Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Szkie³ko w oku

KOLEJKA PO CUKIER

Piotr M?ldner-Nieckowski

Fot. Stefan Ciechan Co roku na wiosnê ukazuj± siê w prasie rankingi szkó³ wy¿szych. Pora to stosowna, wszak maturzy¶ci ju¿ dawno powinni wiedzieæ, jaki kierunek w jakiej uczelni maj± wybraæ, a ¿e wielu wci±¿ ma z tym k³opoty, redakcje prze¶cigaj± siê w informowaniu.

Rankingi te jednak nie s± przekonuj±ce, m³odzi kieruj± siê mod± i nie licz± siê ani z si³ami, ani punktami przyznawanymi uniwersytetom. Wielu wybiera na chybi³ trafi³, bo do gazet zagl±da rzadko. Poniek±d s³usznie. Prawdê powiedziawszy, punktacje niewiele mówi± o rzeczywisto¶ci i raczej przypominaj± ba³amuctwo. Je¶li ju¿ na kogo¶ dzia³aj±, to g³ównie na rodziców, tych samych, którzy ustawiaj± siê w kolejce po cukier, poniewa¿ przeczytali, ¿e ten towar ma zdro¿eæ wraz z wej¶ciem Polski do Unii Europejskiej. Zarobi± na tym interesie niebagatelne dziesiêæ z³otych. S± przyzwyczajeni, ¿e co „pisze w gazecie”, to musi byæ prawd±, a jak z powy¿szego wynika, arytmetyka jest im obca. Ich nabraæ naj³atwiej, oni te¿ zapewne s± adresatami tych zdumiewaj±cych publikacji.

W rankingach stosuje siê kryteria urzêdnicze. Jako ¿ywo przypominaj± one s³ynny szpitalny osobo³ó¿kodzieñ. Przypomnijmy, ¿e na przyk³ad w redakcji „Polityki” punktuje siê: pozycjê akademick±, potencja³ kadrowy, orientacjê na studenta, kontakty z otoczeniem, selekcyjno¶æ i infrastrukturê. Konia z rzêdem temu, kto potrafi powiedzieæ, jaki wp³yw na kszta³cenie studentów maj± te elementy i jak dzia³aj± na wyobra¼niê kandydatów. Ta sama „Polityka” zastrzega siê, ¿e jej hierarchiczne zestawienie uczelni nie jest pe³ne i nie stanowi w pe³ni obiektywnej listy referencyjnej, ale t³umaczenie to mo¿na rozumieæ jedynie jako zabezpieczanie ty³ów. To zwyk³y wykrêt, bo redakcja ta ju¿ po raz pi±ty stworzy³a fakt szkodliwy. Opinie zawarte w rankingu nie s± ani prawdziwe, ani tym bardziej sprawiedliwe. Przypominaj± plebiscyt na najlepszego perkusistê roku.

Kto¶ s³usznie zauwa¿y³, ¿e o poziomie absolwentów w g³ównej mierze decyduj± oni sami i ¿e wyników nie poprawi nawet najlepsza na ¶wiecie kadra ani najlepszy budynek z najwygodniejszymi salami. Je¶li jaki¶ kierunek studiów nie jest modny, a przyjêcia odbywaj± siê na zasadzie ³apanki, niski poziom mamy zagwarantowany. Znam wydzia³y o potwierdzonej przez ranking i Pañstwow± Komisjê Akredytacyjn± renomie, które od lat wypuszczaj± fatalnych magistrów. S± to kierunki, jak to siê mówi, ma³o chodliwe. Studenci zdaj± egzaminy wstêpne pro forma i przynosz± z sob± nêdzny stan umys³owy. Z takim te¿ wychodz±, dzier¿±c pod pach± dyplom. Wszystko zgodnie z ¿elaznym prawem natury: czego Bozia nie da³a, tego najlepsza szko³a te¿ nie da.

W¶ród czynników wp³ywaj±cych na poziom absolwentów nale¿a³oby nastêpnie wymieniæ osobowo¶æ nauczycieli. Czasem wystarczy jeden doskona³y profesor, ¿eby poziom ca³o¶ci sta³ siê naprawdê wysoki. Je¶li w uczelni amerykañskiej taka osoba idzie na emeryturê, z uporem szuka siê na jej miejsce innej o podobnym statusie. Po krótkim okresie upadku wydzia³u pracownicy wyra¼nie podci±gaj± siê do poziomu przybysza i kszta³cenie m³odzie¿y staje siê skuteczne jak dawniej. Wraca szczególna atmosfera studiowania, która ma tak ogromny wp³yw na przysz³e, doros³e ¿ycie studentów. Ale to w Ameryce. W Polsce jak kto chce, a ¶ci¶le, jak chce urzêdnik, który - podejrzewam nie bez kozery - chêtnie ustawia siê w pozycji nad profesorem i skre¶la jego nazwisko z zestawu kryteriów oceny uczelni.

Wska¼niki statystyczne maj± siê tak do studiów, jak kolor dymu z komina do kultury osobistej mieszkañców domu. Nie ulega w±tpliwo¶ci, ¿e szkó³ wy¿szych nie mo¿na oceniaæ na tej podstawie. W moim przekonaniu, rewizji wymagaj± nie tylko rankingi prasowe, ale w ogóle system oceny szkó³ wy¿szych. Urzêdy, a za nimi gazety, koniecznie musz± wydawaæ opinie, a ¿e nie dysponuj± odpowiednimi narzêdziami badawczymi, pos³uguj± siê iluzj±. Na tym samym b³êdzie metodologicznym opiera siê na przyk³ad wycena pracy lekarzy i klinik. Tak, wycena, to najtrafniejsze okre¶lenie. Jakie s± tego skutki, doskonale wiemy z obserwacji Narodowego Funduszu Zdrowia.

Kszta³cenie akademickie od piêædziesiêciu lat jest kojarzone z nauk± w szkole podstawowej. Niektórzy wprost rozumiej± je jako wkuwanie na pamiêæ. S± gotowi opracowaæ kszta³t m³otka, za pomoc± którego bêdzie siê studentowi wbijaæ do g³owy fakty, liczby i pojêcia. Nieporozumienie to jest tak zakorzenione, ¿e studiowanie zaczyna byæ nazywane szkoleniem, jak w wojsku. Nie ma w tym nic z koncepcji uczenia my¶lenia na poziomie wy¿szym. Ot, po¿±dana jest jedynie produkcja magistrów, kraj czeka.

Rankingi uczelni mo¿na odbieraæ co najwy¿ej jako chwytliw± autoreklamê gazety. Niedawno podobny popis da³ „Newsweek”. Wyznaczy³ grupê najbogatszych obywateli, których pozostali Polacy powinni, jak dos³ownie napisano, nienawidziæ. Dziennikarz wskaza³ palcem o kogo chodzi i za³±czy³ zdjêcia, ¿eby nikt siê nie pomyli³ w czasie egzekucji. £adnie siê bawimy, Panie i Panowie.

e-mail: pmuldner@mp.pl

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje