. Wiejską.
Białe miasteczka jednak coś dały: dziś salowa zarabia więcej od adiunkta a początkujący rezydent ma pensję profesora Belwederskiego.
To ile zarabia Adiunkt?
Adiunkt zarabia 6 840,10 zł brutto. Profesor belwederski coś koło 9300, 2x wynagrodzenie minimalne.
Mimo, że adiunkt nierzadko robi tyle samo (a czasem nawet i więcej), co profesor (nawet i belwederski)... No, ale cóż.. system z "nadzwyczajną kastą" profesorską i akademickim plebsem tak właśnie funkcjonuje... Za jakieś 40 godzin "biskupi" (tj. habilitowani) oraz "kardynałowie" (tj. profesorowie) nauki polskiej będą dumnie paradować na kolejnych inauguracjach roku akademickiego, a akademicki plebs (mgr i dr) będzie mógł tylko ich posłuchać i... nic więcej...
Nawet nie będzie mógł posłuchać i obejrzeć, bo zajęcia nakazali rozpocząć 1.10 - w trakcie inauguracji, bo to impreza dla arystokracji, a nie dla uczelnianego plebsu...
A Polskiej Akademii Nauk - poniżej egzystencji. Nie narzekam, lubię jasność.
rząd mówi o inwestowaniu w naukę.
Co szkodzi obiecać.