Nad prototypem testu diagnostycznego opartego na predykcyjnych biomarkerach molekularnych, który może przyczynić się do zwiększenia wykrywalności tętniaków aorty brzusznej na wczesnym etapie ich rozwoju pracują naukowcy z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Obecnie nie ma metody, która pozwalałaby wykryć chorobę w jej początkowym stadium.
Tętniak aorty brzusznej (Abdominal Aortic Aneurysm, AAA) to miejscowe osłabienie i poszerzenie ściany aorty w jej odcinku brzusznym. Choroba często nazywana jest „cichym zabójcą”, ponieważ rozwija się przez wiele lat i w większości przypadków przebiega bezobjawowo. Szacuje się, że na świecie z tętniakiem aorty brzusznej żyje ponad 35 milionów osób. Wskaźnik zachorowalności u mężczyzn powyżej 60 roku życia wynosi około 4,3 procent. U kobiet jest on niższy (0,95 procent), jednak u nich choroba charakteryzuje się zwykle cięższym przebiegiem i gorszym rokowaniem.
Badania przeprowadzone w Polsce wskazują na podobną skalę problemu. Częstość występowania tętniaka wynosi od 4,1 do 6 procent wśród osób 60+. Co istotne, analizy badań obrazowych wykonywanych w kraju wykazały, że większość wykrywanych przypadków stanowią tętniaki małe, o średnicy poniżej 44 mm (od 60 do 75 procent), w przypadku których pacjenci zazwyczaj nie odczuwają żadnych objawów. Oznacza to, że duża liczba osób w Polsce może żyć z rozwijającym się tętniakiem aorty brzusznej, nie mając o tym świadomości. W dłuższej perspektywie zwiększa to ryzyko jego pęknięcia i nagłej śmierci chorego. Z tego względu istnieje pilna potrzeba opracowania nowych, szybkich i łatwych do wykonania testów diagnostycznych umożliwiających wczesne wykrywanie choroby.
Jak powstaje tętniak aorty?
Mechanizm powstawania tętniaków aorty brzusznej jest złożony. U jego podłoża leży degradacja składników macierzy zewnątrzkomórkowej, przede wszystkim elastyny i kolagenu, które odpowiadają za elastyczność i wytrzymałość ściany naczynia.
Proces ten zachodzi w wyniku zwiększonej aktywności białek z grupy metaloproteinaz, nasilonego stresu oksydacyjnego oraz apoptozy komórek mięśni gładkich aorty. Zmiany te rozwijają się powoli i przez długi czas nie powodują objawów, które mogłyby zaniepokoić pacjenta. Sporadycznie mogą pojawić się niespecyficzne symptomy, takie jak ból pleców czy uczucie pulsowania w jamie brzusznej. Najnowsze badania wskazują również, że dominującą rolę w rozwoju choroby mogą odgrywać czynniki genetyczne, które odpowiadają nawet za 70–80 procent ryzyka zachorowania.
W grupie najbardziej zagrożonej znajdują się przede wszystkim mężczyźni po 60 roku życia, palący papierosy, z nadwagą i nadciśnieniem, a także osoby, u których w rodzinie występowały przypadki tętniaka aorty.
Obecnie tętniaki aorty brzusznej diagnozuje się głównie przy użyciu badań obrazowych, takich jak ultrasonografia, tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny. Metody te pozwalają na dokładny pomiar średnicy aorty i ocenę stopnia zaawansowania choroby. Problem polega jednak na tym, że są to badania specjalistyczne, które nie są powszechnie stosowane jako badania przesiewowe. W praktyce oznacza to, że tętniaki są często wykrywane przypadkowo podczas badań wykonywanych z innych powodów.
Dlatego coraz większą uwagę zwraca się na możliwość wykorzystania biomarkerów molekularnych, które mogłyby umożliwić wczesne wykrywanie choroby na podstawie badania krwi. Takie rozwiązanie opracowują badacze z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie pod kierownictwem prof. Anny Boguckiej-Kockiej. Obbecnie nie ma na rynku testu ani innej metody diagnostycznej stosowanej przesiewowo w praktyce klinicznej, która pozwalałaby wykryć chorobę w jej wczesnym stadium.
