Panie Profesorze, jest Pan zwolennikiem tezy, ¿e w obszarze nauki nale¿y spróbowaæ znale¼æ wspólny mianownik dla prawa reguluj±cego tê dziedzinê. Powsta³ w³a¶nie zespó³ pod przewodnictwem prof. Andrzeja Legockiego, prezesa PAN, dzia³aj±cy pod patronatem prezydenta RP, który ma siê zaj±æ tym problemem. Jest Pan w jego sk³adzie. To powinna byæ jedna ustawa, czy wystarczy zharmonizowaæ prawo spisane w kilku odrêbnych ustawach?
- Zdecydowanie opowiadam siê za tym, aby istnia³y wspólne za³o¿enia, które pos³u¿± do konstruowania prawa reguluj±cego kwestie zwi±zane z ca³ym obszarem nauki. Czy to bêdzie jedna ustawa, czy jedynie za³o¿enia ujednolicaj±ce prawo spisane w kilku ró¿nych ustawach, jest spraw± drugorzêdn±. Wa¿ne, aby¶my takie podstawy wypracowali. Funkcjonuj±ce obecnie ustawy pochodz± z ró¿nych okresów czy wrêcz epok (np. ustawa o jbr-ach pochodzi z zamierzch³ej przesz³o¶ci), wiele kwestii reguluj± w sposób niespójny i z pewno¶ci± wymagaj± ujednolicenia. Jako przyk³ad takiego braku spójno¶ci niech pos³u¿y kwestia stanowisk. W jednostkach badawczo-rozwojowych i Polskiej Akademii Nauk mamy stanowisko docenta, a w uczelniach ten gatunek wygin±³.
- To nawet jest jeszcze bardziej skomplikowane, poniewa¿ w niektórych uczelniach przetrwa³, a teraz ma wróciæ, ale w postaci stanowiska dydaktycznego, a nie naukowego.
- A wiêc zamieszanie jest jeszcze wiêksze. Nie mo¿na te¿ np. tolerowaæ sytuacji, w której pracownicy naukowi szkolnictwa wy¿szego dostali kolejn± turê podwy¿ki, natomiast pracownicy nauki w instytutach pozauczelnianych takiej podwy¿ki nie dostali. To jest sprzeczne z podstawowymi zasadami równo¶ci wobec prawa.
- Czy powstanie tego zespo³u nie jest o rok, dwa spó¼nione?
- My¶lê, ¿e jest zdecydowanie spó¼nione o co najmniej kilka lat. Propozycje, które dotyczy³y stworzenia spójnego projektu, by³y zg³aszane przynajmniej 4 lata temu. Ju¿ wtedy by³o zreszt± pó¼no. ¦rodowisko odczuwa³o potrzebê zmian i poszukiwania tego wspólnego mianownika, ale niestety nie by³o zgody niektórych gremiów na podjêcie takich prób, a tak¿e woli polityków, by tego dokonaæ.
- Dwie najwa¿niejsze ustawy, o finansowaniu nauki oraz o szkolnictwie wy¿szym, s± gotowe i w³a¶nie trafiaj± do Sejmu. Nad czym zatem bêdzie debatowa³ zespó³, skoro najistotniejsze rozstrzygniêcia ju¿ zapad³y?
- Zawsze istnieje mo¿liwo¶æ wprowadzenia zmian i korekt. My¶lê, ¿e jeszcze nie jest na to zbyt pó¼no. Nigdy nie jest zreszt± tak ¼le, ¿eby nie mog³o byæ gorzej. Z punktu widzenia zawodu, który reprezentujê, obserwujê nieustann± zmienno¶æ spo³eczeñstwa i dlatego widzê tak¿e potrzebê dokonywania sta³ych ulepszeñ prawa. Liczê te¿ na to, ¿e zespó³ uzgodni najwa¿niejsze kierunki i rozwi±zania oraz ¿e zajmie siê kwestiami konstytucyjnymi.
- Rozumiem, ¿e chodzi o zapis o bezp³atnym kszta³ceniu?
- Chcê siê zadeklarowaæ jako przeciwnik zapisu o bezp³atnym nauczaniu na poziomie wy¿szym. Jest to zapis fikcyjny, w praktyce nierespektowany, co prowadzi do kolejnej schizofrenii w ¿yciu spo³ecznym, ale tak¿e do kolejnego etapu odchodzenia od poczucia praworz±dno¶ci w naszym kraju. Ci, którzy upieraj± siê, ¿e nauka musi byæ bezp³atna, s±, proszê wybaczyæ, fundamentalistami, którzy nie bior± pod uwagê faktów.
