To smutna historia osobistej klęski trzech krakowskich naukowców, których po latach „dogonił” błąd z czasów naukowej młodości. To także opowieść o utraconej i złamanej przyjaźni trzech zdolnych socjologów, pracujących w Instytucie Studiów Europejskich Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
Dr Marcin Galent (ur. 1972) jest adiunktem zatrudnionym w Zakładzie Badań nad Zmianami Społecznymi w Europie (kierownik: dr hab. Jan Brzozowski, prof. UJ). Po skończeniu studiów socjologicznych w 1998 r. dostał się na studia doktoranckie, które odbywał w latach 1999–2005 w Katedrze Europeistyki UJ. Jego mentorem i promotorem, zarówno magisterium, jak i doktoratu, był prof. Zdzisław Mach (ur. 1954), wybitny europeista, socjolog i antropolog społeczny. Dysertację doktorską Integracja w Unii Europejskiej. Proces definiowania progu tolerancji na przykładzie społeczeństwa angielskiego Marcin Galent obronił na Wydziale Filozoficznym UJ w końcu października 2006 r. Recenzentami byli: prof. Krystyna Iglicka-Okólska z Uniwersytetu Warszawskiego oraz prof. Krystyna Slany z UJ w Krakowie. Doktorat na temat opinii brytyjskiego społeczeństwa wobec „obcych” (imigrantów) został wysoko oceniony i był na czasie, gdyż Polska właśnie (maj 2004 r.) dołączyła do Unii Europejskiej. Trzeba podkreślić, że doktorant pod koniec studiów doktoranckich spędził prywatnie około dwóch lat w Anglii, gdzie miał m.in. dostęp do Biblioteki Uniwersytetu w Cambridge.
W tym czasie jego bliskim kolegą był Paweł Kubicki (ur. 1973), również absolwent socjologii UJ i doktorant prof. Zdzisława Macha, który dysertację doktorską obronił o rok wcześniej od M. Galenta. Dawny promotor miał o obu swoich doktorantach bardzo dobrą opinię jako o błyskotliwych młodych ludziach, którzy mają możliwość osiągnięcia sukcesów naukowych. Obaj byli zatrudnieni w Instytucie Europeistyki i opublikowali siedem wspólnych artykułów, większość po angielsku, którym dr Galent dobrze włada. Zdobywali też wspólnie granty. Ich wieloletnia przyjaźń załamała się nagle w 2012 r.
Muszę dodać, że wcześniej, około roku 2007, do tego tandemu dołączył też trzeci naukowy „muszkieter”, dr Dariusz Niedźwiedzki (ur. 1962). Ten absolwent studiów ekonomicznych (1986) i socjologii (1988) był od nich starszy o prawie 10 lat, zaś doktorat obronił w 1996 roku, również pod promotorstwem prof. Z. Macha. Obaj znali go jeszcze z zajęć studenckich, gdy był asystentem. Po zbliżonej czasowo obronie doktoratów ich dotąd luźne kontakty zacieśniły się, szczególnie między dr. Galentem a dr. Niedźwiedzkim. Ten ostatni wprowadził kolegę w swoje belgijskie projekty naukowe, czego efektem była książka Migration and Europeanisation autorstwa M. Galenta, I. Goddeerisa i D. Niedźwiedzkiego, wydana we wrześniu 2009 r. w Krakowie. Niedźwiedzki habilitował się w marcu 2011 r. na podstawie monografii Migracje i tożsamość. Od teorii do analizy przypadku. Z kolei Kubicki swój awans na samodzielnego pracownika nauki osiągnął sześć lat później, w 2017 r., na podstawie dorobku naukowego i monografii Wynajdywanie miejskości. Polska kwestia miejska z perspektywy długiego trwania, Nomos, 2016.
Trzej dobrzy koledzy pracowali wtedy w Katedrze Kultury i Społeczeństwa Europy, której kierownikiem był prof. Z. Mach. Później, po reorganizacji, powstał Zakład Badań nad Zmianami Społecznymi w Europie, do którego przeszedł dr Galent, a kierownikiem został dr hab. Dariusz Niedźwiedzki. Ten ostatni był także od 2014 r. kierownikiem Jagiellońskiego Centrum Studiów Migracyjnych UJ. Z kolei prof. Mach w latach 2004–2012 był dyrektorem Instytutu Europeistyki, zaś w latach 2016–2019 dziekanem Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ. Dziś pracuje jako profesor zwyczajny w Katedrze Społeczeństwa i Kulturowego Dziedzictwa Europy (kierownik: dr hab. Magdalena Góra, prof. UJ). Zatrudniony jest tam także dr hab. Paweł Kubicki, prof. UJ.
Załamanie się przyjaźni i współpracy
Rozdźwięk między Kubickim a Galentem pojawił się mniej więcej półtora roku po publikacji prawie 100-stronicowego raportu Nowi mieszczanie w nowej Polsce, co miało miejsce w maju 2011 r. Publikację jako dzieło zlecone za sumę 4000 złotych przygotował dr Paweł Kubicki. Ponieważ praca miała powstać na podstawie projektu badawczego „RECON – Reconstituting Democracy in Europe”, nad którym obaj wspólnie pracowali w latach 2008–2011, to Kubicki od razu zaproponował Galentowi wspólne jej napisanie. Jednak ten odmówił, tłumacząc się poważnymi problemami zdrowotnymi, co było prawdą. Praca była terminowa, dlatego ciężar analizy zgromadzonych przez obydwu badaczy wywiadów socjologicznych spadł na barki Kubickiego. Gotowy raport był przesłany do dr. Galenta, który też mailowo został poinformowany, że wydawcą będzie Instytut Obywatelski. Ten wówczas nie zaprotestował. Raport Kubickiego był szeroko dyskutowany w mediach i cieszył się zainteresowaniem.
Zapytany o przyczyny „naukowego rozwodu” w 2013 roku dr Galent odpowiedział, że jego zdaniem dane te (czyli treść anonimowych wywiadów – MW) sprzedane zostały przed zakończeniem projektu badawczego. Jego zdaniem, „sprzedaż podmiotowi politycznemu (czytaj: Platformie Obywatelskiej, której ramieniem eksperckim jest Instytut Obywatelski – MW) wiązała się ze złamaniem podstawowych reguł etycznych w badaniach społecznych. Chodzi o tzw. «poinformowaną zgodę» respondentów. Każdy z nich został zapewniony, że ich wywiady nie będą wykorzystywane w celach politycznych i/lub komercyjnych. Wywiadów udzielali liderzy różnych środowisk politycznych, a potem dowiedzieli się, że PO użyła ich do własnych celów”. Dalej Galent mówi: „Byłem wtedy osobą w pełni apolityczną i nie życzyłem sobie, żeby PO robiło z mojej pracy agitację polityczną”. Trzeba dodać, że dr Galent obecnie jest członkiem Partii Razem.