Krew jako źródło informacji o chorobie
Opracowywany test ma bazować na analizie biomarkerów obecnych we krwi, takich jak mRNA, mikroRNA oraz białka sygnałowe.
Krew przenosi cząsteczki sygnałowe, które są swoistym papierkiem lakmusowym procesów fizjologicznych i patologicznych zachodzących w organizmie. Jeśli uda się określić, które z tych cząsteczek i w jakich stężeniach są związane z rozwojem tętniaka, możliwe będzie monitorowanie ich poziomu i wczesne wykrywanie choroby – wyjaśnia prof. Anna Bogucka-Kocka.
Jednym z głównych założeń projektu jest stworzenie testu, który będzie stosunkowo tani i możliwy do wykonania w standardowych laboratoriach diagnostycznych. Dzięki temu mógłby być szeroko dostępny dla pacjentów.
Wczesne wykrycie choroby umożliwiłoby wdrożenie odpowiednich działań profilaktycznych, zwiększenie skuteczności leczenia planowego, zmniejszenie liczby nagłych operacji oraz ograniczenie śmiertelności związanej z pęknięciem tętniaka. Jak podkreślają naukowcy z Lublina, projekt znajduje się na poziomie gotowości technologicznej TRL3. Aby test mógł być stosowany w praktyce klinicznej, konieczne jest osiągnięcie poziomu TRL8, który potwierdza pełną wiarygodność technologii.
Projekt finansowany jest ze środków Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności.
MK, źródło: UMLub
A ja się pytam, dlaczego zamieciono pod dywan i wyciszono sprawę największego przekrętu stulecia, jakim był wielomilionowy grant na badania nad amantadyną w COVID, gdzie od początku było wiadomo, że nic z niego nie wyjdzie, ale ABM przyznała go w tajemniczych okolicznościach, pieniądze rozdysponowano i nie wyszło nic z tego wszystkiego. Ile zarobił na tym brat wymienionego w poprzednim komentarzu okulisty, już dawno pisała prasa. Oczywiście nikt nie jest winny, cisza, spokój, rektor obwieszcza same sukcesy.
Uczelnia o nazwie UMLUB nie tylko osiągnęła dno, ale stała się jego pogłębiarką. Proszę sobie wpisać w google "Jawny lublin uniwersytet medyczny" i poczytać jak grube sprawy się tam wyprawiają. Prorektor zarabia blisko 2 miliony rocznie mimo zaciągniętego kredytu na pokrycie bieżących wynagrodzeń, który nie wiadomo kto i kiedy spłaci (pewnie następna kadencja władz). Kiedy ktoś to ujawnia, tłumaczy się, że skrzywdzono go bo zarobił nieco mniej (bodajże 1.2 miliona), co i tak okazuje się nieprawdą. Prokuratorskie śledztwo trwa miesiącami, przesłuchiwane jest dziesiątki osób. Rektor główny ma 25 lat młodszą konkubinę, która najprawdopodobniej zrobiła habilitację wiceministrowi (co z tym wątkiem? jakoś ucichło a tyle było e mediach). Publicznie dementuje, że nie ma konkubiny... bo nie mieszkają razem. Prorektor od lat jest tajnym wiceprzewodniczącym Komisji Akredytacyjnej, co zostaje ujawnione dopiero niedawno jako kłamstwo, że niby właśnie teraz to się stało. Rektor w wywiadzie mówi, że to on jest "głównym kadrowym", obiecuje transparentność licznych konkursów, po czym zmusza dziekanów do unieważnienia tych konkursów i na wszystkie stanowiska powołuje... pełniących obowiązki, wsadzając oczywiście swoich ludzi. Jedyny profesor, który mógłby stać się opozycją i był nadzieją na jako taką poprawę sytuacji, uczy się bardzo szybko - w ramach personalnych animozji wywala swojego dawnego mentora na bruk, dorabiając do tego całą fikcyjną historię dotyczącą kradzieży tkanek. Jeśli ktoś nie zarządzi zarządu komisarycznego, niedługo nie będzie czego sprzątać!