- S±dz±, ¿e dostêpno¶æ studiów dla dzieci z rodzin mniej zamo¿nych jest w ten sposób wiêksza, ale praktyka pokazuje, ¿e jest na odwrót. To dzieci z rodzin zamo¿niejszych dostaj± siê czê¶ciej na studia bezp³atne, a te, które mia³y byæ preferowane, musz± p³aciæ za studia zaoczne i naukê w uczelniach niepañstwowych.
- Je¶li chcemy, by wykszta³cenie by³o powszechnie dostêpne, to musimy stosowaæ zasady sprawdzone na ¶wiecie przez dziesi±tki lat. Pomagaæ nale¿y najzdolniejszym, bo na nich stoi rozwój spo³eczny, i najbiedniejszym, bo im jest najtrudniej. Ale ta pomoc nie mo¿e polegaæ na tworzeniu pozornie bezp³atnego szkolnictwa wy¿szego, tylko na zapewnieniu odpowiedniej puli stypendiów wspomagaj±cych tych najbiedniejszych.
- W tym roku pula stypendiów, które na mocy orzeczenia Trybuna³u Konstytucyjnego przys³uguj± wszystkim studentom, uleg³a podwojeniu.
- To bardzo dobrze, ale to jest kropla w morzu potrzeb. Nie widzê powodu, dla którego w uczelniach prywatnych mo¿na pobieraæ czesne od najczê¶ciej biednego studenta, a uczelnia pañstwowa nie mo¿e tego robiæ nawet od tych z bogatszych rodzin.
- Poza zmianami w ca³ym obszarze nauki do zmian przymierza siê te¿ Akademia. Tu te¿ powsta³ zespó³ pod przewodnictwem prof. Jana Strelaua, wiceprezesa PAN, który ma za zadanie przygotowaæ projekt nowej ustawy o Akademii i tu tak¿e jest Pan jego cz³onkiem. Obecna ustawa pochodzi z 1995 roku, wiêc jak na ustawê jest stosunkowo m³oda. Czy to znaczy, ¿e jej twórcy nie wykazali siê dalekowzroczno¶ci± i przyjête rozwi±zania powinny ulec zmianie?
- Niestety, nie wszystko da siê przewidzieæ. Jest kilka problemów, które wymagaj± zmiany obowi±zuj±cego prawa. W obecnym kszta³cie Akademia funkcjonuje jako trzy odrêbne piony: placówki badawcze, korporacja i komitety naukowe. Chcemy znale¼æ formu³ê ¶ci¶lejszego ich powi±zania.
- W jakim kierunku pójd± zmiany?
- Absolutnie nie chcemy ograniczaæ samodzielno¶ci, jak± zdoby³y instytuty, ale Akademia musi mieæ pewne bod¼ce, ¿eby móc, nie tylko tak jak dzisiaj - powo³ywaæ i odwo³ywaæ dyrektora i cz³onków rady naukowej instytutów, ale tak¿e, by prowadziæ okre¶lon± politykê naukow±. Powinna dysponowaæ ¶rodkami, które mog³aby przekazywaæ najlepszym placówkom na projekty badawcze, wydawnictwa, konferencje.
- Czyli Akademia chcia³aby byæ samodzielnym dysponentem pewnej puli pieniêdzy?
- Uwa¿am, ¿e jest to absolutnie konieczne. Bez tego jest towarzystwem naukowym, a nie akademi± nauk. Je¶li pewn± politykê wobec wydzia³ów i swoich pracowników mo¿e prowadziæ rektor wy¿szej uczelni i dysponuje ma ten cel choæby ¶rodkami na badania w³asne, to dlaczego nie mia³by tego robiæ prezes Akademii? Sytuacja obecna jest niedobra i chcieliby¶my to zmieniæ. Wiêksz± rolê powinny te¿ odgrywaæ komitety naukowe. One z nazwy s± komitetami Polskiej Akademii Nauk, ale de facto s± komitetami polskiej nauki, bo przecie¿ wiêkszo¶æ ich cz³onków pochodzi spoza Akademii. W minionych czasach by³y niekiedy - mówiê tu np. o Komitecie Nauk Historycznych - instytucjami daj±cymi ¶wiadectwo prawdzie. Dzi¶ ich rola jest oczywi¶cie inna, a powinna byæ zdecydowanie wzmocniona poprzez szerszy zakres kompetencji, tak¿e poprzez zdecydowanie wiêksz± samodzielno¶æ finansow±. Podejmowa³em dzi¶ decyzje finansowe tego typu i proszê sobie wyobraziæ, ¿e s± to kwoty rzêdu np. 1000 czy 1500 z³. To naprawdê ¿enuj±cy stan rzeczy, obrazuj±cy wysoko¶æ finansów dla polskiej nauki. Trzeci nurt zmian to podniesienie poziomu naukowego placówek badawczych Akademii. Placówki PAN powinny byæ zdecydowanie placówkami najwy¿szej kategorii.