Bezpośrednią pochodną tej sprawy była wrogość, uwidaczniana w wypowiedziach na forum instytutu, skargach uczelnianych i procesach sądowych, które dr Marcin Galent wytaczał dr. Pawłowi Kubickiemu. Konsekwencją ostateczną będzie prawdopodobnie poważne nadszarpnięcie kariery naukowej trzech byłych dobrych kolegów.
Pierwszy cios
Konkurs NCN „Opus 3” ogłoszono w połowie marca 2012 r., kiedy stosunki między kolegami były jeszcze poprawne. Zgłosili więc razem wniosek grantowy zatytułowany „Migracje i europeizacja. Budowanie tożsamości europejskiej w perspektywie instytucjonalnej i interakcyjnej”. Kierownikiem 28-miesięcznego projektu, wycenionego na 188 tys. zł, został Marcin Galent. Głównymi współwykonawcami mieli być P. Kubicki i D. Niedźwiedzki. Jednak wczesną wiosną 2013 r. sytuacja w Instytucie Europeistyki była już tak napięta, że obaj, ale niezależnie od siebie, wycofali się z projektu. Ze względu na kłopoty zdrowotne kierownika grant znacznie skrócono i 1/3 pieniędzy wróciła do Narodowego Centrum Nauki.
Wtedy właśnie do ówczesnego rektora UJ, prof. Wojciecha Nowaka, wpłynęła skarga Galenta, zarzucającego Kubickiemu naruszenie jego praw autorskich, poprzez fakt opublikowania raportu Nowi mieszczanie w nowej Polsce. Skarżący utrzymywał, że nie wyraził zgody na opublikowanie raportu opartego na wspólnych wynikach badań przez Instytut Obywatelski, będący w rzeczywistości jednostką ściśle związaną z partią polityczną. Podniósł ponadto, że tekst powstał na podstawie niepełnego materiału empirycznego, zaś jego autor czerpie korzyści finansowe z tej publikacji.
Rektor skierował sprawę do rzecznika dyscyplinarnego, którym wtedy był prof. dr hab. Fryderyk A. Zoll (ur. 1970), znany i ceniony cywilista. Przesłuchiwany Kubicki podkreślił, że na publikację raportu otrzymał ustną zgodę od M. Galenta, a przed publikacją przesłał mu plik z raportem. Zaznaczył, że „w tekście podał skarżącego jako współautora danych wyjściowych, stanowiących podstawę do zawartego w raporcie opracowania”. W toku swych działań rzecznik dyscyplinarny ustalił, że dr Galent był mailowo informowany w dniach 13 kwietnia oraz 3 czerwca 2011 r. o tym, kto będzie wydawcą. Stwierdził też, że „opracowanie dr. Kubickiego stanowi monografię opartą o wspólnie prowadzone badania z dr. Galentem. Fakt ten został wyraźnie zaznaczony w treści pracy. Nie można podzielić zapatrywania, jakoby utwór ten był składnikiem większego utworu wynikającego z prowadzonego wspólnie projektu. Każdy uczony ma prawo do opisu i wyprowadzania wniosków z istniejących badań, zwłaszcza jeżeli wyraźnie zaznacza, kto te badania przeprowadził i do jakich doszedł rezultatów. Ten wymóg w przedstawionej pracy jest spełniony. […] W takim wypadku nie można twierdzić, że opracowanie to sprzecznie z prawem wykorzystuje dane z projektu”.
Dalej rzecznik wskazał, że „opis wyników badań jest chroniony prawem autorskim, ale nigdzie nie wskazano, aby dr Kubicki posłużył się opisem naruszając prawa autorskie. Zaznaczone odmiennym kolorem wypowiedzi są objęte prawem cytatu i do nich odnosi się zawarty na str. 34 przypis 7”. Prof. F. Zoll podkreślił też, iż „Fakt publikacji utworu w instytucji związanej z partią polityczną nie może być uznany za sprzeniewierzenie się niezależności akademickiej. Rozstrzygająca jest treść i rzetelność publikacji. […] W świetle zgromadzonego materiału można przyjąć, że dr Galent nie kwestionował do czasu publikacji jej miejsca. Dr Kubicki mógł zatem założyć, że dr Galent godzi się z taką publikacją. Dr Kubicki szeroko informował dr. Galenta o publikacji, przesyłając linki i maile, na które ten odpowiadał. Twierdzenie, że nie czytał ich dokładnie, wynikające z zeznań dr. Galenta, nie może obciążać dr. Kubickiego”. Z kolei proponowane przez skarżącego propozycje ugody, (które przedstawiam poniżej jako punkty A do E – MW) włączone do akt, w opinii prof. F. Zolla, nie mogą być przyjęte przez nauczyciela akademickiego.
Dodam, że wspomniana „ugoda” to raczej ultimatum wyrażone w emailu M. Galenta z 3 VI 2013 r. do P. Kubickiego, aby ten: A. na 5 lat zaprzestał wszelkiej współpracy z podmiotami politycznymi; B. na 5 lat zaprzestał aktywności medialnej; C. rozpoczął od nowa prace nad habilitacją i nie wszczął procedury habilitacyjnej przed upływem 5 lat; D. wypłacił odszkodowanie, którego wysokość obliczy prawnik M. Galenta; E. wystosował przeprosiny zredagowane przez tegoż prawnika. Całość zobowiązań zostałaby podpisana u notariusza, a w zamian dr Galent wycofa wszystkie zarzuty dyscyplinarne oraz z sądu.
Rzecznik odmówił wszczęcia dyscyplinarnego postępowania wyjaśniającego, uznając iż „fakt publikacji opracowania «Nowi mieszczanie w nowej Polsce» przez dr. P. Kubickiego nie stanowi naruszenia praw autorskich dr M. Galenta, a także nie stanowi naruszenia zwyczajów akademickich”. Prof. F. Zoll próbował, we współpracy z ówczesnym dziekanem i rektorem, pogodzić dawnych przyjaciół, jednak te wysiłki okazały się bezskuteczne.
Po rezygnacji dwóch kolegów z pracy nad grantem dr Galent został z nim sam. Grant został skrócony z 28 do 12 miesięcy i 65 tys. zł (1/3 wartości) zwrócono. Rozliczono go publikacją jednego rozdziału w książce European Atomization or Integration. Transborder aspects of (multi)pedagogy, którą w roku 2015 wydało angielskie wydawnictwo Cambridge Scholars Publishing.
Drugi cios
Kolejna, tym razem cywilna, sprawa sądowa z powództwa dr. M. Galenta zaczęła się w krakowskim Sądzie Okręgowym w listopadzie 2014 r. i do dziś czeka na rozstrzygnięcie w Sądzie Najwyższym. Dotyczy zarzutu naruszenia praw autorskich przez dr. Pawła Kubickiego. Opis tego sądowego sporu wydaje się ważny dla wszystkich nauczycieli akademickich, którzy publikują wspólnie z kilkoma współautorami, a później chcieliby wykorzystać „swoją” część napisanego artykułu.
