W swej „Autobiografii filozoficznej” Karl Jaspers opisuje rozmowê, jak± po roku 1933 przeprowadzi³ z Martinem Heideggerem: „Jak cz³owiek tak niewykszta³cony jak Hitler mo¿e rz±dziæ Niemcami?” „Wykszta³cenie” - odpowiedzia³ - „jest najzupe³niej obojêtne. Proszê siê przyjrzeæ, jak cudowne s± jego rêce!” Heidegger, jak wiadomo, opowiedzia³ siê po stronie „nowej pañstwowo¶ci” tworzonej przez nazistów. Nie on jeden, w koñcu nawet Tomasz Mann w swych dziennikach z tamtego okresu nazwa³ Hitlera cz³owiekiem o „szlachetnych intencjach”. Z drugiej strony, nie brak przyk³adów ludojadów wykszta³conych przez najlepsze ¶wiatowe uczelnie - do nich nale¿a³ jeden ze s³ynniejszych absolwentów Sorbony, kambod¿añski ludobójca Pol Pot. Pozornie zatem nie wykszta³cenie przes±dza o tym, czy cz³owiek stanie siê zbrodniarzem. Wiêcej nawet - bywa, i¿ redukuj±co rozumiane „wykszta³cenie” staje siê pomocne w „uzasadnianiu” zbrodni politycznych, w budowaniu zaplecza ideologicznego przeprowadzanych na masow± skalê „eksperymentów spo³ecznych”.
Zdawaæ by siê wiêc mog³o, ¿e wykszta³cenie w polityce nie ma nic do rzeczy. Tak w³a¶nie zdaj± siê s±dziæ i nasi politycy, którzy od lat nie czyni± nic zgo³a, by w wykszta³cenie spo³eczeñstwa inwestowaæ. Z drugiej strony, nawet wykszta³ceni ludzie potrafi± daæ wsparcie nieukom pr±cym do w³adzy, wiedz±c wszak, ¿e kszta³cenie spo³eczeñstwa bêdzie ostatnim problemem, który mo¿e ich interesowaæ. Wiêcej jeszcze: brak w trakcie naszych kampanii wyborczych profesjonalnych ocen programów poszczególnych partii, sprawdzaj±cych ich stosunek do kwestii kszta³cenia, nie mówi±c ju¿ o próbach rozliczania przedk³adanych w tej dziedzinie obietnic (je¶li takie obietnice w ogóle siê pojawiaj±). Co cztery lata sprawa staje siê aktualna. Istnieje mo¿liwo¶æ przetestowania stanowisk polityków w tej kwestii, na ogó³ jednak siê tego nie robi.
¦rodowiska naukowe - czy szerzej: inteligenckie - nie czyni± nic, by podnosiæ wagê tej problematyki. Tak, jakby by³a to sprawa bez najmniejszego znaczenia i jakby z góry uznano, ¿e g³osu tych ¶rodowisk nikt nie bêdzie bra³ pod uwagê. W k±t posz³y nauki Andrzeja Frycza Modrzewskiego o tym, ¿e takie bêd± Rzeczypospolite, jakie w nich m³odzie¿y chowanie. W tej chwili zreszt± m³odzie¿y siê nie „chowa”, m³odzie¿ siê „naucza”, co znaczy, ¿e przygotowuje siê j± do zdobycia dyplomów. W najlepszym wypadku owo „nauczanie” to wyposa¿anie w odpowiedni± ilo¶æ wiedzy z danej dziedziny. I takie wyposa¿enie okre¶la siê mianem wykszta³cenia. A to tymczasem tylko wiedza i pewien zasób umiejêtno¶ci, sk±din±d przydatne i po¿yteczne, lecz nie zawsze wystarczaj±ce, by kogo¶, kto nimi dysponuje, uznaæ za osobê wykszta³con±.