- W naszym ¿yciu naukowym i akademickim jest wiele zjawisk z obszaru etyki, które s± publicznie krytykowane, ale poza opisywaniem tych bol±czek niewiele siê w tym zakresie zmienia.
- Rzeczywi¶cie, zmiany, które powinny nast±piæ, nie zale¿± tylko od nowych rozstrzygniêæ legislacyjnych na poziomie ustaw, ale wiele z nich wymaga zmian procedur dzia³ania i mentalno¶ci ¶rodowiska.
- Czy s±dzi Pan, ¿e konkursy na stanowiska s± autentyczne czy fikcyjne?
- W zdecydowanej wiêkszo¶ci s± absolutn± fikcj±. Najwy¿ej kilka procent to autentyczne konkursy. W pozosta³ej czê¶ci zwyciêzca jest znany przed og³oszeniem konkursu.
- A czy s±dzi Pan, ¿e recenzje podczas przewodów doktorskich, a w znacznej czê¶ci tak¿e habilitacyjnych, s± rzetelne i odpowiadaj± potrzebom promowania dobrych prac badawczych?
- W wiêkszo¶ci s± to recenzje grzeczno¶ciowe, nie tyle rzetelnie oceniaj±ce pracê, co bêd±ce wywi±zaniem siê z kole¿eñskiego obowi±zku.
- Tu jeste¶my zgodni, niestety. A wystarczy³oby wprowadziæ proste mechanizmy. W Niemczech nie mo¿na np. robiæ przewodu habilitacyjnego w uczelni, w której siê pracuje. Nie mo¿na te¿ ubiegaæ siê o stanowisko docenta czy profesora w macierzystej uczelni.
- Bardzo by³bym za tym, ¿eby i u nas tak± zasadê wprowadziæ. Przez lata obowi±zywa³o my¶lenie, ¿e ograniczeniem s± mieszkania, ale ¿ycie pokazuje, ¿e na zajêcia pracownicy naukowi doje¿d¿aj± wzd³u¿ i w poprzek Polski.
- Okazj± do wprowadzania tego typu zasadniczych zmian mog³aby byæ nowa ustawa. Tymczasem przygotowany projekt nowego prawa o szkolnictwie wy¿szym ¿adnych tego typu radykalnych zmian nie przynosi. Nawet gdy jakie¶ ¶mielsze pomys³y siê pojawia³y, to ginê³y wobec oporu ¶rodowiska.
- Te¿ uwa¿am, ¿e takie zmiany powinny siê pojawiæ, ale i problemy s± trudne. Powszechnie krytykowana jest wieloetatowo¶æ, ale je¶li asystent dostaje 800 z³ i wpada na niem±dry pomys³ za³o¿enia rodziny, ju¿ nie mówi±c o nabyciu lokalu mieszkalnego, to musi wzi±æ pracê dodatkow±. Wiem, ¿e nie mo¿na wprowadzaæ zmian mechanicznie. Dzi¶ wieloetatowo¶æ to zjawisko powszechne, dotycz±ce znacznej czê¶ci ¶rodowiska i przybieraj±ce rozmiary karykaturalne. Jestem cz³onkiem Pañstwowej Komisji Akredytacyjnej i wiem co¶ o tym. Musimy co¶ z tym zrobiæ, bo inaczej mówienie o jako¶ci kszta³cenia i równoczesne tolerowanie profesorów, którzy maj± kilkudziesiêciu magistrantów, nie ma wiêkszego sensu.
- Jest Pan autorem tezy, ¿e wchodzimy do Europy z poka¼nym wianem nauk humanistycznych. Na ile nasza humanistyka mo¿e mieæ w tej zjednoczonej Europie pozycjê znacz±c±?
- Jestem tu optymist±, poniewa¿ wiele nauk z obszaru humanistyki ma renomê ¶wiatow±. Wymieñmy choæby archeologiê, socjologiê, nauki historyczne. Jeste¶my te¿ mocarstwem w sferze kultury artystycznej, np. w zakresie muzyki wspó³czesnej. I my¶lê, ¿e zostanie to dostrze¿one i docenione. Generalnie s±dzê, ¿e nasza nauka i w ogóle Polska, jako jeden z wiêkszych krajów wchodz±cych w sk³ad Unii, zajmie z czasem nale¿ne nam miejsce.
Rozmawia³ Andrzej ¦wiæ