Otóż dr Marcin Galent odkrył, że w rozdziale 5.4 pt. Potęga dyskursu. Miasto labirynt i miasto palimpsest wydanej w 2010 r. książki dr. P. Kubickiego Miasto w sieci znaczeń. Kraków i jego tożsamości znajdują się obszerne fragmenty ich wspólnego rozdziału. Ten został opublikowany po angielsku także w 2010 r. w wydanej w Oslo książce pt. Collective Identity and Democracy. The Impact of EU Enlargment. Redaktorami byli: dr Magdalena Góra i prof. Zdzisław Mach, a pozycja opublikowana była jako pokłosie badań RECON. Tytuł wspólnego rozdziału Galenta i Kubickiego brzmiał: An invisible Revolution. How the Urban way of life is transforming the identities of Poles. Fragmenty kilkunastu stron zostały przetłumaczone na polski i bez cudzysłowu umieszczone we wspomnianej książce Kubickiego.
Podobny zarzut został wystosowany w stosunku do artykułu P. Kubickiego Miasto palimpsest i miasto labirynt. Przykład współczesnego Wrocławia i Krakowa, który ukazał się w książce Między rutyną, a refleksyjnością. Praktyki kulturowe i strategie życia codziennego (Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, 2012) pod redakcją dr. hab. Tomasza Maślanki i dr. Konstantego Strzyczkowskiego.
Paweł Kubicki tłumaczył się, że większość fragmentów angielskiego rozdziału przygotowanego wspólnie z M. Galentem w pierwszych dwóch wersjach tekstu napisał samodzielnie. Utrzymywał też, że ze względu na długi proces twórczy tekst polski do jego rozdziału książkowego powstał wcześniej. Sędzia Zygmunt Drożdżejko, który prowadził ten długi, bo sześcioletni proces ustalił jednak, że tekst angielski powstał jako pierwszy i miał cztery wersje, a trzecia, która powstała na początku lutego 2009 roku, i czwarta są bardzo zbliżone. Obaj autorzy oświadczyli przed sądem, że te dwie wersje to ich wspólne dzieło. Z kolei polska książka Kubickiego została wysłana do wydawcy na przełomie maja i czerwca 2010 r. Artykuł angielski był także prezentowany na konferencji w maju 2010 r., a do Oslo celem druku przesłano go w czerwcu.
Ponieważ na podstawie badania stylu i języka przez biegłych, dr Magdalenę Szczyrbak oraz dr. hab. Jana Rybickiego, prof. UJ, nie dało się dokładnie ustalić, jak powstawał artykuł i kto jest jego faktycznym autorem, to „pozwany cytując wspólny artykuł stron, nie wskazując źródła, dopuścił się osobistego naruszenia prawa autorskiego powoda w postaci prawa do autorstwa dzieła”. Jednak pozwany nie naruszył, zdaniem Sądu, praw autorskich powoda poprzez zmianę kolejności nazwisk w powoływanym artykule: tj. zamieniając „M. Galent, P. Kubicki” na „P. Kubicki, M. Galent”. Zdaniem sędziego Z. Drożdżejki, „prawo autorskie nie reguluje tego w jakiej kolejności mają być wskazywane nazwiska autorów we wspólnym dziele, w których nie ma wyodrębnionych części, którą kto napisał. Prawo autorskie nie nadaje jakiejś szczególnej roli temu na której pozycji jest wskazywany twórca – ważne jest aby był wskazany”.
Z tym poglądem bym polemizował. Prawo autorskie wymaga, aby przytaczać autorów w takiej kolejności, w jakiej podali swoje autorstwo w cytowanym dziele. To wypływa bezpośrednio z prawa do oznaczenia autorstwa (art. 16 pkt. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Dlatego autorstwo utworu trzeba oznaczać tak, jak zadecydowali twórcy. Przecież dla każdego autora ma duże znaczenie, czy jest wskazany jako pierwszy, środkowy, czy ostatni współautor, zaś kolejność może sugerować znaczenie wkładu intelektualnego do utworu. Z tego powodu w świecie akademickim nieprawidłowe podanie kolejności współautorów jest traktowane jako naruszenie reguł poprawnego cytowania.
Wyrok
W wyroku I Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Krakowie z 8 kwietnia 2020 r. sędzia Zygmunt Drożdżejko uznał winnym dr. Pawła Kubickiego. Nakazano mu – zgodnie z żądaniem pozwu – wystosowanie listu do dr. Marcina Galenta ze stwierdzeniem m.in., „że artykuły P. Kubickiego zawierają obszerne fragmenty wcześniejszej publikacji. […] Zapożyczone fragmenty nie zostały w żaden sposób oznaczone we wskazanych moich publikacjach, co stanowi naruszenie autorskich praw osobistych współautora – dra Marcina Galenta. W związku z czym przepraszam p. dr. Marcina Galenta”. Identyczny list powinien zostać przesłany na ręce rektora UJ oraz dyrektora Instytutu Europeistyki UJ. Z kolei w podobnym piśmie do obydwu wydawców: krakowskiego i warszawskiego, jest żądanie, aby kopię listu włożyć do każdego niesprzedanego jeszcze egzemplarza, jak i zawiadomić biblioteki, które kupiły książkę, aby ksero pisma na stałe włożyć do posiadanego egzemplarza jako erratę. Koszty sądowe i procesowe zostały podzielone po połowie, gdyż część innych żądań powoda oddalono bądź sam je wycofał, m.in. to, że P. Kubicki naruszył jego prawa przez wykorzystanie tez badawczych i wniosków ze wspólnego artykułu. Uzasadnienie wyroku liczy ponad 100 stron maszynopisu i zawarto w nim dwie konkordancje zapożyczeń. Obaj adwersarze w maju 2020 r. odwołali się od tego wyroku do Sądu Apelacyjnego. Ten wyrokiem z 8 lutego 2022 r. oddalił obie apelacje, a koszty sądowe wzajemnie zniósł.
Dr hab. Paweł Kubicki w końcu maja 2022 r. złożył skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego w Warszawie. W skardze napisano, że w toku procesu w Sądzie Okręgowym on jako pozwany podnosił, iż był wyłącznym autorem warstwy merytorycznej angielskiego artykułu. Powód, dr Galent, odpowiedzialny był za korektę językową, tj. za dokonanie tłumaczeń i poprawianie gotowego tekstu pod względem gramatycznym. Dlatego ani Sąd Okręgowy, ani Sąd Apelacyjny nie zbadały twórczego udziału M. Galenta w powstanie trzeciej i czwartej wersji artykułu. On sam też tego nie udowodnił. Kasacja została przyjęta i czeka na rozpatrzenie.
