Aktualności
Badania
30 Października
Fot. Leszek Zych/Polityka
Opublikowano: 2025-10-30

Dr hab. Mariola Paruzel-Czachura: Moralność to najważniejsza cecha, jakiej pożądamy

Ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, jak łatwo jest ulec. A przecież my na co dzień jesteśmy manipulowani. Reklama, świat mody, to wszystko opiera się na chęci, żebyśmy stali się częścią grupy. I my po prostu za tym podążamy. Ale czy jest w tym coś złego? Czy to są zachowania zasługujące na potępienie pod względem moralnym? Może warto na nie spojrzeć, jak na naturalną tendencję, która każe nam wtopić się w tłum – mówi w wywiadzie dla FA psycholożka moralności dr hab. Mariola Paruzel-Czachura z Uniwersytetu Śląskiego.

Dr hab. Mariola Paruzel-Czachura bada m.in. jak ludzie rozpoznają dobro i zło oraz dlaczego czasami postępują wbrew własnym zasadom. Pracuje na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego. Kilkanaście dni temu otrzymała Nagrodę Naukową POLITYKI w kategorii nauki społeczne. Rozmawia z nią Aneta Zawadzka.

Aby zrobić coś sensownego, nauka potrzebuje zespołu – powiedziała pani, odbierając Nagrodę Naukową „Polityki”. Samotny badacz jest więc bez szans?

W psychologii na pewno. W trakcie mojej pracy zawodowej nauczyłam się, że im więcej osób bierze udział w projekcie, tym jest on lepszej jakości. Chodzi o to, że dysponując zespołem, można skuteczniej sprawdzać różnego rodzaju szczegóły. Począwszy od tych dużego kalibru, jakimi są hipotezy badawcze, po tak prozaiczne sprawy, jak na przykład błędy w ankiecie.

Mówiąc wprost, trzeba patrzeć sobie na ręce?

Nie tylko. Chodzi także o dobrą organizację pracy i podział zadań. Na przykład teraz, kiedy prowadzimy badania laboratoryjne dotyczące wpływu alkoholu na moralność, bierze w nich udział kilka osób. Jedna kieruje ruchem uczestników, wskazując im, dokąd mają się udać. Druga, nazwana przez nas barmanem, nalewa alkohol. Policjant pilnuje dokumentów i alkomatem mierzy stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu. Kurier natomiast roznosi napoje, nie wiedząc, co komu podaje. To ważne, bo podobnie, jak w przypadku badań klinicznych, stosujemy podwójnie ślepą próbę.

Jak wygląda moralność po spożyciu?

Pokazaliśmy, że ludzie po wypiciu jednego mocnego drinka, co oznaczało zawartość około pół promila alkoholu we krwi (więcej ze względów etycznych nie podajemy), doskonale rozumieją, co to jest dobro i zło. W tym aspekcie nie różnią się od próby kontrolnej, czyli ludzi trzeźwych. Różnicę widać natomiast, jeśli chodzi o intencję do nieetycznych zachowań. U osób będących po spożyciu zaobserwowaliśmy na przykład chęć skrzywdzenia kogoś. Mówię o tym, że badamy intencje, bo oczywiście nie możemy aranżować scenek, w których ktoś kogoś krzywdzi naprawdę. Te badania są o tyle istotne, że jak potwierdzają chociażby dane ze Stanów Zjednoczonych, około 40% przestępstw z użyciem przemocy dokonywanych jest po alkoholu. Pytanie brzmi, czy sprawcy popełniliby te przestępstwa, gdyby nie byli pijani. To właśnie zamierzam dalej badać dzięki grantowi SONATA BIS z Narodowego Centrum Nauki.

Prowadzi pani również badania dotyczące wpływu moralności na podejmowanie decyzji w grupach.

Zreplikowaliśmy klasyczny eksperyment konformizmu Salomona Ascha, amerykańskiego psychologa polskiego pochodzenia, dostosowując go do dylematów moralnych. W oryginale uczestnicy wskazywali, która z trzech linii ma taką samą długość jak linia wzorcowa. Gdy odpowiadali samodzielnie, niemal wszyscy udzielali poprawnych odpowiedzi. Sytuacja radykalnie się zmieniała, gdy trafiali do grupy, w której inni celowo podawali błędne odpowiedzi. Wpływ większości był na tyle silny, że badani często zmieniali swoje zdanie, a odsetek poprawnych odpowiedzi spadał do niecałych 64%. Innymi słowy, wielu uczestników kierowało się sądem innych, nawet w obliczu oczywistej poprawnej odpowiedzi.