Wykszta³ciæ cz³owieka to jednak co¶ wiêcej. To tak¿e - przepraszam za okre¶lenie - wychowywaæ, „chowaæ” w³a¶nie. Jest w tym, owszem, tak¿e element tresury. Ka¿dy w dzieciñstwie s³ysza³, ¿e „tak siê nie mówi” oraz, ¿e „o tym siê nie mówi”, a równie¿ i „tego siê nie mówi”. Owo „tak siê nie mówi” dotyczy formy wypowiedzi, pewnej konwencji u¿ywania jêzyka. Bez owej konwencji nie byliby¶my zdolni do wzajemnego zrozumienia i porozumienia. Poeci, rzecz jasna, wiedz± o tym, ¿e czasem trzeba owej formule tresury siê przeciwstawiæ, ale oni ju¿ konwencje znaj± i - przynajmniej niektórzy spo¶ród nich - d±¿± do jej wzbogacenia, a nie odrzucenia. Punktem odniesienia jest zatem nabyta wcze¶niej wiedza. Impulsem do zmiany jest natomiast w³a¶nie owo „wychowanie”, stanowi±ce miêdzy innymi, i¿ wzbogacanie ¶rodków wyrazu i komunikacji stanowiæ mo¿e - choæ niekoniecznie musi - wspólne dobro. Nie jest przypadkiem, ¿e jedn± z wa¿nych umiejêtno¶ci, jakie oferuj± nie tylko uniwersytety, ale tak¿e szko³y amerykañskie, jest „twórcze pisanie”, przedmiot czêstych naigrawañ. Tymczasem to jest wychowywanie do uczestnictwa w przemianach, w tworzeniu innowacyjnych perspektyw.
Gdy w jednym z programów o¶wiatowych s³yszê wypowied¼ zamieszkuj±cego odleg³y azjatycki kraj m³odego cz³owieka, podkre¶laj±cego z dum±, i¿ jego dziad „otrzyma³ solidne brytyjskie wykszta³cenie”, to wiem, ¿e ma on na my¶li pewne warto¶ci, które stanowi± dope³nienie wiedzy, wyniesionej z brytyjskiej uczelni. Dla niego wykszta³cenie to co¶ wiêcej ni¿ tylko dostêp do tej wiedzy, a fakt, i¿ jest ono „brytyjskie” ma walor nie tylko solidno¶ci, lecz tak¿e typu wychowania do wiedzy i jej po¿ytkowania. O „polskim wykszta³ceniu” - solidnym czy nie - jako¶ nie s³ysza³em. Nie jest ono bowiem dla nikogo, z Polakami w³±cznie, ¿adnym wzorcem. Jest raczej powielaniem wzorców powsta³ych gdzie indziej. Owszem, jest „chiñskie wykszta³cenie” okre¶laj±ce jego kulturow± specyfikê, ³±czno¶æ z pewn± tradycj±. W ostateczno¶ci mo¿na mówiæ o „wykszta³ceniu europejskim”, które w sposób do¶æ subtelny, lecz przecie¿ rozpoznawalny, ró¿ni siê od „wykszta³cenia amerykañskiego” i bywa mu przeciwstawiane. Takie „europejskie wykszta³cenie”, w mniemaniu wielu, oferuje nam Uniwersytet Jagielloñski, kultywuj±cy, póki co, swe tradycje.
My¶lê, ¿e Jaspers, gdy w rozmowie z Heideggerem stwierdza³, ¿e Hitler jest cz³owiekiem „niewykszta³conym”, nie mia³ na my¶li tylko tego, i¿ cz³owiek ów jest nieukiem, choæ z pewno¶ci± i to mia³ na wzglêdzie. Podkre¶la³ tak¿e, i¿ cz³owiekowi temu brakowa³o pewnego „szlifu”, czyni±cego go godnym sprawowania spo³ecznych funkcji. O randze naszej szko³y - czy szerzej: nauki - decyduje nie tylko wiedza, lecz tak¿e w³a¶nie ów „szlif”. Nie ka¿dy diament staje siê brylantem. Nie widzê powodów, dla których nie mieliby¶my w Polsce uznaæ, i¿ szlifowanie diamentów jest istotnym sk³adnikiem procesu „chowania” uczniów, ich kszta³cenia. Na to wszak¿e trzeba ¶rodków od ludzi, którzy nie bêd± nastawieni wy³±cznie na to, co Witkacy uwa¿a³ za zagro¿enie dla przysz³o¶ci, czyli na „bezpo¶redni± u¿yteczno¶æ”.