Na moje konkretne pytanie, jak wyglądał pierwszy i drugi draft tego angielskiego artykułu, prof. Kubicki napisał: „Te raporty powstawały jak «matrioszki» (szczegóły są w mojej krakowskiej apelacji). W przypadku dwóch pierwszych byłem wyłącznym autorem. Pierwsza wersja powstała po polsku (bez cytatów z wywiadów), druga wersja była już po angielsku, gdzie to ja tłumaczyłem wywiady i tekst z polskiego na angielski, pierwotnie opracowany i napisany po polsku w powstającej mojej książce. Dopiero po decyzji prof. Macha, że raporty będą publikowane w Oslo, dopisałem nowe fragmenty w trzeciej wersji. Dopiero wtedy Marcin Galent dopisał swoją część (ok 25% całości). Zrobił też korektę gramatyczną całości, w tym moich tłumaczeń zasadniczego tekstu. I to on ostateczną wersję wysłał do kierownika projektu, prof. Macha. To w czwartej wersji, poprawianej językowo przez dr. Galenta, który wtedy o wiele lepiej niż ja znał angielski, nastąpiła zmiana kolejności współautorstwa, do której nie przywiązałem wówczas wagi. W trzech pierwszych wersjach widnieję jako pierwszy autor, podobnie jak na innych sprawozdaniach z prac tego grantu. Wtedy byliśmy jeszcze bliskimi, wprost nierozłącznymi przyjaciółmi. Był nawet taki okres, że Marcin ok. 8–9 miesięcy mieszkał u mnie, gdyż z dnia na dzień stracił swoje lokum”.
W międzyczasie były prowadzone też różne inne sprawy dyscyplinarne i mobbingowe, których „ofiarą” był raz jeden, raz drugi z adwersarzy. Brak tu miejsca na ich opis.
Trzeci cios – w drugiego kolegę
Jesienią 2020 r. Paweł Kubicki kandydował na stanowisko dyrektora Instytutu Europeistyki UJ i dostał w tajnym głosowaniu Rady Instytutu olbrzymie poparcie, mimo krytycznych wypowiedzi M. Galenta, pełniącego wówczas funkcję wiceprzewodniczącego Zarządu Zakładowego Związku Nauczycielstwa Polskiego w UJ (grudzień 2017 – grudzień 2022). Ten także pod koniec kwietnia 2020 r. poinformował pisemnie rektora UJ o plagiacie Kubickiego. Prorektor ds. kadrowych, prof. Piotr Jedynak (obecny rektor), od razu polecił wszcząć postępowanie wyjaśniające, ale jego pismo „szło” cały miesiąc. Rzecznik dyscyplinarny, dr hab. Izabela Lewandowska-Malec, wszczęła je dopiero po wakacjach, 29 września 2020 r. Zawiesiła jednak to postępowanie 5 grudnia 2022 r. (po 27 miesiącach) ze względu na złożoną przez Kubickiego kasację do Sądu Najwyższego. Tymczasem przepisy ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce nakazują zakończyć postępowanie wyjaśniające w ciągu 6 miesięcy.
W związku z brakiem rozstrzygnięcia co do zarzucanego deliktu dyscyplinarnego rektor UJ, prof. Jacek Popiel odmówił powołania P. Kubickiego na dyrektora instytutu. Osobą głośno popierającą Kubickiego był ustępujący po dwóch kadencjach dyrektor Instytutu Europeistyki, dr hab. Dariusz Niedźwiedzki, prof. UJ, który objął funkcje prodziekana ds. kadrowych i finansowych Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych oraz był wiceprzewodniczącym Rady Dyscypliny Socjologia UJ w kadencji 2019–2022 r.
Jak napisał mi dr Galent, jego przyjacielskie stosunki z prof. Niedźwiedzkim „popsuły się po tym, jak zataił on przed Radą Instytutu, że Kubicki ma wyrok sądu za plagiaty i przeforsował go na dyrektora instytutu. No a potem wyszło, że popełnił plagiat na moją szkodę”. I dodał, że o odkryciu nierzetelności w monografii habilitacyjnej Niedźwiedzkiego poinformował go w końcu września 2020 r. Ten jednak zaprzeczał, dlatego późną jesienią M. Galent rozmawiał na temat tego plagiatu z prof. Pawłem Laidlerem, który objął stanowisko dziekana Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych.
Sprawa dla prof. Laidlera była przykra, bo D. Niedźwiedzki został właśnie prodziekanem w jego ekipie dziekańskiej, poza tym cieszył się jego szacunkiem jako zdolny i prężny naukowiec z ciekawymi pomysłami badawczymi. Jednak dowody były jednoznaczne: w monografii habilitacyjnej D. Niedźwiedzkiego pt. Migracje i tożsamość: od teorii do analizy przypadków, wydanej w 2010 r. przez Zakład Wydawniczy Nomos, widniało ponad 15 stron tekstu, który został z dużą dokładnością przetłumaczony z książki Migration and Europeanisation, której współautorami oprócz M. Galenta byli dr Idesbald Goddeeris (ur. 1972), belgijski slawista, profesor historii Katolickiego Uniwersytetu w Leuven, oraz Dariusz Niedźwiedzki. Zdaniem później powołanej biegłej, dr hab. Justyny Ożegalskiej-Trybalskiej, prof. UJ, angielski tekst na stronach 45–83 owej książki jest wyłącznego autorstwa dr. Galenta. Znalazł się on bez odniesienia na stronach 236–250 habilitacji D. Niedźwiedzkiego. Na moje zapytanie M. Galent odpowiedział: „ja najpierw napisałem tekst po polsku, a potem – po akceptacji Darka – oddałem do tłumaczenia. On do monografii zapewne korzystał z polskiej wersji”.
Jak się nieoficjalnie dowiedziałem, Marcin Galent zażądał bezwzględnej rezygnacji Niedźwiedzkiego ze wszystkich stanowisk w uczelni, a w zamian obiecał nie upubliczniać tego plagiatu. Na prywatnym spotkaniu mediacyjnym późną wiosną 2021 r. u dziekana P. Laidlera prodziekan Niedźwiedzki w obecności dr. Galenta uznał swoją winę i zobowiązał się do rezygnacji z zajmowanych stanowisk i wycofania się z działalności medialnej. Honorowo dotrzymał obietnicy i we wrześniu 2021 r., ku zdziwieniu współpracowników, „z powodów prywatnych” podał się do dymisji ze wszystkich stanowisk uczelnianych.
Tym niemniej 6 czerwca 2022 r. dziekan P. Laidler skierował pismo do prorektora P. Jedynaka informujące, że uzyskał opinię biegłej, Justyny Ożegalskiej-Trybalskiej, profesora z Zakładu Prawa Przemysłowego UJ, o naruszeniu praw autorskich w monografii D. Niedźwiedzkiego. Przekazał też drugą opinię, sporządzoną przez mecenas Dominikę Kordas-Tarcholik na prywatny wniosek dr. Galenta, „jednocześnie prosząc o podjęcie stosownych procedur”. Pierwszego lipca 2022 r. rzecznik dyscyplinarny Szymon Tarapata, profesor z Zakładu Prawa Karnego Wykonawczego UJ, wszczął postępowanie wyjaśniające, które zakończył w zgodzie z przepisami w ciągu sześciu miesięcy.
We wniosku dyscyplinarnym z 8 grudnia 2022 r. wniósł o ukaranie prof. D. Niedźwiedzkiego karą nagany z obniżeniem wynagrodzenia o 10% na pół roku, jak również wnioskował o nieprzeprowadzanie postępowania dowodowego. W uzasadnieniu prof. Tarapata stwierdził, że obwiniony przyznał się do winy i wyjaśnił, że popełnił błąd, złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze, przeprosił dr. Galenta, który mu wybaczył. Podkreślił, że prof. Niedźwiedzki zrezygnował także ze wszystkich funkcji uniwersyteckich. Wymienię je poniżej, gdyż lista jest imponująca: ze stanowiska prodziekana, z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Dyscypliny Socjologia, z kierowania Jagiellońskim Centrum Studiów Migracyjnych i ze stanowiska kierownika Zakładu Badań nad Zmianami Społecznymi w Europie. Spowodowało to utratę wielu dodatków i wymierną stratę finansową. Rzecznik jednak podkreślił: „Trudno zaś uwierzyć, iż doświadczony naukowiec, którym jest pracownik naukowy, sporządzający rozprawę habilitacyjną, nie wie, że zawierający twórcze wnioski fragment dzieła sporządzony w całości przez jedną osobę na podstawie jej pomysłów i przemyśleń, stanowi naruszenie praw autorskich. Okoliczności te muszą prowadzić do wniosku, że obwiniony dobrze wiedział, co czyni i dopuścił się zarzuconego mu czynu umyślnie i z zamiarem bezpośrednim”.
Orzeczenie dyscyplinarne wydał 25 stycznia 2023 r. Zespół Orzekający Uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej w składzie: przewodnicząca dr hab. Agnieszka Barczak-Oplustil, adiunkt w Katedrze Prawa Karnego UJ, dr hab. Daniel Wilczak, prof. UJ, dyrektor Instytutu Informatyki i Matematyki Komputerowej oraz mgr fizjoterapii Marcelina Kościołek z Collegium Medicum, w kadencji 2019–2021 przewodnicząca Samorządu Studenckiego, a w chwili rozprawy studentka ostatniego roku prawa. W ocenie Komisji nie budziło „najmniejszych wątpliwości, że kara nagany wraz z obniżeniem wynagrodzenia o 10% przez okres 6 miesięcy orzeczona za zachowanie, którego obwiniony dopuścił się 13 lat temu, stanowi wyraźny sygnał dla społeczności akademickiej, że przywłaszczenie sobie fragmentów cudzego utworu nie tylko jest nieetyczne, ale i nieopłacalne oraz wiąże się z dolegliwymi konsekwencjami”.
Orzeczenie stało się prawomocne, o czym 12 maja 2023 r. rzecznik Tarapata powiadomił prorektora Jedynaka. Jednocześnie jednak zwrócił uwagę, że jest „konieczność wszczęcia procedury przewidzianej w art. 225 w zw. z art. 194 i 195 Prawa o szkolnictwie wyższym i nauce, czyli wznowienia postępowania w sprawie nadania stopnia doktora habilitowanego”.
Pracując nad artykułem, w ciągu kilku ostatnich miesięcy, trzykrotnie prosiłem prof. D. Niedźwiedzkiego o komentarz, ale bez rezultatów… Dalszy ciąg zdarzeń już wkrótce, w majowym FA.
dr hab. Marek Wroński, Marekwro@gmail.com
Tekst ukazał się w kwietniowym numerze „Forum Akademickiego”
Naruszenie praw autorskich jest przestępstwem. Więc sprawca plagiatu powinien znaleźć się na ławie oskarżonych.
Ale nie tylko on.
Rektor jest funkcjonariuszem publicznym. Zgodnie z art. 304 par. 2 k.p.k. miał obowiązek ustawowy zawiadomić o przestępstwie organy ścigania. A jeśli tego nie uczynił to popełnił przestępstwo z art. 231 k.k.
Powstają pytania: kiedy się o tym dowiedział i dlaczego tego nie uczynił, jeśli faktycznie nie uczynił?
Od odpowiedzi na te pytanie zależy to, czy przestępstwo ewentualnie popełnione przez rektora przedawniło się i czy też może znaleźć się na ławie oskarżonych.
Naruszenie praw autorskich jako przestępstwo przedawnia się w ciągu 5 lat od upublicznienia tekstu. Stąd obie pracę awansowe: doktorat i habilitację nie podlegają karalności z oskarżenia publicznego (prokurator).
Można je ewentualnie tylko unieważnić na postawie ostatniej ustawy o szkolnictwie wyższym .
No i to sa tzw przyjaciele wspólnie pracujący naukowo. Nie trzeba być mądrym za bardzo żeby zobaczyć w tym po prostu zawiść jednego do drugiego po szybkich awansach i karierze.... cóż, zapewne jeden i drugi oraz ten trzeci byli rządni tej kariery, póki widzieli korzyści z pracy wspólnej bo były szybkie efekty, to było ok. Potem jeden postanowił mimo wszystko ograć drugiego, a ten drugi okazał się jednak waleczny i jest co jest. No niestety tak się kończą wsolprace ludzi ambitnych. A w takim środowisku awanse naukowe i szybkie kariery jednego, a pozostawianie w tyle drugiego to zaczyn do wojen. Nie oni pierwsi i ostatni. Szkoda tylko że nie pomyśleli że to wykończy ich wszystkich. Chociaż jak to bywa z czasem wszyscy zapomną tylko pytanie czy oni już będą w swoim środowisku szanowani ...i pewnie ten kto przez to przejdzie i wykaże się mocnym osobnikiem zyska trochę więcej.
Sytuacja zrobiła się nerwowa. Mam nadzieję, że Redakcja opublikuje jak najszybciej moje Sprostowanie, żeby można oprzeć się na faktach. Trudno odnosić się do niekontrolowanego strumienia świadomości prof. Kubickiego.
Nie zwykłem prowadzić dyskusji na forach internetowych, jednak w przypadku podawania nieprawdziwych, zniesławiających mnie informacji przez dr Galenta zmuszony jestem odnieść się do nich i podać podstawowe fakty.
W tym wieloletnim sporze, o którym można przeczytać w artykule, jedyną stroną, która stosowała szantaż, przemoc, zastraszanie i manipulacje był dr Galent, za co został ukarany w 2016 r. karą nagany za mobbing i naruszanie mojej godności osobistej, między innymi za wszczynanie nieuzasadnionych postanowień dyscyplinarnych wobec mnie i pomawianie o czyny (plagiaty i inne nieetyczna zachowania), których nie popełniłem.
Od ujawnienia faktu plagiatu jego doktoratu (o tym będzie zapewne cz. II), jego agresja się nasiliła, i obecnie trwa wobec niego postępowanie w komisji anty-mobbingowej w trybie recydywy.