A jak to wyglądało u was?

W naszym przypadku badanie polegało na tym, żeby rozstrzygnąć podane przez nas dylematy moralne. Pytaliśmy, czy na przykład moralnie akceptowalne jest sprzedanie córki do przemysłu pornograficznego, jeżeli za zarobione pieniądze można wyżywić rodzinę, która znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Sprawdzaliśmy, jak badani się zachowają, jeśli kilka osób powie, że takie postępowanie jest dopuszczalne. Wynik był podobny do tego, jaki uzyskał Asch, czyli idąc za głosem grupy większość zgodziła się, że sytuacja, którą przedstawiliśmy, jest moralnie akceptowalna.

Wychodzi na to, że gonimy za stadem, nie zastanawiając się właściwie po co i dlaczego.

Moim zdaniem ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, jak łatwo jest ulec. A przecież my na co dzień jesteśmy manipulowani. Reklama, świat mody, to wszystko opiera się na chęci, żebyśmy stali się częścią grupy. I my po prostu za tym podążamy. Ale czy jest w tym coś złego? Czy to są zachowania zasługujące na potępienie pod względem moralnym? Może warto na nie spojrzeć, jak na naturalną tendencję, która każe nam wtopić się w tłum. Wtedy żyje nam się po prostu bezpieczniej, co z ewolucyjnego punktu widzenia ma sens. Weźmy przywołany świat mody. Ktoś, kto na ulicy wyróżnia się nietypowym strojem, z pewnością przyciągnie uwagę przechodniów.

Ja lubię chodzić w kolorowych kurtkach w szalone, geometryczne wzory, zwłaszcza zimą, kiedy większość ubiera się na szaroburo.

Nie każdy znajdzie w sobie odwagę, żeby znieść na przykład jakieś krytyczne uwagi. Podobnie jest w moralności. Idziemy za grupą, za społeczeństwem, bo nie chcemy się wybijać. Takie wybijanie wiąże się bowiem z dużym dyskomfortem psychicznym. Znamy przecież przypadki ludzi, którzy w momencie, kiedy sprzeciwili się grupie, obowiązującym w niej normom społecznym, zostali potem przez tę grupę ukarani.

A co z kręgosłupem moralnym?

Z badań wynika, że prawie każdego można zmienić albo złamać w pewnych warunkach.

Jak to, myślałam, że zdarzają się ludzie nieugięci?

Po prostu tak jest. Oczywiście to, o czym mówię, to jest wniosek wyciągnięty na podstawie przeprowadzonych badań. Trzeba jednak pamiętać, że zawsze mówimy o pewnym prawdopodobieństwie i większości. Większość ludzi jest w stanie zmienić swoje sądy moralne zarówno pod wpływem grupy, autorytetu, jak i innych, czasami zaskakujących czynników. Jest cała seria badań, które mówią o tym, że decyzje moralne zależą od tego, w jakim momencie dnia je podejmujemy, czy jesteśmy wyspani czy nie, czy jesteśmy po posiłku czy przed. Część z tych wyników jest niestety sprzeczna ze sobą lub się nie zreplikowała, więc musimy dalej te obszary badać. To wszystko jednak nie wyklucza, że w każdym czasie i otoczeniu znajdzie się ktoś jeden, wyjątkowy, który nigdy się nie ugnie. Istnieją badania, prowadzone m.in. przez prof. Hyemina Hana i jego zespół, pokazujące, że tym, co pomaga ludziom podejmować bardziej moralne decyzje jest opieranie się na historiach bohaterów, których nie udało się złamać i pozostali wierni swoim własnym zasadom. To jest moim zdaniem pierwszy dowód, że warto promować niezłomne postawy. Potrzebujemy jednak więcej badań na ten temat, by zrozumieć, jak dokładnie to działa i kto jest podatny na takie zmiany. Oczywiście wciąż poszukujemy w nauce odpowiedzi na pytanie, jak i z czego w zasadzie budujemy w sobie moralność.

A może ludziom się po prostu nie opłaca być moralnymi?

Mamy wiele dowodów, chociażby seria badań prof. Bogdana Wojciszke czy prof. Geoffreya Goodwina i ich współpracowników, wskazujących na to, że moralność jest najważniejszą cechą, jakiej pożądamy, zarówno u siebie, jak i u innych ludzi. My, ludzie, mamy bardzo silną potrzebę do bycia moralnymi. I kiedy zrobimy coś niedobrego, to nawet jeśli przez chwilę pomyślimy o sobie źle, to szybko wprowadzamy szereg mechanizmów pozwalających nam wrócić do pozytywnego myślenia o sobie. Mechanizmy tego typu zostały dokładnie opisane przez Alberta Bandurę i jego współpracowników. To są na przykład myśli typu, może zrobiłam źle, ale przecież wszyscy zdradzają, albo wszyscy zrobiliby podobnie w tej sytuacji. To jest też zrzucanie odpowiedzialności na ofiarę. W końcu sama się prosiła, żeby ją okraść.

Na gruncie zawodowym na pytanie, czy szefowie wolą pracownika, który będzie moralny czy kompetentny, zdecydowana większość odpowiedziała, że preferuje zatrudnić moralnego człowieka. Umiejętności bowiem można nauczyć każdego, wystarczy wysłać go na odpowiednie szkolenia. Ale jeśli ktoś jest niemoralny, to będzie oszukiwał, wymigiwał się od pracy, choćby nadużywając zwolnień lekarskich. Moralna tożsamość jest także najważniejszym czynnikiem, który sprawia, że uważamy kogoś za osobę, która nadal jest tym, kim była. Nawet jeśli zmieniła coś w swoim wyglądzie zewnętrznym albo w swoim zachowaniu. To udowodniła z zespołem prof. Nina Strohminger.

Wiemy już, że moralność jest niezwykle ważna, ale nadal nie ustaliłyśmy, czym ona jest w istocie?

Zakładam, że moralność to jest przede wszystkim to, co ludzie myślą, czują i robią w kontekście dobra i zła. Dodaję jednocześnie, że to, czym jest owo dobro i zło, zostaje zdefiniowane przez tychże ludzi. To jest bardzo szeroka definicja moralności. Ona nie wszystkim się podoba, ale ja jako badacz właśnie jej używam.

A moja moralność jest lepsza od twojej?

Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. To w ogóle jest efekt znany w psychologii, czyli better than average – lepszy niż średnia. On pokazuje, że naturalną ludzką tendencją jest myślenie, że ja jestem trochę lepszy niż inni.

Skoro jestem lepszy, to mogę cię ocenić. Pani ocenia innych?

Jako badacze moralności nie wchodzimy w badanie z jakimś konkretnym systemem moralnym, który jest naukowo uznany za poprawny. Nie oceniamy. Po prostu jesteśmy ciekawi, co ludzie o tym myślą. Jakie podejmują decyzje moralne w konkretnych sytuacjach. Kiedy badałam więźniów, sprawdzałam, czy oni mają zasady moralne. W powszechnym odczuciu wiele osób może mieć co do tego wątpliwości. My pokazaliśmy, że to nieprawda.

Czyli?

Więźniowie nie tylko mają zasady moralne, ale niektóre z nich są u nich na dużo wyższym poziomie niż ludzi spoza więzień. To na przykład lojalność wobec swojej grupy, która jest dla nich ważniejsza niż zasada „nie krzywdzić”. Osoby przebywające w więzieniach bardziej cenią też fundamenty autorytetu i świętości. Brzmi dziwnie, ale ma to sens, kiedy pomyśli się o przestępczości zorganizowanej, czyli potocznie mafii. Tam jest wysoki poziom lojalności, podążania za autorytetem, który sami sobie zdefiniowali, i „świętymi” dla nich zasadami. To, co jest uważane za „święte”, określa dana grupa. Może to być nawet jej symbol czy flaga. Pokazaliśmy więc, że u osób przebywających w więzieniach tzw. fundamenty wiążące są wyższe niż u osób z próby kontrolnej. U tych drugich bardziej się liczą fundamenty indywidualizujące, czyli troska i sprawiedliwość.

Sprawdzała też pani, co więźniowie myślą o sobie?

Badaliśmy, czy więźniowie uważają, że są dobrymi ludźmi. Wzięliśmy pod uwagę dwa wymiary. Pierwszy odpowiadał na pytanie, czy ja, wewnątrz siebie, jestem dobrym człowiekiem. Drugi, czy jest dla mnie ważne pokazywać tę moją dobroć na zewnątrz.

W pierwszym przypadku mamy do czynienia z internalizacją, w drugim z symbolizacją. Ten konstrukt to znaczenie moralnej tożsamości, z wymiarami internalizacji i symbolizacji. I w badaniu wyszło nam, że więźniowie myślą o sobie raczej dobrze. Ale, co ciekawe, jeśli chodzi o poziom symbolizacji, to jest on wyższy niż u osób z próby kontrolnej. Ta chęć pokazania na zewnątrz, że są dobrzy, może mieć związek na przykład z próbą odbudowania swojego wizerunku. W ogóle, jeśli chodzi o badania na więźniach, to muszę powiedzieć, że my tu, w Europie, w nich wręcz przodujemy, otwierając zupełnie nowe obszary do eksploracji. Wynika to przede wszystkim z faktu, że większość naukowców w USA nie ma po prostu łatwego dostępu do więzień.

Jednym z pani nowych projektów będzie badanie ulegania presji grupy w odmiennych kulturach.

W ramach grantu OPUS z Narodowego Centrum Nauki wraz z prof. Piotrem Sorokowskim będziemy badać albo plemię Hadza w Afryce, albo ewentualnie jakieś inne. Chodzi o to, żeby sprawdzić, jakie znaczenie przy podejmowaniu decyzji moralnych ma kultura. Już wcześniej prowadziłam razem z profesorem badania dzieci z plemion w Afryce i Papui Nowej Gwinei. Sprawdzaliśmy, jak wśród nich wygląda słynny dylemat wagonika, ale z wykorzystaniem zwierząt. W skrócie chodzi o to, by wskazać, kogo chcemy uratować przed katastrofą: człowieka czy zwierzę, na przykład psa. Z badań przeprowadzonych w USA i w Polsce wynikało, że dzieci, w porównaniu do osób dorosłych, częściej ratowały zwierzęta. Czyli na przykład, gdy było 10 piesków i jeden człowiek, to dzieci częściej ratowały pieski. W badanych przez nas plemionach tak to nie wyglądało. Na pytanie, skąd te różnice, postawiliśmy hipotezę, że w naszej kulturze wyraźnie widać, jak dużą rolę odgrywają zwierzęta. Antropomorfizujemy je w bajkach, opiekujemy się nimi w domach, szyjemy dla nich nawet specjalne stroje, żeby nie zmarzły podczas spaceru…

Podziwiamy Simbę, lwiątko z „Króla lwa”, za odwagę i oddanie przyjaciołom. Przyglądamy się, jak świnka Peppa przeżywa wizytę u lekarza.

Dokładnie! Chcieliśmy więc sprawdzić hipotezę o wpływie kultury na moralne decyzje dzieci. Podobny eksperyment z wagonikiem przeprowadzili wcześniej badacze z Harvardu. Oni opublikowali swoje wyniki w „Psychological Science” twierdząc, że dokonali przełomowego odkrycia w psychologii. W swoim artykule wskazywali, że jest prawdopodobne, iż dzieci rodzą się z większą wrażliwością na życie zwierząt w porównaniu do osób dorosłych. Przełom polegał na tym, że pewne teorie w psychologii mówią, że człowiek rodzi się z preferencją do własnego gatunku i dopiero w miarę jak dojrzewa, zaczyna się bardziej troszczyć o inne gatunki. Nasze badania na plemionach pokazały, że ta troska o zwierzęta nie jest jednak czymś, z czym się rodzimy, ale że wpływ na to ma właśnie kultura. A to znaczy, że zespół z Harvardu był w błędzie.

Podobno była pani zaskoczona, kiedy dowiedziała się, że właśnie za badania nad moralnością otrzymała Nagrodę Naukową Polityki?

Byłam pozytywnie zaskoczona, że temat moralności uznano za naprawdę ważny. Przez lata ten obszar bywał traktowany jako poboczny, a nawet niepoważny – często słyszałam pytania, komu są potrzebne takie badania i czy warto w nie inwestować. Teraz widać wyraźnie zmianę: moralność została dostrzeżona i doceniona. Potwierdza to także przyznana mi nagroda, z której bardzo się cieszę – i która dodatkowo motywuje mnie do dalszej pracy.

Rozmawiała Aneta Zawadzka

Więcej o badaniach dr hab. Marioli Paruzel-Czachury na stronie internetowej MojaMoralnosc.pl.

Dyskusja (0 komentarzy)