Dr Galent wspomina o konieczności walki z plagiatami na uczelniach i jest to ze wszech miar słuszne. Ja nie popełniłem żadnego plagiatu, a wszystkie zarzuty, jakie mi stawiał od lat, otwarcie wyjaśniam i mimo wielu fałszywych zarzutów nigdy go o to nie pozwałem. W tym przypadku dr Galent powinien się uderzyć we własne piersi, gdyż w tej całej historii to jedynie on uciekał się do szantażu i zastraszania, jak w sytuacji, kiedy zostały odkryte plagiaty w jego doktoracie (potwierdzone już przez Rzecznika dyscyplinarnego). Zamiast odnieść się do zarzutów, wysłał do mnie cykl maili pisanych głównie w późnych godzinach nocnych, gdzie stosował liczne wyzwiska:
„idiota”, „debil”, „pajac”, „złodziej”, „kryminalista”, „gangster”, „bandyta”, „skurwysyn”.
Starał się też wmówić mi różne choroby psychiczne: „schizofrenię”, „utratę stabilności psychicznej”, „jakąś formę paranoi”, wysyłając sugestie: „Mogę polecić jakichś dobrych fachowców od takich problemów, z opisu wygląda, że może to być ciekawy przypadek.”
Stosował groźby, między innymi wszczynania „postępowań dyscyplinarnych i/lub prokuratorskich”, „zwolnienia z UJ w najbliższych dniach”.
Stosował także szantaż emocjonalny pisząc, że w przypadku ujawnienia faktu plagiatu jego doktoratu, będzie wszczynał u „pana Czarnka” (MNiSW) postępowania w sprawie rzekomych nieprawidłowości popełnianych przez wymienionych z imienia i nazwiska kilkunastu pracowników naszego instytutu oraz władz dziekańskich i rektorskich UJ, a także Rzeczników Dyscyplinarnych UJ zajmujących się jego poprzednimi sprawami.
Stosował też tzw. SLAPP, w kontekście plagiatu swojego doktoratu, tylko w ciągu ostatniego roku dr Galent skierował do sądu kilka pozwów, gdzie postawił mi w sumie 5 zarzutów karnych (4 już umorzone).
To tylko wycinek jego „aktywności”, zapewne na tym forum przypisze mi jeszcze wiele przestępstw, plagiatów, fałszerstw itp., nie będę się już do nich ustosunkowywać i prostować kłamstw. Robiłem to już od ponad 12 lat w kolejnych środowiskach, począwszy od mojego Instytutu. Ale dr Galent za każdym razem poszerzał grono odbiorców swoich opowieści, o tych, którzy jeszcze ich nie słyszeli.
Słuszny jest postulat o otwartej dyskusji o przyczynach tego co dzieje się na naszych uczelniach, zwłaszcza w kontekście ostatnich wyrażeń. Te mechanizmy przemocowe mają swoje głębokie podstawy, w dyskutowanym przypadku znane są od lat, akurat tego, choć ze zrozumiałych względów, zabrakło w artykule. Musimy jednak zacząć mówić otwarcie o tym, co faktycznie napędza przemoc i mobbing na polskich uczelniach i jakie koszty ponoszą ofiary.
Paweł Kubicki
Odnosząc się do wypowiedzi Pana dr hab. Pawła Kubickiego, gdy po wydaniu wyroku przez Sąd Apelacyjny, Rzecznik dyscyplinarny wydał postanowienie o podjęciu (wcześniej zawieszonego) postępowania wyjaśniającego, to właśnie P. Kubicki wniósł zażalenie, nie zgadzając się na podjęcie postępowania. Dziwi zatem, że w komentarzu skarży się na długotrwałość postępowania wyjaśniającego. Tym bardziej, że następnie wniósł skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Proszę przyjąć do wiadomości, że Rzecznik Dyscyplinarny będzie się opierał na ustaleniach wyroku prawomocnego, gdyż ma on ścisły związek z przedmiotem postępowania wyjaśniającego. Wszelkie uwagi o przewlekłość należy kierować do sądownictwa.
dr hab. Izabela Lewandowska-Malec, prof. UJ, Rzecznik Dyscyplinarny UJ ds Nauczycieli Akademickich
Z ciekawością oczekiwałem na najnowszy artykuł Marka Wrońskiego. Moja ciekawość wynikała z trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że jestem jednym z bohaterów całej historii. Po drugie, bo pomagałem Markowi Wrońskiemu we wszystkim o co mnie prosił w trakcie pisania tego artykułu. I po trzecie dlatego, że Marek Wroński nie przysłał mi artykułu do autoryzacji. Efekt końcowy jest moim zdaniem niepełny i pomija istotne elementy całej sprawy. Nie jest to krytyka, ani zarzut w stosunku do Autora. Już sam fakt, że ktoś publicznie stawia pytania o praworządność i standardy etyczne panujące na Uniwersytecie Jagiellońskim musi budzić szacunek i uznanie. Wcześniej już nie jeden dziennikarz i redakcja poległi na tym polu.
Myślę, że przede wszystkim zabrakło kilku drobnych, acz niezwykle ważnych szczegółów na temat plagiatów prof. Kubickiego. Było ich w rzeczywistości więcej niż Marek Wroński przedstawił, a w dodatku prof. Kubicki plagiatował nie tylko mnie, ale też inne osoby w naszym instytucie. Sądzę, że warto było też wspomnieć o szczególnej inwencji, ocierającej się niemal o śmieszność, jaką wykazywał prof. Kubicki w plagiatowaniu, jak np. w przypadku kiedy przysłał mi artykuł do konsultacji, a potem przed wysłaniem do publikacji usunął wszystkie przypisy z moim nazwiskiem.
Warto było też wyraźniej pokazać, że sprawy umarzane przez rzeczników dyscyplinarnych w stosunku do prof. Kubickiego, były odwracane o 180 stopni przed sądy powszechne. Wyroki sądu dwóch instancji za plagiaty, wyrok sądu nakazujący usunąć Platformie Obywatelskiej Raport autorstwa prof. Kubickiego. Warto było wspomnieć o fałszowaniu dowodów, składanie fałszywych zeznań, anonimach, zasstraszaniu itp. itd. Obecny minister sprawiedliwości donosi o tym, że w polskich prokuraturach setki śledztw uległo tzw. "skręceniu". Nie ma się co czarować, podobne praktyki mają miejsce na polskich uczelniach. Przykłady skręceć w sprawach, w których brali udział bohaterowie artykułu mogłyby stać się dobrym materiałem do analizowania takich mechanizmów.
Myślę, że tak przedstawiona hitoria nie dotyka sedna sprawy, którą nie jest fakt plagiatowania przez dwóch profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sednem tej sprawy jest to, że przez ponad 10 lat plagiatorzy byli właściwie nietykalni, bez problemu awansowali i obsadzali coraz wyższe stanowiska władzy uniwersytekciej. Moim zdaniem walka z plagiatami będzie walką z wiatrakami dopóki plagiatorzy będą ochraniani przez osoby zajmujące najwyższe stanowiska władzy na Uniwersytecie Jagiellońskim. Podejrzewam, że na innych polskich uczelniach jest tak samo. Jak wiadomo, w niektórych z nich, plagiatorom udało się nawet zająć stanowiska rektora. W UJ tak nie jest, ale porozumienie układu dla ochrony plagiatorów rektora sięga.
Dlatego pozwoliłem sobie napisać Sprostowanie do Redakcji "FA", które, mam nadzieję, ukaże się niezwłocznie. Podejrzewam, że podobne sprostowanie wystosuję po publikacji drugiej części.
Mam również nadzieję, że praca Marka Wrońskiego przyczyni się do otwartej dyskusji o wielu wstydliwych mechanizmach kryjących się w kuluarach władzy, w tym władzy akademickiej. Reforma 2.0 pozbawiła polskie uniwersytety resztek demokracji, kolegialności i samorządności. Zniknęły praktycznie wszystkie mechanizmy kontroli. Szansa w sferze publicznej i publicznej debacie.
Bez otwartej dyskusji nie będzie wartościowej akademii.
Jestem jednym z bohaterów tego artykułu, a także osobą, wobec której od pięciu lat (nie)toczy się wspominane w artykule postępowanie wyjaśniające. Mimo, że tematyka artykułu jest bolesna dla mnie i całej społeczności mojego Instytutu, uważam, że jak na ograniczone ramy artykułu została opisana obiektywnie i rzetelnie.
Jeśli chodzi o wspomniane postępowanie wyjaśniające, także (podobnie jak pisząca na forum pani Rzecznik dyscyplinarna) skierowałem do redakcji FA moje oświadczenie w tej sprawie, i jeśli zostanie opublikowane, będzie można zapoznać się ze szczegółami.
W tym miejscu mogę jednie wskazać, że od niemal pięciu lat od wszczęcia postępowania wyjaśniającego w mojej sprawie, nie podjęto wobec mnie żadnych czynności, nie zostałem przesłuchany, nie pozwolono mi zapoznać się z wnioskiem, na podstawie którego wszczęto postępowanie wyjaśniające w mojej sprawie. Faktycznie więc, od pięciu lat stoję pod zarzutami, których nie znam i do których nie mogę się odnieść. Mogę się jedynie domyślać, że są to zarzuty, które zostały już przez stosowne ograny UJ wyjaśnione 10 lat temu.
Paweł Kubicki
Rzecznik Prawo Obywatelskich!
Postępowanie wyjaśniające zgodnie z ustawą musi zakończyć się do 6 miesiecy
Czekałem kilka miesięcy na takie artykuły, najciekawsze ze wszystkich na forum akademickim, szkoda ze nie ma ich wiecej, mysle ze taki dział rozbudowany o kilka osób do tworzenia treści tego typu byłby właściwy i byłby stalą kontynuacją
Drogie Środowisko Akademickie,
Poniższy komentarz jest kontynuacją działań opisanych w ciągu ostatnich tygodni i narastającej liczby sprostowań, których już nikt tak nie czyta, a ludzie są obrzucani błotem.
https://forumakademickie.pl/zycie-akademickie/sprostowanie-2/
https://miesiecznik.forumakademickie.pl/czasopisma/fa-5-2024/sprostowanie%E2%80%A9/
https://miesiecznik.forumakademickie.pl/czasopisma/fa-7-8-2024/czasami-bywa-za-wczesnie%E2%80%A9/
https://sciencewatch.pl/index.php/400-bez-domniemania-niewinnosci-postanowienie
To tylko wybrane sytuacje, które pokazują poziom wiarygodności.
Osoby, które są pokrzywdzone albo mają dowody i informacje o tego rodzaju działalności "dziennikarskiej" MW proszone są o kontakt na adres ksiazkaMW@wp.pl
Duża część materiałów jest zebrana, ale każdy z Państwa może walczyć o dobro środowiska akademickiego.. Nigdy nie wiedzą Państwo, kiedy sprawa będzie dotyczyła Was.
Z ciekawością oczekiwałem na najnowszy artykuł Marka Wrońskiego. Moja ciekawość wynikała z trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że jestem jednym z bohaterów całej historii. Po drugie, bo pomagałem Markowi Wrońskiemu we wszystkim o co mnie prosił w trakcie pisania tego artykułu. I po trzecie dlatego, że Marek Wroński nie przysłał mi artykułu do autoryzacji. Efekt końcowy jest moim zdaniem niepełny i pomija istotne elementy całej sprawy. Nie jest to krytyka, ani zarzut w stosunku do Autora. Już sam fakt, że ktoś publicznie stawia pytania o praworządność i standardy etyczne panujące na Uniwersytecie Jagiellońskim musi budzić szacunek i uznanie. Wcześniej już nie jeden dziennikarz i redakcja poległi na tym polu.
Myślę, że przede wszystkim zabrakło kilku drobnych, acz niezwykle ważnych szczegółów na temat plagiatów prof. Kubickiego. Było ich w rzeczywistości więcej niż Marek Wroński przedstawił, a w dodatku prof. Kubicki plagiatował nie tylko mnie, ale też inne osoby w naszym instytucie. Sądzę, że warto było też wspomnieć o szczególnej inwencji, ocierającej się niemal o śmieszność, jaką wykazywał prof. Kubicki w plagiatowaniu, jak np. w przypadku kiedy przysłał mi artykuł do konsultacji, a potem przed wysłaniem do publikacji usunął wszystkie przypisy z moim nazwiskiem.
Warto było też wyraźniej pokazać, że sprawy umarzane przez rzeczników dyscyplinarnych w stosunku do prof. Kubickiego, były odwracane o 180 stopni przed sądy powszechne. Wyroki sądu dwóch instancji za plagiaty, wyrok sądu nakazujący usunąć Platformie Obywatelskiej Raport autorstwa prof. Kubickiego. Warto było wspomnieć o fałszowaniu dowodów, składanie fałszywych zeznań, anonimach, zasstraszaniu itp. itd. Obecny minister sprawiedliwości donosi o tym, że w polskich prokuraturach setki śledztw uległo tzw. "skręceniu". Nie ma się co czarować, podobne praktyki mają miejsce na polskich uczelniach. Przykłady skręceć w sprawach, w których brali udział bohaterowie artykułu mogłyby stać się dobrym materiałem do analizowania takich mechanizmów.
Myślę, że tak przedstawiona hitoria nie dotyka sedna sprawy, którą nie jest fakt plagiatowania przez dwóch profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sednem tej sprawy jest to, że przez ponad 10 lat plagiatorzy byli właściwie nietykalni, bez problemu awansowali i obsadzali coraz wyższe stanowiska władzy uniwersytekciej. Moim zdaniem walka z plagiatami będzie walką z wiatrakami dopóki plagiatorzy będą ochraniani przez osoby zajmujące najwyższe stanowiska władzy na Uniwersytecie Jagiellońskim. Podejrzewam, że na innych polskich uczelniach jest tak samo. Jak wiadomo, w niektórych z nich, plagiatorom udało się nawet zająć stanowiska rektora. W UJ tak nie jest, ale porozumienie układu dla ochrony plagiatorów rektora sięga.
Dlatego pozwoliłem sobie napisać Sprostowanie do Redakcji "FA", które, mam nadzieję, ukaże się niezwłocznie. Podejrzewam, że podobne sprostowanie wystosuję po publikacji drugiej części.
Mam również nadzieję, że praca Marka Wrońskiego przyczyni się do otwartej dyskusji o wielu wstydliwych mechanizmach kryjących się w kuluarach władzy, w tym władzy akademickiej. Reforma 2.0 pozbawiła polskie uniwersytety resztek demokracji, kolegialności i samorządności. Zniknęły praktycznie wszystkie mechanizmy kontroli. Szansa w sferze publicznej i publicznej debacie.
Bez otwartej dyskusji nie będzie wartościowej akademii.
Jako osoba, której nazwisko widnieje w tekście oświadczam, że podane informacje nie odzwierciedlają toku postępowania wyjaśniającego wszczętego przeze mnie - Rzecznika Dyscyplinarnego UJ. Pozyskane przez autora artykułu informacje są wybiórcze, a także tendencyjne. W tej sprawie wystąpiłam z wnioskiem o sprostowanie i oczekuję na jego zamieszczenie przez redakcję FA
dr hab. Izabela Lewandowska-Malec, prof. UJ, Rzecznik Dyscyplinarny UJ ds Nauczycieli Akademickich
Czyli kolejna wtopa MW.
Ile FA będzie to znosiło ?
Kpina
Czy to prawda, że o Panu Marku powstaje książka obrazująca motywy działania, włączając to czas PRL?
Proszę o więcej informacji.
Forum Akademickie - naprawdę?
Historia jak z brazylijskiego serialu
ŻENADA
Gratulacje Panie profesorze. Świetny tekst, to jak powiew świeżości w tym świecie absurdalnych tekstów rodzimych pismaków, pseudo detektywów naukowych. Wróciła stara dobra klasa w przygotowywaniu tego typu tekstów, a nie najpierw szczucie na zagranicznych portalach i potem próby dojeżdżania na łamach forum akademickiego.
Taka Monachomachia w szklance wody....
Ach, ta sława i chwała ;-)
Bardzo ciekawe! Nie rozumiem tylko tego fragmentu:
„pozwany cytując wspólny artykuł stron, nie wskazując źródła, dopuścił się osobistego naruszenia prawa autorskiego powoda w postaci prawa do autorstwa dzieła”. Jednak pozwany nie naruszył, zdaniem Sądu, praw autorskich powoda poprzez zmianę kolejności nazwisk w powoływanym artykule: tj. zamieniając „M. Galent, P. Kubicki” na „P. Kubicki, M. Galent”.
To w końcu Kubicki wskazał, czy nie wskazał źródło?
Cóż za wstrząsająca historia...
" en absolwent studiów ekonomicznych (1986) i socjologii (1988), mimo że był od nich starszy o prawie 10 lat, doktorat obronił w 1996 roku (...). Po zbliżonej czasowo obronie doktoratów ich dotąd luźne kontakty zacieśniły się, szczególnie między dr. Galentem a dr. Niedźwiedzkim. "
Błąd w tekście czy moja pomroczność? Pan Galent obronił się w 2006 roku, a pan Niedźwiedzki w 1996. 10 lat to chyba niezbyt "zbliżone czasowo" wydarzenia?
Tak, błąd w tekscie - niezreczne sformułowanie.
Przepraszam.
Smutne to bardzo - pod kazdym wzgledem. Po prostu nie wyobrazam sobie 'sciagania' z cudzych prac albo przywlaszczania sobie czegos napisanego przez wspolpracownika... Nie mowiac juz o tym jaki to wstyd i dla winnych i dla instytutu i dla calej uczelni. Pracuje w Wielkiej Brytanii od niemal 30-tu lat, i nie znam takiego przypadku w moich dziedzinach - literatura i historia...
@Profesor
Musze przyznac, ze czytajac niektore artykuly i komentarze tez czuje sie nieco zagubiony i wyobcowany.
:-)
Ale moze tak wlasnie powinno byc - w koncu WB i Polska to dwa rozne kraje.
To zapraszamy do Polski, nasze elity mogą zaskoczyć , niektórzy jeszcze nie skończyli studiów a mają doktorat, osiągnięcia. Wielkie sukcesy!
Smutne jest też to, że pracownicy uczelni tracą czas na procesy sądowe, zamiast zająć się czymś pożytecznym dla społeczności i kraju. Bywa, że trafniejszym określeniem od "walki o uczciwość" jest "pieniactwo"
Szczęśliwiec. Ja znam i to nie tylko w Polsce.
Dziękuję za ciekawy tekst i generalnie za działania na rzecz uczciwości w nauce - ale piszę głównie z takim przemyśleniem, że zszokował mnie następujący szczegół: "Rozliczono go [grant] publikacją jednego rozdziału w książce ..., którą w roku 2015 wydało angielskie wydawnictwo Cambridge Scholars Publishing."
Uznanie za wykonany grantu wyłącznie na bazie jednego rozdziału w monografii i to jeszcze w wydawnictwie-drukarni jest dla mnie niezrozumiałe.
Grant 60K, wiadomo lata temu, inflacja, ale sposob rozliczenia wydaje sie adekwatny do kwoty.
Tak w naszym kraju się pracuje! Czy to nauka czy to sądy czy to oświata czy korporacje: obh do kolejnego długiego weekendu. Biegle ktoś mówi po angielsku (wyjedzie wpierw za publiczne pieniądze za granicę, rozliczy się felietonem lub progfameem W TV), trochę ponosi teczkę za uznanym w PL ekspertem, to nie oznacza badaczem, No i gwiazdor na miarę wielkich uniwersytetów. Słowo uniwersytet tak jak profesor, doktor nauk takich i takich– wszystko to już się bardzo zdefraudowało. Plagiaty rektorów, dziekanami wydziałów lekarskich zostają biologowie, ministrami 'FACHOWCY" a naprawdę ambitni nie mogą znaleźć pracy w nauce, bo są samodzielni i zbyt kreatywni.
Porównajmy choćby estrady z uczelniami: Maryla Rodowicz zbierała za utwory innych, wszystko O.K? A odpisywanie wbrew woli w zamian za obietnice, aby rozliczyć grant komuś, kto go dostał i przejadł?
Sami przykładamy Ręce do tej machiny...
Miej ty nawet gmaszyska (uniwerku) ja mój domek ciasny, wszak nie jest wspaniały, ciasny ale własny...
Wie pan, ważne kto rozlicza.